Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Na Urzeczu

Mapa Prowincji Prus Południowych

ksunder

Kilkukrotnie na blogu pojawiały się już fragmenty mapy funkcjonującej pod popularnym określeniem Gilly- Cron, wywiedzionym od nazwisk jej twórców. Jej pełna nazwa to Special-Karte von Südpreussen mit allerhöchster Erlaubniss aus der königlichen großen topographischen Vermessungs-Karte, wydano ją w Berlinie w roku 1802. I na co wiele osób nie zwraca uwagi, jest ona w pierwszej kolejności mapą dróg pocztowych, a dopiero w drugiej mapą o charakterze geograficznym.

Nie znaczy to oczywiście, że wykonano ją bez należytej staranności. Okoliczności jej powstania nie budzą wątpliwości, po III Rozbiorze z polecenia króla Prus uznany niemiecki architekt David Gilly (1748-1808) przystąpił do „zdjęcia topograficznego” terenów Królestwa Polskiego. Gilly, królewski tajny radca, kierował pracami zespołu w skład którego wchodził m. in. Kron, stąd drugie nazwisko pojawiające w powszechnym określeniu nazewnictwa mapy. Efektem prac była rękopiśmienna mapa składająca się z 80 arkuszy w skali 1:50 000. Dopiero gdy skalę zredukowano do 1:50 000 i 13 arkuszy, możliwy był druk pozbawionych koloru miedziorytowanych planów szlaków pocztowych i dróg zajętych terytoriów. Pomiarów dokonywano z użyciem busoli, stąd ich niedokładność widoczna w przypadku wielu rejonów Polski, choćby położenie Płocka względem Gostynina, nie mają wiele wspólnego z prawdziwym. Nierzadko pojawiają się także błędy w nazwach miejscowości, których przyczyną jest „zniemczanie” nazewnictwa przez autorów. Miejscowości przedstawiono schematycznie, istotne było przedstawienie terenu, cieków wodnych a przede wszystkim sieci dróg. Odrębnie oznaczano więc drogi głównych pocztowych, powozów, pocztylionów, posłańców i wozów. Rozrysowano także wszelkie inne drogi boczne, łączące poszczególne wsie, osady i miasta. Stąd dowiadujemy się, że opisywana niegdyś stacja pocztowa w Jeziornie Oborskiej nie przetrwała rozbiorów.

011Przyjrzyjmy się teraz arkuszowi D III mapy, gdzie zauważamy, iż jako większe miasta przedstawiono Warszawę i Czersk. Z końcem XVIII wieku Warszawa mocno się wyludniła i coraz bardziej stawała prowincjonalnym granicznym miastem. Straciwszy status stolicy, dla Prusaków nie miała aż tak wielkiego znaczenia. Czersk przejął zaś rolę Warki, stając się administracyjną stolicą władz pruskich powiatu czerskiego. Jego granice także uległy niewielkim zmianom. Oznaczono je kolorem zielonym, łatwo zauważyć iż Skolimów znajduje się na jego terenie, mimo iż przez lata należał do ziemi warszawskiej, którą od ziemi czerskiej oddzielała rzeka Jeziorka. Korektę tę tłumaczyć należy ówczesną przynależnością, bowiem w owym czasie stanowił część dóbr Oborskich, należąc do Urszuli Wielopolskiej. Ciekawe, że zasady tej nie uwzględniono w przypadku Chylic, których lasy i folwarki położone w ziemi czerskiej, nie zostały poddane takiej korekcie.

021Podążając z południa dostrzeżemy kolejny plan, oddający udanie topografię Urzecza, tutejszych łęgów i mokradeł, od Brzumina po Siekierki. Wólka Załęska i Podłęcze zapisane zostały wspomnianym „zniemczonym” sposobem. Nieopodal Kawęczyna zwróćmy uwagę na flisacką karczmę „Dembową”. To oczywiście późniejsza wieś Dębówka, która w ten sposób wkracza na łamy historii. Po drugiej stronie Wisły biała plama, czego przyczyną jest fakt iż w miejscu tym przebiegała podkolorowana na czerwono granica z Austrią, zatem tereny tamte musiały doczekać się własnego odpowiednika, który mapowali w owym czasie austriaccy topografowie. Nieopodal Gassów uwagę zwrócą Grzanki, znajdujące się na lewym brzegu Wisły. To właśnie omawiana w poprzednim wpisie miejscowość, którą sukcesywnie niszczyła Wisła przez kolejne ćwierć wieku, zabierając należące do niej pola. Widzimy także dawny układ starorzecza wiślanego, wkrótce po tym jak uległo ono zasypaniu między Łęgiem a Czernidłami (położonymi wówczas w starej lokalizacji). Prusacy oznaczyli dwie Jeziorny, w przypadku Oborskiej dodając przymiotnik „Adl.” (Adlischer) czyli Jeziorna Szlachecka, Magnacka, należąca do Wielopolskich. Wśród nurtów Jeziorki znajdziemy zarówno młyn w Jeziornie jak i Papiernię, Jeziorka nadal wpada do Wilanówki. Podążając jej biegiem zauważymy olęderskie wsie. Kępa Oborska stanowi granicę powiatów, sąsiadując z Kępą Jeziorna, czyli Okrzeską, kolejną jest Kępa Falenica, czyli Falenicka. Tuż obok niej karczma w Suchej Trawie, również oznaczona jako Kępa. A wyżej nazwa całej wyspy, Kępa Okrzeszyner, czyli Okrzewska, na granicy z Kępą Zawadzką i Wołową. Wszystkie Olęderskiej osady na lewobrzeżnym Urzeczu występują tu razem.

03Zwróćmy jeszcze uwagę na układ drożny. Puławska nie została jeszcze wybita przez Rosjan i szlak omija Baniochę szerokim łukiem na południe od Mikowlasu, prowadząc przez Chojnów wprost na rynek w Piasecznie. Ciekawszą rzecz dostrzeżemy w Jeziornie. Główną trasą pozostaje nadal szlak służewski, istniejąca po dziś dzień polna droga wiodąca tyłami Ogrodu Botanicznego, przechodząca w ulicę Rosoła i Nowoursynowską. Droga przez Powsin i Wilanów ma wówczas gorszy status, zgodnie z legendą przeznaczona dla kariolek, odkrytych powozów jednokonnych. Przez Kabaty wiedzie zaś droga, opisana jako „Główna droga między miastami”.


Źródła i literatura:

Żywioły Wisły

ksunder

W ostatnich dniach na stronie FB bloga zamieszczałem zdjęcia z ostatniej wielkiej powodzi na Urzeczu z roku 1947 pozwalające uzmysłowić sobie jak niegdyś wyglądało życie codziennie w tych stronach. Tutejszą codzienność i rokroczne zmagania na z żywiołem opisywałem zresztą już wielokrotnie na blogu, w dobie dyskusji o zmianach klimatycznych warto pamiętać, iż w dużej mierze do ich zaistnienia przyczynił się człowiek. Masowe wylesienie polegające na wycinaniu borów i lasów porastających nadwiślańskie obszary choćby na odcinku od Milanowa (Wilanowa) po Czersk i wielu innych spowodowało zmianę układu wód gruntowych, dając także wodzie przestrzeń gdzie mogła się rozlewać i zatrzymywać, nie zatrzymywana przez naturalne przeszkody. Wskutek naniosów powodziowych żyzność tutejszych gleb wzrastała, dzięki zasilaniu madami wiślanymi, podnosząc atrakcyjność osadniczą Urzecza, jednocześnie narażając coraz większą liczbę ludzi na powodzie. W ten sposób wytworzył się efekt zamkniętego koła; dokonując zmian w krajobrazie przyrodniczym umożliwiano coraz większe spustoszenie powodziowe, z którym usiłowano walczyć.

Clipboard013Sposoby walki z powodziami były już na blogu opisywane, mam jednak wrażenie, że w obecnych czasach nie do końca uświadamiamy sobie znaczenie określenia, iż „na Urzeczu Wisła chodziła”. Otóż do niedawna nie miała ona bowiem ustalonego biegu, zmieniać zaczęło się to w XIX wieku wraz z usypaniem wałów, których rolą początkowo było powstrzymanie rzeki od wylewów, prowadząc z czasem do pragnienia utrzymania jej w ryzach, w stałym korycie. Aż do XX wieku nurt powodziowy kierował ją jednak na nowe tory.

Możemy to prześledzić od czasów wczesnego średniowiecza, zarówno na podstawie źródeł historycznych jak i ukształtowania terenu. W najstarszych tutejszych dokumentach traktujących o rodach rycerskich zamieszkujących obie strony Wisły mowa jest, iż posiadają one „działy” ziemi obok miejscowości położonych na drugim brzegu rzeki. Zarówno Cieciszewscy, Oborscy, Bielawscy czy Falińscy lub potomkowie Wita z Dudy stają się właścicielami gruntów rozdzielonych przez Wisłę, nie tylko wskutek dziedziczenia. A jak potężne bywają to procesy niech świadczy fakt, iż tutejsze wsie zakładano nad Wisłą – Bielawę, Jeziornę, Obory, Habdzin, Opacz czy Cieciszew i inne. Wszystkie tutejsze stawy i jeziora to dawne wiślane starorzecza, nad którymi lokowano osady, następnie rzeka wycinała meat (staropolskie kanał, rzeczne łożysko) w innym miejscu. Około XVI wieku Wisła ustabilizowała co prawda swój bieg w rejonie gdzie płynie obecnie, nie znaczy jednak iż nie chodziła dalej. Oborscy i Bielawscy wymieniani są wówczas jako właściciele części Świdra czy Falenicy. Powodowało to liczne konflikty graniczne, bowiem trudno czasem ustalić po zmianie koryta rzeki, która część ziemi do kogo należy. Opisywałem kiedyś na blogu staropolskie awantury na wiślanej kępie, między Oborami a Falenicą o faszynę, w które zaangażował się osobiście dziedzic Faliński. Można zadać pytanie jak ustalono przynależność terytorialną po powodzi? Liczne zachowane dokumenty opisują doroczny obchód ziem dokonywany po zimowym i wiosennym przyborze wody. W XVIII wieku imć Milewski raportował Urszuli Wielopolskiej z Obór ile drzew przybyło, ile ubyło, ile prętów ziemi wymyło. Tutejsza roślinność liczona była co do sztuki.

kepaFragment mapy w górnej części z roku 1712 ze zbiorów AGAD

Wspomniana Kępa jest jednym z dwóch tutejszych miejsc, gdzie doskonale widać zmiany koryta dokonywane przez chodzącą Wisłę. Obok okolic Gassów to miejsce newralgiczne, gdzie woda wymywała zawsze liczne kępy, obecnie oba te rejony objęte są ochroną jako rezerwaty Wyspy Zawadowskie i Wyspy Świderskie. W średniowieczu próbowano się tam osiedlać, Kępa istniała w jakimś kształcie i znajdowała się tam wieś Narty, po „Potopie Szwedzkim” spustoszona i zabrana przez Wisłę. W nowej formie Kępa uformowała się z terenów należących do Falenicy i Obór, na mapie z 1712 widać doskonale którędy płynęła uprzednio Wisła, a także iż Wilanówka stała się na chwilę jej głównym korytem nim kapryśna rzeka zmieniła swój bieg. Niewielka Kępa na rzece przetrwała, a gdy pod koniec XVIII wieku osiedlili się na niej Olędrzy, stawili jej skutecznie czoła zakładając wsie Kępa Falenicka i Kępa Oborska, sprawiając iż stała się częścią stałego lądu, ale to już inna historia.

Rejon położony między Gassami i Cieciszewem a Świdrem przez Karczew do Nabrzeża także ma długą historię wiślanych wędrówek. Na lewym brzegu rzeka zniszczyła całkowicie największą z tutejszych wsi. W XVI i XVII wieku był nią Kozłów, ciągnący się od Kopytów do Cieciszewa. O tym, iż został przecięty przez rzekę na pół w drugiej połowie stulecia dowiadujemy się z dokumentów, wskazujących iż podzielony został na „górny” i „dolny”, położone na lewym brzegu i prawym. W XVIII wieku woda zniszczyła go całkowicie, osadnictwo powróciło na powodziowych piaskach, gdzie zaczęto określać taką nazwą tutejszą wieś.

Jeśli popatrzymy na rejon przeprawy promowej także dostrzeżemy zachodzące tu zmiany. Między Gassami a Przewozem (obecnie część Karczewa) Wisła wędrowała od lat. Jeszcze po II Wojnie Światowej mieszkańcy Gassów udawali się uprawiać swoje pola na prawym brzegu Wisły, co było właśnie skutkiem częstych zmian koryta. Przykład takiej przemiany obrazuje nam mapa z połowy XIX wieku. W roku 1848 oznaczono grunty należące do nieistniejącej obecnie wsi Grzanki (przetrwała w postaci folwarku do XX wieku), które znalazły się pod wodą po kolejnej zmianie nurtu. Przy okazji oznaczono na tej mapce Zieleniec, który przestał istnieć po powodziach wraz z początkiem XX wieku. Możemy także zobaczyć w jaki sposób znalazł się na lewym brzegu rzeki, jak widać uprzednio koryto Wiślane omijało go łukiem, pozostawiając po stronie Otwocka Wielkiego. Uważne przyjrzenie się planowi pozwala zrozumieć z czym mierzyli się rokrocznie mieszkańcy Urzecza, gdzie Wisła „chodziła”. A sypane w XIX wieku wały bywały przerywane i nie powstrzymywały żywiołu.

mapa11848, mapa ze zbiorów Archiwum Państwowego w Krakowie

Nawet w tutejszych nazwiskach takich jak „Utrata” odnajdziemy ślady tamtej przeszłości. Dopiero podwyższanie wałów spowodowało, iż kapryśna rzeka została ujęta w ryzach, co oczywiście spowodowało nowe problemy, związane z nieznanym uprzednio zjawiskiem kumulowania fali powodziowej, która narastała spiętrzając się między wałami, szukając miejsca gdzie mogła się rozlać. Przelanie przez koronę wałów i ich przerwanie sprawiało, iż szukała nowych dróg ujścia. Do dziś nieopodal Ciszycy istnieją stawy, które jak opowiadali mi mieszkańcy powstały podczas powodzi w roku 1887.

Nic więc dziwnego, że stare urzycoki traktują Wisłę z szacunkiem, dziedzicząc pamięć pokoleń o tym czego może dokonać rzeka.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Archiwum Państwowe w Krakowie
  • OSTROWSKI Janusz, Warunki przyrodnicze i zmiany zalesienia powiatu Piaseczno na przestrzeni dziejów w Studia i materiały do dziejów powiatu piaseczyńskiego, red. J. Antoniewicz, Warszawa 1973
  • PLITT Joanna, Antropogeniczne i Naturalne Przeobrażenia Krajobrazów Roślinnych Mazowsza (od schyłku XVIII w do 1990 r), prace geograficzne nr 166, Wrocław 1996

Mapa Kwatermistrzostwa

ksunder

Powróćmy do opisywania tutejszej historii kartograficzno-kartograficznej, pomysłu zarzuconego przeze mnie kilka lat temu, acz zainteresowanie dawnymi mapami tych terenów pokazuje, iż być może niesłusznie. Dziś o najwybitniejszym dokonaniu w tej dziedzinie, powstałej w XIX wieku mapie zwanej „Mapą Kwatermistrzostwa”.

Od opublikowania z końcem XVIII wieku opisywanej poprzednio mapy Karola de Pertheesa kolejne kilkadziesiąt lat stanowiło gwałtowny rozwój tej dziedziny. Przyczyny były tu w przypadku ziem polskich dwie. Pierwszą była swoista „inwentaryzacja zasobów” dokonywana przez państwa zaborcze, stąd też sporządzono dla terenów Prus i Austrii mapy i plany posługując się pomiarami dużo bardziej dokładnymi niż te, które dokonał de Perthees. Plany tych terenów z początku XIX wieku omówimy jednak przy innej okazji. Inną dużo ważniejszą przyczyną natury ogólnej były wojny napoleońskie, a planowanie operacji na taką skalę wymagało dokładnej znajomości terenu. W przypadku ziem polskich uwidocznił się problem praktycznie tak znaczny jak w przypadku Hiszpanii, gdzie oficerowie armii Wellingtona odkrywali, iż na królewskich planach oznaczano nieistniejące od czasów rzymskich mosty, gdzieniegdzie rysując nawet strzegące przepraw smoki. Planów nie było, nikt nie potrafił ich wykonywać, dopiero przeniesienie zasad trygonometrycznych wykorzystywanych na morzu spowodowało rozwój kartografii w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. W Księstwie Warszawskim duży wpływ na powyższe wywarli oficerowie francuscy, a wykonane wówczas mapy i znaczenie jakie zyskały prace inżynieryjne w prowadzonych działaniach wojennych spowodowały, iż w roku 1815 w armii Królestwa Polskiego powołano do komórkę odpowiedzialną za przygotowanie map, działającą w ramach Kwatermistrzostwa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Stąd właśnie potoczna nazwa tej niezwykle popularnej do dziś mapy, dość że jej reprodukcje znajdziemy w książkach o Urzeczu, czy Czarnowie.

pobrane_9Początkowo komórka aktualizowała mapy sporządzone przez Prusy, Austrię i Francję, by w roku 1822 przystąpić do opracowania mapy topograficznej. W tym celu przystąpiono do wykonywania „zdjęć” jak wówczas mówiono, zdejmując pomiary z natury (jeśli ktoś nie wiedział jakie pochodzenie ma owo określenie). Mimo, iż w roku 1828 powołano Korpus Topografów w Armii Rosyjskiej, mapy opracowywała kadra polska. Inżynierowie wykonali tytaniczną pracę, dokonując pomiarów dróg szlaków i miejscowości w całym Królestwie. Precyzja świadczy o tym jak wysoko stała wówczas ta obecnie niedoceniana sztuka, przypomnieć należy o szczytowym osiągnięciu inżynierii, Kanale Augustowskich, którego jednym z budowniczych był pułkownik Ignacy Rossman, a doświadczenia wówczas nabyte wykorzystał później przy budowie nadwiślańskich wałów.

Przed wybuchem Powstania Listopadowego opracowano 27 sekcji, opracowano własną sieć triangulacyjną, przyjęto układ współrzędnych. Po upadku Powstania Rosjanie kontynuowali projekt w ramach Korpusu Topografów, jednak przez oficerów polskich, co świadczy o ich wysokiej renomie. Wydany w roku 1843 komplet map jako Topograficzna Karta Królestwa Polskiego dedykowana została carowi Mikołajowi I, jako datę druku wskazano rok 1839, kiedy zakończono pomiary. Do roku 1857 mapa traktowana była jako dokument tajny, jej sprzedaż była niemożliwa, na podstawie zebranych doświadczeń możliwe było dokonanie pomiarów na potrzeby tzw. Trójwiorstówki, mapy europejskiej części Rosji.

1Pora przyjrzeć się szczegółowo mapie tych terenów, przemieszczając się od północy. Dostrzeżemy precyzyjnie wyrysowaną linię skarpy, odcinającą zalewowe tereny Urzecza od „górnych” pól. Przez Kabaty wiedzie droga istniejąca po dziś dzień, prowadząca do Jeziorny, w owym czasie wychodząca już powoli z użycia, gdy kilka lat wcześniej utworzono drogę Puławską i poprawiono trakt przez Powsin przez Górę Kalwarię do Warki. Między Powsinem a Kabatami na skarpie znajdziemy cegielnię, jej ślady w postaci licznych dołów zachowały się do dzisiaj. Jak widać obecny Józefosław odnotowano pod starą nazwą, nadaną jeszcze przez kolonistów niemieckich, Ludwigród. Na granicy z Kierzkiem czyli Kierszkiem na rozstaju dróg znalazła się karczma. Układ dróg przetrwał w terenie, jedynie folwark Olechów już nie istnieje, choć ślady po nim z łatwością odnajdziemy na satelitarnych zdjęciach Lasu Kabackiego. Przeskakując dalej widzimy, iż dwór w Chylicach nie założył jeszcze żadnych kolonii, takich jak Wierzbno czy Czarnów, miało to się stać dopiero w ciągu kolejnej dekady. Na granicy lasu istnieje jedynie opisywany niedawno średniowieczny folwark Jastrzębie.

21Wróćmy znów ku północy, zalewowe tereny dzięki którym ziemie te zyskały nazwę „Urzecza” są doskonale widoczne. Największą obok Powsina wieś tych stron, Bielawę, oddziela od pozostałych miejscowości pas mokradeł. Oznaczono liczne już w tych stronach wiatraki oraz karczmy. Ta nieopodal Okrzesina obsługiwała olędrów z sąsiedniej wyspy, Kępy, na której założone pół wieku wcześniej olęderskie wsie zwano od dworów Oborską czy Falenicką. Przy okazji widać, iż wyspa praktycznie połączyła się już wskutek prowadzonej przez nich gospodarki ze stałym lądem, choć stary układ Jeziorki i Wilanówki powoduje, iż korzysta się brodu. W tym miejscu zwróćmy uwagę, iż aż do granicy ziem oborskich wzdłuż Wisły widnieje wznoszony przez hrabiego Kaspra Potulickiego wał, chroniący od wylewów. Jego budowa miała trwać jeszcze ćwierć wieku.

33Z Bielawy do Opaczy można dostać się brodem przez Jeziorkę. Układ dróg jest zupełnie inny, Ciszyca to niewielka osada obok Koła – tę historię także już kiedyś opisywałem. W tym miejscu zwrócę jeszcze uwagę na bezrefleksyjne powtarzanie nazw uwiecznionych na mapach, bez konfrontacji z innymi dokumentami. Na mapie nazwy odnotowano ze słuchu, stąd „Cieszyca” czy „Kierzki” i wreszcie tajemnicze „Wicie”. Nazwa takiej osady nie pojawia się nigdzie indziej, trudno powiedzieć czy zapomniany topograf zapisał nazwę siedliska jakiejś ówczesnej rodziny, choć takie nazwisko się tu nie pojawiło, czy popularne słowo „wicie, tutaj…”. Podobnie rzecz się ma z Hossami, które już wówczas wszędzie określano nazwą Gassy. Nieopodal Kępa Świderska, zwana Kępą Zieleniecką, po dziś dzień Zieleńcem, choć nie zachowała się tam już żadna osada. W tej części Urzecza jak łatwo dostrzec Obórki, Borek i Czernidła są w starej lokalizacji, „Trytwy” do Gassów jeszcze nie usypano, „Hobdzin” to, kolejna pomyłka autora, nie mająca potwierdzenia w żadnych innych źródłach, być może chodziło mu o Chabdzin (Habdzin)? Piaski, Cieciszew, Słomczyn czy Kawęczyn wraz z Dębówką niewiele się zmieniły, przy kościele słynna karczma istniejąca tu od dawna. Uwagę zwraca las oborski, w dużej mierze wówczas nie istniejący. Oznaczono folwark Teresin (jako fol. Potulickich), inny założono nieopodal Chabdzina. Jak widać aż do Jeziorki ciągną się tu łąki, które przez kolejne pół wieku porosną lasem, w którym powstanie Konstancin. Skolimów położony jest po drugiej stronie rzeki. A czego na mapie nie ma? Oznaczono tylko jedną Jeziornę, Królewską, choć po drugiej stronie Jeziorki istniała Oborska. Z ciekawostek zwróćmy uwagę na obie papiernie, dolną i górną, a także groble oborskie, prowadzące do dworu. W owym czasie jego okolica zaczyna się już zabagniać, wskutek zmian przepływu wody. Zaczyna się powoli atrofia, która doprowadzi do powstania Łęgów oborskich.

Czego na mapie zabrakło? Wielu rzeczy, choćby folwarku Imielin, oznaczono za to choć bez nazwy karczmę bielawską, zwaną Klarysowem. Być może część zdziwienia związanego z dawną topografią zniwelują linki do dawnych wpisów, które pozaznaczałem w tekście. Zachęcam do lektury.


Źródła i literatura:

  • Kartografia Królestwa Polskiego 1815-1915. Warszawa, PAN, 2000
  • wszystkie arkusze mapy dostępne są na stronie Polona.pl

Wieś wzorcowa (3)

ksunder

W roku 1938 nie mniejszym autorytem niż proboszcz cieszył się kierownik szkoły Piotr Szczur, znany w powojennych latach dyrektor szkoły przy mirkowskiej papierni. Były to lata kiedy ksiądz i nauczyciel stanowili punkt odniesienia w niewielkich społecznościach, a osoba wykształcona będąca w stanie pośredniczyć w kontaktach z urzędnikami była nie do przecenienia. W przypadku Piotra Szczura jak i innych nauczycieli w szkole w Słomczynie istotną rolę grał dodatkowo aspekt społecznikowski, bowiem działali oni na rzecz tutejszych mieszkańców. Czego dowodem może być relatywnie niedawne nadanie imienia patrona szkoły w Słomczynie, którym został Jan Mejster, uczący w Słomczynie właśnie w roku 1938, zamordowany podczas wojny w Katyniu. Przez wielu tutejszych mieszkańców wspominany do dziś.

Przejdźmy teraz do drażliwej kwestii. W upolitycznionym życiu codziennym końca II Rzeczpospolitej urzędnicy musieli ważyć swe słowa. O Słomczynie zapisano więc dyplomatycznie: „Gromada nie ma wyrobienia politycznego. Są i endecy i ludowcy i sympatyzujący z Rządem, przeważnie jednak politycznie obojętni.” Ostatnie zdanie w całości zdaje się możemy odnieść również do dzisiejszych czasów. Odnośnie ówczesnej władzy najniższego szczebla zapisano, iż sołtysem do niedawna był „Ziemski Mikołaj, 60 lat, ukończył trzy klasy szkoły rosyjskiej, oczytany, prowadzi ładny sad, niejednokrotnie otrzymywał nagrody za gruszki i jabłka”. Doczekał się pięknego wspomnienia spisanego przez jego wnuka Stefana Rulskiego w książce o kółku rolniczym ze Słomczyna i Brześcc. W trakcie sporządzania dokumentu na stanowisku sołtysa Ziemskiego zastąpił go Kazimierz Gutt.

Wypas_owiec_w_miedzywalu_lata__70.80._kol

Lekarza we wsi nie było, z Jeziorny dojeżdżał doktor Gutkowski. Stanu zdrowia dopatrywała higienistka Ośrodka Zdrowia w Konstancinie „raz w miesiącu przyjeżdżająca”.

Radioaparatów doliczono się w ówczesnym Słomczynie 15 sztuk. Zapewniono, iż byłoby więcej, gdyby we wsi „była elektryfikacja, ale problemem był brak nafty dla generatorów”. Przewidywano podłączenie wsi do prądu w niedalekiej przyszłości, bo 100 metrów od wsi przebiegała linia elektryczna do Góry Kalwarii.

Droga przez wieś powoli przestawała być piaszczysta. „W 1937 zadeklarowano i wykonano brukowanie szarwarkami i opłatami. Dziś droga w ¾ jest zabrukowana, chodnik z płyt betonowych. Wykonywano po 2 metr 3 piachu z morgi i po 1 metra 3 kamienia na każde 10 mg. Prowadzi od traktu do sąsiedniej gromady Borowina. Polna, piaszczysta, okopana rowami, obsadzona wierzbami. Powstała Spółka Drogowa gromad wybrukowała w latach 1928 – 33-4 km drogi z Jeziorny do Góry Kalwarii.” Dzięki ofiarności tutejszych mieszkańców wybrukowano drogę wiodącą do Góry, choć zastanawiać może jak wyliczono dwukrotność odległości z Jeziorny Królewskiej. Miłośnicy Urzecza zwrócili zapewne uwagę na informację o obsadzeniu dróg wierzbami wzdłuż rowów, wzorem zapożyczonym od olędrów.

Siedziba gminnego posterunku Policji mieściła się w Jeziornie Królewskiej, obchodu we wsi dokonywano raz w tygodniu. Pragnącym czynić porównania do obecnej sytuacji pozwolę sobie przypomnieć z jego z dawnych wpisów, iż w ówczesnej gminie liczącej łącznie 10432 mieszkańców porządku pilnowało czterech posterunkowych i komendant posterunku. Aż do lat pięćdziesiątych po wsiach pełniono stróżę. Podobnie w Słomczynie, gdzie jak informowano pełnili ją gospodarze. W roku 1936 wynajęto stróża gromadzkiego o nazwisku Zieliński w wieku 35 lat, któremu płacono „złotówkę od budynku”. Acz jak zauważano od płacenia za stróżę nagminnie się uchylano.

W roku 1938 przez Słomczyn przechodziło 5 – 10 włóczęgów dziennie. Gromada nie posiadała domu noclegowego, z uwagi na obowiązujące wówczas przepisy o włóczęgostwie nie mogli oni pozostawać nocą poza nadzorem . Zwracali się więc do Sołtysa, a ten kierował ich na nocleg do mieszkańców Słomczyna, z poleceniem pisemnym przyjęcia pod dach, opatrzonym stosowną pieczęcią. Jak łatwo się domyślić nie spotykało się to z uznaniem: „Zdarza się, że zgłasza się po kilku naraz, żebracy, podróżni, agenci firm, często zawszeni, pijani chorzy, że zachodzi obawa wpuścić do mieszkania takiego gościa. Nad nocującym trzeba dozorować. Ludzie wychodzą rano do pracy, a podróżny ociąga się. Gdy zgłasza się po odbiór dokumentów, sołtys ustala najpierw u gospodarza czy nic nie zniknęło, a osoba nie wymaga zatrzymania”

A na zakończenie zerknijmy jeszcze na funkcjonowanie Straży Pożarnej, o której remizie wspominałem ostatnio: „Pożar ostatni był w 1929 roku. Spłonęła wtenczas zagroda Kowalskich., którzy sami dla uzyskania odszkodowania pogorzelowego podpalili swoje domostwo. Spotkała ich za to zasłużona kara więzienia, przy czym Kowalski. w nim zmarł.”. Pozwoliłem sobie na całkowitą zmianę nazwiska, bo sprawy to już dawno zapomniane, a obecny Słomczyn żyje już zupełnie innymi sprawami.

Niestety annały gminne milczą na temat dalszych losów dokumentu opisującego wzorcową wieś. W aktach zachowała się jedynie jego kopia wykonana przy użyciu fioletowej kalki.


Źródła i literatura:

  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

zdjęcie "Wypas owiec w międzywalu" pochodzi z książki "Nadwiślańskie Urzecze" Ł. M. Stanaszka. Wykonano je w okolicach Piasków

Wieś wzorcowa (2)

ksunder

Jak w 1938 raportowali włodarze gminy Jeziorna, Słomczyn korzystał z dobrodziejstw płynących z położenia na nadwiślańskim Urzeczu. Poniższy opis doskonale współgra z tezami, iż bogactwo regionu płynęło z bliskości warszawskiego rynku, przekazuje także informacje na temat ważności otwockiego letniska, które zaopatrywały lewobrzeżne wsie.

„Tutejsi gospodarze oddają się najwięcej sadownictwu i warzywnictwu, co im się ze względu na bliskość Otwocka /8km/ i Warszawy /20 km/ opłaca, bo tam mają zbyt na owoce i warzywa. To też każda zagroda w Słomczynie tonie w masie drzew owocowych i zasobna jest w różne warzywa. Niewątpliwie zachętą był do tego najstarszy ogród w Słomczynie miejscowego proboszcza jak i największy, starannie utrzymywany, jako przykład służy dla tutejszych gospodarzy, którzy zamieniają swe pola na ogrody.”

Dalsze akapity przynoszą nam informacje o stosunkach sąsiedzkich widzianych z zewnątrz, z perspektywy gminy Jeziorna, co nie do końca odpowiada prawdzie, co skonfrontować można z łatwością z dalszymi fragmentami tekstu.  „Stosunki [we wsi] nie są najlepsze, ani najgorsze. Specjalnie wielkiej zażyłości nie ma wśród nich, łatwiej im do niezgody, niż do pojednania się. Każdy radzi sobie jak może i rzadko kiedy w gromadzie wspólnie czegoś dokonano. Największe kłótnie powoduje gotówka.”. Pieniądze po dziś dzień pozostają drażliwym tematem. My zwróćmy jednak uwagę na fakt, iż opis społeczności niezmiernie przypomina odnotowane relacje o łurzockach skłonnych do bitki i kłótni, grymlach o gorącej krwi.

Majątek gromady Słomczyn w roku 1938 stanowiło „200 prętów ziemi wydzielonych za czasów ukazowych oraz droga prowadząca do lasu oborskiego”. Niezmierne znaczenie ma jednak kolejna informacja, z której wynika, iż w roku 1900 41 morg ziemi ornej przekazały Słomczynowi dobra oborskie, w zamian za prawo do serwitutu w lesie oborskim. Chcąc sprzedać i rozparcelować ziemię w lesie, Potuliccy musieli przekazać ekwiwalent dla Słomczyna. Dopiero gdy mieszkańcy wsi zgodzili się na zamianę, można było rozparcelować dalszą część lasu na potrzeby letniska o nazwie Konstancin. Miłośnicy tutejszego letniska winni więc podziękować za tę zgodę mieszkańcom Słomczyna, którzy 41 morgów ziemi podzielili między sobą. Odnośnie serwitutu pojawia się jeszcze informacja, iż Słomczyn posiadał takie prawo pod Wągrodnem, gdzie wskutek ukazu uwłaszczeniowego rozparcelowano inne ziemie Potulickich. Dokument wspomina, iż niegdyś pasano tam krowy i ścinano drewno, ziemia jednak zmieniła się w ługi. Dodam, iż najstarsi mieszkańcy Słomczyna pamiętają jeszcze całodzienne wyprawy do Wągrodna. P. Stefan Rulski opowiadał mi, jak tuż przed drugą wojną światową zabierano go tam na wyprawy po drewno.

Interesujące informacje na temat tutejszej Straży Pożarnej, zawiera kolejny fragment: „Jest też jeszcze mały kawałek ziemi /25 prętow/ formatem podobny do sera, na którym obecnie znajduje się remiza strażacka. Dość ciekawa jest historia tego placu. Jest on położony między drogą a szosą do Góry Kalwarii. Plac ten należał do majątku Obory. Kiedy w roku 1934 przeprowadzana była licytacja niektórych części ziem oborskich, zjeżdżali do Słomczyna komornik, mierniczy i inni urzędnicy i głowili się co uczynić z tym kawałkiem ziemi. Dla łatwiejszego zakończenia swych czynności pominęli go zupełnie i od tego czasu roztoczyła nad nim opiekę wieś.”

Wreszcie nadchodzi pora na informacje o Słomczynie, które są niezwykle ciekawe. W roku 1938 gromada czerpała dochody z wynajmu na polowania organizowane przez Towarzystwo Myśliwskie „Szarak”. Proboszczem od 29 lat był ks. Kozłowski, „cieszący się autorytem w gromadzie”. Zastąpił na tym stanowisku ks. Wincentego Tymienieckiego, późniejszego biskupa łódzkiego. Wikariuszem w roku 1938 był Antoni Nowak, organistą Zygmunt Chmielewski. Ówczesną radę parafialną tworzyli Józef Utrata z Opaczy, Jan Molak i Józef Latoszek z Cieciszewa, Wojciech Należyty z Szymanowa i Kazimierz Makulski z Czernideł. Liczba wiernych w parafii wynosiła 7500, zatem należała do niej większość mieszkańców ówczesnej gminy Jeziorna, przy czym parafia słomczyńska obejmowała wówczas także filialne kościoły w Konstancinie, Skolimowie i Mirkowie.

Dokończenie w następnym wpisie.


Źródła i literatura:

  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci