Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Jastrzębia

ksunder

Jak łatwo zauważyć blogowanie znalazło się ostatnio w prawie całkowitym zaniku, więc śpieszę wyjaśnić, iż jest to czas mam nadzieję przejściowy. Kwestie remontowo-przeprowadzkowe oraz rehabilitacyjne pożarły resztki wolnego czasu i praktycznie całkowicie uniemożliwiają działalność na polu blogowym. Na szczęście jest teraz blog Witka, Miniatury Historyczne, na którego łamach autor odkrywa wiele tajemnic dotyczących tutejszych okolic. Sporo czasu pochłonęło także redagowanie pięknego albumu o Czarnowie. Padło w nim ciekawe zdanie o Jastrzębiu, dotyczące polowań jakie uprawiali w tutejszych lasach książęta mazowieccy i owo chciałbym teraz poszerzyć.

28925962222_3d1c409854_kLas Oborski obecnie. Zdjęcie z serwisu zdjęciowego K-J

Las zwany obecnie Chojnowskim dzielił się w przeszłości na część oborską, należącą do dóbr położonych na Urzeczu, graniczących z częścią chylicką, jak opisywano w tutejszych dokumentach granicznych w roku 1701 „daley mimo lug należący polową do Obór, połową Chylic Dóbr Królewskich, które ługi dzieli struga, od Boru po prawey ręce Cieciszewskiego, ługi oborskie a od boru Chylickiego ługi chylickie, od Północy graniczy bór Cieciszewski z borem oborskim y jest kopiec od Ługów”. Kusi by uznać, iż struga dzieląca las to nasza rzeczka Mała lub Wiebrzbna, czule zwana do niedawna przez tutejszych mieszkańców Smródką vel Śmierdziuszką, acz w przypadku niewielkich strumyków ich historyczny przebieg nie jest tak mocno ustalony jak wielkich, spławnych rzek. Bór oborski to rzecz jasna obszar ciągnący się od Słomczyna na zachód, ku Łubnej i ku Jeziorce. Zapewne niektórych zastanowi brak informacji o granicy ze Skolimowem, acz wyjaśnienie jest bardzo proste. W owym czasie Skolimów przynależał on już do włości Wielopolskich, zatem wchodził w skład dóbr oborskich, stanowiąc ich granicę z Chylicami. Po drugie jako położony po drugiej stronie Jeziorki Skolimów znajdował się w ziemi warszawskiej, zatem w tutejszych lasach granicy z Oborami nie posiadał.

Chylice to równie stara miejscowość jak inne spośród okolicznych osad. Wspomnijmy jedynie krótko, iż w dokumentach pojawia się często w XV wieku, jako należąca do książąt mazowieckich wieś, w której wzniesiono młyn na Jeziorce. Sama osada jest jednak dużo starsza, nazwę swą biorąc jak chcą językoznawcy od wczesnośredniowiecznego imienia Chyła. W XV wieku Chylice stanowiły własność książąt mazowieckich, po inkorporacji Mazowsza zmieniając się w królewszczyznę, stąd w przywołanym wyżej fragmencie mowa o Chylicach jako dobrach królewskich. Nas jednak interesuje co innego. W XIV lub XV wieku nieopodal Chylic lokowano kolejną osadę, Wolę Chylicką. Niezwykle popularna na terenie Polski nazwa „Wola” pochodzi właśnie z tamtych czasów, „Wolą” donatora, w tym wypadku księcia, lokowano nową osadę, nadając jej prawa (często niemieckie) i przywileje, a także wolniznę, „wolę” od obciążeń na określony czas, niezbędny na rozwój osady. Na podobnej zasadzie powstała niezbyt odległa Wola Cieciszewska, przy okazji której dawno temu proces ten został opisany szczegółowo. A Wola Chylicka utożsamiona została przez profesora Adama Wolffa właśnie z Jastrzębiem, czy też z Jastrzębią, bo taka właśnie była jedna z pierwotnych nazw tej miejscowości.

Clipboard0113A tu kolejna odmiana nazwy, folwark Jastrzębiec. Już z czasów przełomu XIX i  XX wieku i parcelacji.

O ile w dokumentach nazwa Wola Chylicka pojawia się jeszcze w XVI wieku, w roku 1603 mowa jest już wyłącznie o Jastrzębi, której dziesięciny stanowią uposażenie szkoły w Piasecznie. Taka zmiana nazewnictwa nie jest niczym dziwnym, ponownie posłużmy się przykładem Woli Cieciszewskiej, która zmieniła się najpierw w Cieciszew Mały, następnie Cieciszewek, by ostatecznie jako folwark dóbr oborskich przyjąć nazwę Goździe. Nim jednak Wola Chylicka przekształci się w Jastrzębie używana będzie jeszcze nazwa pośrednia: Yastrząbya Volya jak w zapisie z roku 1540, czy też Jastrzembia Wola, w roku 1576. Z biegiem lat ta „Wola” ulegnie zagubieniu, a Jastrzębia stanie się Jastrzębiem. W XIX wieku przestanie już być wsią, stając się folwarkiem położonym w dobrach chylickich.

Wróćmy jednak do Jastrzębia, bowiem nazwa jego wyraźnie wskazuje na jej pochodzenie. Choć z biegiem lat zaszedł proces, którzy językoznawcy określają jako uniwerbizację nazwy i za pomocą sufiksa „e” miejscowość zmieniła nazwę na Jastrzębie, zgodni są co do tego, iż wywodzi się ona od określenia „miejsca, gdzie było dużo Jastrzębi”. Gdzie więc hodowano je na potrzeby polowania, dawnej myśliwskiej osadzie książąt mazowieckich. Którą to właśnie osadę, w tym celu odwiedzali, udając się na łowy w lasach chylickich, na terenie których obecnie znajdują się Czarnów czy Wierzbno, wsie założone w XIX wieku przez późniejszych właścicieli Chylic, hrabiego Skarbka czy Juliana Czarnowskiego…

Clipboard0271830. Jastrzębie i las, w którym niegdyś polowano, a na terenie którego powstaną wkrótce Wierzbno i Czarnów...

I choć Jastrzębie wraz z ulicą Ptaków Leśnych znajduje się poza granicami gminy Konstancin-Jeziorna, a od Czarnowa oddziela je obszar leśny, stanowiący pozostałość dawnego boru chylickiego, to historia Czarnowa, założonego w roku 1858 zaczyna się właśnie tam, na długo przed XIX wiekiem. W czasach średniowiecza, gdy książęta mazowieccy przybywali tu na łowy…


Źródła i literatura:

  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Metryka Księstwa Mazowieckiego z XV-XVI wieku. Wydał A. Włodarski, t.I-II,Warszawa 1918, 1930
  • AGAD, Metryka Koronna
  • AGAD, Obory
  • Nazwy miejscowe Polski: historia, pochodzenie, zmiany, t. I - VI, red. K. Rymut, U. Bijak Warszawa 1996-2007

Jeziorański Nepomuk

ksunder

Pamięć o pochodzeniu tutejszego Nepomuka ginie w pomrokach dziejów, tajemnicy jego pochodzenia nie sposób odnaleźć w dokumentach, prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, w jakich okolicznościach ustawiono figurę znajdującą się na wprost papierni. Z całą pewnością uczyniono to w XVIII wieku na granicy ziem oborskich, na terenie parafii cieciszewskiej w Słomczynie, jako że wówczas świeżo po wybudowaniu kościoła w nowej lokalizacji taką właśnie nosiła nazwę. Jej barokowy wygląd i inwentaryzacja dokonana przez konserwatora zabytków podpowiadają nam jedynie, w którym wieku powstała.

Clipboard0112

Nepomuk w roku 1994 (Spotkania z Zabytkami)

XVIII wiek to czas gdy stawiano najwięcej Nepomuków, bowiem właśnie wówczas kanonizowano Jana Nepomucena, czeskiego kanonika żyjącego w XIV wieku. Gdy odmówił ujawnienia tajemnicy spowiedzi królowej Zofii, król Wacław kazał go torturować, a wskutek uporu księdza, nakazał utopienie go w Wełtawie. Nepomucen został patronem spowiedników, tonących oraz orędownikiem powodzian. Stąd też w pełni uzasadniona wydaje się obecność figury z piaskowca w tym miejscu. Zapewne utonęło tu wiele osób, gdyż powódź była czymś stałym. Adam Zyszczyk w swej świetnej broszurce o tutejszych krzyżach i kapliczkach przydrożnych napisał, iż Nepomuk spogląda na przecinający w tym miejscu rzekę most. Choć w zadumie kieruje swe spojrzenie w tym kierunku, jednak gdy go ustawiano, o moście w tym miejscu nikt nie pomyślał.

Wiele zmieniło się od czasów pierwotnego wydania broszurki Adama, posąg doczekał się zasłużonego remontu. Jeszcze więcej uległo zmianie od czasów jego ustawienia, co skłoniło mnie do refleksji geograficzno-historycznej. O moście przez Jeziorkę wówczas nikt nie marzył, raz z powodu zupełnie innego przebiegu rzeki, dwa jak to w czasach staropolskich bywało jego ustawienie nie było czymś prostym. Mostom się z reguły nie ufało, traktowano je jako coś sprzecznego naturze, stawiając wyżej niego usługę przewozu. Jako, że z dawna świadczono taką po stronie podległej dworowi w Oborach, gdy dzierżawcy królewszczyzny w Jeziornie Królewskiej usiłowali wybudować most na palach, był on traktowany jako co najmniej zamach na wolności posiadaczy Jeziorny Oborskiej. Jeszcze w roku 1781 z polecenia Urszuli Wielopolskiej wbite w rzekę pale wyrwano, a konstrukcję porąbano. Lecz niezależnie od tego, wybudowanie mostu przez ówczesną Jeziorkę przypominało próbę wznoszenia takiej konstrukcji na Jeziorze.

jez2O dawnym przebiegu Jeziorki pisałem już wielokrotnie, bowiem łatwo wpaść w pułapkę myślenia, iż jedną spośród niezmiennych rzeczy jest koryto rzeki. W pułapkę taką wpadły autorki najlepszego artykuł o historii Papierni, pisząc iż zalew św Jana powstał w roku 1730 i przyjmując, iż regulacja sprzed budowy imberfalu nie zmieniła przebiegu rzeki. Inni autorzy wyciągali z kolei wnioski, iż pojedynki, o których wspomniał Gloger i słynne „Wiesz gdzie Jeziorna” toczyły się zapewne gdzieś na terenie dzisiejszej Grapy. Tymczasem rzut oka na dawne mapy uświadomi nam, iż Nepomuk ustawiony został nie bez przyczyny w takim, a nie innym miejscu. Najstarszym znanym dowodem jego obecności, jest mapka gruntów odmierzonych w czerwcu 1812 roku. Figura ustawiona jest w nad zalewem, którego próżnie obecnie szukać, a staw Św Jana, nazywany tak zresztą potocznie od Nepomuka, to jedynie cień dawnej świetności. Spiętrzenie wodne poczynione na potrzeby istniejącego tu niegdyś młyna stanowi zaś znacznej wielkości jezioro, zalewające urocze mokradła przylegające do parku, które kilka lat temu doczekało się adaptacji w postaci wybudowanych mostków, umożliwiających oglądanie z bliska dzikiej przyrody. Jak pisałem już kiedyś północna nitka Jeziorki biegła dużo dalej, pod obecną restauracją, która w ciągu kilku istnienia tego bloga przeszła kilka zmian nazwy, ostatnio francuskie „Artuchaud” zmieniono na swojskiego „Karczocha”, przekładając na polski jego nazwę. Za rzeką zaczynały się ziemie oborskie, a co za tym idzie kończyła ziemia warszawska i zaczynała czerska. Jeśli gdzieś się pojedynkowano, to właśnie w tym miejscu. Najczęściej jednak niwa oborska, stanowiąca pastwiska Jeziorny Oborskiej była notorycznie zalana. Przebyć można było ją jedynie przewozem, na którym zarabiali przewoźnicy z tejże wsi, na terenie której obecnie wznosi się osiedle Grapa. Dla podróżnych oczekujących na transport wzniesiono tu z końcem XVIII wieku austerię, umożliwiającą nocleg. Dopiero w XIX wieku podjęto próbę regulacji. Niwa znalazła się wyraźnie pod wodą już praktycznie na stałe, w licznych listach skarżono się, iż Jeziorka wylewa tak często, iż jest praktycznie nie do przebycia. Mapka z roku 1856 pokazuje nam, iż podjęto próbę regulacji zalewu. W jego połowie zaczęto sypać groblę, która z czasem miała przekształcić się w wał. Nepomuk znalazł się na jego wysokości. Regulacja rzeki okazać się miała trwała, zalew mocno zmniejszono, a rzekę skierowano nowym torem, odsuwając od wsi Jeziorna Królewska. Koryto znaleźć się miało w miejscu zbliżonym do obecnego, z czasem o dawnych podziałach zapomniano . Na początku XX wieku grobla oznaczona jest już wyraźnie, z czasem przerwano ją budując imberfal. Jej dawna część, usypana 160 lat temu początek bierze przy Nepomuku.

center

1856

Dzięki mapce z roku 1812 widzimy jaką inną znaczną przemianę przeszła okolica. Nie tylko zmniejszono zalew (nota bene w okresie PRL były jakieś próby jego odtworzenia, lecz nie wyszło to poza fazę koncepcji, ale to już oddzielna historia), ale również mostek widoczny tu przy rozstaju dróg zniknął, podobnie jak koryto rzeki. Zdaje się zresztą, że zasypywał je już Michał Potulicki, bo otrzymywał na początku XIX wieku gniewne listy od Prusaków, żądających przywrócenia pierwotnego biegu rzeki i odtworzenia starej drogi. Mostek został zmieniony w przepust, a nad nim znalazło się miejsce nie tylko na skrzyżowanie dróg, lecz również na dom, co widać na pięknych starych zdjęciach z XX wieku. Obecnie to miejsce zajmuje rondo, które przesunęło drogę w kierunku oczka wodnego. Oczko wodne to pozostałość starego koryta jeziorki, na terenie którego urządzono obecnie targ, po tym jak koryto zlikwidowano, kopiąc kanał łączący obie papiernie.
Clipboard026

Fragment zalewu i przepustu w miejscu pierwotnego mostka. Przepust istnieje w tym miejscu do dzisiaj

A wracając do Nepomuka, wydaje się, ze wystawiono go w idealnym miejscu. Przed usypaniem grobli znajdowało się tu rozlewisko powodziowe, a on stał i wpatrywał się we wzbierającą rzekę. Na Urzecze.

Clipboard03

W tym miejscu znajduje się obecne rondo. Widoczna droga prowadzi w kierunku Mirkowa, znajduje się tam obecnie przystanek autobusowy obok parkingu Starej Papierni

Szpiedzy tacy jak my

ksunder

Jak powtarza co pewien czas Adam Zyszczyk, prowadzący zaprzyjaźniony profil na facebooku Konstancin-Jeziorna. Historia, ludzie, architektura, Konstancin jest miejscem, przez które przewinęła się lub kontakt z nim miała większość osób. Pojawiały się tu najbardziej znane osoby czy to ze świata nauki, czy to ze sfer wyższych, co odkrywamy z olbrzymim zdziwieniem, nawet jeśli wielu z nich nie moglibyśmy się spodziewać. Był więc jeden z najsłynniejszych światowych antropologów Bronisław Malinowski, przyjeżdżał generał De Gaulle, miasto odwiedził Cesarz Japonii, działało czerwone osiedle, z którego w latach stalinizmu kierowano krajem, wreszcie przebywał tu przez chwilę internowany Lech Wałęsa, a towarzysz Stalin zapłacił za katolicki pogrzeb na tutejszym cmentarzu i wzniesienie pomnika… Przyznam jednak, iż nie spodziewałem się, iż natrafię na informację wiążącą Konstancin, z jednym z najsłynniejszych szpiegów PRL.

Szpiedzy to temat wiecznie modny, nawet jeśli filmy szpiegowskie niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Ale niedawny pokaz filmu dokumentalnego w Hugonówce ściągnął tłumy, co pokazuje jak żywe jest zainteresowanie tym tematem. Choć metody szpiegowania zmieniły się przez tysiąclecia, cel pozostaje zawsze taki sami. Szczyt prowadzenia takich działań przypadł na lata zimnej wojny, a polski wywiad brał w nim aktywny udział. Najbardziej znanym polskim szpiegiem tamtego okresu jest Marian Zacharski, który ulokowany w USA uzyskał dostęp do najbardziej strzeżonych planów technicznych Bell Corporation. Drugim Leszek Chróst, który był agentem CIA ulokowanym w Polsce. Ich losy przecięły się dwukrotnie, po raz pierwszy w firmie Metalexport, gdzie przez chwilę byli razem zatrudnieni. Po jakimś czasie Chróst został posłany na placówkę do Bangkoku, gdzie został zwerbowany przez CIA.

ODg0NzYzJi1If2FMbU43cVYCYR53DT8tCldgCjV1

Tzw. tajnopis, przy pomocy którego Chróst otrzymywał polecenia. Zwykły list, po drugiej stronie którego stosowano "niewidzialny" atrament zapisując zaszyfrowaną treść

Było to w latach sześćdziesiątych, w Wietnamie sytuacja zaogniała się coraz bardziej, a USA imały się różnych sposobów, by ocalić się przed oblężeniem. Zgodnie z teorią domina uznawano, iż ZSRR będzie inicjował zwycięstwa komunistów w kolejnych krajach, które będą dołączać do jego obozu, aż w końcu USA zostaną same, w okrążeniu. W tamtych latach nie wiedziano, iż ZSRR to kolos na glinianych nogach, wręcz przeciwnie, niedawny kryzys kubański, umieszczenie na orbicie satelity i lot Gagarina w kosmos wskazywały, iż jest najpotężniejszym mocarstwem na świecie. Nic więc dziwnego, że Amerykanie nie szczędzili pieniędzy na działania szpiegowskie.

Chróst w Azji zarabiał około trzystu dolarów amerykańskich miesięcznie, po tym jak pracę dostała tam jego żona udawało się im odłożyć miesięcznie dwieście pięćdziesiąt dolarów. Była to wówczas kwota gigantyczna, po zwerbowaniu przez CIA miał do dyspozycji jeszcze większą. Po powrocie do Polski Chróst kupił nowy, zachodni samochód – forda taunusa – za tysiąc trzysta dolarów. Zapłacił za dom ulicy Antoniego Locciego, kupił także działkę pod Warszawą. Zakupy tłumaczył oszczędnościami poczynionymi w Bangkoku, czego przez lata nikt dokładnie nie zweryfikował. Chróst za pośrednictwem wymyślnych systemów łączności, kodów, skrytek i tajnopisów wykonywał przez ponad dekadę zadania zlecone przez CIA. Informacje, które przekazywał miały dla Amerykanów dużą wagę. Do końca nie wyjaśniono po dziś dzień wielu wydarzeń z nim związanych, choćby zamordowania w Azji jego byłego szefa Stanisława Gleba, który być może mógł zorientować się podwójnej grze podwładnego, gdy ten dorobił odcisk klucza do jego sejfu. Przez lata korzystał z przemyślnego systemu wymiany informacji, spotkania kontrolne odbywając w krajach Europy Zachodniej. Zgubił go nadmierny profesjonalizm, w trakcie rutynowej kontroli listów pisanych przez zachodnich dyplomatów, polskie służby ujawniły list zaadresowany tą samą ręką, którą adresowano listy do innych osób podejrzewanych o szpiegostwo, bowiem w CIA zajmował się tym wysokiej klasy agent, znający doskonale język polski. Tę jednak ważną przesłankę przegapiono, a polski kontrwywiad doszedł po nitce go kłębka. Chrósta zatrzymano w roku 1979, a po pokazowym procesie skazano na karę śmierci. Wyrok z czasem złagodzono i na słynnym berlińskim moście wymieniono wraz z innymi szpiegami CIA, między innymi za Mariana Zacharskiego, z którym spotkał się wówczas po raz drugi. Chróśt żyje do dzisiaj w USA, w wieku 80 lat nadal jest w świetnej formie.

58d26d922e6fb_o

Zatrzymanie Chrósta w roku 1979. Nakręcone sceny wykorzystano zarówno w filmie propagandowym jak i materiale szkoleniowym

A gdzie tu Konstancin? Hanna Chróst musiała rozwieść się z mężem, by ocalić dom na Sadybie, musiała jednak sprzedać część wzmiankowanej działki. Działka ta znajdowała się w Konstancinie. Oddajmy tu głos Leszkowi Chróstowi:

– Tę działkę kupił od mojej żony znany rzecznik prasowy z okresu PRL, nie pamiętam, jak się nazywał. – On kupił połowę działki, którą udało się zachować mojej żonie, druga połowa w wyniku konfiskaty należała do państwa.

Znanym rzecznikiem naturalnie jest Jerzy Urban, a na rzeczonej działce zakupionej przez Chrósta za pieniądze CIA stoi obecnie jego dom i znajduje się ogród.

Świat bywa przewrotny.


Źródła i literatura:

  • AWŁASEWICZ Tomasz, Łowcy Szpiegów. Polskie służby kontra CIA , Warszawa 2018

Manowce historii

ksunder

Dawno temu w tutejszych bibliotekach pojawiła się niewielka broszurka, którą można było kupić za grosze, opowiadająca o parafii cieciszewskiej. Zofia Krasuska jako pierwsza zdecydowała się spisać dzieje parafii, wedle coraz bardziej zapomnianej legendy mieszczącej się niegdyś w Cieciszewie. Książeczka jest przeurocza i pełna licznych błędów oraz anachronizmów. Lecz pamiętać należy, iż chyba to jedyna wydana w XX wieku publikacja, w której pojawia się zapomniana wówczas nazwa Urzecze, występująca w słowach lokalnej piosenki.

Z tejże broszurki także dowiedziałem się o istnieniu księgi nieznanej w zasadzie naukom historycznym, ani specjalistom od genealogii. To oprawiona w skórę Liber matrimoniorum ad ecclesiam et parochiam cieciszeviensem, czyli księga ślubów parafii cieciszewskiej, której spisywanie wkrótce po wojnach szwedzkich rozpoczął w dniu 15 sierpnia 1660 roku ówczesny cieciszewski proboszcz, Leon Stanisław Czarnysz. Księgę prowadzono przez pół wieku, po śmierci plebana z coraz mniejszą starannością, aż wreszcie w czasie wojen na początku XVIII wieku wpisy stały się coraz rzadsze. Przez 57 lat w parafii zawarto 941 związków małżeńskich. Wreszcie dowiadujemy się o zniszczeniu kościoła, bowiem ostatnie śluby zawierane są już w okolicznych wsiach. Ostatni wpis nakreślił jeden z kolejnych proboszczów 27 listopada 1717 roku w Gassach, jest on całkowicie nieczytelny. Trwała już wówczas budowa kościoła w Słomczynie, wznoszonego na skarpie, z dala od niszczycielskiej wody, która zniszczyła Cieciszew i inne okoliczne wsie. Nieznana ręka zachowała tę jedną księgę z dawnej świątyni i pozostała jedną z nielicznych pamiątek po pierwotnym miejscu siedziby jednej z najstarszych parafii tej części Mazowsza, erygowanej w roku 1236.

Clipboard0110Wróćmy jednak do książeczki Zofii Krasuskiej, o którą co jakiś czas jestem pytany przez tutejszych mieszkańców. Odpowiadam wówczas, iż ma ona dla mnie wyjątkową wartość sentymentalną, jednak prócz rozmaitych błędów próby weryfikacji oczywistych informacji przytaczanych przez Zofię Krasuską, niestety zderzały się z rzeczywistością. Nikt nie był w stanie wskazać lokalizacji dworu Cieciszewskich, którego położenie miał znać każdy z mieszkańców Cieciszewa, nie odnalazł się sztandar powstańców styczniowych celebrowany we wsi… Ale największym z błędów było wyciągnięcie wniosku, iż dwórka Kliczewska, podejrzewana o zabójstwo ostatnich mazowieckich książąt, wywodziła się z tutejszego Kliczyna

Mowa o wydarzeniu pośrednio wskutek którego Mazowsze utraciło swą odrębność i niezależność, stając się częścią Korony, a co za tym idzie Polski. Lud tutejszy zawsze związany był z tym krajem, cenił jednak swą odrębność od Małych i Wielkich Polaków, którzy traktowali ludzi z błota z wyższością. Lecz stopniowej inkorporacji obawiali się tylko panowie księstwa, a przeciw niej niewielu protestowało. Dość jednak, że jeszcze wiek później Mazurzy z dumą pielęgnowali swą niezależność. Jedną z przyczyn zniknięcia Księstwa Mazowieckiego była śmierć jego dziedziców, piastowskich książąt. W krótkim ze świata odeszli Stanisław i Janusz, pierwszy w 1524 roku, zaś drugi w 1526 roku, nie pozostawiając potomków.

Ostatni_Ksita_mazowieccyOstatni książęta Mazowieccy

To zapomniane obecnie wydarzenie miało wówczas siłę wstrząsu, jakim dla nas stała się choćby niedawna katastrowa samolotu w nieodległym kraju. Jeszcze kilkadziesiąt lat później Jędrzej Święcicki rozpamiętywał śmierć książąt i powtarzał żywą na Mazowszu historię, jakoby rozkochała ich w sobie Katarzyna Radziejowska, a następnie otruła. Marcin Bielski, ówcześnie żyjący kronikarz, nie dawał temu wiary, lecz lud uwierzył. Gniew nie mógł sięgnąć Katarzyny, bowiem jej ojciec Andrzej herbu Junosza był zbyt potężny, nadto jako wojewodzianka płocka nie polegała jurysdykcji mazowieckiej. Katarzyna schroniła się poza granicami księstwa, zaś gniew sięgnął więc jej dwórki, która miała wraz z Katarzyną namawiać do otrucia książąt, za co skonała na mękach. Nosiła ona nazwisko Kliczewska, stąd też Zofia Krasuska wyprowadziła karkołomną tezę, iż wywodziła się z rodu pochodzącego z Kliczyna. Historyk zbije to założenie bez trudu, biorąc pod uwagę iż nazwiska w XVI wieku kształtowały się od nazw majątku, a Kliczyn takowym nie był. Prawdopodobne Kliczewska pochodziła z rodu zamieszkującego w powiecie szreńskim (herbu Brodzic) lub płońskim (herbu Dołęga). Gdy inkorporacja stawała się coraz bardziej faktem, wskutek nacisków Bony Sforzy, lud wrzał, dochodząc do wniosku, iż Radziejowska rękami Kliczewskiej najpierw otruła matkę ostatnich książąt – Annę Radziwiłł, a potem po kolei braci. Sprawczyni zbrodni nigdy nie postawiono przed sądem, co wywołało kolejne fale domysłów i podejrzeń, że za zabójstwem stała Bona, która chciała, aby księstwo mazowieckie stało się dziedzicznym księstwem jej syna Zygmunta Augusta, późniejszego króla Polski. Podejrzenia były na tyle poważne, że Zygmunt Stary polecił przeprowadzić śledztwo.W jego wyniku ogłoszono edyktem w dniu 9 lutego 1528 roku, iż książęta:

„nie sztuką ani sprawą ludzką, lecz z woli Pana Wszechmogącego tego świata zeszli”

W roku 1529 Mazowsze zostało włączone do Polski. Choć szlachta mazowiecka została zrównana z prawami szlachty w Koronie, lokalne prawo obowiązywało do roku 1577. Jędrzej Święcicki jeszcze w roku 1634 w swym dziele bolał nad utratą niezależności, a przede wszystkim, iż Polacy traktują mieszkańców Mazowsza z wyższością, wspominając czasy przed nadejściem Korony i Polski, która dokonała zaboru. Nie przypadkiem wzmiankowałem tu katastrofę samolotu, obecnie rozpalającą wciąż nasze zmysły i wpływającą na codzienne życie. Po latach nikt o niej nie będzie pamiętał, podobnie jak o mazowieckich książętach, o Mazowszu, któremu Polska odebrała wolność. Wszystko przeminie, pozostanie tylko legenda, z którą historyk zawsze przegra.

Bo w układance mazowieckiej jest jeszcze jeden element, Katarzyna Radziejowska poślubić miała później Konrada Oborskiego. Kliczyn i Obory to zbyt wielka koincydencja jak na tak dziwną historię nieprawdaż?. Tak również sądziła Zofia Krasuska. A co na to historyk? Imię „Conrado” pojawia się dopiero w drugiej wersji „Opisania Mazowsza” Jędrzeja Święcickiego, zaś w pierwszym druku stoi tam „trado Oborski”. Kolejna więc literówka, zmieniająca przekaz w opowieść. A zatem czy Katarzyna poślubiła mężczyznę zwanego Oborski i czy jej służka, Katarzyna z Kliczewskich wywodzących się z Kliczyna należącego do Oborskich, którzy pierwszej ćwierci wieku XVI pełnili funkcje urzędnicze w Księstwie, miała coś wspólnego ze śmiercią książąt i klątwą Piastów? To kolejna z tajemnic historii, czy która przecież jak napisał Ambrose Bierce, jest li tylko przekazem, wydarzeń w większości nieistotnych, które są dziełem władców, w większości niegodziwców i żołnierzy, w większości głupców.


Źródła i literatura:

  • KRASUSKA Zofia, Słomczyn zarys najdawniejszych dziejów parafii cieciszewskiej , Słomczyn 1993
  • Dzieje Mazowsza, t. I, red. H. Samsonowicz, Pułtusk 2006

Początki Słomczyna

ksunder

Słomczyn wydaje się pozornie brać swą nazwę od słomy, tak też sądzili jego mieszkańcy w latach trzydziestych XX wieku przygotowując informacje dotyczące opisywanej jakiś czas temu wzorcowej wsi. Tymczasem język polski ulegał przez stulecia znacznym przemianom, stąd też założenie to jest całkowicie błędne. Nazwa wsi nie uległa zmianie, jednak jej znaczenie od czasów średniowiecza zupełnie się zatarło. Słomczyn to bowiem nic innego niż Sławkowo, czyli osada Sławka.

Skąd więc ta dziwaczna zmiana nazewnictwa? Już śpieszę z wytłumaczeniem. Podeprę się tu autorytetem wybitnych językoznawców Witolda Taszyckiego i Urszuli Bijak, którzy wskazywali, iż występująca we wczesnośredniowiecznych dokumentach forma imienia Slanchone (Slanczone) jest zapisem imienia Sławka czyli Sławomira. Od tego imienia wywodzić należy więc nazwę osady, pierwotnie zapisywanej jako Slanczino. Powstała ona zatem na podobnej zasadzie jak Cieciszew od Ciecisza, Habdzin od Hebdy a Opacz od Opaka. Jako ciekawostkę podajmy, iż w akcie lokacji Woli Cieciszewskiej z roku 1363 świadkiem spisania aktu jest między innymi Slanczone Wiszniensi, czyli Sławko z Wizny. Koincydencja to bez mała ciekawa, nic jednak nie wiemy o owej postaci, ani jej związkach z rodem Pierzchałów.

Clipboard018Słomczyn, druga połowa XVII wieku

Powyższe intryguje jednak o tyle, iż Słomczyn powstał najprawdopodobniej mniej więcej w tamtym okresie, na przełomie XIV i XV wieku. Najstarsze ślady archeologiczne wskazują na XV wiek i jest to zgodne z najstarszym pojawieniem się miejscowości w dokumentach. Założono ją na terenie dóbr cieciszewskich, być może początkowo jako folwark, lub domenę jednego z potomków Stanisława Pierzchały o imieniu Slanczone, choć nie mamy przesłanek pozwalających utożsamić go ze Sławkiem z Wizny. Potomkowie Stanisława dzielili między siebie ziemię Cieciszewa, co z czasem spowoduje rozdrobnienie i powstanie kolejnych miejscowości, dawno już zapomnianych, w postaci Cieciszewka czy Cieciszewa Mniejszego. Słomczyn pojawia się po raz pierwszy w takim kontekście, w roku 1430 jego właścicielem jest Jan ze Słomczyna, mąż Katarzyny córki Jana z Sosnkowa (być może niedalekiej Sosnki), który dokonuje sprzedaży części ziemi. Ten najstarszy zapis nazwy miejscowości brzmi właśnie Slanczino.

Jako niewielka osada w granicach Cieciszewa Słomczyn pojawia się pośród średniowiecznych dokumentów niezmiernie rzadko, kolejnej wzmianki doczeka się dopiero w roku 1476, przy okazji znoszenia powinności rycerskich przez księcia Konrada II Mazowieckiego. Należy wówczas do Jakuba Cieciszewskiego, pana Cieciszewa Mniejszego, Cieciszewka, Imielina oraz Slanczyna, a zatem znacznej części majątku rodu z Cieciszewa. Jako wieś położona na terenie dóbr Cieciszewskich wzmiankowany jest kilkakrotnie w takim kontekście. Ciekawsze informacje przyniesie nam dopiero XVI wiek, kiedy bracia Cieciszewscy zaczną spisywać podziały swego majątku. I tak w roku 1563 Jakub, Piotr, Andrzej, Jan  Cieciszewscy dziedzice Cieciszewa, Łyczyna, Słomczyna i Okunina dzielą dobra. Świadkami są znani nam doskonale inni potomkowie Pierzchałów – Turowscy z Turowic (Kawęczyna) i Oborscy z Obór.

Jakuba i Jana pomińmy w tych opisach, dzielili się oni bowiem innymi niż Słomczyn miejscowościami. Andrzej otrzymał dział w Słomczynie wraz z poddanymi mu rolnymi (chłopami). Odnotowano najstarsze znane nam nazwiska tych mieszkańców Słomczyna, byli to Kuna, Roczek, Dzieska oraz Byczek. Z kolei Piotrowi Cieciszewskimu wraz z działem w Słomczynie przypisano innych mieszkańców, noszących nazwiska Pathora, Stacheta, Staszek i Czirana oraz ogrodnika Szymona Wielkiego.

Tu mały komentarz, jak widzimy w owym czasie nie sposób mówić o nazwiskach w rozumieniu jakie znamy. Nie tylko w przypadku chłopów, tradycja nazwisk kończyła się właśnie wykształcać, określenia nadawane od zajmowanych dóbr takie jak Cieciszewski czy Oborski stawały się właśnie nazwiskami. Do tego okresu możliwe było jeszcze, iż obejmując inne dobra ich właściciel zyskiwał związany z nim przydomek – jak Czosnowski od Czosnowa czy Okoński od Okunina. Przydomki stały się nazwiskami, odrywając od nazw dóbr. Kolejny wiek nazwiska przylegały do przedstawicieli niższego stanu, gdy zajrzymy do księgi parafialnej Cieciszewa z drugiej połowy XVII wieku zobaczymy, iż każdy mieszkaniec wsi posiada już nazwisko. O ile był mężczyzną, w przypadku kobiet musiało to jeszcze chwilę potrwać.

Clipboard024

Raz jeszcze Słomczyn w XVII wieku.

W ramach ciekawostki dodać można, iż potomkowie części osób wymienionych XVI wiecznych osób zamieszkują te okolice do tej pory – choćby rodzina Kopytów, których przodek Thopith zamieszkiwał w roku 1563 Kozłów, na terenie którego obecnie leżą Piaski.

Wróćmy jednak do Słomczyna, bowiem dawno to zamierzchłe i zapomniane czasy, kiedy jak odnotowano Słomczyn od Goździ oddzielała rzeka Wisła. Obecnie jej pozostałości zmieniły się w jeziora w Cieciszewie, wówczas płynęła starorzeczem w kierunku Obór, przez teren dzisiejszej Parceli. Na południu i w lesie na zachodzie Słomczyn graniczył z dobrami Kawęczyna. Jak zanotowano w roku 1603 dziesięciny ze wsi Słomczyn (po raz pierwszy pod taką nazwą) stanowiły uposażenie kościoła w Cieciszewie.

W XVII wieku wraz z upadkiem rodziny Cieciszewskich zmienił właściciela i został sprzedany. Ale o tym innym razem.


Źródła i literatura:

  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Archiwum Parafialne w Słomczynie
  • AGAD, Obory

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci