Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Tropem czerwonego osiedla (1): Narodziny enklawy

ksunder

wpis o narodzinach komunistycznego osiedla na Królewskiej Górze, istniejącego w latach 1947-56

Pierwsza setka wpisów za nami, za jedno z najciekawszych znalezisk dokonanych w tym okresie uważam relację dziennikarza, który uciekł w roku 1952 na zachód i opisywał stosunki panujące na terenie Konstancina i Skolimowa pod rządami komunistów (wpis do poczytania w tym miejscu). Już wówczas wspominałem, że nie do końca należy dawać wiarę wszystkiemu co opisał autor, bowiem skądinąd wiemy, że w „Julisinie” mieszkał Bierut, a nie Cyrankiewicz. Zapewne relacjonujący pomylił wille bowiem, jak wynika ze wspomnień tutejszych mieszkańców, premier miał mieszkać przy ulicy Gąsiorowskiego, w willi zajmowanej następnie w latach 1957 – 2003 przez dom dziecka. Sporo należy także złożyć na karb czarnej legendy osiedla i opowieści, które krążyły w okolicy – jak pisał młody Tadeusz Buczkowski – „ogromna część Konstancina o nazwie Królewska Góra otoczona była w tych czasach budkami wartowniczymi. Terenu pilnowało wojsko. W środku była rezydencja Bieruta, ale nie tylko. (Tego Bieruta widziałem wiele razy, jak go wozili. Tylko czubek głowy był widoczny w wielkiej, czarnej limuzynie). Tam też wyrywali ludziom paznokcie, rozpruwali brzuchy... Jeżeli ktoś,zbierając grzyby, przybliżył się za bardzo do ogrodzenia,to miał wielkie szczęście, jeżeli został tylko postrzelony... To był kolosalny kombinat z wszelkimi akcesoriami i rekwizytami ówczesnego reżimu. Ojciec mojej koleżanki szkolnej (nazwijmy ją Marysia) był szefem "security" tego giganta.”. Nie wydaje mi się, żeby w miejscu, będącym enklawą wypoczynku i zamieszkania elity władzy torturowano ludzi, zwłaszcza, że siedziba UB znajdowała się w tymczasie w Białym Dworku poza terenem osiedla i rzeczywiście dopuszczano się tam podobnych czynów. Teren osady dobrze chroniono, znajdowała się tam także strategiczna infrastruktura komunikacyjna, umożliwiająca oficjelom łączność z Moskwą. Tak naprawdę jednak po raz kolejny mogę napisać, że o życiu na samym osiedlu niewiele wiemy, w zasadzie jedynie tyle co cytowane we wspomnianym wpisie wspomnienia Julii Minc i wzmianki czynione przez Józefa Światło, który po ucieczce opisywał życie w „getcie rządowym”, jak kolonię zwali komunistyczni oficjele (zapewne nie wszyscy znają to głośne nazwisko, więc zamiast opisywać jego historię odsyłam do biogramu w wikipedii). Niniejszym zacznę więc cykl wpisów na temat odkrywania historii tej enklawy, bo zaskakującym jest, iż nikt dotąd nie pokusił się o próbę opracowania tego epizodu z historii Polski i Konstancina; wpisy te mają charakter dyskusyjny, więc jeśli ktoś pragnie sprostować jakiś fragment, bądź wnieść do tekstu swe uwagi – zapraszam. Nie ukrywam, iż każda z nich będzie cenna.

 

Lipiec 1947: Początek.

Lokalizacja była niezwykle prestiżowa i atrakcyjna. Już przed wojną siedziby swe w Konstancinie mieli brytyjski i amerykański konsul, którzy po wojnie wprowadzili się Królewską Górę. Ambasada USA rozważała nawet wynajęcie Julisina, a rozmowy na ten temat prowadziła z Tomaszem Wertheimem, spadkobiercą Gustawa, który w roku 1947 wrócił do Polski. Wille na Królewskiej Górze przetrwały w dużej mierze nietknięte rosyjskie bombardowanie w sierpniu 1944, które skupiło się na konstancińskich willach. Zajęte zostały w roku 1945 przed przedstawicieli gminy Skolimów-Konstancin na podstawie dekretu o zajmowaniu mienia poniemieckiego i opuszczonego, a siedzibę swą prócz osób przewijających się przez Konstancin po zawierusze wojennej znalazły również rozmaite organizacje. Początkowo jeszcze nim działający z namaszczenia ZSRR aparatczycy przejęli w pełni władzę w Polsce, władza działała w rękawiczkach. Willę przy Wareckiej 21, tytuł do której własności posiadał Tadeusz Witwicki, wynajęto na podstawie umowy dzierżawy. Z kolei willa przy Żółkiewskiego 34 należąca przed wojną do Jakuba Fryde przejęta została w myśl wspomnianego dekretu, bowiem była opuszczona. W trakcie wojny mieszkali w niej Niemcy, a później wprowadzono lokatorów.

Obecne wnętrze willi Jakuba Fryde.

Co zdecydowało o wyborze Królewskiej Góry na prestiżową lokalizację zamkniętego osiedla? Zapewne adres, stosunkowo nietknięte przez wojnę obiekty, legenda Konstancina… Nie bez znaczenia był fakt, iż mieszkali tu wspomniani konsulowie, a willę „Słoneczna” na swą siedzibę wybrał ambasador ZSRR.  Towarzysz Józef Światło  podawał inną przyczynę, wspominając przy okazji faktu posiadania willi przez rosyjskiego Marszałka Polski Konstantego Rokossowskiego: „Ochrona Rokossowskiego składa się z 18 ludzi - wszyscy Rosjanie. Ma to swoją wymowę. Kierownictwo sowieckie daje w ten sposób dygnitarzom do zrozumienia, że mimo setek tysięcy żołnierzy i agentów bezpieki, którymi rozporządzają wystarczy jeden telefon z Moskwy, aby każdy z nich, zamiast do willi w Konstancinie, wyjechał wprost na Łubiankę.”. Skoncetrowaną wierchuszką polskiego rządu łatwo sterować i nadzorować w kompleksie, w pobliżu którego zamieszkuje radziecki ambasador. Przypomnieć należy, że mowa tu o czasach Stalina, gdy samodzielność polskich władz rzeczywiście była mocno ograniczona, a na grupę zamkniętą w jednym miejscu łatwo wywrzeć nacisk…

Prawie 70 lat później...

Skupmy się na razie jednak na historii, a nie na rozważaniach socjologiczno-politycznych. Niestety przyczyny i osób podejmujących decyzję zapewne nie poznamy już nigdy, choć jak łatwo się domyślić w dużej mierze zdecydowała tu piękna lokalizacja i relatywne oddalenie od ówczesnych domów. MBP przejmować wille zaczęło w połowie roku 1947, już w lipcu wyprowadzono z Julisina liceum Reytana, które znalazło swą nową siedzibę w Skolimowie. Osiedle rozszerzało się powoli, początkowo były to wybrane wille przy Żółkiewskiego i Wareckiej. W imieniu skarbu państwa MBP przejmowało bądź dzierżawiło obiekty od gminy Skolimów-Konstancin. Eksmisje odbyły się w drugiej połowie 1947 roku, jak pisał przywoływany już na blogu dziennikarz: „Większość domów musiała zostać odnowiona przez władze nim można było w nich zamieszkać. Eksmitowani dostawali dwa lub trzy tygodnie na opuszczenie willi. Odmawiających usuwało wojsko, zaś ci którzy zgadzali się, byli przeprowadzani przy użyciu wojskowych wozów i również w asyście wojska. Meble rekwirowano rzadko i wyłącznie wtedy, gdy ich właścicieli nie było w Polsce. Cudzoziemcy jak angielski konsul mieszkający na Szkolnej i personel amerykańskiego konsulatu opuścili swe wille z własnej woli.” Jak wspominał autor, ludzi przesiedlano w mocno uwłaczające warunki, a chcąc znaleźć cywilizowane lokum, należało dać łapówkę „burmistrzowi Adamiakowi”, czyli wójtowi Mieczysławowi Adamiakowi z gminy Skolimów-Konstancin, który zastąpił na tym stanowisku Antoniego Jankowskiego. Zachowane dokumenty w dużej mierze potwierdzają relację dziennikarza, iż wille poddano kompleksowemu remontowi, połączonemu z rozbudową działających tu cieplarni, lodowni, dozorcówek. W przypadku Julisina (w jednym z dokumentów nazwanym „Jurysinem”) odmówiono wydania Tomaszowi Wertheimowi rzeczy w rodzaju świeczników i kinkierów oraz szaf, stwierdzając iż stanowią one trwałe wyposażenie lokalu. Nie czyniono jednak problemów z innymi rzeczami, zgodnie z relacją dziennikarza o rzadkich rekwizycjach. Tomasz Wertheim wnosił jeszcze o wydanie XVI wiecznych drzwi, które miały znajdować się na terenie willi, jednak brak informacji czy udało mu się je odzyskać, bowiem drzwi nie było na liście rzezy, na których wywiezienie uzyskał zgodę od Wojewódzkiego Urzędu Kultury i Sztuki w październiku 1947. Jeśli pozostały w willi to zapewne uległy zniszczeniu w roku 2008 gdy została zburzona. Osiedle narodziło się i z czasem miało się powiększyć.

W kolejnym wpisie dotyczącym „getta” zastanowimy się nad przebiegiem jego granic. Aby nie być monotematycznym wpisy na ten temat rozdzielać będę artykułami o innej tematyce.

 


Źródła i literatura:

Treść dzisiejszego wpisu powstała w dużej mierze w oparciu o akta odnalezione w IPN przez użytkownika forum miłośników historii Konstancina-Jeziorny o nicku: stefek08. Dokumenty udostępnił w tym miejscu

  • BŁAŻYŃSKI Zbigniew, Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1940-1955, Warszawa 2003

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • ciotuchna

    Interesuje mnie historia przedwojenna willi, budynku, pensjonatu - nie wiem jak to nazwac - obecna nazwa PIASKI. W czasie okupacji w tym budynku harcerki prowadzily dom dla sierot wojennych. Po likwidacji tego domu w 1945 r. oddano budynek sluzbie zdrowia i tam wlasnie dr. Marian Weiss stworzyl szpital, ktory byl zaczatkiem pozniejszego Stocer-u. Na piaskach byl oddzial dzieciecy - ortopedyczny w ktorym najpierw pracowal moj maz Mieczyslaw Kowalski, a pozniej byl jego ordynatorem. W latach 80 tych powstala tam klinika ortopedyczna Instytutu Matki i Dziecka, ktora rowniez prowadzil moj maz. Po jego odejsciu na emeryture w 1999 r. klinike zamknieto. Obecnie budynek stoi pusty i spalony od wielu lat.

  • ksunder

    Proszę zajrzeć na facebooka. W bocznym panelu znajdzie pani historię willi Piaski - dwa dni temu zamieszczałem ją tam dla p. Marii Kowalskiej, córki jednego z ordynatorów.

  • ksunder

    Dokładny link do historii Piasków - proszę skopiować i przekleić do przeglądarki www.facebook.com/okoliceKonstancina/posts/629022443884726

  • Gość: [Agnieszka] *.gazeta.pl

    W czasach PRL ukrywano różne wydarzenia bo nie chciano kompromitacji chyba najbardziej. Na przykład katastrofa samolotu www.open-youweb.com/wymazana-katastrofa-prl-sledztwo-pasazerki-i-zdjecia-16-latka/ gdzie wszystko było utajnione. Ale teraz też pewnie jest tuszowane wiele zdarzeń.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci