Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Przewodnika po okrągłych rocznicach część druga

ksunder

Chylice

Pominąłem je ostatnio, jako że położone są już poza terenem gminy i związane z Piasecznem, jednak skoro wymieniłem Czarnów, wydzielony z dawnego majątku Chylickiego warte są krótkiej wzmianki, zwłaszcza iż wskutek parcelacji letniskowej część dawnego lasu chylickiego znalazła się w gminie jako Chylice-Letnisko. Zatem wspomnijmy, iż najstarsza znana wzmianka dotyczy młyna na Jeziorce w Chylicach, który książę Janusz Starszy podarował w roku 1424 Mikołajowi z Piaseczna. Warto zauważyć, iż książę Janusz często przebywał na tych terenach, przybywając na polowania rozsądzał spory rycerstwa ze Skolimowa. No i rzecz jasna nadał prawa miejskie Piasecznu. Chylice niedawno pięknie uczciły jubileusz tamtejszej szkoły, może ktoś w roku 2024 pokusi się by zorganizować obchody 600-lecia.

Dębówka

Wstyd przyznać, trudno powiedzieć kiedy powstała. Dokumenty z początku wieku jej nie wymieniają, na mapach z I Wojny Światowej się nie pojawia, po raz pierwszy nazwa taka w dokumentach pada w roku 1921. Bezpiecznie uznać więc, że ta nadwiślańska miejscowość liczy około stulecia, choć jako nazwa własna Dębówka występuje we wspomnieniach tutejszych mieszkańców, opowiadających historie swych dziadków z połowy XIX wieku. Z kolei w archiwum oborskim wspomniana jest lodownia w Dębówce funkcjonująca pod koniec XVIII wieku, trudno jednak podejrzewać, że chodzi o to samo miejsce, bowiem nad Wisłą do czasu wybudowania wałów w tym samym miejscu istniały wsie Piechury oraz Rybałty, w połowie XIX wyludnione.

Gassy

Nazwa Gassy jest dla postronnych niejasna i zdumiewająca, od lat wiąże się ją z obecnością mennonitów (których nigdy w tym miejscu nie było) lub niemieckich czy olęderskich osadników. Tymczasem jest rdzennie polska, bowiem jak zapisano w 1510 roku nad brzegiem Wisły osiadł kmieć imieniem Gasz. Wkrótce notowano, iż w osadzie tej mieszkają Marcin Gasz, Piotr Gasz, poczęto mówić Gasze, a później Gasy (więcej na ten temat i odmiany języka polskiego we wpisie O Gaszu i Miklaszu). Za trzy lata Gassy obchodzić będą 510 lat istnienia. Częścią Gassów są niejako Kopyty, funkcjonujące do niedawna jako odrębna osada. Najstarszy osadnik wzmiankowany został w roku 1564, był nim właśnie Kopyt (zapisywany jako Topith).

Rodzina z Gassów-Kopytów w roku 1901. Za książką "Nadwiślańskie Urzecze" Ł.M.Stanaszka

Habdzin

Tak naprawdę Chabdzin bowiem pod tą nazwą był znany aż do XX wieku. Jedna z najstarszych tutejszych miejscowości, po raz pierwszy wzmiankowana w roku 1368, gdy sprzedał ją książę mazowiecki Siemowit – o czym poczytać można w tym wpisie. Więc w przyszłym roku minie 650 lat od tej transakcji. Na terenie gminy istnieje jeszcze Habdzinek, choć obecnie mało kto o nim pamięta, ale szczegółowo omówię ten temat przy okazji Obórek.

Kawęczyn

Na temat Kawęczyna i Turowic można było niedawno poczytać obszernie na blogu. Opowieści tej nie skończyłem, docierając do wieku XVII, wyjaśniając zagadkę nazwy Turowice. Wybiegnijmy nieco naprzód, bowiem dawny majątek Kawęczyna, Brześcc i Łubnej sięgał daleko i przywołajmy dodatkowo tu wszystkie miejscowości jakie powstały na terenie dawnego lasu Szymanowskich, położone na terenie gminy Konstancin-Jeziorna.

  • Kawęczyn – najstarsza wzmianka pochodzi z roku 1414. W roku 2019 będzie to 610 lat.
  • Turowice choć nazwa ta wystąpi jako określenie dworu po raz pierwszy dopiero w roku 1685, jednak jego początków szukałbym w wieku XVI – o czym poczytać można tutaj
  • Kawęczynek i Borowina  - powstały po wycięciu lasu przez dziedzica Szymanowskiego w drugiej połowie XIX wieku. Odnotujmy jeszcze, że poza granicami gminy znajdują się Łubna, Solec i Szymanów, stanowiące pozostałości tego wielkiego majątku. Łubna to stara miejscowość, w Szymanowie znajdował się dwór jednego z braci Szymanowskich, zaś Szulec założono jako kolonię z udziałem kolonistów niemieckich i potomków Olędrów

A skoro o olędrach mowa…

Olęderski płotek w przedwojennych Gassach

Olędrom poświęciłem na tym blogu szereg wpisów i kto ciekaw może się ze wszystkimi zapoznać, bo temat niezwykle ciekawy, a w ciągu ostatnich lat dokonanych zostało wiele odkryć na temat ich obecności na tych ziemiach. Syntetyczny wpis sprzed dwóch lat sumuje stan naszej wiedzy, zachęcam więc do poczytania o Olędrach na Urzeczu. Zaś dla zwykłego przypomnienia:

  • Kępa Oborska – założona w roku 1773 jako druga olęderska osada na Urzeczu, wówczas pod nazwą Kępa Chabdzińska. W 2023 roku piękna okrągła rocznica 250-lecia istnienia.
  • Kępa Falenicka – założona w roku 1775
  • Kępa Okrzewska – po raz pierwszy wzmiankowana w roku 1779

ciąg dalszy nastąpi

Okrągłe rocznice, czyli subiektywnego przewodnika po okolicach Konstancina część pierwsza

ksunder

Obchodzone hucznie stulecie uzdrowiska i 120 lat Konstancina u części mieszkańców wywołały słuszną irytację, spowodowaną świętowaniem rocznicy miejscowości o najkrótszej historii. O powyższym rozwodzić się można jak zawsze długo, jednak zamiast tego lepiej przyjrzeć się innym tutejszym osadom. Ponieważ jedynie mieszkańcy Cieciszewa i Czarnowa (o ile się nie mylę) celebrowali dotąd swe święta, na wakacje przygotowałem krótki przewodnik po najbliższych okazjach do świętowania, bowiem nie wszyscy są ich świadomi. Dodatkowo obecna krynica wiedzy wszelakiej w postaci Wikipedii nie uznaje źródeł innych niż drukowane, a zdaje się poza „Kalejdoskopem”, nikt dotąd tych informacji nie spisał. Zatem poniżej spis alfabetyczny (z pewnymi wyjątkami), tutejszych miejscowości. Pominąłem miejscowości już nie istniejące oraz folwarki takie jak Anusin czy Dorocin, a także nazwy własne jak Imielin czy Goździe, choć niegdyś były one znacznymi wsiami. Dawne samodzielne wsie istniejące obecnie jako przysiółki uwzględnione zostały przy poszczególnych sołectwach. Konstancin skryje się za zasłoną milczenia, a Skolimów i Jeziorna, jako dawne miasta (choć krótka to historia) znajdą się na końcu wraz z pewnym wyjątkiem od reguły, którym będzie Cieciszew. No i rzecz jasna jak zwykle zamykamy się w granicach obecnej gminy, tych z 1973 roku. Miłej lektury!

Bielawa

Najstarszy zapis z metryki księstwa mazowieckiego pochodzi z roku 1313, szerzej można poczytać o nim we wpisie o Początkach Bielawy. Jak łatwo więc obliczyć niedawno Bielawa obchodziła rocznicę 700 lat pojawienia się na kartach historii. W roku 2018 będzie to już lat 705, jeśli ktoś chciałby pokusić się o zorganizowanie obchodów. Ale Bielawa ma dużo starszą historię, bowiem badania powierzchniowe ujawniły istnienie założonej w tym miejscu osady już w epoce brązu i okresie późnorzymskim. Obecna Bielawa istnieje w tym miejscu nieprzerwanie co najmniej od XIII wieku, na co wskazują odkrycia archeologiczne.

Na terenie dawnej Bielawy znajdowały się także niegdyś Klarysew oraz Gawroniec. Klarysew to nazwa folwarku założonego nieopodal karczmy znajdującej się na skrzyżowaniu obecnej ulicy Warszawskiej oraz Mirkowskiej. Karczma zyskała nazwę Klarysów, pochodzącą od Klarysy Braeunig, żony właściciela majątku z przełomu XVIII i XIX wieku, najstarsze jej wystąpienie odnotowano w roku 1838. Z kolei Gawroniec to nazwa boru porastającego skarpę, wchodzącego w skład majątku rodu Bielawskich, gdzie obecnie w dużej mierze znajduje Ogród Botaniczny. Nazwa ta funkcjonowała już w wieku XVII.

Ciszyca

Zacznijmy od tego, że Ciszyca do niedawna była znacznie mniejszą wsią niż pobliski Kłyczyn, jednak to w Ciszycy po II Wojnie Światowej utworzono gromadę, a następnie sołectwo i wchłonęła Kłyczyn oraz Koło. Założone na wiślanym półwyspie, przypominającym kłykieć (stąd Kłyczyn), który Wisła opływała w koło (stąd Koło). O początkach Ciszycy pisałem w tym wpisie. Po raz pierwszy nazwa ta pojawia się w roku 1476, Koło wymienione zostaje w roku 1512 zaś Kłyczyn w roku 1564. Powstały więc po zmianie biegu Wisły, która zmieniła koryto, w XIV wieku płynące jeszcze pod Cieciszewem i Habdzinem.

Więc już za dziewięć lat piękna rocznica 550 lat pierwszej wzmianki o Ciszycy.

Czernidła

Czytelnicy tego bloga wiedzą, iż pierwotnie położone były między dzisiejszymi Oborami a Parcelą. Atrofia dawnego koryta Wisły i zabagnienie, uczyniły okolicę niezdatną do zamieszkania, zamieniając jezioro w rezerwat Łęgi Oborskie. Podczas parcelacji w roku 1867 Czernidła przeniesiono wraz z mieszkańcami w dzisiejszą lokalizację. Ale sama wieś jest stara, po raz pierwszy wymieniano ją w roku 1476, gdy książę Konrad II Mazowiecki nadawał przywilej jej właścicielowi Mikołajowi Oborskiemu. Jeszcze w XVII wieku stał tu dwór, należący do Oborskich, który zwyczajowo zamieszkiwał młodszy z rodu. Analogicznie jak w przypadku Ciszycy, już wkrótce lat minie bez mała 550…

Czarnów

Sprawa prosta. W roku 1858 dziedzic z Chylic Julian Czarnowski zawarł z kolonistami umowę o założeniu kolonii, którą nazwano od jego nazwiska. Mieszkańcy Czarnowa o tym doskonale wiedzą, bowiem kilka lat temu świętowali 150-lecie. O założeniu Czarnowa poczytać można w tym wpisie.

ciąg dalszy nastąpi

Korzenie Konstancina

ksunder

Obchody 120-lecia istnienia Konstancina i 100-lecia utworzenia w nim Uzdrowiska zdominowały miejski krajobraz tygodnie temu, wokół plakaty, bannery oraz bilbordy, wywołujące u części mieszkańców gminy słuszną irytację, bowiem letnisko ze swą willową tradycją sprawia, iż reszta gminy zdaje się nie istnieć. Jeziorna, Skolimów, Bielawa czy Cieciszew ze swa historią sięgającą średniowiecza nie są wspominane. Ale takie już prawa marketingu; sprzedawane jest coś ładnie opakowanego, czym można się pochwalić. Choć mam wrażenie, że niektóre z osób odpowiedzialne za promocję tych wydarzeń nie do końca rozumieją jakie święto obchodzone jest podczas dni Konstancina... Kilka miesięcy temu w gminnym biuletynie publikowano zdjęcia z Kępy Okrzewskiej, zachęcając do obchodów stulecia Uzdrowiska, co w przypadku wsi założonej pod koniec XVIII wieku, z tradycjami jednej z najstarszych olęderskich osad Urzecza, ma się jak przysłowiowy piernik do historycznego wiatraka w pobliskich Obórkach. Obchody święta najmłodszej z tutejszych miejscowości nie staną się nigdy lokalnym świętem całej gminy. Warto też wiedzieć, że zarówno założenie Konstancina jak i powołanie Uzdrowiska zawdzięczamy zaborcom, o czym traktuje dzisiejszy nieco przewrotny tekst.

Uzdrowisko powołano w roku 1917, stąd tegoroczne obchody. Zdaje się jednak, iż na pierwszy plan nie wysunie się informacja, że uczyniły to władze okupacyjne. Dla przypomnienia był to przedostatni rok I Wojny Światowej, podczas gdy walki na froncie zachodnim zbierały krwawe żniwo, na wschodzie od zakończenia ofensywy 1916 roku sytuacja pozostawała bez zmian. Z okresu tego pochodzi zresztą jedno z mych ulubionych tutejszych zdjęć, najlepiej oddających grozę wojny. Podczas gdy w błocie i okopach ginęli żołnierze, w konstancińskim latowisku wczasowicz wesoło macha do fotografa kapeluszem. Wojna zdaje się być odległa. Walory i zalety tutejszej solanki doceniają pruskie władze, nadając osadzie Konstancin status uzdrowiska. I nad tym na chwilę się zatrzymajmy, warto bowiem zastanowić co się za tym kryło. Decyzja ta wpisuje się reformę administracyjną prowadzoną przez Prusaków, którzy rok wcześniej zajęli Królestwo Polskie. Decyzja co do jego dalszych losów jeszcze nie zapadła, w owym czasie nie jest do końca czy stanowić będzie prowincję cesarstwa, czy też państwo kadłubowe, do czego zdaje się skłaniać niejasna deklaracja z 5 listopada 1916 roku. Jasne jest jednak, że zajęte tereny muszą zostać poddane reformom, przede wszystkim administracyjnym, dostosowującym biurokrację carską do potrzeb nowoczesnego państwa. Skoro Prusacy zajęli te tereny nie zamierzają ich oddawać, stąd też decyzja o statusie osady Konstancin, wpisująca się w ten sam ciąg reform, jak powiększenie granic Warszawy poza okopy Lubomirskiego. Umożliwi jej to rozwój i wykroczenie poza ciasne linie demarkacyjne wytyczone przez carskie władze, ograniczające jej powiększenie. Kolejne nastąpi w latach pięćdziesiątych, a miasto zacznie zabudowywać tereny wiejskie dopiero pół wieku później kolonizując Białołękę czy Wilanów. Chwilowo udało uniknąć się nam jeszcze większej Warszawy, ale pamiętajmy że proces ten zapoczątkowali Prusacy i paradoksalnie to im Warszawa zawdzięcza stanie się dużym miastem, zaś Konstancin status Uzdrowiska. Dodajmy jeszcze, że władze II Rzeczpospolitej decyzji tych nie zmieniały, nie prowadziły lustracji, zaś uznawszy swoistą odrębność letnisk Konstancina i Skolimowa, w roku 1924 dokonały ich wyłączenia z gminy Jeziorna tworząc oddzielną jednostkę administracyjną. W roku 1917 nie było jeszcze tego wiadomo, do dnia 3 maja niewielu brało na poważnie możliwość istnienia niezależnej Polski. Prusacy prowadzili reformę ziem, które uważali za własne. Postępujące wydarzenia ich nieco przerosły.

Clipboard0111Sierpień 1916. Rosjanie wycofują się z Warszawy, trwa atak podczas którego zostaje spalony Ursus, tymczasem w Konstancinie...

Cofnijmy się jednak do samego początku Konstancina, założonego w roku 1897 jako letnisko Obory-Konstancya. Zgodnie z rozpowszechnioną w licznych opracowaniach wersją, założycielem i pomysłodawcą letniska był Witold hrabia Skórzewski, w uznaniu za zasługi ustanowiony patronem tutejszego parku. Nic bardziej mylnego. Jeśli przyjrzymy się kontekstowi historycznemu stwierdzimy, iż nie do końca odpowiada to prawdzie. Historia Konstancina zaczyna się zaś wraz z upadkiem Powstania Styczniowego. Do roku 1864 dziedzice ziemscy rozparcelowując swe ziemie, po wycięciu lasu zakładali czynszowe osady-kolonie. Tak uczynili choćby Szymanowscy po wycięciu lasu i założeniu w nim Szymanowa i Borowiny, czy też Julian Czarnowski w przypadku Czarnowa. Będące skutkiem Powstania Styczniowego uwłaszczenie odebrało tę możliwość. Dokonano tak zwanej likwidacji wsi i nadania ich chłopom, co sprawiło, że mimo płaconych odszkodowań właściciele ziemscy wpadli w kłopoty finansowe. Załamała się bowiem gospodarka oparta o model pańszczyźniany. Przyznam, że z wielkim podziwem przeglądam księgi rachunkowe klucza oborskiego, gdzie do połowy XIX wieku Kasper hrabia Potulicki zarządza swymi włościami niczym znacznym przedsiębiorstwem, umiejętnie osiągając zyski. Ich utrata była dla Potulickich znacznym ciosem, mimo rozwiniętego modelu folwarcznego, zmuszając ich do stopniowego wyzbywania się dóbr, takich jak niedalekie Wągrodno. Z końcem XIX wieku nadszedł dzień, w którym by zaspokoić wierzycieli planowano wyciąć las porastający brzegi Jeziorki. Tu na scenę wkracza Mieczysław hrabia Potulicki.

W tym miejscu pozwolę sobie odesłać do dawnego tekstu, w którym opisywałem Wilegiaturę, czyli modę na posiadanie willi i wypoczynek na letnisku pod Warszawą sprawiającą, iż z końcem XIX wieku w każdym kierunku rozbudowywano kolejki, zakładano letniska, a wczasowicze docierali do Powsina czy Jeziorny. Tylko ktoś zamieszkujący w tych stronach, obserwujący zawrotną karierę Otwocka, mógł wpaść na pomysł by letnisko takie wytyczyć w tutejszych dobrach. Tym kimś był właśnie Mieczysław hrabia Potulicki, zamieszkujący w Oborach, o czym zawsze mówi Teresa Łatyńska, wspominająca iż Konstancin wymyślił jej dziadek, co spotyka najczęściej dyskretne milczenie. Lecz oczywistym jest, że jedynie osoba doświadczająca na co dzień wilegiatury mogła podjąć decyzję o założeniu Konstancina. Witoldowi hrabiemu Skórzewskiemu należy jednakże przyznać status organizatora, bowiem to on sprawił, iż Konstancin stał się wyjątkowy. Jako człowiek światowy, a przede wszystkim pruski obywatel, bywał w europejskich kurortach, a także w Berlinie. Na bazie doświadczeń postanowił by tworzone letnisko uczynić elitarnym, na kształt podberlińskiego Grünewald (obecnie dzielnicy Berlina), gdzie nie miała wstępu biedota. Jeśli przyjrzymy się zasadom obowiązującym w Konstancinie i Grünewald, odnajdziemy analogiczne zapisy. Zakaz dzielenia działek, wznoszenia wysokich płotów, domów znacznej wielkości… Wille miały prezentować się wspaniale pośród alejek między sosnami. Zasad takich nie znajdziemy w innych ówczesnych polskich latowiskach. Tak oto narodził się Konstancin, na bazie pruskich doświadczeń…

wpis4Wieża ciśnień w budowie

Tak więc chichot historii sprawia, że gdzieś ponad genezą Konstancina oraz powstaniem uzdrowiska unoszą się duchy cara Mikołaja II i kajzera Wilhelma, którzy pośrednio spowodowali, iż tutejsze strony wkroczyły na ścieżkę, pozwalającą im świętować 120-lecie letniska o 100-lecie Uzdrowiska. Choć oczywiście nikt o tym nie wspomni podczas dni Konstancina…

O wycinaniu lasów

ksunder

Zaznaczmy na wstępie, że dzisiejszy wpis w żaden sposób nie będzie wiązał się z wycinką drzew prowadzoną od początku tego roku jak Polska długa i szeroka, co miałem okazję sam wielokrotnie stwierdzić, przemierzając kraj z południa na północ i wschodu na zachód. Dziś przyjrzymy się zmianom w zalesieniu na tych terenach na przełomie dziejów, bo kto dziś świadom jest, że okolice Bielawy i Jeziorny porastały lasy?

28925960422_6e5552474b_bLas Oborski. Zdjęcie ze zbiorów serwisu zdjęciowego Konstancina

Drzewa zarastały większą część Mazowsza i od czasów średniowiecza z wolna wycinano je na potrzeby osadnictwa. Jednakże był to proces długotrwały, ślady istnienia areałów leśnych znajdujemy w tych stronach aż po czasy nowożytne. Ciekawe okazuje się przede wszystkim prześledzenie nazewnictwa okolicznych miejscowości, które daje nam wskazówki co istnienia w tych stronach dawnej puszczy. Sytuowane wzdłuż szlaku handlowego wiodącego wzdłuż Wisły wsie stopniowo rozrastały się. Zauważyć przede wszystkim należy, iż to właśnie wycinka lasów przyczyniła się w dużej mierze do narodzin Urzecza i trapiących je powodzi. Częste wylewy Wisły były skutkiem rozregulowania sieci hydrograficznej i zmianą tutejszego średniowiecznego mikroklimatu.  Rozwój osadnictwa wpływał na niszczenie szatę leśną, co rozregulowało poziom wód gruntowych. Wyrąb lasów wokół dopływów Wisły, zagospodarowywanie tych ziem, przekształciły ją z rzeki spokojnej i łagodnej w krnąbrną i niebezpieczną. Im więcej drzew znikało, tym bardziej rzeka przybierała, następnie rozlewała się pośród pustych przestrzeni.

Wędrując od północy tuż za Powsinem odnajdziemy nieistniejącą już wieś Łazy, której kilka lat temu poświęciłem osobny wpis. Jej nazwę jej zapisywano początkowo jako Lassy bądź Lasy, co wskazuje nam na założenie na terenie zalesionym, w miejscu w którym teraz znajdują się pola i mokradła. Nazwa ta oznaczała niegdyś teren uprawny powstały w lesie po wykarczowaniu drzew, gdzie gospodarowano na wypalenisku. Również inne wzmianki potwierdzają nam, iż jeszcze w XVI wieku w okolicy Bielawy znajdował się duży las. Po jego wycięciu w Łazach znajdował się młyn, który podupadł, gdy Oborscy z Obór zmienili bieg Jeziorki, co oznaczało również koniec tutejszego lasu. Jego część istniała jeszcze w roku 1565, gdy podczas lustracji królewszczyzn notowano, iż w Okrzeszynie „jest też tam łęgu trochę dębowego, którego Wisła co rok urwie”. Stopniowo rzeka zabrała las całkowicie, bowiem w kolejnych latach nie ma już o nim mowy.

Z kolei las znany obecnie jako kabacki aż do XVIII wieku porastał obszar sięgający co aż do Jeziorny Królewskiej. Jego spora część należała do dóbr Bielawy, a na skarpie znajdował się „bór zwany Gawrońcem”. Drzewa porastały również obszar na granicy z Jeziorną Królewską, w XVIII wieku wyrąbano je, a tamtejszy obszar zwać zaczęto Porąbką. Nazwa ta przetrwała aż do dnia dzisiejszego. Jak donoszą mieszkańcy tamtejszych stron po dziś dzień zdarza im się wykopywać potężne karpy, świadczące o porastaniu tych obszarów przez dawną puszczę. O ile określenie Porąbka funkcjonuje po dziś dzień, przede wszystkim jako określenie Szkoły Podstawowej nr 3, zaginęła inna nazwa, odnosząca się do lasu graniczącego z Jeziorną Królewską. Jego granice ukazuje nam pochodząca z roku 1789 mapa Karola de Perthees, choć zapewne w owym czasie był już w dużej mierze wyrąbany. Jego miejsce zajęły pola uprawne, choć jeszcze w latach pięćdziesiątych XX wieku używano nazwy Borowina, na określenie obszarów ciągnących się w kierunku Lasu Kabackiego. Słowo to oznacza obszar pozostały po wyrąbanym lesie. Z czasem nazwa ta w okolicach Jeziorny zniknęła, zastąpiona przez Wygon, choć jak wspominają dorastający w Jeziornie Królewskiej tuż po wojnie, nie mieli pojęcia, iż na w niedalekiej okolicy znajduje się inna miejscowość o nazwie Borowina.

pth2

Mapa Karola de Perthees. Widoczne pozostałości lasu jeziorańskiego

Jej historia nie jest długa. W połowie XIX wieku Las Chojnowski ciągnął się nieprzerwanie między Łubną a Baniochą, należąc do Szymanowskich, zamieszkujących w Łubnie i Turowicach. Walerian Szymanowski w latach pięćdziesiątych szukając źródeł dochodu wyciął las i sprzedał drewno. Ubytek drzewostanu musiał być znaczny, bowiem do władz złożył skargę ówczesny proboszcz słomczyński w 1855 roku. Z trzydziestu włók pozostały cztery porośnięte młodnikiem, a proboszcz nie mógł tym samym skorzystać przysługującego mu od dawna prawa wyrębu. Drewno kupował począwszy od 1848 roku kupiec Icek Blass z Góry Kalwarii, a w lasacg Łubnej wycięto drzewa olszowe, sosnowe, brzozowe i dębowe. W ich miejscu zakładano kolonie: Szulec, Nowy Szymanów, Wypęk i Goździak. Obecnie znajdziemy w tych miejscach Szymamów, Szymanówek i właśnie Borowinę. W tym samym czasie, w roku 1858, założono osadę w środku lasu należącego do Chylic, zwaną Czarnowem. W ten sposób powoli znikał las istniejący tu od czasów średniowiecza, w którym polował jeszcze książę mazowiecki, Janusz Starszy, przybywając do Jastrzębia.

Choć w niniejszym opisie pominąłem osady znajdujące się na Urzeczu, zaznaczyć należy iż mimo powodzi i zmian koryta Wisły istnienie areałów leśnych notowane jest jeszcze w czasach nowożytnych, choćby w Gassach, zaznaczono je ponadto na mapach pochodzących z XVIII wieku. Nazwy takie jak Borek, Dębówka czy wreszcie Imielin, pochodzący od Jemioły, ukazują nam dawną lokalizację takich miejsc.
Clipboard023

Las Oborski nakreślony ręką XVII-wiecznego kartografa, Jana z Jawora

My jednak wróćmy na powrót na skarpę, bowiem sosnowy las to środek Konstancina, jego esencja i serce. Letnisko lokowano w lesie i nieopodal jego, a on sam stal się w XX wieku fragmentem chojnowskiego parku krajobrazowego. Las porasta centrum miasta, a z pomiędzy jego wyrastają domy między którymi ciągną się ulice. Wystarczy nimi trochę powędrować, by wejść między drzewa, gdzie ulic już nie ma. I rozejrzeć się dookoła, by ujrzeć Konstancin 110 lat temu. Taki las dzielił Witold hrabia Skórzewski. Las, który do roku 1897 spoglądał z góry na okoliczne miejscowości. Las, przez który brzegiem skarpy wiodła droga do Góry. W lesie nikt nie mieszkał, kilkukrotnie go wycinano, odrastał przez cały XIX wiek. Spójrzmy raz jeszcze na mapę, jeszcze raz wróćmy do linii skarpy. Jej linia ciągnie się od zachodu wzdłuż Jeziorki i z południa na północ, starym korytem holoceńskiej Wisły. Zarówno w wieku XVIII jak i XIX, a co za tym idzie i wcześniejszym, nie uświadczymy tu żadnych osad. Las rośnie na skarpie, spoglądając z niej w dół, na rzeki i pola. Ludzie od wieków osiedlali się w dawnym korycie rzeki, gdzie nie trzeba było karczować drzew, piaszczysta gleba nadawała się do uprawy roślin. Zaś las był tam od początku, wiosną barwiąc niebo swą zielenią, zaś jesienią jak do tej pory przybierając barwę płomienia, porośnięty przez trawę pożółkłą niczym sen. Ludzie mieszkali poniżej, za rzeką, las zaś dawał im oparcie. W przeciwieństwie do Waleriana Szymanowskiego Potuliccy zamiast wyciąć las, a drewno sprzedać kupcom z Góry Kalwarii zdecydowali się założyć tu letnisko. Ale to już inna opowieść…


Źródła i literatura:

  • AGAD, ASK
  • AGAD, Obory
  • Lustracja województwa mazowieckiego 1565 r. wyd. PWN, W-wa 1965, red. I Gieysztorowa A. Żaboklicka
  • DUNIN-WĄSOWICZOWA Anna, Geografia historyczna Mazowsza XVI-XVIII w., Rocznik Mazowiecki t. 7, 1979, s. 57-67
  • OSTROWSKI Janusz, Warunki przyrodnicze i zmiany zalesienia powiatu Piaseczno na przestrzeni dziejów w: Studia i materiały do dziejów powiatu piaseczyńskiego, red. J. Antoniewicz, Warszawa 1973

Zaginione parafie Urzecza

ksunder

Miesiąc temu minęła 70 rocznica największej w powojennej historii Polski wiślanej powodzi i jednocześnie najbardziej tragicznej. Gwałtownie topniejące śniegi przyniosły zagładę większości domostw między Wisłą a Puszczą Kampinoską, gdzie w okolicach Leoncina i Kazunia gospodarstwa dawnych olęderskich osadników przestały istnieć. Film dokumentalny „Powódź” uwiecznił tamte chwile, podobnie kronika filmowa. Na południe od Warszawy wylew nie był tak tragiczny w skutkach, lecz właśnie z tamtych dni pochodzą zamieszczone poniżej zdjęcia zalanego Wilanowa i ewakuacji. Woda wezbrała w Wilanówce, do której wówczas wpadała jeszcze Jeziorka. Cofka spowodowała zalanie wilanowskich pól, na Kępach i w Zawadach. Wały wzdłuż Wisły wytrzymały, lecz zapewne powyższe spowodowało całkowitą przebudowę istniejącego systemu ochrony przeciwpowodziowej, powstałego w połowie XIX wieku. W latach pięćdziesiątych ponownie przekopano ujście Jeziorki do Wisły, zasypane podczas obwałowywania Niziny Moczydłowskiej. Tym razem wzniesiono wzdłuż niej wały i dokonano jej regulacji, zaś pozbawiona dopływu Wilanówka zmieniła się w wątły strumyczek, nie przypominający obecnie w niczym wezbranej rzeki jaką była w roku 1947. Powodzie na Urzeczu przeszły do historii, choć tamta sprzed 70 lat wciąż żywa jest w pamięci mieszkańców Zawad. Od starych gospodarzy wciąż można usłyszeć jeszcze opowieść o tamtych dniach, podobnie jak opowiadane na południe od Jeziorki historie o wielkiej powodzi z końca XIX wieku, która zalała dobra oborskie.

Powódź w roku 1947 w Wilanowie i Zawadach

Nikt nie pamięta już jednak wylewu z roku 1713, trudno także znaleźć cokolwiek na jego temat w dawnych dokumentach. Jednak była to jedna z najbardziej tragicznych powodzi jaka wydarzyła się w tych stronach. Swego czasu dr Łukasz Maurycy Stanaszek stawiał ciekawą tezę, iż na bogactwo i rozwój regionu Urzecza wpływ miało bogactwo Warszawy, dla której swoistym spichlerzem stały się żyzne wiślane mady i tutejsze uprawy. Swoistym potwierdzeniem powyższego jest fakt, iż latem 1713 w Warszawie zapanował głód, którego przyczyną była jak chcą ówczesne wzmianki katastrofalna powódź.

Zniszczeniom uległy tutejsze miejscowości, niektóre spośród nich całkowicie. Niektóre rodziny w tymczasie opuszczają swe rodzinne wsie i zamieszkują w innych, co prześledzić możemy w księgach parafialnych. Inne osady znikają z kart historii na dobre, jak choćby Kozłów położony nad Wisłą, w miejscach obecnych Piasków, jeszcze w połowie XVII wieku największa z tutejszych wsi, granicząca z Dudą, Karczewem i Cieciszewem. Piaski to zresztą pozostałość tamtej właśnie powodzi, nazwę swą wywodzą od osadu naniesionego wówczas przez Wisłę. Pierwsze osadnictwo w Piaskach wzmiankowane jest dopiero w roku 1734. Jednak powódź była katastrofalna dla całej Niziny Moczydłowskiej. Dostrzeżemy to jeśli zauważymy, iż Urzecze jest geograficzno-społeczną całością, a Wisła nie dzieli obu brzegów, lecz łączy, będąc dla nich zszywającą je nicią. Nic nie dzieje się tu przypadkiem, losy ludzkie są powiązane, choć od ponad pół wieku historie otwockie czy konstancińskie spisuje się rozdzielnie. Nie bez powodu w tym samym okresie budowano dwór w Oborach i pałac w Otwocku Wielkim, wznoszono kościoły w Słomczynie i Karczewie czerpiąc wzajemnie inspiracje oraz konkurując wzajemnie. Podobnie jest z powodzią. Czy ktoś dotąd zauważył, że analogiczny los dotknął parafie w Radwankowie i Cieciszewie? Obie są zaginionymi parafiami Urzecza, obydwie zniszczone zostały w tym samym roku 1713, kiedy wielka woda zabrała tutejsze kościoły, pozostawiając jedynie ruiny.

 

Pisałem niegdyś o „churchingu” łurzyckim, gdzie wskutek zmieniania przez Wisłę koryta zarówno wierni jak i duchowni przestawali wiedzieć do jakiej parafii przynależą tutejsze wsie, a do niektórych z nich, jak choćby Nabrzeża, przyznawał się odległy o wiele kilometrów Osieck. Innym z nadwiślańskich fenomenów są zniszczone przez wodę kościoły, w XIX wieku los Cieciszewa i Radwankowa podzielił jeszcze Ostrówek. W każdym z tych trzech przypadków świątynie przenoszono w inne miejsce, wznosząc od początku, tam gdzie powódź nie mogła ich dosięgnąć. Jednak zaginione parafie w Cieciszewie i Radwankowie ukazują nam coś jeszcze – jak niszczycielska musiała być powódź roku 1713, nawet w skali Urzecza, gdzie wysoka woda była przecież czymś normalnym. Nie na darmo w książce „Nadwiślańskie Urzecze” autor poświęca jej cały rozdział, stanowi bowiem ważny element tutejszej tożsamości kulturowej.  W ciągu roku normą były trzy przybory wody – Krakówki lub Marcówki w marcu, Janówki czy też Świętojanki w czerwcu i Jakubówki w lipcu. Nie mniej niebezpieczne były zatory lodu, przed którymi chroniono się wbijając w Wisłę kafary i pale, by woda nie rwała bokami, przez tamy i wały budowane od co najmniej XVIII wieku. Dopływy Wisły jak Świder, Wilanówka czy Jeziorka także powodowały podtopienia, jak choćby we wspomnianym roku 1947, jak mawiano na Urzeczu Wisła chodziła. Oj żeby na Łurzycu a woda nie topiła, oj to by Łurzycunka da we złocie chodziła. Oj, ale na Łurzycu co roku woda topi oj, to się Łurzycunka da nigdy nie dorobi, notowała w Cieciszewie Zofia Krasuska. Dość więc, iż życie z powodzią stanowiło tu codzienność, co po dziś dzień można usłyszeć w wielu z tutejszych opowieści, a rodzinne historie przekazywane są z pokolenia na pokolenie, choć świadomość życia w cieniu wielkiej wody powoli zanika. Jednak powódź roku 1713 musiała być czymś niespotykanym, niszcząc większość tutejszych miejscowości i dwa kościoły. Zwróćmy uwagę, iż doświadczenie to nie doprowadziło do ich odbudowy, choć przecież w tym samym miejscu wznoszono je po choćby po pożarach w XV wieku jak w Cieciszewie, czy też po tym jak kościół zabrała powódź, co w Radwankowie miało miejsce w roku 1618. Tym razem jednak zdecydowano się przenieść oba kościoły. Świątynię cieciszewską odbudowywać rozpoczęto w roku 1719 na wysokiej skarpie w Słomczynie, by nigdy już nie zagroziła jej niszczycielska siła wody. Kościół w Radwankowie odbudowany został w Warszawicach, z dala od Wisły, gdzie w roku 1736 jego fundacji dokonał marszałek koronny Franciszek Bieliński, pan na Otwocku Wielkim. Jak chce legenda, świątynię w jeden dzień wznieść mieli parafianie. Wkrótce przeniesiono tam siedzibę parafii, z kolei jeszcze do końca XIX wieku proboszcz ze Słomczyna używał pieczęci o treści „parafia cieciszewska z siedzibą w Słomczynie”.

Trzy kościoły, spośród których dwa zabrała jedna i ta sama powódź, dziś już całkowicie zapomniana, choć zmieniła mapę tutejszych ziem, niszcząc nie tylko świątynie, lecz wiele spośród tutejszych miejscowości, sprawiając iż ich mieszkańcy przenieśli się z dala od rzeki, z którą byli przecież na co dzień związani.  Powódź z czasem zniknęła z pamięci, zatarta przez kolejne, następujące w wieku XIX, stanowiące stały element cyklu życia na Urzeczu, w czasach przed usypaniem wałów.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci