Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Pogranicze w ogniu (1)

ksunder

Kilkakrotnie pisałem już o rozgraniczaniu dóbr i podziałach granicznych, lecz poza historykami niewiele osób pamięta jak bardzo istotna kwestia ta była w dawnych wiekach. Na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna poprzez stulecia graniczyły ze sobą dobra ziemskie mające różnych właścicieli, stąd też istotnym było ustalenie przebiegu granic. Obyczaj ten na Mazowszu przyjął podobną formę jak w pozostałej części kraju.

Tam gdzie nie było granic naturalnych sypano kopce. Wewnątrz zaczęto z czasem zakopywać butelki zawierające karty, na których wypisywano datę i nazwę rozgraniczanych majątków. Po latach ich wydobycie potwierdzało prawa do ziemi, bądź stawało się swego rodzaju wydarzeniem. Gdy w roku 1895 wydobyto taki dokument rozgraniczenia dóbr oborskich od Kawęczyna pochodzący z roku 1836, podpisany przez wszystkich ówczesnych uczestników czynności, Potuliccy uroczyście oprawili akt świadczący o zapomnianym zwyczaju, dzięki czemu świadectwo to zachowało się do dnia dzisiejszego.

Punktami orientacyjnymi często stawały się charakterystyczne drzewa, kurhany czy krzyże. Drzewa znaczono, jak pisał Ignacy Zaborowski autor XVIII wiecznego dzieła znanego pod tytułem Geometria Wiejskaj „jeśli w ciągu ściany granicznej znajdują się znakomitej wielkości drzewa, na tych przez sąd graniczny wycinane bywają znaki, na kształt krzyża które zowią naciosy”. Zwyczaj ten obowiązywał od dawna, gdy w roku 1425 Stanisław Pierzchała i Wigand Pierzchała (protoplaści rodu Oborskich) dzielili swe ziemie, w dokumencie podziału odnotowano, iż nieopodal strumienia przy granicy ziem cieciszewskich uczyniono „czosy” w lesie. Gdy drzew nie było stawiano słupki na których wykuwano znaki w kamieniach, stąd wziął się późniejszy zwyczaj umieszczania słupów granicznych. Jakub Haur w wydanej w roku 1675 Oekonomice zalecał, aby granice oznaczać nie tylko na papierze ale i w naturze, bowiem brak wyraźnie oznaczonych granic prowadzi do zajazdów i spraw o naruszenie kopców.

Kapliczka w pobliskim Moczydłowie, jeden z bardziej znanych łurzyckich znaków granicznych, wmurowano w nią inskrypcję rozgraniczenia ówczesnych wsi Wola Załęska i Moczydłów. Co ciekawe ta pochodząca z połowy XVIII wieku tablica pierwotnie znajdowała się "śród Wisły". Do kapliczki jeszcze powrócę, warto przeczytać artykuł Z. Skroka w "Spotkaniach z Zabytkami" z listopada 2003 m. in. na jej temat (fot. Ł. M. Stanaszek, zdjęcie z albumu na stronie FB Łurzyca)

Sprawy graniczne stały się oddzielną dziedziną prawną zwaną po staropolsku processus granicialis, postępowaniem ustalania granic, gdyż często przesuwano kopce graniczne lub je rozrzucano, naruszając ziemie. Uważna lektura Pana Tadeusza przyniesie nam sedno konfliktu o zamek Horeszków, kilkakrotnie jest tam mowa o przesuwaniu kopców przez Sopliców, co jak wiemy kończy się zajazdem.

Brak informacji, aby w okolicach Konstancina dochodziło często do takiej eskalacji konfliktów, jednakże zachowane akta wskazują, iż także tutaj kwestia rozgraniczenia była jednym z najważniejszych problemów. Choć w sporach wewnętrznych potomkowie Pierzchałów starali się zachować umiar zdarzyło się, iż w roku 1476 bracia Oborscy najechali się wzajemnie usiłując przejąć graniczny młyn na rzece Jeziorce, w następstwie czego Andrzej skarżył się księciu mazowieckiemu Konradowi, iż Mikołaj uczynił go kaleką „po wsze czasy”. Zazwyczaj jednak rozgraniczenia wewnętrzne w obrębie ziem oborskich, chabdzińskich, cieciszewskich i skolimowskich czynione były spokojnie. Palący problem istniał jednakże na granicach zewnętrznych.

Nie tak dawno we wpisie "Historia pewnej Kępy" opisane zostało spotkanie dziedzica Falenicy z chłopami z Obór na niewielkiej wiślanej wyspie, do której części rościły sobie pretensje obie strony, wskutek czego w roku 1712 doszło do rozwiązań siłowych. Ponieważ w XVII wieku do Oborskich należały również „działy” w Świdrze, wielokrotnie sypano kopce w okolicach Wisły, która zmieniając swój bieg dawała podstawę do twierdzeń, iż granica przebiegała inaczej. Konflikty zaczęły się jeszcze za czasów panowania nad Wisłą rodu Ciołków, do których należał Chabdzin (Habdzin) i jego nadwiślańskie okolice. Już w roku 1488 Dersław Chabdziński wnosił skargi na Zygmunta Świderskiego, który przez należącą doń łąkę przekopał kanał, aby zasilić swe jezioro wodą z Wisły, która to rzeka na tym odcinku należała do Chabdzina. Zwyczajowo szlachta zamieszkująca dobra Oborskie każdej wiosny i jesieni dokonywała obchodu dóbr nierzadko ujawniając, iż Falęccy wycięli drzewa należące do Wielopolskich z Obór. Gdy na Kępie Chabdzińskiej osiedlili się Olędrzy, rozpoczynając tym samym drugą falę łurzyckiego osadnictwa, Maskiewicz z Falenicy poprzecinał pręty i ogrodzenia wyznaczające granice wsi uznając, iż naruszono jego teren. Wkrótce wzdłuż granicy lądowej także osadził Olędrów, rozpoczynając w ten sposób historię Kępy Falenickiej, wsi graniczącej z Kępą Oborską.

Kopce dzielące Falenicę od Świdra na mapie 1712 roku , fragment mapy ze zbiorów AGAD, skan na stronie Wirtualnego Muzeum Konstancina

Nie należy się więc dziwić, że każda wyspa czy łacha na Wiśle była opisywana dokładnie. Spokój panował jedynie na odcinku między Gassami, Nabrzeżem a Cieciszewem, prawdopodobnie ponieważ rzeka była w tym rejonie na tyle nieobliczalna, że nikt nie rościł sobie pretensji do wielu pól leżących jak wówczas mawiano „na urzeczu”, gdyż co roku jakaś ich część znajdowała się pod wodą. Jednakże na granicy kawęckiej trwała w najlepsze wojna. Kawęczyn, Brześcce, Łubna i inne wsie należały do Szymanowskich, od dawna skłóconych z Wielopolskimi. Granica ta biegła od Wisły po części lasem, zwanym „kawęcką dębiną”, gdzie w roku 1725 Franciszek Szymanowski zaczął na starość czynić zasadzki na chłopów ze Słomczyna i Cieciszewa. „Czynił wiolencję przeciw prawu i ludzkiej słuszności zabierając ludziom konie, wozy, siekiery”, napotkanych w lesie chłopów bił, a wozy uprowadzał do Brześcc. Szymanowskim zdarzyło się nawet posuwać do wyciągania pali z wybudowanych tam chroniących od zalania brzeg Dębówki i Cieciszewa, gdyż uznali budowę ochrony przed wodą za naruszenie granic. Pół wieku później niewiele się zmieniło, w roku 1795 dziedziczka Szymanowska „przyaresztowała” chłopów z Cieciszewa, którzy uciekli przed zawieruchą wojenną z klucza oborskiego twierdząc, iż poddani ci stanowić będą rekompensatę za kwestię nieuregulowanych granic.

Granica między Cieciszewem, Słomczynem a Kawęczynem z oznaczonymi kopcami na XVII wiecznej mapie ze zbiorów archiwalnych

O ile granica kawęcka biegła lasem, gdzie łatwo było rościć sobie pretensje do poszczególnych drzew, wydawać się mogłoby, że rzeka Jeziorka, nie będąca tak kapryśna jak Wisła, jest granicą w miarę stałą. Tak jednak nie było, o czym przeczytać będzie można za w następnej części niniejszego wpisu.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • Księga Ziemi Czerskiej 1404-1425 poprzedzona wstępem historycznym, Warszawa1879, wyd. A. Pawiński
  • Matricularem Ducatus Masoviae Codices saeculo XV-XVI conscripti, t. I 1417-1429, Warszawa 1918, red. A. Włodarski
  • BYSTROŃ Jan Stanisław, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI – XVIII, Warszawa 1960

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci