Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

W drodze

Ulica Lipowa

ksunder

Dzisiejszy wpis na blogu poświęcę ulicy położonej w Bielawie. Choć nie objęta wpisem do rejestru zabytków stanowi znaczący element historii tych okolic. Wkrótce może go już zabraknąć, bowiem wkrótce ma zostać przeprowadzona wycinka wszystkich znajdujących się tu drzew. Wnioskowało o to starostwo; ponoć jeden z mieszkańców złożył w tym celu obszerny wniosek, argumentując iż drzewa zagrażają przechodniom. Ile prawdy jest w tym, że położenie drzew utrudnia poruszanie i parkowanie w tym miejscu nie podejmuję się stwierdzić, niepokojący jest fakt, że wycinka drzew ma zostać ponoć przeprowadzona bez uzyskania opinii dendrologa. A wówczas zniknie to, co stanowi o wartości tej ulicy, czyli właśnie lipy, dające jej swą nazwę. Lipowa należy bowiem do pomników historii takich samych jak Aleja Kasztanowa na Ursynowie, gdzie drzewa sadzono na przyjazd cara, by utrudnić przeprowadzenie na niego zamachu, czy też wspaniała Aleja Lipowa wiodąca do pałacu w Otwocku Wielkim. Nieszczęściem Lipowej jest to, że ciasno na niej od domów, nie ma szansy stać się spacerową uliczką.

gallery_3_5_109552Ulica Lipowa. Zdjęcie pożyczone z forum Piaseczna, autorstwa użytkownika Stento - LINK

Czy drzewa rzeczywiście mają 200 lat, jak chcą relacje? Cofnijmy się w czasie. W roku 1816 właścicielem Bielawy pozostaje kupiec Karol Braeunig, któremu poświęcę niegdyś odrębny wpis. Bielawa wówczas to znaczny majątek, w jego skład wchodzą także obecne Klarysew, Gawroniec i tereny dzisiejszego Ogrodu Botanicznego. Graniczy z Jeziorną Królewską, Okrzeszynem i Powsinem wchodzącym w skład dóbr wilanowskich. Dość, że Bielawa to wówczas najludniejsza miejscowość położona na terenie obecnej gminy, w roku 1827 mieć będzie 487 mieszkańców, daleko w tyle pozostawiając za sobą Jeziornę Królewską z jej 273 mieszkańcami i Gassy, gdzie mieszkać będzie 220 osób. Karol Braeunig umrze w roku 1818, własność Bielawy przejdzie na jego syna Bogumiła, który żyć będzie jeszcze 8 lat. Wdowa po Karolu i matka Bogumiła, Klarysa z Lutzów w roku 1837 Bielawę sprzeda. Klarysa to zapomniana postać historii tych okolic, choć jej imieniem nazwany zostaje utworzony przy drodze warszawskiej folwark, nieopodal karczmy bielawskiej, leżącej na rozstaju dróg prowadzących do Jeziorny Królewskiej i Obór oraz Papiernii (dziś ulica Mirkowska). Z czasem karczma weźmie nazwę folwarku – Klarysów, po latach zmieniając się w Klarysew. Kto wie, może Potuliccy nazywając folwarki imieniem kobiet swego rodu – Teresin, Anusin wreszcie Konstancin – kierowali się tym przykładem?

Rzecz jednak w tym, że przeglądając akta i dokumenty dotyczące tych stron zorientujemy się, iż Henryk Rossman przebywał tu już wcześniej. Bielawę zaczął dzierżawić już w latach dwudziestych. Być może jeszcze od Bogumiła Braeuniga, z pewnością czynił to, gdy nominalną właścicielką majątku była Klarysa. I z czasem przekonał ją do sprzedaży, by osiąść tu na stare lata. Karierę pułkownika Rossmana przywoływałem już wielokrotnie, ten oficer wojsk napoleońskich, uczestnik wielu bitew, walczący w Powstaniu Listopadowym, przyczynił się do stworzenia kanału augustowskiego, a także usypania nadwiślańskich wałów. Wyraźnie jednak z Bielawą pragnął związać się już wcześniej, nim jeszcze stał się jej pełnoprawnym właścicielem.

mapka2Ulica Lipowa w roku 1856. Lipy nasadzone po obu stronach drogi, wówczas jeszcze nikt przy niej nie mieszka. Z dworu trakt wiedzie wprost do Klarysowa, u zbiegu z obecną Mirkowską i Saneczkową.

Przyglądając się starym mapom dostrzeżemy, iż na przełomie XVIII i XIX wieku ulicy Lipowej jeszcze nie ma, podróżuje się dwoma traktami biegnącymi z Powsina, prowadzącymi do Bielawy i Jeziorny, oba zresztą przetrwały po dziś dzień, ten ostatni to obecna ruchliwa ulica Warszawska, poprzecinana licznymi rondami. Lipowa pojawia się późno, dopiero w latach trzydziestych. Wytyczono ją, by prowadziła do dworu. Choć przyjęto, że dwór został wybudowany dopiero w roku 1837, na podstawie faktu, iż wówczas Henryk Rossman stał się właścicielem tej miejscowości, zauważmy jednak, że w tych stronach przebywał już wcześniej. Zachowane fragmentaryczne wzmianki w aktach Potulickich z Obór świadczą, że w dzierżawionej Bielawie pomieszkiwał, nie traktując jej jako lokaty, z której czerpał zyski. I to właśnie on odpowiedzialny jest za wytyczenie nowego traktu, prowadzącego wprost do bielawskiego dworu. Trudno powiedzieć więc tak naprawdę, kiedy dwór był wzniesiony, wcześniej istniała tu dawna drewniana budowla, zapewne w tym samym miejscu, na co wskazuje nam lokalizacja browaru, sytuowanego w XVIII wieku nieopodal właśnie dworu. Wcześniejszym właścicielom i dzierżawcom połączenie z drogą warszawską nie było potrzebne, dworu trakt wiódł prosto na tę samą trasę aż do Powsina, gdzie się z nią łączył. Obecnie to wciąż popularny skrót, wiodący za Szkołą Amerykańską. Sytuację zmienił wiek XIX i czasy Królestwa Polskiego. To okres reformy drogowej, jakbyśmy ją dziś nazwali. Wówczas powstaje Puławska, wiodąca do Puław, bita jest szosa lubelska, wszystko to ma służyć również ułatwieniu przemieszczania wojsk. W owym czasie zdegradowany zostaje szlak służewski, wówczas główna droga wiodąca na południe z Warszawy, obecnie ledwie polna droga na tyłach Ogrodu Botanicznego. Trakt z Wilanowa do Jeziorny, stanowiący przedłużenie Królewskiej Drogi nabiera znaczenia. Zostaje wzmocniony, w ramach szarwarków utrzymywany w należytym porządku. I tu należy upatrywać przyczyn wytyczenia Lipowiej, co czyni Henryk Rossman. W ten sposób powstaje droga wiodąca z głównej trasy wprost do dworu, podobnie jak w Jeziornie Królewskiej, czy Oborach.

Zapewne rację ma więc p. Hlebowiczowa, ostatnia z potomkiń Henryka Rossmana zamieszkująca w Bielawie, iż lipy nasadzano z polecenia jej przodka w czasach Powstania Listopadowego. W owym czasie drzewa rosły wzdłuż każdego traktu, jak chce legenda z polecenia Napoleona sadzono je, by dawały cień maszerującemu wojsku. Poniższa mapa ukazuje nam, iż podobny wygląd jak Lipowa miała także trasa do Wilanowa. Obecnie w Polsce w większości miejsc GDDKiA usuwa drzewa w skrajni, czasy się zmieniły i są niebezpieczne dla kierowców. Czy taki los spotka już wkrótce Lipową? Zobaczymy.

mapkaaaW roku 1838


Źródła i literatura:

  • AGAD, Archiwum Wielopolskich i Potulickich z Obór

Nad rzeką Liwiec

ksunder

wpis o tym, co zamek w przesławnej miejscowości Liw nieopodal Węgrowa ma wspólnego z dziedzicznymi ziemiami rodu Oborskich, z nie mniej sławnych Obór


W połowie lata dotarłem do Liwa*. Słońce świeciło jeszcze ciepłe, dzień był upalny, a w rzeczce kąpali się ludzie. Liw okazał się urokliwą miejscowością, wzdłuż drogi wyrastały drewniane domy jakie jeszcze niedawno znaleźć można było w Jeziornie Królewskiej. Z głównej trasy prowadzącej z Węgrowa do Kałuszyna zjechałem na boczną drogę brukowaną kocimi łbami. Na jej krańcu znajdował się zamek i dobudowany do niego dworek.
Podążając od strony Konstancina znajdziecie inną drogę, tę prowadzącą od Kałuszyna bądź z miejscowości Dobre, oba szlaki z mińskiego gościńca. Kiedyś dotrzeć można było tu zupełnie inaczej, jednakże od pewnego czasu można znowu uczynić to co czynił dziedziczny starosta grodowy liwski, odbywający taką podróż. Przeprawić się promem w Gassach i ruszyć dalej w kierunku Liwa, obecnie trasą przez Sobiekursk, która wówczas nie istniała, a podążający do Liwa zapewne z Karczewa jechał przez lasy w kierunku Pogorzeli. Mowa o Janie Oborskim i jego poprzednikach, bowiem ród Oborski z Liwem związany był już od czasów średniowiecza.

DSC06784
Pierwszym znanym mi przedstawicielem tego rodu był Stanisław, prawdopodobnie wnuk Stanisława Pierzchały z Cieciszewa, protoplasty rodów Cieciszewskich i Oborskich. Pierwsza wzmianka o Oborach w księgach czerskich pochodzi z roku 1409 i dziedzic Obór określony jest wówczas przydomkiem Liwski. Przydomki takie wywodzono wówczas po części od dziedziczonych ziem (stąd Oborski, czy Chabdziński w przypadku Wojciecha z ówczesnego Chabdzina) bądź od pełnionych funkcji. W tym wypadku Stanisław z Obór był także kasztelanem liwskim. Ziemia liwska to jedna z najmniejszych ziem dawnego Księstwa Mazowieckiego, jak pisał Gloger „rozległa mil kwadratowych 17, cała na lewym brzegu rzeki Liwca, który odgranicza ją od wschodu z ziemią Drohicką, czyli od województwa Podlaskiego, nie była podzielona na powiaty. Starostwo miała grodowe, Liwskie, i niegrodowe, Korytnickie. Sejmikowała w Liwie, obierając 2 posłów i co piąty rok deputata. Miasto Liw, nad rzeką Liwcem, stołeczne tej ziemi, ze starożytnym murowanym zamkiem książąt mazowieckich, osada bardzo dawna, co wskazuje mnóstwo znajdowanych tu pieniędzy staro-rzymskich”. W XVII wieku Liw stracił na znaczeniu na rzecz niedalekiego Węgrowa, do tego jednak czasu, zwłaszcza w średniowieczu był jednym z ważniejszych punktów obronnych, z czasem stając się istotnym punktem handlowym. Już w XV wieku wzniesiono tu gotycki zamek, którego ruiny znajdują się na wzgorzu nad rzeczką Liwiec, do którego dobudowany jest ciekawy dworek. Zamek warto zobaczyć, nie tylko z uwagi na znajdującą się tu znaczną kolekcję broni pochodzącej z różnych epok, lecz choćby na malowniczą lokalizację.
Wróćmy jednak do Oborskich, bo o zamku w Liwie z łatwością znajdziecie informacje, wszak ja dotarłem tu z ich powodu. Ciekawe, że Oborscy mający przez lata rodową siedzibę w Oborach, przez wieki posłowali z ziemi liwskiej i tu sięgali po urzędy. Bynajmniej nie dlatego, że z czasem narodziła się linia oborskich zwana kuflewsko-łukowską, leżących w bliskości tych stron. Tradycja rodowa była silna, na początku XVI wieku kasztelanem liwskim był Mikołaj z Obór. Opisywałem już kiedyś wyprawę moskiewską Jana Oborskiego, który przed jej podjęciem sprzedał rodową siedzibę hetmanowi Koniecpolskiemu. I wyniósł się do Liwa, skąd uprzednio posłował, sejmikował i trzymał urząd starosty grodowego. Nawet po sprzedaży Obór rodzina wciąż używała tytulatury Oborskich z Obór i wciąż związana była z Liwem. Marcin Oborski z Obór, marszałek sejmu z końca XVII wieku, uczestnik wyprawy wiedeńskiej, był podkomorzym liwskim a następnie starostą.
Oglądając dzisiejszy Liw, na rzecz którego ród opuścił Obory i Czernidła zabierając ze sobą część swych poddanych warto pamiętać, że jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku była to kwitnąca miejscowość, w czasach świetności rozważano ją na miejsce elekcji królewskich. Zniszczenie miasteczka przyniosły wojny ze Szwedami, a wreszcie upadek Rzeczpospolitej, który przyniósł kres ziemi liwskiej i przeniósł stolicę tej części Mazowsza do Siedlec.
Ale Liw warto zobaczyć.

*Właściwie powinienem napisać do Liwu, acz niepoprawna odmiana Liwa zakorzeniona jest mocno w lokalnej tradycji, podobnie jak odmienianie Całowań na Urzeczu. Zresztą forma ta znana jest również z tradycyjnego zawołania „Do Liwa!”, od którego ukuto herb Doliwa


I na razie to ostatni wpis, przez najbliższy czas ich nie uświadczycie, podobnie nie zastaniecie mnie na facebooku. Życie mnie zmusiło do dłuższej przerwy. 

Tajemnice Parceli

ksunder

wpis, w którym autor opowiada o zaginionej wsi, która jak się okaże nie zaginęła, lecz zmieniła swą lokalizację, a opowieść zabiera czytelnika wzdłuż prastarego nadwiślańskiego szlaku

Blog nadal pozostaje nieaktywny, a ponieważ przez ostatnie cztery tygodnie zajmuję się wypełnianiem dokumentacji dla pewnego bardzo ważnego urzędu i sporządziłem jej już 730 stron, z niechęcią podchodzę do koncepcji jakiegokolwiek pisania w ogóle, nie tylko w tym miejscu. Raz na jakiś czas jednak coś tu zamieszczę, lecz światełko w tunelu migocze dość daleko, a przede mną jeszcze stosy nikomu niepotrzebnej kwitologii, więc wiele wody upłynie nim blog w pełni powróci. Dziesiejszy wpis zainspirowała wczorajsza wiadomość, iż po raz kolejny pojawia się pomysł zagospodarowania tutejszych terenów i utworzenia czegoś w rodzaju parku kulturowego. Do realizacji droga jeszcze daleka, bo pomysł na taką działalność wraca w miarę regularnie, napotykając po drodze obiektywne trudności, należy mu jednak kibicować. Przy okazji jednak jak się okazuje, mieszkańcy Parceli niewiele wiedzą na temat przeszłości swych ziem, poszukując związków z "ziemią oborską", jak określili dawne dobra dworskie. Stąd też krótki wpis na temat przeszłości tej miejscowości, wbrew pozorom od początku związanej z losami dawnej ziemi czerskiej.

91844989

Parcela nazwę ma niewdzięczną, pojawiła się ona po raz pierwszy w dokumentach urzędowych w latach dwudziestych minionego stulecia, gdy Potuliccy rozparcelowali swą ziemię, uprawianą do niedawna przez folwarcznych z Goździ. Jednakże jeszcze pół wieku wcześniej w miejscu Parceli leżała wieś nosząca nazwę Borek, istniejąca tu już od stuleci, stanowiąca granicę między ziemiami Cieciszewskich a Oborskich. Po drugiej stronie wiślanego starorzecza, ciągnącego się od Wisły aż po Jeziorkę ulokowano Czernidła, gdzie w starym dworczysku zamieszkiwał pan Jakub Oborski, brat Jana, pana na Oborach. Nieopodal obecnego rozstaju dróg, przy figurce, leżała wieś Obórki, służebna wobec dworu i folwarku. Dziś opowiedzmy jednak o wsi Borek, ktorą najstarsza znana mapa tych ziem umiejscawia tuż w okolicach wspomnianej kapliczki. Nim powstały jeszcze na dobre Obory czy Cieciszew biegł tędy prastary gościniec, w kierunku Czerska i Rusi, biorąc swój początek w Marsylii. Przetrwał on po dziś dzień i jako ulica Literatów zabierze nas przez Obory, które miniemy zostawiając po prawej stronie boisko, a po lewej miejscowość o tej nazwie i istniejący tu do roku 2013 browar. Zignorujmy drogę na "trytwie" wiodącą w kierunku Gassów i promu do Karczewa, to świeża sprawa, powstała w XX wieku. Niegyś droga do promu wiodła właśnie dawnym gościńcem, przez wspomnianą wieś Borek, skręcając ku Wiśle nieopodal Goździ. Ulica Literatów niepostrzeżenie przejdzie w Podlaską, aż znajdziemy się na rozstaju dróg, przy wspomnianej kapliczcce. Choć ulicą Baczyńskiego można podążyć dalej aż na wzniesienie do dawnych zabytkowych czworaków w Łyczynie, wybierzmy drogę w lewo, śladem dawnego szlaku. Rozstaj dróg znaczy figurka Matki Boskiej Różańcowej, ufundowana 15 maja 1950 roku przez pogrążonego w żałobie ojca, któremu w wypadku zginąć miał syn. Oznacza ona również zgodnie z tradycją kres wsi. Podążając dawnym gościńcem z prawej strony miniemy domy budowane od lat dwudziestych, z lewej las i rezerwat Łęgi Oborskie, gdzie niegdyś znajdowała się majętna i liczna wieś Borek. Choć w swych opasłych dziełach czołowi polscy toponomaści jak Urszula Bijak czy Kazimierz Rymut piszą, iż jest jest to osada zaginiona, powyższe nie do końca odpowiada prawdzie.

Jej historię rozpoczyna las, jakich wiele porastało te ziemie położone tuż nad wiślanym brzegiem, znajdującym się tu jeszcze w XIII wieku. Od niej wiedzie swą nazwę miejscowość, którą ulokowano wzdłuż gościńca, nad szerokim starorzeczem, w toni którego przeglądać się miał z czasem stary dwór w Czernidłach leżących na drugim brzegu. Trudno dociec kiedy ją założono, nie jest jeszcze wzmiankowana w dziedzinie książąt mazowieckich, kiedy Konrad uwalnia dziedziczne wsie Oborskich i Cieciszewskich z konieczności dawania żołnierza w roku 1476. Jednak już w 1510 staje się ważnym punktem granicznym, gdy oba te rody wywodzące się od Stanisława Pierzchały spisują ugodę stwierdzając, iż ziemie cieciszewskie pozostaną w rodzie Cieciszewskich, zaś Obory i Czernidła należeć będą do Oborskich. Jak zanotują „granica rozdzielająca biegnie przez pole między wsią Borek w dobrach Czernidelskich a wsią Gozdzie w dobrach cieciszewskich i od Wisły z prawej strony naprzeciw Goździ i od Czernideł z lewej strony naprzeciw Borka.”. Bo starorzecze jest wówczas w zasadzie rzeką, która przybiera wraz z Wisłą zalewając położone nad nim wsie. Zmieni to dopiero Urszula Wielopolska, zasypując je w okolicach Goździ, ale nastąpi to dopiero pod koniec XVIII wieku. Na razie granica przebiega od skarpy w kierunku Wisły, gdzieś przez obecną wieś Parcela, a Borek staje się dziedziczną częścią Oborskich z Czernideł i wraz z ich dziedzicami przechodzi zmienne koleje losu. Wywodzone prawa do wsi i jej pól oraz części starorzecza stają się zawikłane tak mocno, że nie rozplącze ich po latach nawet historyk, a co dopiero ówczesne sądy. Przywołajmy tu kawałek takiego pisma sporządzonego przez Annę z Kuflewa w roku 1594, wdowę po Marcinie Leśnowolskim z Obór (Oborskim), kasztelanie podlaskim. Jakoż pisze kasztelanka jej mąż dziedziczył Borek, Łyczyn i Czernidła, będąc synem Jana Oborskiego, ojcem także Jana oraz Grzegorza, prócz tego posiadając prawa do młyna na rzece Jeziora we wsi Podjeziora, czyli późniejszej Jeziornie Oborskiej, mając ius patronatum kościoła w Cieciszewie. Rozróżnienie Janów Oborskich i wyrysowanie genealogii rodu staje się dla nas mocno problematyczne, nawet sprzedaż w roku 1643 dworu w Czernidłach wraz z Borkiem niczego nie rozwiąże, zamieszczony poniżej wizerunek wsi powstanie w drugiej połowie XVII wieku. Geometra Jan z Jawora wyrysuje Borek i inne okoliczne ziemie na potrzeby sprawy sądowej, która zakończy się dopiero w XVIII wieku wraz z Wielopolskimi i Marią d’Arquien, siostrą królowej Marysieńki, przejmującej własność nad dawną dziedziną Oborskich i Cieciszewskich.

Clipboard021

Fragmenty dwóch map z końca XVII wieku, na których widoczny jest Borek, na niebiesko zaznaczono rzekę, a za pastwiskiem "stare dworczysko na Czernidłach". Jakaż piękna to nazwa, dająca do myślenia co mogło hulać nocami pośród drewnianych krokwi...

Przyjrzyjmy się powyższej mapie. Borek leży między gościńcem, a starorzeczem, w miejscu obecnie obficie porastanym przez las łęgowy, gdzie znajdziemy ślady dawnej skarpy. Tu jego pozostałości odnalazł pod koniec lat osiemdziesiątych archeolog Stanisław Wojda, w roku 1989 przeprowadzający badania powierzchniowe. Tam, gdzie ślady wskazywały na możliwość osiedlania się tu już w XIV wieku i zapewne wtedy właśnie powstał Borek. Był to niejako powrót ludzi w te rejony, bowiem w głębi Parceli, w kierunku skarpy, ludzie zamieszkali już w głębokiej starożytności, po czym znowu tutejsze tereny porósł las, dając początek jego nazwie… 

Gdyby mogła mówić ulica Podlaska, jak wiele mogłaby opowiedzieć o ludziach, którzy przez wieki zmierzali tędy do Czerska, czy Góry Kalwarii, przekroczywszy rzekę Jeziorę. To przy tym szlaku znalezione zostały arabskie monety, to tu w roku 1667 dwóch szlachetków postanowiło nauczyć moresu wracającego do Obór po mszy w kościele cieciszewskim kowala, a za zabicie swego poddanego ścigać kazał ich następnie bez litości kanclerz koronny Jan Wielopolski, wreszcie to tu pruskie władze kazały brukować drogę do promu w Karczewie hrabiemu Michałowi Potulickiemu... Wszystko to li tylko zapomniane opowieści, zabrane przez dawne wiatry, tak samo jak wieś Borek. Przenieśmy się do roku lat sześćdziedziątych XIX wieku, gdy drogę przez wieś od Goździ aż do Obór znaczą Powstańcy z oddziału Kuczyka wiszący na każdym drzewie. Borek wyludnia się, główną przyczyną jest brak wody i zabagnienie okolicy. Gdy hrabia Kasper Potulicki budując wały odciął starorzecze od Wisły znikła cyrkulacja i jej obieg prowadzący do Jeziorki. Brzeg porasta łęgowy las, stając się nieprzyjaznym miejscem do życia. Uwłaszczenie sprawia, że położone w tym miejscu wsie zostają przeniesione do nowych lokalizacji. Jedną z nich jest Borek.

mapa

Jeszcze jeden szkic z XVII wieku, na którym oznaczono wiślane starorzecze i skrzyżowanie dróg nieopodal Goździ. Po latach w tym miejscu stanie pomnik Powstań

W ten sposób mój praprapradziad otrzymuje ziemię we wsi Opacz, opuszczając Borek, gdzie rodzina zamieszkiwała co najmniej od XVII wieku. O ile Obórki i Czernidła udaje się przenieść w całości, mieszkańcy Borka zamieszkują w okolicznych wsiach, Lenarcikowie, Trepkowie, Zającowie i Kopytowie zmieniają miejsca zamieszkania. Borek staje się niewielką osadą nad jeziorańskim wałem, nieopodal Bielawy i Opaczy, obecnie zredukowanym do trzech domów. Pozostaje ziemia, którą z czasem rozparcelowano. A z czasem zamieszkano tu ponownie, nie mając pojęcia jak bogatą historię kryją tereny położone nieopodal bagnistego łęgu.

163581IMG

Dotarliśmy do kresu opowieści, której cząstkę w tym miejscu snułem. Pora wrócić do sporządzania stosów dokumentów, o których nikt za kilkadziesiąt lat nie będzie pamiętał, a z czasem zasnuje je mgła przeszłości, która otuliła szczelnie historię wsi Borek.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory

Arabskie awantury

ksunder

wpis o Cieciszewie, wikingach, Arabach, potworze Grendelu i Antonio Banderasie

Jestem w trakcie lektury książki Zdzisława Skroka „Czy wikingowie stworzyli Polskę”, wydanej niecały rok temu, w której autor zastanawia się nad genezą pierwszych Piastów, nad czym ostatnimi czasy pochylać zaczęli się prócz historyków rówineż archeolodzy. Źródła historyczne zostały dość gruntownie przebadane, zaś nowe odkrycia archeologiczne, w szczególności badania DNA, mogą rzucić światło na tamte zapomniane czasy. Profesor Urbańczyk sugerował niedawno, że Mieszko mógł pochodzić z Moraw, Skrok z kolei wskazuje, iż pierwszy władca Polan zapewne przybył ze Skandynawii. Rewelacji tych nie będę komentował, bo odbyć musi się jeszcze wiele dyskusji, by którąkolwiek z tych hipotez potraktować jako coś więcej niż ciekawostkę. W książce Skroka zauważam dopasowywanie faktów do teorii, lecz wiedzy na temat rzeczywistych wydarzeń i stanu badań nie można mu odmówić. Także wtedy, gdy pisze o Cieciszewie.

Tamtejszy gród istniał już w roku 1236, gdy wzniesiono tu kościół. Jednakże osadnictwo w tych okolicach dużo starsze, a ludzie w okolicach Jeziorny, Cieciszewa i Cieciszewa osiedlali się już wiele wieków wcześniej, osady istniały tu już w okresie zwanym rzymskim, nie można przy tym zapomnieć o Czersku z jego tradycją osadnictwa. Wzdłuż Wisły prowadził szlak handlowy i nad jej dawnym brzegiem znajdowano rzymskie monety, choćby w Powsinie skąd pochodzi denar cesarza Trajana z II wieku. Szlak przetrwał upadek Imperium, a wraz z rozwojem Rusi ożył ponownie. I to z nim wiązałbym pewne znalezisko z okolic Cieciszewa, gdzie w roku 2007 na terenie Parceli odkryto monety z Samarkandy.

459a69bfef008c49

Rewers monety z czasów emira samanidzkiego Nasr II ibn Ahmada (913-942 wg.daty chrześcijańskiej). Mniejszy fragment wybity za panowania jego syna Nuh I ibn Nasr (942-954 )

Pochodzą one z pierwszej połowy X wieku, datowane są na lata rządów emirów samanidzkich, powstały zapewne między 924 a 946 rokiem, wybite prawdopodobnie ze srebra z kopalni asz-Szasz. Skrok wiąże je z wikingami płynącymi Wisłą. Sporo w tym racji, wpływali oni w ujścia rzek penetrując je do samego źródła, długie łodzie w owym okresie Sekwaną docierały do Paryża, a na Rusi Skandynawowie przyczynili się zapewne do początków państwowości. Jako Waregowie zagrozili Bizancjum. Stali się głównym partnerem handlowym nie Cesarstwa, lecz właśnie arabskich kupców, którzy przybywali do licznych emporiów handlowych. Arabska moneta stała się głównym środkiem płatnicznym, którym płacono za liczne w tych stronach skóry. Handlowano nimi choćby w grodzie w Drohobyczu. Stąd obecność monet na szlaku wiodącym do Czerska, gdzie osada istniała już w VII-VIII wieku. Trakt prowadził z chrześcijańskiej Marsylii, a początek swój biorący za Pirenejami w Al-Andalus, arabskiej Hiszpanii, prowadzący aż na Ruś. Dlatego przyjąłbym, że monety zgubili raczej nie wikingowie a Arabowie, których pozostawili liczne ślady swej obecności w ówczesnej Europie. Trasą na Ruś zapuszczali się rozmaici awanturnicy, jak choćby frankijski kupiec Samon, twórca pierwszego słowiańskiego państwa.

980d6cc3cfd5a5fc

Kolejna moneta z czasów Nuh I ibn Nasr oraz abbasydzkiego kalifa al-Mustakfi (944-946)

Tym, którym do wyobraźni nie przemawia fakt, iż monety pochodzą z czasów nim w odległej Wielkopolsce Mieszko I rozpoczął swe panowanie, proponuję wyobrazić sobie, co oznaczała taka podróż w połowie X wieku, przez Europę w większości pokrytą lasami, bez map i wiedzy co napotkać można na szlaku, zamieszkaną przez niewielkie grupki ludzi, którzy nie zawsze byli przyjaźnie nastawieni. Podróż taką opisuje Ahmed Ibn-Fadlan, który w roku 922 dotarł z Bagdadu przez Bułgarię na Ruś. Jego relacja obfituje w opisy licznych niebezpieczeństw, nie wiadomo było czy napotykani nieliczni ludzie pośród lasów pełnych dzikiego zwierza są szaleńcami, czy też reprezentują potężnych władców. Gdy drogę zastąpił podróżnikom pewnego razu odziany w skórę pustelnik żądając haraczu, twierdząc iż w lesie ukryli się jego ludzie, woleli mu zapłacić, niż sprawdzać jego słowa. Byli bowiem na obcym terytorium świadomi, że wówczas skromna eskorta nie odeprze ataku liczniejszego wroga. Na relacji Ibn-Fadlana oparł zresztą swą książkę Michael Crichton, przenosząc jej liczne partie do swego tekstu, który sfilmowano jako „Trzynastego Wojownika” z Antonio Banderasem w głównej roli. Rzecz to wyprawie dwunastu wikingów i jednego Araba na spotkanie z Grendelem, czyli opowieść o Beowulfie. Nie znającym pradawnej opowieści o tym potworze terroryzującym Heorot, biorącej swe początki w mitach skandynawskich, polecam sprawdzenie kim był rzeczony Grendel. Legendom wikingów zawdzięczamy zresztą nazwę największego polskiego półwyspu, Hel to oczywiście starogermańskie określenie piekieł (stąd angielskie Hell). W owych czasach znajdowały się tam liczne rafy i mielizny skutecznie uniemożliwiające żeglugę.

Wróćmy jednak do Ibn-Fadlana, który na Rusi napotkał wytatuowanych blondynów zwących siebie Wikingami. Spotkania dwóch kultur miały miejsce właśnie na szlakach handlowych, a my nie ustalimy czy monety utracili pod Cieciszewem Arabowie czy Skandynawowie, równie dobrze możemy przypuścić, że doszło tu do jakiejś walki, której rezultatu nie już nie poznamy. W owym czasie płynęła tędy Wisła, jej krawędzią biegła droga, po opuszczeniu istniejącej już wówczas osady w Bielawie, przejściu brodu w Jeziornie, w drugiej połowie X wieku nieopodal półwyspu w Cieciszewie i przeprawy prowadzącej na późniejsze tereny Dudy, odbyła się zapewne jakaś walka. Trudno bowiem przypuścić, by nieznany właściciel monet zagubił je i nie starał się ich odnaleźć. Nie poznamy nigdy jej rezultatu, nie dowiemy się co właściwie się tu wydarzyło. To na zawsze zapomniana tajemnica przeszłości.

Skupieni na teraźniejszości nie zapominajmy, że biegnie tędy jeden z najstarszych szlaków handlowych Europy, którym wędrowali Arabowie, napotykając na nim płynących Wisłą wikingów. Na długo nim powstało państwo Piastów w tych rejonach kwitło osadnictwo i mieszkali tu ludzie.


Dziś bez źródeł i literatury, książkę Zdzisława Skroka wydaną w roku 2013 w wydawnictwie Iskry z łatwością znaleźć można w wersji papierowej oraz elektronicznej. Zdjęcia monet zawdzięczamy pośrednio archeologom, którzy udostępnili je członkom klubu Traper, pozwoliłem je sobie przekopiować. W internecie można natrafić na pogląd, że koło Cieciszewa istniała arabska osada, co zupełnie nie odpowiada prawdzie.

 Znad Pilicy

ksunder

wpis, w którym autor opisuje swą wyprawę do niewielkiej miejscowości na Mazowszu oraz jej związki z terenami nad Jeziorką i Wisłą

Pojechałem do Rozniszewa, niegdyś Rożniszewa. To nieco zapomniana wieś, zagubiona wśród pól gminy Magnuszew. Historię ma podobną nieco do Cieciszewa, niegdyś stanowiła ważny punkt na szlaku prowadzącym do Kozienic, następnie przez Lublin w kierunku Rusi. Straciła na znaczeniu gdy szlak ten od niej się odsunął, a Warka przestała być jednym z głównych miast dawnej ziemi czerskiej. W przypadku Cieciszewa, choć szlak przesunął się na szczyt skarpy, wieś wciąż jeszcze pozostawała centrum życia dla okolicznych wsi gdyż istniał tam kościół. Wraz z jego zniszczeniem i odbudową w Słomczynie, zamienił swe role z tą właśnie miejscowością, stając się cichą i spokojną wsią. Przesunięty w kierunku Wisły szlak wiódł przez osadę Magnuszew, która wzięła swą nazwę najprawdopodobniej od komesa Magnusa, pochowanego na dziedzińcu zamku w Czersku. Wiódł także przez wieś Mniszew, gdzie znajdowała się siedziba parafii leżącej na południe od Góry i Czerska, z której prawdopodobnie wyłączono parafię rożniszewską. Jak zwykle należy użyć słowa „prawdopodobnie”, bo taka jest nasza wiedza o wczesnośredniowiecznej sieci kościelnej Mazowsza, czy to w przypadku Rozniszewa, Milanowa czy Cieciszewa.

DSC05760

Rozwój Rożniszewa nastąpił z przyczyn podobnych do rozwoju Jeziorny Królewskiej, znajdował się tu dogodny bród przez Pilicę, w XVII wieku zmieniony w most. Obecnie jego rolę przejęła piękna stalowa konstrukcja na głównej drodze w kierunku Mniszewa, z której należy zboczyć do Rozniszewa. We wsi charakterystyczna jest duża ilość kapliczek, znajdujących się praktycznie przy każdym skrzyżowaniu z polnymi drogami. Na końcu miejscowości znajduje się zaś neogotycki kościół zbudowany pod koniec XIX wieku, nieco przypominający konstanciński. Jednak jego zdobienia i dekoracje przywodzą na myśl swym bogactwem raczej te barokowe. Kościół zwraca uwagę też swoim położeniem, znajduje się na krańcu osady a nie w jej centrum, choć budowano go w miejscu dawnej świątyni. Wokół pola i piękne nasady wierzbowe.

DSC05755

Wyjaśnić pora co robiłem w Rożniszewie. Wędrując po Mazowszu odwiedzam miejsca, które związane są z historią macierzystych okolic. W przypadku Rozniszewa związki takie mamy co najmniej dwa, nie licząc innych pośrednich, których zapewne można doszukać się studiując dzieje Mazowsza. 14 maja 1863 pod Rozniszewem bitwę z Rosjanami stoczył Władysław Kononowicz, w ziemi wareckiej postać znana i ceniona, która swój los zakończyła na wareckich błoniach. Po Rozniszewie i kolejnej potyczce Kononowicz śmiałym manewrem przerzucił swe siły na północ, gdzie nieopodal mostku nad Jeziorką zaatakował rosyjski konwój usiłując odbić swych ludzi. To właśnie w tej bitwie rany odniósł Ignacy Robak, czeladnik z Papierni, pochowany na cmentarzu w Słomczynie. W oddziale Kononowicza bili się zaś także inni młodzieńcy z łurzyckich wsi (film na ten temat zobaczyć można w tym miejscu)

Z Rozniszewa przybył także Mikołaj, który zakupił w roku 1368 Chabdzino wraz z Brześcami i Kawęczynem, biorąc w ten sposób niejako w kleszcze ziemie rodu Pierzchałów. Wspomniane wsie wówczas już istniały i pozostawały pod zarządem niejakiego Krzczona, po którego bezpotomnej śmierci znalazły się w gestii książąt mazowieckich. Książę Siemowit został sowicie opłacony, aby prawo dziedziczenia przeszło na boczną linię, potomków Petronelli, będącej siostrą wspomnianego Krzczona.

DSC057521

O ile Chabdzino miało pozostać w rękach potomków Mikołaja jeszcze przez lata, a nawet rozwijać się, bowiem z czasem nad Wisłą założono osadę zwaną Małym Chabdzinem, a następnie Chabdzinkiem (dlaczego używam „Ch” zamiast prawidłowej formy „H” już kiedyś pisałem) to Kawęczyn z Brześcami wyślizgnęły się z rąk Ciołków. Na początku XV wieku weszły w posiadanie potomków Stanisława Pierzchały z Cieciszewa, którzy od pobudowanej w Kawęczynie siedziby zwanej Turowicami wzięli swe nazwisko i odtąd znani byli jako Turowscy. Z czasem w tym samym miejscu na wysokiej skarpie powstał dwór, lecz było to w czasach gdy pamięć o Turowskich w tych stronach uległa zapomnieniu.

A za Rozniszewem leży Warka. Także warta zobaczenia.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci