Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

W książkach lub czasopismach

Na półce z książkami 3

ksunder

W zamyśle miałem pisać o książkach częściej, przede wszystkich o wydanych dawno temu. Jednak jakoś tak wyszło, że robię to raz do roku, a co ważniejsze, piszę o książkach aktualnie wydawanych. Po latach posuchy dotyczących publikacji na temat tych stron otrzymujemy rzeczy nowe i do tego świetnie wydane. Więc kolejna porcja nowinek wydawniczych.

Elżbieta Piskorz-Brenekova, Łukasz Maurycy Stanaszek - Strój wilanowski z Nadwiślańskiego Urzecza, PTL, Wrocław 2015

strjwilanowski

Moja wielka miłość do Urzecza, gdzie wyrosłem i z którym jestem nierozerwalnie związany, powoduje, iż mogę być w ocenie książki nieobiektywny, lecz podsumować tę publikację należy stwierdzeniem, że jest ona świetna. Nie tylko z powodu swej bogatej warstwy ilustracyjnej, lecz przede wszystkim z racji aparatu naukowego. Napisana jest przystępnym językiem, ma jednak walor jakiego nie miały dwie książki dr Stanaszka o Urzeczu. W nich autor przyjął konstrukcję łączącą pracę naukową z popularną, co było zamysłem w tamtym wypadku doskonałym, pokazującą jak powinny wyglądać publikacje z dziedziny etnografii wydawane w wieku XXI. Dzięki temu książki trafiły pod strzechy, przyczyniając się do powrotu urzeckiej tradycji. Ta książka choć skierowana do wszystkich zainteresowanych strojami ludowymi (również kostiumologów) jest publikacją naukową. Choć nadal napisana przystępnym językiem, a zwyczajny czytelnik rozliczne przypisy pominie, jest to jej podstawowa zaleta. Wydana w prestiżowej serii “Atlas polskich strojów ludowych” opracowana została zgodnie z założeniami przyjętymi w roku 1949, gdy zaczęto wydawać publikacje z tej serii. Wymusiło to na autorach naukowe podejście i opisanie stanu badań, historii stroju wraz z jego obecnym stanem, oraz zasięgu obszarowego. Powyższe sprawiło, iż dostajemy do ręki pełnoprawne dzieło naukowe, którego dotąd brakowało specjalistom. Jednocześnie choć nadal bogato ilustrowane, nie znajdziemy tu opisu społeczności Urzecza, nacisk został położony na jego zróżnicowanie i historię. Rzecz jasna większą część publikacji zajmuje historia i rozważania nad rozwojem stroju wilanowskiego, jest to publikacja innego typu niż dotychczasowe książki na temat Urzecza. Jeśli ktoś szuka nowych informacji na ten temat nie znajdzie ich tutaj, w warstwie dotyczącej mikroregionu to ugruntowanie obecnych badań. Lecz w przypadku opisania stroju, wszyscy którzy pragną strój taki posiadać, dostają do ręki szczegółowy jego opis wraz z historią, instrukcję wraz z wykrojami. Dowiedzieć się można wreszcie jak prawidłowo wiązać pasy i chusty... Przede wszystkim jednak z publikacji tej książki płyną dwie najważniejsze informacje. Po pierwsze istnienie mikroregionu zostało ostatecznie ugruntowane w świecie naukowym, bowiem opisania stroju regionalnego doczekało się Urzecze, a po dziś dzień publikacji takiej nie doczekał się choćby strój krakowski. Po drugie jednak po lekturze książki stwierdzić należy, iż choć nadal będziemy posługiwać się zwyczajową nazwą stroju wilanowskiego, de facto pochodzi on z obszaru położonego między Wilanowem a Czerskiem, gdzie zachowały się najstarsze tego typu ubiory. Jest on więc tak naprawdę strojem urzeckim, charakterystycznym dla całego regionu. Książkę nabyć można kontaktując się z PTL - http://stroje.ptl.info.pl/atlas-polskich-strojow-ludowych.html

Antoni Śledziewski, Anna Demska, Zaczęło się w Jeziornie. O wycinance i jej obecności we współczesnym projektowaniu, Konstancin-Jeziorna 2015, red. H. Kaniasta

Bez_nazwy2

W roku 2011 znany i ceniony kolekcjoner ludowych wycinanek Antoni Śledziewski, przekazał swe zbiory Konstancińskiemu Domowi Kultury. Album zawiera ich odwzorowanie, świadcząc o ponad półwiecznej fascynacji autora wycinankami ludowymi, które pozwoliło na zachowanie dla przyszłych pokoleń tej niezwykłej twórczości. Wprowadzenie autora przedstawia nam zresztą historię i genezę obecnie bardzo rzadko spotykanej tradycji, wycinania niesamowitych wzorów z papieru. Opublikowane wycinanki wykraczają poza obszar tutejszych okolic, bowiem znajdują się tu wycinanki kurpiowskie, garwolińskie, czy łowickie. Choć mam obawy, że w tamtych rejonach mało kto zauważy istnienie tej ważnej publikacji, warto zapoznać się ze zbiorami Antoniego Śledziewskiego. Zauważyć także należy, iż choć gromadząc swe zbiory nie miał on jeszcze pojęcia o istnieniu mikroregionu Urzecza, posługując się niefortunnym terminem powiśla otwocko-garwolińskiego (czasem kołbielskiego, jakie proponowano wówczas w literaturze), zauważył iż na rozwój tutejszej wycinanki olbrzymi wpływ miała obecność Papierni w Jeziornie i dostępność produkowanego w niej papieru. Jasna staje się także nierozerwalność wzorów wycinanek z wilanowskim motywem kwiatowym pojawiającym się na tutejszych strojach. Książkę warto więc mieć, kolejna ważna publikacja, choć oczywiście mocno hermetyczna tematycznie i nie zainteresuje większości osób.

Hanna Kaniasta, Artyści dawnego Konstancina, Konstancin-Jeziorna 2015

12705200_1068737539856965_4608943027436558241_n

Najładniej wydana dotąd publikacja Konstancińskiego Domu Kultury, w twardych okładkach, na pięknym papierze. Stanowi pokłosie wystawy jaka miała miejsce w KDK, podczas której zgromadzono prace artystów związanych w jakikolwiek sposób z Konstancinem. Oczywiście nie wszystkich, ale nie sposób czynić z tego zarzutu, bowiem wykonana praca i ówczesna wystawa pozostawiały odwiedzających pod niezapomnianym wrażeniem. Przyjęty układ albumowy sprawia, iż po zapoznaniu się ze wstępem, otrzymujemy informację na temat danego artysty wraz reprodukcją jego dzieła, bądź jego fotografią, w przypadku rzeźbiarzy. A skala nazwisk jest naprawdę imponująca, nie mogło zabraknąć tworzących w Konstancinie Leopolda Buczkowskiego czy Krzysztofa Henisza, lecz przede wszystkim artystów przedwojennego letniska, w części zapomnianych, lub takich, których mało kto kojarzył z Konstancinem, jak choćby Józefa Pankiewicza. Toteż warto mieć tę piękną publikację albumową. A otrzymać można ją całkowicie za darmo już jutro, na spotkaniu poświęconym tej publikacji, prowadzonym przez autorkę wspomnianej książki, która przygotowała wspomnianą wystawę. Spotkanie odbędzie się w dniu 21 lutego 2016 roku o godz. 16.30. W KDK także można zdobyć publikację o wycinance ludowej.

Na półce z książkami 2

ksunder

Dawno nie było o ciekawych lekturach dotyczących tych stron, więc dziś temat ten uzupełnimy. Okazja dobra, bo niedawno ukazał się wreszcie pierwszy numer długo wyczekiwanego „Rocznika Karczewskiego”. Jak wiedzą ci, którzy zaglądają na tę stronę, aż do późnych lat pięćdziesiątych obie strony Wisły były ze sobą niezwykle mocno związane, stąd znaleźć można tam wiele ciekawych informacji na temat obu wiślanych brzegów. Jak zwykle nie piszę recenzji a tylko omówienie pozycji, co zachęcić może kogoś do znalezienia jej i sięgnięcia po nią. We wspomnianym Roczniku popełniłem jeden z artykułów, więc oceniał go nie będę, bo nie ma nic gorszego niż kryptoreklama. Jednakże jest to bardzo ciekawa pozycja, nadal dostępna, warto się więc w nią zaopatrzyć.

Rocznik Karczewski, tom I, Karczew 2014

Podtytuł tego wydania to „Miasto i Gmina Karczew na Urzeczu”, może być nieco mylący bo traktuje on przede wszystkim o historii Karczewa i okolic. W środku znajdziemy artykuły zarówno popularne jak i nieco bardziej naukowe, ale wciąż przystępne dla zwykłego czytelnika. Prócz artykułów które dla specjalistów będą kopalnią wiedzy, jak genealogia założycieli Karczewa, Duckich i Karczewskich herbu Jasieńczyk (swoją drogą świetne i wyczerpujące opracowanie), czy opisującego perspektywy badań archeologicznych Karczewa, znalazło się tu miejsce dla tekstów p. Zygmunta Zakrzewskiego, opisującego dzieje ulic czy dawnych wsi nadwiślańskich. Niezwykle to ciekawe i przyjemne do czytania mikrohistorie zapomnianych przyjemności, które czyta się dobrze nie będąc nawet związanych z tamtymi okolicami. Odnotuję również, że chyba po raz pierwszy w druku ktoś poruszył kwestię Kozłowa, jednej z największych i najbardziej zapomnianych zagadek tych okolic. Kozłów był największą nadwiślańską miejscowością tych stron, jego częścią był Cieciszew czy obecne Piaski. Przepadł bez śladu zabrany przez powódź, która zniszczyła parafię i kościół w Cieciszewie, obecnie znany jest jedynie specjalistom, którzy usiłują określić jego położenie. Jeszcze w roku 1660 był największą miejscowością dóbr oborskich, wiek później nie było już po nim śladu… Pozostawiając Kozłów z boku w numerze także dwa dobre teksty o Karczewie – o XIX wiecznym drewnianym budownictwie tej miejscowości autorstwa znanego karczewskiego rysownika Bogdana Trzepałki (a jego rysunkami i drewnianą architekturą już kiedyś się zachwycałem, o czym można poczytać w tym miejscu) oraz opracowanie Lidii Sitek o barokowym kościele w Karczewie. To ostatnie jest chyba pierwszą znaną mi opublikowaną wyczerpującą monografią tej świątyni, gdzie autorka zawarła ciekawe spostrzeżenia o jej związkach z kościołami warszawskimi.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze, że wewnątrz znalazły się jeszcze inne artykuły, m. in. niżej podpisanego o historii promu w Gassach i Przewozie oraz o Karczewie na Urzeczu Łukasza Maurycego Stanaszka. Jeśli ktoś nie zaopatrzył się jeszcze w książkę o mikroregionie, warto zajrzeć do tego ostatniego tekstu, zwłaszcza że jest on bogato ilustrowany zdjęciami.

gdzie kupić – MGOK w Karczewie

karcz1

Paweł Ajdacki i Zbigniew Wiliński, Karczew i okolice, Karczew 2014

Przy okazji wpadła mi w ręce ciekawa pozycja – dostępna w UM w Karczewie i tamtejszym MGOK za darmo. Świetny przewodnik po gminie Karczew, ilustrowany zdjęciami, przybliżający nam tamtą część nadwiślańskich brzegów. W skrócony i przystępny sposób przedstawiony został Karczew i jego najważniejsze zabytki, oraz historia miasta, a także większości okolicznych wsi – choćby Glinek, Otwocka Wielkiego i Małego Ostrówka. Znajdziemy tu także informacje o Mazowieckim Parku Krajobrazowym czy niezwykłym Bagnie Całowanie. Wiosną kiedy prom połączy na powrót oba wiślane brzegi, książeczka ta może się przydać, bowiem warto wybrać się na rowerową wycieczkę i zobaczyć opisywane miejsca. Nie jest to pozycja zbyt gruba, ale autorom udało się zawrzeć tu najważniejsze i najciekawsze informacje, przybliżające nam uroki i bogactwo tej nadwiślańskiej ziemi.

Miało być o książkach konstancińskich, jednak tydzień temu zostałem zaproszony do Karczewa na promocję wymienionych wyżej tytułów, stąd wrażenia z ich lektury przekazuję w zasadzie na bieżąco. Bardzo cenną rzeczą jest to, że miasto i gmina Karczew w naturalny sposób łączą ze sobą tradycje miejskie i wiejskie, co wynika przede wszystkim z faktu, iż wraz z przyległymi terenami stanowiły niegdyś jedną własność potężnego rodu Bielińskich. Tym samym budować mogą na tym dziedzictwie swą tożsamość kulturową, co udaje się świetnie. Zachęcam wszystkich do sięgnięcia po wspomniane pozycje i koniecznie zajrzenia na prawy brzeg Wisły, wiosna już niedaleko, prom ponownie ruszy.

Na półce z książkami

ksunder

wpis o książkach traktujących o historii tych stron

Dzisiaj na blogu początek wpisów na temat rozmaitych tytułów traktujących o historii tych okolic. To odpowiedź na tak zwane zapotrzebowanie społeczne, bowiem jednym z najczęściej zadawanych pytań podczas odwiedzin w naszym namiocie na Otwartych Ogrodach, było to o lektury związane z tymi stronami, chętnie przeglądano wyłożone książki zapisując ich tytuły. Pytania na temat książek często padają na facebooku, skąd posty znikają bezpowrotnie równie szybko jak się pojawiają, myślę więc że dobrze będzie raz na jakiś czas popełnić kilka słów na ten temat. Wpisy te znajdziecie w dziale „W książkach lub czasopismach”, będzie to opis kilku pozycji, a także informacje gdzie można je zakupić. Nie będą to recenzje, bo tych pisać nienawidzę a raz na jakiś czas muszę to robić, zresztą w dzisiejszych czasach recenzowanie książek historycznych polega na wysyłaniu gratisów do swoich kolegów, zebraniu pozytywnej opinii i upychaniu ich potem w stu zaprzyjaźnionych czytelniach, gdzie są trudno dostępne, lecz w ten sposób ma się za sobą publikację naukową (nieco złośliwie powtarzam tu opinię innego mojego kolegi). Więc skoro wstęp już za nami przystąpmy do opisu pierwszych książek, na dobry początek wybrałem dwa tytuły napisane – jakżeby inaczej – przez dwóch moich kolegów:-)

 

Dawid Miszkiewicz, Ślady działań wojennych z września 1939 roku w Piasecznie, Konstancinie i okolicy, Konstancin 2014

 lotnisko w oborach

Chyba jedna z najważniejszych książek jakie się ostatnio ukazały, jest to w zasadzie pierwsza naukowa pozycja na temat powiatu piaseczyńskiego jaka ukazuje się od roku 1973. Co jest jej zaletą i niech nikogo nie odstrasza, bowiem mimo bogatego aparatu naukowego w postaci przypisów, książkę czyta się świetnie. Za nieco barokowym tytułem skrywa się opis działań wojennych września 1939 roku prowadzonych w Piasecznie i wschodniej części powiatu piaseczyńskiego. Autor opisał w dużej mierze nieznane dotąd fascynujące sploty wydarzeń dziejowych, które doprowadziły do tego, że po zajęciu przez Niemców Piaseczna, niespodziewanie musieli się tu bronić, podczas gdy trzon ich armii nacierał na Warszawę. Co najistotniejsze autor zadał sobie trud by podążyć za każdym pomnikiem i grobem upamiętniającym wrześniowe walki, stąd opisał rozbicie się samolotu w Czarnowie, dzieje pochowanych na cmentarzach w Skolimowie i Słomczynie, tak naprawdę odkrywając ich historię na nowo, prócz walk w tych okolicach opisując także losy osób widniejących na pomniku, które poległy choćby pod Westerplatte. Nie pominął także informacji o Niemcach w Klarysewie czy Jeziornie. Znaczna część książki poświęcona jest walkom w rejonie nadwiślańskim, znanym dotąd wyłącznie z artykułu Pawła Sulicha (do poczytania w tym miejscu), bowiem wiązały się one przede wszystkim z walkami o most Ciszyca-Świdry Małe oraz walce o przeprawę promową w Gassach. Książka poszerza te informacje i dodaje wiele nowych na temat wrześniowej kampanii, a także historii samego mostu (nota bene dodam, iż wciąż w Obórkach mieszka pewna stara łurzycanka, która dobrze pamięta poświęcenie mostu wiosną 1939 roku). Jednym słowem w książkę warto się zaopatrzyć, a ja mam nadzieję, że autor nie spocznie na laurach, bowiem na swe opracowanie wciąż czeka Batalion „Krawiec”, pozostający w cieniu działającego w Papierni oddziału NSZ.

Część książki (w nieco poszerzonej wersji) dostępna jest w formie artykułu - Lotnisko w Oborach. Fragment to skromny, bowiem zaledwie kilka stron ze 100-stronicowej publikacji.

gdzie kupić – Ksiązka dostępna jest w księgarni Bzyk w Piasecznie przy ul. Warszawskiej 5 (informacja na dzień 8 X dzięki p. Marii Łukasik), a także w pewnym sklepie na granicy Chylic i Piaseczna, aktualne informacje odnośnie miejsca zakupu podaje także autor - ddmiszkiewicz@gmail.com

 
Łukasz Maurycy Stanaszek, Nadwiślańskie Urzecze, Warszawa-Czersk 2014

nu

Teoretycznie tej książki nie trzeba nikomu polecać, ja jednak napiszę kilka słów na jej temat kierując je do tych, którzy nie czują się z Urzeczem związani, jak mieszkańcy letniskowych miejscowości takich jak Otwock, Konstancin, Józefów czy choćby Miasteczko Wilanów. Choć miejsca ta obecnie zajmuje przestrzeń miejska, przez wieki znajdowały się one w mikroregionie etnograficznym zwanym właśnie Urzeczem (gwarowo Łurzycem), obejmującym nadwiślański pas po obu stronach rzeki między Czerniakowem a Pilicą. Stąd na Urzeczu leżą również zabudowane blokami okolice Gocławia, czy Miedzeszyn. Ten unikalny region stał się domem dla osadników olęderskich, flisaków i tutejszych włościan, których wielu potomków mieszka tu po dziś dzień. Odkryty został przez autora tej książki, który odnalazł wiele zapomnianych śladów przeszłości okolic nadwiślańskich. Jej istnienia mało kto zdawał sobie wcześniej sobie sprawę, nie wiedząc, iż wiele tutejszych zwyczajów stanowi spadek po dziedzictwie mikroregionu.  Książka w niesamowity sposób łączy pracę naukową z wydawnictwem popularnym, w wydaniu albumowym prezentując na każdej stronie zdjęcie życia codziennego na dawnym Urzeczu i panujące tu zwyczaje. Warto zaopatrzyć się w nią jeśli kogoś interesuje życie codzienne i zapoznać się z kulturą zapomnianego regionu, sądzę zresztą, że taki sposób wydania stanowi przyszłość tej dziedziny publikacji naukowych.

Czy warto kupić książkę, jeśli ktoś posiada pierwsze wydanie? Jak widać tym razem obchodzimy się bez podtytułu wyjaśniającego czym jest region, bowiem przez 2 lata, które minęły od poprzedniego wydania mocno okrzepł już w świadomości ludzkiej. Prócz wielu nowych zdjęć, wydanie drugie dostarcza wiele nowego materiału. Muszę przyznać, iż o ile po lekturze „Na Łużycu” region jawił mi się jako nie do końca określony, funkcjonujący wyłącznie w opisie etnograficznym, do drugiego wydania dołączono solidny materiał dający mu podstawy historyczne i językowe, po których nikt już nie może mieć wątpliwości na temat jego istnienia. Rzecz jasna autor rozbudował też dyskurs etnograficzny i udowodnił ostatecznie, że strój znany jako wilanowski, winien tak naprawdę być zwany strojem urzeckim, bowiem właśnie tak się tutaj odświętnie noszono. Po lekturze czuję jedynie niedosyt, iż została ona okrojona z wielu ciekawych informacji na temat życia codziennego, lecz wynika to z konstrukcji pracy, co zresztą podnosi sam autor. Wiele jeszcze na temat Urzecza do odkrycia, acz jak deklaruje autor nastąpi to w formie innych publikacji, warto więc zaopatrzyć się w tę pozycję.

gdzie kupić -  na spotkaniach z autorem, o których informuje na bieżąco na stronie www.facebook.com/urzecze. Do niedawna dostępna była także w Czersku w kasie zamkowej, także w księgarni w Górze Kalwarii przy Pijarskiej 38 oraz w PMA w Warszawie przy ul. Długiej 52 i Księgarni Historycznej przy al. Solidarności 105.

 

 

Vinea Christi (Winnica Chrystusowa). Dokumenty dotyczące założenia miasteczka Góra Kalwaria, red. s. Małgorzata Borkowska OSB, Kraków-Góra Kalwaria 2014

Nieco specyficzna księga, skierowana raczej do specjalistów, lecz z drugiej strony jest to rzecz, którą winien posiadać każdy interesujący się historią mieszkaniec Góry Kalwarii. Książka zawiera reprint zbioru dokumentów jaki ukazał się w roku 1680, który zawierał informacje na temat niespotykanego w historii europejskiej urbanistyki precedensu, jakim było przekształcenie niewielkiej nadwiślańskiej wioski o nazwie Góra w miasto noszące wówczas nazwę Nowej Jerozolimy i jej założeń kalwaryjskich, czego dokonał bp. Stefan Wierzbowski. I dzięki temu dokumenty te zachowały się w dużej mierze do dzisiejszych czasów, a wydanie zawiera tłumaczenie na język polski każdego z aktów tu zawartych, wykonane przez s. Małgorzatę Borkowską, autorkę wspaniałej historii Góry Kalwarii.

Jednakże uważna lektura księgi przyniesie informacje nie tylko na temat fundacji Nowej Jerozolimy, lecz również okolicznych ziem i wsi położonych po obu stronach Wisły z Ostrówkiem i Kossumcami włącznie, a także okolic Moczydłowa. I historię rodu Cieciszewskich, wywodzącego się z Cieciszewa na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna, dotąd nieopracowaną. Tracimy ich z oczu na przełomie wieków XVI i XVII i w zasadzie do niedawna wiadomo było jedynie, że od ich potomkini Anny Niemirzyny kupiono część ziem, na których utworzono miasto. Warto przejrzeć tę piękną publikację. Pisałem już na jej temat zresztą, przy okazji wpisu na temat Parafii Cieciszewskiej.

Gdzie kupić – niedawno ukazał się reprint. Warto odwiedzić Muzeum Regionalne w Górze Kalwarii ul. Marianki 41a, gdzie pozycję tę można jeszcze zapewne zakupić od p. Wojciecha Prus-Wiśniowskiego, któremu zawdzięczamy w dużej mierze wydanie tej opasłej księgi. Czasem także pojawia się na allegro.

W kolejnym wpisie o książkach, który pojawi się na blogu pewnie za kilka tygodni, lista pozycji traktujących o Konstancinie. A jeszcze w tym tygodniu kolejny wpis, bo w piątek pewna ważna rocznica.

Zeszyty historyczne 2

ksunder

Kolejny numer „Zeszytów historycznych – nie tylko Konstancin Jeziorna” już za chwilę do ściągnięcia. Dla tych, którzy nie wiedzą, „Zeszyty historyczne” to elektroniczny magazyn poświęcony historii terenów obecnie wchodzących w skład gminy Konstancin-Jeziorna, wydawany przez grupę miejscowych zapaleńców. Genezę tytułu wyjaśnimy innym razem, pierwszy numer traktował o młynach, bramach, pisarzach i przemijaniu, udało się nam go wydać na festiwal Otwarte Ogrody w roku 2013. Jako, że w funkcjonowaniu każdej gazety najważniejsza jest ciągłość, wielkim wysiłkiem dołożyliśmy starań aby można było przeczytać numer drugi. Oczywiście jak zwykle życie zweryfikowało wiele planów, miało być na papierze, jest wyłącznie wydanie elektroniczne, spotkało nas to samo co spotyka wiele redakcji, znikający autorzy tekstów, wycofywane teksty, dziwne przypadki i obietnice bez pokrycia. Ale ważne, że się udało.

W numerze drugim przeczytacie „Inkę”, tekst napisany na potrzeby „Zeszytów” jesienią, który kilkanaście dni temu ujrzał światło dzienne na blogu, artykuły o utworzeniu cmentarza powstańców w Powsinie, gdzie złożono wielu mieszkańców Jeziorny i Klarysewa, biorących udział w walkach Powstania Warszawskiego; w tym niezwykle ciekawe wypracowanie szkolne z tamtych czasów, będące relacją z pochówku. No i historię wsi Czarnów, kilka miesięcy temu obchodzącej 155-lecie założenia, której to rocznicy towarzyszyła okolicznościowa wystawa. A także gotową do wydrukowania makietę wieży ciśnień, którą można wyciąć i skleić – co notabene uczynił już jeden z najsłynniejszych na świecie modelarzy, mieszkający w Brazylii. W ten sposób wieżę ciśnień poznali modelarze ze wszystkich kontynentów. A przy okazji dowiedzieli się o istnieniu Konstancina…

Dziękujemy tym, którzy nas wsparli, jak zwykle zapraszamy do współpracy.

Numer drugi do pobrania za darmo od godziny 9.00 w dniu 11 kwietnia 2014 roku pod tym adresem - http://www.konstancin.com/2014/04/zeszyty-historyczne-nie-tylko-konstancin-i-jeziorna-2

A numer pierwszy wciąż do pobrania tutaj (nie trzeba czekać, można już teraz)- http://www.konstancin.com/2013/09/zeszyty-historyczne-nie-tylko-konstancin-i-jeziorna-1/

A kolejny wpis na blogu, tym razem typowo historyczny, w okolicach niedzieli.

Zeszyty historyczne

ksunder

Dzisiejszy wpis odbiega od tekstów zamieszczanych na tym blogu. Tych, którzy nie śledzą profilu facebookowego bloga oraz informacji na stronie Konstancin.com poinformować pragnę o festiwalu Otwarte Ogrody, który odbędzie się w Konstancinie w dniach 7 i 8 września 2013 roku. Szczegółowy program dostępny jest TUTAJ, wszystkich zapraszam do wzięcia w Ogrodach udziału. Atrakcji historycznych będzie co niemiara, przede wszystkim warto posłuchać w niedzielę w Bielawie o godzinie 15 prelekcji dr Łukasza Maurycego Stanaszka na temat Olędrów na Urzeczu. Miłośnikom Konstancina polecam spacer z przewodnikiem, możliwość spotkania z Józefem Hertlem i Tomaszem Lachowskim. Warto wybrać się także na zwiedzanie domu Stefana Żeromskiego.

Na zdjęciu nieistniejący już pensjonat "Kowalewo" w Skolimowie 

A także zachęcam do wizyty w Ogrodzie turystyczno-historycznym przy ul. Strumykowej 5 przygotowaną w dużej mierze przez uczniów Szkół Podstawowych z Konstancina-Jeziorny zrzeszonych w Uczniowskim Klubie Sportowo-Turystycznym „Traper”. Znajdziecie tam wystawę książek, map, dokumentów związanych z wielowiekową historią okolic Konstancina. Będzie także wystawa zdjęć Bartka Biedrzyckiego, dzięki której będzie można cofnąć się w czasie i porównać jak zmienił się Konstancin na przestrzeni ostatniej dekady. Spotkać się będzie można z autorem tego bloga i Adamem Zyszczykiem, prowadzącym profil na facebooku o historii, ludziach i architekturze Konstancina. A wszystko dzięki p. Wojciechowi Guszkowskiemu, którego zaangażowanie w dużej mierze nam to umożliwia…

W trakcie Ogrodów będą miały także premierę „Zeszyty Historyczne”, czyli pierwszy numer czasopisma dostępnego całkowicie za darmo w dystrybucji internetowej. Cóż to takiego? Kolejny krok na drodze do wspólnego poznawania historii tych terenów, z których większość nie doczekała się dotąd opisania. Powtórzę po raz kolejny, że gdy kartkuję książki o historii Karczewa, Piaseczna, Góry Kalwarii, Powsina i Wilanowa, mam wrażenie, historia terenów tej gminy wpadła w jakąś czarną dziurę. A przecież nim powstało Piaseczno czy Karczew istniała już Jeziorna, Obory, Skolimów… a parafia w Cieciszewie jest jedną z najstarszych w tej części Mazowsza. Dlaczego nic o tym nie wiemy? Bo okazyjne pisanie o historii Konstancina i jego rodów niewiele zmienia w tej materii. Tak naprawdę nawet historia letniska Konstancin nie została porządnie zbadana i narosło wokół niej wiele mitów. Alfred Tennyson napisał kiedyś, że przyszłość jest nieokrytym krajem. Podobnie jest z przeszłością okolic Konstancina. Wraz z kilkoma osobami stworzyliśmy czasopismo, w którym jest miejsce dla artykułów o historii i dla wspomnień, a także dla rzeczy które mogą wnieść wszyscy. Do współpracy zapraszamy więc każdego. Jeśli chcecie coś napisać, opowiedzieć, macie jakieś pamiątki, fotografie rodzinne o których nic nie wiecie... To dobra okazja aby je upublicznić, może wspólnie uda się coś o nich dowiedzieć. Tak samo ważne jak dawne dokumenty są historie z ostatnich dekad, a każdy kto tu dorastał może wiele opowiedzieć o okolicach Konstancina jego dzieciństwa. Czy też o Papierni, z którą przez lata związani byli w ten czy inny sposób mieszkańcy tej gminy. Utrwalmy to i opowiedzmy innym. Można się z nami skontaktować pod adresem zeszyty[at] konstancin.com.

A co w pierwszym numerze? Artykuł Adama Zyszczyka z nieznanej dotąd strony przybliżający nam architekturę Konstancina i Skolimowa, z którego pochodzi powyższe zdjęcie. Wiedzieliście, że park był pierwotnie ogrodzony? Takich i innych ciekawostek dowiecie się z tego tekstu, ilustrowanego kilkudziesięcioma zdjęciami. Poczytać także będzie można rozwinięcie historii o młynach w Jeziornie Oborskiej i Królewskiej, oraz o młynie w zapomnianej wsi o nazwie Grąd, na którego fundamentach wybudowano papiernię. No i tekst Zdzisława Skroka, który w piękny sposób ukazuje relacje przyjeżdżających do Obór w PRLu literatów z mieszkańcami Konstancina. A do tego rewelacyjny tekst Bartka Biedrzyckiego o dorastaniu w Jeziornie i pobliskim Mirkowie i wspomnieniach związanych z basenem, a także fotoreportaż Tomasz Kwiręga z parku angielskiego w Turowicach. Jest więć co poczytać i pooglądać… W sobotę na Strumykowej będzie można „Zeszyty” przejrzeć, a już w niedzielę 8 września 2013 r. od godziny 12 dostępny będzie pod adresem - http://www.konstancin.com/tag/ebooki/. Na razie dystrybucja jest elektroniczna, lecz mamy nadzieję, że kolejne numery będą dostępne na papierze.

A wszystkich zapraszam do ogrodu i zachęcam do współpracy przy kolejnych numerach. To nasza wspólna historia, skoro jest dla nas nieodkrytym krajem, to odkryjmy go razem.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci