Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Grób Lewoniewskich

ksunder

wpis, z którego dowiecie się z jakiego powodu towarzysz Stalin zapłacił za grób z wizerunkiem Jezusa Chrystusa na cmentarzu w Skolimowie

Na cmentarzu w Skolimowie uwagę zwraca okazały grób rodziny Lewoniewskich, w którego centralnej części uwieczniono pilota Zygmunta Lewoniewskiego, zaginionego 13 sierpnia 1937 roku podczas lotu nad Biegunem Północnym. Jak łatwo się domyślić nie spoczywa on w tym miejscu, bowiem ciała nigdy nie odnaleziono. Zygmunt Lewoniewski, czy też Lewaniewski, bowiem takiej odmiany nazwiska używał, dowodził lotem z Moskwy do Fairbanks na Alasce. Nad biegunem przeleciał o 13:40, ostatnia wiadomość od załogi pochodziła z godziny 14:32, gdy doniesiono o awarii jednego z silników. Lewaniewski stał się w ZSRR jednym z bohaterów narodowych, jego imieniem nazwano Szkołę Lotnictwa Morskiego, a także pierwszy z całej klasy późniejszych statków Lewaniewski. A teraz pora na odpowiedź na pytanie co odznaczony  medalem "Złota Gwiazda" Bohatera Związku Radzieckiego, Orderem Lenina, Orderem Czerwonego Sztandaru Pracy i Orderem Czerwonej Gwiazdy robi na cmentarzu w Skolimowie.

cmentarz08_700

Lewoniewscy z rodzinnej Sokółki wyjechali do Petersburga w roku 1898, stąd też Zygmunt Lewoniewski urodzony w roku 1902 był de facto Rosjaninem polskiego pochodzenia. O ile po rewolucji reszta jego rodziny wyjechała do Polski, a jego brat Józef również stał się tam znanym lotnikiem, Zygmunt związał swój los z bolszewikami i ZSRR. Wkrótce zmienił pisownię nazwiska na Lewaniewski i stał się jednym z asów polarnego lotnictwa. Jego dokonania budziły międzynarodowy podziw, w roku 1933 uratował Jamesa Matterna, który podjął próbę lotu dookoła świata.

W wiek od tamtych wydarzeń przypomnieć należy, że w latach dwudziestych i trzydziestych przestworza nie były podbite i opanowane przez człowieka. W roku 1927 bohaterem stał się Charles Lindbergh, który jako pierwszy dokonał niemożliwego przelatując bez lądowania przez Atlantyk. Loty w mroźnym arktycznym powietrzu, przez nieprzebyty ocean, samolotami w zawodzących silnikach sprawiały, że wykonujący je piloci urastali do miana bohaterów. Wspomniany już Józef Lewoniewski zginął w roku 1933 usiłując pobić rekord przelotu bez lądowania na trasie Warszawa-Kazań. Zbiegiem okoliczności stało się to w rok po wypadku Żwirki i Wigury. Józefa pochowano na warszawskich Powązkach, a na pogrzeb przybył z ZSRR Zygmunt. Obaj bracia doczekali się pomnika w Sokółce wybudowanego w latach osiemdziesiątych.

Po śmierci Zygmunta Lewaniewskiego, jego matka, Teofila otrzymała emeryturę. Wynosiła ona 900 złotych płatnych kwartalnie przez rząd ZSRR. Gdy wybuchła II Wojna Światowa nie pozostawiono jej samej sobie. Pracownik ambasady radzieckiej przywiózł 200 000 złotych radząc je zainwestować w nieruchomość, bowiem czasy były niepewne. Jej córka Zofia Kornacka zakupiła piętrowy dom w Konstancinie. Mężem Zofii był natomiast kapitan lotnictwa Wacław Kornacki, jak widać rodzina związała swe losy z przestworzami, choć Wacław zginął na ziemi, w obozie jenieckim. Niestety nie udało mi się jak dotąd ustalić, którą willę kupiła Kornacka, choć historia jest tu mocno podobna do opowieści o tajemniczym domu w Czarnowie, w którym ponoć spotykali się działacze zwaśnionego podziemia, a posiadać go miał tajemniczy właściciel, być może Niemiec, ukrywający się za nazwiskiem Heleny Bobkowskiej. Po czerwcu 1941 roku i ataku Niemców na ZSRR Teofili Lewoniewskiej i Zofii Kornackiej miało ponoć poszukiwać gestapo, a pracownica miejscowej administracji zaprzeczyć obecności wśród mieszkańców gminy Skolimów-Konstancin, fałszując wykazy mieszkańców (niestety księgi meldunkowe nie zachowały się, więc historii nie zdołałem potwierdzić).

2d16f9d1e261

Gdy Warszawa została wyzwolona Lewoniewską i Kornacką odwiedzić miał z polecenia Stalina radziecki oficer. A gdy Teofila zmarła w kwietniu 1945 roku pochowano ją w Skolimowie. Pomnik na grobie wystawiła radziecka ambasada.

Będąc w Skolimowie warto obejrzeć ten grób zawsze porośnięty roślinnością, na którym z krzyża spogląda smutne oblicze Chrystusa. Za którego wystawienie zapłaciła ZSRR, uwieczniając również symbolicznie Zygmunta Lewoniewskiego, jednego ze swoich największych bohaterów.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci