Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Handel wiślany

ksunder

Na temat wiślanego handlu napisano już wiele książek, stąd jego krótkie omówienie jest w zasadzie niewykonalne. Jednakże historia okolic Konstancina związana jest nierozerwalnie z Wisłą i z czasami jej świetności, gdy rzeka była głównym szlakiem handlowym dawnej Rzeczpospolitej.

Choć trudno obecnie sobie to wyobrazić, odwołajmy się do pewnej analogii. Wyobraźmy sobie, że na terenie kraju jest tylko jedna trasa szybkiego ruchu, która niczym autostrada umożliwia transport olbrzymiej ilości towarów. A przy trasie tej leżą okolice Konstancina. Jest to jednocześnie szlak o znaczeniu międzynarodowym, którego opłacalność jest dużo większa niż transport lądowy z południa na północ i w kierunku odwrotnym. Prędkość podróżna załadowanego wozu wynosiła w czasach nowożytnych 30 km dziennie, statek płynący Wisłą mógł przebyć w tym samym czasie 90 kilometrów lub nawet i 150. Statki umożliwiały załadowanie większej ilości ładunku i obsługiwało je kilku ludzi ludzi, a nie liczne zwierzęta ciągnące wozy, które trzeba było codziennie karmić. W czasach nowożytnych sprawiło to, że opłacalność transportu powyżej 100 km była bezdyskusyjna, gdzie tylko się dało wykorzystywano rzeki.

Szkuta idąca na Wiśle pod prąd w Warszawie na obrazie Canaletta z 1770 r.

Rola Mazowsza w handlu wzrastała od XIV wieku, nim zaczęto spław zbożowy do Gdańska, w górę rzeki płynęły choćby śledzie. Z tych czasów pochodzi zresztą znane powiedzenie – jak śledzie w beczce. Jak tłumaczył wybitny polski historyk Henryk Samsonowicz, także ono dowodzi opłacalności wiślanego handlu. W średniowieczu średnio co 30 kilometrów na rzekach stały komory celne, w których zwyczajowo lokalni władycy pobierali część przewożonego towaru. Stąd też do beczek wciskano ryb jak najwięcej, aby mimo pobierania cła w postaci kilkudziesięciu śledzi z każdej przewożonej beczki, dało się zarobić na dostarczeniu ich do Krakowa.

Jednak już od XV wieku na Wiśle wzrasta spław zbożowy do Gdańska, po pokoju toruńskim i zakończeniu wojny z Krzyżakami, Wisła stopniowo staje się główną arterią komunikacyjną. Kolejne zarządzenie królewskie i sejmowe zakazują na niej stawiania blokad i jazów, jako choćby ta z 1631 roku gdy uchwałą sejmową przystąpiono do uzdatniania żeglowności Wisły. Ruch na rzece wzrasta, a szczytowym okresie, w roku 1641 odbywa się on przez 240 dni w roku, jak wskazują nam notowania warszawskiej komory celnej. W zasadzie więc poza zimą nie było dnia, gdy Wisłą nie płynęły liczne statki handlowe, bądź odbywał się spław flisacki, czy też holowanie powrotne brzegiem rzeki.  Czas żeglugi na Wiśle trwał od marca do listopada, zalecano by zboże wywozić już wczesną wiosną, gdy ruszą pierwsze lody. Stąd sezon pływacki rozpoczynał się wraz z topnieniem lodów i śryzą i trwał do późnej jesieni. Charakterystyczne dla Wisły były wahania stanów wody, liczne mielizny i zatopione pnie. W XVI wieku w warszawskiej komorze celnej notowano w ciągu przepływ 1000 statków, w roku 1751 było ich już 2222. Prócz statków handlowych Wisłą płynęli także flisacy, czy Olędrzy, a rzeka tętniła życiem.

O ile Wisła kojarzona jest zazwyczaj z handlem zbożem, to w zasadzie rzeką płynął każdy możliwy towar. Potęga Rzeczpospolitej zbudowana została także na soli, o czym obecnie mało kto pamięta poza historykami. Jednakże sól była najczęściej na Mazowsze sprowadzana i kupowana, a w Warszawie znajdował się skład solny. W roku 1670 erygowano Królewską Komorę Celną w Nowej Jerozolimie, czyli obecnej Górze Kalwarii, która zastąpiła prawdopodobnie dawną komorę w Ostrówku. To stamtąd sprowadzali do Obór sól Wielopolscy. Zachowały się liczne pokwitowania, pochodzące głównie z wieku XVIII, część z nich notowano na dokumentach zapłaty pogłównego. Rocznie do Obór trafiało sześć bałwanów soli, które opłacano we wspomnianej komorze. Następnie spławiano je do Karczewa, gdzie jak odnotowano znajdował się pal. Jak nazwa wskazuje, służył on do przycumowania statku, była to niewielka przystań. Większość szlachty miała własne pale, gdzie stały statki i galary, czasem przy palach takich odbywało się zimowanie statków spławowych. Jako, że Karczew leżał w oddaleniu od rzeki, pal ten znajdował się zapewne w okolicy Przewozu, bowiem tu sól płynęła na drugą stronę rzeki, skąd trafiała do Obór. Przy wiosennym wysokim stanie wód możliwy był zapewne wyładunek po stronie oborskiej.

Prócz zboża i soli rzeką płynął każdy możliwy towar. W warszawskiej komorze celnej odnotowano wino, małmazję (słodkie wino greckie), owoce, miedź, cynę, stal, sól, piwo, drzewo i wiele innych przedmiotów. Z przewożonych towarów korzystały leżące przy brzegach wsie. Jak odnotowano w XVII wieku brano stąd cynę, używaną do wykonywania naczyń i ich łatania. Stąd w parafii cieciszewskiej znajdowało się sioło o nazwie Cynaki, stanowiące zapewne część zaginionego Kozłowa. Mieszkała tu rodzina nosząca takie przezwisko, świadczące o ich zajęciu. Jeszcze w XVIII wieku Ciniakowie zamieszkiwali Kępę Dudzką i Rybacką i parafię karczewską…

Pozostałości szkuty z końca XV wieku odnalezionej w starorzeczu Wisły pod Czerskiem w roku 2009 

Już na przełomie XV i XVI Warszawa odgrywała dość znaczną rolę w eksporcie zboża, wosku i imporcie śledzi. Szybko stała się ukształtowanym centrum regionalnego rynku, obsługującego okolice Czerska pod względem skupu i spławu zboża, a czasem i zaopatrzenia spożywczego.  Wtedy z klucza oborskiego spławiano tam produkty rolne. Katastrofalna powódź w roku 1715 spowodowała głód w okolicach miasta i w samej Warszawie, do której nie dostarczono zatopionych zbiorów.

Z Wisły uzupełniano także bieżące potrzeby klucza oborskiego. Jak notowano zakupywano tu w XVIII wieku drewno i wapno przeznaczone na naprawy zabudowań pałacowych. Prócz tego rzecz Wisłą sprowadzano i ekspediowano część towarów, jak drewno i cegły przeznaczone na budowę i remont znajdującego się w Warszawie pałacu.

Kres wiślanego handlu przynosi koniec wieku XVIII i wiek XIX. Przez Wisłę przebiega granica między trzema zaborami co nie sprzyja handlowi. Choć w akcie notarialnym sprzedaży Papierni Potuliccy zezwalają jeszcze, aby „Fabryka z Wisły w Gassach korzystała, miała tam skład drewna i materiału dla Banku Polskiego na lat sześć z wolnością przewożenia drogą publiczną materiałów nie przez wał ochronny, pola, łąki lub Wisłę” i w ten sposób  utworzono na krótki czas przystań wodną, był to już koniec wiślanego handlu. Rozwój przemysłu, środków transportu, budowa kolei na prawym łurzyckim brzegu sprawiają, iż Wisła w tej części kraju traci na znaczeniu. Stąd po pierwszej wojnie światowej żegluga wiślana odbywa się głównie na trasie Warszawa-Tczew, w dawnym zaborze rosyjskim zostaje zaniedbana. Jednak przez 500 lat handel wiślany, wraz z mobilnością flisaków, oryli, kupców ukształtował oblicze Urzecza.

 


Źródła i wybrana literatura:

  • AGAD, Obory
  • BARTOSIEWICZ Agnieszka i Henryk, Kartografia miast Mazowsza i ziemi dobrzyńskiej do końca XIX wieku, Warszawa-Pułtusk 2006
  • BARTOSZEWICZ Agnieszka, Handel Solą na Mazowszu w XV i XV wiekuRocznik Mazowiecki t. 18, 2006, ss. 47-62
  • BURSZTA Józef, Z badań nad spławem w dorzeczu środkowej Wisły w drugiej połowie XVIII wieku, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej r. XXIV z. 1 ss. 23-35
  • CHUDOBA Tadeusz, Z zagadnień handlu wiślanego Warszawy w XVI wieku , Przegląd Historyczny t. L z 2 ss. 297 – 321
  • OBUCHOWSKA – PYSIOWA Honorata, Handel wiślany w pierwszej połowie XVII wieku, Wrocław 1969
  • OBUCHOWSKA – PYSIOWA Honorata, Warunki naturalne, technika i organizacja spławu wiślanego w XVII wieku, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej r. XIII z. 2 ss. 281-297
  • RESZKA Adam, Wiślane statki i techniki nawigacyjne od XVI do XX wieku
  • STANASZEK Łukasz Maurycy, Nieznane fakty z dziejów powstania i funkcjonowania Królewskiej Komory Solnej w Górze Kalwarii, Komunikat TMGK i C nr 1 (91) styczeń 2012

O ludziach rzeki i flisakach na Urzeczu niebawem, jak zwykle wpis zagadnienia nie wyczerpuje, zaciekawionych tematem zachęcam do sięgnięcia do literatury, bowiem zabrakło miejsca choćby na opisanie statków, którymi pływano po Urzeczu. Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, tak teraz zwie się region gwarowo zwany Łurzycem (przez rz). Chcących poznać całkowicie naukowe przyczyny tej zmiany odsyłam na stronę Na Łurzycu, zaś zainteresowanym tematyką handlu wiślanego i spławu polecam lekturę strony Domu Wisły.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Sis] *.knc.pl

    Cinakowie do dnia dzisiejszego zamieszkują w gminie Konstancin-Jeziorna. Część potomków Cinaków nadal zamieszkuje w bliskiej odległości od dawnego sioła Cynaki.

  • ksunder

    Tereny konstancińsko-jeziorańskich wsi nadwiślańskich zamieszkuje wiele rodzin noszących nazwiska znane tu od pokoleń - jak Magdziarzowie, Osuchowie, Baranowie... lista nazwisk występujących już w wieku XVI i XVII jest bardzo długa, są to najstarsze łurzyckie rodziny. Gdyby zachowały się pełne dokumenty zapewne zdołalibyśmy narysować piękne drzewka genealogiczne. A co do siola Cynaki - nie podejmuję się stwierdzać gdzie dokładnie leżało, bowiem Wisła w tym miejscu zmieniła bieg i koryto wiele razy, zatapiając przy okazji kilka wiosek. Przykładem może być zaginione sioło Grzanki - w XVII wieku sąsiadowało z Cynakami, w XIX leżało po drugiej strony rzeki w parafii karczewskiej. Zresztą nazwisko Grzanka też jest u nas nadal znane...

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci