Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

O pochodzeniu Urzeczan

ksunder

Łurzycoki modre nie dają o sobie zapomnieć. To, co jeszcze pięć lat temu wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Urzecze odrodziło się i na trwałe wpisało w tutejszy krajobraz, gdy potomkowie mieszkańców podwarszawskiego Powiśla przypomnieli sobie o swoich korzeniach. W Wilanowie mamy ulicę Olęderską, przeprawa w Górze Kalwarii zyskała oficjalne miano Mostu Nadwiślańskiego Urzecza. Nie wiem czy Łukasz Maurycy Stanaszek spodziewał się takiego responsu, gdy poszukując swych korzeni odkrywał Urzecze, a pasja zmieniała się powoli w rozprawę naukową. Przed nami jeszcze jedna praca, bowiem po latach badań materiału genetycznego rodowitych Urzeczan autor zebrał już materiał wystarczający na dysertację. Badania prowadzi cały czas i często o nich przypomina, kto ciekaw może na bieżąco zapoznać się z ich wynikami. Niejako najciekawszym odkryciem jest rozwianie urzyckiej legendy o tureckim pochodzeniu mieszkańców, co jednocześnie stanowi wstęp do innej tajemnicy.

Clipboard017Praktycznie każdy pochodzący z Nadwiślańskiego Urzecza zetknął się z informacjami, iż korzenie jego sąsiadów lub nawet jego samego wywodzą się od Turków. Sam słyszałem, iż mych przodków miał nad Wisłę sprowadzić Jan III Sobieski spod Wiednia, przekonanie takie żywi wielu mieszkańców okolicznych wsi, upierając się, iż ich pradziadowie przybyli tu jako tureccy jeńcy. Lecz jeśli przyjrzymy się sprawie bliżej, okaże się, iż historia ta powtarzana jest na obszarze całego Urzecza, daleko od posiadłości Jana III Sobieskiego. Gdyby chodziło tylko o Wilanów, gdzie jadąc do Powsina mówiono „jadę do Turków”... W dawnych dobrach Sobieskich byłoby to zrozumiałe historycznie, legenda o jeńcach wojennych, którzy otrzymali ziemię za pracę na rzecz króla miałaby pewne uzasadnienie. Jednak historia ta powtarza się w dawnym Lasie, Otwocku Wielkim, Czernidłach, Gassach… Nie jest jednorodna. W Powsinie mawiano niegdyś, iż od Turków wywodzą się mieszkańcy Wilanowa. W Otwocku Wielkim żywa jest opowieść o jeńcach, którzy wykopali Rokolę, podczas budowy tutejszego pałacu w dobrach Bielińskich. Na lewym brzegu usłyszymy, iż prace przy wznoszeniu dworu w Oborach wykonali Turcy. Mieli oni kopać również groblę w Osinach, przekopać kanał wilanowski…

Jednakże szczegółowa kwerenda historyczna nie pozwala na potwierdzenie obecności Turków w tych stronach. W toku badań historycznych nad powyższym zagadnieniem nie udało mi się odnaleźć ani jednej wzmianki w źródłach z przełomu XVII i XVIII wieku mogących świadczyć o ich bytności na Urzeczu. Rzecz jasna w przypadku dokumentów historycznych można zawsze śmiało założyć, iż wielu z nich brakuje, jednak z milczenia źródeł wnioskować nie należy, o czym wie każdy historyk. Jedynym odnalezionym dotąd zapiskiem jest informacja ze Służewia z roku 1688, dotycząca ślubu zawartego przez niejakiego „Michaela Arnauta z Ziemi Tureckiey”. Z sąsiednich, urzeckich parafii informacji takich brak, podobnie jak w dokumentach historycznych informacji o jeńcach wziętych pod Wiedniem. Trudno zaś przypuszczać, by rzeczony Arnaut był przodkiem większości łurzycoków. Co ciekawe choć źródła milczą, przekonanie o wykorzystaniu przez Sobieskiego do budowy Wilanowa Turków istniało już w XIX wieku. W roku 1846 heraldyk Adam Kosiński zanotował, iż król wzniósł pałac „tureckimi jeńcami”. Najistotniejszym dowodem naukowym są jednak właśnie badania Łukasza Maurycego Stanaszka. Spośród przebadanych 116 przedstawicieli rodzin zamieszkałych od wieków na Urzeczu ani jeden test nie wykazał przynależności do grup charakterystycznych dla mieszkańców Turcji. Ku zaskoczeniu rodzin upierających się, iż wywodzą się właśnie od tureckich jeńców, okazało się, iż znaczna część z nich ma korzenie germańskie lub celtyckie. Do dzisiejszego dnia badania genetyczne w żaden sposób nie potwierdziły legendy o tureckim pochodzeniu Urzycoków.

Skąd więc tak duże przekonanie urzycoków o przodkach z Turcji? Rozmowy z mieszkańcami Nadwiśla przynoszą ciekawą wskazówkę, większość z nich wspomina artykuł Olgiera Budrewicza, opublikowany w roku 1970 w „Stolicy”. Pisał tam o gorącej krwi mieszkańców Czernideł, Gassów czy Kopytów, których przodkowie budowali Obory, a potem spolszczyli się i pozostali na tych ziemiach. W tym miejscu dodam, iż w świetle metryk parafialnych Cieciszewa i inwentarzy dóbr oborskich historię tę należy całkowicie wykluczyć. Nie ulega jednak wątpliwości, iż artykuł odbił się ówcześnie szerokim echem, wielu mieszkańców urzyckich wsi stało się świadomych swych korzeni i zaczęło powtarzać tę opowieść. Zaznaczmy jednak, że krążyła ona tu już wcześniej.

urzecze0007Co ciekawe nie jest ona endemicznie związana z Urzeczem. O ile nie możemy wykluczyć, iż jacyś jeńcy tureccy rzeczywiście wykonywali roboty dla Jana III Sobieskiego, choć źródła tego nie potwierdzają, na historię o tureckich przodkach natrafimy w dalszym sąsiedztwie Urzecza. W Żelechowie, nieopodal Warki, w Magnuszewie i Mniszewie potwarzana jest opowieść o Turkach. Lecz także w ziemi garwolińskiej, w Siennicy, Mielniku czy Wiązownej. Na najdalszy jej ślad natrafiłem w Kozłowie pod Parysowem, gdzie mieszkańcy wskazując na usypany tam kopiec mówili, iż wznieśli go tureccy jeńcy lub tatarscy – co ciekawe z polecenia Królowej Bony. Szczegółowe badania prowadzone w tej miejscowości przez Stanisława Frelka wskazały, iż legenda ta celowo kolportowana była już w XVI wieku przez ród Parysów, właścicieli tutejszych dóbr. Być może podobnie też było na Urzeczu, gdzie podkreślając glorię i chwałę wiedeńską Sobiescy i ich poplecznicy powielali historię brańców zmuszanych do prac, niewątpliwie jednak opowieści o tureckich i tatarskich jeńcach krążyły po całym kraju. Pamiętajmy, iż na Mazowszu w XVII wieku byli oni postaciami nieco mitycznymi, zagrożenie było mniej realne niż na Podolu, jednak wraz z kolejnymi wojnami toczonymi przez Rzeczpospolitą narastała czarna legenda. Stąd też tureccy jeńcy stali się istotnym propagandowym elementem wiedeńskiej wiktorii.

Ponad trzy stulecia później nie odkryjemy już zagadki legendy tureckich przodków w tej części Mazowsza. W chwili obecnej musi pozostać jedynie legendą, bowiem brak źródeł historycznych świadczących o osadzeniu tu Turków, zaś badania materiału genetycznego ich obecności przeczą.


Purystów informuję, iż świadomie pominąłem istnienie pod Czerskiem wsi Tatary, bowiem temat ten wyczerpująco wyjaśnił Ł. M. Stanaszek w swej publikacji. Tam więc odsyłam zainteresowanych. Zdjęcia stanowiące ilustracje pochodzą ze zbiorów własnych i Ł. M. Stanaszka.


Źródła i literatura:

  • ASC Słomczyn, Obory, Wilanów, Służew, Karczew
  • AGAD, Obory
  • AGAD, AGWil
  • BUDREWICZ Olgied, Sagi warszawskie: Gołębiewscy z Mirkowa(w:) Stolica XV/45 (1196), ss. 4 - 5
  • FRELEK Stanisław, Kopiec w Kozłowie: Rzeczywistość i legenda (w:) Rocznik Mazowiecki t. 7, 1979, ss. 211-230
  • STANASZEK Łukasz Maurycy, Nadwiślańskie Urzecze, Warszawa-Czersk 2014

Szymanowscy

ksunder

Opowieść o Turowicach przerwaliśmy wiele miesięcy temu wraz ze zmierzchem Turowskich, od których dwór w Kawęczynie wziął swą nazwę. Turowscy przejęli te ziemie od Ciołków, jak opisano to w poprzednich wpisach (Tropem Turowic i Kawęczyna część 1, część 2, część 3 oraz Ciołkowie), sami wywodzili się z rodu Pierzchałów, będąc potomkami Stanisława z Cieciszewa, a tym samym niejako powrócili do macierzystej parafii, w której niegdyś fundowali kościół w Cieciszewie.
Wiek XVII przynosi w tych stronach zmierzch nie tylko Turowskich, lecz wszystkich rodzin szlacheckich wywodzących się z rodów rycerskich, posiadających te ziemie od wczesnego średniowiecza. Do roku 1643 Oborscy pozbywają się Obór i Czernideł, do końca stulecia z Cieciszewa znikają ostatni Cieciszewscy, zaś Bielawscy z Bielawy. Rodziny przenoszą się w inne strony sprzedając ziemię, lub wymierając bezpotomnie. W większości wypadków trudno ten proces prześledzić z uwagi na brak dokumentów, tak też jest niestety w przypadku majątku kawęcko-brzeskiego. Nie wiemy skąd przybyli Szymanowscy, pierwszy ślad ich pobytu odnajdujemy tuż po szwedzkim „potopie”. We wrześniu 1660 na ślub Piotra Rudzkiego i Zofii Boglewskiej w Cieciszewie zjeżdża się kwiat okolicznej szlachty. Świadkami zawarcia związku są Prudencja Turowska z Kawęczyna, zamieszkująca dwór w Turowicach, Piotr Cieciszewski z Cieciszewa oraz Jan Szymanowski z Baniochy.
Tu drobna uwaga, tutejsze miejscowości w owym czasie zamieszkiwało wielu przedstawicieli szlachty. Niektórzy dzierżawili tutejsze folwarki, inni utrzymywali się z dzierżawy, wreszcie część z nich wykonywała rozmaite prace na rzecz dworu. Rodziny takie jako Bogatkowie pojawiają się w zarówno w metrykaliach parafialnych jak i aktach oborskich, podobnie było w przypadku Rudzkich. Szymanowscy wkraczają na karty historii tych stron jako posiadacze Baniochy, którą musieli wcześniej odkupić od Turowskich, bowiem zdają się być związani z nimi i tą częścią parafii Cieciszewskiej. Pojawiać będą się regularnie jako świadkowie na ślubach związanych z terenem dawnego majątku kawęckiego – Kawęczyna, Brześcc i Baniochy. W roku 1662 w Cieciszewie za Andrzeja Kasprzyckiego wydana zostaje Zofia Turowska, córka Franciszka, na ślubie tym prócz Jana Szymanowskiego obecni są Jakub Rudzki z żoną Dorotą zamieszkujący w Kawęczynie, z odległego Magnuszewa przybywa Stefan Magnuszewski. W roku 1664 Jan, Franciszek oraz Zygmunt Szymanowski notowani są już jako mieszkańcy Brześcc. Wraz z nimi pojawia się szereg drobnej szlachy zamieszkującej tutejsze miejscowości – ponownie Jakub Rudzki z Kawęczyna, Rudnicccy z Cieciszewa, Chynowscy dzierżawiący majątek w Łęgu, pochodzący z Obór. Wygląda jednak na to, iż Turowscy wyprzedają powoli swój majątek, a Szymanowscy przenieśli się teraz do dworu w Brześccach. Nie sposób powiedzieć skąd przybyli, ta gałąź Szymanowskich niekiedy w źródłach występuje jako Korwin-Szymanowscy. Pieczętują się herbem Jezierza: w polu czerwonym na złotym krzyżu kawalerskim kruk z pierścieniem złotym w dziobie, klejnotem trzy strusie pióra. Herbarz Niesieckiego z roku 1839 podpowiada, że herb miał z sobą do Polski przynieść Willibaldus Francuz, arcybiskup pierwszy Gnieźnieński, ten wstąpił na tę katedrę w roku 966. siedząc na niej lat cztery, żyć przestał w roku 970.

757px-POL_COA_Jezierza.svg
Początkowo Szymanowscy nie należą do najznamienitszej szlachty tych okolic, nie dostępują zaszczytu świadkowania na ślubie Andrzeja Czarnysza, krewniaka proboszcza cieciszewskiego, w roku 1665. Są tam Franciszek i Prudentia Turowska z Kawęczyna, Grzegorz Bielawski z Bielawy i Sobiekurska, Glinieccy z Glinek. Jest nawet przedstawiciel „kanclerza Korony”, czyli Jana Wielopolskiego, pana na Oborach. Brak jednak Szymanowskich. To się wkrótce zmieni, począwszy od roku 1670 „szlachetny” Jan Szymanowski pojawia się jako świadek na ślubach z terenu Brześcc i Baniochy. W roku 1676 wraz z Franciszkiem Szymanowskim po raz pierwszy pojawia się na ślubie Grzegorza Eyduka (być może Hajduka) z Kawęczyna. Choć jeszcze w roku 1685 Turowice są w posiadaniu Turowskich, o czym świadczy małżeństwo zawarte przez Adama Turowskiego z Teresą Zdziarską z Bielawy, mające miejsce we dworze, wkrótce dobra Kawęczyna przejdą w posiadanie Szymanowskich. Z końcem wieku Turowscy przestają być wymieniani w tutejszych źródłach, rodzina Szymanowskich staje się posiadaczem Kawęczyna, Brześcc, Łubnej i Baniochy.
Majątek to spory, nadto szlachcic w swej zagrodzie równy był wojewodzie. Choć początkowo z sąsiadami utrzymują poprawne stosunki, a w roku 1688 Jakub Szymanowski jest zarządcą w Oborach, gdy trwa tam budowa dworu, wkrótce Szymanowscy uwikłają się w wieloletni spór z magnacką rodziną Wielopolskich. Począwszy od początku XVIII wieku rozpoczną się spory graniczne, a przede wszystkim spór o patronat świątyni w Cieciszewie. Właścicielami dóbr Kawenczyn, Baniocha, Łubna i Brześce są Kazimierz, Józef i Franciszek Szymanowscy. I to ich potomkowie zamieszkają w Turowicach, które znamy obecnie.


Źródła i literatura:

  • Archiwum Parafialne w Słomczynie
  • AGAD, Obory

Nadrzeczne wały

ksunder

Dobiega powoli końca przebudowa wału wzdłuż lewobrzeżnej Jeziorki. Po latach obietnic i zapowiedzi odcinek z Jeziorny do parku zmienił się w szlak spacerowy, pozostała część jest wzmacniania, a szczyt zmienia się w szeroki trakt. Jeszcze do niedawna wiodła tamtędy jedynie wąska ścieżka, z czasem wydeptywana coraz bardziej, pośród wysokich traw. To zjawisko stosunkowo nowe, bowiem przecież aż do połowy XX wieku wałowi pilnowali, aby wałów nie porastała trawa, w ich pobliżu nie mogło zaś wyrosnąć ani jedno drzewo. Wały nie służyły do chodzenia, czy jazdy na rowerze, poza wskazanymi miejscami nie był dozwolony przepęd bydła. Przepęd w Jeziornie Królewskiej także przy okazji tego remontu odejdzie w niepamięć, od lat nie był zresztą używany. Remont i przebudowa wału przebiega w ciekawy sposób, do wykopanego rowu pompowano specjalną mieszankę betonową, która go wzmocni. Choć wały wzdłuż Jeziorki mają najkrótszą historię, w dużej mierze pochodząc z czasów przedwojennych – a na wielu odcinkach z lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy rzeka została uregulowana (o czym poczytać można w tym wpisie), remont był już im potrzebny. Przyglądając się nowoczesnym metodom prac ziemnych, warto cofnąć się w przeszłość i dowiedzieć się, jak wały zostały usypane.

Podobnie jak obecnie w przeszłości budową i konserwacją wałów zajmowali się fachowcy. Zwano ich hydraulikami, dysponowali fachową wiedzą w zakresie prac hydrotechnicznych. Zajmowali się projektowaniem i wykonywaniem rowów oraz wałów, z kolei za budowę tam i główek odpowiedzialni byli mistrzowie tamiarscy, zwani również tamiarzami. Do XIX wieku wynajmowano ich doraźnie, na koszt właścicieli dóbr ziemskich, czym w razie potrzeby zajmowali się zarządcy majątków. Choć z racji częstych powodzi Departament Policji w roku 1788 proponował aby zacząć „utrzymywać hidraulików doskonałych do bicia tamm i rowów, przez co miliony szkody, które wylewy sprawują oszczędzą się całemu krajowi”, a do sypania wałów wykorzystać więźniów i włóczęgów, powyższych idei nie wprowadzono w życie. W XIX wieku powołano Związki Wałowe, które zajęły się kwestią obwałowania brzegów rzek (o Związku, dzieki któremu wzniesiono wały od Góry Kalwarii aż po Siekierki poczytać można w tym wpisie).

Z hydraulikiem zawierano kontrakt. Dzięki umowom z nieznanym z imienia Koeppenem, sypiącym wały między Kopytami a Łęgiem w roku 1817 oraz Nikiforem Lebiedewem z Suwałk w roku 1852 wznoszącym wały między Powsinem a Augustówką możemy dowiedzieć jakie były obowiązki hydraulików. Usypanie wału było kwestią kompleksową, przed rozpocząciem robót obowiązkiem hydraulika było oczyszczenie gruntu, na którym miał być usypany wał „to jest wszelkie zarośla jakie by się na tej linii znajdowały mają być wykarczowane, wycięte i uprzątnięte – darnina zaś wyrżnięta (…) słowem grunt pod wał sypać się mający tak ma być oczyszczony, aby tylko ziemia dobra i czysta łączyła się z ziemią na usypanie wału użytej się mającej. Jeżeli zaś na linii sypać się mającego wału znajdzie się mudnica piaskowa, takową także podejmującu się obowiązany będzie w całej dolnej szerokości wału wykopać aż do tej głębokości gdzie grunt stały okaże się – i ma ją uprzątnąć”. Kwestia ziemi, która miała być użyta do budowy wału, także nie była sprawą prostą. Kolejne punkty precyzowały jej spoistość, nie wolno było do budowy wału używać piasku.

walUkładanie kiszek faszynowych (zb. Ł. M. Stanaszka)

Budowę wałów rozpoczynano wbijając w linii pale drewniane, na które sypano ziemię następnie ubijaną kolejnymi warstwami. Do sypania i uzupełniania ubytków stosowano także darninę, której wypłukiwaniu zapobiegano układając kolejne warstwy faszyny. W ten sposób chroniono także wzmocnienia brzegu zwane główkami. W celu umocnienia konstrukcji wysiewano trawę i zasadzano wierzbowe płoty, sposobem zaczerpniętym od Olędrów – jak zanotowano „Wierzby zaś tak wedle przerwy y tamach przy niey iako y wedle dużej tamy są ponasadzane które się poprzyjmowały na które poprawy niemało pieniędzy y pańszczyzny wyszło”

Roboty rozpoczynano od wytyczenia linii, gdzie wał miał się znajdować. Często przebiegały one przez pola uprawne lub gospodarstwa, co powodowało pretensje olęderskich kolonistów. Niektórym nakazano opuszczenie domostw, które pozostawiono za wałem. Następnie ustawiano profile „podług których nasyp ma się uskuteczniać”. Ustalano, iżsypanie zaś wału winno następować warstwami jedną stopę grubemi potem ubite mają zostać a to dla uniknienia osiadania wału. Ruszty po obu stronach wału powinny być regularne uformowane, mocno ubite i jak należycie oberżnięte i oczyszczone”. Obowiązkiem hydraulika było dostarczenie własnych narzędzi, sam dbał o ich uzupełnianie, w przypadku zniszczenia podczas robót.

Podczas budowy i naprawiania tam ziemię ubijano w stopniu uniemożliwiającym jej dalsze osiadanie. Do robót używano ziemi o odpowiedniej spoistości, zakazane było korzystanie ze znajdującej się w miejscach wpływających na bezpieczeństwo brzegu. Trzon konstrukcji stanowiły paliki „od czterech do czterech i pół stopy długie dwa i pół do trzech cali grube”. Podobnie jak w wieku XVIII wierzchnie pokłady tam, opasek i fundamentów wykonywano „z chrustu łozowego świeżo ciętego”, który należało dobrze okiszkować „aby przy nadejściu wiosny porost” zapewnić. Z kolei „do części będących w wodzie” używano faszyny „z innego gatunku chrustu, byle giętkiego i nie grubego dobrze dwoma witkami na knebel związanego”. Powyższe obowiązywało także w trakcie robót faszynowych.

most

Ciszyca, II Wojna Światowa. Sypanie nowego przebiegu i naprawa wałów zbudowanych wiek wcześniej (zb. Ł. M. Stanaszka)

Wały sypano po oczyszczeniu gruntu i wykarczowaniu roślinności, zwracając uwagę aby na planowanej linii znajdowała się wyłącznie ziemia, mogąca trwale połączyć się z nasypem. W przypadku napotkania mudnicy piaskowej, konieczne było jej wybranie i zasypanie ziemią. Tę brano wyłącznie od strony Wisły, czyniąc to „tak zwanymi skrzyniami z pozostawieniem między nimi progów aby takowe zamulone być mogły” co powodowało naturalną rekonstrukcję zalewową gruntu. Od strony wału można było pobierać ją jedynie w ostateczności. Nie używano piasku. Przed rozpoczęciem robót ustawiano profile wskazujące nasyp, następnie sypano wał warstwami grubości jednej stopy, które potem ubijano przed nasypaniem kolejnej warstwy. Powstające ruszty miały być należycie uformowane i mocno ubite, co podlegało kontroli. Hydraulikom zalecano: „Wał ma być usypany przed zimą zledz się należycie i aby tym sposobem stał się ścisłym i wody nieprzepuszczalnym”

Z tym ostatnim bywało już różnie. Koeppen w okolicach Kopytów usypał krótki odcinek wałów w roku 1817, z kolei Lebiedew natrafił na problemy, które sprawiły że wały sypano kilka lat. Przede wszystkim z powodu pieniędzy. To ostatnie chyba do dzisiaj nie uległo zmianie...


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Archiwum Warszawskie Radziwiłłów dział II, akta niesygnowane
  • AGAD, Obory

Wspomnienia z Mirkowa

ksunder

Dzięki p. Piotrowi Bryłce trafiły w me ręce obszerne fragmenty kroniki Papierni. Nie jest to wydawnictwo nieznane, w zbiorach Biblioteki Narodowej znajduje się ono w dwóch wersjach, jako "Kronika papierni w Jeziornie 1760-1960" wydana w roku 1961 oraz "Kronika papierni w Jeziornie 1760-1980" wydana w roku 1980. Obie wyszły nakładem Warszawskich Zakładów Papierniczych im. Mariana Jaworskiego (jeśli ktoś nie pamięta lub nie jest tego świadom, nazwę taką nosiła Mirkowska Fabryka Papieru). Redagowana przez doc. Jadwigę Siniarską-Czaplicką (dzięki której znamy historię Papierni) oraz Teresę Górską, pięknie wykaligrafowana rękami pracowników Papierni Józefy Brzozowskiej i Kazimierza Głuchowskiego, w opracowaniu graficznym tego ostatniego oraz Henryka Kubika. Piękny to dokument czasu, ukazujący nam zżycie z zakładem jego załogi, wersja wydawnicza stanowi fotokopię kroniki ręcznie spisywanej. Wersję z roku 1980 różni dodanie do niej wspomnień pracowników Papierni, z których jedno zamieszczam poniżej. Wspomnienia zbierał Wincenty Szeleszkiewicz, postać nietuzinkowa i kilkakrotnie przeze mnie przywoływana, na profilu FB można znaleźć galerię jego malarstwa. Były AK-owiec, dyrektor Papierni, twórca tutejszej szkoły zwanej popularnie „Cyrkiem”, malarz… jednym słowem osoba zasłużona dla tutejszej społeczności.

Pominę kontekst w jakim powołano Komisję Historii Mirkowa i opis czasów w jakich powstawały, istotne są ciekawe fragmenty wspomnień pracowników Papierni, które wiele mówią o historii „Ciepoków” tak barwnie opisanych w książce Zdzisława Kalicińskiego. Zaś powody zebrania wspomnień w tym kontekście nie są tak istotne, choć jak zawsze w tamtych czasach związane były z ważkimi wydarzeniami, upamiętniającymi robotnicze święta. Wyjątkowo musiałem zastosować się częściowo do zasad edycji źródeł historycznych (historyk uśmiechnie się, widząc w jakiej postaci i słusznie wytknie brak pewnej konsekwencji), z uwagi na rozmaite błędy natury historycznej popełnione przez autora bądź liternika. Co jednak mam nadzieję nie przeszkodzi w odbiorze wspomnień.

cover


Wspomnienia

Konstancin-Jeziorna, 3 II 1971

Stanisław Janczewski

ur. 9 IV 1902 r. w Wieruszowie przy ul. Zamkowej

Urodziłem się w Wieruszowie, a rodzice moi Antoni i Elżbieta byli pracownikami Fabryki Papieru Mirków tuż przy Wieruszowie (pow. Kępno Wlkp1). Fabryka istniała na długie lata przed rozbiorami Polski i pracowali w niej moi przodkowie, dziad Szczepan, pradziad Michał, a więc można w przybliżeniu określić na 1850-lata2. Po Kongresie Wiedeńskim w roku 1815 powstało Królestwo Polskie pod zarządem cara rosyjskiego i w związku z tym powstały nowe granice. Prusy zajęły tereny po rzekę Prosna z jednej strony, a Rosja Carsja zajęła po drugiej stronie rzeki. Fabryka Papieru Mirków leżała z obu stron rzeki, lecz większa część była po stronie Rosji, granica w Mirkowie, a Wieruszów cały po stronie pruskiej.

Wojska graniczne carskie długie lata pozwalały na pracę w Fabryce po obu stronach, lecz w latach 18823, gdy przyszedł pułkownik nowy, nie pozwolił na przejścia przez granice, pisał do Petersburga do najwyższych władz, w wyniku czego z Fabryką trzeba było ustąpić. Właściciele fabryki Natansonowie4 w roku 1884 i 18855 zdecydowali przenieść fabrykę do Jeziorny, do istniejącej tu fabryki papieru, którą jak powiadają pradziadowie Janczewscy, założył książę Lubecki w roku 17746 w wodnym młynie na rzece Jeziorka. Przewożenie fabryki odbywało sę wołami na specjalnych wozach i saniach. Karawana złożona z dziesiątek zaprzęgów razem z taborem pracowników Mirkowa znad Prosny, którzy zdecydowali się wyruszyć na nowe miejsce do fabryki w Jeziornie, około 100 rodzin, jechali miesiącami: wyruszyli wiosną, a przybyli przed wszystkimi świętymi w późnej jesieni. W Jeziornie nie było zabudowań7 i Mirkowanie zmuszeni byli zamieszkiwać po 4 rodziny w jednej izbie.

Dopiero z czasem pobudowano osiedle na Porąbce Edwardowie8. Na Porąbce wybudowane były 2 bloki na wzór domów z Mirkowa nad Prosną. Od tego czasu fabrykę w Jeziornie poczęto nazywać Mirkowską Fabryką Papieru w Jeziornie. Papiery i bibułka paierosowa produkowana w Mirkowie nad Prosną zdobyła sobie w swoim czasie bardzo dobrą opinię i była lepsza od konkurencyjnych, gdyż woda w Prośnie była krystaliczna – czysta tak, że każdą małą rybkę widać było w najgłębszych miejscach na kilka metrów w głąb. Ta dobra opinia przeszła przez całą Polskę i pozamorskie kraje no i przywędrowała z nazwą Mirków do Jeziorny. W czasie Powstania Wielkopolskiego w roku 1918 długie lata bezrobocia i nędznie żyjąca reszta załogi zlikwidowanej fabryki Mirków nad Prosną wraz z ludnością całej Wielkopolski czynnie wzięła udział w walkach z Niemcami o wyzwolenie ojczyzny i na tym terenie Mirkowa walczyli Mirkowiacy znad Prosny.

Z rodziny przybyłych do Jeziorny i Mirkowa nad Prosną, wiele wymarło, a z pozostałych młodsze pokolenie zna tę historię tylko z opowiadań rodziców i pamięć o tych wydarzeniach zaciera się.

Z wymienionych rodzin żyje rodzina Janczewskich z ojcem Stanisławem, który mieszkał w Wieruszowie do roku 1923, do czasu pójścia do wojska, a po powrocie przyjechał do Jeziornej do Mirkowskiej Fabryki Papieru.

Jedyny ostatni Mirkowiak znad rzeki Prosny wychowany w Mirkowie nad Prosną z najmłodszej generacji przytacza niektóre urywki pieśni patriotycznych z tych okresów jeszcze dawnych, zaborczych:

1) Polacy, Polacy coście wy zrobili

żeście Niemczaków do Polski wpuścili

Jakeśmy wpuścili to i wyżyniemy

Tylko szabelki dobrze naostrzemy

2)Widzieliśmy cztery orły

jak górą leciały -

Ruski, Pruski, Austriacki

i nasz polski biały…

Między innymi z Wieruszowa pochodzą rodziny Kubików, Sutańskich, Kiszków, Matuszewskich, Staszewskich, Bryłków, Gągolskich.


pat1

Janczewski Stanisław, robotnik sprzed wojny został po wyzwoleniu 17.I.1945 r. pierwszym sołtysem na terenie Osiedla Fabrycznego, następnie kierownikiem działu gospodarczego, organizował spisu ludności, awaryjne brygady odśnieżania, obronę przeciwpowodziową, kilkakrotnie i z pełnym zaparciem udzielał się w pracy społecznej w Polsce Ludowej jako radny Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Jeziornie. Położył zasługi dla fabryki, załogi i ludności tego terenu. Jako człowiek skromny, wielki patriota nie miał szczęścia być zauważonym i wyróżnianym za swą ofiarność i zasługi do czasu emerytury w Jeziornie.

inż. W. Szeleszkiewicz

Przewodniczący Komisji Historii Mirkowa


1Obecnie Kępno, siedziba powiatu i gminy Kępno w woj. wielkopolskim. Wieruszów obecnie jako miasto powiatowe przynależy administracyjnie do woj. łódzkiego. Nadmienić należy, iż Wieruszów utracił prawa miejskie po Powstaniu Styczniowym, odzyskując je dopiero w roku 1919.

2W oryginale 1650-te lata. Zapewne błąd powstały przy przepisywaniu.

3W oryginale 1802; jw.

4Właściwie Edward Natanson i Leopold Kronenberg

5W roku 1888 zakład w Jeziornie został wykupiony przez Akcyjne Towarzystwo Mirkowskiej Fabryki Papieru, przeniesienia zakładu dokonano rok później.

6Pomieszana osoba księcia Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego (1779-1846), ministrem skarbu Królestwa Polskiego z Hieronimem Wielopolskim (1712-1779), właścicielem dóbr oborskich. Pomyłka powodowana faktem, iż Drucki-Lubecki inicjował rozwój gospodarczy Królestwa Polskiego w latach 1821-1830 i kojarzony jest z otwieraniem podobnych zakładów na ziemiach polskich. Datacja 1774 błędna, rozpowszechniona w świadomości jako jedna z dat założenia Papierni (o kwestii błędnego datowania założenia Papierni patrz: O założeniu papierni)

7Autor ma na myśli Jeziornę Fabryczną lub Bankową, czyli najbliższą okolicę Papierni, gdzie w owym czasie w zasadzie nie było zabudowań innych niż zakładowe.

8Autor łączy tu w jedną dwie nazwy własne, określające miejsce lokalizacji pierwotnych zabudowań przeznaczonych dla robotników z Mirkowa, wzniesionych na granicy wsi Bielawa. Nazwa Edwardów pochodzi od Edwarda Natansona, jednego z właścicieli fabryki, który wzniósł budynki pod koniec XIX wieku. Nazwa Porąbka była nazwą miejscową, używaną na określenie tej okolicy, występującą w dokumentach już w XVIII wieku. Oznaczała porębę, czyli miejsce po wyrąbanym lesie.

Początki Opaczy

ksunder

Zgodnie z wakacyjną zapowiedzią pora zapełnić jedną z niewielu białych plam, jakie pozostały na tym blogu, w zakresie historii początków tutejszych miejscowości. Wsią taką jest Opacz, być może nie tak stara jak Cieciszew, lecz będąca nadal o prawie 500 lat starszą od letniska Konstancin.

Od Cieciszewa zacząć zresztą trzeba historię Opaczy, bowiem będzie on dla nas odnośnikiem, wskazującym kiedy mogła powstać. Gdy w roku 1236 erygowano parafię w Cieciszewie, był on położony nad wiślanym korytem, podobnie jak Habdzin, zwany ówcześnie Chabdzinem. Choć najstarsza wzmianka o tym ostatnim pochodzi z drugiej połowy wieku XIV, geneza jego nazwy cofa nas do czasów wcześniejszych. Podobnie jest w przypadku Opaczy, choć na karty historii trafi w wieku XV, istnieć musiała dużo wcześniej. A założono ją nad wiślanym korytem, które zmieniło swój bieg kilka razy, odsuwając się od Cieciszewa i Habdzina. Opacz powstałą gdy rzeka ustaliła swój bieg, po czym przesunęła się ponownie, tworząc wraz z Jeziorką półwysep. Być może początkowo Opacz położona była zresztą na prawym brzegu Wisły, na co wskazywać mogą najstarsze znane mapy tej miejscowości, lokujące najdawniejsze budowania właśnie z tej strony. Starorzecze zresztą powoli zanika, od lat stopniowo zarastało, gdy w latach pięćdziesiątych odcięte zostało od Jeziorki, atrofię pogłębiło zasypanie przepustu we wsi w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.

wrzOpacz, lata pięćdziesiąte XX wieku

Opacz założona od pierwszych wzmianek pozostaje w nierozerwalnym związku z Chabdzinem, stanowiąc część podległych mu ziem. Stąd domniemywać należy, iż założono ją po tym gdy koryto Wisły od Chabdzina się oddaliło, a Wisła popłynęła w nowym miejscu. Jednym z pierwszych osadników był mężczyzna o imieniu Opak, bowiem jak chcą językoznawcy nazwę Opacz należy wywodzić właśnie od takiego imienia. Od imion pierwszych osadników pochodzi wiele tutejszych nazw, od Gasza wywiedziono Gassy, od Chebdy pochodzi Habdzin, Słomczyn od Sławka, zaś Ciecirad zwany Cieciszem założył Cieciszew. Opaka tutejsza historiia nie przechowała, jednak inny Opak zamieszkał na szlaku z Warszawy nieopodal obecnego Pruszkowa. W XV wieku właściciel tamtejszych ziem zyskał nazwisko Opackiego. W przypadku tutejszej Opaczy nie było to potrzebne, należała ona do dóbr podleglych Chabdzinowi, których właścicielem był na początku XV znany i powszechnie szanowany sędzia ziemi warszawskiej Adalbert, zwany Wojciechem Chabdzińskim.

Udokumentowana historia Opaczy związana jest rzecz jasna z ziemiami nazwanymi wiele stuleci później Urzeczem. Po raz pierwszy wieś zostaje wymieniona pod nazwą Opaka (a więc w brzmieniu jeszcze niezbyt odległym od imienia Opak) w roku 1424 przy okazji transakcji przeprowadzonych w Radwankowie. Ich stroną jest bliżej nieznany Piotr, wymieniony jako posiadacz działów ziemskich w Opace. W roku 1444 staje się już Opaczą, należąc do Alberta Chabdzińskiego, sędziego ziem czerskiej i warszawskiej. Do roku 1476 zmienia już właściciela, gdy książę Konrad II Mazowiecki nadaje mazowieckiej szlachcie przywilej, zwalniając z powinności, jako właściciela Łęgu, Opaczy i Ciszycy wymienia Pawła z Błędowa, podczaszego ziemi rawskiej. Jako czwarta z tutejszych wsi zostaje wymieniony Lubyen. To wieś całkowicie zaginiona, po której nie przetrwał żaden ślad, choć jeszcze z końcem XVIII wieku przechowała się w nazwie, gdy w jedynym z dokumentów występuje nazwa pola zwanego „Lubin” w Urzeczu.

Rok 1519 to już czas sprzedaży tych ziem. Wraz z przyległościami zostają sprzedane Oborskim, od tego czasu Opacz staje się częścią dóbr, które z czasem przekształcą się w klucz oborski i staną własnością Potulickich.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Metryka Koronna

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci