Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wieś wzorcowa (3)

ksunder

W roku 1938 nie mniejszym autorytem niż proboszcz cieszył się kierownik szkoły Piotr Szczur, znany w powojennych latach dyrektor szkoły przy mirkowskiej papierni. Były to lata kiedy ksiądz i nauczyciel stanowili punkt odniesienia w niewielkich społecznościach, a osoba wykształcona będąca w stanie pośredniczyć w kontaktach z urzędnikami była nie do przecenienia. W przypadku Piotra Szczura jak i innych nauczycieli w szkole w Słomczynie istotną rolę grał dodatkowo aspekt społecznikowski, bowiem działali oni na rzecz tutejszych mieszkańców. Czego dowodem może być relatywnie niedawne nadanie imienia patrona szkoły w Słomczynie, którym został Jan Mejster, uczący w Słomczynie właśnie w roku 1938, zamordowany podczas wojny w Katyniu. Przez wielu tutejszych mieszkańców wspominany do dziś.

Przejdźmy teraz do drażliwej kwestii. W upolitycznionym życiu codziennym końca II Rzeczpospolitej urzędnicy musieli ważyć swe słowa. O Słomczynie zapisano więc dyplomatycznie: „Gromada nie ma wyrobienia politycznego. Są i endecy i ludowcy i sympatyzujący z Rządem, przeważnie jednak politycznie obojętni.” Ostatnie zdanie w całości zdaje się możemy odnieść również do dzisiejszych czasów. Odnośnie ówczesnej władzy najniższego szczebla zapisano, iż sołtysem do niedawna był „Ziemski Mikołaj, 60 lat, ukończył trzy klasy szkoły rosyjskiej, oczytany, prowadzi ładny sad, niejednokrotnie otrzymywał nagrody za gruszki i jabłka”. Doczekał się pięknego wspomnienia spisanego przez jego wnuka Stefana Rulskiego w książce o kółku rolniczym ze Słomczyna i Brześcc. W trakcie sporządzania dokumentu na stanowisku sołtysa Ziemskiego zastąpił go Kazimierz Gutt.

Wypas_owiec_w_miedzywalu_lata__70.80._kol

Lekarza we wsi nie było, z Jeziorny dojeżdżał doktor Gutkowski. Stanu zdrowia dopatrywała higienistka Ośrodka Zdrowia w Konstancinie „raz w miesiącu przyjeżdżająca”.

Radioaparatów doliczono się w ówczesnym Słomczynie 15 sztuk. Zapewniono, iż byłoby więcej, gdyby we wsi „była elektryfikacja, ale problemem był brak nafty dla generatorów”. Przewidywano podłączenie wsi do prądu w niedalekiej przyszłości, bo 100 metrów od wsi przebiegała linia elektryczna do Góry Kalwarii.

Droga przez wieś powoli przestawała być piaszczysta. „W 1937 zadeklarowano i wykonano brukowanie szarwarkami i opłatami. Dziś droga w ¾ jest zabrukowana, chodnik z płyt betonowych. Wykonywano po 2 metr 3 piachu z morgi i po 1 metra 3 kamienia na każde 10 mg. Prowadzi od traktu do sąsiedniej gromady Borowina. Polna, piaszczysta, okopana rowami, obsadzona wierzbami. Powstała Spółka Drogowa gromad wybrukowała w latach 1928 – 33-4 km drogi z Jeziorny do Góry Kalwarii.” Dzięki ofiarności tutejszych mieszkańców wybrukowano drogę wiodącą do Góry, choć zastanawiać może jak wyliczono dwukrotność odległości z Jeziorny Królewskiej. Miłośnicy Urzecza zwrócili zapewne uwagę na informację o obsadzeniu dróg wierzbami wzdłuż rowów, wzorem zapożyczonym od olędrów.

Siedziba gminnego posterunku Policji mieściła się w Jeziornie Królewskiej, obchodu we wsi dokonywano raz w tygodniu. Pragnącym czynić porównania do obecnej sytuacji pozwolę sobie przypomnieć z jego z dawnych wpisów, iż w ówczesnej gminie liczącej łącznie 10432 mieszkańców porządku pilnowało czterech posterunkowych i komendant posterunku. Aż do lat pięćdziesiątych po wsiach pełniono stróżę. Podobnie w Słomczynie, gdzie jak informowano pełnili ją gospodarze. W roku 1936 wynajęto stróża gromadzkiego o nazwisku Zieliński w wieku 35 lat, któremu płacono „złotówkę od budynku”. Acz jak zauważano od płacenia za stróżę nagminnie się uchylano.

W roku 1938 przez Słomczyn przechodziło 5 – 10 włóczęgów dziennie. Gromada nie posiadała domu noclegowego, z uwagi na obowiązujące wówczas przepisy o włóczęgostwie nie mogli oni pozostawać nocą poza nadzorem . Zwracali się więc do Sołtysa, a ten kierował ich na nocleg do mieszkańców Słomczyna, z poleceniem pisemnym przyjęcia pod dach, opatrzonym stosowną pieczęcią. Jak łatwo się domyślić nie spotykało się to z uznaniem: „Zdarza się, że zgłasza się po kilku naraz, żebracy, podróżni, agenci firm, często zawszeni, pijani chorzy, że zachodzi obawa wpuścić do mieszkania takiego gościa. Nad nocującym trzeba dozorować. Ludzie wychodzą rano do pracy, a podróżny ociąga się. Gdy zgłasza się po odbiór dokumentów, sołtys ustala najpierw u gospodarza czy nic nie zniknęło, a osoba nie wymaga zatrzymania”

A na zakończenie zerknijmy jeszcze na funkcjonowanie Straży Pożarnej, o której remizie wspominałem ostatnio: „Pożar ostatni był w 1929 roku. Spłonęła wtenczas zagroda Kowalskich., którzy sami dla uzyskania odszkodowania pogorzelowego podpalili swoje domostwo. Spotkała ich za to zasłużona kara więzienia, przy czym Kowalski. w nim zmarł.”. Pozwoliłem sobie na całkowitą zmianę nazwiska, bo sprawy to już dawno zapomniane, a obecny Słomczyn żyje już zupełnie innymi sprawami.

Niestety annały gminne milczą na temat dalszych losów dokumentu opisującego wzorcową wieś. W aktach zachowała się jedynie jego kopia wykonana przy użyciu fioletowej kalki.


Źródła i literatura:

  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

zdjęcie "Wypas owiec w międzywalu" pochodzi z książki "Nadwiślańskie Urzecze" Ł. M. Stanaszka. Wykonano je w okolicach Piasków

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • berfens3

    Super wpis, bardzo mi się podoba to jak prowadzisz bloga...

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci