Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Bitwa o przeprawę

ksunder

Wrzesień 1939 roku to nie tylko historia bombardowania Konstancina, ale przede wszystkim okolicznych wsi nadwiślańskich. Początek wojny sprawił, iż drogi zapełnione zostały uchodzącymi z zawieruchy wojennej na wschód. Mieszkańcy Warszawy zaczęli uciekać przed bombardowaniami w kierunku Lublina. Przejście przez Wisłę zapewnial istniejący tu od niedawna most pontonowy, łączący od czerwca Ciszycę i Świdry Małe. Szybko droga ta stała się także celem intensywnych bombardowań i ataków na przemieszczających się nią ludzi, co po dziś dzień upamiętnia choćby kamień na jednym z podwórek we wsi Opacz, gdzie wyliczono imiona osób które wówczas zginęły.

Most był bombardowany od pierwszych dni września, wskutek czego cierpieli mieszkańcy gminy Jeziorna i przemieszczający się prowadzącą doń drogą. Wiele osób wspomina, iż czarny dym płonącego mostu widoczny był ze skarpy obok kościoła w Słomczynie. Mimo to saperzy i mieszkańcy Ciszycy i Świdrów Małych odbudowywali go i możliwe było korzystanie z niego, aż do dnia 6 września, kiedy zniszczono przęsła. Detonowały wówczas ładunki mające zniszczyć most po wycofaniu się Wojska Polskiego na wschód. Mimo, iż przystąpiono do ich naprawy, uchodźcy nie mogli z mostu korzystać i od tej pory kierowali się w stronę Gassów, gdzie przeprawą promową przewożono ludzi do Karczewa. Jak podczas każdej wojny na przestrzeni setek lat miejsce to było celem atakujących wojsk, jako niezmiernie ważna strategicznie przeprawa między Górą Kalwarią a Warszawą, umożliwiająca przeprawienie się przez Wisłę.

Droga w Gassach szybko zapełniła się ludźmi i powstał olbrzymi zator, jak wspominają pamiętający ten dzień, wyjątkowo dużo było pojawiło się cygańskich taborów. Cyganie w owym czasie jeździli często po okolicznych wsiach i pojawiali się na targu w Karczewie. Drogę blokowali ludzie uciekający wraz z dobytkiem usiłując przedostać się wozami na drugą stronę rzeki. Kolejna fala samolotów zbombardowała Gassy, gdzie jeden z mieszkańców zmarł po ranieniu odłamkami w nogę, a przewiezienie go kolejką do szpitala w Warszawie okazało się niemożliwe.

Zdjęcie niemieckich żołnierzy na promie, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż wykonano je w Gassach lub Przewozie (ze strony Na Łurzycu

8 września oddział kpt. Przybyłowicza dotarł do leżącej na wprost Gassów wsi Przewóz przygotowując się do obrony przeprawy przed nacierającą niemiecką 1 Dywizją Pancerną, której pododdziały pochodziły już do Wisły. Siły polskie ulokowano na prawym brzegu, zaś niewielki oddział rozpoznania znalazł się na lewym, tuż przy przeprawie. Mimo bombardowań i możliwości ataku przewoźnicy w Gassach uradzili, że będą przewozić wszystkich ludzi oboma promami, a dopiero na końcu przeprawią się sami, uciekając przez bitwą. Jednakże Niemcy wysłali przed atakiem zwiad piechoty, a jeden z polskich żołnierzy zobaczył na wale niemieckiego żołnierza i do niego strzelił. Niemcy odpowiedzieli ogniem i tak zaczęła się strzelanina, która zapamiętana została po latach jako bitwa o przeprawę promową. Przewoźnicy wraz ze znajdującymi się na Wiśle uciekli wówczas do Karczewa, skąd wrócili po dwóch dniach. Mieszkańcy Gassów schowali się w domach. Gdy strzelanina ucichła i Niemcy odjechali okazało się, że nad Wisłą leży czterech polskich żołnierzy ułożonych w koło głowami do siebie „jak wiatrak”, których ułożyli tak Niemcy. Żołnierzy pochowano w dole, gdzie po latach wybudowano pomnik. Jednakże wiele zwłok Niemcy zepchnęli na drugą stronę wału, zapamiętano iż zabić mieli dużo Cyganów, którzy nie chcieli porzucić swego dobytku. Podobno zginąć miało dużo niemieckich żołnierzy, jednakże wszystkich swych poległych Niemcy zabrali ze sobą.

Niemcy powrócili w nocy i podjęli próbę sforsowania rzeki na gumowych łodziach pod osłoną artylerii. Powstrzymani zostali wówczas przed pozostający na drugim brzegu oddział kpt. Przybyłowicza.

Gdy walki ustały ciała wyjęto z wody i część z nich udało się zidentyfikować, bowiem przyjeżdżali różni ludzie i zabierali swoich zmarłych. Jeszcze w październiku woda wyrzucała ciała polskich żołnierzy. Z polecenia niemieckich władz władze gminy Jeziorna chowały wszystkich we wspólnym grobie. Część ludzi pochowano anonimowo w dole, a niektórych przeniesiono po latach na cmentarz w Cieciszewie. W Gassach zaczęło stacjonować niemieckie wojsko.


Źródła i literatura:

  • wspomnienia mieszkańców wsi Gassy
  • Akta gminy Jeziorna, APW Oddz. Grodzisk Mazowiecki
  • korzystałem ze świetnego artykułu Pawła Sulicha o obronie mostu w Ciszycy-Świdrach Małych, nie chciałem więc powtarzać zawartych tam informacji. Artykuł można przeczytać tutaj:  http://www.jozefow.pl/ARCH/JNS/FILES/jns1109.pdf (strony 8 -9)

Pomnik znajdujący się w miejscu walki.Napis na tablicy głosi: "Wieczna chwała bohaterskim obrońcom Ojczyzny, żołnierzom polskim poległym w miejscu przeprawy promowej we wrześniu 1939 r. Społeczeństwo Miasta i Gminy Konstancin-Jeziorna 1 IX 1999"

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci