Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Kępa Falenicka

ksunder

Ostatnimi czasy słuchając utworów Jacka Kaczmarskiego stwierdziłem, że „Jałta” nie straciła na aktualności;  słowa traktujące o grze dyplomatycznej i niuansach niezrozumiałych dla reprezentantów Albionu czy Ameryki wciąż są żywe, zwłaszcza w kontekście obecnej sytuacji na Ukrainie. „Komu zależy na pokoju ten zawsze cofnie się przed gwałtem, wygra kto się nie boi wojen" powraca ze zdwojoną mocą. Na razie jednak posłuchajmy innej piosenki Jacka Kaczmarskiego, którą zamieszczam poniżej, bowiem wiąże się ona z dzisiejszym wpisem i można odtworzyć ją podczas czytania.


Kimże był Reytan przypominał nie będę, jak można usłyszeć Poniński, łajdak jakich mało wezwał doń straż, do dalszych prac polecany jest… W rzeczywistości już wówczas marszałek sejmu Adam Poniński opłacany był przez Rosjan. Chyba nie ma w historii Polski drugiej takiej postaci, która przez laty pobierała pieniądze od obcych mocarstw, zresztą się z tym specjalnie nie kryjąc. W trakcie pierwszego rozbioru korumpował posłów, opłacany przez Austrię, Prusy i Rosję, która wypłacała mu odtąd regularną pensję. Z kolei szereg rozmaitych kombinacji finansowych Ponińskiego wywołał znamienne skutki w historii Polski. To on wybudował pierwszy most łyżwowy w Warszawie i pobierał zeń sute opłaty od korzystających z przeprawy na Pragę oraz flisaków i oryli płynących przez miasto. Usiłując przejąć majątek zlikwidowanego zakonu jezuitów doprowadził niejako przypadkiem do utworzenia Komisji Edukacji Narodowej. W jego posiadłości swe doświadczenia wykonywał Cagliostro... Notorycznie był zadłużony, jak napisała wybitny historyk profesor Zofia Zielińska miałkość jego celów pozostaje w ścisłej sprzeczności ze staraniami włożonymi w zdobywanie pieniędzy, które potrafił szybko stracić choćby w grach hazardowych. Notorycznie szukał dochodów i stał się dłużnikiem wielu szlacheckich rodzin. Postać ze wszechmiar fascynująca, od roku 1774 książę, tytułem nadanym przez sejm rozbiorowy za trudy marszałkowania. Wreszcie na Sejmie Wielkim w roku 1789 zapadła decyzja o jego aresztowaniu i doprowadzeniu przed sąd, za branie pensji zagranicznych i służenie interesom zagranicznym na szkodę Rzeczpospolitej. Choć umożliwiono mu ucieczkę, aby nie pociągnął za sobą innych posłów mających powiązania z Rosją, został złapany i osądzony. W 1790 uznano go winnym między innymi bezprawnego postępowania z Reytanem, ogłoszono zbrodniarzem stanu i nieprzyjacielem ojczyzny, odebrano tytuły, ordery i szlachectwo. Po Targowicy został uniewinniony i przywrócono mu przysługujące tytuły, a gdy żądał zwrotu orderów, król odesłał je rosyjskiemu ambasadorowi. Co oczywiście Ponińskiemu nie przeszkodziło się po nie udać…

Poniński  (w czerwonym stroju) wzywa straż do Reytana na obrazie Jana Matejki. 

A co Poniński ma wspólnego z tymi okolicami? W roku 1767 usiłował dokonać zamiany swych dóbr dziedzicznych na bogatą wies Brzuzy w ekonomii kozienickiej. Co mu się nie udało i pozostał przy posiadanych działach, w skład których wchodziły Nowa Wieś i Falenica wraz Kępą. Ta ostatnia to część wyspy zwanej naprzemiennie świderską lub chabdzińską od pobliskich miejscowości – Świdra i Chabdzinka. Z czasem przyjęły nazwy dóbr do których przynależały. Jak opisywano niegdyś na blogu zapewne teren ten stanowił pozostałość po dawnej wsi Grabie. Przez dziesięciolecia o wyspę toczyły się spory, nierzadko kończące się potężnymi awanturami – co również zostało już kiedyś opisane. Choć jeszcze w roku 1718 kępa należała do rodu Falińskich, wywodzących się prawdopodobnie z Bielawy, jak widać Poniński dzierżył ją już drugiej połowie wieku XVIII.

W roku 1773 na oborskiej części kępy Hieronim Wielopolski osadził olędrów, zakładając pierwszą na Urzeczu wieś olęderską tego okresu. Część falenicka kępy pozostała niewykorzystana i jak zwykle doszło do zatargów granicznych, bowiem pierwsi osadnicy z wsi nazwanej Kępą Oborską zapewne bez skrupułów wykorzystywali sąsiedni teren. Dzierżawca Falenicy o nazwisku Maskiewicz wszedł w zatarg z Wielopolskimi przecinając pręty wyznaczające granice wsi i przesuwając je na korzyść Falenicy. Lecz po cóż pozostawiać tak niewielki areał ziemi niewykorzystany, skoro Hieronim Wielopolski dał Kępą Oborską tak piękny przykład możliwości zarobienia pieniędzy?

Jak czytamy w Archiwum Skarbu Koronnego, na tejże kępie graniczącej z częścią oborską oraz okrzewską podległą Jeziornie Królewskiej, mieszka sześciu Hollendrów, od powinności wszelkich uwolnionych na lat 6, od roku 1775 do roku 1781, po upływie których płacić będą od posiadanych mórg. Nazwisk podpisujących kontrakt nie znamy, aczkolwiek już 16 lipca 1775 roku w kościele w Powsinie ochrzczono Jana Altmanna, syna Krystiana i Eleonory mieszkających w Kępie Falenickiej, czego świadkiem była Dorota Naymann tamże zamieszkała.

Tak właśnie rozpoczęła się historia wsi Kępa Falenicka, która nigdy nie była duża, stąd też przez lata mieszkało w niej niewielu osadników. Obecnie jest przysiółkiem Kępy Okrzewskiej. Zawsze leżała na lewym brzegu Wisły, mimo iż Falenica znajduje się na prawym, lecz przez lata podlegała tamtejszemu dworowi. Po śmieci Ponińskiego przejęli ją jego wierzyciele, a kolejnym właścicielem stał się pierwszy biskup nowo utworzonej diecezji warszawskiej, Józef Miaskowski.

A skąd Kępa Falenicka w gminie Konstancin-Jeziorna? Na dobre i złe rozłączono ją z falenickim dworem po Powstaniu Styczniowym. Ale o tym innym razem.


Źródła:

    • AGAD, ASK (zaznaczę, iż informację o olędrach z Kępy odnalazł dr Stanaszek)
    • AGAD Obory
    • PSB

Małe uzupełnienie:

Po zamieszczeniu tego wpisu bardzo ciekawą notkę na profilu FB bloga zamieściła pani Maria Łukasik. Notkę w całości przeklejam:

"Dla porządku powiem, że w 1867 r. obraz zdobył I nagrodę na wystawie w Paryżu. Kupił go cesarz Austrii Franciszek Józef za 50 tys. franków /dzisiejsze ok. pół mln zł/ i zabrał do Wiednia do pałacu Belwedere. Nasz rząd przez wiele lat starał się o odkupienie. Nawet zrobiono kopię, ale… bez dolnej części z sakiewką i rosyjskimi dokumentami. Ok.1920 r. wrócił do Polski. Można go oglądać na Zamku Królewskim.

Mimo że tylko trochę z tematem, warto poznać równie ciekawe dzieje samego obrazu Jana Matejki. Choć od przedstawionego na nim wydarzenia minęło prawie 100 lat, dzieło wywołało ogromne oburzenie, głównie potomków zdrajców, których malarz uwiecznił: Adama Ponińskiego z pieniążkiem pod nogami, Szczęsnego Potockiego trzymającego dokument rozbiorowy, Ksawerego Branickiego, twórcę konfederacji targowickiej.

Zarzucano Matejce nierzetelność historyczną i spostponowanie całej arystokracji. Ignacy Krasicki miał mu ten obraz za złe, powiedział, że „nie policzkuje się trupa matki”. O co chodziło? Otóż obraz przedstawia nie samo posiedzenie, a konsekwencje Sejmu rozbiorowego. Występują tu postacie, których tak naprawdę wtedy na Zamku nie było: Ksawerego Branickiego; stojącego za krzesłem, nieżyjącego już wówczas Franciszka Salezego Potockiego, ojca Szczęsnego, rozpaczającego nad postępkiem syna; Repnina, na balkoniku w towarzystwie dwóch Izabel Czartoryskiej i Lubomirskiej, też nie było wtedy w Warszawie, ale zapowiada on kolejny rozbiór. Wszystkiemu patronuje z obrazu caryca Katarzyna, chociaż jej portret nigdy w sali poselskiej nie wisiał. Każda z postaci coś symbolizuje, nawet to w jakich strojach występują.

No cóż, malarz znany był z tego, że nieco „dorabiał” historię, ale czyż można mieć mu za złe pokazanie własnej wizji upadku kraju"

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci