Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Falenica

Kępa Falenicka

ksunder

Ostatnimi czasy słuchając utworów Jacka Kaczmarskiego stwierdziłem, że „Jałta” nie straciła na aktualności;  słowa traktujące o grze dyplomatycznej i niuansach niezrozumiałych dla reprezentantów Albionu czy Ameryki wciąż są żywe, zwłaszcza w kontekście obecnej sytuacji na Ukrainie. „Komu zależy na pokoju ten zawsze cofnie się przed gwałtem, wygra kto się nie boi wojen" powraca ze zdwojoną mocą. Na razie jednak posłuchajmy innej piosenki Jacka Kaczmarskiego, którą zamieszczam poniżej, bowiem wiąże się ona z dzisiejszym wpisem i można odtworzyć ją podczas czytania.


Kimże był Reytan przypominał nie będę, jak można usłyszeć Poniński, łajdak jakich mało wezwał doń straż, do dalszych prac polecany jest… W rzeczywistości już wówczas marszałek sejmu Adam Poniński opłacany był przez Rosjan. Chyba nie ma w historii Polski drugiej takiej postaci, która przez laty pobierała pieniądze od obcych mocarstw, zresztą się z tym specjalnie nie kryjąc. W trakcie pierwszego rozbioru korumpował posłów, opłacany przez Austrię, Prusy i Rosję, która wypłacała mu odtąd regularną pensję. Z kolei szereg rozmaitych kombinacji finansowych Ponińskiego wywołał znamienne skutki w historii Polski. To on wybudował pierwszy most łyżwowy w Warszawie i pobierał zeń sute opłaty od korzystających z przeprawy na Pragę oraz flisaków i oryli płynących przez miasto. Usiłując przejąć majątek zlikwidowanego zakonu jezuitów doprowadził niejako przypadkiem do utworzenia Komisji Edukacji Narodowej. W jego posiadłości swe doświadczenia wykonywał Cagliostro... Notorycznie był zadłużony, jak napisała wybitny historyk profesor Zofia Zielińska miałkość jego celów pozostaje w ścisłej sprzeczności ze staraniami włożonymi w zdobywanie pieniędzy, które potrafił szybko stracić choćby w grach hazardowych. Notorycznie szukał dochodów i stał się dłużnikiem wielu szlacheckich rodzin. Postać ze wszechmiar fascynująca, od roku 1774 książę, tytułem nadanym przez sejm rozbiorowy za trudy marszałkowania. Wreszcie na Sejmie Wielkim w roku 1789 zapadła decyzja o jego aresztowaniu i doprowadzeniu przed sąd, za branie pensji zagranicznych i służenie interesom zagranicznym na szkodę Rzeczpospolitej. Choć umożliwiono mu ucieczkę, aby nie pociągnął za sobą innych posłów mających powiązania z Rosją, został złapany i osądzony. W 1790 uznano go winnym między innymi bezprawnego postępowania z Reytanem, ogłoszono zbrodniarzem stanu i nieprzyjacielem ojczyzny, odebrano tytuły, ordery i szlachectwo. Po Targowicy został uniewinniony i przywrócono mu przysługujące tytuły, a gdy żądał zwrotu orderów, król odesłał je rosyjskiemu ambasadorowi. Co oczywiście Ponińskiemu nie przeszkodziło się po nie udać…

Poniński  (w czerwonym stroju) wzywa straż do Reytana na obrazie Jana Matejki. 

A co Poniński ma wspólnego z tymi okolicami? W roku 1767 usiłował dokonać zamiany swych dóbr dziedzicznych na bogatą wies Brzuzy w ekonomii kozienickiej. Co mu się nie udało i pozostał przy posiadanych działach, w skład których wchodziły Nowa Wieś i Falenica wraz Kępą. Ta ostatnia to część wyspy zwanej naprzemiennie świderską lub chabdzińską od pobliskich miejscowości – Świdra i Chabdzinka. Z czasem przyjęły nazwy dóbr do których przynależały. Jak opisywano niegdyś na blogu zapewne teren ten stanowił pozostałość po dawnej wsi Grabie. Przez dziesięciolecia o wyspę toczyły się spory, nierzadko kończące się potężnymi awanturami – co również zostało już kiedyś opisane. Choć jeszcze w roku 1718 kępa należała do rodu Falińskich, wywodzących się prawdopodobnie z Bielawy, jak widać Poniński dzierżył ją już drugiej połowie wieku XVIII.

W roku 1773 na oborskiej części kępy Hieronim Wielopolski osadził olędrów, zakładając pierwszą na Urzeczu wieś olęderską tego okresu. Część falenicka kępy pozostała niewykorzystana i jak zwykle doszło do zatargów granicznych, bowiem pierwsi osadnicy z wsi nazwanej Kępą Oborską zapewne bez skrupułów wykorzystywali sąsiedni teren. Dzierżawca Falenicy o nazwisku Maskiewicz wszedł w zatarg z Wielopolskimi przecinając pręty wyznaczające granice wsi i przesuwając je na korzyść Falenicy. Lecz po cóż pozostawiać tak niewielki areał ziemi niewykorzystany, skoro Hieronim Wielopolski dał Kępą Oborską tak piękny przykład możliwości zarobienia pieniędzy?

Jak czytamy w Archiwum Skarbu Koronnego, na tejże kępie graniczącej z częścią oborską oraz okrzewską podległą Jeziornie Królewskiej, mieszka sześciu Hollendrów, od powinności wszelkich uwolnionych na lat 6, od roku 1775 do roku 1781, po upływie których płacić będą od posiadanych mórg. Nazwisk podpisujących kontrakt nie znamy, aczkolwiek już 16 lipca 1775 roku w kościele w Powsinie ochrzczono Jana Altmanna, syna Krystiana i Eleonory mieszkających w Kępie Falenickiej, czego świadkiem była Dorota Naymann tamże zamieszkała.

Tak właśnie rozpoczęła się historia wsi Kępa Falenicka, która nigdy nie była duża, stąd też przez lata mieszkało w niej niewielu osadników. Obecnie jest przysiółkiem Kępy Okrzewskiej. Zawsze leżała na lewym brzegu Wisły, mimo iż Falenica znajduje się na prawym, lecz przez lata podlegała tamtejszemu dworowi. Po śmieci Ponińskiego przejęli ją jego wierzyciele, a kolejnym właścicielem stał się pierwszy biskup nowo utworzonej diecezji warszawskiej, Józef Miaskowski.

A skąd Kępa Falenicka w gminie Konstancin-Jeziorna? Na dobre i złe rozłączono ją z falenickim dworem po Powstaniu Styczniowym. Ale o tym innym razem.


Źródła:

    • AGAD, ASK (zaznaczę, iż informację o olędrach z Kępy odnalazł dr Stanaszek)
    • AGAD Obory
    • PSB

Małe uzupełnienie:

Po zamieszczeniu tego wpisu bardzo ciekawą notkę na profilu FB bloga zamieściła pani Maria Łukasik. Notkę w całości przeklejam:

"Dla porządku powiem, że w 1867 r. obraz zdobył I nagrodę na wystawie w Paryżu. Kupił go cesarz Austrii Franciszek Józef za 50 tys. franków /dzisiejsze ok. pół mln zł/ i zabrał do Wiednia do pałacu Belwedere. Nasz rząd przez wiele lat starał się o odkupienie. Nawet zrobiono kopię, ale… bez dolnej części z sakiewką i rosyjskimi dokumentami. Ok.1920 r. wrócił do Polski. Można go oglądać na Zamku Królewskim.

Mimo że tylko trochę z tematem, warto poznać równie ciekawe dzieje samego obrazu Jana Matejki. Choć od przedstawionego na nim wydarzenia minęło prawie 100 lat, dzieło wywołało ogromne oburzenie, głównie potomków zdrajców, których malarz uwiecznił: Adama Ponińskiego z pieniążkiem pod nogami, Szczęsnego Potockiego trzymającego dokument rozbiorowy, Ksawerego Branickiego, twórcę konfederacji targowickiej.

Zarzucano Matejce nierzetelność historyczną i spostponowanie całej arystokracji. Ignacy Krasicki miał mu ten obraz za złe, powiedział, że „nie policzkuje się trupa matki”. O co chodziło? Otóż obraz przedstawia nie samo posiedzenie, a konsekwencje Sejmu rozbiorowego. Występują tu postacie, których tak naprawdę wtedy na Zamku nie było: Ksawerego Branickiego; stojącego za krzesłem, nieżyjącego już wówczas Franciszka Salezego Potockiego, ojca Szczęsnego, rozpaczającego nad postępkiem syna; Repnina, na balkoniku w towarzystwie dwóch Izabel Czartoryskiej i Lubomirskiej, też nie było wtedy w Warszawie, ale zapowiada on kolejny rozbiór. Wszystkiemu patronuje z obrazu caryca Katarzyna, chociaż jej portret nigdy w sali poselskiej nie wisiał. Każda z postaci coś symbolizuje, nawet to w jakich strojach występują.

No cóż, malarz znany był z tego, że nieco „dorabiał” historię, ale czyż można mieć mu za złe pokazanie własnej wizji upadku kraju"

Wyprawa pana Jana

ksunder

Przyznam, że sytuacja międzynarodowa zniechęca mnie mocno do zamieszczania postów na facebookowej stronie bloga i przygotowywania zaplanowanych wpisów o najstarszym wiatraku w tych stronach czy olędrach. Na razie więc to odłóżmy. W ubiegłych wiekach wydarzenia na Ukrainie wywarły niewielki wpływ na tę część Mazowsza, jedynie wojny toczone z Turcją w XVII stuleciu na terenie ówczesnego województwa podolskiego spowodowały napływ uchodźców notowanych w tutejszych metrykach. Jednakże długofalowe skutki dla tych okolic miała wyprawa do Rosji jaką odbył jeden z tutejszych mieszkańców.

Mowa o panie na Oborach, Janie Oborskim. Była to postać aktywna politycznie, podobnie jak jego antenaci związana z ziemią liwską, gdzie Oborscy już od dwóch wieków pełnili urzędy i skąd posłowali, uczestnicząc w tamtejszych sejmikach. Z Obór do Liwa dotrzeć było łatwo, wystarczyło przeprawić się przewozem w Gassach i podążać na północ, by znaleźć się tam po kilku godzinach. W okolica Liwa leżały dziedziczne ziemie rodu. W roku 1630 Jan Oborski jako nagrodę za bezinteresowną służbę otrzymał od króla Zygmunta starostwo grodowe liwskie. Uczestniczył bowiem w dwóch wyprawach wojennych przeciw Gustawowi Adolfowi na Pomorzu. Zapewne brał udział w bitwie pod Trzcianą, gdzie słynnego szwedzkiego króla rozgromił hetman Stanisław Koniecpolski, jeden z najwybitniejszych wodzów Rzeczpospolitej. Prawem dygresji zauważę, iż ówczesne wojny polsko-szwedzkie na Pomorzu sprawiły, że od początku XVII wieku Wisłą przemieszczać zaczęli się uchodźcy, osiedlający wśród nadrzecznych łęgów, polonizujący i przyjmujący katolicyzm, kolonizujący wyspy takie jak Saska Kępa, stanowiący pierwszą falę olęderskiego osadnictwa na tych terenach.

Dwór w Oborach w drugiej połowie XVII wieku, drewniane budowle istniejące tam jeszcze przed wybudowaniem w roku 1688 istniejącego do dziś dnia budynku. Za ogrodzeniem widnieje prawdopodobnie opisany w dalszej części tekstu "dom większy" oraz "dwór mniejszy" nad stawem.

Szczyt kariery Jana Oborskiego przypadł na rok 1637, gdy odbyła się jego tytułowa wyprawa. W imieniu króla i Rzeczpospolitej posłował wówczas do Moskwy. Przypomnijmy nieco kontekst historyczny. Wskutek pokoju zawartego w roku 1634 Rzeczpospolita znalazła się u szczytu swej terytorialnej potęgi. Wieczysty pokój podpisano w Polanowie, Władysław IV zrezygnował z tytułu cara moskiewskiego i zrzekł się pretensji do tronu, Rzeczpospolita uzyskała województwo smoleńskie i czernihowskie, a Rosja zrzekła roszczeń do Estonii i Inflant. Choć podręczniki historii tego nie notują, kolejne lata zajęło żmudne wytyczanie przebiegu granic, uniki cara, próby ratyfikacji i renegocjacji traktatu. I oczywiście wskutek zmiany sytuacji międzynarodowej, próby zawierania wzajemnych sojuszy przeciw Turcji. Lecz o tym wszystkim można poczytać w obszernej literaturze przedmiotu, my skupmy się na poselstwie roku 1637. Jego celem było powiadomienie cara o małżeństwie zawartym przez Władysława IV z Cecylią Renatą Habsburg, bowiem ślub odbył się w dniu 12 września w Warszawie. Kolejną kwestią, podniesioną przez posłów była wciąż niezakończona wymiana jeńców wziętych podczas minionych wojen. Posłowie wyruszyli chcąc zdążyć przed nadchodzącą zimą, zaś Janowi Oborskiemu towarzyszył kniaź Samuel Sokoliński, podkomorzy smoleński.

W Moskwie przyjęto ich niechętnie. W Rosji odmowa przyjęcia darów od posłów stanowiła akt niełaski, miała charakter symboliczny. Wręczono je podczas uroczystej audiencji. Większość złożonych uroczyście podarków została posłom zwrócona, car zatrzymał jedynie szkatułkę z apteczką, szkatułkę bursztynową i dwa zegarki. Przyjął od posłów powiadomienie o zawarciu przez polskiego króla małżeństwa, lecz dalsze rozmowy prowadzone były z bojarami, którzy żądali aby król Władysław ukarał gardłem rozmaitych wojewodów, starostów i posiadaczy ziem nadgranicznych, którzy pisząc do cara lub bojarów, umniejszali carskie tytuły. Nie zawarcie w odpowiednim miejscu choćby „wsiej Rusi samodzierżca” stanowić miało zdaniem cara naruszenie paktów wieczystych. Rozmowom nie pomogło to, na co liczył hetman Koniecpolski, mający nadzieję na zbliżenie obu krajów. W tym samym roku twierdzę Azow zdobyły z tureckich rąk oddziały Kozaków, obejmując panowanie nad Donem. Aby ją utrzymać zwrócili się o pomoc do Rosji, lecz ta mogła jedynie dopomóc pospołu z Rzeczpospolitą, czego jednak nie uczyniła. Posłowie powrócili z innymi niepokojącymi wieściami, mimo zawartego pokoju Moskwa szykowała plany wyprawy na Smoleńsk. Do roku 1639 Jan Oborski upominał się jeszcze przed sejmikiem o wynagrodzenie za poselstwo. W tym samym roku otrzymał starostwo sochaczewskie. Stał się tak, bowiem nie był już starostą grodowym w Liwiu.

W roku 1637 przed swym poselstwem do Moskwy podjął się zabezpieczenia dziedzictwa swego rodu. Czy liczył się z tym, że z wyprawy nie wróci, czy też obawiał się, iż utraci w Moskwie życie nie wiemy. Dość, że zrzekł się starostwa liwskiego na rzecz syna Marcina i zapewnił mu niebagatelną sumę 62 000 złotych polskich. A stało się tak, bowiem sprzedał dwór w Oborach wraz z posiadanymi ziemiami. Tuż przed wyprawą spisał kontrakt z hetmanem Stanisławem na Koniec Polu, który stał się nowym właścicielem dworu w Oborach. W myśl umowy zawartej między „między starostą liwskim a Stanisławem na Koniecpolu Koniecpolskim kasztelanem krakowskim hetmanem wielkim koronnym” Jan Oborski „majętność swoją dziedziczną ze wszystkimi przyległościami i wsiami do niej z dawna należącymi to jest Obory z folwarkiem, Chabdzin, Opacz, Kliczyn, Czyszycza, Koło, Prochna deserta, sortes in Świder Chwalenica in districtu czerniensi wies Skolimów z folwarkiem in districtu warszawiensi za sumę 62 000 złotych polskich dnia dzisiejszego zapisał”. W ten sposób Stanisław Koniecpolski stał się właścicielem powyższych wsi – Obór, Habdzina, Opaczy, Ciszycy, Koła i Kliczyna (te dwie ostatnie nazwy wciąż jeszcze można usłyszeć w okolicach Ciszycy), opuszczonej Próchny (zaginionej gdzieś w wiślanej toni) i działów w Świdrze i Falenicy w ziemi czerskiej oraz Skolimowa w ziemi warszawskiej. Hetman zapłacił 20 000 złotych od ręki, a kolejne 42 000 złotych miały zostać wniesione  „na poniedziałek po świętej trójcy przyszłego święta”. Zgodnie z warunkami kontraktu Jan Oborski pozostawił sobie do czasu wyprowadzki z Obór „tylko mieszkanie w domu albo we dworze mniejszym nad sadzawkami także pod wielkim domem, stajnia na konie i owczarnią na owce i chlewów dwa do tego wieś Opacz z posłuszeństwem poddanych”. Przed poselstwem wyprowadził się do Liwa, wraz ze sobą zabierając „poddanych Stefana i Pawła hajduków, Piotra i Stefana myśliwców, Marcina kucharza, Marcina Niedźwiadka ślusarza, Staska Cochała chłopca”.

Do kontraktu jeszcze kiedyś powrócę i opiszę go szczegółowo, dość że ze sprzedażą Obór mieć związek musiała wyprawa moskiewska i związki Oborskiego z Koniecpolskim. W roku 1642 hetman nabył dwór w Czernidłach wraz z przynależnymi mu wsiami od brata Jana, Jakuba. Tak dobiegło końca wielowiekowe panowanie Oborskich na tych ziemiach, co ciekawe jeszcze w XIX wieku rodzina pisała się jako Oborscy z Obór, mimo iż nie mieszkali tu od roku 1642. Z kolei syn hetmana sprzedał ziemie już w roku 1650 i odtąd, aż po rok 1806, pozostawały one w rękach Wielopolskich.

Podpis hetmana na kontrakcie sprzedaży Obór, ze zbiorów AGAD

Jak widać ówczesna dyplomacja nie odbiega od obecnej, a rozmowy z Moskwą są równie trudne. Sama sprzedaż rodowych dóbr nie była niczym dziwnym mimo, iż w tym wypadku miała związek z wyprawą do Rosji. XVII wiek to czas, gdy dawne posiadłości rozdrobnione wśród licznych członków rodziny, znajdują nowych właścicieli, którzy odkupują je od biedniejącej szlachty. W tym czasie Wilanów przechodzi na własność Jana III Sobieskiego, Bielawscy tracą Bielawę, Bielińscy odkupują Karczew z przyległościami od Karczewskich, a Górscy i Cieciszewscy sprzedają wieś Górę (obecną Górę Kalwarię). Jeszcze do XVIII wieku w Falenicy utrzymają się Falińscy, ale już w połowie stulecia wieś wraz z kępą na Wiśle będzie posiadał Adam Poniński, ten „łajdak jakich mało”, jak śpiewał Jacek Kaczmarski.

A o Ponińskim i jego związkach z tymi okolicami już wkrótce.


Źródła:

  • AGAD, Obory
  • Czart, TN, t. 133, Diariusz poselstwa (…) Jana z Obór Oborskiego

Literatura (jest jej multum i nim ktoś słusznie zauważy, że mój dobór jest subiektywny, przypominam, iż wpis ten traktuje tylko o jednym poselstwie i sprzedaży dóbr, a nie o stosunkach polsko-litewsko-rosyjskich w XVII wieku. Zatem zainteresowani tematem bez problemu dotrą do licznych publikacji):

  • GODZISZEWSKI Władysław, Polska a Moskwa za Władysława IV, Kraków 1930
  • KUBALA Ludwik, Poselstwo Puszkina w Polsce w roku 1650 w:Szkice historyczne. Serya pierwsza, Warszawa 1901
  • NAGIELSKI Mirosław, Rywalizacja Rzeczypospolitej z Państwem Moskiewskim o dominację w Europie Środkowo-Wschodniej w XVI i XVII w. w: Sensus Historiae vol. XI (2013/2) ss. 87 – 115
  • WISNER Henryk, Posłowie i poselstwa litewskie w czasach Zygmunta III i Władysława IV w: Kwartalnik Historyczny R. 88 nr 3 (1981) ss. 629-645

Zaginione miejsca: Grabie

ksunder

Co wspólnego miały ze sobą Bielawa i Falenica oraz Obory? Granicę na rzece Wiśle. Obecnie Falenica czy Świder wydają się odległe z perspektywy Konstancina, zresztą z wzajemnością, bowiem komunikują się jedynie dzięki mostom w Warszawie i Górze Kalwarii. Niegdyś, dla ówczesnych mieszkańców, miejscowości te stanowiły najbliższe sąsiedztwo. A ich granica była mocno newralgiczna i zapalna. Na blogu opisywałem już kiedyś awanturę urządzoną na wyspie pośrodku Wisły, między dziedzicem Falenicy a chłopami z dworu w Oborach. I do tego skrawka ziemi na chwilę powrócimy, tym razem cofając się do czasów jeszcze dawniejszych.

Wisła zmieniała koryto dość często, wskutek czego w XVII wieku do dóbr oborskich należały działy ziemi w Świdrze i Falenicy. Nim jednak do tego doszło, granica przebiegała w okolicy wsi Grabie. Miejsce to nie pojawiło się nigdy na żadnych mapach, pamięć o nim przepadła już w dawnych wiekach, jak o Łazach, Grądzie, Nartach i innych miejscowościach leżących niegdyś w tych stronach, z których wiele nie jest znanych nawet badaczom Mazowsza. Dokładnego położenia Grabi zapewne nie uda się poznać nigdy, bowiem znaleźć się one musiały pod korytem Wisły, wskutek powodzi, która zmieniła całkowicie przebieg jej koryta.

 

Wisła w okolicach Obórek, z widokiem na brzeg falenicko-świderski. Gdzieś w tej okolicy znajdowały się Grabie. Zdjęcie autorstwa Piotra Bryłki - mając konto na Faceboku więcej można zobaczyć w tym miejscu 

Grabie leżały nieopodal Falenicy i były jej bezpośrednim sąsiadem, bowiem najstarsza o tej miejscowości zachowana wzmianka dotyczy rozgraniczenia tych dóbr dokonanego w roku 1409 przez Piotra z Falenicy. Obie te miejscowości wyznaczały granicę ziemi czerskiej i  warszawskiej, a także w ich okolicy znajdował się wówczas młyn zwany „Traczem”. Być może był to pływający młyn, umieszczony na wodach Wisły, zwany bździelem, bowiem występuje pod tą nazwą przez kilkadziesiąt kolejnych lat. Grabie zawsze wzmiankowano z tej okazji włącznie z Falenicą, z którą stanowiły wspólne dobra ziemskie.

Grabie leżały zapewne nad samym brzegiem Wisły, podobnie jak ówczesna Falenica. Ta ostatnia jest obecnie od niej oddalona, bowiem wieś nosząca tą nazwę, położona w niezmienionej lokalizacji od czasów średniowiecza zanikła w początkach XX wieku. A jej miejsce zajęło letnisko, podobnie jak letnisko Konstancin budujące swą historię na nowo, bez oglądania się w przeszłość. Jednak średniowieczna Falenica związana była z prawym brzegiem nie tylko Wisłą. W roku 1472 jej właścicielem wraz z młynem i wsią Grabie stał się Mikołaj Bielawski, rodem z Bielawy. Nie sposób powiedzieć czy Bielawscy utrzymali się na tych ziemiach, czy też je sprzedali, bowiem w XVI wieku właściciele Falenicy i Grabi pisali się już jako Falińscy. Nazwisko to ewidentnie pochodzi od nazwy tej pierwszej miejscowości, a w owym czasie na porządku dziennym było przyjmowanie przydomków od nazw siedzib rodowych, zdarzało się czasem, że trzej bracia mogli mieć trzy różne nazwiska. Stąd może i Falińscy wywodzili się z rodu Gozdawa z Bielawy. Jeszcze w pierwszej ćwierci wieku XVIII do nich należała Falenica.

Powróćmy jednak do Grabi, na które zaczęła wywierać wpływ kapryśna Wisła. Już w roku 1495 położone były nad samym jej brzegiem, bowiem odnotowano, iż naprzeciw niej leży położona nieopodal Powsina wieś Narty, która znalazła się na wyspie, zalanej w XVII wieku przez fale. Wokół znajdowały się już wówczas zalewowe łęgi, jeden z nich wymieniono nawet z nazwy, co jest jednym z najstarszych wystąpień tego słowa na obszarze łurzyca, który być może od łęgów wywiódł swą nazwę. W 1564 roku Grabie znajdowały się wciąż nieopodal Falenicy, bowiem notowano że właścicielami obu wsi są Falińscy, jednak już wkrótce podobnie jak Narty wieś zaczęła wędrować, gdy Wisła zmieniała swe koryto. Grabie wzmiankowano w aktach oborskich jako wieś graniczną z dobrami Obór, leżącą to na lewym brzegu, to na prawym. W roku 1603 znajdowały się już w ziemi warszawskiej, lecz uposażenie w postaci dziesięciny próbowały pobierać dwie parafie – w Milanowie (Wilanowie) i Zerzeniu, zapewne wskutek przemieszczeń wsi między jednym brzegiem a drugim. Z czasem też wieś znikła zupełnie, zalana przez Wisłę, a wkrótce zniknęły wzmiankowane Narty.

Lata dwudzieste XIX stulecia. Falenica wraz z częścią Kępy Oborskiej i Kępy Falenickiej, w dużej mierze po wybudowaniu wałów obszary wsi zostały w połowie XIX wieku zalane.

Granice szlacheckich dóbr nie znoszą pustki. Na początku wspomniałem, iż nie zdołamy dokładnie określić miejsca położenia Grabi, lecz akta oborskie przynoszą nam informacje, że miejsce to wyznaczało granicę dóbr Falenicy i Obór. Po powodziach ostała się wyspa na środku Wisły, zwana od pobliskiego Chabdzinka na prawym brzegu Kępą Chabdzińską, zaś na lewym Kępą Świderską, bowiem rościli sobie do niej pretensje dziedzice Falenicy i Świdra. Było to opisywane już niegdyś miejsce, gdzie przez wiek toczył się spór między Falińskimi a Wielopolskimi, którzy wycinali sobie nawzajem drzewa i przesuwali kopce graniczne. Zakończony gdy Hieronim Wielopolski z Obór zezwolił w roku 1773 na osiedlenie się tam olędrom, a Wojciech Maskiewicz z Falenicy początkowo przecinający paliki wyznaczający granice wsi, zrezygnował z tego, zezwalając olędrom na osiedlenie się na jego części wyspy. Tak w pobliżu Kępy Oborskiej powstała Kępa Falenicka, wieś leżąca na prawym brzegu Wisły, od roku 1867 w granicach ówczesnej gminy Jeziorna. Czy Kępa Falenicka leży w miejscu dawnych Grabi? Jest to prawdopodobne…


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa

Historia pewnej kępy

ksunder

Dziś o historii miejsca istotnego dla historii okolic Konstancina. Kępami zwano wyspy lub wzniesienia terenu na rzekach i bagnach, a wiele spośród nich powstawało na Wiśle wskutek częstego zmiany koryta rzeki. Wówczas część lądu odcinana przez wodę znajdowała się pośrodku rzeki, nierzadko przemieszczając na drugi brzeg. Czasem z wody wynurzały się łachy, po latach zmieniając się w porośnięte drzewami wysepki. W okolicach Konstancina procesy takie zachodzą do dzisiejszego dnia często, mimo iż Wisła została ograniczona po obu stronach wałami, co uniemożliwia jej tworzenie nowych meandrów. Zachęcam do odwiedzin leżących na terenie gminy rezerwatów Wysp Zawadowskich i Świderskich, które w różnych porach roku umożliwiają naoczne ujrzenie istniejących kęp.

Kępy takie w przeszłości były miejscem zamieszkania chłopów, bądź rybaków, czy flisaków i oryli oraz Olędrów. Stare mapy Wisły i zachowane dokumenty wspominają często o rozpadających się chałupach na tychże wysepkach, a w księgach metrykalnych czytamy o narodzinach dzieci w nieistniejących już miejscach – jak na Kępie Cieciszewskiej. Po większości wysp, tak jak i domach nie ma już śladów, gdyż pogrążyły się w falach Wisły. Wyspy nie leżały odłogiem jak obecnie, wypasano tam bydło, zbierano chrust. Przybory wody uniemożliwiały stałe uprawianie ról.

Wróćmy jednak do kępy tytułowej. Zmiana koryta rzeki już w czasach średniowiecznych sprawiła, że w XV wieku Oborscy posiadali liczne ziemie w okolicach Świdra, Falenicy i Karczewa, co przez lata powodowało liczne konflikty z dziedzicami tamtejszych ziem. Szczególnie jeden dział ziemi przyczyniał się do konfliktów granicznych, leżący między wsiami Mały Chabdzin, czyli Chabdzinek (obecnie Habdzinek) a Kołem oraz Świdrem fragment ziemi, który co najmniej kilkakrotnie wędrował między jednym brzegiem a drugim, często stając się wyspą. Spowodowało to trwający przez lata spór, gdyż po licznych zmianach terenu nie sposób było określić jego przynależności. Właściciel Chabdzinka, Dersław, skarżył się w roku 1488 na Świderskich, dziedziców Świdra, których ziemie sąsiadowały z jego działami, którzy przekopali się przez jego łąkę do Wisły. Sytuację graniczną wyjaśniły na ponad 200 lat dekrety ostatnich książąt mazowieckich z lat 1512 i 1520, w których wskazano ziemie należące do Świderskich. Usypano kopce graniczne i palami wyznaczono granice, zapewne woda przy kolejne powodzi zmyła te znaki.

Spór o kępę trwał jeszcze w XVII wieku, kiedy to wielki kanclerz koronny Jan Wielopolski spierał się o teren z ówczesnym dziedzicem Świdra, Falińskim. W owym czasie stały tam domy wybudowane przez chłopów z Obór, które z opustoszały pod koniec wieku i pasano tam bydło. Spór przycichł do roku 1712. W tym czasie kępa była wyspą leżącą pośrodku Wisły, która zmieniła niedawno koryto łącząc się z rzeką Jeziorą, rzeką dotąd płynąc nieopodal Chabdzinka, wpadała do Wisły przy Okrzeszynie. Jak co roku przeprawiono się na kępę by skosić trawę, tym razem jednak żydowski arendarz karczmy oborskiej zrąbał jeszcze drzewa i zebrał chrust. Gdy siano ułożono w stogi na kępę przeprawił się Faliński i począł bić laską kosiarzy. Tu potwierdziło się, iż mieszkańcy Łurzyca (Urzecza) znani są z gwałtownego charakteru, bowiem „głup” zasłoniwszy się widłami, następnie uderzył nimi Falińskiego. Ludzie z Obór wycofali się, a Faliński zabrał stogi i drwa pozostawione na gruncie oborskim. Powyższe spowodowało sprawę sądową w „grodzie warszawskim” i choć nie wiemy jaki los spotkał krewkiego chłopa, sporządzono widniejący poniżej szkic kępy, którą początkowo geometra nazwał świderską, zamazując te słowa by w ich miejsce wpisać określenie chabdzińska, od nazwy pobliskiego Chabdzinka.

O ile stały grunt w Świdrze podzielono kopcami, teren kępy zmieniał się na tyle często, iż powodował rokroczne pretensje. Zgodnie z panującym zwyczajem raz w roku dokonywano obchodu dóbr, spisując zaszłe zmiany graniczne, powodowane przez naturę i człowieka. W roku 1718 Ludwik Warda z Łyczyna dokonując obchodu w towarzystwie Stanisława Bielawskiego i Józefa Roszkowskiego doniósł Wielopolskim, iż „z wyżej pomienioną szlachtą na kempe z dawna do Obór należącą w Piątek nazajutrz po Bożym Ciele w roku teraźniejszym blisko przeszłym na której kempie widziałem pniow więcej niż na sto kop olszyny wyciętej i wywiezionej” [przez Wojciecha Falińskiego]. Pretensje takie pojawiały się przez kolejne pół wieku, jednak nie bądźmy tu jednostronni, bowiem zapewne podobne informacje często przekazywali Falińskim i kolejnym posiadaczom praw do Świdra, Maskiewiczom ich totumfaccy.

Pora na odpowiedź z jakiego powodu opisano losy tej akurat kępy. W drugiej połowie XVIII wieku była ona miejscu tym były grunta na których poddani dóbr Urzyccy bydło pasali a w roku 1773 położona wówczas wśród rzeki Wisły, oblana była z jednej strony tąż rzeką, a z drugiej strony oddzieloną od lądu stałego bocznym jej korytem, Wilanówką zwanym, była więc Kępą, czyli wyspą a nie lądem stałym. Sytuacja zmieniła się w roku 1773 gdy Hieronim Wielopolski podpisał kontrakt z Korneliuszem Ringfleiszem, Krystianem Krygerem i Jakobem Muhle, którzy osiedli na wyspie budując na niej wieś. W tym samym roku Krygierowi urodził się na wyspie syn Marcin. Maskiewicz z Falenicy początkowo przecinał pręty graniczne ze swoją częścią wyspy, lecz w ciągu kolejnych dwóch lat sam podpisał kontrakty z nowymi przybyszami do tego regionu i już w roku 1776 w założonej tam wsi urodził się Jan Altmann. Osadnicy mieli pokazać i nauczyć mieszkańców Urzecza, iż możliwe jest uprawianie pól na wyspach i w zalewowych terenach.

Taki był właśnie początek drugiej fali osadnictwa olęderskiego na Łurzycu oraz wsi leżących w gminie Konstancin-Jeziorna – Kępy Oborskiej oraz Kępy Falenickiej.


Źródła:

  • AGAD, Obory
  • Akta metrykalne parafii w Powsinie
  • WOLFF Adam, RZETELSKA-FELESZKO Ewa, Mazowieckie nazwy terenowe do końca XVI wieku, PWN, Warszawa 1982

Poniżej kępa na mapie z roku 1712 (fragment opublikowany na stronie Wirtualnego Muzeum Konstancina, oryginał mapy w zbiorach AGAD, sygn. Obory 830-1) oraz widok na miejsce obecnie. Kępa w XIX wieku połączyła się z inną wyspą - Kępą Okrzewską wskutek przekształceń terenowych, o których w jednym z kolejnych tekstów. Na niebiesko zaznaczyłem widoczne do dzisiejszego dnia dawne koryto Wisły, które pod koniec XVIII wieku zaczęło być nazywane Wilanówką.


[we wpisie w stosunku do oryginalnego dokonano zmian w postaci zastąpienia słowa Łużyce słowem Łurzyce, bowiem jak wynika z najnowszych badań naukowych, formą prawidłową jest ta ostatnia - patrz tutaj]

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci