Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Tajemnice kaplicy Potulickich

ksunder

Ostatnio na blogu niewiele się dzieje, a powodów jest jak zawsze wiele, począwszy od uroków życia zawodowego, poprzez pracę zawodową, na aktywności wykrywkowców kończąc. Chodzący po polach z wykrywaczami metalu napastują mnie ostatnio coraz bardziej aktywnie, co bardziej bezczelni, kontaktują się ze mną prosząc o wskazanie miejsc, w których znaleźć można coś ciekawego, nie mając czasu czytać wszystkich tekstów na blogu. Jeden proponował nawet abym sfotografował mu mapę, na której zaznaczono tutejsze stanowiska archeologiczne. Łatwo można się domyślić co sądzę o takich propozycjach, choć niektórzy podejmują ze mną nawet próby dyskusji, że gdyby nie ich odkrycia, wszystkie znaleziska przepadłyby w ziemi i archeolodzy nie wiedzieliby jak wiele ciekawych rzeczy można tam odnaleźć, wyraźnie widać, iż nie mają pojęcia o czym piszą. Ale dość jasno uświadomili mi, że niestety wiele tekstów na blogu dotyczy zaginionych miejsc, o których dzięki mnie się dowiedzieli, co powoduje u mnie niechęć do wskazywania im kolejnych. Może i generalizuję, niesłusznie wrzucając do jednego worka wszystkich poszukiwaczy, ale ostatnio media doniosły o pewnym idiocie, który rozkopał średniowieczne grodzisko koparką.

Skoro dałem upust swym uczuciom, możemy przejść do treści wpisu, którą jest kaplica Potulickich. Miejsce to niezwykłe, podobnie jak i sam cmentarz położony na granicy Cieciszewa i Słomczyna. Kaplica stanowi zwieńczenie głównej alei, położona jest na jej zakończeniu, na niewielkim wzniesieniu, górując nad cmentarzem. Jest to jeden z najpiękniej położonych cmentarzy na Mazowszu, posiada w sobie ciszę i spokój, kryjąc się w cieniu starych drzew. Wiele osób mówi o magicznej sile jego przyciągania. Kaplica dawnych dziedziców Obór stanowi istotny element tej tajemnicy, Miron Białoszewski chadzał tu o północy, chcąc spotkać ducha. Wiele osób 1 listopada bezwiednie zapala tu znicz, lecz sporo osób pamięta jeszcze rodzinę, niektórzy wciąż mają dokumenty zakupu ziemi od hrabiny Marii tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Właściwie to kaplica Potulickich i skoligaconych z nimi Melżyńskich. Kilka lat temu szperając w archiwum odkryłem, iż wzniesiono ją dopiero pod koniec XIX wieku, fundacją Konstancji Skórzewskiej (czyli „matki chrzestnej” Konstancina oraz Stanisława i Marii Potulickich w latach 1893-96, nadając jej wezwanie Narodzenia Najświętszej Marii Panny i składając na jej utrzymanie depozyt 200 rubli srebrem, które zabrała rewolucja oraz dwie wojny światowe. Dlaczego więc w stellach wmurowanych w boczne ściany kaplicy widoczne są daty śmierci nawet o pół wieku wcześniejsze? Odpowiedź na to pytanie nie jest trudna. Do czasu wybudowania kaplicy ciała rodziny Potulickich składane były na miejscowym cmentarzu. Dlaczego nie w kościele, skoro byli patronami tutejszej świątyni w Słomczynie, siedzibie dawniejszej parafii cieciszewskiej? Prawo patronackie odziedziczyli wraz ze spadkiem po rodzie Wielopolskich, dla których dobra oborskie były jednymi z licznych majątków, spośród których głównym klejnotem była Pieskowa Skała. Stąd też w budowanym około roku 1724 kościele, konsekrowanym w roku 1739, grobów ich nie uświadczymy. Urszula Wielopolska testamentem przekazała dobra oborskie na rzecz młodocianego Kaspra Potulickiego w roku 1806. A to już praktycznie czas narodzin Księstwa Warszawskiego, które powstało w rok później. W nim to wydano rozporządzenie, by cmentarze zakładać w odległości od ludzkich siedzib i tak oto narodziły się cmentarze na Mazowszu jakie znamy obecnie, w tym tutejszy. Stąd i najstarszym pochowanym z Potulickich w tym miejscu będzie Kasper. O jego śmierci i pochówku donosiły w roku 1853 ówczesne gazety. Ciało złożono do grobu w ziemi, którą ukochał. W owym czasie Potuliccy posiadali dobra oborskie, w tym okoliczne wsie, co zmienić się miało dopiero po Powstaniu Styczniowym, gdy nastąpiło uwłaszczenie. Kolejnych przedstawicieli z rodu również składano na tutejszym cmentarzu, aż wybudowano rzeczoną kaplicę, do której przeniesiono doczesne szczątki. Usypano sztuczne wzniesienie, łatwo zauważyć skąd wzięto ziemię, bowiem na przedpolu kaplicy się ona obniża. W oryginalnym założeniu otoczenie kaplicy było puste, kaplica spoglądała na cmentarz poniżej, zupełnie jakby hrabiowie pełnili straż nad zmarłymi poddanymi. Grób mojego prapradziadka zmarłego w roku 1901 znajduje się w odległości kilkudziesięciu metrów od tego miejsca, znać że pochówków początkowo nie dokonywano w otoczeniu kaplicy.

Ale to nie koniec związanych z nią zagadek. Jeśli porównamy daty narodzin i śmierci członków rodu pochowanym w kaplicy wprawimy się w niewielką konfuzję. O ile prawidłowo oddano okres życia hrabiego Kaspra, już w przypadku jego małżonki Teresy z Melżyńskich dostrzeżemy znaczącą różnicę. Urodzić się miała 28 kwietnia 1795, podczas gdy w akcie chrztu stoi data późniejsza – 20 lipca 1797. Szybkie badanie genealogiczne przyniesie nam inne rewelacje, rzeczywistości nie odpowiada znaczna część podanych dat urodzenia złożonych tu członków rodu, zresztą w większości w wypadku ich nie ma i ograniczono się do podania wieku zmarłego, który zazwyczaj także nie odpowiada prawdzie, różniąc się o rok lub dwa lata od rzeczywistego. Cóż się stało, można zapytać?

Urodzin w wieku XIX jeszcze nie świętowano, okazją taką były raczej imieniny. Nie przykładano do tych pierwszych wagi, a w świecie pozbawionym dowodów osobistych i numerów PESEL, mało kto zwracał uwagę na datę przyjścia na świat. Odnotowywano ją w kościelnych księgach, lecz później niewielu do nich zaglądało. Stąd też w sposób niejako naturalny dochodziło do ujmowania sobie lat, niektórzy zapewne do końca życia nie wiedzieli, ile mają naprawdę, przyjmując jak im powiedziano w dzieciństwie, że było to „ze sześć lat temu”. Oczywiście im dalej w mroki historii tym gorzej, stąd nie dziwi nas, że rodzina Potulickich nie była do końca świadoma, kiedy urodziła się nestorka ich rodu, hrabina Teresa. Tak zanotowano w Oborach, inna data była w Niechanowie, lecz nikt tego wówczas nie sprawdzał, nie było po temu powodu.

Jutro 1 listopada i jak zawsze u stóp kaplicy zapłoną znicze, może także i wasze.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • meteor2017

    Każdy kij ma dwa końce, z jednej strony informacja o takich miejscach pozwala wielu osobom po prostu je odwiedzić... ale zawsze istnieje ryzyko, że znajdzie się jakiś wandal (np. z wykrywaczem). Dlatego zawsze jest dylemat jak dokładnie podawać lokalizację, czy w ogóle ją podawać, albo wspominać o danym miejscu.

    Przykładowo, na stronie www.rowery.olsztyn.pl/wiki/miejsca/cmentarze nie są podawane dokładne lokalizacje cmentarzy (zwłaszcza tych zupełnie opuszczonych w lesie, krzakach), tylko lokalizacja danej miejscowości, a to właśnie min. dlatego żeby zmniejszyć ryzyko rozkopania... nie jest to obawa bezpodstawna, bo niestety często widać na nich działalność hien cmentarnych.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci