Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Inka

ksunder

W dniu dzisiejszym wyjątkowo ustępuję miejsca na blogu innemu autorowi, jednocześnie prosząc aby niniejszy udostępnić jak największej ilości osób, w szczególności związanych z Konstancinem, czy to za pomocą facebooka, czy tez w inny sposób. Dlaczego? Od dłuższego czasu mieszkańców tych stron rozpala dyskusja związana z nadaniem jednemu z rond imienia Inki – Danuty Siedzikówny… Jak łatwo się domyślić wiąże się z dużymi emocjami dla obu stron, a podstawowa kwestia sprowadza się do odpowiedzi na pytanie – kim była Inka i jaki jest jej związek z Konstancinem? Na pytanie to odpowiada dzisiejszy artykuł, który nie stara się nikogo przekonać do tego jakim imieniem należałoby rondo nazwać, ale opowiada o podróży autora śladami Inki do jej rodzinnych stron, o ludzkich decyzjach i postawach, o tym że nie żyjemy w świecie, który pozwala na łatwe oceny. Artykuł wykracza poza suchy encyklopedyczny zawierający życiorys Inki. Mam nadzieję, że po lekturze tego tekstu, nikt nie będzie już zastanawiał się kim była Danuta Siedzikówna, bo w ostatnich czasach bardzo łatwo przypinamy ideologiczne łatki, co nie jest to do końca słuszne, a rzutuje na nasze postępowania. Stąd też moja prośba o udostępnianie tekstu jak najszerszej liczbie osób – abstrahując od lokalnej dyskusji, artykuł przedstawia nam postać Inki bez zabarwienia i nastawienia ideologicznego, a wiedzieć kim była warto, nieważne czy jest się z Piaseczna, Karczewa, Warszawy czy z innych miejscowości…

Dla jasności informuję, że nie jestem w żaden sposób związany z akcją nadania rondu imienia, ani w żaden sposób nie uczestniczę w działaniach którejkolwiek ze stron z tym związanych. Pozwolę sobie jedynie wyrazić nadzieję, że dzięki artykułowi możliwa będzie merytoryczna dyskusja.

Inka, na zdjęciu pierwsza z lewej.

INKA – DANUTA SIEDZIKÓWNA (1928-1946)

Przed kościołem w Narewce stoi pomnik Inki. Około 40 metrów dalej początek bierze ulica Aleksandra Wołkowyckiego, nauczyciela-komunisty, który miał wydać matkę Inki w ręce Gestapo (według nadal niepotwierdzonych przez IPN relacji). Jego imię nosi także miejscowa szkoła podstawowa. „Wołkowycki wierzył, że Narewka i jej okolice staną się po wojnie częścią ludowego państwa białoruskiego”

W centrum wsi stoi też inny pomnik, na którym po lewej stronie znajdują się nazwiska mieszkańców zamordowanych przez hitlerowców, po prawej zaś zastrzelonych za zdradę ojczyzny w dniu 17 kwietnia 1945 przez żołnierzy 5 Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza - „Łupaszkę”, na podstawie wyroku bielskiego obwodu AK. Prócz Wołkowyckiego, zastrzelono wówczas także wójta, sekretarza Gminnej Rady Narodowej oraz gajowego. „Żołnierze „Łupaszki”, wywodzący się w znacznej części z Wileńszczyzny, wierzyli, że przez walkę przywrócą swoją ziemię rodzinną Polsce.

Pomnik „utrwalaczy” w Narewce: po lewej stronie nazwiska mieszkańców zamordowanych przez hitlerowców; po prawej – nazwiska osób zastrzelonych przez oddział majora „Łupaszki’ z wyroku sądu podziemnego w kwietniu 1945 roku (zdj. autora)

Półtora miesiąca później, w dniu 6 czerwca, jeden z patroli majora „Łupaszki” uwolnił z konwoju UB grupę pracowników nadleśnictwa, aresztowanych za współpracę z niepodległościowym podziemiem. W tym transporcie znajdowała się również 16-letnia Inka, która dołączyła do brygady „Łupaszki” jako sanitariuszka. Na początku września 2013, w kościele w Narewce świętowano 85 rocznicę urodzin Inki. Uroczystości te wywołały kolejną falę gwałtownych dyskusji.

„Trzeba nie mieć sumienia, aby w tym rejonie urządzać takie świętowanie. A gdzie pamięć o ofiarach Inki i jej kompanów: niewinnych starcach, kobietach i dzieciach bestialsko przez nich pomordowanych w puszczańskich wioskach?” - pyta anonimowy internauta.

„Patronem szkoły jest konfident wszelkich możliwych służb okupacyjnych. Współpracował bowiem z NKWD i Gestapo” - tłumaczy katecheta ze szkoły w Narewce, podczas gdy prawica demonstruje przed Urzędem Wojewódzkim, żądając zmiany patrona miejscowej szkoły na... Inkę – Danutę Siedzikównę.

Na zachód od Narewki ulica Wołkowyckiego wiedzie do jego rodzinnej wsi. Na wschód droga prowadzi wprost do rodzinnej wsi Inki, obok milczącego wzgórza kryjącego cmentarz, na którym pochowano miejscowych Żydów, stanowiących w przedwojennej Narewce zdecydowaną większość mieszkańców. Jeśli zapytamy w jednym z okolicznych domów o Wołkowyckiego usłyszymy, że był bohaterem, Łupaszka zaś bandytą i zbrodniarzem. Zadając to samo pytanie sąsiadowi dowiemy się, że to Łupaszka był bohaterem, a Wołkowycki zdrajcą i konfidentem. Tak przedstawia się świadomość historyczna na wschodnim Podlasiu w roku 2013.

 

Olchówka (białorus. Alichouka) – wieś rodzinna Inki. Całkowicie spalona przez Niemców w 1944, odbudowana po wojnie.   Od 2004 roku, w pierwszą niedzielę czerwca, odbywa się tu ekumeniczne święto, podczas którego mieszkańcy obu wyznań: prawosławni i rzymscy katolicy modlą się wspólnie o pomyślność ich wsi. (zdj. autora)

Kim była Inka?  „Wychowana przez rodziców i babkę na fanatyczną patriotkę Siedzikówna - duża i niezbyt urodziwa dziewczyna podążająca za oddziałem” (z internetowego forum). W 1969 roku ukazała się książka napisana przez byłego szefa UB w Kościerzynie Jana Babczenkę oraz dziennikarza Rajmunda Bolduana zatytułowana „Front bez okopów”. W tej popularnej publikacji Inka - sanitariuszka „Łupaszki” – jest „kruczoczarną” i „krępą” kobietą ze „szramą na twarzy”, strzelającą z „sadystycznym uśmiechem” do funkcjonariuszy UB. W spektaklu Teatru Telewizji "Inka 1946" Wojciecha Tomczyka z roku 2006, Karolina Kominek, delikatna, smukła blondynka grająca rolę Inki, opatruje milicjantów i ubeków rannych w potyczce z oddziałami „Łupaszki” - tych samych, którzy później w procesie gdańskim będą świadczyć przeciwko niej. Na nielicznych zachowanych fotografiach widzimy niepozorną szatynkę o łagodnych, dziewczęcych rysach z opaską sanitariuszki na mundurze, pozującą do zdjęcia z oddziałem.

Inka spędziła niemal całe swoje życie we wsi Olchówka, zwanej przez miejscowych „Alichauką”, w leżącej na jej skraju gajówce swego ojca, leśniczego Wacława Siedzika. Dziś 85% mieszkańców gminy stanowią prawosławni Białorusini. Przed wojną było podobnie; Polacy (często pracownicy leśni) stanowili zdecydowaną mniejszość. Większe miejscowości zamieszkiwała głównie ludność żydowska, wsie zaś zasiedlone były przez Białorusinów, przeważnie o nieugruntowanej tożsamości narodowej. Inka ukończyła czteroklasową szkołę powszechną w rodzinnej wsi; większość jej koleżanek mówiła białoruskim dialektem i chodziła do cerkwi. W pierwszych latach wojny rozpoczęła naukę w katolickim gimnazjum Sióstr Salezjanek w Różanymstoku. Ojciec Inki spędził trzynaście lat na Syberii, gdzie został zesłany jako student Politechniki w Petersburgu. W lutym 1940 roku Sowieci ponownie wywieźli go do łagru. Z armią Andersa dotarł do Teheranu, gdzie zmarł z wycieńczenia. Matka, Eugenia z domu Tymińska, należała do siatki terenowej AK na Podlasiu. Aresztowana przez Niemców w listopadzie 1942 roku, po ciężkim śledztwie i torturach została zamordowana w lesie pod Białymstokiem. Z przekazywanych z więzienia grypsów wynika, iż została wydana przez członków Komitetu Białoruskiego z Narewki. W jednym z ostatnich grypsów przesłanym córkom napisała: „Dziewczynki, zemstę zostawcie Bogu”.

Danusia i jej siostry zostały pod opieką babki. Na przełomie 1943/44 roku, Danuta wraz z siostrą Wiesławą złożyła przysięgę w AK, gdzie odbyła szkolenie medyczne. Po ponownym wejściu Sowietów pracowała jako kancelistka w nadleśnictwie Hajnówka. Uwolniona z konwoju UB, służyła jako sanitariuszka w oddziałach 5 Brygady (m.in. w oddziale porucznika "Nowiny", później znanego polskiego historyka Pawła Jasienicy). Po przejściu oddziałów „Łupaszki” na Kaszuby wysłana po zaopatrzenie medyczne do Gdańska; Wskutek zdrady łączniczki aresztowana przez bezpiekę i umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny. W więzieniu bito ją i poniżano, jednocześnie obiecując uwolnienie i pomoc w kontynuacji nauki w zamian za wskazanie miejsca pobytu oddziałów „Łupaszki”. Mimo fałszywych zeznań skierowanych przeciwko Ince, funkcjonariuszom nie udało się udowodnić, że kiedykolwiek użyła broni w potyczce. Skazana na śmierć wyłącznie za przynależność do „bandy”, odmówiła podpisania adresowanej do prezydenta Bieruta prośby o ułaskawienie. Prośbę w jej imieniu złożył obrońca; Bierut jednak nie przyznał prawa łaski. Inka została zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego 28 sierpnia 1946 roku, na pięć dni przed swymi osiemnastymi urodzinami. Wraz z nią rozstrzelano też jednego z żołnierzy majora Szendzielarza. Według relacji ks. Mariana Prusaka - świadka egzekucji - przed śmiercią krzyknęła: „Niech żyje Polska! Niech żyje "Łupaszka"!”. W 1991 roku zrehabilitowana wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku. W 2006 roku Prezydent RP pośmiertnie odznaczył ją Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Dziś Inka ma swój symboliczny grób w Gdańsku, kilka pomników w całej Polsce (krakowski zbezczeszczono w tym roku) oraz park i żeńską drużynę harcerską swego imienia w Sopocie. Jej imię nadano także gimnazjum w Ostrołęce i Szkole Podstawowej w Podjazach na Kaszubach. W Konstancinie-Jeziornie radni omawiają projekt nadania jej imienia jednemu z rond w centrum miasta, w miejscu, w którym za czasów stalinowskich strzeżona brama prowadziła do zamkniętej dzielnicy zamieszkanej przez funkcjonariuszy komunistycznego rządu i MBP, poprzednika UB.

Unikalna kostka, którą wyłożona jest droga w miejscu gdzie niegdyś było osiedle. Wspomina o niej Julia Minc w wywiadach Teresy Torańskiej w książce "Oni". Metalowy element pośrodku to pozostałość dawnej bramy (zdj. Trapera)

W Klarysewie mieszka rówieśniczka Inki – pani Barbara Kulińska, podobnie jak Inka wywodząca się z patriotycznej polskiej rodziny, łączniczka i sanitariuszka Batalionu NSZ „Mączyński”, uczestniczka Powstania Warszawskiego w Mirkowie. Po wojnie wydana UB przez członka leśnego oddziału, jako 17-latka torturowana w ówczesnej siedzibie organów w konstancińskiej willi „Biały Dworek”; oskarżona o szpiegostwo, cudem uniknęła procesu pokazowego i wyroku. Jakże podobne są losy tych dwóch kobiet. I podobnie, jak w przypadku Inki, oprawcy pani Kulińskiej żyją do dziś, unikając odpowiedzialności za swoje czyny. Konstancin-Jeziorna także posiada milczących bohaterów. Stąd pomysł nadania imienia Żołnierzy Batalionu NSZ „Mączyński” mostowi na rzece Jeziorce, nieopodal miejsca, gdzie zdobywcy Papierni w Mirkowie stoczyli bitwę podczas przeprawy przez rzekę na Błotnicy w dniu 1 sierpnia 1944 roku, gdzie poległ ich dowódca. Na nowym placu sportowym nieopodal mostu umieszczone zostaną – jeśli gmina wyrazi zgodę - tablice informujące o przebiegu Powstania Warszawskiego w Mirkowie. Młodzież odpoczywająca po meczu czy jeździe na rolkach będzie mogła poczytać, zeskanować kody QR i za ich pomocą odnaleźć kolejne bogate ilustrowane materiały na stronach internetowych. W ten sposób historia NSZ-AK, zamiast jak dawniej dzielić - połączy mieszkańców, a most stanie się bramą wprowadzającą w świat przeszłości naszej małej i większej ojczyzny.

Olchówka - wieś rodzinna Inki. Ekumeniczne święto wsi, obchodzone wspólnie przez mieszkańcy obu wyznań - prawosławnych i rzymskich katolików - w pierwszą niedzielę czerwca (źródło: www.siemianowka.pl)

W październiku 2013 roku odbyłem z dziećmi z VI klasy Szkoły Podstawowej No Bell Montessori w Konstancinie-Jeziornie rajd rowerowy śladami Danuty Siedzikówny. Rozmawialiśmy z mieszkańcami rodzinnej wsi Inki, którzy pamiętają ją i jej rodzinę. W odbudowanej po wojnie ze zgliszczy Olchówce odbywają się co roku wspólne ekumeniczne procesje katolików i prawosławnych.  Uczyliśmy się także białoruskich pieśni i wierszy podczas spotkania z mieszkańcami Narewki, z których zdecydowana większość przyznaje się dziś do podwójnej narodowości: polskiej i białoruskiej. Byliśmy pod pomnikiem Inki, zaś z dziećmi ze szkoły im. A. Wołkowyckiego odbyliśmy wspólne warsztaty plecenia „krajek”.

Podczas rajdu pytałem 12-letnich uczestników, czy Inka może być dzisiaj dla nich wzorem do naśladowania. Odpowiadali różnie. Jedni, że wojna dawno się skończyła i że nikt już nie musi umierać za ojczyznę. Inni, że nie da się dziś pogodzić różnych wersji historii i ustalić ponad wszelką wątpliwość, kto był bandytą, kto zdrajcą, a kto bohaterem. Mówiono także, że Inka pozostała do końca wierna sobie i swoim ideałom – i że to właśnie jest w tej postaci najważniejsze. Można powiedzieć, że dzieciństwo, wychowanie, losy obojga rodziców - w ogromnym stopniu przyczyniły się do nieugiętej postawy Inki podczas późniejszego śledztwa oraz przed egzekucją. W jednym z ostatnich grypsów do przyjaciół Inka napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Pytałem zatem dzieci, czy sądzą, że Inka postąpiła słusznie wybierając śmierć zamiast zdrady, która dałaby jej szansę rozpocząć życie na nowo. To pytanie okazało się jednak za trudne.

 

Dom rodzinny Inki - leśniczówka na skraju Puszczy Białowieskiej pod Olchówką. Tutaj Inka spędziła z rodzicami i dwiema siostrami niemal 12 lat swego życia. Widoczne budynki odbudowano ze zgliszczy po wojnie. Stoją one dokładnie w miejscu domu państwa Siedzików. (zdj. autora)

Odbudowana gajówka, w której Inka spędziła dzieciństwo, stoi wtulona w ścianę Puszczy Białowieskiej. Za nią, w kierunku wschodnim, przez kilkadziesiąt kilometrów ciągnie się już tylko puszcza - dziś przedzielona w poprzek białoruską „sistiemą” graniczną, przez którą ponoć nie prześlizgnie się łoś, żubr ani dzik. Ze wspomnień Brunona Tymińskiego dowiadujemy się, że Inka w dzieciństwie kochała wspinaczki po drzewach. Była dzieckiem lasu, wiejską dziewczyną z Olchówki-Alichauki, córką sybiraka i patriotki-szlachcianki, bawiącą się z białoruską dzieciarnią w stogach siana. Mogłaby dzisiaj stać na przystanku na rozstaju dróg obok dawno już nieczynnej szkoły w Olchówce: zgarbiona, w chustce na głowie. Podobna do innych staruszek, które jechały z nami pekaesem na tej trasie.

Czy gdyby nie uwolnienie z konwoju UB przez oddział leśny, Inka zostałaby kiedykolwiek „żołnierzem wyklętym”? Takich pytań historii się nie zadaje.

Tomasz Zymer

Artykuł przygotowano pierwotnie do drugiego numeru „Zeszytów Historycznych”, gdzie miał nastąpić jego pierwodruk. Numer niebawem będzie dostępny w dystrybucji internetowej.


Choć w tekście jedynie wzmiankowano istnienie zamkniętego osiedla elit partyjnych dodam, iż znajdowało się ono właśnie w pobliżu wspomnianego ronda, podobnie jak "Biały Dworek", siedziba tutejszych organów bezpieczeństwa, w którym torturowano p. Barbarę Kulińską. Stąd wybór ronda nie jest przypadkowy i ma wymiar mocno symboliczny. Na blogu przeczytać można dwa teksty o funkcjonowaniu i likwidacji owego osiedla, do czego zachęcam aby w pełni zrozumieć powyższą ideę.

- Raport z oblężonego miasta - opis życia codziennego w Konstancinie lat pięćdziesiątych autorstwa dziennikarza, któremu udało się uciec na Zachód

- Sprawy do załatwienia - artykuł o sprawiedliwości dziejowej i zlikwidowaniu osiedla po objęciu rządów przez Władysława Gomułkę

Ponadto w internecie do przeczytania lub darmowego pobrania dostępna jest pięknie ilustrowana publikacja Piotra Szubarczyka o Ince - "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba" przygotowana w gdańskim oddziale IPN - LINK

Na zakończenie - Rondo. Biała tablica na słupie to informacja o akcji związanej z nadaniem imienia Inki.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci