Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wyprawa pana Jana

ksunder

Przyznam, że sytuacja międzynarodowa zniechęca mnie mocno do zamieszczania postów na facebookowej stronie bloga i przygotowywania zaplanowanych wpisów o najstarszym wiatraku w tych stronach czy olędrach. Na razie więc to odłóżmy. W ubiegłych wiekach wydarzenia na Ukrainie wywarły niewielki wpływ na tę część Mazowsza, jedynie wojny toczone z Turcją w XVII stuleciu na terenie ówczesnego województwa podolskiego spowodowały napływ uchodźców notowanych w tutejszych metrykach. Jednakże długofalowe skutki dla tych okolic miała wyprawa do Rosji jaką odbył jeden z tutejszych mieszkańców.

Mowa o panie na Oborach, Janie Oborskim. Była to postać aktywna politycznie, podobnie jak jego antenaci związana z ziemią liwską, gdzie Oborscy już od dwóch wieków pełnili urzędy i skąd posłowali, uczestnicząc w tamtejszych sejmikach. Z Obór do Liwa dotrzeć było łatwo, wystarczyło przeprawić się przewozem w Gassach i podążać na północ, by znaleźć się tam po kilku godzinach. W okolica Liwa leżały dziedziczne ziemie rodu. W roku 1630 Jan Oborski jako nagrodę za bezinteresowną służbę otrzymał od króla Zygmunta starostwo grodowe liwskie. Uczestniczył bowiem w dwóch wyprawach wojennych przeciw Gustawowi Adolfowi na Pomorzu. Zapewne brał udział w bitwie pod Trzcianą, gdzie słynnego szwedzkiego króla rozgromił hetman Stanisław Koniecpolski, jeden z najwybitniejszych wodzów Rzeczpospolitej. Prawem dygresji zauważę, iż ówczesne wojny polsko-szwedzkie na Pomorzu sprawiły, że od początku XVII wieku Wisłą przemieszczać zaczęli się uchodźcy, osiedlający wśród nadrzecznych łęgów, polonizujący i przyjmujący katolicyzm, kolonizujący wyspy takie jak Saska Kępa, stanowiący pierwszą falę olęderskiego osadnictwa na tych terenach.

Dwór w Oborach w drugiej połowie XVII wieku, drewniane budowle istniejące tam jeszcze przed wybudowaniem w roku 1688 istniejącego do dziś dnia budynku. Za ogrodzeniem widnieje prawdopodobnie opisany w dalszej części tekstu "dom większy" oraz "dwór mniejszy" nad stawem.

Szczyt kariery Jana Oborskiego przypadł na rok 1637, gdy odbyła się jego tytułowa wyprawa. W imieniu króla i Rzeczpospolitej posłował wówczas do Moskwy. Przypomnijmy nieco kontekst historyczny. Wskutek pokoju zawartego w roku 1634 Rzeczpospolita znalazła się u szczytu swej terytorialnej potęgi. Wieczysty pokój podpisano w Polanowie, Władysław IV zrezygnował z tytułu cara moskiewskiego i zrzekł się pretensji do tronu, Rzeczpospolita uzyskała województwo smoleńskie i czernihowskie, a Rosja zrzekła roszczeń do Estonii i Inflant. Choć podręczniki historii tego nie notują, kolejne lata zajęło żmudne wytyczanie przebiegu granic, uniki cara, próby ratyfikacji i renegocjacji traktatu. I oczywiście wskutek zmiany sytuacji międzynarodowej, próby zawierania wzajemnych sojuszy przeciw Turcji. Lecz o tym wszystkim można poczytać w obszernej literaturze przedmiotu, my skupmy się na poselstwie roku 1637. Jego celem było powiadomienie cara o małżeństwie zawartym przez Władysława IV z Cecylią Renatą Habsburg, bowiem ślub odbył się w dniu 12 września w Warszawie. Kolejną kwestią, podniesioną przez posłów była wciąż niezakończona wymiana jeńców wziętych podczas minionych wojen. Posłowie wyruszyli chcąc zdążyć przed nadchodzącą zimą, zaś Janowi Oborskiemu towarzyszył kniaź Samuel Sokoliński, podkomorzy smoleński.

W Moskwie przyjęto ich niechętnie. W Rosji odmowa przyjęcia darów od posłów stanowiła akt niełaski, miała charakter symboliczny. Wręczono je podczas uroczystej audiencji. Większość złożonych uroczyście podarków została posłom zwrócona, car zatrzymał jedynie szkatułkę z apteczką, szkatułkę bursztynową i dwa zegarki. Przyjął od posłów powiadomienie o zawarciu przez polskiego króla małżeństwa, lecz dalsze rozmowy prowadzone były z bojarami, którzy żądali aby król Władysław ukarał gardłem rozmaitych wojewodów, starostów i posiadaczy ziem nadgranicznych, którzy pisząc do cara lub bojarów, umniejszali carskie tytuły. Nie zawarcie w odpowiednim miejscu choćby „wsiej Rusi samodzierżca” stanowić miało zdaniem cara naruszenie paktów wieczystych. Rozmowom nie pomogło to, na co liczył hetman Koniecpolski, mający nadzieję na zbliżenie obu krajów. W tym samym roku twierdzę Azow zdobyły z tureckich rąk oddziały Kozaków, obejmując panowanie nad Donem. Aby ją utrzymać zwrócili się o pomoc do Rosji, lecz ta mogła jedynie dopomóc pospołu z Rzeczpospolitą, czego jednak nie uczyniła. Posłowie powrócili z innymi niepokojącymi wieściami, mimo zawartego pokoju Moskwa szykowała plany wyprawy na Smoleńsk. Do roku 1639 Jan Oborski upominał się jeszcze przed sejmikiem o wynagrodzenie za poselstwo. W tym samym roku otrzymał starostwo sochaczewskie. Stał się tak, bowiem nie był już starostą grodowym w Liwiu.

W roku 1637 przed swym poselstwem do Moskwy podjął się zabezpieczenia dziedzictwa swego rodu. Czy liczył się z tym, że z wyprawy nie wróci, czy też obawiał się, iż utraci w Moskwie życie nie wiemy. Dość, że zrzekł się starostwa liwskiego na rzecz syna Marcina i zapewnił mu niebagatelną sumę 62 000 złotych polskich. A stało się tak, bowiem sprzedał dwór w Oborach wraz z posiadanymi ziemiami. Tuż przed wyprawą spisał kontrakt z hetmanem Stanisławem na Koniec Polu, który stał się nowym właścicielem dworu w Oborach. W myśl umowy zawartej między „między starostą liwskim a Stanisławem na Koniecpolu Koniecpolskim kasztelanem krakowskim hetmanem wielkim koronnym” Jan Oborski „majętność swoją dziedziczną ze wszystkimi przyległościami i wsiami do niej z dawna należącymi to jest Obory z folwarkiem, Chabdzin, Opacz, Kliczyn, Czyszycza, Koło, Prochna deserta, sortes in Świder Chwalenica in districtu czerniensi wies Skolimów z folwarkiem in districtu warszawiensi za sumę 62 000 złotych polskich dnia dzisiejszego zapisał”. W ten sposób Stanisław Koniecpolski stał się właścicielem powyższych wsi – Obór, Habdzina, Opaczy, Ciszycy, Koła i Kliczyna (te dwie ostatnie nazwy wciąż jeszcze można usłyszeć w okolicach Ciszycy), opuszczonej Próchny (zaginionej gdzieś w wiślanej toni) i działów w Świdrze i Falenicy w ziemi czerskiej oraz Skolimowa w ziemi warszawskiej. Hetman zapłacił 20 000 złotych od ręki, a kolejne 42 000 złotych miały zostać wniesione  „na poniedziałek po świętej trójcy przyszłego święta”. Zgodnie z warunkami kontraktu Jan Oborski pozostawił sobie do czasu wyprowadzki z Obór „tylko mieszkanie w domu albo we dworze mniejszym nad sadzawkami także pod wielkim domem, stajnia na konie i owczarnią na owce i chlewów dwa do tego wieś Opacz z posłuszeństwem poddanych”. Przed poselstwem wyprowadził się do Liwa, wraz ze sobą zabierając „poddanych Stefana i Pawła hajduków, Piotra i Stefana myśliwców, Marcina kucharza, Marcina Niedźwiadka ślusarza, Staska Cochała chłopca”.

Do kontraktu jeszcze kiedyś powrócę i opiszę go szczegółowo, dość że ze sprzedażą Obór mieć związek musiała wyprawa moskiewska i związki Oborskiego z Koniecpolskim. W roku 1642 hetman nabył dwór w Czernidłach wraz z przynależnymi mu wsiami od brata Jana, Jakuba. Tak dobiegło końca wielowiekowe panowanie Oborskich na tych ziemiach, co ciekawe jeszcze w XIX wieku rodzina pisała się jako Oborscy z Obór, mimo iż nie mieszkali tu od roku 1642. Z kolei syn hetmana sprzedał ziemie już w roku 1650 i odtąd, aż po rok 1806, pozostawały one w rękach Wielopolskich.

Podpis hetmana na kontrakcie sprzedaży Obór, ze zbiorów AGAD

Jak widać ówczesna dyplomacja nie odbiega od obecnej, a rozmowy z Moskwą są równie trudne. Sama sprzedaż rodowych dóbr nie była niczym dziwnym mimo, iż w tym wypadku miała związek z wyprawą do Rosji. XVII wiek to czas, gdy dawne posiadłości rozdrobnione wśród licznych członków rodziny, znajdują nowych właścicieli, którzy odkupują je od biedniejącej szlachty. W tym czasie Wilanów przechodzi na własność Jana III Sobieskiego, Bielawscy tracą Bielawę, Bielińscy odkupują Karczew z przyległościami od Karczewskich, a Górscy i Cieciszewscy sprzedają wieś Górę (obecną Górę Kalwarię). Jeszcze do XVIII wieku w Falenicy utrzymają się Falińscy, ale już w połowie stulecia wieś wraz z kępą na Wiśle będzie posiadał Adam Poniński, ten „łajdak jakich mało”, jak śpiewał Jacek Kaczmarski.

A o Ponińskim i jego związkach z tymi okolicami już wkrótce.


Źródła:

  • AGAD, Obory
  • Czart, TN, t. 133, Diariusz poselstwa (…) Jana z Obór Oborskiego

Literatura (jest jej multum i nim ktoś słusznie zauważy, że mój dobór jest subiektywny, przypominam, iż wpis ten traktuje tylko o jednym poselstwie i sprzedaży dóbr, a nie o stosunkach polsko-litewsko-rosyjskich w XVII wieku. Zatem zainteresowani tematem bez problemu dotrą do licznych publikacji):

  • GODZISZEWSKI Władysław, Polska a Moskwa za Władysława IV, Kraków 1930
  • KUBALA Ludwik, Poselstwo Puszkina w Polsce w roku 1650 w:Szkice historyczne. Serya pierwsza, Warszawa 1901
  • NAGIELSKI Mirosław, Rywalizacja Rzeczypospolitej z Państwem Moskiewskim o dominację w Europie Środkowo-Wschodniej w XVI i XVII w. w: Sensus Historiae vol. XI (2013/2) ss. 87 – 115
  • WISNER Henryk, Posłowie i poselstwa litewskie w czasach Zygmunta III i Władysława IV w: Kwartalnik Historyczny R. 88 nr 3 (1981) ss. 629-645

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci