Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Tajemnice Konstancina: Ulica Literatów

ksunder

Obecnie chyba nikt nie zastanawia się z jakiego powodu nazwę ulicy nosi niewielka uliczka osiedlowa, biorąca początek między blokami na osiedlu Grapa, brzegiem skarpy wiślanej wiodąca w kierunku Obór. Także mało kto wie, iż znaczna część tej drogi, jest jednym z najstarszych szlaków nie tylko Konstancina ale i Mazowsza…

Pałac w Oborach jak najbardziej przy ulicy Literatów, Stolica nr 37/1960

Dlaczego więc uliczka osiedlowa jest ulicą Literatów, skoro leżąca po przeciwnej stronie ulicy Wilanowskiej uliczka wiodąca między budynkami nie doczekała się takiego miana? Przyczyną powyższego stanu było wybudowanie bloków na Grapie. Z dawna ulica Literatów wiodła w kierunku Obór, prowadząc od rzeki Jeziorki, w miejscu gdzie znajduje się obecne rondo. Nazwę nadano jej po II wojnie światowej, bowiem prowadziła w kierunku Pałacu, gdzie siedzibę swą znalazł wówczas Związek Literatów Polskich. Początek swój ulica brała zaraz za obecnym rondem, gdzie rozdzielała się z drogą prowadzącą w kierunku Słomczyna. Wybudowanie bloków oraz pawilonów spowodowało, iż jej początkowa część zniknęła. Pozostał jedynie fragment, ukryty za blokami, nad garażami na skarpie, dopiero od skrzyżowania z ulicą Mickiewicza utwardzony i wylany asfaltem. A do Obór zaczęto jeździć skręcając w ulicę Mickiewicza na skrzyżowaniu, które do czasu ostatniego remontu drogi było jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc Konstancina, bowiem z powodu jego umiejscowienia  i braku ograniczenia prędkości z kierunku od Góry Kalwarii, przynajmniej raz w miesiącu zdarzał się tam przynajmniej poważny wypadek. Jednakże po dziś dzień spotkać się można z informacjami, że niektóre z tych wypadków były aranżowane, bowiem choć Antoni Słonimski zmarł wskutek ran odniesionych w roku 1976 w wypadku na tym skrzyżowaniu, nieopodal domu Romana Bratnego, nadal w prasie pojawiają się opinie, iż nastąpiło to wskutek działań służby bezpieczeństwa.

Miejsce przygotowane pod budowę bloków w miejscu ulicy Literatów w latach sześćdziesiątych XX wieku (źródło: K. Orthwein - Przemiany kulturalne i społecznie w podwarszawskim osiedlu Skolimów-Konstancin, Wrocław 1969)

Cofając się w nieco w przeszłość, na starych mapach i zdjęciach lotniczych dostrzeżemy gdzie droga ta brała swój początek,  nieopodal szmaciarni znanej obecnie jako Stara Papiernia. Jeszcze podczas II wojny światowej była to główna droga prowadząca do Obór. To wtedy nieopodal niej, gdzieś na terenie obecnego osiedla Grapa, nazwanego tak od istniejącego tu od początku XX wieku parku, dokonana została przez Niemców egzekucja rodzin cygańskich i żydowskich. Choć historia ta stała się częściowo jedną z tutejszych miejskich legend, mające miejsce ekshumacje i zachowane przekazy wskazują, iż jest w nich sporo prawdy.

Zdjęcie lotnicze z roku 1930 zestawione z mapą Wojskowego Instytutu Geograficznego z roku 1932 przedstawiające pierwotny układ przestrzenny. Zdjęcie pochodzi z Tygodnika Ilustrowanego nr 35/1930, a chcących zobaczyć je w całości zachęcam do odwiedzin facebookowego profilu Historii. Ludzi i Architektury Konstancina

Nim ulica stała się ulicą Literatów, już od dawna pozostawała w cieniu dwóch dróg. Wspomnianej drogi w kierunku Słomczyna, która główną drogą w kierunku Góry Kalwarii pozostawała co najmniej od ostatniej ćwierci XVIII wieku, kiedy droga ta została królewską drogą pocztową, jedną z tras szybkiego ruchu, której część zobowiązani byli naprawiać byli dziedzice Obór. Drugą z dróg, która przyczyniła się do spadku znaczenia obecnej ulicy Literatów, była niepozorna grobla, prowadząca przez łąki począwszy od fabrycznego stawu w Mirkowie w kierunku Obór. Od momentu powstania papierni stała się główną drogą prowadzącą do Pałacu, choć obecnie trasa ta zaczyna się niejako na terenie zakładu, wówczas biegła jego krawędzią a jej przedłużeniem była obecna ulica Mirkowska (co bardzo dobrze można dostrzec przykładając linijkę na mapie Konstancina w miejscu gdzie ulica ta zaczyna skręcać w kierunku kościoła, linia prosta wskaże nam drogę do Pałacu, wiodącą wzdłuż stawu, obok krzyża z roku 1856).

Nim Papiernia stała się rozbudowanym zakładem, główną drogą wiodącą do Obór była obecna ulica Literatów, biorąca swój początek za przeprawą przez Jeziorkę, nieopodal młyna. Jeszcze pod koniec XVIII wieku traktowana była jako reprezentacyjna aleja prowadząca w kierunku Pałacu i austerii wybudowanej dla podróżnych przy drodze do Karczewa. Jak zanotowano w roku 1784 „ulice wedle Obór do Jezierny ku Austeryi Nowey Oborskiej (…) na mieysce drzewek wyschłych i połamanych lipiną y topoliną wszystkie kwatery na zimę przesadzone”. Później jak zapisywano rok po roku w miejsce drzew, które uschły sadzono kolejne, aby wysokie topole i lipy dawały cień podróżnym. Po dziś dzień w tej części ulicy przetrwały nasadzone zwyczajowo drzewa, choć obecne nie mają 200 lat. Drogę tę w tych dokumentach kilkakrotnie określono mianem „drogi z Grapy”. Grapa to staropolskie określenie wiślanej skarpy, jednakże w dokumentach oborskich określany jest tak jedynie jej niewielki fragment, część między pałacem a Jeziorką. Co ukazuje nam też, iż określenie zapożyczone na nazwę parku, a później osiedla musiało tu być w użyciu z dawna…

Na zdjęciach widoczny obecny początek ulicy między blokami i jej dawny zachowany przebieg na skarpie, nasadzone drzewa wzdłuż szlaku i kilkusetletnie dęby w miejscu gdzie droga schodzi w dół

Jeśli cofniemy się o kolejny wiek, ujrzymy sytuację nieco inną. Obecna ulica Literatów jest częścią głównej drogi prowadzącej w kierunku Góry Kalwarii, szlak stanowiący obecną ulicę Wilanowską jest traktowany alternatywnie i nie jest wówczas tak ważny. Jeszcze pod koniec XVII wieku drogą przez Obory przejeżdża podróżujący na Ruś kawaler le Tende, a zmierzający na sejmy do Warszawy szlachetkowie napadają na chłopów należących do Jana Wielopolskiego. Tu znajduje się wielka karczma, jest to główna trasa podróży. Ulica Literatów biegnie wówczas od Jeziorki przez Obory, dalej staje się drogą która jest nadal w użyciu, jako ulica Podlaska prowadzi  w kierunku Cieciszewa, niegdyś wiodła dalej do Góry Kalwarii, krzyżując się z drogą do Karczewa. Na najstarszej zachowanej mapie tych okolic z końca XVII wieku droga ma przebieg taki jak obecnie, schodząc ze skarpy w tym samym miejscu, gdzie po dziś dzień rosną dęby, pomniki przyrody mające kilkaset lat, pamiętające czasy świetności tego szlaku. Co stało się więc, iż droga ta straciła palmę pierwszeństwa na rzecz obecnej ulicy Wilanowskiej? Sprawiła to niszczycielska działalność Wisły, która prócz zalania całości szlaku od Cieciszewa do Brześcc i zmiany linii brzegowej połączonej z całkowitym zniszczeniem wielu tutejszych wsi, zniszczyła około roku 1715 kościół w Cieciszewie. Odbudowano go na skarpie w Słomczynie, a jednocześnie w tym czasie główną drogą stał się położony z dala od kapryśnej Wisły szlak na skarpie.

fragment szkicu z XVII wieku przechowywanego w zbiorach archiwalnych, wyraźnie oznaczona jako główna droga obecna ulica Literatów prowadząca do Obór i skarpa (linia przerywana)

Jednak już w wieku XVI obecna ulica Literatów nie miała takiego znaczenia, jak w czasach średniowiecza, bowiem w epoce nowożytnej głównym szlakiem handlowym była Wisła. Jeśli jednak popatrzymy  na mapę Polski  sprzed XIV wieku z łatwością dostrzeżemy jedną z najważniejszych dróg Mazowsza. Prowadzący z Wyszogrodu szlak, przez Warszawę czy wcześniejszy Jazdów, ku przeprawie przez rzekę Jeziorę, biegnący dalej poprzez grody w Czersku i Zawichoście  do Lublina i na Ruś. A za brodem jeziorańskim trasa ta prowadziła ze skarpy w dół, przy niej założono Obory i Cieciszew, siedziby rodowe Pierzchałów, co wskazuje nam na jej olbrzymie znaczenie komunikacyjne.

I tak dotarliśmy do początków historii Polski. Nasza droga jest dużo starsza, a ukształtowanie terenu upewnia nas, iż biegła tędy od dawna, gdy na obecnych łąkach oborskich rozlewały się wody Jeziory, a Wisła płynęła brzegiem starorzecza, ciągnącego się przez łęgi oborskie w kierunku Cieciszewa. Już tysiąc lat temu podążano zapewne więc tą częścią szlaku, który stanowi obecnie ulica Literatów, umożliwiającego ominięcie bagien i rozległego jeziora po krawędzi skarpy. Wzdłuż przedłużenia tej drogi odnajdywano w kierunku Cieciszewa rozmaite znaleziska, dowodzące prowadzenia handlu, takie jak arabskie monety z wieków X i XI. W samym zaś Czersku niektóre ze znalezionych monet pochodzą z wieków VIII i IX, z kolei znaleziska Zdzisława Skroka wskazujące na istnienie osady rybackiej na krawędzi obecnej skarpy u krańca ulicy Mickiewicza cofają nam historię ulicy Literatów do czasów najdawniejszych, w dawno zapomnianą przeszłość tych ziem, na długo nim zyskały one nazwę Mazowsza….

Ulica Literatów obecnie, biorąca początek między blokami (maps.google)


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • Archiwum Parafialne w Słomczynie
  • SKROK Zdzisław, Konstancin. Zapomniana arkadia, Warszawa 2003
  • SZULIST Władysław, Ważniejsze szlaki handlowo-komunikacyjne województwa mazowieckiego w XVI – XVII w., Rocznik Mazowiecki t. 6, 1976, s. 325-358

Misterium w Górze Kalwarii

ksunder

Blog nazwany został „Historią okolic Konstancina” nie bez przyczyny, jak łatwo zauważyć staram się prócz przywracania zapomnianej historii regionu pokazać również nierozerwalny związek terenu obecnej gminy Konstancin-Jeziorna z innymi miejscami regionu Urzecza, takimi jak Karczew czy Góra Kalwaria. A także jak wspomniałem promować mniej znane wydarzenia związane z historią tych okolic. Stąd też dzisiejszy wpis, o charakterze raczej informacyjnym.

Góra Kalwaria to bardzo ważny sąsiad, swego czasu największy obok Czerska gród położony nad Wisłą tej części Mazowsza. Choć świątynia w miejscowości noszącej wówczas nazwę Góra po raz pierwszy wzmiankowana była w roku 1252, a kościół w Cieciszewie w świetle odnalezionych niedawno zapisków został zapewne wzniesiony już w roku 1236, to przed jego powstaniem tereny do rzeki Jeziorki podlegać mogły parafii górskiej lub czerskiej. Góra była obok Karczewa jednym z serc Urzecza, a gdy biskup Stefan Wierzbowski zmieniał ją w XVII wieku w miasto Nowa Jerozolima, podupadającą wówczas po potopie szwedzkim wieś zakupił od Anny z Cieciszewskich, wywodzącej się ze znanego rodu szlachty zamieszkującej Cieciszew, najstarszą miejscowość obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. Nazwa Nowa Jerozolima nie dotrwała do naszych czasów, jak notował nieco złośliwie w roku 1693 francuski podróżny kawaler le Tende, do nazwy Góra dodano nazwę Kalwaria, aby uczcić w ten sposób fundacje uczynione przez biskupa Wierzbowskiego dla budowanych tu wielu klasztorów, choć w rzeczywistości nazwa ta wiąże się z założeniem miasta na planie krzyża i założeniami kalwaryjskimi, mającymi uczynić z Nowej Jerozolimy sanktuarium.

Historia Góry Kalwarii jest dość dobrze poznana, w przeciwieństwie do historii terenów gminy Konstancin-Jeziorna i pozazdrościć można jedynie prężnie działającemu tam Towarzystwu Miłośników Góry Kalwarii i Czerska. Dzisiejszy krótki wpis powstał wyłącznie w celu zwrócenia uwagi na mające odbyć się w najbliższą niedzielę w Górze Kalwarii misterium męki pańskiej. Rzecz o tyle warta zobaczenia, iż pomijając trud włożony w jego wystawienie i odwzorowanie włącznie z legionistami mówiącymi po łacinie, stanowi ono reaktywowane przed trzema laty tradycyjne misterium pierwotnie wystawiane w Górze Kalwarii 300 lat temu, zapewne już w czasach biskupa Wierzbowskiego. Tradycja ta zamarła w czasach zaborów, wcześniej jednakże przez ponad wiek odtwarzano w mieście ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa, przed świętami Wielkiej Nocy. A reaktywowane widowisko oparte jest o tekst dokumentu z roku 1761, znajdującego się w aktach miejskich, zwanego Dekretem Piłata. To zwyczaj nieznany w innych polskich misteriach, gdyż jedynie w Górze Kalwarii pachołek miejski odczytywał przed Ratuszem dekret skazujący  Chrystusa na śmierć, co następnie wpisywano jako akt sądowy do ksiąg miejskich, wskutek czego dokument zyskiwał urzędowe znaczenie.

Misterium w 2012 (źródło: powiat-piaseczyński.info)

Stąd jeśli ktoś w najbliższą niedzielę poświęcić może nieco czasu, zachęcam do wzięcia udziału i zobaczenia misterium, począwszy od wjazdu Chrystusa na osiołku o godzinie 12:30, zaś o godzinie 15 po mszy świętej rozegrana zostanie scena historyczna, po której rozpocznie się misterium. Póki oba brzegi Wisły mające stulecia wspólnej historii są nadal od ponad pół wieku rozdzielone, wciąż łatwiej wybrać się nam do pobliskiej Góry Kalwarii niż do Karczewa…

Szczegółowy program znajduje się tutaj, zaś w tym miejscu można obejrzeć film z przebiegu zeszłorocznego misterium.

Handel wiślany

ksunder

Na temat wiślanego handlu napisano już wiele książek, stąd jego krótkie omówienie jest w zasadzie niewykonalne. Jednakże historia okolic Konstancina związana jest nierozerwalnie z Wisłą i z czasami jej świetności, gdy rzeka była głównym szlakiem handlowym dawnej Rzeczpospolitej.

Choć trudno obecnie sobie to wyobrazić, odwołajmy się do pewnej analogii. Wyobraźmy sobie, że na terenie kraju jest tylko jedna trasa szybkiego ruchu, która niczym autostrada umożliwia transport olbrzymiej ilości towarów. A przy trasie tej leżą okolice Konstancina. Jest to jednocześnie szlak o znaczeniu międzynarodowym, którego opłacalność jest dużo większa niż transport lądowy z południa na północ i w kierunku odwrotnym. Prędkość podróżna załadowanego wozu wynosiła w czasach nowożytnych 30 km dziennie, statek płynący Wisłą mógł przebyć w tym samym czasie 90 kilometrów lub nawet i 150. Statki umożliwiały załadowanie większej ilości ładunku i obsługiwało je kilku ludzi ludzi, a nie liczne zwierzęta ciągnące wozy, które trzeba było codziennie karmić. W czasach nowożytnych sprawiło to, że opłacalność transportu powyżej 100 km była bezdyskusyjna, gdzie tylko się dało wykorzystywano rzeki.

Szkuta idąca na Wiśle pod prąd w Warszawie na obrazie Canaletta z 1770 r.

Rola Mazowsza w handlu wzrastała od XIV wieku, nim zaczęto spław zbożowy do Gdańska, w górę rzeki płynęły choćby śledzie. Z tych czasów pochodzi zresztą znane powiedzenie – jak śledzie w beczce. Jak tłumaczył wybitny polski historyk Henryk Samsonowicz, także ono dowodzi opłacalności wiślanego handlu. W średniowieczu średnio co 30 kilometrów na rzekach stały komory celne, w których zwyczajowo lokalni władycy pobierali część przewożonego towaru. Stąd też do beczek wciskano ryb jak najwięcej, aby mimo pobierania cła w postaci kilkudziesięciu śledzi z każdej przewożonej beczki, dało się zarobić na dostarczeniu ich do Krakowa.

Jednak już od XV wieku na Wiśle wzrasta spław zbożowy do Gdańska, po pokoju toruńskim i zakończeniu wojny z Krzyżakami, Wisła stopniowo staje się główną arterią komunikacyjną. Kolejne zarządzenie królewskie i sejmowe zakazują na niej stawiania blokad i jazów, jako choćby ta z 1631 roku gdy uchwałą sejmową przystąpiono do uzdatniania żeglowności Wisły. Ruch na rzece wzrasta, a szczytowym okresie, w roku 1641 odbywa się on przez 240 dni w roku, jak wskazują nam notowania warszawskiej komory celnej. W zasadzie więc poza zimą nie było dnia, gdy Wisłą nie płynęły liczne statki handlowe, bądź odbywał się spław flisacki, czy też holowanie powrotne brzegiem rzeki.  Czas żeglugi na Wiśle trwał od marca do listopada, zalecano by zboże wywozić już wczesną wiosną, gdy ruszą pierwsze lody. Stąd sezon pływacki rozpoczynał się wraz z topnieniem lodów i śryzą i trwał do późnej jesieni. Charakterystyczne dla Wisły były wahania stanów wody, liczne mielizny i zatopione pnie. W XVI wieku w warszawskiej komorze celnej notowano w ciągu przepływ 1000 statków, w roku 1751 było ich już 2222. Prócz statków handlowych Wisłą płynęli także flisacy, czy Olędrzy, a rzeka tętniła życiem.

O ile Wisła kojarzona jest zazwyczaj z handlem zbożem, to w zasadzie rzeką płynął każdy możliwy towar. Potęga Rzeczpospolitej zbudowana została także na soli, o czym obecnie mało kto pamięta poza historykami. Jednakże sól była najczęściej na Mazowsze sprowadzana i kupowana, a w Warszawie znajdował się skład solny. W roku 1670 erygowano Królewską Komorę Celną w Nowej Jerozolimie, czyli obecnej Górze Kalwarii, która zastąpiła prawdopodobnie dawną komorę w Ostrówku. To stamtąd sprowadzali do Obór sól Wielopolscy. Zachowały się liczne pokwitowania, pochodzące głównie z wieku XVIII, część z nich notowano na dokumentach zapłaty pogłównego. Rocznie do Obór trafiało sześć bałwanów soli, które opłacano we wspomnianej komorze. Następnie spławiano je do Karczewa, gdzie jak odnotowano znajdował się pal. Jak nazwa wskazuje, służył on do przycumowania statku, była to niewielka przystań. Większość szlachty miała własne pale, gdzie stały statki i galary, czasem przy palach takich odbywało się zimowanie statków spławowych. Jako, że Karczew leżał w oddaleniu od rzeki, pal ten znajdował się zapewne w okolicy Przewozu, bowiem tu sól płynęła na drugą stronę rzeki, skąd trafiała do Obór. Przy wiosennym wysokim stanie wód możliwy był zapewne wyładunek po stronie oborskiej.

Prócz zboża i soli rzeką płynął każdy możliwy towar. W warszawskiej komorze celnej odnotowano wino, małmazję (słodkie wino greckie), owoce, miedź, cynę, stal, sól, piwo, drzewo i wiele innych przedmiotów. Z przewożonych towarów korzystały leżące przy brzegach wsie. Jak odnotowano w XVII wieku brano stąd cynę, używaną do wykonywania naczyń i ich łatania. Stąd w parafii cieciszewskiej znajdowało się sioło o nazwie Cynaki, stanowiące zapewne część zaginionego Kozłowa. Mieszkała tu rodzina nosząca takie przezwisko, świadczące o ich zajęciu. Jeszcze w XVIII wieku Ciniakowie zamieszkiwali Kępę Dudzką i Rybacką i parafię karczewską…

Pozostałości szkuty z końca XV wieku odnalezionej w starorzeczu Wisły pod Czerskiem w roku 2009 

Już na przełomie XV i XVI Warszawa odgrywała dość znaczną rolę w eksporcie zboża, wosku i imporcie śledzi. Szybko stała się ukształtowanym centrum regionalnego rynku, obsługującego okolice Czerska pod względem skupu i spławu zboża, a czasem i zaopatrzenia spożywczego.  Wtedy z klucza oborskiego spławiano tam produkty rolne. Katastrofalna powódź w roku 1715 spowodowała głód w okolicach miasta i w samej Warszawie, do której nie dostarczono zatopionych zbiorów.

Z Wisły uzupełniano także bieżące potrzeby klucza oborskiego. Jak notowano zakupywano tu w XVIII wieku drewno i wapno przeznaczone na naprawy zabudowań pałacowych. Prócz tego rzecz Wisłą sprowadzano i ekspediowano część towarów, jak drewno i cegły przeznaczone na budowę i remont znajdującego się w Warszawie pałacu.

Kres wiślanego handlu przynosi koniec wieku XVIII i wiek XIX. Przez Wisłę przebiega granica między trzema zaborami co nie sprzyja handlowi. Choć w akcie notarialnym sprzedaży Papierni Potuliccy zezwalają jeszcze, aby „Fabryka z Wisły w Gassach korzystała, miała tam skład drewna i materiału dla Banku Polskiego na lat sześć z wolnością przewożenia drogą publiczną materiałów nie przez wał ochronny, pola, łąki lub Wisłę” i w ten sposób  utworzono na krótki czas przystań wodną, był to już koniec wiślanego handlu. Rozwój przemysłu, środków transportu, budowa kolei na prawym łurzyckim brzegu sprawiają, iż Wisła w tej części kraju traci na znaczeniu. Stąd po pierwszej wojnie światowej żegluga wiślana odbywa się głównie na trasie Warszawa-Tczew, w dawnym zaborze rosyjskim zostaje zaniedbana. Jednak przez 500 lat handel wiślany, wraz z mobilnością flisaków, oryli, kupców ukształtował oblicze Urzecza.

 


Źródła i wybrana literatura:

  • AGAD, Obory
  • BARTOSIEWICZ Agnieszka i Henryk, Kartografia miast Mazowsza i ziemi dobrzyńskiej do końca XIX wieku, Warszawa-Pułtusk 2006
  • BARTOSZEWICZ Agnieszka, Handel Solą na Mazowszu w XV i XV wiekuRocznik Mazowiecki t. 18, 2006, ss. 47-62
  • BURSZTA Józef, Z badań nad spławem w dorzeczu środkowej Wisły w drugiej połowie XVIII wieku, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej r. XXIV z. 1 ss. 23-35
  • CHUDOBA Tadeusz, Z zagadnień handlu wiślanego Warszawy w XVI wieku , Przegląd Historyczny t. L z 2 ss. 297 – 321
  • OBUCHOWSKA – PYSIOWA Honorata, Handel wiślany w pierwszej połowie XVII wieku, Wrocław 1969
  • OBUCHOWSKA – PYSIOWA Honorata, Warunki naturalne, technika i organizacja spławu wiślanego w XVII wieku, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej r. XIII z. 2 ss. 281-297
  • RESZKA Adam, Wiślane statki i techniki nawigacyjne od XVI do XX wieku
  • STANASZEK Łukasz Maurycy, Nieznane fakty z dziejów powstania i funkcjonowania Królewskiej Komory Solnej w Górze Kalwarii, Komunikat TMGK i C nr 1 (91) styczeń 2012

O ludziach rzeki i flisakach na Urzeczu niebawem, jak zwykle wpis zagadnienia nie wyczerpuje, zaciekawionych tematem zachęcam do sięgnięcia do literatury, bowiem zabrakło miejsca choćby na opisanie statków, którymi pływano po Urzeczu. Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, tak teraz zwie się region gwarowo zwany Łurzycem (przez rz). Chcących poznać całkowicie naukowe przyczyny tej zmiany odsyłam na stronę Na Łurzycu, zaś zainteresowanym tematyką handlu wiślanego i spławu polecam lekturę strony Domu Wisły.

W gminie Jeziorna

ksunder

Pora na tekst źródłowy, tym razem bliższy naszym czasom. Na profilu FB Konstancin-Jeziorna. Historia, Ludzie, Architektura zamieszczone zostało przedwczoraj zdjęcie przedstawiające widok z obecnej Grapy w kierunku Mirkowa w latach trzydziestych XX wieku. Skarpa ta była wówczas niezabudowana, leżała na terenie Jeziorny Oborskiej i gminy Jeziorna, obejmującej teren od Bielawy do granic Kawęczyna, prawie identyczny z terenem obecnej gminy Konstancin-Jeziorna, z wyłączeniem terenu ówczesnej gminy Skolimów-Konstancin. A w gminie Jeziorna w roku 1928, kwitły rozmaite rzemiosła:

Przy bliższej lekturze zauważamy wiele znajomych nazwisk – posiadaczy ziemskich o noszących nazwisko Potulicki, czy Rossmanów z Bielawy. Na terenie gminy działa Papiernia należąca do Akcyjnego Towarzystwa Mirkowskiej Fabryki Papieru.  Cegielnia oborska hrabiego Potulickiego, zatrudniająca 200 pracowników, wytwarza także produkty ceramiczne. Co ciekawe wymieniono tylko jeden z dwóch wiatraków należących Szustkowskich – znajdujący się w Cieciszewie. W tym samym roku przestał on być czynny, Szustkowskim pozostał wiatrak w Gassach, prócz niego w gminie czynne były wiatraki w Łęgu, Okrzeszynie, Jeziornie i Bielawie.

Powyższy fragment traktuje o gminie Jeziorna, czyli prawie wszystkich wsiach wchodzących w jej skład oraz osadzie fabrycznej o tej nazwie – tu noszącej nazwę Jeziorna Mirkowska mającej 791 mieszkańców. A zatrudnionych pracowników było dużo więcej – jak wyliczono w połowie lat trzydziestych ich liczba wynosiła 1250. Teraz przyjrzyjmy się Jeziornie Królewskiej, obecnie jedynej części gminy noszącej nazwę Jeziorny.

Od roku 1867 mieściła się tu siedziba urzędu gminy. Znajdowała się także szkoła powszechna, jedyna na terenie gminy posiadająca 7 klas – szkoła w Słomczynie w owym czasie liczyła klas tylko 5. Zresztą w owym czasie nie każdy mógł kontynuować naukę, bowiem gromady wiejskie musiały dopłacać do dalszej edukacji dzieci, a kryzys lat trzydziestych mocno uszczuplił możliwości finansowe. W ówczesnej Opaczy w roczniku mojego dziadka jedynie on i jeden z jego kolegów mieli takie szczęście i mogli kontynuować edukację powyżej 5 klasy.

Konstancinek przylegał do wsi Jeziorna i leżał na północ od rzeki Jeziorki. Choć od czasów powojennych minęło ledwie ponad pół wieku śledzący dyskusję na forum miłośników historii wiedzą, że lokalizacja tej miejscowości została zapomniana. Co nieco dziwi biorąc pod uwagę fakt, iż zamieszkiwało tam 1455 ludzi. Na szczęście w dokumentach ówczesnej gminy Jeziorna odnotowano, iż Konstancinek obejmował rejon w którym leżały ulice Kozia, Stawowa, Zgoda, Spacerowa, Krótka, Krzywa, Narożna, Garbarska. Trudno dociec czy na obszarze tym znanym jako Garbarnia, nazwa Konstancinek była w użyciu innym niż urzędowa.

No i jeszcze Bielawa. Jak na wieś, która jeszcze na początku XIX wieku była największą i najbardziej ludną miejscowością obecnej gminy Konstancin-Jeziorna, doczekała się wyjątkowo krótkiej wzmianki. Prężnie działa browar Karoliny Rossman.

Dodajmy jeszcze nieco statystyki. W owym czasie jak wynika ze spisów urzędowych gminę zamieszkiwało 10432 stałych mieszkańców, z czego Polaków 9609, Żydów 655, Niemców 158 – w tym miejscu uczulam, iż nie wszyscy w spisach deklarowali narodowość inną niż polska, bowiem wielu tutejszych mieszkańców czuło się Polakami, a podziały przynieść miała dopiero nadchodząca wojna. Ukraińców doliczono się ośmiu, były także dwie osoby o „narodowości nieustalonej”. Porządku w gminie liczącej tylu mieszkańców strzegło pięciu policjantów, komendant posterunku w Jeziornie i 4 posterunkowych. W roku 1939 doliczono się 9603 osób wyznania rzymskokatolickiego, 655 wyznania mojżeszowego, 158 ewangelicko-augsburskiego, 10 grekokatolickiego i 6 prawosławnych. Gmina miała charakter rolniczy, z uprawy pól żyło 6980 osób, a 3264 znalazło zatrudnienie jako robotnicy. Pozostali mieli utrzymywać się z usług. Siedzibą gminy jak wiemy była Jeziorna Królewska, w której znajdowały się dwie łaźnie, w tym jedna żydowska. Druga łaźnia była instytucją dobroczynną, przeznaczoną dla najbiedniejszych i „dzieci ze szkół”, średnio korzystało z niej 250 osób miesięcznie – tu pozwolę sobie przypomnieć, że obecne zwyczaje codziennego mycia i posiadania ciepłej wody w kranie są w historii cywilizacji wynalazkiem względnie nowym, a jak wspominał niegdyś znany wielu mieszkańcom gminy nieżyjący już doktor Cechnicki – przed wojną w Jeziornie i wiele lat po wojnie, gdy był lekarzem zakładowym Papierni, zachęcenie niektórych do mycia raz w tygodniu było dlań dużym osiągnięciem. Ponadto w gminie działały dwie biblioteki – w Jeziornie Fabrycznej 250 czytelników mogło pożyczyć 2000 książek, a w Jeziornie Królewskiej 200 czytelników mogło wybierać z 2100 tomów.

Pragnę podkreślić na zakończenie, iż powyższe liczby nie dotyczą ówczesnego niewielkiego letniska Konstancin i jego dużego sąsiada Skolimowa. Fragmenty na ich temat pojawią się tu zapewne w przyszłości, a niecierpliwych odsyłam do źródła.


Literatura:

Słoń bojowy a początki Cieciszewa i Obór, czyli jak powstała wieża szachowa

ksunder

Zamieszczony ostatnio na stronie Muzeum akt lokacji Woli Cieciszewskiej cieszył się dużą popularnością, stąd dzisiejszy wpis z owym tajemniczym tytułem, który jak się okaże ma wiele wspólnego z terenem obecnego Konstancina.

O ile wspomniana lokacja nie dotyczyła Cieciszewa, tylko innej, obecnie nie istniejącej już wsi, zaś udokumentowana historia Cieciszewa w roku 1363 liczyła już ponad 100 lat, to istotną postacią jest rycerz, któremu książę Siemowit zezwolił na założenie na prawie niemieckim wioski „w lesie obok Cieciszewa”, jak ujęto to w akcie lokacji. Rycerzem tym był Stanisław Pierzchała, wywodzący się z Turowic nieopodal Czerska, stanowiącego siedzibę rodu. Postać dziś zapomniana, a dla okolic Konstancina będąca protoplastą, takim jak hrabia Witold Skórzewski dla letniska.

Akt lokacji ze zbiorów Wirtualnego Muzeum Konstancina, oryginał w Archiwum Głównych Akt Dawnych, Obory1a-1

Stanisław w roku 1350 był podstolim czerskim i posiadał Cieciszew, dawną warownię strzegącą szlaku handlowego, należącą uprzednio do książąt mazowieckich. Przypomnijmy, że w owym czasie Mazowsze nie wchodziło w skład Królestwa Polskiego, podzielone było na księstwa płockie, rawskie i czerskie. Księstwo czerskie dopiero w roku 1351 złożyło hołd lenny królowi Polski, Kazimierzowi Wielkiemu, lecz wciąż pozostawało niezależnym państwem, z własnymi prawami, prowadzącym własną politykę. Stanisław z Cieciszewa brał w niej czynny udział, wymieniany jest jako świadek sądów sprawowanych przez księcia Siemowita oraz czynionych przez niego nadań. 25 czerwca 1363 książę zezwolił mu na założenie obok grodu wsi, zwalniając z licznych obowiązujących dotąd powinności. W ten sposób Pierzchałowie rozpoczęli na okolicznych ziemiach proces znany z lekcji historii jako kolonizacja na prawie niemieckim.

Ród Pierzchałów pieczętował się właśnie zagadkowym herbem – wieży szachowej. Tu musimy cofnąć się do czasów starożytnych, gdzie jedną z ważniejszych jednostek bojowych były słonie uzbrojone w wieżyczki, stanowiące oparcie dla łuczników. Słonie takie zwano w języku indoeuropejskim „ROKH”. Stąd też słowem takim nazwano figurę słonia bojowego w szachach, grze wynalezionej w Indiach. Kunsztownie wykonane szachy pojawiły się średniowiecznej Europie początkowo jako kunsztownie zdobione cacka. Od czasów Karola Wielkiego gra stawała się coraz bardziej popularna i rzemieślnicy europejscy sami usiłowali wykonywać figury i plansze. Wykonanie Rokha, małej figurki stojącego na podstawie słonia z wieżą bojową, sprawiało z uwagi na ówczesny poziom europejskiego rzemiosła olbrzymie trudności. Stąd podstawę figurki wydłużono, a początkowo w górnym elemencie powstałej w ten sposób wieży zamieszczano dwa wąsy symbolizujące kły słonia. W ten sposób narodziła się wieża szachowa, zwana nadal początkowo Rokhem, a wiele europejskich rodów zaczęło herbu takiego używać, a w ich nazwiskach pozostał ten sam źródłosłów – Rocaberti z Aragonii, Rochefort z Francji czy von Rochlitzowie z Cesarstwa. A na ziemiach polskich był to ród Pierzchałów vel Roch – bo pod oboma tymi nazwami są znani. Wiemy już skąd pochodzi słowo Roch, zaś słowo Pierzchała wywodzi się od staropolskiego słowa „pirzchać”, związanego z zapalczywością. Pirzchałą opisywano osobę porywczą, z czasem słowo to zlało się w jedno ze słowem „pierzchać”

Herb Pierzchała vel Roch w XV wieku, źródło: Verbum Nobile (zob. literatura)

Powróćmy więc do rodu Pierzchałów z Turowic, do którego należał Stanisław z Cieciszewa, używający herbu Roch. W owym czasie określenie nazwy miejscowości oznaczało także ziemie jej przynależne. Stanisławowy Cieciszew zaczynał się zapewne u granic Brześcc, granica wiodła lasem w kierunku Chylic aż do rzeki Jeziory gdzie leżał Skolimów, następnie wzdłuż rzeki aż do ziem chabdzińskich, gdzie w ówczesnym Chabdzinie (Habdzinie) siedział ród Ciołków z Rozniszewa. Następnie granica zapewne w pobliżu obecnej wsi Gassy kierowała się w kierunku Wisły, której przebieg w owym czasie był nieco inny i gdzieś w pobliżu Dudy i obecnego Karczewa brzegiem rzeki biegła w kierunku cieciszewskiego grodu. Jak widać więc był to teren w znacznej części stanowiący obecnie teren gminy Konstancin-Jeziorna.

W roku 1399 podziału tych ziem dokonał Mroczek, bądź Mrocisław z Cieciszewa, potomek Stanisława Pierzchały, zapewne późniejszy cześnik czerski. Ziemie zostały rozdzielone z bratem lub synem Mroczka – również noszącym imię Stanisław – określanym w tym dokumencie jako Stanisław z Turowic. Zapewne nie dowiemy się nigdy czy był on synem, czy też wnukiem Stanisława Pierzchały. Mroczek Pierzchała z Cieciszewa wziął część leżącą na południe od wyznaczonej granicy, biegnącej wzdłuż obecnej drogi prowadzącej z Łyczyna do pomnika Powstania Styczniowego, następnie wzdłuż zakładu SGGW w Goździach ku grobli w kierunku obecnej wsi Łęg i ku obecnemu Habdzinowi.

Wiek XV przynosi nam nową pisownię w średniowiecznym nazewnictwie. Wymieniani w dokumentach rycerze zaczynają być określani od ziem które posiadają. Jeszcze do XVI wieku proces ten jest płynny, bowiem zdarza się że trzech braci nosić może różne nazwiska, od swych majątków, później jednak ustala się. W przypadku okolic Konstancina następuje to już w połowie XV wieku. Potomkowie Mroczka Pierzchały zwać się zaczynają Cieciszewskimi, herbu Roch a z czasem używać będą jego odmiany o nazwie Kolumna. Potomkowie Stanisława z Turowic, który wziął ziemie na północ od Cieciszewa, przyjmą nazwę od jego siedziby rodowej, której nazwa pojawia się po raz pierwszy w roku 1407, gdy jej właściciel określony zostaje jako Stanisław Pirzchała z Obór. I tak od słonia bojowego z Indii doszliśmy do rodu, którego przedstawiciele zwać się będą Oborskimi…


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, Metryka Koronna
  • Iura Masoviae Terrestria, t I-III, opr. SAWICKI Jakub, Warszawa 1972-74
  • Księga Ziemi Czerskiej 1404-1425 poprzedzona wstępem historycznym, Warszawa1879, wyd. A. Pawiński
  • Nowy Kodeks Dyplomatyczny Mazowsza, t. II, wyd. S. Kuraś i I. Sułkowska Kuraś, Wrocław 1989
  • Herbarz Polski, wyd. BONIECKI ADAM, Warszawa 1900
  • WISZOWATY Marcin Michał, Słoń bojowy a sprawa polskaw: Verbum Nobile nr 11, 1997, dostęp elektroniczny: http://www.szlachta.org.pl/verbum-nobile/so-bojowy-a-sprawa-polska.html[stan na 09.03.2013]

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci