Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

19 grudnia 1812

ksunder

O roku ów, któż ciebie widział w naszym kraju… Ciebie lud prosty wciąż zowie rokiem urodzaju, a żołnierz rokiem wojny, napisze po latach wieszcz. Na razie jednak rok 1812 dobiega końca. Na polach leży śnieg, utrudniający poruszanie się także drogami. Do dworu w Oborach docierają wreszcie sanie, przywożąc aktualne informacje i wiadomości pocztowe.

Elżbieta Potulicka ma powody do niepokoju. Nadchodzą święta i choć zadbała o przygotowanie nowej siedziby rodu do zimy, ma się czym martwić. Zakupiła drewno celem ogrzania dworu jeszcze jesienią, sprowadzając je Wisłą kilkanaście dni temu, z leżącej w Austrii Małopolski, przez przejście graniczne i komorę celną w Krakowie, wprost na przystań w Gassach. Opał może okazać się jednak nie wystarczający aby ogrzać oranżerię i rosnące w niej cytrusy. Cudem udało się je uratować kilkanaście lat temu po zniszczeniu zabudowań dworskich przez Rosjan, w trakcie powstania kościuszkowskiego. Duży w tym wkład jej nieżyjącego męża, Michała Potulickiego, który przejął opiekę nad dworem w imieniu swej ciotki Urszuli Wielopolskiej, na stałe zamieszkującej w Krakowie. Po rozbiorach dawna stolica królów znalazła się w innym kraju, zresztą granice od tamtej pory zdążyły się już nieraz zmienić. Michał zmarł niespodziewanie pod koniec 1805 roku, a z dawna ustalone było, iż po Urszuli nie mającej potomstwa, odziedziczy on dwór w Oborach. Przed swą śmiercią zaczął on spędzać tu coraz więcej czasu, a miejsce coraz bardziej przypadało mu do gustu, bowiem mógł tu zajmować się pracą naukową. Z czasem zamieszkała tu cała rodzina po przeprowadzce z Warszawy, a dwór po raz pierwszy od półwiecza zagościł domowników innych niż dzierżawca. Po śmierci swego bratanka Urszula zmieniła testament i dobra oborskie przypaść miały teraz dzieciom Michała, w pierwszej kolejności jego najstarszemu synowi, Kasprowi.

Dwór zimą od strony starorzecza. W roku 1812 wieża mieszcząca kaplicę jeszcze nie istniała, dobudowano ją pod koniec XIX wieku.

Na razie jednak sytuacja nie jest tak oczywista. Testament podważyli pozostali członkowie rodu Wielopolskich. Elżbieta jest wyłącznie dysponentką dóbr, do czasu przekazania ich  Kasprowi. Zawiera liczne ugody z Wielopolskimi, zobowiązując się do spłaty należących do nich części ziem, wsi i dworu. Suma jest niebagatelna, więc sytuacja przeciągnie się do roku 1817. Aby uzyskać na ten cel pieniądze, decyduje się na dzierżawę znacznej części terenu we wsi Jeziorna Szlachecka (Oborska), gdzie Samuel Bruschke pragnie przekształcić młyn zbożowy w papiernię górną, połączoną korytem Jeziorki z Fabryką Papieru. Na razie jednak Kasper nie pali się do objęcia dóbr. Ma ledwie dwadzieścia lat, wciąż jest w wieku, w którym żyje się chęcią zmieniania świata i pragnieniem walki o ważne sprawy. A czasy są niespokojne. Powodowany tymi samymi przyczynami jakie w 132 lata później doprowadzą jego prawnuka Jana Potulickiego do udziału w Powstaniu Warszawskim, przystępuje do pospolitego ruszenia ziemi czerskiej i jako chorąży tej formacji wyrusza wraz z Wielką Armią na Moskwę, by przywrócić Królestwo Polskie. 24 czerwca rozpoczęła się „druga wojna polska”.

Choć początkowo wieści były pomyślne, szybko się zmieniają, jesienią jasne już jest, że kampania przybrała niepomyślny odwrót. Na przełomie listopada i grudnia docierają informacje o tym co wydarzyło się pod Berezyną. Nie wiadomo jaki los spotkał Kaspra. Jak po latach wyliczą historycy z Armii liczącej ponad 400 tysięcy żołnierzy ocalało 10%, które wycofa się na teren Niemiec. 200 tysięcy zginęło, los pozostałych jest nieznany.

Elżbieta drży o pierworodnego, gdy śniegi przykrywają dobra oborskie. Od dłuższego czasu nie ma wiadomości na temat jego losów. Nikt nie wie co będzie dalej, gdy wiosną nadciągnie Armia Rosyjska. Poprzedni pochód i zniszczenie okolicznych wsi jest aż nazbyt dobrze pamiętany, włącznie ze splądrowaniem dworu i zniszczeniem kościoła parafialnego w Słomczynie. 19 grudnia 1812 roku saniami docierają wieści. Jak dla niej ważna to chwila możemy sobie jedynie wyobrazić, gdy w Oborach notuje drżącą ręką na krawędzi innego dokumentu: „informacje które przyniosła sobotnia poczta Potulicki i Sołtys żyją i razem z Dąbrowskim i Kniaziewiczem idą do Warszawy”.

Poświadczenie opłaconego podatku za sprowadzone drewno.

Kasper Potulicki przeżył wyprawę napoleońską i przeprawę przez Berezynę. Po powrocie do dóbr oborskich obejmie nad nimi władanie, zapewne wojna sprawi, że dorośnie, nawet jeśli w wieku takim był już od kilku lat. A wiele lat później wydarzenia te sprawią, że zaprzyjaźni się ze swoim najbliższym sąsiadem, który obejmie dobra Bielawy i Jeziorny, pułkownikiem Henrykiem Rossmanem. Zapewne dopiero wówczas dowiedzą się, że obaj przeprawiali się w tym samym dniu przez Berezynę i wzięli udział w tej bitwie. Henryk Rossman podążył za Napoleonem do końca, w roku 1813 walczył pod Lipskiem, gdy książę Józef Poniatowski ginął w nurtach Elstery. Wspólny los połączył po latach obu dziedziców, którzy w roku 1812 nie mogli nawet sobie tego wyobrazić, gdy przeprawiali się przez rzekę w Rosji. Nie wiedzieli, że razem zmienią oblicze tych terenów i tej części Urzecza na zawsze, gdy jako członkowie Komitetu Budowy Wałów Niziny Moczydłowskiej wybudują wał ciągnący się od Moczydłowa aż po Kępę Okrzewską, a potem dalej, aż za Siekierki. A także wzdłuż rzeki Jeziorki. Ich przyjaźń będzie naprawdę szczera, a po śmierci Henryka Rossmana, Kasper Potulicki osobiście napisze mu wspaniały nekrolog, zamieszczony w jednej z warszawskich gazet.

Na razie jednak żaden z nich nie wie, że obu połączy wspólny los, a późniejsza przyjaźń i współpraca sprawi, że po raz pierwszy w historii tereny leżące po obu stronach Jeziorki, obecnie praktycznie w całości pokrywające się z terenem gminy Konstancin-Jeziorna, zostaną zjednoczone we wspólnym celu. Na razie jest 19 grudnia 1812 roku, równo 201 lat temu, Henryk Rossman wycofuje się w kierunku Niemiec, a w Oborach Elżbieta z Wodzickich oddycha z ulgą myśląc o nadchodzącym Bożym Narodzeniu, nieważna zima, nieważna nadciągająca Armia Rosyjska, ważne jedynie, że Kacper żyje…


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory

>Powyższy wpis powstał na podstawie cytowanego zapisku, znajdującego się we wspomnianych aktach. Niniejszym wpisem blog zapada w sen zimowy, bowiem pora na przerwę świąteczną. Nowe wpisy w przyszłym roku, a autor życzy wszystkich Wesołych Świąt.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci