Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Spis Treści 7

ksunder

Ostatni spis treści tekstów zamieszczonych na blogu pojawił się prawoepółtorej roku temu. Pora więc na aktualizację, jak zawsze poniżej znaleźć można wykaz wszystkich tekstów opublikowanych na blogu od początku jego istnienia, z subiektywnym podziałem dokonanym przez autora, zupełnie nie odpowiadającym tagom i kategoriom. Jak zawsze uwzględniono wersje audio nagrane w ramach podcastu przez Bartka Biedrzyckiego, dostępne na portalu konstancin.com.

Nad Jeziorką

Teksty traktujące o tym, że rzeka Jeziorka płynęła niegdyś zupełnie inaczej niż obecnie, a wszyscy piszący o papierni nie mieli dotąd pojęcia, że ongiś znajdowały się w tym miejscu dwa młyny i dwie odnogi rzeki. I dwie zupełnie różne wsie o nazwie Jeziorna, mające różnych właścicieli, dotąd ze sobą mylone mylone. A także o placówce pocztowej założonej w XVIII wieku. I Papierni. I wielu innych rzeczach związanych z miejscowościami położonymi nad rzeką.

W PRL-u

Teksty o problemach mieszkaniowych, a także o specjalnym osiedlu zamieszkałym w latach pięćdziesiątych przez elitę władzy. W tym nieznany wcześniej raport uciekiniera z Królewskiej Góry, osiadłego na zachodzie,a także inne opowieści o życiu codziennym w PRL.

W drodze

Teksty o tym, iż przez gminę Konstancin-Jeziorna przebiega jeden z najstarszych i najważniejszych szlaków handlowych, który został całkowicie zapomniany.

Początki

Teksty o początkach wsi i osad wchodzących w skład gminy Konstancin-Jeziorna.

Na Urzeczu

Urzecze, gwarowo Łurzyce, to mikroregion etnograniczny leżący po obu stronach pasa nadwiślańskiego od obecnych terenów Warszawy, aż po ujście Pilicy. Ten zapomniany region został odkryty niedawno przez dr. Łukasza Maurycego Stanaszka, a historia okolic Konstancina jest nierozerwalnie związana z Wisłą. Stąd w tekstach na ten temat poczytać można przede wszystkim o życiu codziennym nad Jeziorką i Wisłą.

Olędrzy

Kim byli? Osadnikami, którzy wywarli przemożny wpływ na krajobraz i kulturę tych stron. I o ich osadnictwie tutaj mowa. Tu założono najstarsze wsie na Urzeczu. Zostali zapomniani, teksty przedstawiają ich historię.

Kobiety okolic Konstancina

KDK zajmuje się niemal wyłącznie Konstancinem, również opowiadając o kobietach, które zaznaczyły swą obecność w krótkiej historii letniska. Tymczasem już kilka stuleci wcześniej kobiety miały decydujący wpływ na historię tutejszych ziem. Oto ich historie.

Pogranicze w Ogniu

Historia sporów i konfliktów granicznych na ziemiach wchodzących obecnie w skład gminy Konstancin-Jeziorna wraz z opisem dawnego przebiegu granic.

odcinek 1odcinek 2odcinek 3odcinek 4

wersja AUDIO: odcinek 1odcinek 2

Kościoły

Niejako przy okazji napisano kilka słów o dwóch świątyniach znajdujących się na terenie gminy, w jednym wypadku kościół obchodził stulecie, w drugim jak się okazało, niewiele brakuje mu do ośmiu wieków.

W czasach wojny

O różnych innych powstaniach i wojnach, czy to Powstaniu Warszawskim, czy wrześniu 1939 i ich przebiegu w tych stronach.

Tajemnice Konstancina

Jak to ujęła jedna z osób cykl o dekonstrukcji Konstancina, pokazujący różne związane z nim mniejsze lub większe tajemnice, oraz ciekawostki z historii tutejszych letnisk.

Miscellanea

Teksty jak najbardziej historyczne, traktujące o różnych sprawach, które niezbyt wiedziałem gdzie zakwalifikować. Jest i o groźnym potworze i o autobusach.

Żywioły Wisły

ksunder

W ostatnich dniach na stronie FB bloga zamieszczałem zdjęcia z ostatniej wielkiej powodzi na Urzeczu z roku 1947 pozwalające uzmysłowić sobie jak niegdyś wyglądało życie codziennie w tych stronach. Tutejszą codzienność i rokroczne zmagania na z żywiołem opisywałem zresztą już wielokrotnie na blogu, w dobie dyskusji o zmianach klimatycznych warto pamiętać, iż w dużej mierze do ich zaistnienia przyczynił się człowiek. Masowe wylesienie polegające na wycinaniu borów i lasów porastających nadwiślańskie obszary choćby na odcinku od Milanowa (Wilanowa) po Czersk i wielu innych spowodowało zmianę układu wód gruntowych, dając także wodzie przestrzeń gdzie mogła się rozlewać i zatrzymywać, nie zatrzymywana przez naturalne przeszkody. Wskutek naniosów powodziowych żyzność tutejszych gleb wzrastała, dzięki zasilaniu madami wiślanymi, podnosząc atrakcyjność osadniczą Urzecza, jednocześnie narażając coraz większą liczbę ludzi na powodzie. W ten sposób wytworzył się efekt zamkniętego koła; dokonując zmian w krajobrazie przyrodniczym umożliwiano coraz większe spustoszenie powodziowe, z którym usiłowano walczyć.

Clipboard013Sposoby walki z powodziami były już na blogu opisywane, mam jednak wrażenie, że w obecnych czasach nie do końca uświadamiamy sobie znaczenie określenia, iż „na Urzeczu Wisła chodziła”. Otóż do niedawna nie miała ona bowiem ustalonego biegu, zmieniać zaczęło się to w XIX wieku wraz z usypaniem wałów, których rolą początkowo było powstrzymanie rzeki od wylewów, prowadząc z czasem do pragnienia utrzymania jej w ryzach, w stałym korycie. Aż do XX wieku nurt powodziowy kierował ją jednak na nowe tory.

Możemy to prześledzić od czasów wczesnego średniowiecza, zarówno na podstawie źródeł historycznych jak i ukształtowania terenu. W najstarszych tutejszych dokumentach traktujących o rodach rycerskich zamieszkujących obie strony Wisły mowa jest, iż posiadają one „działy” ziemi obok miejscowości położonych na drugim brzegu rzeki. Zarówno Cieciszewscy, Oborscy, Bielawscy czy Falińscy lub potomkowie Wita z Dudy stają się właścicielami gruntów rozdzielonych przez Wisłę, nie tylko wskutek dziedziczenia. A jak potężne bywają to procesy niech świadczy fakt, iż tutejsze wsie zakładano nad Wisłą – Bielawę, Jeziornę, Obory, Habdzin, Opacz czy Cieciszew i inne. Wszystkie tutejsze stawy i jeziora to dawne wiślane starorzecza, nad którymi lokowano osady, następnie rzeka wycinała meat (staropolskie kanał, rzeczne łożysko) w innym miejscu. Około XVI wieku Wisła ustabilizowała co prawda swój bieg w rejonie gdzie płynie obecnie, nie znaczy jednak iż nie chodziła dalej. Oborscy i Bielawscy wymieniani są wówczas jako właściciele części Świdra czy Falenicy. Powodowało to liczne konflikty graniczne, bowiem trudno czasem ustalić po zmianie koryta rzeki, która część ziemi do kogo należy. Opisywałem kiedyś na blogu staropolskie awantury na wiślanej kępie, między Oborami a Falenicą o faszynę, w które zaangażował się osobiście dziedzic Faliński. Można zadać pytanie jak ustalono przynależność terytorialną po powodzi? Liczne zachowane dokumenty opisują doroczny obchód ziem dokonywany po zimowym i wiosennym przyborze wody. W XVIII wieku imć Milewski raportował Urszuli Wielopolskiej z Obór ile drzew przybyło, ile ubyło, ile prętów ziemi wymyło. Tutejsza roślinność liczona była co do sztuki.

kepaFragment mapy w górnej części z roku 1712 ze zbiorów AGAD

Wspomniana Kępa jest jednym z dwóch tutejszych miejsc, gdzie doskonale widać zmiany koryta dokonywane przez chodzącą Wisłę. Obok okolic Gassów to miejsce newralgiczne, gdzie woda wymywała zawsze liczne kępy, obecnie oba te rejony objęte są ochroną jako rezerwaty Wyspy Zawadowskie i Wyspy Świderskie. W średniowieczu próbowano się tam osiedlać, Kępa istniała w jakimś kształcie i znajdowała się tam wieś Narty, po „Potopie Szwedzkim” spustoszona i zabrana przez Wisłę. W nowej formie Kępa uformowała się z terenów należących do Falenicy i Obór, na mapie z 1712 widać doskonale którędy płynęła uprzednio Wisła, a także iż Wilanówka stała się na chwilę jej głównym korytem nim kapryśna rzeka zmieniła swój bieg. Niewielka Kępa na rzece przetrwała, a gdy pod koniec XVIII wieku osiedlili się na niej Olędrzy, stawili jej skutecznie czoła zakładając wsie Kępa Falenicka i Kępa Oborska, sprawiając iż stała się częścią stałego lądu, ale to już inna historia.

Rejon położony między Gassami i Cieciszewem a Świdrem przez Karczew do Nabrzeża także ma długą historię wiślanych wędrówek. Na lewym brzegu rzeka zniszczyła całkowicie największą z tutejszych wsi. W XVI i XVII wieku był nią Kozłów, ciągnący się od Kopytów do Cieciszewa. O tym, iż został przecięty przez rzekę na pół w drugiej połowie stulecia dowiadujemy się z dokumentów, wskazujących iż podzielony został na „górny” i „dolny”, położone na lewym brzegu i prawym. W XVIII wieku woda zniszczyła go całkowicie, osadnictwo powróciło na powodziowych piaskach, gdzie zaczęto określać taką nazwą tutejszą wieś.

Jeśli popatrzymy na rejon przeprawy promowej także dostrzeżemy zachodzące tu zmiany. Między Gassami a Przewozem (obecnie część Karczewa) Wisła wędrowała od lat. Jeszcze po II Wojnie Światowej mieszkańcy Gassów udawali się uprawiać swoje pola na prawym brzegu Wisły, co było właśnie skutkiem częstych zmian koryta. Przykład takiej przemiany obrazuje nam mapa z połowy XIX wieku. W roku 1848 oznaczono grunty należące do nieistniejącej obecnie wsi Grzanki (przetrwała w postaci folwarku do XX wieku), które znalazły się pod wodą po kolejnej zmianie nurtu. Przy okazji oznaczono na tej mapce Zieleniec, który przestał istnieć po powodziach wraz z początkiem XX wieku. Możemy także zobaczyć w jaki sposób znalazł się na lewym brzegu rzeki, jak widać uprzednio koryto Wiślane omijało go łukiem, pozostawiając po stronie Otwocka Wielkiego. Uważne przyjrzenie się planowi pozwala zrozumieć z czym mierzyli się rokrocznie mieszkańcy Urzecza, gdzie Wisła „chodziła”. A sypane w XIX wieku wały bywały przerywane i nie powstrzymywały żywiołu.

mapa11848, mapa ze zbiorów Archiwum Państwowego w Krakowie

Nawet w tutejszych nazwiskach takich jak „Utrata” odnajdziemy ślady tamtej przeszłości. Dopiero podwyższanie wałów spowodowało, iż kapryśna rzeka została ujęta w ryzach, co oczywiście spowodowało nowe problemy, związane z nieznanym uprzednio zjawiskiem kumulowania fali powodziowej, która narastała spiętrzając się między wałami, szukając miejsca gdzie mogła się rozlać. Przelanie przez koronę wałów i ich przerwanie sprawiało, iż szukała nowych dróg ujścia. Do dziś nieopodal Ciszycy istnieją stawy, które jak opowiadali mi mieszkańcy powstały podczas powodzi w roku 1887.

Nic więc dziwnego, że stare urzycoki traktują Wisłę z szacunkiem, dziedzicząc pamięć pokoleń o tym czego może dokonać rzeka.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Archiwum Państwowe w Krakowie
  • OSTROWSKI Janusz, Warunki przyrodnicze i zmiany zalesienia powiatu Piaseczno na przestrzeni dziejów w Studia i materiały do dziejów powiatu piaseczyńskiego, red. J. Antoniewicz, Warszawa 1973
  • PLITT Joanna, Antropogeniczne i Naturalne Przeobrażenia Krajobrazów Roślinnych Mazowsza (od schyłku XVIII w do 1990 r), prace geograficzne nr 166, Wrocław 1996

Mapa Kwatermistrzostwa

ksunder

Powróćmy do opisywania tutejszej historii kartograficzno-kartograficznej, pomysłu zarzuconego przeze mnie kilka lat temu, acz zainteresowanie dawnymi mapami tych terenów pokazuje, iż być może niesłusznie. Dziś o najwybitniejszym dokonaniu w tej dziedzinie, powstałej w XIX wieku mapie zwanej „Mapą Kwatermistrzostwa”.

Od opublikowania z końcem XVIII wieku opisywanej poprzednio mapy Karola de Pertheesa kolejne kilkadziesiąt lat stanowiło gwałtowny rozwój tej dziedziny. Przyczyny były tu w przypadku ziem polskich dwie. Pierwszą była swoista „inwentaryzacja zasobów” dokonywana przez państwa zaborcze, stąd też sporządzono dla terenów Prus i Austrii mapy i plany posługując się pomiarami dużo bardziej dokładnymi niż te, które dokonał de Perthees. Plany tych terenów z początku XIX wieku omówimy jednak przy innej okazji. Inną dużo ważniejszą przyczyną natury ogólnej były wojny napoleońskie, a planowanie operacji na taką skalę wymagało dokładnej znajomości terenu. W przypadku ziem polskich uwidocznił się problem praktycznie tak znaczny jak w przypadku Hiszpanii, gdzie oficerowie armii Wellingtona odkrywali, iż na królewskich planach oznaczano nieistniejące od czasów rzymskich mosty, gdzieniegdzie rysując nawet strzegące przepraw smoki. Planów nie było, nikt nie potrafił ich wykonywać, dopiero przeniesienie zasad trygonometrycznych wykorzystywanych na morzu spowodowało rozwój kartografii w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. W Księstwie Warszawskim duży wpływ na powyższe wywarli oficerowie francuscy, a wykonane wówczas mapy i znaczenie jakie zyskały prace inżynieryjne w prowadzonych działaniach wojennych spowodowały, iż w roku 1815 w armii Królestwa Polskiego powołano do komórkę odpowiedzialną za przygotowanie map, działającą w ramach Kwatermistrzostwa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Stąd właśnie potoczna nazwa tej niezwykle popularnej do dziś mapy, dość że jej reprodukcje znajdziemy w książkach o Urzeczu, czy Czarnowie.

pobrane_9Początkowo komórka aktualizowała mapy sporządzone przez Prusy, Austrię i Francję, by w roku 1822 przystąpić do opracowania mapy topograficznej. W tym celu przystąpiono do wykonywania „zdjęć” jak wówczas mówiono, zdejmując pomiary z natury (jeśli ktoś nie wiedział jakie pochodzenie ma owo określenie). Mimo, iż w roku 1828 powołano Korpus Topografów w Armii Rosyjskiej, mapy opracowywała kadra polska. Inżynierowie wykonali tytaniczną pracę, dokonując pomiarów dróg szlaków i miejscowości w całym Królestwie. Precyzja świadczy o tym jak wysoko stała wówczas ta obecnie niedoceniana sztuka, przypomnieć należy o szczytowym osiągnięciu inżynierii, Kanale Augustowskich, którego jednym z budowniczych był pułkownik Ignacy Rossman, a doświadczenia wówczas nabyte wykorzystał później przy budowie nadwiślańskich wałów.

Przed wybuchem Powstania Listopadowego opracowano 27 sekcji, opracowano własną sieć triangulacyjną, przyjęto układ współrzędnych. Po upadku Powstania Rosjanie kontynuowali projekt w ramach Korpusu Topografów, jednak przez oficerów polskich, co świadczy o ich wysokiej renomie. Wydany w roku 1843 komplet map jako Topograficzna Karta Królestwa Polskiego dedykowana została carowi Mikołajowi I, jako datę druku wskazano rok 1839, kiedy zakończono pomiary. Do roku 1857 mapa traktowana była jako dokument tajny, jej sprzedaż była niemożliwa, na podstawie zebranych doświadczeń możliwe było dokonanie pomiarów na potrzeby tzw. Trójwiorstówki, mapy europejskiej części Rosji.

1Pora przyjrzeć się szczegółowo mapie tych terenów, przemieszczając się od północy. Dostrzeżemy precyzyjnie wyrysowaną linię skarpy, odcinającą zalewowe tereny Urzecza od „górnych” pól. Przez Kabaty wiedzie droga istniejąca po dziś dzień, prowadząca do Jeziorny, w owym czasie wychodząca już powoli z użycia, gdy kilka lat wcześniej utworzono drogę Puławską i poprawiono trakt przez Powsin przez Górę Kalwarię do Warki. Między Powsinem a Kabatami na skarpie znajdziemy cegielnię, jej ślady w postaci licznych dołów zachowały się do dzisiaj. Jak widać obecny Józefosław odnotowano pod starą nazwą, nadaną jeszcze przez kolonistów niemieckich, Ludwigród. Na granicy z Kierzkiem czyli Kierszkiem na rozstaju dróg znalazła się karczma. Układ dróg przetrwał w terenie, jedynie folwark Olechów już nie istnieje, choć ślady po nim z łatwością odnajdziemy na satelitarnych zdjęciach Lasu Kabackiego. Przeskakując dalej widzimy, iż dwór w Chylicach nie założył jeszcze żadnych kolonii, takich jak Wierzbno czy Czarnów, miało to się stać dopiero w ciągu kolejnej dekady. Na granicy lasu istnieje jedynie opisywany niedawno średniowieczny folwark Jastrzębie.

21Wróćmy znów ku północy, zalewowe tereny dzięki którym ziemie te zyskały nazwę „Urzecza” są doskonale widoczne. Największą obok Powsina wieś tych stron, Bielawę, oddziela od pozostałych miejscowości pas mokradeł. Oznaczono liczne już w tych stronach wiatraki oraz karczmy. Ta nieopodal Okrzesina obsługiwała olędrów z sąsiedniej wyspy, Kępy, na której założone pół wieku wcześniej olęderskie wsie zwano od dworów Oborską czy Falenicką. Przy okazji widać, iż wyspa praktycznie połączyła się już wskutek prowadzonej przez nich gospodarki ze stałym lądem, choć stary układ Jeziorki i Wilanówki powoduje, iż korzysta się brodu. W tym miejscu zwróćmy uwagę, iż aż do granicy ziem oborskich wzdłuż Wisły widnieje wznoszony przez hrabiego Kaspra Potulickiego wał, chroniący od wylewów. Jego budowa miała trwać jeszcze ćwierć wieku.

33Z Bielawy do Opaczy można dostać się brodem przez Jeziorkę. Układ dróg jest zupełnie inny, Ciszyca to niewielka osada obok Koła – tę historię także już kiedyś opisywałem. W tym miejscu zwrócę jeszcze uwagę na bezrefleksyjne powtarzanie nazw uwiecznionych na mapach, bez konfrontacji z innymi dokumentami. Na mapie nazwy odnotowano ze słuchu, stąd „Cieszyca” czy „Kierzki” i wreszcie tajemnicze „Wicie”. Nazwa takiej osady nie pojawia się nigdzie indziej, trudno powiedzieć czy zapomniany topograf zapisał nazwę siedliska jakiejś ówczesnej rodziny, choć takie nazwisko się tu nie pojawiło, czy popularne słowo „wicie, tutaj…”. Podobnie rzecz się ma z Hossami, które już wówczas wszędzie określano nazwą Gassy. Nieopodal Kępa Świderska, zwana Kępą Zieleniecką, po dziś dzień Zieleńcem, choć nie zachowała się tam już żadna osada. W tej części Urzecza jak łatwo dostrzec Obórki, Borek i Czernidła są w starej lokalizacji, „Trytwy” do Gassów jeszcze nie usypano, „Hobdzin” to, kolejna pomyłka autora, nie mająca potwierdzenia w żadnych innych źródłach, być może chodziło mu o Chabdzin (Habdzin)? Piaski, Cieciszew, Słomczyn czy Kawęczyn wraz z Dębówką niewiele się zmieniły, przy kościele słynna karczma istniejąca tu od dawna. Uwagę zwraca las oborski, w dużej mierze wówczas nie istniejący. Oznaczono folwark Teresin (jako fol. Potulickich), inny założono nieopodal Chabdzina. Jak widać aż do Jeziorki ciągną się tu łąki, które przez kolejne pół wieku porosną lasem, w którym powstanie Konstancin. Skolimów położony jest po drugiej stronie rzeki. A czego na mapie nie ma? Oznaczono tylko jedną Jeziornę, Królewską, choć po drugiej stronie Jeziorki istniała Oborska. Z ciekawostek zwróćmy uwagę na obie papiernie, dolną i górną, a także groble oborskie, prowadzące do dworu. W owym czasie jego okolica zaczyna się już zabagniać, wskutek zmian przepływu wody. Zaczyna się powoli atrofia, która doprowadzi do powstania Łęgów oborskich.

Czego na mapie zabrakło? Wielu rzeczy, choćby folwarku Imielin, oznaczono za to choć bez nazwy karczmę bielawską, zwaną Klarysowem. Być może część zdziwienia związanego z dawną topografią zniwelują linki do dawnych wpisów, które pozaznaczałem w tekście. Zachęcam do lektury.


Źródła i literatura:

  • Kartografia Królestwa Polskiego 1815-1915. Warszawa, PAN, 2000
  • wszystkie arkusze mapy dostępne są na stronie Polona.pl

Europa jesienią

ksunder

Jesień zastała mnie w Europie. Znalazła mnie w Hadze, gdzie ciepła pogoda i zieleń nie zwiastowały schyłku lata. Choć właśnie się rozpoczynała, liście nie zaczęły jeszcze żółknąć w nadmorskim klimacie Holandii. Chodziłem korytarzami bogato zdobionego Vreispalais, po polsku zwanego Pałacem Pokoju zastanawiając się o czym mogli myśleć ludzie przebywający w tym miejscu ponad 100 lat wcześniej, w roku 1914. Bowiem Pałac Pokoju wzniesiono na siedzibę Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, powołanego z początkiem XX wieku. Tu miano sądzić zbrodnie wojenne, wyniki starć i potyczek toczonych z dala od Europy. Jego wybudowanie było skutkiem podpisania konwencji haskiej w 1899, wskutek którego postanowiono, iż miejsce Trybunał powinien mieć stałą siedzibę. Podjął się tego Andrew Carnegie i wydał na to 1,5 miliona dolarów, nawet jak na tamte czasy olbrzymie pieniądze. Pałac gościł w roku 1907 monarchów i władców, którzy dołożyli się do jego wyposażenia zwożąc marmury, dzieła sztuki, dekorując wnętrza i ściany gigantycznymi kobiercami. Choć Trybunał wyniósł się do innego budynku, wciąż właśnie tu odczytywane są orzeczenia.

IMG_20180918_084635Skorzystałem z uprzywilejowanej sytuacji i przyznanej swobody, bo turystów się tu wpuszcza rzadko i nie pozwala robić zdjęć. Ale również samodzielnie musiałem dekodować znaczenie tych wszystkich mozaik i obrazów, bo wszystko tam jest zaplanowane, prowadząc gościa do jedynej słusznej konkluzji. Na podłodze „Sol iustitiae illustra nos”, czyli „Oby oświeciło nas słońce sprawiedliwości”, stanowiące jednocześnie motto Uniwersytetu w Utrechcie. Schody prowadzą na półpiętro, gdzie w centralnym punkcie do środka zbiegają się mozaiki – los i gniew wojny prowadzą do mądrości ludzkiej i sprawiedliwości, które przeradzają się w pokój. Z piętra wszystko błogosławi posąg Chrystusa. Widać w tym wszystkim duch czasu i wiarę epoki, że wojny już nigdy nie będzie, bo pokój jest najwyższą wartością dojrzałej ludzkości. Mozaikowe zdobienia to jeszcze czysta secesja, belle epoque i XIX wiek, choć budowę pałacu finalizowano w roku 1913. Miał gościć trzecią konferencję haską w roku 1914, nie zdążył, choć przecież jeszcze w roku 1912 Jan Bloch i wielu innych udowodniło przekonująco, że wojna w Europie jest nieopłacalna. No a jeszcze jesienią 1914 w murach tego pałacu padło zdanie, że potrwa krótko i będzie wojną, która położy kres wszelkim wojnom.

IMG_20180919_103237Holenderski pałac pokoju wzniesiono by wojny uniknąć, Uniknąć to złe słowo, bowiem bogate zdobienia pałacu jednoznacznie wskazują, na niezachwiane przekonanie, iż wojny nigdy nie będzie, bowiem pokój i sprawiedliwość są najwyższym dobrem cywilizowanej europejskiej ludzkości. Tej samej, która niczym w słynnej książce Jana Blocha miała już nigdy nie walczyć, gdyż w Europie końca belle epoque, było to przecież całkowicie nieopłacalne.

IMG_20180918_083945Kiedy zaczęła się wojna nikt już o tym nie myślał. Wszyscy parli do zwycięstwa, ochotnicy dla chwały swych krajów maszerowali pokonać przeciwnika. Haga i Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości stały się niczym więcej niż li tylko mrzonkami. Gdy jesienią 1914 roku front dotarł do gminy Jeziorna nikt o tym nie myślał, zapewne nikt z mieszkańców Urzecza nie miał również o tym pojęcia.

Położone pod Wiedniem Schonbrunn to zupełnie inne miejsce niż Pałac Pokoju, dziecko swych czasów i licznych wojen. Stąd Maria Teresa przesuwała kolumny swych wojsk ginących szparko w imię jej porządku, tu cesarz Francuzów upokorzył Austriaków podpisując pokój, stąd Metternich strzegł porządku Europy w imieniu Świętego Przymierza. Tu zmarł Franciszek Józef i wreszcie w tych murach cesarz Karol abdykował, kładąc kres 600 latom monarchii austriackiej. To było już w innym świecie, niż cztery lata wcześniej, gdy do wojny parły wszystkie mocarstwa. I ludzie, młodzi, gniewni, przekonani o swych racjach, pragnący położyć kres upokorzeniom jakie doznawały ich kraje, udowodnić ich potęgę. Bilans tego co miało nastąpić kilka lat później, był niewyobrażalny. A przecież prawa historii są niezmienne, tak jak po wojnach napoleońskich Kongres Wiedeński określił Europę na nowo, tak samo jasnym musiało być, że każda kolejna wojna zmieni nie tylko układ sił. Z perspektywy stu lat wydaje się niewyobrażalnym, że nikt tego nie przewidział.

IMG_20181003_172252Napisałem tekst o latarniach w roku 2014, sto lat po tym gdy Europa szła na wojnę. Niewielu ludzi zdawało się przewidywać, że kontynent ogarniają ciemności. Przez cztery lata tak wiele uległo zmianie. Obecnie, ponad wiek później dzieje się podobnie, pogrążamy się w dziwacznym szaleństwie, uchodźcy, szczepionki, oskarżenia polityczne… w zaklętym kręgu emocji, z którego nie potrafimy się wyrwać, który w roku 2014 wydawał się niedorzeczny i niemożliwy. Dwie rzeczy są tylko inne niż w roku 1918 – Europa nie jest już centrum świata, a Polska jest oczywistością i codziennością. W roku 1914 jasne było, że wojna skończy się zwycięstwem, wspaniałym i triumfalnym, nikt nie przewidział tego co nadejdzie, nie tylko tego, iż zacznie się na koniu a skończy w powietrzu, narodzi się wiek totalny, w którym zapanuje technika. Kto cztery lata temu przewidział szaleństwo związane z uchodźcami, choć kryzys czaił się tuż za rogiem?. Tak właśnie wygląda przewrotność historii, jeśli spojrzymy w przeszłość do roku 2014 możemy dostrzec przynajmniej część procesów, jakie miały miejsce sto lat temu.

IMG_20181003_170013Nad Schonbrunn góruje Glorieta, można stamtąd zobaczyć panoramę Wiednia. Tu niegdyś biło jedno z serc Europy, nim zaczęła nadchodzić jesień. Lecz choć czuje się w powietrzu, wciąż panuje tu koniec lata. Cztery lata temu także było ciepło, lato dobiegało końca, moje myśli krążyły wokół mauzoleum w Maryninie, gdzie złożono żołnierzy niemieckich i rosyjskich poległych podczas ofensywy jesienią 1914 roku. Miałem nadzieję, że uda się coś zrobić z tym miejscem, dokonać jego rewitalizacji lecz rzeczywistość mnie przerosła. Opisałem je za to dokładnie, okręgi nawiązujące do dawnych megalitycznych budowli, wskazując warstwę znaczeniową, która wiele mówiła o tamtej wojnie. Ostatniej wojnie, nad którą unosił się jeszcze duch rycerstwa, jeśli wojna ma w sobie w ogóle cokolwiek z rycerskości. Ta zaczęła się na koniach, a skończyła w powietrzu. Asy przestworzy były ówczesnymi rycerzami. Bo gdy w Europie wszyscy rzucali się by popełnić samobójstwo, nie wiedzieli, ze idą na pierwszą w historii wojnę totalną. Ich pochówki nie były pogrzebami żołnierzy, lecz bohaterów. Stąd w Maryninie określono ich mianem „krieger”, wojownik, dlatego złożono ich w nekropolii, zaprojektowanej pieczołowicie, odwołującej się do zapomnianych czasów pradawnej chwały. W AustroWęgrzech do projektowania grobów zaprzęgnięto cały wydział artystów, bohaterowie mieli mieć godny pochówek. Wojna to szaleństwo, przedłużenie polityki jak chciał Clausevitz, a jednak ci którzy w niej walczą, sto lat później są dla nas tak bardzo godni chwały. W Polsce wiek później polityka państwowa krąży wokół tego samego, gloryfikuje postawę chwalebnej walki za ojczyznę. Historia nie uczy nas niczego.

IMG_20181003_174517Cztery lata temu ruszyłem szlakiem Wielkiej Wojny. Najpierw odwiedzałem nekropolie, szlakiem kampanii rosyjskiej w Prusach przemierzyłem Warmię i Mazury, zatrzymując się przy wszystkich grobach, doceniając kunszt wojennych cmentarzy, takich jak choćby Orłowo nieopodal Nidzicy. Z największych nic nie zostało, pod Olsztynkiem nie ma nawet śladu po mauzoleum Hindenburga. Rozebrano je, a kamienie wykorzystano wznosząc budynek KC w Warszawie, później zmieniony w giełdę. Niemcy podczas II Wojny w ostatniej chwili ewakuowali ciało wielkiego generała, by nie dostali go Rosjanie. I znowu to wojenne szaleństwo… Lecz wróćmy do Wielkiej Wojny. Idąc jej szlakiem odkryłem wiele innych cmentarzy i grobów, w bezpośredniej bliskości Konstancina, zwłaszcza z drugiej, tym razem zwycięskiej, niemieckiej ofensywy, z 1915 roku. Niektórzy znający ten blog towarzyszyli tej wyprawie szlakiem Wielkiej Wojny, coraz bardziej owianej mgłą niepamięci. W Górze Kalwarii natrafiłem na grób austriackiego żołnierza, który zaplątał się nad Pilicę podczas walk, gdy armia rosyjska opuszczała Królestwo. Byłem w Gorlicach i Przemyślu, który bardziej przywoływał na myśl Monachomachię Krasickiego, z powodu swych świątyń na wzgórzach, niż niezdobytą twierdzę. Wszędzie Wielka Wojna nie była już taka Wielka, bowiem po niej przyszła następna, a pamięć o niej zatarła wszystko, co było wcześniej. Miałem poczucie, że coś mi umyka, bo recepcja i pamięć tej wojny praktycznie w Polsce nie istnieją, zupełnie jak gdyby nie była nasza. A przecież toczyła się na naszych ziemiach i walczyli w niej Polacy, co mówiłem uczniom tutejszej Szkoły prowadząc ich do zagubionego wśród pól miejsca pochówku, gdzie stawialiśmy tablicę upamiętniającą rok 1914. Mówiłem im dlaczego ta wojna jest taka ważna, bo na jej końcu znajduje się Wolna Polska.

Z perspektywy czasu wydaje się to wręcz niemożliwe, że nam się udało. Nie doceniamy tego, nie rozumiemy tego procesu, choć widzą to z perspektywy zagranicy inni. Sto lat temu Lloyd George mógł udawać, że nie ma pojęcia o jaką Galicję chodzi Polsce uznając ją jedynie za bękarta traktaktu wersalskiego. Wiek później Norman Davies pisze, że to, iż udało się zszyć w całość i stworzyć jednolity kraj z trzech terytoriów, pociętych przez zaborców zakrawało na cud. Który nie miał prawa się zdarzyć, każdy z terenów miał inną walutę, prawo, rozstaw torów. Zupełnie inni byli też ludzie. Inny Anglik, pisarz Dave Hutchinson powiedział mi, że historia Polski jest dla niego niesamowita. Bowiem jak daleko sięga w przeszłość zawsze istniało jakieś królestwo na Wyspach Brytyjskich, zaś Polski przez wiele lat była nie było, istniała jedynie jako stan konspiracji, który przeistoczył się w rzeczywisty byt w sposób zakrawający na opowieść godną beletrystyki, w którą nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby wiary.

01_05_2013_KJ+i+okolice_publKomosa_fotKwireg_b%2526w_m03Ponad cztery lata temu pisałem o znaczeniu tamtej wojny dla Anglików. 11 listopada do Dzień Pamięci, podczas którego przypinają sobie papierowe maki, a o godzinie 11 zwyczajowo zapadają dwie minuty ciszy. To zwyczaj podobny do naszego znieruchomienia o godzinie 17 w rocznicę Powstania Warszawskiego, oba miały identyczny wymiar dla naszych krajów, kładąc się traumą dla historii narodu. Brytania straciła kwiat swej młodzieży, podobnie jak Polska. Skąd maki? Najkrwawsze walki toczono we Flandrii w latach 1914-18, na ziemi niczyjej rosły właśnie te kwiaty, ponoć dodając walczącym otuchy. Kanadyjski lekarz John McCrae opisał je w swym wierszu „In Flander Fields” w roku 1915, przenosząc je do legendy. Tym właśnie jest I Wojna dla Brytyjczyków i to oznacza dla niej jej koniec. Dla nas w zasadzie koniec wojny nie istnieje, jest pierwszym dniem niepodległości.

Europa pamięta o tej wojnie na Zachodzie, była dla niej większą traumą niż następna. Na wschodzie większe znaczenia ma druga, bowiem braliśmy w niej udział jako niepodległy kraj, walczący o swa wolność, a nie terytorium zależne od trzech mocarstw. Skoro wiedziałem, co sądzą o tej wojnie Anglicy, a Niemcy odpowiadali mi zazwyczaj, że na zachodzie bez zmian i abym czytał dalej Remarque’a byłem ciekaw co sądzą inni. Wszędzie gdzie byłem pytałem o tę I Wojnę Wojnę, Wielką Wojnę, która dała początek nowej Europie.

W Wiedniu pomyślałem, że mógłbym być w tym towarzystwie wiek temu, bowiem przy wspólnym stole siedziałem z Czechem, Słowakiem, Węgrem, Serbem i Austriakiem. Sto lat temu byłoby to możliwe, choć AustroWęgry w listopadzie roku 1918 już się rozsypały, a ciężar wojny wzięły na siebie Niemcy. Franciszek Józef nie żył od dwóch lat, Karol nie miał żadnego autorytetu. Gdybym żył 100 lat temu mógłbym być w Wiedniu, bo Królestwo od trzech lat znajdowało się pod panowaniem Niemców, sojusznikiem AustroWęgrów, więc nic nie stało na przeszkodzie, bym tam przybył. W roku 1914 wojnę zacząłbym jako poddany cara Mikołaja II i zapewne cieszyłbym się z odparcia Niemców. Potem ci sami Niemcy szkolili w Hugonówce żołnierzy przygotowując organizację Polnische Wermacht, na co tutejsi mieszkańcy patrzyli nieufnie. Wbrew temu co nam się wydaje nie każdy Polak walczył o niepodległość swego kraju, większość podobnie jak dzisiaj pragnęła wieść zwyczajne codziennie życie. Nie przypadkiem na pogrzeb cara Aleksandra III w roku 1881 zebrano w Warszawie w dwa dni więcej pieniędzy, niż w całej Polsce przez poprzednie 20 lat na skarb narodowy i walkę z zaborcą.

10511407_583352495118388_2020420230535635538_o

No i przez cztery lata gdziekolwiek się nie znalazłem pytałem o tę Wielką Wojnę i jej koniec, ciekaw odpowiedzi jakich udzielą mi mieszkańcy Europy. Kogo to obchodzi, odpowiedział mi David Smrcina, pragmatyczny Czech, którego spotkałem w Austrii. Pytałem Węgrów o ich stosunek do Austriaków płynący z historii, bo w końcu byli jednym krajem a do tego mocarstwem, ale patrzyli na mnie dziwnie, nie rozumieli o co mi chodzi, choć większość Polaków pytanych o Litwinów miała zupełnie inne spojrzenie. Ale w Europie roku 2018, wbrew temu co wydaje się liberalnym mediom mało kto wiedział jaka jest jej historia, podobnie jak nikt nie wiedział kim jest Kaczyński, zresztą poza mną i Węgrami nikt z mieszkańców Europy nie miał także pojęcia kim jest Orban. Sto lat temu nikt nie wiedział czym są to kraje i narody, które eksplodowały w Europie Środkowej. Nikogo tak samo to nie obchodziło, wszyscy żyli własnym życiem i mieli inne sprawy. Niewiele się zmienia, wydaje nam się, że żyjemy wygodnym i bezpiecznym życiem, a potem nadchodzi historia, tak jak nadeszła w Sarajewie w roku 1914, na Krymie w roku 2013 i nadejdzie na pewno w każdej chwili. Wydaje nam się tak samo jak w roku 1914, że pewne rzeczy nie mogą się wydarzyć, a jednak się dzieją. W roku 1917 gdy walki na froncie zachodnim zbierały krwawe żniwo, na wschodzie od zakończenia ofensywy 1916 roku sytuacja pozostawała bez zmian. Z okresu tego pochodzi zresztą jedno z mych ulubionych tutejszych zdjęć, najlepiej oddających grozę wojny. Podczas gdy w błocie i okopach ginęli żołnierze, w konstancińskim latowisku wczasowicz wesoło macha do fotografa kapeluszem. Wojna zdaje się być odległa. Popatrzmy na zdjęcia wykonywane przez nas, podczas gdy Syria czy Ukraina płoną. Nic nie powinno nas już dziwić.

Clipboard0111Nie tylko ja przez te cztery lata szukałem tropów tamtej zapomnianej wojny. Dziennikarz Tomasz Borówka na Twitterze codziennie publikował wycinki gazet sprzed stu lat. Robił to przez cztery lata. Gdy piszę te słowa codziennie czytam o tym jak Niemcy się cofają, a Polacy domagają się niepodległości. Wygląda na to, że wojna dobiega końca, lecz nie będzie miała zwycięzców. A miało być przecież tak pięknie, gdy cztery lata wcześniej lato dobiegało końca, a kraje europejskie rzuciły się sobie do gardeł by popełnić zbiorowe samobójstwo. To co nastąpiło dało początek ciemności w jakiej pogrążył się kontynent, długofalowo spowodowało skutki w postaci kolejnej wojny i podziału Europy na lata żelazną kurtyną. Dopiero gdy wiek dobiegał końca Europa wychodziła z zaćmienia. Historia zdawała się dobiegać końca, dawne waśnie zapomniane i zagrzebane głęboko w projekcie zjednoczonej gospodarki.

10416611_622650451188592_617352395146145302_nPrzez te cztery lata oglądałem groby dawno zapomnianej wojny, pozbawionej znaczenia i pytałem o jej sens stykając się z niezrozumieniem. Miałem nadzieję, że podróż zakończę tam gdzie się rozpoczęła i dotrę do Sarajewa, ale skończyłem w Podgoricy. Zapytałem Branka o Wielką Wojnę i usłyszałem, że liczy się tylko Kosowe Pole. Może ma to sens, każdy naród w Europie żyje własnymi mitami, nie prawdziwą historią, o tej mało kto pamięta. 11 listopada to dla każdego inna data.

10277825_622650344521936_384249004409164602_n11 listopada 1918 roku w Europie jesienią było już jasne, że Polska powstanie, wszystko było wiadome, a jednocześnie tak bardzo niepewne. Niemcy cofają się na Zachodzie, nie mają pomysłu jak zakończyć wojnę, sprzymierzeni nieubłaganie postępują naprzód. Na Wschodzie zakończyli walki, pogrążona w Rewolucji Rosja zniosła carat, niczym kamień u nogi Cesarstwu ciąży coraz bardziej dawne Królestwo Kongresowe, angażujące kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. AustroWęgry powoli pogrążają się w chaosie, pojawiają się pomysły, by stały się państwem związkowym. Piłsudski wciąż przebywa w twierdzy, odmawiając jej opuszczenia, dopóki nie zostaną spełnione jego postulaty. Do Królestwa przybywa delegacja z Austrii, dla wszystkich jest oczywiste, że odrodzona Polska składać się musi z ziem trzech zaborów. Wybuchają kolejne bunty i rewolty, Rzeczpospolita odradza się tamtej jesieni wiele razy, jako tarnobrzeska, zakopiańska, nim stanie się Polską, musi minąć jeszcze kilka dni. Nim nadejdzie 11 listopada. Rok wcześniej nie było to pewne, jasne i oczywiste, choć Polska rwała się już na wolność widząc przykład Finlandii czy Ukrainy. Wojna sprawiła, że Polska narodziła się na nowo.

1268040_437031313083841_2116799072_oJesienią Europa przyjechała do mnie do domu, w postaci dziewczynki przybyłej na wymianę szkolną z odległego Denzlingen na granicy niemiecko-francuskiej. Czekając na przybycie uczniów z Niemiec wraz z innymi rodzicami zagłuszaliśmy lekkie zdenerwowanie płynące z konieczności ugoszczenia dziecka z innego kraju niewybrednymi żartami, przywołując sławetny występ Johna Cleese’a w serialu „Hotel Zacisze”, w którym ćwierć wieku po wojnie miał podjąć Niemców w swym hoteli, a wciąż żywe resentymenty wojny sprawiały, że powtarzał sobie, by nie mówić o II Wojnie. Wyszło oczywiście odwrotnie. W trakcie tych żartów pomyślałem, że to kolejny dowód jak bardzo Wielka Wojna zatarła się w naszej pamięci. Wojna totalna i to co nastąpiło jako drugi akt wydarzeń z lat 1914-18, skutecznie sprawiły, że nie możemy ich w tej chwili zrozumieć. Zapominamy, że gdy Niemcy wkraczali w roku 1939 do Warszawy czy Krakowa, początkowo nikt nie przewidywał co się stanie. Wciąż spoglądano na tę okupację przez pryzmat poprzedniej. Bo gdy Niemcy zajęli Królestwo w roku 1915, nie dokonywali żadnych okrucieństw. Odbudowywali to co zniszczyli Rosjanie, choćby komin Papierni w Mirkowie. Dokonali inwentaryzacji i przygotowali mechanizmy umożliwiające wcielenie zajętych ziem do swego Państwa. Elementem tego było uczynienie z Konstancina Uzdrowiska. To była część niemieckiego porządku administracyjnego, budowy Państwa, w skład którego wchodziły letniska o określonym statusie, kraju junkrów i urzędników. Ten element umknął podczas zeszłorocznych obchodów stulecia uzdrowiska Konstancin. Sto lat później Europa jest zjednoczona i na pewnym poziomie wydaje się być zupełnie inna. Wiek temu w Denzlingen na granicy francusko-niemieckiej nie mogło być mowy o harmonijnym współżyciu, Polska nie istniała, kontynent przedzielony był granicami, trwała wojna. Podczas obchodów nie zauważono także jednego oczywistego faktu, gdy Konstancin stawał się Uzdrowiskiem trwała krwawa rzeź rodzącej się nowoczesności. Walory i zalety tutejszej solanki doceniają pruskie władze, nadając osadzie Konstancin status uzdrowiska. Decyzja ta wpisuje się reformę administracyjną prowadzoną przez Prusaków, którzy rok wcześniej zajęli Królestwo Polskie. Decyzja co do jego dalszych losów jeszcze nie zapadła, w owym czasie nie jest do końca czy stanowić będzie prowincję cesarstwa, czy też państwo kadłubowe, do czego zdaje się skłaniać niejasna deklaracja z 5 listopada 1916 roku. Jasne jest jednak, że zajęte tereny muszą zostać poddane reformom, przede wszystkim administracyjnym, dostosowującym biurokrację carską do potrzeb nowoczesnego państwa. Skoro Prusacy zajęli te tereny nie zamierzają ich oddawać, stąd też decyzja o statusie osady Konstancin, wpisująca się w ten sam ciąg reform, jak powiększenie granic Warszawy poza okopy Lubomirskiego. Umożliwi jej to rozwój i wykroczenie poza ciasne linie demarkacyjne wytyczone przez carskie władze, ograniczające jej powiększenie. Niemcy zapoczątkują proces, który kontynuować będzie Polska, każdy skutek ma swoją przyczynę.

10391389_570532939733677_3486395595077394291_nWłóczyłem się po tej Europie ostatnie cztery lata, oglądałem groby, kraje, miejsca bitew. W Podgoricy było jak w Warszawie, europejsko, w Wiedniu w dzielnicy hipsterów pełno było starych Albańczyków grających w karty. Pomyślałem, że to jakaś ironia historii, bowiem wojna zaczęła się na Bałkanach i sprawiła, że AustroWęgry przestały być Imperium. Tymczasem na skwerze miejskim otaczali nas przybysze z Bałkanów, pijący kawę, jedzący kebaba, słuchający Cecy i obcinający nas spojrzeniami swej gniewnej młodości. Markus patrzył na nas nieco nerwowo, nie rozumiejąc naszego zachowania, czemu właśnie na tym skwerze pijemy sznapsa i popijamy piwem. Piliśmy bo wczuwaliśmy się w klimat, bo było nam wszystko jedno i dlatego, że nie było wódki. Rozmyślaliśmy o przegranej przez AustroWęgry wojnie, którą wygrała Europa Środkowa i Polska. Sto lat później nie mającej żadnego znaczenia.

Po śmierci Franciszka Józefa cesarstwo upadło. Gdy 11 listopada 1918 roku zmuszano Karola do abdykacji w zasadzie już nie istniało, Kraków był w rękach Polaków, Węgry pogrążone w rewolucji. Cesarz udał się na wygnanie na którym umarł po kilku latach, przy życiu pozostała cesarzowa Zyta. Była świadkiem tego wieku szaleństwa, kolejnej wojny, żelaznej kurtyny i wreszcie roku 1989, w którym umarła, pochowano ją z honorami w Wiedniu. Kimś innym kto widział ten wiek szaleństwa był Edward hrabia Raczyński, który w roku 1989 w Londynie spoglądał na odradzającą się Polskę. Urodzili się w innych światach, gdy niepodzielnie panował Franciszek Józef, w AustroWęgrzech, nic nie było już takie same, jak w roku 1914, gdy Europa szła na wojnę, która miała być jej końcem. Za jego życia wydarzyło się to, w co jak przyznawał nikt nie wierzył, w roku 1918 odrodziła się wolna Polska. Potem był jej urzędnikiem, ministrem i wreszcie Prezydentem na wychodźstwie. W roku 1990 patrzył jak historia zatoczyła koło, pełen obaw i nadziei, gdy orzeł odzyskał koronę.
10653544_612910762162561_9007568879013849885_n

W roku 1918 w gminie Jeziorna 11 listopada padły strzały, gdy rozbrajano Niemców, w dniu który był końcem wojny i początkiem wolności. Lecz nie dlatego jest to takie ważne, ważne z powodu tego, czego obecnie nie pamiętamy i nie rozumiemy. Powszechna wojna, której wypatrywał Mickiewicz nadeszła i dała wolność. Której obecnie nie rozumiemy i nie doceniamy. Nie wiemy co będzie dalej, nikt nie wie tego w Europie, patrzącej w przyszłość z nadzieją, jaką patrzyła w roku 1918. Patrząc wieczorem na neon na budynku nowego ratusza miejskiego czuję, że na jakimś poziomie jest to niezmiernie ważne. Sto lat później, w Europie jesienią.

45554201_1858163944303897_2807349946477445120_n

Jastrzębia

ksunder

Jak łatwo zauważyć blogowanie znalazło się ostatnio w prawie całkowitym zaniku, więc śpieszę wyjaśnić, iż jest to czas mam nadzieję przejściowy. Kwestie remontowo-przeprowadzkowe oraz rehabilitacyjne pożarły resztki wolnego czasu i praktycznie całkowicie uniemożliwiają działalność na polu blogowym. Na szczęście jest teraz blog Witka, Miniatury Historyczne, na którego łamach autor odkrywa wiele tajemnic dotyczących tutejszych okolic. Sporo czasu pochłonęło także redagowanie pięknego albumu o Czarnowie. Padło w nim ciekawe zdanie o Jastrzębiu, dotyczące polowań jakie uprawiali w tutejszych lasach książęta mazowieccy i owo chciałbym teraz poszerzyć.

28925962222_3d1c409854_kLas Oborski obecnie. Zdjęcie z serwisu zdjęciowego K-J

Las zwany obecnie Chojnowskim dzielił się w przeszłości na część oborską, należącą do dóbr położonych na Urzeczu, graniczących z częścią chylicką, jak opisywano w tutejszych dokumentach granicznych w roku 1701 „daley mimo lug należący polową do Obór, połową Chylic Dóbr Królewskich, które ługi dzieli struga, od Boru po prawey ręce Cieciszewskiego, ługi oborskie a od boru Chylickiego ługi chylickie, od Północy graniczy bór Cieciszewski z borem oborskim y jest kopiec od Ługów”. Kusi by uznać, iż struga dzieląca las to nasza rzeczka Mała lub Wiebrzbna, czule zwana do niedawna przez tutejszych mieszkańców Smródką vel Śmierdziuszką, acz w przypadku niewielkich strumyków ich historyczny przebieg nie jest tak mocno ustalony jak wielkich, spławnych rzek. Bór oborski to rzecz jasna obszar ciągnący się od Słomczyna na zachód, ku Łubnej i ku Jeziorce. Zapewne niektórych zastanowi brak informacji o granicy ze Skolimowem, acz wyjaśnienie jest bardzo proste. W owym czasie Skolimów przynależał on już do włości Wielopolskich, zatem wchodził w skład dóbr oborskich, stanowiąc ich granicę z Chylicami. Po drugie jako położony po drugiej stronie Jeziorki Skolimów znajdował się w ziemi warszawskiej, zatem w tutejszych lasach granicy z Oborami nie posiadał.

Chylice to równie stara miejscowość jak inne spośród okolicznych osad. Wspomnijmy jedynie krótko, iż w dokumentach pojawia się często w XV wieku, jako należąca do książąt mazowieckich wieś, w której wzniesiono młyn na Jeziorce. Sama osada jest jednak dużo starsza, nazwę swą biorąc jak chcą językoznawcy od wczesnośredniowiecznego imienia Chyła. W XV wieku Chylice stanowiły własność książąt mazowieckich, po inkorporacji Mazowsza zmieniając się w królewszczyznę, stąd w przywołanym wyżej fragmencie mowa o Chylicach jako dobrach królewskich. Nas jednak interesuje co innego. W XIV lub XV wieku nieopodal Chylic lokowano kolejną osadę, Wolę Chylicką. Niezwykle popularna na terenie Polski nazwa „Wola” pochodzi właśnie z tamtych czasów, „Wolą” donatora, w tym wypadku księcia, lokowano nową osadę, nadając jej prawa (często niemieckie) i przywileje, a także wolniznę, „wolę” od obciążeń na określony czas, niezbędny na rozwój osady. Na podobnej zasadzie powstała niezbyt odległa Wola Cieciszewska, przy okazji której dawno temu proces ten został opisany szczegółowo. A Wola Chylicka utożsamiona została przez profesora Adama Wolffa właśnie z Jastrzębiem, czy też z Jastrzębią, bo taka właśnie była jedna z pierwotnych nazw tej miejscowości.

Clipboard0113A tu kolejna odmiana nazwy, folwark Jastrzębiec. Już z czasów przełomu XIX i  XX wieku i parcelacji.

O ile w dokumentach nazwa Wola Chylicka pojawia się jeszcze w XVI wieku, w roku 1603 mowa jest już wyłącznie o Jastrzębi, której dziesięciny stanowią uposażenie szkoły w Piasecznie. Taka zmiana nazewnictwa nie jest niczym dziwnym, ponownie posłużmy się przykładem Woli Cieciszewskiej, która zmieniła się najpierw w Cieciszew Mały, następnie Cieciszewek, by ostatecznie jako folwark dóbr oborskich przyjąć nazwę Goździe. Nim jednak Wola Chylicka przekształci się w Jastrzębie używana będzie jeszcze nazwa pośrednia: Yastrząbya Volya jak w zapisie z roku 1540, czy też Jastrzembia Wola, w roku 1576. Z biegiem lat ta „Wola” ulegnie zagubieniu, a Jastrzębia stanie się Jastrzębiem. W XIX wieku przestanie już być wsią, stając się folwarkiem położonym w dobrach chylickich.

Wróćmy jednak do Jastrzębia, bowiem nazwa jego wyraźnie wskazuje na jej pochodzenie. Choć z biegiem lat zaszedł proces, którzy językoznawcy określają jako uniwerbizację nazwy i za pomocą sufiksa „e” miejscowość zmieniła nazwę na Jastrzębie, zgodni są co do tego, iż wywodzi się ona od określenia „miejsca, gdzie było dużo Jastrzębi”. Gdzie więc hodowano je na potrzeby polowania, dawnej myśliwskiej osadzie książąt mazowieckich. Którą to właśnie osadę, w tym celu odwiedzali, udając się na łowy w lasach chylickich, na terenie których obecnie znajdują się Czarnów czy Wierzbno, wsie założone w XIX wieku przez późniejszych właścicieli Chylic, hrabiego Skarbka czy Juliana Czarnowskiego…

Clipboard0271830. Jastrzębie i las, w którym niegdyś polowano, a na terenie którego powstaną wkrótce Wierzbno i Czarnów...

I choć Jastrzębie wraz z ulicą Ptaków Leśnych znajduje się poza granicami gminy Konstancin-Jeziorna, a od Czarnowa oddziela je obszar leśny, stanowiący pozostałość dawnego boru chylickiego, to historia Czarnowa, założonego w roku 1858 zaczyna się właśnie tam, na długo przed XIX wiekiem. W czasach średniowiecza, gdy książęta mazowieccy przybywali tu na łowy…


Źródła i literatura:

  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Metryka Księstwa Mazowieckiego z XV-XVI wieku. Wydał A. Włodarski, t.I-II,Warszawa 1918, 1930
  • AGAD, Metryka Koronna
  • AGAD, Obory
  • Nazwy miejscowe Polski: historia, pochodzenie, zmiany, t. I - VI, red. K. Rymut, U. Bijak Warszawa 1996-2007

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci