Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Nadwiślańskie Urzecze

ksunder

wpis, w którym autor przybliża mikroregion Urzecze, pokazuje jak głęboko zakorzeniony jest on w historii tych stron, rozważa znaczenie tego słowa, a wszystko z okazji premiery drugiego wydania książki o Łurzycu

Dosłownie za kilka dni ukaże się drugie poprawione wydanie książki znanej niegdyś jako „Na Łużycu” Łukasza Maurycego Stanaszka. Od czasu jej pierwszego wydania w roku 2012 wiele się zmieniło, przede wszystkim pisownia nazwy – obecnie są to „Łurzyce”. Dlaczego „ż” zmieniło się w „rz” dowiedzieć się można choćby z książki. Reklamował  jej nie będę, moim zdaniem jest to rzecz, którą powinien przeczytać każdy, przy okazji oglądając zdjęcia w tym wspaniałym albumowym wydaniu. Jak mówią znajomi etnografowie jest wręcz niewiarygodnym aby na początku XXI wieku odkryć i opisać nieznany mikroregion etnograficzny. A tak w tym przypadku było i w zasadzie trudno pojąć jak można było nie zauważyć wcześniej tego co miało się przed oczami. 

Okładka drugiego wydania, rodzina z Gassów-Kopytów w strojach wilanowskich.

Region nie jest wymysłem autora i jest osadzony głęboko w historii tych stron. Urzecze, czyli inaczej Łurzyce, początek swój bierze od Siekierek i Czerniakowa, nie istniejących już historycznych wsi podwarszawskich, gdzie jeszcze nie tak dawno pasano krowy i walczono z występującą z brzegów Wisłą. Sięga do okolic Potyczy, leżąc na obu brzegach królowej polskich rzek. Konia z rzędem temu, kto miał wcześniej tego świadomość. Moja prababcia mawiała, że Łurzyce leżą pod Cieciszewem i nazwa ta kompletnie nic dla mnie nie znaczyła, bowiem w mojej rodzinie mówiono o Powiślu, nazywając tak rejon wsi leżących poniżej wiślanej skarpy. Urzecze jest częścią tego co określa się tym mianem, specyficznym mikroregionem wykształconym właśnie w zalewowym obszarze Wisły. O tym, że poniżej wiślanej skarpy rozciąga się świat innej społeczności świadom byłem od dawna, wie także o tym każdy, kto ma tam rodzinę. Choć obecnie wprowadza się tam coraz więcej nowych mieszkańców, wciąż istnieje tam sieć powiązań rodzinnych i wzajemnych kontaktów sięgających wielu pokoleń wstecz. A pamięć rodzinna przywołuje historie o wylewach i powodziach, o szarwarkach, o odrabianiu pańszczyzny w tutejszych dworach… O tym, że pochodzę z Urzecza, dowiedziałem się w roku 2012, tuż przed wydaniem książki. Nazwa Łurzyce, o której przeczytałem w internecie nic dla mnie nie znaczyła. Wówczas jednak znalazłem w archiwum w zachowanych dokumentach dworu w Oborach zapisy z XVIII wieku, mówiące o powinnościach mieszkańców wsi Urzecza, o tutejszych nadwiślańskich kępach, gdzie Urzyccy bydło pasali… W nagłej chwili olśnienia uświadomiłem sobie, że przecież Łurzyce, to fonetyczna wymowa, bo przecież chodzi o Łurzyckich… W ten sposób kupiłem termin Urzecze, a kto przeczytał książkę ten wie, że autor ma jeszcze inną teorię związaną z pochodzeniem tego słowa.

Urzecza są trzy. Ale o tym również nie wiedział nikt dwa lata temu. Teraz możemy już wyodrębnić dwa znaczenia tego słowa. Pierwsze to oczywiście mikroregion, którym to znaczeniem przede wszystkim się posługujemy. Żyjący tutaj ludzie nie uświadamiali sobie, iż zamieszkują specyficzny mikroregion, określali tak jedynie zalewowy wąski pas nadwiślański, w którym mieszkali, stanowiący jednocześnie drugie znaczenie tego słowa. O tym, że pochodzą z innego obszaru dowiadywali się tam, gdzie spotykały się dwa kręgi kulturowe, choćby w zetknięciu z Poleszukami, albo na Kołbielszczyźnie. To wszystko dość dobrze opisane jest w książce, co ciekawe na lewym brzegu nie było to aż tak odczuwalne, gdyż nie czuć tu było naporu Polesia czy Kołbieli, jedynie mieszkańców skarpy określano mianem „Górniaków”. Choć znalazł się ostatnio pewien potomek tutejszych mieszkańców noszący nazwisko „Użyczak”. Wyraźnie wywodzi się ono od określenia miejsca, z którego przybyli jego przodkowie, nadanego jako przydomek po przeniesieniu w inną część Mazowsza.

Znane z pierwszego wydania książki zdjęcie. Życie codziennena Urzeczu, powodzie i chruściany płotek w tle.

Trzecie znaczenie jest ściśle geograficzne, wiąże się z zalewowym obszarem nadwiślańskim. W takim znaczeniu używane było przez współczesnych, określających tak miejsca nad Wisłą rokrocznie zalewane przez wodę. Od roku 2012 udało się odnaleźć wiele tego typu zapisów pochodzących z XVIII i XIX wieku na lewym brzegu Wisły. Występuje ono w dobrach wilanowskich, od Siekierek po Kępę Falenicką, gdzie rządcy dóbr piszą o gruntach leżących „w urzeczu”. Obficie mowa jest o nich na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna, wreszcie informację o polach na Urzeczu znajdziemy w XVIII wieku w starostwie czerskim. Z okresu tego zwrotu tego nie uświadczymy na brzegu prawym, choć autor książki ma sporo wystąpień słowa w późniejszym okresie, nie tracę nadziei że uda się coś odnaleźć w dawnych dobrach Bielińskich, skoro pojawiły się pod Czerskiem, który wówczas wchodził w ich skład. Niestety w przypadku prawego brzegu Wisły słabo z zachowaniem akt, rekompensuje to jednak żywa tradycja, wciąż nazywająca niektóre tereny Łurzycami, no i łacha łurzycka pod Miedzeszynem… Przez obszar zalewowy rozumiano to jeszcze na początku XX wieku, gdy w gazetach pisano, iż woda powodziowa spływała łurzycem wiślanym…

Ciekawą informację dodał także po opublikowaniu tego wpisu autor wspominanej książki. Jak pisał w roku 1868 nieznany korespondent: "Pasek ten niezbyt szeroki, bo do 4-ch wiorst dochodzący, przedstawia dwa gatunki ziemi: jeden nazywany tu powszechnie urzecze, drugi pola górne. Urzecze jest to grunt napływowy, znany na powiślu, w niektórych miejscach daje warstwę rodzajną grubą do dwóch łokci a niekiedy więcéj. Tego rodzaju gruntu w całym kraju nie znajdziesz, to też cena jego ogromna (...). Na takiéj ziemi urodzi się wszystko, a zwłaszcza też jęczmień, kapusta i inne jarzyny, pod które głownie włościanie jéj używają. Oziminy w takich miejscach zwykle się nie sieje z powodu wylewów Wisły, która właśnie ten urodzajny muł nanosi. Pola górne, jakkolwiek urodzajne, płytkością warstwy wierzchniéj się odznaczają...". Czyli uprawny zalewowy pas nadwiślańskiej ziemi...

Nie będę się już więcej rozpisywał. 6 września, godzina 12, Zamek w Czersku. Kto nie dotrze niech odwiedzi 7 września „Hugonówkę” w Konstancinie w godzinach 11 – 13. Tam podczas „Otwartych Ogrodów” odbędzie się spotkanie z autorem. Warto zaopatrzyć się w książkę.

A był to wpis jubileuszowy o numerze 100, nie licząc wpisów technicznych i spisów treści, więc cieszę się, że padło na Urzecze.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci