Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

W sprawie maszyny do pisania

ksunder

Dziś krótka notka, przyznam iż nieco brak mi ostatnio czasu na napisanie dłuższego tekstu. Zamiast zwyczajowego wpisu zastąpimy go tradycyjnie pochodzącym z minionych lat dokumentem, tym razem z roku 1951.

Przy okazji bitwy o handel w latach 1946-49, podczas której starano się wyeliminować sektor prywatny i zastąpić go siecią państwowego handlu, ugodzono w drobnych rzemieślników. Oczywiście wielu z nich przetrwało przemykając się przez oczka zarzuconej sieci, nastawionej na schwytanie większych detalistów, jednak zasadniczy cel został osiągnięty, a kapitalizm w powojennej Polsce zdławiony. Ci, którzy przetrwali, do końca istnienia PRL-u walczyć musieli z oporem materii w postaci trudności z zakupem towaru lub surowca i licznymi kontrolami związanymi choćby z domiarem. Niektórzy zrzeszali się w spółdzielnie pracy, bowiem była to dopuszczalna forma prowadzenia działalności. Jedna z takich spółdzielni powstała w gminie Jeziorna, w ten sposób zrzeszyli się miejscowi szewcy, a aby prowadzić działalność bez utrudnień nadali spółdzielni imię Henryka Rutkowskiego (kto zacz można doczytać choćby na wikipedii, i dowiedzieć się z jakiego powodu stał się patronem ulicy w Warszawie zwanej przed wojną i obecnie Chmielną). Swoją drogą jak mawiał nieżyjący już profesor Paweł Wieczorkiewicz święta trójca polskiego komunizmu czyli Hibner, Kniewski i Rutkowski została przez PZPR „beatyfikowana” z braku istnienia innych rodzimych bohaterów ruchu komunistycznego, po tym jak w panice zabili usiłującego wylegitymować ich policjanta i bogu ducha winnego studenta, co przez lata przedstawiano jako nieudaną próbę zaplanowanego zamachu.

Wracając do tematu – spółdzielniom i tak nie było łatwo, nie patrzono na nie tak przychylnie jak na zakłady państwowe. W swej działalności borykać się musiały z różnymi bolączkami. Poniżej wymowny w swej treści dokument.

Młodszym wyjaśnić należy, że w owych czasach maszyna do pisania była towarem deficytowym i równie niezbędnym do prowadzenia codziennej działalności gospodarczej jak obecnie internet czy telefon. Bez niej nie dało się sporządzić urzędowego pisma, gdyż pismem ręcznym pisać można było sporządzić co najwyżej życiorys lub podanie, ale nie występować do Prezydium, bądź o surowce niezbędne do robienia i naprawy butów. Bez maszyny do pisania spółdzielnia mogła całkowicie upaść i zakończyć swą działalność.

Spółdzielnia jednak ciężką tę próbę przetrwała, a kredyt został najwyraźniej przyznany, bowiem istniała jeszcze kolejne kilkadzesiąt lat, pod koniec prowadząc działalność zupełnie inną niż szewska, w nieistniejących już barakach obok Hugonówki. I w Konstancinie-Jeziornej, bo w międzyczasie wiejską gminę zastąpiło miasto.

Na allegro natrafić można na grę "Samotnik", produkowaną przez spółdzielnię w latach osiemdziesiątych. A powyższa fotka pożyczona STĄD - album na fejsbuku pamiątek kultury masowej zbieranych przez Adama Zyszczyka, gdzie obejrzeć można inne ciekawostki produkowane niegdyś w tych stronach.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci