Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Ulica Lipowa

ksunder

Dzisiejszy wpis na blogu poświęcę ulicy położonej w Bielawie. Choć nie objęta wpisem do rejestru zabytków stanowi znaczący element historii tych okolic. Wkrótce może go już zabraknąć, bowiem wkrótce ma zostać przeprowadzona wycinka wszystkich znajdujących się tu drzew. Wnioskowało o to starostwo; ponoć jeden z mieszkańców złożył w tym celu obszerny wniosek, argumentując iż drzewa zagrażają przechodniom. Ile prawdy jest w tym, że położenie drzew utrudnia poruszanie i parkowanie w tym miejscu nie podejmuję się stwierdzić, niepokojący jest fakt, że wycinka drzew ma zostać ponoć przeprowadzona bez uzyskania opinii dendrologa. A wówczas zniknie to, co stanowi o wartości tej ulicy, czyli właśnie lipy, dające jej swą nazwę. Lipowa należy bowiem do pomników historii takich samych jak Aleja Kasztanowa na Ursynowie, gdzie drzewa sadzono na przyjazd cara, by utrudnić przeprowadzenie na niego zamachu, czy też wspaniała Aleja Lipowa wiodąca do pałacu w Otwocku Wielkim. Nieszczęściem Lipowej jest to, że ciasno na niej od domów, nie ma szansy stać się spacerową uliczką.

gallery_3_5_109552Ulica Lipowa. Zdjęcie pożyczone z forum Piaseczna, autorstwa użytkownika Stento - LINK

Czy drzewa rzeczywiście mają 200 lat, jak chcą relacje? Cofnijmy się w czasie. W roku 1816 właścicielem Bielawy pozostaje kupiec Karol Braeunig, któremu poświęcę niegdyś odrębny wpis. Bielawa wówczas to znaczny majątek, w jego skład wchodzą także obecne Klarysew, Gawroniec i tereny dzisiejszego Ogrodu Botanicznego. Graniczy z Jeziorną Królewską, Okrzeszynem i Powsinem wchodzącym w skład dóbr wilanowskich. Dość, że Bielawa to wówczas najludniejsza miejscowość położona na terenie obecnej gminy, w roku 1827 mieć będzie 487 mieszkańców, daleko w tyle pozostawiając za sobą Jeziornę Królewską z jej 273 mieszkańcami i Gassy, gdzie mieszkać będzie 220 osób. Karol Braeunig umrze w roku 1818, własność Bielawy przejdzie na jego syna Bogumiła, który żyć będzie jeszcze 8 lat. Wdowa po Karolu i matka Bogumiła, Klarysa z Lutzów w roku 1837 Bielawę sprzeda. Klarysa to zapomniana postać historii tych okolic, choć jej imieniem nazwany zostaje utworzony przy drodze warszawskiej folwark, nieopodal karczmy bielawskiej, leżącej na rozstaju dróg prowadzących do Jeziorny Królewskiej i Obór oraz Papiernii (dziś ulica Mirkowska). Z czasem karczma weźmie nazwę folwarku – Klarysów, po latach zmieniając się w Klarysew. Kto wie, może Potuliccy nazywając folwarki imieniem kobiet swego rodu – Teresin, Anusin wreszcie Konstancin – kierowali się tym przykładem?

Rzecz jednak w tym, że przeglądając akta i dokumenty dotyczące tych stron zorientujemy się, iż Henryk Rossman przebywał tu już wcześniej. Bielawę zaczął dzierżawić już w latach dwudziestych. Być może jeszcze od Bogumiła Braeuniga, z pewnością czynił to, gdy nominalną właścicielką majątku była Klarysa. I z czasem przekonał ją do sprzedaży, by osiąść tu na stare lata. Karierę pułkownika Rossmana przywoływałem już wielokrotnie, ten oficer wojsk napoleońskich, uczestnik wielu bitew, walczący w Powstaniu Listopadowym, przyczynił się do stworzenia kanału augustowskiego, a także usypania nadwiślańskich wałów. Wyraźnie jednak z Bielawą pragnął związać się już wcześniej, nim jeszcze stał się jej pełnoprawnym właścicielem.

mapka2Ulica Lipowa w roku 1856. Lipy nasadzone po obu stronach drogi, wówczas jeszcze nikt przy niej nie mieszka. Z dworu trakt wiedzie wprost do Klarysowa, u zbiegu z obecną Mirkowską i Saneczkową.

Przyglądając się starym mapom dostrzeżemy, iż na przełomie XVIII i XIX wieku ulicy Lipowej jeszcze nie ma, podróżuje się dwoma traktami biegnącymi z Powsina, prowadzącymi do Bielawy i Jeziorny, oba zresztą przetrwały po dziś dzień, ten ostatni to obecna ruchliwa ulica Warszawska, poprzecinana licznymi rondami. Lipowa pojawia się późno, dopiero w latach trzydziestych. Wytyczono ją, by prowadziła do dworu. Choć przyjęto, że dwór został wybudowany dopiero w roku 1837, na podstawie faktu, iż wówczas Henryk Rossman stał się właścicielem tej miejscowości, zauważmy jednak, że w tych stronach przebywał już wcześniej. Zachowane fragmentaryczne wzmianki w aktach Potulickich z Obór świadczą, że w dzierżawionej Bielawie pomieszkiwał, nie traktując jej jako lokaty, z której czerpał zyski. I to właśnie on odpowiedzialny jest za wytyczenie nowego traktu, prowadzącego wprost do bielawskiego dworu. Trudno powiedzieć więc tak naprawdę, kiedy dwór był wzniesiony, wcześniej istniała tu dawna drewniana budowla, zapewne w tym samym miejscu, na co wskazuje nam lokalizacja browaru, sytuowanego w XVIII wieku nieopodal właśnie dworu. Wcześniejszym właścicielom i dzierżawcom połączenie z drogą warszawską nie było potrzebne, dworu trakt wiódł prosto na tę samą trasę aż do Powsina, gdzie się z nią łączył. Obecnie to wciąż popularny skrót, wiodący za Szkołą Amerykańską. Sytuację zmienił wiek XIX i czasy Królestwa Polskiego. To okres reformy drogowej, jakbyśmy ją dziś nazwali. Wówczas powstaje Puławska, wiodąca do Puław, bita jest szosa lubelska, wszystko to ma służyć również ułatwieniu przemieszczania wojsk. W owym czasie zdegradowany zostaje szlak służewski, wówczas główna droga wiodąca na południe z Warszawy, obecnie ledwie polna droga na tyłach Ogrodu Botanicznego. Trakt z Wilanowa do Jeziorny, stanowiący przedłużenie Królewskiej Drogi nabiera znaczenia. Zostaje wzmocniony, w ramach szarwarków utrzymywany w należytym porządku. I tu należy upatrywać przyczyn wytyczenia Lipowiej, co czyni Henryk Rossman. W ten sposób powstaje droga wiodąca z głównej trasy wprost do dworu, podobnie jak w Jeziornie Królewskiej, czy Oborach.

Zapewne rację ma więc p. Hlebowiczowa, ostatnia z potomkiń Henryka Rossmana zamieszkująca w Bielawie, iż lipy nasadzano z polecenia jej przodka w czasach Powstania Listopadowego. W owym czasie drzewa rosły wzdłuż każdego traktu, jak chce legenda z polecenia Napoleona sadzono je, by dawały cień maszerującemu wojsku. Poniższa mapa ukazuje nam, iż podobny wygląd jak Lipowa miała także trasa do Wilanowa. Obecnie w Polsce w większości miejsc GDDKiA usuwa drzewa w skrajni, czasy się zmieniły i są niebezpieczne dla kierowców. Czy taki los spotka już wkrótce Lipową? Zobaczymy.

mapkaaaW roku 1838


Źródła i literatura:

  • AGAD, Archiwum Wielopolskich i Potulickich z Obór

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci