Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Zima na Łurzycu

ksunder

Przyjrzyjmy się jak wyglądała w przeszłości zima nad Jeziorką i Wisłą, gdyż znowu spadł śnieg i rozpoczęła się walka o miejsca parkingowe, co skłoniło mnie do dzisiejszego wpisu. Poza nieodśnieżonymi drogami i oblodzonymi chodnikami nie mamy tak naprawdę powodów do narzekań. Niegdyś opady śniegu potrafiły odciąć niektóre z okolicznych wsi od świata, chyba nie trzeba nikogo przekonywać jakim wyzwaniem jest wędrówka przez śnieżne zaspy, łatwo domyślić się co oznaczała konieczność udawania się z wsi takich jak Chabdzinek (Habdzinek) czy Opacz na mszę do kościoła w Cieciszewie, a później w Słomczynie. Nie każde gospodarstwo chłopskie dysponowało saniami bądź płozami zaczepianymi w miejsce kół, poza tym wielopokoleniowa rodzina nie mieściła się w całości na wozie. Drogi nie były odśnieżane ani posypywane, zatem należało wydeptać ścieżki. Potuliccy czy Wielopolscy podróżowali własnymi zaprzęgami, sanie zresztą były w zimie zwyczajnym środkiem transportu. Mecenas reprezentujący interesy Potulickich w połowie XIX wieku w przedstawianym im rozliczeniu rachunku wielokrotnie wykazywał, iż przemieszczał się sankami, podobnie czynił sądowy woźny, doręczający wezwania kolonistom olęderskim z dóbr oborskich.


Rzeki zamarzały. Pozwalało to wykuć z nich lód i zebrać jego zapas, stosowano go do przechowywania produktów spożywczych, wraz z rozwojem propinacji stał się także niezbędny do produkcji piwa. Wycięte i zebrane fury i bryły lodu przechowywano w lodowniach. Na ziemiach polskich istniały one od średniowiecza, nim w roku 1876 Carl von Linde odkrył jak wykorzystać amoniak do obniżenia temperatury co doprowadziło do stworzenia lodówek, lód przechowywano w nich. Lodownie istniały przy większości gospodarstw, w większości wypadków były dołami wykopanymi w ziemi, wyłożonymi drewnem, przykrytymi od zewnątrz, a ich ślad znaczyły kopce. Lód wydobywano jeszcze w połowie XX wieku, a lodownie przetrwały co najmniej do lat sześćdziesiątych. Do dziś w okolicy Konstancina wspominany jest p. Ziętek z Habdzina, który wytwarzał lody z krowiego mleka, jajek i brył lodowych wyciętych ze stawu habdzińskiego. Lód był zresztą przedmiotem handlu, wykorzystywano go w przetwórstwie spożywczym i zaopatrywano się weń właśnie zimą. Zachował się ciekawy opis z roku 1783 wielkiej lodowni dóbr oborskich zlokalizowanej w Dębówce, „pod górą” czyli skarpą. Dziurę wykopaną w ziemi wzmocniono „słupami mocnymi dębowymi”, obsypano ziemią i „pokryto słomą”.

Zamarznięta Jeziorka umożliwiała przeprawę między Jeziorną Oborską i Królewską, z kolei Wisła dawała możliwość przejścia w miejscu przeprawy karczewskiej. Lód łączył także ze sobą Gassy i Nabrzeże, gdzie związki rodzinne obu wsi od wieków były szczególnie bliskie. Jednakże zamarzające rzeki powodowały znaczne zagrożenia. Zamarzająca woda tworzyła szczeliny w śluzach na Jeziorce i niszczyła ustępy wodne. Zdarzyło się także, że zwały lodowe podniosły i uszkodziły młyńskie koła. Większe spustoszenia powstawały na Wiśle, gdzie lód wielokrotnie „urywał” wiślane brzegi, a spiętrzenia kry prowadziły do powstania zatorów. Były one szczególnie niebezpieczne, bowiem rozmarzająca woda rozlewała się wtedy po polach. W 1785 odnotowano, iż „dla utrzymania brzegów Wisły” w okolicach wsi Kopyty sprowadzono z lasów wągrodzkich ścięte sosny, a powstałe w ten sposób pale „kafarem na Wiśle po lodzie ubito”.  60 pali rozerwało płynący lód i uniemożliwiło powstanie zatoru, jednakże impet płynącego lodu był tak wielki, iż „połowę tych pali lody powyrywały y zabrały”. Lód doskwierał także na stawach i jeziorach, z Cieciszewa do Piasków nie było wówczas jeszcze grobli, drogę łączył most, który jak odnotowano był przez lody „psuty”.

Zima dobiegała wreszcie końca i nadchodziła wiosna. A wraz z nią roztopy i rozpoczynały się powodzie…


Źródła:

  • AGAD, Obory

Na zdjęciach powyżej pochodzących z Narodowego Archiwum Cyfrowego przedstawiono wyrąb i transport lodu przez przedsiębiorców lodowych w okolicach Warszawy w roku 1935. O lodowniach istniejących na ziemiach polskich od średniowiecza, poczytać można w tym miejscu.


[we wpisie w stosunku do oryginalnego dokonano zmian w postaci zastąpienia słowa Łużyce słowem Łurzyce, bowiem jak wynika z najnowszych badań naukowych, formą prawidłową jest ta ostatnia - patrz tutaj]

Początki Skolimowa

ksunder

Skolimów jest kolejną z tajemnic Konstancina, a geneza pochodzenia tej miejscowości ukryta jest w jej nazwie. Obecnie jest ona częścią miasta Konstancin-Jeziorna, acz niewiele brakowało by miasto to nosiło nazwę Skolimów-Jeziorna, gdy łączono w roku 1969 Jeziornę ze Skolimowem-Konstancinem tworząc miasto o obecnej nazwie, którą to nazwę przejęła w 1973 powstała wówczas gmina. Ponoć zadecydowała awersja jednego z ówczesnych notabli do nazwy Skolimów i jak chcą niektórzy, to że chciał mieszkać w Konstancinie a nie w Skolimowie...

Cofnijmy się jednak to tajemniczych początków Skolimowa, gdy założono go nad rzeką Jeziorą, na rozstaju szlaków. Skolimów od początku założenia leżał w ziemi warszawskiej, po drugiej stronie rzeki, w cieniu porośniętej lasem skarpy. Dopiero na początku wieku XX nazwa została przeniesiona na letnisko założone w tymże lesie na skarpie.

Tu odwołać się muszę do historii bardziej ogólnej, bowiem wydarzenia historyczne stanowią często ciąg naczyń połączonych, niczym opisany w matematyce efekt motyla, nierzadko machnięcie skrzydeł owada w jednym miejscu świata, wywołuje burzę w innej jego części. Mazowsze długo nie było częścią Korony, o czym dziś się nie pamięta, tylko księstwem oddającym królom polskim hołd, a książęta mazowieccy musieli uprawiać trudną sztukę dyplomacji i lawirowania politycznego. Często sprzymierzali się naprzemiennie z Jaćwingami, Prusami czy Krzyżakami, co dekadę zmieniając te sojusze w zależności od sytuacji. Gdy w roku 1410 Władysław Jagiełło ruszył na rozprawę z Zakonem Krzyżackim zakończoną bitwą pod Grunwaldem, książę mazowiecki Janusz Starszy znalazł się w niełatwym położeniu. Jego ziemie graniczyły z ziemią zakonu, z którym starał się pozostawać w dobrych stosunkach, a wynik starcia nie był wcale pewny. Zabiegi dyplomatyczne Polaków spowodowały, że Mazowsze wystawiło do walki niewielkie chorągwie, które dołączyły do połączonej armii. Nagrodą dla Janusza za udział w zwycięstwie pod Grunwaldem, było nadanie mu zamku w Nybergu (obecnie Nidzicy), który załoga krzyżacka opuściła jeszcze przed bitwą. Mazowsze zresztą twierdzy nie zdążyło objąć, bowiem Krzyżacy obsadzili ją ponownie i dopiero w 1945 zamek znalazł się na ziemiach polskich, zniszczony wówczas po raz pierwszy w swej historii przez nacierającą Armię Czerwoną.

A Krzyżacy właśnie są pośrednią przyczyną założenia Skolimowa. Ciągłe najazdy pruskie i litewskie stały się powodem ich sprowadzenia z Węgier przez księcia Konrada Mazowieckiego w roku 1226 na ziemię chełmińską. W początkowym okresie nawet mimo udziału zakonu, najazdy plemion bałtyckich wciąż były utrapieniem dla Mazowsza. Syn Konrada, Siemowit Mazowiecki zawarł z Krzyżakami sojusze skierowane przeciwko Jaćwingom, wzmocnione dodatkowo przymierzem dynastycznym z księstwem halickim i poślubieniem księżny Perejesławy. Zniszczenie Jaćwingów i osłabienie Prusów spowodowało wzrost potęg Litwinów, których teraz nie oddzielał od Mazowsza już żaden wróg.

W roku 1262 nastąpił niszczycielski najazd Mendoga, który wykorzystując zaskoczenie złupił księstwo. Siemowit poległ w Jazdowie, który został wówczas spalony i już nie odzyskał swej świetności, a jego rolę przejęła leżąca kilka kilometrów na północ wieś o nazwie Warszawa. Być może złupiono wtedy także Czersk, bowiem mniej więcej w tym okresie rozpoczął się jego stopniowy upadek. Regentką Mazowsza została wdowa po Siemowicie, Perejesława. I to ona zaczęła przyjmować uchodźców z Prus, udzielając im schronienia przez Krzyżakami. Proceder ten kontynuowali kolejni książęta mazowieccy, aż Prusowie zostali wyniszczeni i przestali przybywać na Mazowsze.

Relief z połowy XIV wieku - walka Litwinów z Zakonem Krzyżackim

Być może to właśnie Perejesława udzieliła schronienia Skolimowi – jest to bowiem stare pruskie imię, od którego nazwisko wziął ród rycerski, aktywnie działający na Warmii i Pomorzu jeszcze przed wybuchem wojny trzynastoletniej. Skolim osadzony został na ziemi książęcej na pewno nie później niż w XIV wieku. Nie był raczej jeńcem wziętym na wyprawie wojennej, bowiem takie osady zwano raczej Prusami, nazwa tej została zaś wyraźnie wywiedziona od imienia, podobnie jak w wypadku wielu innych miejscowości okolic Konstancina.

Skolimów po raz pierwszy zawitał na karty dokumentów w roku 1407, gdy wymieniono Skolimowskiego, czyli Jacusa ze Skolimowa. Był on najwyraźniej protoplastą rodu, bowiem Skolimowscy władać będą wsią aż do wieku XVI, coraz bardziej rozdrobnieni. Trudno powiedzieć czy wywodzą się oni bezpośrednio z rodu Skolima, bowiem na początku XV wymienianych jest coraz więcej rycerzy, zamieszkujących „Scolymowo”, piszących się Skolimowscy.

Takie były początki Skolimowa, a na zakończenie powróćmy do Skolimowa obecnego, gdzie przy ulicy Oborskiej zamieszkuje Józef Hertel. To wzbudzająca różne kontrowersje postać, jednakże bardzo zasłużona dla Konstancina. To on jako jeden z pierwszych zadał pytanie skąd pochodzi nazwa Konstancin, bowiem przez pół wieku historii miasto zapomniało o swych korzeniach, także on spisał wiele usłyszanych opowieści od osób pamiętających dawne czasy i je opublikował, czasem z racji stylu pisania i gawęd zwany jest konstancińskim Waldorffem. Z twórczością Józefa Hertla można zapoznać się choćby tutaj, na stronach konstancin.com, zaś na stronie Wirtualnego Muzeum znaleźć informacje na jego temat. Zaś ja wspominam tę postać, bowiem w dniu dzisiejszym kończy lat dziewięćdziesiąt, zatem pozwolę przyłączyć się do życzeń.


Źródła i literatura:

  • Metryka Koronna, AGAD
  • Kartoteka Adama Wolffa, IH PAN
  • Księga Ziemi Czerskiej 1404-1425>, Warszawa 1879, red. A. Pawiński
  • Dzieje Mazowsza, tom I, Pułtusk 2006, red. A. Samsonowicz
  • SUPRUNIUK Anna, Mazowsze Siemowitów (1341-1442) Dzieje polityczne i struktury władzy<, Warszawa 2010
  • TASZYCKI W, Patronimiczne nazwy miejscowe na Mazowszu, Kraków 1951

Przy okazji pragnę zwrócić uwagę na facebookową stronę Wirtualnego Muzeum Konstancina, która pojawiła się w sieci. Zachęcam do polubienia i częstego odwiedzania, stały link po prawej stronie poniżej linka strony Muzeum.

Tajemnice Konstancina: Marianna Potulicka

ksunder

Skąd pochodzi nazwa Konstancin? Od imienia matki hrabiego Witolda Skórzewskiego, który letnisko zakładał, Konstancji z Potulickich, zgodnie z datą podawaną we wszystkich genealogiach, książkach i artykułach, urodzonej w dniu 10 lipca 1839 roku. Jak się jednak okazuje, narodzin w takiej dacie brak w aktach metrykalnych Słomczyna.

Przyjrzyjmy się zatem wpisowi nr 93 księgi urodzeń parafii Słomczyńskiej z roku 1839, który zamieszczam poniżej (powiększy się po kliknięciu), a jeśli ktoś nie ma ochoty odczytywać pięknego kaligrafowanego pisma, oto jego transkrypcja: 

N [umer]o 93. Obory. Działo się to w wsi Słomczynie dnia dwunastego sierpnia tysiąc osiemset trzydziestego dziewiątego roku o godzinie szostey po południu. Stawił się Jaśnie Wielmożny Hrabia Kacper Potulicki Dziedzic klucza oborskiego i wielu innych wsi w Oborach zamieszkały lat czterdzieści siedem maiący, w obecności Tomasza Fagońskiego Rządcy Dóbr Oborskich z wsi Obór lat czterdzieści, tudzież Jana Śliwińskiego Ekonoma Jeneralnego z wsi Obór lat czterdzieści dwa maiących i okazał nam dziecię płci żeńskiej urodzone w wsi Oborach dnia dziesiątego bieżącego miesiąca o godzinie siodmey wieczór i jego małżonki Jaśnie Wilemożney Teresy z Melżyńskich lat czterdzieści cztery maiącey. Dziecięciu temu na chrzcie świętym odbytym w dniu dzisieyszym nadane zostały imiona Maryanna Konstancya Gabryela a rodzicami iego chrzestnymi byli Włodzimierz Potulicki i Gabryela Potulicka. Akt ten stawającemu i świadkom przeczytany przez oyca wraz z świadkami podpisany został.

Podpisano: Potulicki, Ksiądz Onufry Olkowicz Proboszcz Parafii Słomczyńskiej, Jan Śliwiński, podpis nieczytelny (Fagoński)

Akt urodzenia

(źródło: metryki.genbaza.pl skan ze zbiorów AP M. St. Warszawy) 

Kacper i Teresa Potuliccy mieli jedenaścioro dzieci, jednakże zgodnie z najbardziej rzetelną Genealogią Potomków Sejmu Wielkiego Minakowskiego, żadne nie miało na imię Marianna. Dalsze poszukiwania w księgach metrykalnych przyniosły kolejne ciekawe odkrycia. Jedynym dzieckiem prócz Marianny ochrzczonym w kościele słomczyńskim był Włodzimierz, stało się tak zapewne z powodu wizyty hrabiów Stanisława Rostworowskiego i Kazimierza Potulickiego w majątku oborskim, bowiem reszta dzieci Potulickich ochrzczona została w kościele w Niechanowie na terenie zaboru pruskiego.

Poszukiwania Marianny Potulickiej doprowadziły do kolejnego aktu, tym razem wpisanego w roku 1901 pod pozycją nr 1, gdzie w języku rosyjskim opisano śmierć Marianny hrabianki Potulickiej, jednakże w dacie śmierci Marii Potulickiej, której zapisy stały się podstawą parcelacji terenu pod letnisko Konstancin.


(źródło: metryki.genbaza.pl skan ze zbiorów AP M. St. Warszawy) 

Kto więc zmarł 4 stycznia 1901 roku? Niestety brak aktu chrztu z roku 1825 z Niechanowa, gdzie urodziła się Maria nie pozwolił na sprawdzenia nadanych jej imion. Jednakże zachował się nekrolog, opublikowany w ówczesnej prasie

(Kurier Poznański, 6.01.1901, źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa)

Tym samym okazało się, że w Oborach w roku 1901 zmarła Maria, która jak się okazuje najwyraźniej miała nadane na chrzcie imię Marianna. W aktach metrykalnych Niechanowa wpisana jest dwukrotnie, jako matka chrzestna Laurentego Nowickiego oraz swej siostry Elżbiety Potulickiej, w roku 1834. Za każdym razem występuje pod imieniem Marianna. Na początku wieku XIX imienia Maria jeszcze nie nadawano na ziemiach polskich, było ono zastrzeżone dla matki Boga, zastępowało je właśnie imię Marianna, oznaczające właśnie Marię. Pod koniec wieku imię Maria było już w użyciu. Zatem skoro wiemy już, że Marianna-Maria urodziła się w roku 1825 (choć w nekrologu podano błędnie, że miała lat 80, lecz tyle lat nie miała z całą pewnością bowiem po raz pierwszy chrzestną została w roku 1833, a nie mogła nią być w wieku lat dwóch) i to ona, a nie ktoś inny zmarł w roku 1901, kim była Marianna Potulicka urodzona w roku 1839?

Dzieje rodu Potulickich nie pozostawiają nam wątpliwości. Jak wiemy wszystkie dzieci Potulickich ochrzczono w Niechanowie, gdzie następował poród, za wyjątkiem dwójki. Włodzimierz urodził się w Oborach, a Potulickich odwiedziła rodzina. Co sprawiło, że w Oborach urodziła się Marianna? W roku 1834 w Niechanowie ochrzczono wspomnianą Elżbietę Marię Potulicką - do akt metrykalnych wpisując Elżbieta Marianna (zatem jak widzimy Maria i Marianna używane były wymiennie). Dziecko zmarło niestety po dwóch latach, w roku 1836 kiedy narodziła się kolejna córka Kacpra i Teresy Potulickich - Elżbieta Maria Konstancja (w księgach Niechanowa wpisana jako Elżbieta Marianna Konstancja Katarzyna, bowiem imiona dzieciom w rodzinie Potulickich nadawano w podobny sposób). Niestety zmarła w tym samym roku.

Powyższe sprawiło zapewne, że Teresa Potulicka, będąc w swej ostatniej ciąży nie zaryzykowała już podróży do Niechanowa i w roku 1839 jej ostatnie dziecko, narodziło się w Oborach, jako Marianna Konstancja Gabriela. A skoro wiemy, już że na świecie była wówczas 14 letnia Marianna-Maria Potulicka, możemy być pewni że na świat przyszła wówczas Konstancja Potulicka i zrozumieć czemu nie posługiwała się swym pierwszym imieniem -należącym do jej starszej siostry. I dzięki temu nie mieszkamy w Marianinie czy też Marianowie - a w Konstancinie....

Data urodzin Marianny-Konstancji jest także zgodna z innymi dokumentami i znanymi faktami z jej życia. W dokumentach z lat pięćdziesiątych wieku XIX późniejsza hrabina Skórzewska wymieniana jest już jako Konstancja, nieletnia pozostająca pod opieką brata Włodzimierza, po śmierci ojca Kacpra. Zresztą Włodzimierz był ojcem chrzestnym Konstancji, w dniu chrztu miał lat 13, matka chrzestna zaś, czyli jego i Konstancji siostra Gabriela, miała wówczas lat 10. Sam chrzest w takich warunkach nie był niczym dziwnym, akt sporządzono zgodnie z przyjętą formułą kodeksu cywilnego Królestwa Polskiego, a chrzty w okolicach Konstancina odbywały się w tej formule w XIX wieku. W ciągu kilku dni od urodzenia ojciec stawiał się wraz ze świadkami i chrzestnymi w parafii, dla wsi leżących w ziemi czerskiej do rzeki Jeziorki był to Słomczyn, zaś dla wsi leżących po drugiej stronie rzeki był to Powsin, za wyjątkiem Skolimowa, należącego do parafii w Piasecznie. Aż do połowy wieku XX chrzest wyglądał podobnie, matka rzadko brała udział w chrzcie, wiosną i latem podążano do kościoła furmanką, zaś w zimie przez śniegi saniami. Starano się ochrzcić dzieci jak najszybciej bowiem śmiertelność była duża, jak w wypadku dwójki dzieci Potulickich. Po dokonaniu obrządku ksiądz odczytywał zebranym spisany akt, bowiem większość mieszkańców klucza oborskiego nie potrafiła czytać. Tu jak widzimy odczytał ten akt ojciec.

Wróćmy jednak do Konstancji, która w roku 1856 nie mając jeszcze 17 lat poślubiła Zygmunta Skórzewskiego. Informacja o tym, że miała ona na imię Marianna, to zapomniana ciekawostka, w historii miasta niewiele zmieniająca. A wpis ten i poszukiwania związane z aktem urodzenia spowodowane zostały przez doroczną imprezę, która odbędzie się tym razem w najbliższą sobotę, w dniu 16 lutego. To imieniny Konstancji, z tej okazji od godziny 11 w Starej Papierni planowane są rozmaite atrakcje, zaś o godzinie 17 w KDK przy ul. Jaworskiego będzie miał miejsce wykład prof. Ryszarda Nowickiego, właśnie o (Mariannie) Konstancji z Potulickich Skórzewskiej. Prof. Nowicki przedstawi nieznane fakty z jej życia, jak uczynił to podczas ostatniej wizyty omawiając losy hrabiego Witolda Skórzewskiego. Na wykład zaprasza KDK i warto go posłuchać, gdyż w zasadzie, jak widać na powyższym przykładzie o Mariannie Konstancji Gabrieli wiemy bardzo niewiele - choć mamy wreszcie jej akt urodzenia.

O kaplicy rodu Potulickich i samej rodzinie można przeczytać tutaj, aczkolwiek jak się przy okazji opisanych tu poszukiwań okazało, część widniejących na niej tablic rodu Potulickich jest źle datowana (jak i nekrolog), co mam nadzieję uda się kiedyś opisać, tak jak i wspomnieć nieco więcej o niektórych przedstawicielach rodu związanych z Konstancinem.

A nie z Marianowem...

Historia pewnej kępy

ksunder

Dziś o historii miejsca istotnego dla historii okolic Konstancina. Kępami zwano wyspy lub wzniesienia terenu na rzekach i bagnach, a wiele spośród nich powstawało na Wiśle wskutek częstego zmiany koryta rzeki. Wówczas część lądu odcinana przez wodę znajdowała się pośrodku rzeki, nierzadko przemieszczając na drugi brzeg. Czasem z wody wynurzały się łachy, po latach zmieniając się w porośnięte drzewami wysepki. W okolicach Konstancina procesy takie zachodzą do dzisiejszego dnia często, mimo iż Wisła została ograniczona po obu stronach wałami, co uniemożliwia jej tworzenie nowych meandrów. Zachęcam do odwiedzin leżących na terenie gminy rezerwatów Wysp Zawadowskich i Świderskich, które w różnych porach roku umożliwiają naoczne ujrzenie istniejących kęp.

Kępy takie w przeszłości były miejscem zamieszkania chłopów, bądź rybaków, czy flisaków i oryli oraz Olędrów. Stare mapy Wisły i zachowane dokumenty wspominają często o rozpadających się chałupach na tychże wysepkach, a w księgach metrykalnych czytamy o narodzinach dzieci w nieistniejących już miejscach – jak na Kępie Cieciszewskiej. Po większości wysp, tak jak i domach nie ma już śladów, gdyż pogrążyły się w falach Wisły. Wyspy nie leżały odłogiem jak obecnie, wypasano tam bydło, zbierano chrust. Przybory wody uniemożliwiały stałe uprawianie ról.

Wróćmy jednak do kępy tytułowej. Zmiana koryta rzeki już w czasach średniowiecznych sprawiła, że w XV wieku Oborscy posiadali liczne ziemie w okolicach Świdra, Falenicy i Karczewa, co przez lata powodowało liczne konflikty z dziedzicami tamtejszych ziem. Szczególnie jeden dział ziemi przyczyniał się do konfliktów granicznych, leżący między wsiami Mały Chabdzin, czyli Chabdzinek (obecnie Habdzinek) a Kołem oraz Świdrem fragment ziemi, który co najmniej kilkakrotnie wędrował między jednym brzegiem a drugim, często stając się wyspą. Spowodowało to trwający przez lata spór, gdyż po licznych zmianach terenu nie sposób było określić jego przynależności. Właściciel Chabdzinka, Dersław, skarżył się w roku 1488 na Świderskich, dziedziców Świdra, których ziemie sąsiadowały z jego działami, którzy przekopali się przez jego łąkę do Wisły. Sytuację graniczną wyjaśniły na ponad 200 lat dekrety ostatnich książąt mazowieckich z lat 1512 i 1520, w których wskazano ziemie należące do Świderskich. Usypano kopce graniczne i palami wyznaczono granice, zapewne woda przy kolejne powodzi zmyła te znaki.

Spór o kępę trwał jeszcze w XVII wieku, kiedy to wielki kanclerz koronny Jan Wielopolski spierał się o teren z ówczesnym dziedzicem Świdra, Falińskim. W owym czasie stały tam domy wybudowane przez chłopów z Obór, które z opustoszały pod koniec wieku i pasano tam bydło. Spór przycichł do roku 1712. W tym czasie kępa była wyspą leżącą pośrodku Wisły, która zmieniła niedawno koryto łącząc się z rzeką Jeziorą, rzeką dotąd płynąc nieopodal Chabdzinka, wpadała do Wisły przy Okrzeszynie. Jak co roku przeprawiono się na kępę by skosić trawę, tym razem jednak żydowski arendarz karczmy oborskiej zrąbał jeszcze drzewa i zebrał chrust. Gdy siano ułożono w stogi na kępę przeprawił się Faliński i począł bić laską kosiarzy. Tu potwierdziło się, iż mieszkańcy Łurzyca (Urzecza) znani są z gwałtownego charakteru, bowiem „głup” zasłoniwszy się widłami, następnie uderzył nimi Falińskiego. Ludzie z Obór wycofali się, a Faliński zabrał stogi i drwa pozostawione na gruncie oborskim. Powyższe spowodowało sprawę sądową w „grodzie warszawskim” i choć nie wiemy jaki los spotkał krewkiego chłopa, sporządzono widniejący poniżej szkic kępy, którą początkowo geometra nazwał świderską, zamazując te słowa by w ich miejsce wpisać określenie chabdzińska, od nazwy pobliskiego Chabdzinka.

O ile stały grunt w Świdrze podzielono kopcami, teren kępy zmieniał się na tyle często, iż powodował rokroczne pretensje. Zgodnie z panującym zwyczajem raz w roku dokonywano obchodu dóbr, spisując zaszłe zmiany graniczne, powodowane przez naturę i człowieka. W roku 1718 Ludwik Warda z Łyczyna dokonując obchodu w towarzystwie Stanisława Bielawskiego i Józefa Roszkowskiego doniósł Wielopolskim, iż „z wyżej pomienioną szlachtą na kempe z dawna do Obór należącą w Piątek nazajutrz po Bożym Ciele w roku teraźniejszym blisko przeszłym na której kempie widziałem pniow więcej niż na sto kop olszyny wyciętej i wywiezionej” [przez Wojciecha Falińskiego]. Pretensje takie pojawiały się przez kolejne pół wieku, jednak nie bądźmy tu jednostronni, bowiem zapewne podobne informacje często przekazywali Falińskim i kolejnym posiadaczom praw do Świdra, Maskiewiczom ich totumfaccy.

Pora na odpowiedź z jakiego powodu opisano losy tej akurat kępy. W drugiej połowie XVIII wieku była ona miejscu tym były grunta na których poddani dóbr Urzyccy bydło pasali a w roku 1773 położona wówczas wśród rzeki Wisły, oblana była z jednej strony tąż rzeką, a z drugiej strony oddzieloną od lądu stałego bocznym jej korytem, Wilanówką zwanym, była więc Kępą, czyli wyspą a nie lądem stałym. Sytuacja zmieniła się w roku 1773 gdy Hieronim Wielopolski podpisał kontrakt z Korneliuszem Ringfleiszem, Krystianem Krygerem i Jakobem Muhle, którzy osiedli na wyspie budując na niej wieś. W tym samym roku Krygierowi urodził się na wyspie syn Marcin. Maskiewicz z Falenicy początkowo przecinał pręty graniczne ze swoją częścią wyspy, lecz w ciągu kolejnych dwóch lat sam podpisał kontrakty z nowymi przybyszami do tego regionu i już w roku 1776 w założonej tam wsi urodził się Jan Altmann. Osadnicy mieli pokazać i nauczyć mieszkańców Urzecza, iż możliwe jest uprawianie pól na wyspach i w zalewowych terenach.

Taki był właśnie początek drugiej fali osadnictwa olęderskiego na Łurzycu oraz wsi leżących w gminie Konstancin-Jeziorna – Kępy Oborskiej oraz Kępy Falenickiej.


Źródła:

  • AGAD, Obory
  • Akta metrykalne parafii w Powsinie
  • WOLFF Adam, RZETELSKA-FELESZKO Ewa, Mazowieckie nazwy terenowe do końca XVI wieku, PWN, Warszawa 1982

Poniżej kępa na mapie z roku 1712 (fragment opublikowany na stronie Wirtualnego Muzeum Konstancina, oryginał mapy w zbiorach AGAD, sygn. Obory 830-1) oraz widok na miejsce obecnie. Kępa w XIX wieku połączyła się z inną wyspą - Kępą Okrzewską wskutek przekształceń terenowych, o których w jednym z kolejnych tekstów. Na niebiesko zaznaczyłem widoczne do dzisiejszego dnia dawne koryto Wisły, które pod koniec XVIII wieku zaczęło być nazywane Wilanówką.


[we wpisie w stosunku do oryginalnego dokonano zmian w postaci zastąpienia słowa Łużyce słowem Łurzyce, bowiem jak wynika z najnowszych badań naukowych, formą prawidłową jest ta ostatnia - patrz tutaj]

Królewska poczta w Jeziornie

ksunder

Początki podstaw funkcjonowania poczty na ziemiach polskich sięgają średniowiecznej instytucji podwodu, czyli obowiązku użyczenia koni posłańcowi, okazującemu dokument podwodowy wystawiony przez władcę, a także przewodu, polegającym na przeprowadzeniu takich ludzi przez daną ziemię i wskazaniu im dalszej drogi. Zwyczaj ten z dawna obowiązywał na Mazowszu, wymieniono go w akcie lokacji wsi Wola Cieciszewska. Instytucja podwodu przetrwała niezależnie od powstania poczty aż do połowy XX wieku. Jeszcze podczas drugiej wojny światowej obowiązkiem mieszkańca wyznaczonego przez sołtysa którejkolwiek z okolicznych wsi było przywiezienie ze stacji kolejowej urzędnika państwowego, przybywającego na teren gminy Konstancin-Jeziorna w celu załatwienia urzędowych spraw. Zwyczaj zanikł dopiero po wojnie, wraz z rozpowszechnieniem się komunikacji samochodowej.

Korzeni funkcjonowania nowożytnej poczty szukać należy w wieku XVI, za czasów Zygmunta Augusta, który stworzył pocztę królewską. Jednakże podstawy funkcjonowania organizacji pocztowej w Królestwie Polskim położył Stanisław August Poniatowski i w latach jego panowania rozpoczęło się trwające do dzisiaj funkcjonowanie placówki pocztowej na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna.

Liczne wydane przez króla uniwersały i zarządzenia uregulowały warunki i ceny usług pocztowych oraz przewozu pasażerów, bowiem w owym czasie królewska poczta świadczyła takie usługi. Na szlachtę nałożono obowiązki w zakresie renowacji dróg, co sprawiło, iż podróż prastarym szlakiem handlowym przez Jeziorę uległa poprawie. Jego napraw do rzeki dokonywać musiał dzierżawca dóbr Jeziorny wojewoda łęczycki Dzierzbowski, zaś od rzeki w kierunku Góry Kalwarii czynili to zarządcy dóbr oborskich, należących w owym czasie do Wielopolskich. Zarządzenia spowodowały powstanie sieci placówek na szlakach sieci pocztowej, której centralnym punktem była Warszawa. W każdej placówce następował przeprzęg koni, a odległość między nimi wynosiła nie więcej niż kilka mil (mila polska pod koniec XVIII wieku to nieco ponad pół kilometra). Sprawiło to, że transport przesyłek i pasażerów odbywał się szybko, a instytucja postrzegana była jako nowoczesna.

Między Warszawą a Górą Kalwarią placówka poczty powstała na terenie Jeziorny Oborskiej. Miało to miejsce zapewne w latach siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych XVIII wieku, co ciekawe placówka nie powstała na terenie Jeziorny Królewskiej, gdzie ziemia należała do Korony, lecz w miejscu gdzie płacono z tego tytułu dzierżawę. Tłumaczyć można to zażyłością jaka łączyła z racji rozmaitych powiązań króla z wielkim koniuszym koronnym Hieronimem Wielopolskim bądź faktem, iż w przypadku przemieszczania się w kierunku Warszawy, w różnych porach roku można było natrafić na wysoki stan wód na rzece Jeziorze, co wymuszało postój na czas przewozu. Nierzadko także podróżni woleli zaczekać do następnego dnia, by świtem przybyć do Warszawy. Wóz przewożący pocztę miał na drodze pierwszeństwo podobne do dzisiejszych pojazdów uprzywilejowanych, a woźnica z daleka dawał sygnał wzywający do ustąpienia, przy pomocy charakterystycznej trąby pocztowej.

Dokładnej lokalizacji siedziby poczty nie znamy, mieściła się przy drodze prowadzącej z Góry Kalwarii nieopodal rozstaju dróg. Budynek pocztarski znajdował się między kuźnią a austerią jeziorańską, zapewniającą nocleg podróżnym; była to w owym czasie największa karczma na terenie dóbr oborskich. Przed siedzibą poczty znajdował się dziedziniec, gdzie dokonywano zmiany koni. Za 200 zł i 16 groszy rocznie dzierżawiono solidny budynek, z dachem „gontami podbitym”. Wewnątrz było kilka pomieszczeń, alkierz, sień, spiżarnia, oraz pomieszczenie na piętrze pod dachem, gdzie nocował urzędnik pocztowy. Jak i inne budynki w owym czasie znajdowały się tam dwa piece, ceglany do grzania i piekarski. Budynek miał drewnianą podłogę, odnotowano także, iż stała tam znacznych rozmiarów szafa malowana. W roku 1790 urzędem kierował poczmajster Jastrzębski. W siedzibie poczty przyjmował i zarządzał rozprowadzanie przesyłek, dopilnowywał ich przekazania i odbioru i zmiany koni. Do budynku przylegała stajnia, w której było miejsce dla co najmniej 4 koni.

Po trzecim rozbiorze urząd przejmowały kolejne władze, początkowo pisma w sprawie naprawy dróg kierowała administracja pruska, w roku 1817 obszerną instrukcję dla urzędników pocztowych opartą na przepisach księstwa warszawskiego wydano w Królestwie Polskim.

Poczta w Jeziornie Oborskiej istniała jeszcze w roku 1846, gdy za jej pośrednictwem przekazywano urzędowe pisma wójtowi Obór. Po roku 1867 urząd został przeniesiony do Jeziorny Królewskiej. Przez lata przeszedł wiele zmian i restrukturyzacji, powołano odrębne placówki, wraz z utworzeniem gminy Skolimów-Konstancin. W roku 2004 urząd z Jeziorny przeniósł się ze starego budynku na Grapę i zapewne mało kto zdaje sobie sprawę, że w ten sposób poczta powróciła w rejon swej pierwotnej lokalizacji w Jeziornie Oborskiej, gdzie ponad 200 lat temu usytuowano ją po raz pierwszy przy drodze z Góry Kalwarii.

 


<Źródła:

  • AGAD, Obory
  • Księga Ziemi Czerskiej 1404-1425, Warszawa1879, red. A. Pawiński


Fragment mapy z 1794 wraz z oznaczeniami, usytuowanie poczty oznaczono błędnie, jak również dróg i miejscowości, jednakże wyraźnie widoczne są drogi pocztowe prowadzące do Góry Kalwarii zbiegające się w Jeziornie Królewskiej - droga służewska i wilanowska

Niestety historia poczty na ziemiach polskich nie doczekała się zbiorczego opracowania. Polecam natomiast dostępne w internecie teksty dr Rafała Zgorzelskiego o poczcie Stanisława Augusta oraz Szkice z historii poczty tegoż autora

A jako bonus - pocztówka wysłana z poczty Skolimów-Konstancin w połowie lat dwudziestych ze zbiorów polona.pl

Pocztówka

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci