Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Rozmaitości

Krótka historia gminy Słomczyn

ksunder

Zapewne większość osób zapoznała się już z pomysłem zmiany granic administracyjnych. W obecnym kształcie zapis nie pozostawia złudzeń, w skład Miasta Stołecznego Warszawy wejdzie gmina Konstancin-Jeziorna, wraz z wianuszkiem pozostałych gmin okalających Warszawę tworząc powiat warszawski. Powiat piaseczyński przestanie istnieć i zostanie podzielony. Nie będę tu wypowiadał się o tym projekcie, bo nie miejsce na to, nic nie trwa wiecznie, także podział samorządu terytorialnego. Wszystko to przypomniało mi nie tak dawną historię, z czasów prawie najnowszych sprzed sześćdziesięciu kilku lat. Ale po kolei…

Podział terytorialny zawsze rodził się w bólach, nim Rosjanie utworzyli gminę Jeziorna, przez chwilę funkcjonowały gmina Bielawa z siedzibą w Jeziornie i gmina Obory, której siedzibę z nieznanych obecnie przyczyn władze zaborcze postanowiły umieścić w Ciszycy. Obie połączono w roku 1867 i tak powstała gmina, której obszar praktycznie pokrywa się z obecnie istniejącą. W roku 1924 nieco ją zmniejszono, wyłączajac z niej teren letniska i tworząc gminę Skolimów-Konstancin. W takim stanie tutejsza administracja przetrwała wojnę.

Aż nadszedł rok 1952. Reforma samorządowa trwała w najlepsze, właśnie powiększono Warszawę włączając do niej ościenne gminy i w ten sposób zamiast graniczyć jak dotąd z gminą Wilanów, Jeziorna zaczęła graniczyć ze stolicą. Która przy okazji zabrała sobie nieco terenów należących do gromady Bielawa, o czym już niegdyś pisałem. Na nich utworzono Ogród Botaniczny. Przez długi czas zresztą władz gminy Jeziorna nikt nie poinformował, jakie właściwe tereny jej odebrano, bowiem pomiaru granic dokonali geometrzy Warszawy. Zresztą ówcześni urzędnicy nie byli zbytnio skłonni do uzyskiwania takich informacji, oczekując aż zostaną o tym poinformowani. Dopiero rok później dowiedzieli się, iż grunta orne Gawrońca, Kierszka, Łęczycy i Bielawy stały się częścią stolicy.

Reforma wchodziła w życie stopniowo, początkowo nic nie zapowiadało tego co się stanie. 31 maja 1952 roku utworzono powiat piaseczyński z miastem Piasecznem i Skolimowem-Konstancinem oraz gminą Jeziorna. W związku z likwidacją gminy Nowo-Iwiczna gmina Jeziorna znacznie się powiększyła. W jej skład weszły Julianów, Józefosław przejęte od m. Piaseczna oraz wieś Skolimów. Do gminy Jeziorna dołączono także Chylice i Chyliczki, Czarnów, Jastrzębie i Siedliska. Zmienił się skład ówczesnej Gminnej Rady Narodowej, od 7 lipca dołączyli do niej radni z połączonych miejscowości. Od początku zarządzanie tak dużym obszarem stało się problemem, przy ówczesnych trudnościach komunikacyjnych, braku dróg, do tego pośrodku gminy znajdował się wyłączony spod jej władzy obszar miasta Skolimów-Konstancin. Nowym radnym nie było zupełnie na rękę włączenie ich do istniejącej od dawna, okrzepłej struktury, gdzie stanowiska były już z dawna obsadzone, a oni sami znaleźli się poza lokalnymi układami. Stąd też 28 listopada 1952 na sesji rady wystąpili z wnioskiem o zmianę granic gminy Jeziorna, proponując by z nowowłączonych gromad utworzyć gminę Chylice, w skład której wejdą Wierzbno, Czarnów, Jastrzębie, Siedliska, Kierszek, Julianów, Józefosław i Skolimów-wieś z Chyliczkami i oczywiście Chylice, mające być siedzibą nowej gminy. Mało kto protestował przeciw takiemu rozwiązaniu, gmina Jeziorna dzięki temu mogła pozbyć się problemu, a wyłączone z Piaseczna i likwidowanej Nowo-Iwicznej miejscowości utworzyć nową strukturę, w której czuły się ze sobą związane. Chylice wybrano jako wieś najlepiej z pozostałymi skomunikowaną.

Jednak niespodziewany wniosek złożyli przedstawiciele Słomczyna, nie uprzedzając nikogo, co doprowadziło do awantury. W piśmie podpisanym przez 47 rolników wniesiono o pozostawienie miejscowości na terenie gminy, miast tego o utworzenie gminy Słomczyn, w skład której wejdą Borowina, Cieciszew, Czernidła, Gassy, Obory wraz z Cegielnią, Piaski i Słomczyn. Sesję rady przerwano, a w teren popędzili przedstawiciele urzędu dokonywać ustaleń.

Jak się okazało Słomczyn przeprowadził dywersję, rozpytywani mieszkańcy pozostałych miejscowości wyrażali zdziwienie, że podpisali takie pismo. Rozpytywani na okoliczność wniosku twierdzili, że nie wiedzą nic o takich planach. Mieszkańcy Piasków wyrazili wprost „niechęć do bycia w Słomczynie”, w pozostałych wsiach oświadczono, iż stworzy to mieszkańcom znaczne trudności „bo w Jeziornie jest poczta, posterunek MO oraz sklepy, których w Słomczynie ze względu na brak lokali nie będzie”. Jedynie rolnicy z Czernideł stwierdzili, że nie obchodzi ich gdzie znajdzie się siedziba gminy, bo odległość do Słomczyna i Jeziorny Królewskiej mają taką samą.

Pomysł upadł, po latach docenić można jednak ten sprytny ruch Słomczyna i jego mieszkańców, którzy pragnęli wykorzystać dziejowy moment, wiedząc iż reforma jest w toku i awansować do rangi siedziby gminy. Obecnie to jedynie zabawna dykteryjka, którą po latach będą zapewne także działania w sprawie obecnej reformy. Która podobnie jak poprzednie wywróci wszystko, wraz z powiatem do Warszawy przeniesie się Urząd Podatkowy, Wydział Komunikacji, zmiana terytorialna wymusi reformę wszystkich organów przez Policję, Sanepid i inne. Ale to nie jest temat na łamy tego bloga.

Warto jedynie przypomnieć, iż wkrótce okazało się, że pomysły mieszkańców Słomczyna i Chylic spełzły na niczym. Gminy zlikwidowano całkowicie i aż do roku 1973 samorząd właściwie nie istniał, reprezentowany przez gromadzkie rady narodowe czy rady osiedli. Dopiero wtedy powstała gmina Konstancin-Jeziorna w kształcie w jakim istnieje do dzisiaj.


Źródła:

  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

Korzenie spisku

ksunder

W roku 1773 Kurtz dociera do Warszawy, posługuje się już wówczas przedrostkiem „von” przed nazwiskiem. To co dla jego ojca było jedynie przydomkiem znaczącym ni mniej ni więcej „krótki”, w Polsce staje się arystokratycznie brzmiącym mianem. Czy zaczyna podawać się za barona? Trudno dociec, dokumenty podpisuje jako Bn von Kurtz, co historyk po latach rozszyfruje jako skrót od barona, można jednak zastanawiać się czy przypadkiem nie chodziło o Bernadona, choć w historii polskiego teatru trudno szukać informacji o tej charakterystycznej figurze. Jednak na terenie Austrii Kurtz posługiwał się nim jako przydomkiem, możliwe też, że tak przedstawiał się w Polsce. Baronem jak wiemy nie był, ani też arystokratą, jednak to właśnie towarzystwo możnych staje się czymś dlań ze wszech miar pożądanym. W Warszawie trafia bowiem na dziewiczy grunt, kraj jest zraniony świeżo rozbiorem, konfederacją barską. Od kilku lat nie odbywają się przedstawienia teatralne inne niż wystawiane przez przygodne trupy. Świeżo rozebrano budynek przy ul. Królewskiej, gdzie do roku 1767 przedstawienia dawał w Operalni przez dwa lata teatr, który z czasem miał przekształcić się w Narodowy. Na razie jednak jego działalność jest zawieszona, minie jeszcze rok nim powróci, tym razem na Placu Krasińskich. Lecz publika jest głodna tak hołubionych komedii, które upodobał sobie wcześniej król i inni reformatorzy, pragnący za pomocą teatru zmieniać mentalność mieszkańców podupadającej Rzeczpospolitej. Kurtz dostrzega tu szansę dla siebie, postanawia osiąść w Warszawie, skoro do Cesarstwa nie ma dlań na razie powrotu. Cenzura jest tu innego rodzaju, bardziej polityczna niż obyczajowa, nastawiona raczej na eliminację akcentów antyrosyjskich. Komedia świetnie się tu odnajdzie, choć gatunek ten potępia duchowieństwo. Kurtz postanawia otworzyć stałą scenę teatralną, by jednak tego dokonać potrzebuje mecenasa, jakbyśmy dziś powiedzieli, sponsora. Kilka pierwszych przedstawień zapewnia mu rozgłos, usiłuje zaczepić się przy dworze, staje się wydarzeniem towarzyskim. Tak oto poznaje Franciszka Ryxa.

Obraz7

Ryx

Na temat tej szarej eminencji, królewskiego kamerdynera, nie tak dawno szereg artykułów popełnił Dawid Miszkiewicz na swoim blogu – Chylice i okolice. Zachęcam do ich lektury, nie chcąc powtarzać znajdujących się tam informacji. Ryx jest postacią niezwykle ciekawą, powoli zdobywa zaufanie Stanisława Augusta Poniatowskiego, w roku 1768 otrzymuje nobilitację szlachecką. W roku 1773 wciąż poszerza swoje wpływy. Wówczas styka się z Kurtzem, pragnącym stworzyć teatr inny niż dworski. Decyduje się udzielić mu pożyczki na rozwój działalności. Korzystając z królewskiego poparcia włącza się w działalność teatralną i kontynuuje ją w późniejszych latach, w tym miejscu można przywołać cytat ze wspomnianego wpisu na blogu:

Początkowo była to jedynie pożyczka udzielona wiedeńskiemu aktorowi, który podjął się wystawiania przedstawień teatralnych w Warszawie, niedługo później Ryx został jednym ze wspólników prowadzących teatr, a w końcu posiadł monopol na wystawianie przedstawień teatralnych w całej Warszawie. Głównie wydzierżawiał teatr, chociaż w niektórych latach z powodzeniem prowadził go samodzielnie. Za jego czasów teatr uzyskał dużą stabilność finansową, dzięki czemu mógł się swobodnie rozwijać. Nie bez znaczenia było tutaj królewskie poparcie, także finansowe.”

Jak zauważają historycy jego wsparcie dla rozwijającego się teatru miało raczej dlań znaczenie jakie dziś określilibyśmy biznesowym. Niewątpliwie jednak przyczynił się do rozwoju sceny narodowej, przejmując monopol po Sułkowskim. Początki jego teatralnych zainteresowań leżą w znajomości z Kurtzem w roku 1773. Kurt tymczasem nie próżnuje. Stara się zareklamować swą działalność, dzięki wsparciu Ryxa przy dworze zakłada arystokratyczny klub towarzyski. Przez krótki czas przynależność do niego staje się modna, zaciekawiony przybyszem z Cesarstwa poznać przybywa go hrabia tegoż samego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, koniuszy koronny, generał major i szef Regimentu Gwardii Konnej Koronnej od 1745, starosta generalny krakowski, przemykowski, żarnowiecki, wkrótce kawaler Orderu Orła Białego, pan na Pieskowej Skale – Hieronim Wielopolski.

Pieskowa_Skala_2

Pieskowa Skała pod koniec XVIII wieku

Tak oto aktor, kamerdyner i koniuszy pojawiają się na wspólnej scenie. Nadchodzi rok 1774, w którym Ryx otrzyma starostwo piaseczyńskie, z czasem stanie się właścicielem Chyliczek, Wólki Kozodawskiej, Jesówki i cześci Jazgarzewa. Kilka kilometrów od jego włości, podążając z biegiem Jeziorki dotrzeć można do Skolimowa, należącego do dóbr Wielopolskiego, z siedzibą w Oborach. Zapewne Ryx odwiedza znajdujący się tu dwór, z całą pewnością czyni to Kurtz. Droga z Warszawy wiedzie przez groblę, na którą skręca się nieopodal folwarku, gdzie znajduje się karczma bielawska, wchodząca w skład majątku kasztelana Jabłonowskiego. Następnie prowadzi koło wzniesionych niedawno nowych zabudowań młyńskich w Grądzie.

Wszystkie postacie dramatu są już na scenie, na razie pora na antrakt. Wkrotce narodzi się spisek papierniczy, a do dramatis personae dołączy król.


Źródła i literatura:

  • KRÓL Barbara, Warszawski teatr Sułkowskich, Dokumenty z lat 1774-1785, Warszawa 1957

Tajemniczy Ogród

ksunder

W ciągu minionego tygodnia drzewa się zazieleniły, zakwitły kwiaty. Czas idealny do zwiedzania Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie, w ubiegły wtorek magnolie ledwie pączkowały, zapewne w dniu dzisiejszym już kwitną. Jak zawsze apogeum zwiedzania ogrodu przypadnie na weekend majowy, niedawno minęło 25 lat od kiedy został udostępniony publiczności (pamiętacie jeszcze czas, gdy nikt nie miał wstępu do miejsca, które nieopodal Powsina odgrodzono wysokim płotem?). Nie tak dawno temu wybrano go magicznym miejscem Warszawy. Kto jednak pamięta, że Ogród wcale w Warszawie nie leży? Założono go bowiem na terenie gminy Jeziorna i dawnych dóbr Bielawy. 

1016749_604816396219957_1716824959_n

Rację będą mieli oczywiście wszyscy, którzy przyjrzą się mapie i stwierdzą, że Ogród znajduje się w granicach stolicy. Lecz wystarczy rzucić okiem na plany sprzed II Wojny Światowej, by odkryć, że ówczesna gmina Wilanów, granicząca z gminą Jeziorna, kończyła się w Powsinie, a jej kresem było pole golfowe, w którego lokalizacji znajduje się obecnie Park Kultury. Dalej położone były pola dawnych dóbr bielawskich, z których część na terenie dawnego Gawrońca została sprzedana pod rezydencje letniskowe. Jak więc doszło do tego, że część Bielawy i gminy Jeziorna została włączona do Warszawy? Na pytanie to trudno znaleźć dziś odpowiedź, jednak miało to zapewne związek z planowanym utworzeniem Ogrodu Botanicznego. W oficjalnej historii Ogrodu nie znajdziemy o tym informacji, nikt o tym nie pamięta poza nielicznymi mieszkańcami Bielawy, których pola z dnia na dzień znalazły się na terenie miasta stołecznego. Teren wybrano nieprzypadkowo, odznaczał się szczególnymi warunkami mikroklimatycznymi. Poniżej skarpy żyzne i urodzajne ziemie Urzecza, na górze teren zwany z dawna Gawrońcem. Już w XVII wieku określano tak tamten rejon dóbr Bielawy, podzielony między ród Bielawskich. Skarpę porastał bór zamieszkiwany zapewne właśnie przez gawrony, które nadały mu nazwę. W nim odnaleźć można było już wówczas sadzawki, których być może pozostałością są stawy znajdujące się obecnie na terenie Ogrodu.

944262_604816402886623_1691444076_n_1

Planowany Ogród  - rok 1956

Lecz historia Ogrodu bierze swój początek w roku 1947, kiedy profesor Kobendza przedstawił projekt ulokowania projektowanego Ogrodu między Kabatami a Klarysewem. Przyglądając się planom z ówczesnych gazet nie sposób odmówić im socrealistycznego rozmachu, Ogród jest trzy razy większy niż obecnie, sięga trasy Wilanów-Konstancin, nieopodal której znajdować się miał przeznaczony dla celów rekreacyjnych zalew wiślany powstały po poszerzeniu Wilanówki (mowa o czasach, gdy przebudowa koryta Jeziorki znajdowała się w fazie projektowania). Ostatecznie Ogród nie zajął całego terenu, na części po dziś dzień znajdują się uprawy rolne, stary szlak służewski przetrwał do dziś biegnąc z tyłu ogrodzenia. Ale powyższa opinia zdeterminowała lokalizację przyszłej placówki. W owym czasie między Klarysewem a Kabatami na skarpie znajdował się wydzielony z początkiem XX wieku z dóbr bielawskich majątek zwany Janówkiem, gdzie stała willa Fangorówka należąca do rodziny Fangorów. Dzieciństwo swe spędzali tam późniejszy malarz Wojciech Fangor i jego nieżyjący już brat, astronom Roman. Janówek wpadł najwyraźniej komuś w oko, bo jego lokalizację uzwględniono podczas planowania ogrodu i w pewnym momencie Fangorów wysiedlono, podobnie jak pozostałych mieszkańców Janówka, płacąc odszkodowanie. Jeśli przyjrzymy się fotografiom, dostrzeżemy iż teren wówczas otaczały wspomniane pola.

plank

Ogród obecny (kolor żółty) na tle planowanego (kolor czerwony)

Sama historia wcielenia części gminy Jeziorna do Warszawy jawi się w sposób wielce zagadkowy. Obszar gromadzki Gawroniec posiadał 260 mieszkańców w tym 90 rolników, pozarolnych mieszkańców willi było 170, stanowiąc obszar ogólny 78,35 ha, z czego grunty orne 57,55 w tym sady i ogrody miały 5,76 ha. Warszawa zainteresowała się Janówkiem nie podając konkretnych przyczyn, władze lokalne nie zostały dopuszczone do dyskusji na temat nowego ustroju terytorialnego, który powiększał granice stolicy. Przypomnijmy, że niedawno obchodziliśmy stulecie powiększenia granic miasta w roku 1916 i wcielenia doń m.in. Czerniakowa czy Mokotowa. W roku 1951 miasto powiększyło swe terytorium po raz kolejny, wchłaniając uprawne Ursynowa i Białołęki, czy Wilanów i Las Kabacki. Ponad pół wieku zajęło stopniowe zabudowywanie tych obszarów. Z łatwością można odnaleźć rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 30 czerwca 1951 r., (dla zainteresowanych nr A-60 poz. 809) gdzie wskazano, iż część gruntów gromady Gawroniec i Bielawy wchodzi w skład Warszawy. Co ciekawe władze gminy Jeziorna nie miały pojęcia, aż do roku 1953, bowiem dopiero wówczas geodeci dokonali szczegółowych pomiarów i poinformowali, iż Janówek przestał być częścią gromady Gawroniec. Do tego czasu nie mieli pojęcia o tym nawet mieszkańcy Janówka, choć rzeczone rozporządzenie opublikowano w Monitorze Polskim. W dniu 30 marca 1953 roku poinformowano dopiero władze gminy Jeziorna, iż Janówek wraz z Łęczycą i polami należącymi do Kierszka oraz Bielawy włączono do nowych granic miasta stołecznego Warszawy.

76545_604816422886621_296756642_n

Ulica Borowa w roku 1956. Tędy wjeżdża obecnie autobus linii 139 w drodze do Ogrodu.

Wniosek z powyższego płynie jeden, Janówek wraz z Łęczycą oraz polami Bielawy znalazł się na terenie Warszawy z uwagi na pomysł profesora Kobendzy, aby w tym miejscu założyć Ogród Botaniczny. W ten sposób Fangorówka zakupiona przez Fangorów w roku 1922 przeszła na własność Państwa, by po latach znaleźć się na terenie Ogrodu Botanicznego. Wciąż można odnaleźć z tyłu willi kort tenisowy, obecnie wykorzystywany do celów gospodarczych.

Fangorówka w roku 1951 i 2012

Zatem spacerując wiosennie po Ogrodzie nieopodal Fangorówki pomyślmy, że znajduje się on na historycznych ziemiach dawnej Bielawy, gdzie rósł niegdyś bór zwany Gawrońcem.

1004795_604811889553741_973807683_n

Kort tenisowy obecnie


Źródła i literatura:

Piwowar z Bielawy

ksunder

Prima Aprilis już minął, więc dzisiejszy wpis na poważnie, choć w nieco żartobliwym tonie. W okolicy nie ma już browarów, piwo Konstancin od trzech lat produkowane jest w zupełnie innym regionie kraju, a browar Obory przestał funkcjonować. Jego istnienie przywoływane jest dość często, bowiem wzmiankowany był w XVIII wieku jako miejsce, gdzie Hieronim Wielopolski rozpoczął produkcję doskonałego piwa angielskiego, lecz w tych stronach było jeszcze wiele browarów. Choć nie zyskały takiej sławy, każde „dominium” czyli majątek ziemski, w tamtych czasach produkowało piwo zarówno na potrzeby własne, rozprowadzając je po licznych karczmach, jak i sprzedając je do pobliskich miast, takich jak Warszawa. Proces ten opiszę innym razem, bo jest niezwykle ciekawy, dzisiaj przyjrzyjmy się browarowi w Bielawie. Pod koniec XVIII wieku założył go kasztelan Antoni Barnaba Jabłonowski, do którego majątek podówczas należał, a zlikwidował go dopiero kryzys lat trzydziestych XX wieku, kiedy nadal należał do dawnych właścicieli Bielawy, wówczas reprezentowanych przez Karolinę Rossman. Do rejestru zabytków wciąż wpisany jest zachowany fragment browarnego muru z roku 1860. Aby robić piwo niezbędny był mistrz piwowarski, bowiem nie była to sztuka łatwa, zważyć piwo zadaniem prostym nie było, a przypominam, że mówimy o czasach sprzed pasteryzacji, gdy piwo zmieniło się co prawda z zielonego napoju o gęstości zupy, podawanego jako polewka również dzieciom, lecz nie stało się jeszcze do końca napojem jakim znamy. Bez piwowara doglądającego procesu fermentacji i znającego jego tajniki wychodził co najwyżej płyn, który można było wylać, toteż mistrzów podkupywano, opłacano sowicie i o nich walczono, wykorzystując każdy sposób by ich zdobyć. Nawet kiepski piwowar był na wagę złota, lecz jeśli myślano o czymś więcej, niż tylko dystrybucja piw w lokalnych karczmach, gdzie pieniądz zostawiali urzyccy chłopi, należało poszukać mistrza z prawdziwego zdarzenia. Zwłaszcza, że by jeśli piwo jakości było podłej, chętnie sięgali oni po zakazane trunki, czyli piwo warzone w sąsiednich dominiach, którego podawanie było zakazane.

Kompania_Piwowarska_rynku_6424066Latem 1807 piwo warzone w Wilanowie jakości najlepszej nie było, a świadomy tego faktu był ówczesny administrator dóbr wilanowskich, podjął próbę zastąpienia piwowara z Wilanowa innym. Przeprowadził więc intrygę, mającą na celu podkupienie lepszego wyrobnika. W owym czasie majątek wilanowski obejmował Powsin, granicząc z leżącymi na południe dobrami bielawskimi należącymi do kupieckiej rodziny Braeunigów. Wiedząc, iż piwowarowi bielawskiemu kończy się kontrakt (co ustalił uprzednio dzięki zaufanym ludziom) w tajemnicy posłał do Bielawy swego wysłannika, wybierając do tego celu Żyda, który odwiedził browar pod fałszywym pretekstem, gdzie zaczepił tutejszego piwowara Beniamina Schultza. Piwowar na propozycję objęcia browaru wilanowskiego zareagował pozytywnie proponując, iż z każdego korca przeznaczonego na warzenie piwa otrzyma 27 groszy. Kolejne negocjacje prowadzono w Wilanowie, gdzie z kolei w tajemnicy przybył Schultz, by ugodzić się co do zapłaty. Projekt umowy posłano przez Żyda do Bielawy, acz piwowar negocjował dalej, odesłał umowę dopisując do niej, iż z każdego wora otrzyma dodatkowo beczkę piwa, którą będzie mógł sprzedawać. Administrator Wilanowa musiał być mocno zdesperowany, bowiem na zmiany przystał, Schultz kontrakt podpisał, a następnie rozwiązano umowę z piwowarem z Wilanowa, oczekując objęcia przez nowego obowiązków.

Acz niespodziewanie Schultz kontrakt odesłał. Poinformował, iż nie zamierza piwa w Wilanowie warzyć w ogóle. Najwyraźniej o wszystkim dowiedział się rządca dóbr Bielawy o nazwisku Borowski, który zaproponował piwowarowi nowy kontrakt, na znacznie lepszych warunkach. Administrator Wilanowa mógł chwilowo jedynie się wściekać i grozić Sądem, acz piwo warzyć trzeba było. Nie było wyjścia, trzeba było zwrócić się do zwolnionego piwowara, który oczywiście nie mógł nie skorzystać z okazji. Jak zanotował administrator Gellani: „W takowym więc zdarzeniu kiedy iuż piwowara dawnego odprawiłem i innego maystra dobrego dostać nie mogłem, musiałem więc dawnego piwowara obligować aby został na miejscu, ten profitując rachował mi różne z okazji tej wydatki i niechęć zupełną okazał wrócenia się nazad tak, że przy wielkim targu lewdwiem go mógł zobowiązać do pozostania”. Finalnie Wilanów pozostał więc z kiepskim piwowarem, któremu trzeba było zapłacić dużo więcej, bowiem warunki jakie postawił świadom sytuacji, okazały się prawie zaporowe. Nie było wyjścia, trzeba było zacisnąć zęby i zapłacić, a co gorsza wytłumaczyć to hrabiemu Potockiemu. Administrator zdecydował się nie czynić tego osobiście, a swój list zaczął od słów: „Żem chory obłożnie, przeto nie mogąc do hrabiego osobiście, uświadamiam rzecz następującą” następnie całe zdarzenie opisał, usiłując wyjaśnić okoliczności, które doprowadziły do tego, iż sowicie został opłacony piwowar, który piwa warzyć najwyraźniej zbyt dobrze nie potrafił. Jako, iż piwowar bielawski warzyć piwa nie zaczął, ani nie pobrał wynagrodzenia, nie sposób było podać go pod Sąd i w ten sposób Wilanów został z podłym piwem, które ktoś musiał wypić.

A na zakończenie, skoro już jesteśmy przy Bielawie i browarze, a za nami Wielkanoc, piosnka spisana w okolicach tegoż w XIX wieku przez Oskara Kolberga:

A w browarze grają gracze,
Pod browarem Maciek skacze,
Czemuś ty, Maćku, mocny?
Bom jadł placek wielkanocny.

11_kolberg_nuty

Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • Oskar Kolberg, Pieśni ludu polskiego, Warszawa 1857

Z Archiwum K.

ksunder

k

Dziś 1 kwietnia. Zamiast zamieszczać zwyczajowo krótkie żarty na profilu facebookowym, dziś wspomnień czar, czyli z otchłani przeszłości dysków twardych adminów nieco tekstów z ksundera. Czym jest ksunder? Obecnie już od dawna nie istnieje, zdaje się, że życia swego dokonał nawet hostujący go serwer nazwany „Cartmanem”, którego lokalizację pozostawmy w tajemnicy, bo jego właściciel nie wiedział, że użycza miejsca pod podziemną stronę internetową Konstancina, zwaną ksunderem. To co zostało założone na przełomie wieków dla żartu, okazało się być czytane przez wielu tutejszych mieszkańców, a niektóre z tekstów trafiły nawet do ich domów publikowane w UK Raporcie. Stronę tworzyło przez lata wiele osób, a ku memu niejakiemu zdziwieniu wiele osób wciąż ją wspomina jako element lokalnego kolorytu. Pomysłodawcą był niejaki C. (choć czasem tu zagląda nie wiem czy chciałby abym upubliczniał jego dane, podobnie jak autorów poniższych tekstów). Prima Aprilis to dobry dzień, aby przypomnieć nieco absurdalny humor ksundera, zamieszczając tutaj próbkę tekstów zamieszczanych na stronie w latach 2001 – 2004. A przy okazji można się z nich dowiedzieć kiedy otwierana była Stara Papiernia i kiedy spłonęła Świerkowa. To przecież już historia...

bannerx

Z archiwum K. (14.04.2004)

W związku z okrągłą 107 rocznicą istnienia naszego miasta poniżej przedstawiamy historyczne zdjęcie upamiętniające chwilę, w której hrabia Witold Skórzewski przekazuje miejscowym Polanom pierwsze łącze internetowe.

intra

OBOP (24.03.2004)

Miłośników statystyki informujemy, że zdaniem 100% mieszkańców K. do końca miesiąca pozostało już tylko 7 dni.

Znaki (16.05.2003)

Sprawa tajemniczych symboli pojawiających się w K. nadal przedstawia się niezwykle tajemniczo. Ostatnio zauważyliśmy, iż spora część ulic w K. łączy się ze sobą pod kątem prostym zaś okoliczne pola i łany zaczęły pokrywać tajemnicze symbole geometryczne.

znaki

Marzanna Wanted (21.03.2003)

Przypominamy iż w dniu dzisiejszym do K. nadeszła definitywnie wiosna. Z tej okazji obchodzimy doroczną uroczystość zaślubin K. z morzem. Jak co roku musimy utopić w Jeziorce jednego z mieszkańców naszego miasta składając go w ofierze. Wyznaczonym do tej roli przypominamy o obowiązkowym stawiennictwie na moście z kamieniem u szyi. (Kum)

The Paintbrush Files (20.03.2004)

Na prośbę mieszkańców K. przybliżamy plany MZA dotyczące zawieszenia komunikacji autobusowej na terenie gminy Piaseczno, która wzbudza znaczny niepokój wśród miłośników podróży autobusem 710. Szczegóły poniżej.ikarus
Wiosna w pełni (14.03.2004)

Jeśli ktoś nie zauważył do K. przyszła wiosna. Poniżej zdjęcie wiosny w całej krasie.

kominy
Niebo nad K. (7.09.2002)

Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, tajemnicze światła nad Galerią stały się wczoraj sztucznymi ogniami, które utrudniały życie mieszkańcom, kiedy ci zmuszeni byli obserwować to zjawisko i przestali się zajmować swoimi własnymi sprawami. My nadal protestujemy z powodu takiego stanu rzeczy, bowiem niebo nad K. jest wystarczająco piękne bez tego.

Tajemnicze światła (6.09. 2002)

Wczoraj o północy nad naszym miastem rozbłysły dwa wielkie słupy światła, które w nieuzasadniony sposób kręciły się po niebie. Ekipa ksunder postanowiła wyjaśnić to tajemnicze zjawisko. Okazało się, iż światła pochodziły z właśnie otwieranego Centrum usługowo handlowo kulturalnego Stara Papiernia (d.Szmaciarnia), a przygotowywano tam pokaz dla VIPów. Niestety pomimo niewątpliwego bycia konstańcińskimi VIPami nie zostaliśmy zaproszeni, wobec czego protestujemy przeciwko zawłaszczaniu światłami nieba nad K. i oślepiania nim ludzi, którzy spokojnie idą na stację po piwo.

Z archiwum K. (21.08.2002)

Ponieważ sezon ogórkowy dobiega końca, nasyceni ilością ogórków zapowiadamy powrót do normalnego trybu aktualizacji. Na dobry początek przedstawiamy kolejną z zagadek naszego pięknego miasta. Otóz jak wiadomo dworzec w K. znajduje się w dość znacznej odległości od torów kolejowych. Teraz do tej enigmy doszła kolejna, poniżej przedstawiamy coś na kształt lokomotywy bez torów.

ciuchcia

Ponieważ tajemnicze to urządzenie znajduje się jeszcze dalej od trasy pociagu, zupełnie nie wiemy co o tym sądzić. Zachodzi obawa iż w dalszej kolejności będziemy odnajdywać resztę składu, w tym WARSa, a być może nawet pasażerów. (mgr K)

Płoniemy (22.02.2002)

Jedyny rozsądny lokal w naszym kochanym Konstancinie już nie istnieje. To co z trudem powstawało przez tyle lat , stało się stosem ofiarnym Nowego Ładu , w którym prym wiodą bandyci i zbóje. Sprawiedliwości !!! Przybywaj !!! Płoniemy chęcią zemsty. Żegnaj nam Świerkowo !! Synowie i Córy twoje nie zapomną o blasku pełnej chwale twej.

Przewodnik po K. (2002)

Ażeby umożliwić umysłom ludzi pochodzących spoza naszego miasta czym jest K. nasza redakcja przygotowała poniższy przewodnik. Mamy nadzieję, że czytelnik osiągnie pełne zrozumienie i stan nirwany, nam niestety się nie udało.

POŁOŻENIE K. leży nad rzeką Jeziorką oraz jej odnogą zwaną popularnie Śmierdziuszką. Ze światem łączą nas linie autobusowe, dzięki którym opuszczenie K. jest możliwe. Mamy tu rówiez dworzec kolejowy w Klarysewie, niestety obecnie położony jest on kilometr od najbliższych torów, pełni więc inną ważną społeczną funkcję jako sklep monopolowo-spożywczy. Po torach przecinających K. jeżdżą obecnie pociągi towarowe, jednak nikt nie wie dokąd ani też czy kiedyś wracają. W okolicy K. leży również kilka wiosek, które wchodzą w skład naszej gminy. Najpopularniejsze są bez wątpienia Obory, bowiem leżą najbliżej oraz Habdzin, gdzie znajduje się najpopularniejsza w regionie dyskoteka. Jej popularność jest tak duża, iż ostatnio doszło tam do wymiany ognia pomiędzy dwiema grupami młodzieżowymi. Podobna rozrywka miała miejsce w Pubie 13, który został zamknięty. Jak widać młodzież w K. pozbawiana jest miejsc zabaw, co ją frustruje.

MIESZKAŃCY Umiłowali je sobie włodarze zasiadający na stolcach w Polszcze. Zamieszkują oni wille w stylu neoartdeco, zaś my zamieszkujemy blokowiska w stylu późnego Gomółki. Blokowiska znajdują się w dwóch dzielnicach: na Grapie i w Mirkowie. Blokowiska w stylu epoki neokapitalizmu występują w innej dzielnicy, Jeziornie. Oprócz tego w K. znajdują się jeszcze Skolimów i Klarysew. Dla utrudnienia dodamy, że Strefa Cienia i zaburzenia czasoprzestrzenne sprawiają, że powyższe miejsca nazywają się również inaczej: Hamburg, Argentyna, Porąbka. Mamy również Zakopane, w tym również wielu zakopanych przez dawnych kolegów z podstawówki. Niektórzy z nich chodzą w kamizelkach kuloodpornych, ponieważ boją się innych swoich kolegów z Wołomina i Ząbek, których my na szczęście nie znamy.

FAUNA K. położone jest w rozlewisku rzeki Jeziorki, co sprawia że najczęściej spotykanym okazem miejscowej fauny jest komar. Drugim równie popularnym gatunkiem jest żul, który występuje w okolicy sklepów monopolowych, a żeruje w godzinach ich otwarcia. Na łąkach w Oborach można zobaczyć krowy, zaś miejscowi ponoć hodują psy i koty. Wiemy o również o występowaniu w K. co najmniej jednego żółwia i rzecz jasna rybek.

FLORA Ostatnio zwiędła mi paprotka. Innych roślin na pustyni kulturalnej nie stwierdzono.

KULTURA W roku 1997 odbył się w K. koncert Majki Jeżowskiej. W tym samym roku zamknięto jedyne kino w mieście i 3 filie biblioteki.

ADMINISTRACJA - obecnie K. zarządza bezpartyjny burmistrz i zapewne dlatego jako pierwszy w historii naszego miasta utrzyma się do końca kadencji. W zarządzaniu pomaga mu rzesza urzędników, niestety nie mamy pojęcia czym się oni zajmują, bo nie udało nam się stwierdzić na czym polega ich działalność. Administracja naszego miasta również znajduje się pod wpływem Strefy Mroku. Nasza gmina posiada np. Wydział Architektury, który od dwóch lat nie wykonuje żadnych czynności, bowiem jego funkcję przejął powiat. Osobną historią jest Ratusz, który podobno jest gdzieś w K., choć go nie widział. O jego istnieniu świadczą jedynie plotki i nazwy takie jak Restauracja przy Ratuszu.

STREFA CIENIA: TAJEMNICZY PRZEDMIOT

- leżący na bagnach w pobliżu Parku Miejskiego, pomiędzy rzeką Jeziorką a rzeczką Śmierdziuszką. Aby go zlokalizować należy po wejściu do parku skręcić w lewo i trzymać się tego kierunku. Przedmiot ma ponad 3 metry długości i 2 szerokości, jest trójwymiarowy, sześcienny, nie ma dna ani wieka, oraz jest pusty w środku. Kompletnie zardzewiały, z roku na rok pogrąża się coraz bardziej w wodzie. Nikt nie ma pojęcia co to może być, ani skąd mogło się tam wziąść. Niektórzy twierdzą, iż to dowód na odwiedziny obcej cywilizacji w K w zamierzchłych czasach. Inni, że to wytwór ręki człowieka, choć nikt nie zna osobiście tej ręki. Hipotezę te może potwierdzać fakt, że zaobserwowano jak jedne z miejscowych wygłosił kiedyś zdanie: My nie takie rzeczy robili ze szwagrem po pijanemu.

11899964_1005738086127784_7300892524466413399_n

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci