Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Nad Jeziorką

Tama na Jeziorce

ksunder

Kilka dni temu pojechałem obejrzeć ostatni most na rzece Jeziorce. Miejsce straciło nieco ze swej magii już kilka lat temu, gdy oczyszczono dzikie koryto. Most nie jest zabytkowy, ani szczególnie urodziwy, lecz przeznaczono go do rozbiórki. W jego miejscu zostanie wzniesiony nowy, obecny przetrwał ponad pół wieku. Kostka brukowa, która go pokrywa, została położona w latach pięćdziesiątych, podczas jego budowy. Wcześniej mostu nigdy tu nie było, jego istnienie stało się koniecznością, gdy pojawiła się w tym miejscu rzeka. Do połowy lat pięćdziesiątych Jeziorka do Wisły nie wpadała, znajdowały się tu nadwiślańskie pola, skryte za wałami. Za Bielawą rzeka skręcała ku północy, by wpaść do Wilanówki, która rozlewała się szeroko, obecnie stanowiąc niewielki strumyk. Śladem tej dawnej rzeczki jest mostek Obórkach, które przenosząc spod Obór w roku 1865 lokowano na lewym brzegu tej rzeki, na wprost wiekowego Habdzinka. Obórki wchłonęły swojego sąsiada i obecnie tej drugiej nazwy mało kto używa. My jednak wróćmy do Jeziorki, fakt iż wpada obecnie do Wisły, zawdzięczamy regulacji rzeki, którą pośrednio spowodowała wielka powódź roku 1947. Cofająca się wiślana woda podniosła poziom wody w Wilanówce, przepusty nie wytrzymały, aod Kępy Zawadowskiej aż po Okrzeszyn woda rozlała się za wałami. Wówczas zdecydowano, iż aby w przyszłości do tego nie dopuścić, należy Jeziorkę do Wilanówki rozdzielić, wykopano nowe koryto rzeki i otoczono je wałami, by regulować w ten sposób wodę. Od tamtej pory Wilanówka nie wylewa, sączy swe wody leniwie, jako niewielki strumyk.

P1220574Co jednak sprawiło, że Jeziorka wpadała do Wilanówki? Most jest dobrym pretekstem by o tym opowiedzieć. Pokrótce przypomnę jedynie, że nie uregulowana wałami Wisła zmieniała swe koryto często, wycinając nowe i sprawiając, że ziemie należące do Obór znajdowały się pod Świdrem, zaś Kępa Falenicka na przeciwległym brzegu. Swego czasu zmieniła bieg, a jej dawne starorzecze stało się korytem Wilanówki, oddzielającym Kępę Okrzewską, Oborską i Falenicką od lądu. Wcześniej Wisła bezkarnie niszczyła znajdujące się w tych stronach wsie takie jak Narty, Próchna czy Grabie, po których zostały tylko wzmianki w dokumentach, na które natrafiają historycy. Nazwy dawnych wsi w okolicach Ciszycy jasno wskazują nam na dawne ukształtowanie terenu: Kliczyn czyli Kłyczyn położony był na półwyspie w kształcie kłykcia, kciuka, który woda opływała wkoło, stąd i Koło. Teren między wyspami świderskimi i zawadowskimi podlegał naturalnym przemianom, problemem stały się dopiero gdy na stałe osiedlili się tam ludzie. Olęderskie osady zostały zagrożone, a czynsze przynosiły niemały dochód dziedzicom tutejszych dóbr. Znajomość wiślanego nurtu pozwalała przewidzieć, kiedy postanowi on popłynąć nowym korytem, a taka obawa zaistniała w połowie XIX wieku. W XVIII wieku wskutek poprzedniej zmiany Jeziorka straciła trwałe połączenie z Wisłą, czasem z rzadka przelewając swe wody do tej rzeki, jednak połączywszy się na trwałe z Wilanówką. Tym razem jednak powódź zniszczyła spory kawałek lądu, wraz z gospodarstwami olęderskich kolonistów, sprawiając iż Jeziorka znalazła się niebezpiecznie blisko Wisły. Jak zanotowano 10 października 1843 roku: „Rzeka Wisła z powodu zwrócenia się iey nurta przez gronta do Dóbr Obór należące tak iuż dalece zniosła na tymże grocie oborskim kilku kollonistów nadrzeżnych, że zachodzi obawa aby w tym jeszcze roku nie obróciła swego biegu odnogą wilanowską, co jest bardzo łatwe do przewidzenia, albowiem między Wisłą a Wilanówką pozostaje tylko przestrzeń gruntu mniey więcej 15 prętów wynosząca”. W tym stanie rzeczy jasnym było, iż przerwanie niewielkiej łachy okaże się niszczycielskie. Wisła wytnie nowe koryto, niszcząc olęderskie osady na kępach, popłynie bezpośrednio pod Wilanowem, zaś rejon od Augustówki aż po Obórki zostanie przyłączony zostanie do prawego brzegu Wisły.

Mapa z roku 1712. Jeziorka wówczas wlewała się jeszcze do Wisły przez "przerwę". Warto zwrócić uwagę, że Wilanówka jeszcze nie istniała, było tylko wiślane koryto przy Okrzeszynie. Dawne starorzecze wciąż widoczne jest na mapach google.

Łatwo ustalić, kto wpadł na pomysł usypania trwałej tamy i odcięcia Jeziorki od Wisły, acz nie wiemy kim była ta osoba, zapewne „mistrzem hydraulikiem”, jak wówczas zwano specjalistów od budowy tam i odwodnień. Nosił nazwisko Borzewski i „przekonawszy się na groncie o takim grożącym dla dóbr willanowskich niebezpieczeństwie na dniu 21 lipca rb uczynił podanie do Zarządu Komunikacji Lądowych i Wodnych, zaprojektował w miejscu tym ubić 3 tamy przeznaczając ze swej strony fundusz pieniężny na maystra, dozorców, taczki, tarcice i na zrobienie faszynowych kiszek rubli srebrnych 724 kopiejek 91 czyli zp 4166 gr 2. Na właścicieli zaś dór zainteresowanych nałożył obowiązek bezpłatnego dostarczenia do róbót takich w rublach:

Faszyny kop 1579

Palików 2281

Witek do związania kiszke pęków 2079

Robocizny dni sprzężajnych 6236 i pieszych 11434”

W ten sposób w roku 1843 narodził się projekt zatamowania Jeziorki w Kępie Oborskiej. Pismem powołującym się na reskrypty Rządu Guberialnego z 9/21 września 1843 roku, wezwano Wójta Gminy Wilanów by 27 września/9 października dostarczył faszyny i budulca celem zabezpieczenia lewego brzegu.

Faszynę wyrąbywano w lasach chojnowskich i kabackich, zaś szarwarkami i robocizną obciążono dobra ziemskie, którym wskutek powyższych działań nie groziło zalanie - Wilanów, Obory, Miedzeszyn, Bielawę oraz Papiernię w Jeziornie. Choć sprawa była pilna, przeciągnęła się do roku 1844, kiedy to przed Naczelnikiem powiatu warszawskiego zadeklarowali bezpłatnie udzielić robocizny i faszyny do zatamowania łachy Henryk Rossman - dziedzic dóbr Bielawy i Jeziorny Królewskiej, Rupert Woyciech Borowski - dziedzic Dóbr Miedzeszyna (w tym Kępy Falenickiej), Tomasz Fagoński, rządca dóbr Obór w imieniu dziedzica oraz Jacenty Pancer plenipotent dóbr wilanowskich. Oświadczyli, iż „widząc konieczną i najpilniejszą potrzebę zaprowadzenia tamy projektowanej, wykonaniem jej zaymą się niezwłocznie w długości takiej, jaka okaże się potrzebna”. Gdy zwolniono ich z tego roku z obowiązku szarwarkowego naprawiania dróg doszło do porozumienia. Wilanów dostarczył faszynę i paliki, które z lasów chojnowskich przetransportowali poddani dóbr oborskich, którzy jednocześnie zapewnili witki i kiszki faszynowe. Mieszkańcy Bielawy i Jeziorny Królewskiej zajęli się pracami związanymi z sypaniem tamy, Miedzeszyn dostarczał ze swych lasów sosnowe gałęzie. Papiernia zaś dołożyła się finansowo. W ten sposób zatamowano Jeziorkę, uniemożliwiając jej połączenie z Wisłą. Wisła oczywiście nadal pozostała groźna, swymi przyborami wciąż grożąc tamie. Poprawiano ją jeszcze kilka razy, bowiem groźba przerwania w tym miejscu tamy była realna. A jak pisał w roku 1852 Henryk Segno, dyrektor Papierni, przerwanie spowodowałoby wlanie się wiślanej wody do Jeziorki i zagroziłoby Fabryce Papieru oraz dobrom oborskim. Dość obrazowo ujął to w korespondencji z Augustem Potockim z Wilanowa: „Gdyby więc w zagrożonym miejscu wał został przerwany co przy cokolwiek wyższym stanie wodu w dwóch dniach mogło nastąpić bo prądu wody żadna tama od brzegu nie odwraca, natenczas ¼ część wody wiślanej buchnęłaby w wyłom, zapełniła dawne teraz miejscami osuszone, jednak zawsze nisko położone koryto Wilanówki, podniosłaby wodę w Jeziorce i tem samemy tamtejszym zakładom wielką wyrządziła szkodę, dalej pędząc zalałaby posiadłości JW. Hrabiego Pana zalałaby również osady do Willanowa należące zatopiłaby łaki pod Willanowem i wiślaną żółtą wodę sprowadziłaby do czystego Jeziorna Wilanowskiego”. Słowa te spisał na gorąco stojąc na opisanej tamie.

maskaMapa z lat trzydziestych XX wieku przedstawiająca zmiany dokonane przez budowę tamy. Jeziorka wpada do Wilanówki, nieopodal Borka.

Sto lat poźniej rozwiązaniem okazało się obwałowanie Jeziorki i wpuszczenie jej do Wilanówki. I jak widać skutecznym, skoro powodzie dobiegły końca. Na mapie google można nadal zobaczyć dawne drogi, które przerwało nowe koryto Jeziorki, bowiem jeszcze tuż po wojnie z Opaczy do Kępy Oborskiej wiódł polny szlak, który nie przecinał rzeki.


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil

Dwór w Jeziornie

ksunder

Mamy kolejną rocznicę istnienia bloga, bowiem zadebiutował on w sieci 29 stycznia, kiedy pojawił się tekst o młynie w Jeziornie Królewskiej. Zatem okazja dobra by napisać o istniejącym tu dworze, który już dawno przepadł bez śladu, nie zachowując się nawet w ludzkiej pamięci. Lecz w układzie topograficznym Jeziorny wciąż widnieje pewna pamiątka jego obecności, ale o tym na końcu niniejszego tekstu.

Najstarsza jak dotąd znana mapa Jeziorny z roku 1730. Na prawo od Jeziorki, w ziemi warszawskiej, widoczna Jeziorna Królewska, wówczas dzierżawiona przez niejakiego Dembowskiego. Na lewo należąca do Obór Jeziorna Oborska, na obecnej Grapie nad odnogą Św. Jana. Przy lewym nurcie i między odnogami widoczny młyn oborski, który z czasem stanie się Starą Papiernią.

Podobnie jak większość dworów został wzniesiony w miejscu istniejącego tu niegdyś centrum osady, gdzie rezydował jej właściciel. W przeciwieństwie do Cieciszewa, Bielawy czy Obor trudno jednak szukać tu śladów grodu, bądź umocnionego domostwa, które z czasem przekształci się w dwór. Ślady osadnictwa w Jeziornie z okresu średniowiecza pochodzą z wieku XII i XIII, gdy osada położona nieopodal przeprawy zaczęła się rozrastać. Usytuowano ją przy drodze wiodącej z Bielawy wzdłuż rzeki, obecnej ulicy Bielawskiej, stanowiącej wówczas główny szlak. Przeprawa znajdowała się wówczas właśnie w tym miejscu, z czasem wraz z wyprostowaniem się drogi wiodącej z Warszawy, pomijającej Bielawę, przeniosła się w rejon obecnego usytuowania mostu. Jeziorna straciła właściciela jeszcze w XV wieku, ostatnim odnotowanym był Mikołaj zwany Żądłem, po roku 1430 przeszła na właśność książąt mazowieckich. Być może Żądło zastawił ją i nie zdołał wykupić, bądź bezpowrotnie zmarł. Wkrótce nazywano ją już książęcą, a po wcieleniu Mazowsza do Korony stała się królewszczyzną, stąd jej późniejsza nazwa. Nie było więc tu znacznego dworu szlacheckiego, wybudowano jedynie dworek na potrzeby posesora lub wyznaczonych przez niego zarządców, którzy przez kolejne lata często się zmieniali. Z czasem wykształcił się folwark, w którym funkcjonował wspomniany dwór. 

Najstarsza wzmianka o nim pochodzi z roku 1565, gdy lustratorzy odnotowują, iż “Jest w tej wsi folwark i dwór dobry, dobrze zbudowany”. Ponad wiek później nie będzie już po nim śladu, gdy po Potopie “budynki przez wojska szwedzkie funditus ogniem zniesione” zostają. Zachowany opis dworu przyniesie nam dopiero wiek XVIII. W roku 1768 wiodła doń brama, jak zanotował lustrator niedawno wzniesiono ganek na słupach wraz z podłogą z tarcic, skąd przez masywne dębowe drzwi na zawiasach wkraczano do sieni. Dwór nie był w najlepszym stanie, bowiem jedno z okien miało wybitą szybę, dwa były spękane, pozostałe od lat naprawiano przy pomocy ołowianych sztab. Pułap był nadgniły, lecz rekompensował to biały, dobry piec. Dwór był spory, bowiem znajdowały się tu cztery pomieszczenia, w tym kuchnia, w której ognisko płonęło w zielonym piecu. Zaznaczmy, iż wokół pieców podłogę rzecz jasna stanowiły cegły, a dwa murowane kominy wychodziły na dach przykryty gontami. Pod dworem zaś znajdowała się piwnica, do której prowadziły schody. Wokół niego zaś znajdował się folwark, z oborą, stodołą i gumnem.

Dwór był siedzibą dzierżawcy, który zarządzał folwarkiem i dopilnowywał chłopów pańszczyźnianych z tutejszej wsi (nadmieńmy, iż pod koniec XVIII wieku wiele tu znajomych nazwisk, takich jak choćby Szewczyk czy Golik, po dziś dzień mieszkających w tej okolicy). Budowla przetrwała upadek Rzeczpospolitej, stając się siedzibą pruskich rządców, zatrudnionych w Ekonomii Lesznowola, której Jeziorna podlegała. Jego istnienie notuje jeszcze mapa z roku 1838, gdy Jeziorna Królewska wciąż należała do władz, kiedy wkrótce zakupił ją Henryk Rossman z Bielawy pozostawił tu dzierżawcę. Kres budowli przyniosło dopiero utworzenie gminy Jeziorna w roku 1867, pierwsze zebrania gminy odbywały się właśnie tu, potem urząd się przeniósł. Dwór zniknął, a ziemie folwarku zaczęto powoli wyprzedawać.

Pora więc wskazać jego lokalizację, którą był zbieg obecnych ulic Polnej i Bielawskiej, gdzie na terenie części dawnego folwarku znajdują się bloki przy ul. Narożnej i okoliczne domostwa. Właśnie ulica Polna jest zachowanym śladem jego istnienia, podobnie jak w Bielawie ulica Lipowa zostala wytyczona z warszawskiego szlaku by prowadzić do dworu, analogicznie uczyniono w Jeziornie. Ulica Polna wiodła wprost do bramy, co ujrzec możemy na poniższej mapie. 

Bez_nazwyNa zakończeniu Polnej znajdował się dwór, wybudowany w miejscu, gdzie istnienie swe rozpoczęła Jeziorna Królewska. Tu znajdowała sie dawna przeprawa, przy drodze prowadzącej w średniowieczu przez Bielawę. Nie ma już dawno po nich śladu, jedynie ulica Polna przypomina, iż wytyczono ją wprost do dworskiej bramy.

P1200443


Źródła i literatura:

  • AGAD, ASK
  • Lustracja województwa mazowieckiego 1565 r. wyd. PWN, W-wa 1965, red. I Gieysztorowa A. Żaboklicka
  • Lustracje województwa mazowieckiego XVII wieku, t. I i II, wyd. PWN i PAN, W-wa 1968, 1989, wyd. A. Wawrzyńczak

Niemcy we wsi (4)

ksunder

W roku 1843 zbudowano drewniany kościół w Starej Iwicznej, dotąd wszystkie sakramenty odbywały się w kościele rzymskokatolickim w Piasecznie. Podyktowane to de facto było wspomnianym wymogiem prowadzenia przez księży katolickich urzędowych metryk, co wynikało z konkordatu. Wpis dotyczący chrztu, zgonu czy ślubu stanowił jednocześnie urzędowe stwierdzenie tego faktu. Uroczystości stricte ewangelickie odbywały się w bethausach rozsianych po wsiach, działających w szkołach. Identyczne rozwiązanie stosowali olęderscy koloniści, utrzymując szkoły w Kępie Zawadowskiej i Kępie Okrzewskiej, do których uczęszczały dzieci z okolicznych wsi olęderskich, zaś w niedzielę sprawowano tu nabożeństwa. Fakt podległości odległej Pilicy sprawił, że ewangelicy z terenu dzisiejszego powiatu piaseczyńskiego i gmin podwarszawskich zaczęli zabiegać o powołanie filiału, co udało im się osiągnąć 17 czerwca 1846 roku. Wówczas utworzono filię parafii ewangelicko-augsburskiej, której administratorem został pastor parafii w Pilicy, ks. Dawid Bergemann (Bergmann). Ściąganie składek na jej utrzymanie powierzył burmistrzowi Piaseczna, co czynić miał trzy razy w roku – w kwietniu, lipcu i wrześniu. Teren filii był spory – obejmował  ówczesne gminy Czerniaków, Wilanów, Bielawę, Jeziornę, Obory, Piaseczno, Leszno-Wolę, Chyliczki, Chylice, Gołków, Wólkę Kozodawską, Pęchery i Łubnę. We wszystkich tych wsiach zamieszkiwali protestanci. Nadmieńmy aby uniknąć nieporozumień, iż nie wszystkie wsie zostały założone przez niemieckich kolonistów, ale w tym czasie mieszkali oni już w zasadzie wszędzie, wespół z Polakami. Z jednej strony byli to nierzadko dziedzice majątków, jak Rossmanowie z Bielawy, z drugiej zwyczajni rolnicy, którzy sprowadzili się w te strony. W Cieciszewie zamieszkała wówczas rodzina o nazwisku Lange, która przeniosła się w te rejony z Łomży i osiadła nad starorzeczem, do dziś zwanym z tego powodu jeziorem Niemieckim. Podobna sytuacja stała się czymś normalnym w pozostałych wsiach tych okolic. Wybiegając nieco w przyszłość napiszmy, iż w roku 1852 utworzono szkołę ewangelicką w Piasecznie, zaś 1893 wzniesiono istniejący po dziś dzień murowany kościół w Starej Iwicznej, zaś sytuację filiału uporządkowano dopiero w roku 1929. Wówczas to utworzono parafię ewangelicką, w skład której weszły kantoraty w Górze Kalwarii z Kątami oraz Solcem, a także w Kępie Zawadowskiej i Okrzewskiej. W ten sposób religijny los potomków niemieckich kolonistów złączył się ostatecznie z losem potomków osadników olęderskich.8173432Cofnijmy się do roku 1826, gdy doszło do pewnej formalnej zmiany statusu dawnych królewszczyzn. Za rządów pruskich stały się one jak pamiętamy ekonomiami, następnie przeszły we władzę Księstwa Warszawskiego, po roku 1815 ich władcą ponownie stał się król Polski, czyli car Aleksander. W roku 1826 przekazał ziemie Rządowi Królestwa i wówczas spisano ponownie kontrakty emfiteuzy z osadnikami. Ich wsie nadal wyglądały tak jak w czasie ich zakładania, miały charakter ulicówki, znajdowało się tam kilkanaście dużych gospodarstw z domem mieszkalnych, stodołą oraz oborą. Zagrodnicy posiadali mniejsze siedliska i mniej ziemi. Jak widać choć z olędrami łączyła ich wspólnota wyznaniowa, zabudowania były zupełnie inne, praktycznie niewiele różniące się od zabudowań gospodarujących tu Polaków. Choć pruska akcja kolonizacyjna dobiegła końca nim na dobre się rozpoczęła, kolejne wsie w drugiej ćwierci wieku zakładać zaczęli dziedzice okolicznych dóbr. Schemat był analogiczny, werbowano kolonistów i spisywano z nimi umowy dzierżawne, wysoko ceniąc potomków olędrów i niemieckich kolonistów. W ten sposób w dobrach wilanowskich powstały Kępa Latoszkowa (1831) a w późniejszym okresie Nadwilanówka i Kępa Nadwilanowska. W rejonie lasu chojnowskiego chylący się ku upadkowi ród Szymanowskich, który niegdyś toczył spory z Wielopolskimi z Obór, stracił rodowe Turowice. Szukając dochodu wykarczował las przynależący do majątku Łubna, tworząc wyręb zwany w ówczesnym języku borowiną. W roku 1854 założono cztery kolonie : Szulec (z którego czasem wyodrębni się Borowina), Nowy Szymanów ( z czasem złączony z Szymanowem, gdzie stał dwór Szymanowskich), Wypęk i Goździak. Wytyczyno granice kolonii, podzielono na działki i założono hipotekę. W ten sposób Walerian Szymanowski zawarł kontrakty z osadnikami, z których wszyscy byli ewangelikami i pochodzili z osad olęderskich lub niemieckich – Kępy Wilanowskiej, Kępy Okrzewskiej, Dąbrowy i Skierd. Podobnie jak w kontraktach olęderskich zostali zwolnieni na 10 lat z czynszu, w zamian mieli wznieść budynki gospodarskie, uzyskując ziemię na zasadzie wieczystej dzierżawy. Walerian Szymanowski przekazał także grunt na założenie cmentarza i szkoły, lecz nie udało mi się odnaleźć śladu jego istnienia na dawnych mapach. Z uwagi na podległość pod kantorat w Górze Kalwarii, zapewne realizowano pochówki w Mikówcu, odwiedzając bethaus w Kątach. Niedaleko w roku 1858 została założona ostatnia wieś, gdzie wraz z Polakami kontrakty podpisało dwóch potomków olędrów. Był to Czarnów w dobrach Chylic, który nazwę wziął od dziedzica Czarnowskiego.

W roku 1867 nastąpiło powszechne uwłaszczenie i odrębność wsi olęderskich oraz kolonistów została zniesiona. Podobnie jak w pozostałych tutejszych miejscowościach sporządzono tabele likwidacyjne i nadano ich mieszkańcom ziemię, wyjmując ich spod władzy dziedziców, czy przedstawicieli administracji rządowej. Wszystkie miejscowości podporządkowano utworzonym gminom, tworząc system władzy na szczeblu lokalnym.  Od tego momentu nie zakładano już nowych wsi, a w istniejących zaczął się swobodny obrót ziemią, co sprawiło, że Polacy, potomkowie kolonistów i olędrów zaczęli się ze sobą mieszać. Część wsi zachowała swój niemiecki charakter, jednak w większości wszyscy zamieszkali obok siebie, a mniejszości żydowska i niemiecka, stworzyły w tych stronach naturalną mozaikę mieszkańców.

W tym miejscu kończy się historia olędrów oraz kolonistów niemieckich, wraz ze zniesieniem ich prawnej odrębności. Od tego momentu wszyscy stali się na takich samych prawach obywatelami Królestwa, w którym podlegali rusyfikacji, w szkołach ucząc się tego języka, będąc obowiązanymi posługiwać się nim w urzędach. Na razie tym samym zakończę cykl o Niemcach we wsi, który doczeka się na blogu jeszcze swego epilogu. Trudna i powikłana historia sprawia, że historia obecności ewangelików o niemieckich nazwiskach miała się zakończyć w tych stronach w roku 1944. Do tego czasu jednak znaczna część z nich mówiła wyłącznie po polsku, a kolejne pokolenia stawały do walki o swą nową ojczyznę.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zespół Kartograficzny 
  • BAGIEŃSCY Ewa i Włodzimierz, Kąty (w:) Historia Wokół Nas, miesięcznik Co i jak (nr 61) grudzień 2003
  • BAGIEŃSCY Ewa i Włodzimierz, Słownik Historyczny Miejscowości Gminy Lesznowola

Niemcy we wsi (3)

ksunder

Rok 1801 to spisanie pierwszych umów kontraktowych z kolonistami z Wirtembergii i Badenii, z czasem obowiązywania kontraktów do roku 1807. Zgodnie ze zwyczajem osadnicy nadawali zakładanym miejscowościom nazwy takie same jak w opuszczanej przez nich ojczyźnie, stąd nowej osadzie nadano nazwę taką sama jak miasto położone 13 km od Stuttgartu. Tak narodził się Ludwiksburg, do którego pierwsi osadnicy przybyli w roku 1802 rozpoczynając karczowanie lasu kabackiego nieopodal Kierszka. Z tych samych terenów przybyli osadnicy, którzy w roku 1803 dokonali założenia drugiej wsi, którą nazwano Cannstatt, miejscowość o takiej nazwie to obecnie część Stuttgartu. Inną kolonię o nazwie Gonzig założono pod Warką, wraz z Cannstatt (zapisywaną również przez K) podlegały ekonomii w Potyczy. Na terenie ekonomii Lesznowola powstały prócz Ludwigsburga jeszcze Schwenningen oraz Alt i Neu Ilvesheim. Przeskoczmy nieco w czasie, Prusy w grudniu roku 1806 utraciły władzę na tych terenach, a wskutek kolejnych zawirowań ich status uporządkowano urzędowo w Królestwie Kongresowym, z którego władzami osadnicy przedłużyli kontrakty. Stąd od roku 1820 polecono stosować polskie nazwy: Józefosław (Ludwigsburg), Kąty (Cannstatt), Świniary (Schwenningen), Stara i Nowa Iwiczna (Alt i Neu Ilvesheim) i Gąski (Gonzig). Co ciekawe zgodnie z tezą postawioną przez pewnego niemieckiego historyka tę pierwszą nazwę wywiedziono ponoć na cześć księcia Józefa Poniatowskiego, który zginął ledwie 7 lat wcześniej w nurtach Elstery. W dalszej części tekstu pozwolę sobie odwoływać się więc do polskich nazw, co ułatwi nieco lekturę, nawet jeśli będzie w kilku przypadkach nieco anachroniczne.

Mimo zahamowania zakładania nowych kolonii, osadnicy nie zamierzali opuszczać założonych wsi i pozostali tu mimo zmian granic, co wydaje się naturalną decyzją, jako że nie mieli do czego wracać, a w tamtych czasach państwa narodowe jeszcze nie istniały, stąd i brak było przywiązania do pruskiej państwowości. Wsie kolonistów weszły w etap rozwoju, a niektórzy koloniści zaczęli wykupywać ziemię w okolicznych miejscowościach jak Dąbrówka i zamieszkiwać tam obok Polaków. Być może z tego powodu jeden z moich przodków porzucił rodzinną Nową Wolę pod Piasecznem pozbywszy się gospodarki i osiadł ze swymi licznymi synami w Bielawie w dobie wojen napoleońskich. Dość, że Niemców we wsiach zrobiło się w tym rejonie całkiem sporo, śledząc księgi metrykalne, których obowiązek prowadzenia nałożono w Kodeksie Cywilnym księstwa, dostrzeżemy liczne urodzenia potomków kolonistów, dla których te ziemie stały się nową ojczyzną. Rozwój ten doskonale widać na przykładzie Kątów, gdzie już w roku funkcjonowały karczma oraz szkoła. Początkowo podobnie jak w szkołach olęderskich nauczano tu po niemiecku ale od połowy XIX wieku nauczano tu już po rosyjsku i polsku, wskutek polonizacji osadników.

1601234_494525780667727_236579491_nCmentarz w Mikówcu obecnie

W 1824 r. w Kątach zbudowano Bethaus, drewniany budynek, w którym mieścił się dom modlitwy i szkoła. Program nauczania obejmował umiejętność czytania i pisania w języku ojczystym, rachunki oraz religię. Początkowo językiem wykładowym był niemiecki, ale już około połowy XIX w., wraz z postępującą polonizacją ewangelickich osadników, do szkół kantorackich zaczęto używać języka polskiego, a następnie rosyjski. W owym czasie Kąty oraz pozostałe wsie były w części zamieszkałe przez Polaków. Od samego początku zakładano jednak cmentarze, już w roku 1812 odnotowano istnienie takiego na terenie kolonii Kąty, do dziś zachowanego w lesie pod Mikówcem. Podobny cmentarz powstał także w Iwicznej. Jako, że koloniści byli protestantami, od początku podporządkowano ich parafii z siedzibą w Pilicy. Co z uwagi na odległość było mocno iluzoryczne, zaś konkordat i kodeks cywilny wymuszały na nich, by chrzty, śluby i pogrzeby sprawować w pobliskich katolickich parafiach. Stąd właśnie metryki Powsina, Słomczyna czy Piaseczna są świetnym materiałem do badań nad społecznościami kolonistów niemieckich oraz olędrów. Wzorem tych ostatnich w dużych wsiach takich jak Kąty wznoszono wspomniane domy modlitwy, pełniące w dzień powszedni funkcję szkoły, zaś w niedzielę świątyni.  Kąty utrzymały podległość Pilicy, tworząc tu kościół filialny. W roku 1861 kolonia otrzymała kantora, który od wspólnoty wyznaniowej, w skład której wchodziły także kolejne wsie takie jak Szulec czy Szymanów, otrzymywał pensję roczną w wysokości 60 rubli w srebrze. Prócz sprawowania mszy nauczał w szkole i opiekował się mikówieckim cmentarzem.

Tymczasem na północ od Jeziorki społeczność ewangelicka była na tyle duże, że powołana została odrębna parafia obejmująca tereny na południe od Warszawy. Ale tę część opowieści zawrę w następnym wpisie, który zakończy rzecz o historii tutejszych niemieckich kolonistów.


Źródła i literatura:

  • BAGIEŃSCY Ewa i Włodzimierz, Kąty (w:) Historia Wokół Nas, miesięcznik Co i jak (nr 61) grudzień 2003
  • WĄSICKI Jan, Kolonizacja niemiecka w okresie Prus Południowych 1793-1806, Poznań 1953
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

Niemcy we wsi (2)

ksunder

Nim podążymy dalej z opowieścią o założeniu niemieckich wsi w tych stronach, wyjaśnimy jeszcze dwie kwestie. Pierwszą podniesiono w komentarzu na facebookowym profilu bloga, wskutek posłużenia się przez mnie zdaniem, iż w Prusach bagna zostały dawno osuszone. Oczywiście nie wszystkie, lecz nie ulega wątpliwości, że w zagospodarowaniu nieużytków kraj ten przodował, Polskę nadal zaś jak przed wiekami, pokrywały lasy i łęgi. I właśnie na zagospodarowanie tych ostatnich położono nacisk, chcąc przekształcić je w pastwiska i pola uprawne. Bowiem czasy, kiedy ziemie Rzeczpospolitej stanowiły spichlerz dla Europy Zachodniej odeszły dawno w zapomnienie, rolnictwo było ze swą gospodarką folwarczno-pańszczyźnianą zupełnie przestarzałe. Nic więc dziwnego, że osadnictwo olędrów trafiło na tak żyzny grunt, przynosząc żywą gotówkę i pokazując dodatkowo, że możliwe jest gospodarowanie w rozlewiskach rzek. Właśnie takie miejsca przeznaczono dla osadników, którzy mieli rumować, czyli karczować leśne areały nieprzynoszące dochodu. Na marginesie dodam, że problemu wówczas nie udało się rozwiązać, ale ziarno zakiełkowało. W roku 1809 w broszurce wydanej w Księstwie Warszawskim na polecenie Ministra Sprawiedliwości zalecano osuszanie łęgów. Zapewne wpływ miał tu fakt, iż Napoleon nie był w stanie wyżywić swej armii w tej części Europy.

Ciekawy jest fakt, że dla pruskich władz olędrzy byli częściowym utrapieniem, mimo iż de facto zagospodarowywali tereny dotąd leżące odłogiem. Przyczyna leżała w systemie emfiteuzy, czyli kontraktów jakie spisywali obejmując dany teren w dzierżawę, obowiązującym od lat w Prusach, boleśnie uderzającym zaś w nieznających tego systemu prawnego Polaków. Powyższe powodowało, że dany obszar przechodził we władanie dziedziczne, a po upływie terminu zagospodarowania płacone były niewielkie czynsze. Szlachta odkryła ponadto, że przybyszy nie można zmusić do pańszczyzny, zaś próby zwiększania czynszu okazywały się spełzać na niczym. Olędrzy zawsze posiadali kontrakty, którymi umiejętnie posługiwali się przed sądem. Dopiero po latach odkrywano co oznaczały zapisy w umowach, procesy przegrywano jeszcze w połowie XIX wieku. Kacper hrabia Potulicki musiał pogodzić się z faktem, iż spisany ponad 80 lat wcześniej kontrakt z Kępy Oborskiej pozostaje w mocy, a olędrzy wnosili mu opłatę określoną w roku 1773, nie uwzględniającą upływu czasu. Na marginesie zauważę, że szczęśliwy to świat, co nie przewidywał inflacji…

„Prawa i obowiązki tych, co do osoby wolnych i tylko czynsz płacących ani odbywających pańszczyzny włościan posiadaczy gruntu pod ogólne zasady podciągnąć się nie dadzą, przywileje ich bowiem i nadania bardzo nierówne takowe oznaczają” napisał jeden ze współczesnych pruskich urzędników, stąd też gdy kanceliści analizowali sposób uzyskania zysków z nowej prowincji Prus Południowych, jako jedną z przyczyn małych dochodów wskazali olędrów, a dokładniej przegrywane z nimi przez Polaków procesy o zaciągi. Zresztą jeden z tytułów ówczesnych artykułów prasowych jest aż nadto wymowny: „Sposób podźwignięcia dóbr południowo-pruskich podupadłych z przyczyn  przegranych procesów o zaciągi”.

09af8ac8-d69e-11e1-a094-0025b511229eKrzyż wyłowiony w roku 2012 przez Jacka Andrzejaka z Jeziorki nieopodal Chylic okazał się pochodzić z grobu potomka niemieckich kolonistów zmarłego w roku 1882. Do dziś nie wiadomo jak się znalazł w wodzie. Tutejsze tereny mają sporo takich opowieści.

Mimo wszystko jednak działalność olędrów w zagospodarowaniu oceniono pozytywnie. Pruski minister Schulenburg-Kehnert uważał nawet, że powinno dać się możliwość nabycia ziemi olędrom, którzy posiadali mały kapitał, który „przejadali”, bowiem nie mieli możliwości nabycia odpowiedniego gospodarstwa. Ci ludzie zdaniem ministra zasługiwali na szczególne poparcie, bowiem nie będą potrzebować finansowego wsparcia od państwa, zatem będą doskonałymi kolonistami. Znali się dobrze na uprawie roli w miejscowych warunkach i mogą służyć za wzór ludności polskiej, jak argumentował. Ostatecznie zwyciężyła jednak opcja sprowadzenia przybyszy z Nadrenii, którzy zgłosili się na wezwanie posłanych werbowników. Jak pamiętamy akcja kolonizacyjna ruszyła w roku 1799.

W kolejnej części napiszę wreszcie o założeniu tutejszych wsi, na razie jednak garść liczb. Sprowadzanie osadników trwało do roku 1806, kiedy dzieje Prus Południowych dobiegły końca wraz z grudniem i przybyciem Napoleona do Warszawy, a także wjazdem marszałka Masseny na rynek w Piasecznie. Według spisu z roku 1808 dla departamentów warszawskiego i czerskiego niemieckich rodzin zamieszkujących te tereny było 185 zaś osób 695. Na dawnej granicy nieopodal Warki było tych rodzin jedynie 6 i osób 24. Jak widać tereny te cieszyły się dużym uznaniem, im dalej za pilicę, tym gorzej. Generalnie jak na 6 000 osób osadzonych w prowincji to wyniki słabe, stąd ta część Mazowsza zachowała swój charakter. Nie mamy dokładnej liczby olędrów, jednak w tym samym spisie odnotowano nad Wisłą 42 dzierżawców emfiteuzy, którzy we wsiach takich jak Kępa Oborska czy Wiślańska posiadali kontrakt osadniczy. W departamencie warszawskim poza Warszawą doliczono się 2 144 ewangelików, w departamencie czerskim zaś 840. Dla kolonistów sięgnięto po model kontraktowy, spisując je na lat sześć. W roku 1801 spisano pierwsze umowy dzierżawy na wydzielonym terenie, gdzie rozpoczęto zakładanie kolonii, którą nazwano Ludwigsburgiem, zakładając ją na terenie graniczącym z dobrami Chylic oraz wsią Kierszek, należącą do Wilanowa.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zbiór kartograficzny
  • O rzekach y spławach Xięstwa Warszawskiego z zlecenia JW. Łubienskiego Ministra Sprawiedlowości przez W. Surowieckiego, Warszawa 1809
  • GROSSMAN Henryk, Struktura społeczna i gospodarcza Księstwa Warszawskiego, Warszawa 1925
  • WĄSICKI Jan, Kolonizacja niemiecka w okresie Prus Południowych 1793-1806, Poznań 1953
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci