Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

W czasach wojny

Fischer w Julisinie

ksunder

Dzisiaj mała cegiełka dotycząca pobytu w Julisinie gubernatora GG Ludwiga Fischera. Mało znana relacja, wpisująca się w szerszy kontekst opowieści o strzelaninie do piłkarzy na placu Sportowym, znanej już wcześniej. A także kolejny przyczynek do opowieści o planowanym na niego zamachu, spośród których wychodził zazwyczaj cało.

Relacja Władysława Kaczmarskiego, spisana podczas przesłuchania w charakterze świadka w Warszawie 23 maja 1945 r. przez sędziego śledczego Halina Wereńko, delegowaną do Komisji Badania Zbrodni Niemieckich,

W środku lipca 1943 roku, daty dokładnie nie pamiętam, w Konstancinie na boisku futbolowym przy willi Pomianowskiego o godz. 17.00 policja niemiecka z batalionu ochronnego Fischera pod dowództwem Oberleitnanta Vossa, imienia nie znam, urządziła łapankę na grających w piłkę i widzów. Policja obstawiła boisko, po czym zagarnęła przeważnie młodzież do samochodów, których było kilka. Wywiązała się strzelanina do uciekających, słyszałem, iż były dwa wypadki zastrzelenia. Nazwisk zastrzelonych nie znam.

Ja w tym czasie byłem nad rzeką. Słysząc strzały, poszedłem do domu, po drodze dowiedziałem się o przebiegu łapanki. W końcu lipca lub na początku sierpnia 1943 roku, daty dokładnie nie pamiętam, dowiedziałem się także od uciekających z miejsca obławy, iż nad jeziorem, koło toru kolejowego przed Konstancinem w kierunku Warszawy, policja niemiecka z batalionu ochronnego Fiszera, o godz. 17.00, przy największym nasileniu kąpiących się, urządziła obławę. Mówiono mi, iż złapanych wywieziono 10 czy 15 samochodami. W czasie obławy była strzelanina za uciekającymi, kilka osób odniosło rany. Nazwisk nie znam. Nie wiem również, ile osób w obu obławach zatrzymano. Obławą kierował Oberleitnant Voss.

Zaznaczam, iż policja batalionu ochronnego Fischera stacjonowała w Konstancinie, gdzie w okresie letnim przyjeżdżał też czasem Fischer do willi Wertheima. W 1940 roku willa w Konstancinie przy ul. Piasta 19, własność rodziny Kiełbasińskich, moich krewnych, została zarekwirowana przez Niemców. W 1943 była zamieszkana przez Niemca Szeffera urzędnika z kontroli cen, który przysłał Kiełbasińskim zawiadomienie, iż mają opłacać podatki za dom, oraz że jeden pokój na piętrze jest dla nich zarezerwowany. Latem 1943 roku od czerwca przyjeżdżałem do tego pokoju na soboty i niedziele. W końcu czerwca, daty nie pamiętam, Szeffer zaprosił mnie do siebie, bym posłuchał radia z Londynu. Sam Szeffer wyszedł z domu, a ja w jego mieszkaniu słuchałem radia. W związku z tym zaprosiłem w następną niedzielę kilku kolegów i w pokoju Szeffera słuchaliśmy radia angielskiego. W trakcie tego posłyszeliśmy kroki na schodach, złapaliśmy stację niemiecką, a do pokoju wszedł Szeffer i dwóch policjantów. Zaznaczam, iż należałem do PAL, jak również moi koledzy tam obecni: Bogdan Kurniak (zam. Kutno, ul. Krakowskie Przedmieście 26), Młyn[arz?] Franciszek Kust, prezes Samopomocy Chłopskiej na województwo krakowskie. Wszyscy trzej, przyjeżdżając do Konstancina, chcieliśmy zbadać teren, po czym urządzić zamach na Fischera. W chwili słuchania radia, gdy weszli Scheffer i dwaj policjanci, jeden z tych, co weszli, chwycił za broń, drugi – jak się okazało Oberleitnant Voss – uspokoił go. Staliśmy chwilę, po czym nie zatrzymywani wyszliśmy do swego pokoju. Po godzinie przybył do nas Voss, mówiąc, iż nie wyciągnie żadnych konsekwencji z faktu, iż słuchaliśmy radia. W lipcu 1943, po łapance na boisku, wieczorem spotkałem w ogrodzie Vossa i powiedziałem mu: „–Co pan dziś narobił”, odpowiedział mi: „ Dlaczego Polacy w biały dzień prowokują Fischera? Wracał właśnie samochodem z Warszawy i widział ten mecz, po czym polecił mi osobiście przez telefon, żebym rozpędził tych bandytów” machnął ręką i powiedział: „ Alles guatz”. Na tym się rozmowa nasza zakończyła.

Pewnej niedzieli w lipcu czy na początku sierpnia 1943 Szeffer mi powiedział, iż Fischer znów osobiście kazał Vossowi zrobić łapankę na Polaków kąpiących się w jeziorku za Konstancinem. Mówiąc to Szeffer był podchmielony. Odczytano. julisin01_700


źródło: Repozytorium Ośrodka Badania nad Totalitaryzmami

Zapomniani powstańcy

ksunder

Śledzący profil facebookowy bloga lub lokalną prasę wiedzą, iż niedawno doszło do uszkodzenia płyty nagrobnej powstańca styczniowego, Ignacego Robaka. Mam nadzieję, że uda się dokonać renowacji miejsca jego pochówku, lecz na razie to odległa kwestia. Walki styczniowe przykrył kurz historii, obecnie skupiamy się na odkrywaniu żołnierzy wyklętych, odsuwając na bok nawet żołnierzy Armii Krajowej. To relatywizm historii, która powtarza jak zawsze utarte schematy. Po odzyskaniu niepodległości w roku 1918 żyjących powstańców roku 1863 czczono jak bohaterów, nadając im stopnie oficerskie, podczas gdy oni sami kłócili się między sobą czy rację mieli biali czy czerwoni, wyzywając wzajemnie od zdrajców. Jednocześnie dyskutowano czy Powstanie Styczniowe miało sens, a niektórzy uważali za bohaterów sztyletników, z ukrycia dokonujących zamachów.

Lecz my sięgnijmy w przeszłość z innego powodu, jej ślady przywiodły nas ku kolejnym odkryciom. Dokonała ich łurzycanka p. Danuta Nowosielska (Bakalarek), ja jedynie częściowo je uzupełnię. Ignacy Robak, nie był jednak pseudonimem powstańczym, jak pierwotnie podejrzewałem. Akt jego urodzenia we Włoszczowej wskazuje, iż narodził się 28 stycznia 1846 roku jako syn Aleksego i Anny z Cielętarskich, jak zanotował tamtejszy proboszcz na świat przyszedł o północy. Koleje losu zawiodły go do Papierni w Jeziornie, gdzie podjął pracę jako czeladnik, zapewne jak mając nie mniej niż 13 – 14 lat. W wieku 17 lat zginął pod Chojnowem, na płycie napisano, iż miał ich 18, choć nie zdążył iż ukończyć. Okazuje się jednak, że nie tylko on był pracownikiem Papierni, lecz również znany już uprzednio Walenty Pindelski ze Słomczyna, zmarły w Powsinie jako podporucznik wojska polskiego. Jak się okazuje w owym czasie był on również zatrudniony w tutejszym zakładzie. Zapewne zatem jakaś grupa ludzi zorganizowała się by pójść wspólnie bić się o Polskę. Piękna to tradycja niepodległościowa, którą Papiernia powtórzyła prawie wiek później, podczas drugiej wojny.

21_1875_65_8_Robak_Ignacy_akt_urodzenia_1846Lecz to nie jedyni powstańcy z tych terenów, do walki stanęli także inni, których imion dotąd nie znaliśmy. 24 czerwca 1839 roku na świat w Bielawie przyszedł Jan Bednarczyk, który 19.stycznia 1863 roku zamieszkiwał na Kępie Okrzewskiej (wówczas jeszcze formalnie kolonii olęderskiej). Tego dnia wziął ślub z Agnieszką z Matyjasiaków panną również z rzeczonej Kępy Okrzewskiej. Powstanie styczniowe zostało ogłoszone 22 stycznia tego roku, a więc Jan zaraz po ślubie poszedł w szranki powstańców. Zesłany został na Syberię, bowiem pojawia się w imiennym wykazie ks. Ruczka, wstawiającego się za Powstańcami do władz. Z zesłania powrócił i żył jeszcze w wolnej Polsce, bowiem w roku 1923 wymieniony został w roczniku oficerskim, jako podporucznik Wojska Polskiego.

11 grudnia 1843 roku w Czernidłach na świat przyszedł Tomasz Majewski, syn Walentego i Katarzyny Śliwka (to ostatnie nazwisko jak wiadomo noszą wciąż mieszkańcy Gassów i Czernideł). Jego udział w powstaniu nie zakończył się zesłaniem, bowiem w roku 1865 poślubił Mariannę Zambrzykowską, mieszkankę części Jeziorny gdzie funkcjonowała wówczas Papiernia, co znowu prowadzi nas do tego samego miejsca. Sam Tomasz zamieszkiwał wówczas w Jeziornie Bielawskiej, jak zwano przez krótki czas Jeziornę Królewską, gdy zakupili ją Rossmanowie. W roku 1923 wymieniono go jako podporucznika weterana WP, zatem jeszcze wówczas żył.

Rocznik oficerski wskazuje jeszcze ppor. Walentego Milczarski z Konstancina. Niestety nic więcej o nim nie wiemy, być może będzie to osoba wspomniana we wspomnieniach przez Monikę Żeromską.Stary dozorca z położonej na wprost willi "Świt" willi "Pod Wieżą", z którym jej ojciec rozmawiał długie godziny na temat powstania. Tego nie dowiemy się już nigdy…

Wreszcie przejdźmy do tajemniczego powstańca o nazwisku Gut, o pseudonimie „Brun”, o którym pamięć przechowano w Słomczynie, jako żyjącego tam powstańca. Niestety rocznik oficerski na jego temat milczy, choć starsze pokolenie pamięta jeszcze jak przed II Wojną Światową na jego grobie straż trzymali harcerze. Zatem gdy Polska odzyskała niepodległość, już nie żył. Metryki podsuwają nam dwie pasujące osoby, lecz po wnikliwym przyjrzeniu się ich historii uznać należy, iż chodzi o Józefa(Gutowskiego) Gutta, który w 1842 roku ożenił się z Marianną z Pogodzińskich i w 1857 roku miał syna również o imieniu Józef. Lecz to ojciec poszedł walczyć w wieku 40 lat, przeżył je i zmarł w roku 1890. Jego syna pochowano zaś nieopodal grobu Ignacego Robaka, w kaplicy Fagońskich. Ale w akcie zgonu ojca jako świadek wymieniony jest jego sąsiad ze Słomczyna, Wojciech Pindelski. Tak się składa, że był on bratem Walentego Pindelskiego, po dziś dzień czczonego w Powsinie jako jedyny znany z imienia i nazwiska powstaniec styczniowy pochowany na tamtym cmentarzu. Ze Słomczyna pochodził również opisywany przeze mnie kiedyś sztyletnik. Jak widać do walki chodziło się wspólnie.

I teraz, tuż przed Świętem Niepodległości, przywołam jeszcze jeden aspekt w kontekście niedawnego podnoszenia, iż historia niemieckich osadników, nie jest polską historią. Łatwo w tekście można było wychwycić informacje o Kępie Okrzewskiej. Rodzina Matyjasiaków mieszkała tam już w latach dwudziestych XIX stulecia, w tej olęderskiej kolonii. Zaś Józef Gutt „ojciec” jest wnukiem Łukasza i Ewy z Mroczkowskich m. Guttów przybyłych na Urzecze ok. 1787-1788 roku. Ich synem był Jan Gutt z zawodu zdun, mularz. Rok przybycia jasno wskazuje, że przypłynęli tu wraz z drugą falą olęderskiej kolonizacji, a ich wnuk poszedł bić się pod znakiem orła w koronie. I to chyba najlepsza puenta w sprawie niemieckich kolonistów.

Za kilka dni obchodzić będziemy rocznicę odzyskania niepodległości. Nieważne w jakich okolicznościach do tego doszło, pomyślmy ile osób poszło walczyć o to, aby Polska była wolna. W roku 1812, 1830, 1846, 1863 i później, w kolejnych powstaniach i rewolucjach, a także po roku 1918. W „Siekierezadzie” Edwarda Stachury jest piękna scena, w której podczas awantury na wiejskiej zabawie Michał Kątny zwraca się do Janka Pradery, otoczonego przez miejscowych bojców. Ratuje go pytaniem o to, czy zawołać „naszych chłopaków”. Później wyjaśnia jakich chłopaków miał na myśli. Naszych. Tych z Powstania Listopadowego i Styczniowego. Z Powstań Śląskich i z Powstania Warszawskiego. Gdybyś ich zawołał, gdyby cię usłuchali, byłaby to wielka i piękna armia duchów, odpowiada Pradera.

Pomyślcie o tej nieprzeliczonej armii duchów 11 listopada, spośród których znamy imiona jedynie niewielkiej części.


Źródła i literatura:

  • ASC Słomczyn i Powsin
  • Rocznik oficerski 1923

Sierpień 1915

ksunder

Na początku nic nie zapowiada tego co wydarzy się w połowie tego lata, w roku mającym stać się drugim rokiem Wielkiej Wojny, ostatecznego konfliktu mającego w zamysłach planistów na nowo narysować mapę Europy. Wiadomo jedynie, iż nie będzie to jak zakładano seria szybkich starć, zanosi się na to, że walki potrwają. Jesienne walki odchodzą powoli w zapomnienie, wiosnę rozpoczyna ustabilizowana pozycja walczących armii w okopach. Jednak maj przynosi niespodziewanie rozstrzygnięcie, pod Gorlicami zostaje przełamany front, a armia rosyjska traci wszystkie zdobycze i zostaje zmuszona do odwrotu. Co gorsza nie jest w stanie zatrzymać ofensywy.

Walki trwają, a Armia Rosyjska zostaje oskrzydlona i zmuszona do wycofania. Dość, że już na początku lipca jasnym staje się coś, co jeszcze niedawno było niewyobrażalne - konieczność ewakuowania Królestwa Polskiego i porzucenia trzeciego największego miasta Imperium. Warszawy. Decyzja ta wstrząśnie społecznością Cesarstwa, doprowadzi do niepokojów społecznych, które staną się jednym z zarzewi późniejszej rewolucji. Wyobraźmy sobie to z punktu widzenia mieszkańca potężnego kraju, który traci jedno ze swoich najważniejszych miast, gospodarcze centrum kraju.

Strach zagląda również w serca mieszkańców Urzecza. Wszyscy dobrze pamiętają zniszczenia jakie przyniosły jesienne walki, podczas których na linii Jeziorki ucierpiało wiele domów, a Piaseczno zostało całkowicie zniszczone. W połowie lipca władze gminy Jeziorna otrzymują polecenia rozpoczęcia wywożenia dokumentów i zniszczenia znacznej części z nich, gminna kasa zostaje wywieziona, rozpoczyna się demontaż maszyn w pobliskiej Papierni, inżynierowie zaczynają być ewakuowani. W Gassach saperzy przystępują do konstruowania tymczasowego mostu, aby wspomóc wycofanie się armii. Porzucają nie dokończoną budowę, gdy Niemcy zamykają pierścień nad Pilicą. Pod koniec lipca Rosjanie bronią się jeszcze zaciekle, 27 lipca w Jesówce i Czarnym Lesie trwają krwawe walki. To ledwie kilkanaście kilometrów od gminy Jeziorna, Rosjanie ewakuują się niszcząc kolejkę wilanowską, wielokrotnie przemierzając drogę z Warszawy.

Włościanie z Urzecza uciekający przed niemiecką armią na Solcu

Zapewne 1 sierpnia mieszkańcy gminy przecierają oczy ze zdumienia. Nigdzie nie ma śladu rosyjskich wojsk. Gmina Jeziorna czeka na nadejście Niemców. Ludzie nie zamierzają czekać bezczynnie, ostatnim razem gdy tu byli, zniszczyli wiele domostw. Rozpoczyna się ucieczka za Wisłę, prom w Gassach został dawno skonfiskowany przez armię, a niewielkie łódeczki na przewozach nie zabiorą całego dobytku. W ten sposób drogi prowadzące do mostów w Warszawie zostają całkowicie zablokowane przez mieszkańców Urzecza, którzy uciekają wraz z całym dobytkiem. Horyzont płonie, 1 sierpnia wsie Włochy i Rakowiec ulegają zniszczeniu. Rosjanie osłaniają swoje wycofujące się oddziały.

2 sierpnia okrężnym manewrem Niemcy docierają do niewielkiej wsi Ursynów. Zamiast przebijać się na północ, ruszają na południe szlakiem służewskim i pojawiają się na rynku w Jeziornie Królewskiej. Przekraczają Jeziorkę i opanowują niewielką osadę letniskową o nazwie Konstancin. Brak informacji aby doszło do walk, lub by ktokolwiek stawił im opór. Nikt ich nie wita, administracja ewakuowala się praktycznie w całości, po dziś dzień w aktach gminy Jeziorna w zasadzie brak śladu po aktach sprzed 1916 toku. Stąd Niemcy po przegrupowaniu przez Powsin, Wilanów i Czerniaków ruszają ku Warszawie, przemarsz spowalniają uciekinierzy zajmujący drogę.

Niemcy wkraczają do Warszawy

Co dalej? Sierpień to wielka niewiadoma. Niemcy zajęli Warszawę, odcięli telefony, muszą przyjąć jakiś sposób zarządzania Królestwem. Siłą rzeczy oprzeć mogą się jedynie na tutejszej ludności i przekonać ją do swojej sprawy, nie mogą jednak pozwolić by językiem urzędowym był rosyjski. Niemieckiego nie zna nikt, nie tylko urzędnicy, ale również ludność. Tak podjęta zostaje decyzja, która będzie jednym z pierwszych wyłomów na drodze do niepodległości, choć początkowo nikt nie zauważy jak wielkie będzie miało znaczenie oddanie Polakom po pół wieku ich własnego języka w administracji i sądownictwie. Przez 50 lat nie mogli się nim posługiwać, teraz przeczytajmy co napiszą gazety w dniu 28 sierpnia 1915 roku, pisząc o „doniosłej chwili”:

„W życiu naszem zaszedł fakt doniosły. Oto po raz pierwszy od lat kilkudziesięciu w salach dwóch gmachów, które były siedzibą najwyższych władz sądowych w Warszawie – w pałacu Rzeczypospolitej i w pałacu Paca zabrzmiał język polski. Tam, gdzie do niedawna jeszcze tłukły się o ściany wyrazy obce, gdzie obrońca-Polak, przemawiając do sumienia sędziów nie-Polaków musiał łamać sobie język, szukać wyrazów i ubierać myśli w szatę, w której często sam nie mógł jej poznać – tam dźwięczy teraz swobodnie słowo polskie (…) Rzecz zrozumiała, że sędziowie i obrońcy, którym pierwszym przypadło w udziale przemówić na rozprawach po polsku, byli głęboko wzruszeni, że sędziwy nestor naszej adwokatury, mec. Pepłowski, chciał zerwać się z łoża, do którego przykuła go niemoc, aby chwili tej nie poniechać, że w niejednym oku zabłysła łza rozrzewnienia na dźwięk pierwszych wyrazów polskich, że, wreszcie całe społeczeństwo polskie, pomimo wszystkich klęsk, jakie na nie spadły, odetchnęło w tym dniu swobodniej i z otuchą spojrzało we własną przeszłość.”

Choć nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, na drodze do niepodległości uczyniony zostaje potężny krok. Polacy wiedzą już, że skoro mogą mówić po polsku, mogą także chcieć więcej. To początek. 


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zarząd warszawskiego okręgu komunikacji
  • APW oddz. w Grodzisku Mazowieckim, akta gminy Jeziorna
  • Chwalba Andrzej, "Samobójstwo Europy", Warszawa 2014
  • Tygodnik Illustrowany

 

1 sierpnia 2015

ksunder

Nachodzi mnie refleksja, że choć dzisiaj i jutro czcić będziemy przede wszystkim pamięć walczących w Postaniu, nie powinniśmy zapominać także o ludności cywilnej, która wzięła w nim udział.

31 lipca 1944 moja prababcia Romana została w Gassach ranna odłamkiem rosyjskiej bomby, gdy Armia Czerwona oraz LWP atakowały umocnienia niemieckie na linii Wisły, po zniszczeniu mostu w Ciszycy usiłując zająć przeprawę. Niemiecki felczer nie zdołał usunąć odłamka, więc wozem Wermachtu wraz z innymi rannymi przewieziono ją do Szpitala na Czerniakowie. Tam zastał ją 1 sierpnia. Z Warszawy wyszła kanałami, nie mając pojęcia co dzieje się z jej rodziną. Jej córkę (czyli moją babcię) ewakuowano wkrótce z Gassów i zakwaterowano w Oborach oraz konstancińskich willach wraz z pozostałymi mieszkańcami wsi. Obie odnalazły się dopiero wiosną 1945 roku w Pruszkowie, żadna nie miała pojęcia czy druga z nich żyje. Z kolei na wieść o bombardowaniu Gassów stryjek Magdziarz zdecydował, że nie jest to bezpieczne miejsce dla 14-letniej Krysi i zabrał ją do Warszawy. Kolejką wilanowską jechał wraz z podążającymi na miejsce planowanej zbiórki o godzinie „W” mieszkańcami tutejszych wsi, którzy zdołali wymknąć się Niemcom, którzy zabrali większość młodych mężczyzn do kopania umocnień (między innymi dlatego mój dziadek nie dotarł do Warszawy i walczył w Kabatach, ale to już inna historia). Dwa tygodnie później zginęła Krysia Magdziarz, nie mająca wcześniej związku z działalnością niepodległościową, padła od hitlerowskiej kuli jako łączniczka AK. Jej grób znajduje się na cmentarzu w Słomczynie, gdzie pochowano również wielu innych walczących, z dala od głównej kwatery Batalionu „Krawiec”. To oczywiście jedna z wielu rodzinnych opowieści, zapewne wielu z was ma podobne, może ktoś będzie się chciał jakąś podzielić?

W każdym razie kiedy ktoś mnie pyta, czy Powstanie miało sens, ja odpowiadam jednym. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bowiem Powstanie jest dla mnie doświadczeniem rodzinnym, w którym wzięli udział zarówno walczący jak i cywile. Takie pytanie nie ma więc dla mnie sensu. Kiedy byłem mały i dziadek zabierał mnie do Powsina na obchody i spotkania ze swoimi żyjącymi kolegami, nabrało dla mnie zupełnie innego wymiaru. Dziś wszyscy stawiają się na apel poległych.

Dlatego jutrzejsza uroczystość w Mirkowie jest tak ważna, z uwagi na obecność p. Barbary Kulińskiej-Żuchowicz, jednej z ostatnich żyjących bohaterek tamtych dni, którą udało się wreszcie upamiętnić.

Do posłuchania wrzucam wam teledysk promujący „Czas honoru”, zawierający sceny kręcone w tej samej Papierni, w której wybuchły 71 lat temu walki.

Żołnierze zapomnianych bitew (2)

ksunder

dalszy ciąg wpisu o żołnierzach poległych podczas Wielkiej Wojny

Pochowani w Maryninie żołnierze armii rosyjskiej spoczęli w zbiorowych mogiłach. Z powodu braku wspomnianych nieśmiertelników nie poznamy ich nazwisk. Jedynie w przypadku oficera zrobiono wyjątek i jego funkcję uwieczniono na polnym kamieniu. Informację, o liczbie pochowanych tu 37 żołnierzy carskiego wojska czerpiemy z głazy w centralnej części mauzoleum, dziś napis niemal już całkiem uległ zatarciu. Ponadto w zewnętrznym kręgu zachowały się inskrypcje 15 poległych szeregowcach.

3 RUSSEN

6 RUSSEN

6 RUSSEN – ZEWNĘTRZNY KRĄG

EIN RUSS STABSKAPITAN OKT.14

Jesienią 1914 roku frontem zachodnim dowodził generał Nikołaj Iwanow, który w dniu 10 października zarządził przejście do ofensywy, wskutek czego Rosjanie przeszli z pozycji obronnych do forsowania linii Wisły i Jeziorki. Dokonywała tego 4 armia pod dowództwem generała Aleksieja Ewerta.  Nie będę rozpisywał się tu szczegółowo na temat jej zmiennej w toku działań wojennych organizacji, w jej skład wchodziły m. in. dywizje piechoty, saperów, artylerii oraz oczywiście kozaków z kazańskiego, moskiewskiego i dońskiego okręgu wojskowego. Korpusy w skład armii weszły w większości w dniu 10 października, kiedy rozpoczęło się natarcie. W walce brały udział również korpusy z Mińska i Brześcia Litewskiego należące do Warszawskiego Okręgu Wojskowego,  wchodzące w skład 5 Armii dowodzonej przez generała Pawła von Plehwe. Kontratak przeprowadzono od strony Czerska, więc wyraźnie Niemcy nad Jeziorką zostali wzięci w dwa ognie. Niestety w tym miejscu musimy poprzestać, bowiem o ile udałoby się zapewne ustalić, który korpus i dywizja piechoty prowadziła natarcie przez rzekę Jeziorkę, a nawet być może dotrzeć do listy poległych jesienią w 1914 roku, nie poznamy imion żołnierzy, z racji braku wspomnianych nieśmiertelników

BzrrybZCMAAD2MG1914. Rosyjska armia przygotowuje się do obrony Warszawy.

Wśród 37 Rosjan pochowanych w Maryninie, nie wszyscy musieli polec podczas jesiennej bitwy. Mogą również przynależeć do 15 korpusu armijnego, opuszczającego Warszawę w sierpniu 1915 roku. Wówczas także doszło do krwawych walk, gdy pod koniec lipca Niemcy dotarli pod Warszawę. Doszło do krwawych starć m. in. w Czarnym Lesie czy niedalekiej Jesówce, gdzie kilkudziesięciu żołnierzy zginęło 27 lipca. Niemcy zamknęli pierścień warszawski dopiero 2 sierpnia, gdy pojawili się w Konstancinie, następnie skierowali ku stolicy. W okolicy wciąż pozostawały rosyjskie wojska, wycofujące się przez Wisłę, wysadzające przy tym wszystkie mosty. W żadnej mierze nie określimy tu szczegółowo rosyjskich oddziałów. W poprzednim wpisie pominąłem dwóch pochowanych w Maryninie żołnierzy niemieckich, poległych podczas ataku na wycofujących się Rosjan w dniu 5 sierpnia, należących do 336 Pułku Piechoty wchodzącego w skład 84 Dywizji Piechoty z garnizonem w Poznaniu. To dywizja prowadząca atak od zachodu, walcząca w Jazgarzewie, zresztą nie tylko tam znajdziemy groby jej żołnierzy. Na cmentarzu w Wólce Pęcherskiej znajdują się inne mogiły z sierpnia 1915 żołnierzy z tych jednostek (Pułk 333 i 336, oba z 84 Dywizji), podobnie w wypadku pojedynczych mogił, gdzie szczątki zostały już przeniesione w Piasecznie i najbliższych okolicach.

Skacząc nieco po chronologii wydarzeń, udajmy się jeszcze do miejsca, gdzie złożono poległych chronologicznie najwcześniej. Za cmentarzem w Słomczynie pochowano żołnierzy Imperium Rosyjskiego, wcielonych do wojska spośród Polaków na Wileńszczyźnie i ziemi grodzieńskiej. Zagadką pozostanie z jakiego powodu mogiła znalazła się za murem cmentarnym, polegli bowiem już pod koniec września 1914 roku, podczas ochodu armii niemieckiej w kierunku Warszawy. Frontem zachodnim dowodził tu wspominany już generał Nikołaj Iwanow, wspomagany dość mocno przez mieszkańców, witających żołnierzy rosyjskich bardzo życzliwie, co zadziwiło Rosjan, obawiających się wraz z wybuchem wojny odrodzenia polskiego patriotyzmu. W ostatnich dniach września na linię rzeki Jeziorki wycofywał się 23 korpus armijny dowodzony przez generała-lejtnanta Leonida-Otto Ottowicza Sireliusa, w skład którego wchodziła 23 dywizja haubic stacjonująca w Górze Kalwarii osłaniana przez batalion saperów i brygady piechoty, w tym dowodzony przez generała-majora Konstantina Konstantinowicza Schildbacha Lejb-Gwardyjski Litewski Pułk, stacjonujący w Warszawie, który po bitwie nad jeziorami Mazurskimi wycofywał się na południe, by ostatecznie wziąć udział w bitwie pod Łodzią. Część żołnierzy spoczęła w Słomczynie, a imion ich nie poznamy już ze znanych już powodów.


1915. Niemiecka armia w Warszawie.

Na granicy wsi Piaski i Cieciszew znajdziemy jeszcze niewielką mogiłę, usypaną w kształt okręgu. Również tu złożono niemieckich żołnierzy, poległych podczas walk nieopodal przeprawy przez starorzecze. Jak chce miejscowy przekaz polegli oni w roku 1914, choć w żaden sposób nie możemy tego potwierdzić. Walki w tej okolicy były krwawe, kościół w Słomczynie górujący nad okolicą z wiślanej skarpy został ostrzelany, a częściowemu zniszczeniu uległa dzwonnica. Poległych pochowano w zbiorowej mogile i być może to właśnie wskutek ostrzału artyleryjskiego nieśmiertelniki uległy zniszczeniu, a być może informacje te przepadły z innych powodów. Żołnierze byli częścią wymienionych już w tych wpisach pułków.

Na zakończenie przywołam epitafium nagrobne widniejące na jednej z mogił poległych podczas walk I Wojny na południu Polski, które wydaje mi się niezwykle trafne w tym wypadku:

Ziemia na której walczyliście / Nie dla wszystkich była ojczyzną / Teraz was obejmuje / I jest waszą matką

 


Dziś wyjątkowo bez bibliografii, bo korzystałem z opracowań ogólnych, które wymieniałem już w innych wpisach zamieszczonych na blogu, dotyczących I Wojny Światowej.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci