Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Tropem czerwonego osiedla (2): Wokół Julisina

ksunder

wpis o zburzonej willi, zamieszkiwanej przez hitlerowskiego urzędnika i komunistycznego prezydenta

Zapowiadałem wpis o granicach komunistycznego osiedla na Królewskiej Górze, na razie musimy go jednak odłożyć, bo nie udało mi się dotrzeć jeszcze do kolejnych materiałów, na których ślad w międzyczasie natrafiłem. Zamiast tego pozostańmy w okresie instalowania się komunistycznych dygnitarzy na Królewskiej Górze, na czym ostatnio zakończyliśmy.

Nie tak dawno prasa doniosła o uprawomocnieniu kolejnego wyroku nakazującego odbudowę Julisina. Julisin to najbardziej znana willa położona na terenie opisywanego niedawno komunistycznego osiedla, a także jeden z najbardziej znanych przykładów samowoli deweloperskiej. Po jej zburzeniu w roku 2008 pod pretekstem katastrofy budowlanej deweloper rozebrał obiekt, planując na działce budowę innego domu, tym razem jednak zamiast zalegalizowania samowoli Sąd polecił przywrócenie stanu zastanego. Oczywiście w międzyczasie właściciel działki się zmienił, a kolejne odwołania trwają, lecz wyrok podtrzymywany jest przez kolejne instancje. Co oczywiście niewiele w praktyce oznacza, skoro do jego wykonania nikt się nie kwapi. Choć metoda zakupu działki z zabytkowym obiektem i jego rozbiórka z uwagi na zły stan (bo jeśli nie da się go uratować właściciel ma takie prawo) zwana jest na tym terenie„systemem konstancińskim”, z racji faktu, iż los Julisina stał się udziałem wielu innych willi w Konstancinie, sam system nie jest polskim wynalazkiem. Stosowano go z powodzeniem w Toskanii od lat siedemdziesiątych, gdzie w zakupionych palazziach i willach robiono przysłowiową dziurę w dachu, a po kilkunastu miesiącach opadów obiekt można już było rozebrać. Gąszcz przepisów uniemożliwiał pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności. Obecnie na terenie Konstancina stoi wiele pięknych willi takich jak choćby Zameczek, czy spalony kilka lat temu Zbyszek, które oczekują wyraźnie na zawalenie. Nawet jeśli odzyskali je potomkowie dawnych właścicieli, wyraźnie najważniejsza wydaje się tu atrakcyjna lokalizacja działki, pomijając horrendalne koszty remontu i użytkowania zabytków, na które niewiele osób stać… Choć z jednej strony żądania oddania obiektów takich jak Pałac w Wilanowie przez potomków Branickich czy akt archiwalnych potomkom rodzin nie powinny moim zdaniem zostać uwzględnione, choćby z racji faktu, iż stanowią dobro narodowe, a obecnie trudno utrzymać je z prywatnych środków, pamiętać należy o bezprawnych okolicznościach w jakich je zabierano. Możemy przyjrzeć się temu na przykładzie choćby Julisina.

Julisin przed wojną (zbiory WMK)

Julisin należał do Gustawa Wertheima, w roku 1939 wprowadził się tam Ludwig Fischer. Pełną historię willi przeczytać można choćby na stronie WMK, skupmy się na tym co było po wojnie. Wiele willi było opuszczonych, więc zajmowały je władze samorządowe na podstawie dekretu z 1945 o obiektach poniemieckich i opuszczonych. Czas ugruntowywania władzy komunistycznej w Polsce był jeszcze tym dziwnym okresem, kiedy radzieccy generałowie uczestniczyli w mszach wojskowych sprawowanych przez kapelanów na etatach Ludowego Wojska, więc odbywało się to początkowo w majestacie prawa. Z czasem Królewską Górę upatrzyli sobie komuniści. W roku 1947 do Polski wrócił wybitny kardiolog Tomasz Wertheim i podjął starania o odzyskanie rodowego majątku. Ponieważ Julisin wyraźnie był już przeznaczony do innych potrzeb, do walki z nim zaangażowano machinę propagandową, a tygodnik „Szpilki” jego starania o odzyskania grafik należących do ojca kwitował jako „Cierpienia młodego Wertheima”. Ale w systemie stanowiącym jeszcze powiązanie ustroju II Rzeczpospolitej i PRL wszystko odbywało się początkowo na bazie obowiązujących przepisów, z czasem grzęznąc w machinie biurokracji. 11 lipca 1947 roku Tomasz Wertheim przedstawiwszy dowody na dziedziczenie majątku swego ojca, na mocy wyroku Sądu Rejonowego w Piasecznie uznany został właścicielem Julisina, w którym działało wówczas liceum Reytana. Te przeniesiono do Skolimowa, bowiem gmina Skolimów-Konstancin, jako właściciel obiektu użyczanego kuratorium warszawskiemu, miała już wyraźnie inne wytyczne. 31 lipca kuratorium zrezygnowało z dzierżawy na rzecz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, któremu scedowano Julisin, mimo iż w gminie doskonale wiedziano o wydanym wyroku. Tomasz Wertheim początkowo korespondował dalej z tą istytucją, zwodzony obietnicą przyznania w ramach rekompensaty trzypokojowego mieszkania w Warszawie, aby mógł sprowadzić do kraju rodzinę, bowiem nocował w lecznicy w Śródmieściu, w izbie w której przyjmowano w ciągu dnia pacjentów. I zyskał niewiele, bowiem wyrok Sądu wydany na podstawie przedstawionych przez niego dowodów, iż jest spadkobiercą Gustawa Wertheima całkowicie zignorowały gmina Skolimów-Konstancin i MBP. Ostatecznie Tomasz Wertheim został wywłaszczony w dniu 27 stycznia 1954 roku na podstawie dekretu z 1945 o przejęciu budynków na cele użyteczności publicznej. Dekret ten dotyczył mienia poniemieckiego i pozbawionego właścicieli. W tym wypadku prokuratoria uczyniła długi wywód, że nieruchomość znajdowała się w 1948 roku we władania skarbu państwa, zatem de facto jest państwowa. Było to całkowicie sprzeczne z obowiązującymi wówczas przepisami, a wyrok Sądu w Piasecznie po prostu przemilczano.

Dla porównania: brama prowadząca do Julisina wówczas...

W przypadku Królewskiej Góry sprawa Julisina stała się swego rodzaju wyłomem. O ile jeszcze w roku 1947 część willi dzierżawiono (jak w przypadku willi Jakuba Fryde), w roku 1952 władza nie miała już takich skrupułów ani nie musiała liczyć się z kapitalistami będącymi właścicielami budowli. W księgach katastralnych notowano, że właścicielami znacznej części działek na tym obszarze są Potuliccy-Łatyńscy, jednak zajmowano je kompletnie ignorując ten fakt, nakazując im wciąż opłacać podatki, mimo iż użytkownikiem stało się MBP. Lokatorów komunalnych wywożono wozami wraz z dobytkiem do niewielkich mieszkań w całym województwie, aby zwolnić wille dla powiększanego osiedla. Większość z nich miała na spakowanie kilkanaście godzin i pozostawić musiała na miejscu wyposażenie lokali.

... i obecnie.

Wracając do Julisina; nie trzeba być jurystą by dostrzec, że kwestia odebrania willi Tomaszowi Wertheim w tym wypadku nie miała nic wspólnego z nacjonalizacją lub nawet obowiązującym wówczas prawem. Nie ma się więc co dziwić, że obiekty takie obecnie oddawane są potomkom dawnych właścicieli. Co oczywiście nie zmienia faktu, tego co dzieje się z nimi dalej.


część pierwsza wpisu o Królewskiej Górze dostępna w tym miejscu: Narodziny enklawy

Źródła i literatura:

Treść dzisiejszego wpisu powstała w dużej mierze w oparciu o akta odnalezione w IPN przez użytkownika forum miłośników historii Konstancina-Jeziorny o nicku: stefek08. Dokumenty udostępnił w tym miejscu

  • APW Oddz. Grodzisk Mazowiecki, Akta Gminy oraz MRN Skolimów-Konstancin

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci