Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : papiernia

Sempołowska w Mirkowie

ksunder

Jak co roku 8 marca przyjrzyjmy się bliżej kolejnej przedstawicielce płci pięknej, która położyła zasługi dla historii tych stron. I jak to zwykle bywa są one praktycznie zapomniane, bowiem nie była związana z letniskiem Konstancin i jego elitarnym towarzystwem. Jak łatwo domniemywać po tytule wpisu, chodzi o Stefanię Sempołowską.

Sempołowska jest postacią znaną i wciąż jeszcze pamiętaną w Polsce, jej działalność oświatowa i nauczycielska nie zblakła mimo upływu lat. Była jedną z osób, które poniosły kaganek oświaty w lud, a po szczegóły odesłać należy szacownego czytelnika choćby do skróconego życiorysu w Wikipedii. Co ma jednak Sempołowska do Mirkowa? Zapewne niektórzy kojarzą, ja pozwolę sobie opowieść tę rozwinąć, bowiem rzecz sprowadza się nie tylko do mirkowskiego kinematografu. Sempołowska była bowiem jedną z osób, której jedna z największej fabryk w ówczesnej Kongresówce zawdzięcza Dom Ludowy.

299336Historia ta bierze swój początek podczas Rewolucji 1905, która dość mocno zradykalizowała społeczeństwo Królestwa. Wraz z rewolucyjnymi ruchami robotniczymi powróciła sprawa polska, w szkołach wiecowano i strajkowano, domagając się między innymi prawa do nauczania w języku polskim. W centrum tych wydarzeń były Maria Gomólińska i Stefania Sempołowska, która doprowadziła do zwołania zjazdu delegatów Kół Nauczycielskich Królestwa Polskiego. Postanowiono tam wbrew zaborcy nauczać w języku polskim, a przede wszystkim zając się edukacją najniższych warstw społecznych. Mimo uspokojenia nastrojów znaczna część postulatów znalazła się w programie Towarzystwa Kultury Polskiej, założonego w 1906 roku przez znanego działacza Aleksandra Świętochowskiego. Sempołowska działała w nim aktywnie od początku. Celem Towarzystwa było szerzenie działalności kulturalnej, a przede wszystkim edukacyjnej. Niezwłocznie po założeniu głównego oddziału w Warszawie, który skupił się na robotnikach tutejszych zakładów, oczy działaczy skierowały się na nieodległa Mirkowską Fabrykę Papieru. W lutym 1907 otwarto tam oddział towarzystwa, a o tym, iż ziarno padło na podatny grunt, możemy przeczytać w pierwszym numerze miesięcznika TKP wydanym przez Świętochowskiego w tym samym roku. Oddział w Jeziornie był pierwszy, po nim otwierano kolejne w miastach Mazowsza.

Jak pisał anonimowy sprawozdawca: „[Oddział] Istnieje od Lutego b. r., a liczy 64 członków,- 5 kobiet i 59 mężczyzn. Starania swe zwraca głównie w kierunkach oświatowym i ekonomiczno-społecznym. W tym calu założono bibliotekę, która posiada około 800 tomów i czytelnię. Urządzono dwa odczyty: jeden o „Konstytucyi 3 maja 1791 r.“ (S. Sempołowska), drugi o „Słowianach przedhistórycznych“ (M. Gomólińska). Obecnie oddział dąży do tego, ażeby odbywały się dwa wykłady na miesiąc z dziedziny nauk społecznych, ekonomicznych, historycznych, hygienicznych i przyrodniczych. Opracowywane są tablice graficzne, przedstawiające stan analfabetyzmu śród robotników i robotnic Mirkowskiej fabryki papieru w Jeziornie (około 1500 ludzi). Na początku Grudnia otwarto kursy dla analfabetów i wykłady popularne.

W kierunku ekonomiczno-społecznym oddział wystarał się:

1) o założenie państwowej kasy oszczędności w fabryce

i 2) o wybudowanie przez fabrykę piekarni, która będzie prowadzona przez kooperatywę robotniczą.

W Kwietniu urządzono drzewosadzenie, w którem wzięło udział kilkaset dziatwy robotniczej.

Dla kultury towarzyskiej zorganizowano zbiorowe lekcye tańców, na które uczęszcza 50 osób z młodzieży fabrycznej, a których udziela nauczyciel z Warszawy dwa razy tygodniowo. Lekcye te wyrabiają zręczność i ogładę towarzyską, a przytem mają wpływ demokratyzujący, gdyż robotnicy, robotnice i urzędnicy fabryczni spędzają razem wieczory na zabawie. Czysty dochód z lekcyi tańca przeznaczony jest na Dom Ludowy w Jeziornie.”

O ówczesnych zabawach w Mirkowie poczytać możemy w książce o Ciepokach Kalicińskiego, skupmy się jednak na Domu Ludowym. Zaprojektował go Stefan Szyller, jak widać jednak właściciele fabryki początkowo nie kwapili się z datkami na jego powstanie, mimo iż trwała właśnie budowa robotniczego osiedla. Miało to oczywiście związek z faktem, iż zdawali sobie sprawę z nastrojów pośród robotników, pozostając pod wrażeniem niedawnej rewolucji. Działalność TPK trafiła zresztą na podatny grunt, już w roku 1905 powołać miano zalążek Domu Ludowego, by organizować tu życie kulturalne. TPK ze swymi odczytami, imprezami oświatowymi i teatralnymi wyzyskała moment dziejowy. Brak budynku był jednak dotkliwie odczuwalny.

„Celem głównym oddziału jest wybudowanie takiego Domu, którego brak daje się czuć dotkliwie. Cała praca oświatowo - kulturalna biegłaby stokroć szybciej, gdyby było ognisko, w którem lud roboczy znalazłby pokarm duchowy, zdrową rozrywkę i t. p. To też oddział wytęża wszystkie siły, ażeby zdobyć kapitał potrzebny dla urzeczywistnienia tej myśli.”

9415f9bcd76598f9c08127db1641b596_LSempołowska była mocno zaangażowana w rozwój oddziału w Mirkowie, a po wybudowaniu Domu Ludowego ufundować miała dlań kinematograf. I tak rozpoczęła się historia kina „Mirków”.

Odnotujmy jeszcze, iż największy opór wobec przedsięwzięcia stawiły wcale nie władze, ani tez kierownictwo Papierni.

,,Ze strony władz rządowych oddział nie doświadczał utrudnień. Władze fabryczne zachowują się wobec niego biernie. Jedynie wrogi nastrój i przeciwdziałanie ujawnia duchowieństwo parafialne i okoliczne rzymsko-katolickie, które wszelkimi środkami tamuje pracę oddziału, wychodząc z założenia, że Tow. Kultury Polskiej jest instytucyą anti-religijną i jako takie powinno być bezwzględnie zwalczane.

Kopie protokółów z zebrań organizacyjnych dostatecznie wyświetlają ten stosunek; dodać jednak musimy, że na piśmienne prośby poświęcenia lokalu bibliotecznego oraz sadzonych drzewek otrzymaliśmy odpowiedź odmowną oraz że zdarzają się częste wypadki odciągania ludzi od Tow. Kultry Polskiej przez konfesyonał. Wogólę ze strony duchowieństwa, oddział doznaje wielu krzywd i spotyka najwięcej przeszkód".

Dziś oczywiście trudno stwierdzić czy opór proboszcza (ze Słomczyna, stanowiącego wówczas siedzibę Parafii) wywoływała osoba Aleksandra Świętochowskiego, znanego ze swych antyklerykalnych poglądów, czy też świeże doświadczenie rewolucyjne. Ruchy robotnicze w tamtych latach nie miały jeszcze przed sobą doświadczeń rewolucji radzieckiej i nie kojarzyły się z programową walką z kościołem, choć poglądy większości ówczesnych księży mocno kłóciły się z postępowymi dążeniami osób takich jak Stefania Sempołowska, postulującymi równość wszystkich w dostępie do edukacji. Nie bez znaczenia mógł być fakt, iż w owym czasie trwała budowa filialnego mirkowskiego kościoła, a działalność TPK i budowa Domu Ludowego traktowana mogła być jako konkurencja. Koniec końców jak to zwykle bywa wszystko się ułożyła.

W tym roku historyczny kwiatek w postaci wspomnienia z okazji Dnia Kobiet otrzymują więc Stefania Sempołowska, Maria Gomólińska i inne nieznane z nazwiska członkinie TPK, za to co uczyniły dla tych okolic, a o czym mało kto pamięta, a po upływie bez mała stu lat nie jest świadom wagi tych działań.


Źródła i literatura:

  • Kultura Polska, miesięcznik TPK, styczeń 1908

Wspomnienia z Mirkowa

ksunder

Dzięki p. Piotrowi Bryłce trafiły w me ręce obszerne fragmenty kroniki Papierni. Nie jest to wydawnictwo nieznane, w zbiorach Biblioteki Narodowej znajduje się ono w dwóch wersjach, jako "Kronika papierni w Jeziornie 1760-1960" wydana w roku 1961 oraz "Kronika papierni w Jeziornie 1760-1980" wydana w roku 1980. Obie wyszły nakładem Warszawskich Zakładów Papierniczych im. Mariana Jaworskiego (jeśli ktoś nie pamięta lub nie jest tego świadom, nazwę taką nosiła Mirkowska Fabryka Papieru). Redagowana przez doc. Jadwigę Siniarską-Czaplicką (dzięki której znamy historię Papierni) oraz Teresę Górską, pięknie wykaligrafowana rękami pracowników Papierni Józefy Brzozowskiej i Kazimierza Głuchowskiego, w opracowaniu graficznym tego ostatniego oraz Henryka Kubika. Piękny to dokument czasu, ukazujący nam zżycie z zakładem jego załogi, wersja wydawnicza stanowi fotokopię kroniki ręcznie spisywanej. Wersję z roku 1980 różni dodanie do niej wspomnień pracowników Papierni, z których jedno zamieszczam poniżej. Wspomnienia zbierał Wincenty Szeleszkiewicz, postać nietuzinkowa i kilkakrotnie przeze mnie przywoływana, na profilu FB można znaleźć galerię jego malarstwa. Były AK-owiec, dyrektor Papierni, twórca tutejszej szkoły zwanej popularnie „Cyrkiem”, malarz… jednym słowem osoba zasłużona dla tutejszej społeczności.

Pominę kontekst w jakim powołano Komisję Historii Mirkowa i opis czasów w jakich powstawały, istotne są ciekawe fragmenty wspomnień pracowników Papierni, które wiele mówią o historii „Ciepoków” tak barwnie opisanych w książce Zdzisława Kalicińskiego. Zaś powody zebrania wspomnień w tym kontekście nie są tak istotne, choć jak zawsze w tamtych czasach związane były z ważkimi wydarzeniami, upamiętniającymi robotnicze święta. Wyjątkowo musiałem zastosować się częściowo do zasad edycji źródeł historycznych (historyk uśmiechnie się, widząc w jakiej postaci i słusznie wytknie brak pewnej konsekwencji), z uwagi na rozmaite błędy natury historycznej popełnione przez autora bądź liternika. Co jednak mam nadzieję nie przeszkodzi w odbiorze wspomnień.

cover


Wspomnienia

Konstancin-Jeziorna, 3 II 1971

Stanisław Janczewski

ur. 9 IV 1902 r. w Wieruszowie przy ul. Zamkowej

Urodziłem się w Wieruszowie, a rodzice moi Antoni i Elżbieta byli pracownikami Fabryki Papieru Mirków tuż przy Wieruszowie (pow. Kępno Wlkp1). Fabryka istniała na długie lata przed rozbiorami Polski i pracowali w niej moi przodkowie, dziad Szczepan, pradziad Michał, a więc można w przybliżeniu określić na 1850-lata2. Po Kongresie Wiedeńskim w roku 1815 powstało Królestwo Polskie pod zarządem cara rosyjskiego i w związku z tym powstały nowe granice. Prusy zajęły tereny po rzekę Prosna z jednej strony, a Rosja Carsja zajęła po drugiej stronie rzeki. Fabryka Papieru Mirków leżała z obu stron rzeki, lecz większa część była po stronie Rosji, granica w Mirkowie, a Wieruszów cały po stronie pruskiej.

Wojska graniczne carskie długie lata pozwalały na pracę w Fabryce po obu stronach, lecz w latach 18823, gdy przyszedł pułkownik nowy, nie pozwolił na przejścia przez granice, pisał do Petersburga do najwyższych władz, w wyniku czego z Fabryką trzeba było ustąpić. Właściciele fabryki Natansonowie4 w roku 1884 i 18855 zdecydowali przenieść fabrykę do Jeziorny, do istniejącej tu fabryki papieru, którą jak powiadają pradziadowie Janczewscy, założył książę Lubecki w roku 17746 w wodnym młynie na rzece Jeziorka. Przewożenie fabryki odbywało sę wołami na specjalnych wozach i saniach. Karawana złożona z dziesiątek zaprzęgów razem z taborem pracowników Mirkowa znad Prosny, którzy zdecydowali się wyruszyć na nowe miejsce do fabryki w Jeziornie, około 100 rodzin, jechali miesiącami: wyruszyli wiosną, a przybyli przed wszystkimi świętymi w późnej jesieni. W Jeziornie nie było zabudowań7 i Mirkowanie zmuszeni byli zamieszkiwać po 4 rodziny w jednej izbie.

Dopiero z czasem pobudowano osiedle na Porąbce Edwardowie8. Na Porąbce wybudowane były 2 bloki na wzór domów z Mirkowa nad Prosną. Od tego czasu fabrykę w Jeziornie poczęto nazywać Mirkowską Fabryką Papieru w Jeziornie. Papiery i bibułka paierosowa produkowana w Mirkowie nad Prosną zdobyła sobie w swoim czasie bardzo dobrą opinię i była lepsza od konkurencyjnych, gdyż woda w Prośnie była krystaliczna – czysta tak, że każdą małą rybkę widać było w najgłębszych miejscach na kilka metrów w głąb. Ta dobra opinia przeszła przez całą Polskę i pozamorskie kraje no i przywędrowała z nazwą Mirków do Jeziorny. W czasie Powstania Wielkopolskiego w roku 1918 długie lata bezrobocia i nędznie żyjąca reszta załogi zlikwidowanej fabryki Mirków nad Prosną wraz z ludnością całej Wielkopolski czynnie wzięła udział w walkach z Niemcami o wyzwolenie ojczyzny i na tym terenie Mirkowa walczyli Mirkowiacy znad Prosny.

Z rodziny przybyłych do Jeziorny i Mirkowa nad Prosną, wiele wymarło, a z pozostałych młodsze pokolenie zna tę historię tylko z opowiadań rodziców i pamięć o tych wydarzeniach zaciera się.

Z wymienionych rodzin żyje rodzina Janczewskich z ojcem Stanisławem, który mieszkał w Wieruszowie do roku 1923, do czasu pójścia do wojska, a po powrocie przyjechał do Jeziornej do Mirkowskiej Fabryki Papieru.

Jedyny ostatni Mirkowiak znad rzeki Prosny wychowany w Mirkowie nad Prosną z najmłodszej generacji przytacza niektóre urywki pieśni patriotycznych z tych okresów jeszcze dawnych, zaborczych:

1) Polacy, Polacy coście wy zrobili

żeście Niemczaków do Polski wpuścili

Jakeśmy wpuścili to i wyżyniemy

Tylko szabelki dobrze naostrzemy

2)Widzieliśmy cztery orły

jak górą leciały -

Ruski, Pruski, Austriacki

i nasz polski biały…

Między innymi z Wieruszowa pochodzą rodziny Kubików, Sutańskich, Kiszków, Matuszewskich, Staszewskich, Bryłków, Gągolskich.


pat1

Janczewski Stanisław, robotnik sprzed wojny został po wyzwoleniu 17.I.1945 r. pierwszym sołtysem na terenie Osiedla Fabrycznego, następnie kierownikiem działu gospodarczego, organizował spisu ludności, awaryjne brygady odśnieżania, obronę przeciwpowodziową, kilkakrotnie i z pełnym zaparciem udzielał się w pracy społecznej w Polsce Ludowej jako radny Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Jeziornie. Położył zasługi dla fabryki, załogi i ludności tego terenu. Jako człowiek skromny, wielki patriota nie miał szczęścia być zauważonym i wyróżnianym za swą ofiarność i zasługi do czasu emerytury w Jeziornie.

inż. W. Szeleszkiewicz

Przewodniczący Komisji Historii Mirkowa


1Obecnie Kępno, siedziba powiatu i gminy Kępno w woj. wielkopolskim. Wieruszów obecnie jako miasto powiatowe przynależy administracyjnie do woj. łódzkiego. Nadmienić należy, iż Wieruszów utracił prawa miejskie po Powstaniu Styczniowym, odzyskując je dopiero w roku 1919.

2W oryginale 1650-te lata. Zapewne błąd powstały przy przepisywaniu.

3W oryginale 1802; jw.

4Właściwie Edward Natanson i Leopold Kronenberg

5W roku 1888 zakład w Jeziornie został wykupiony przez Akcyjne Towarzystwo Mirkowskiej Fabryki Papieru, przeniesienia zakładu dokonano rok później.

6Pomieszana osoba księcia Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego (1779-1846), ministrem skarbu Królestwa Polskiego z Hieronimem Wielopolskim (1712-1779), właścicielem dóbr oborskich. Pomyłka powodowana faktem, iż Drucki-Lubecki inicjował rozwój gospodarczy Królestwa Polskiego w latach 1821-1830 i kojarzony jest z otwieraniem podobnych zakładów na ziemiach polskich. Datacja 1774 błędna, rozpowszechniona w świadomości jako jedna z dat założenia Papierni (o kwestii błędnego datowania założenia Papierni patrz: O założeniu papierni)

7Autor ma na myśli Jeziornę Fabryczną lub Bankową, czyli najbliższą okolicę Papierni, gdzie w owym czasie w zasadzie nie było zabudowań innych niż zakładowe.

8Autor łączy tu w jedną dwie nazwy własne, określające miejsce lokalizacji pierwotnych zabudowań przeznaczonych dla robotników z Mirkowa, wzniesionych na granicy wsi Bielawa. Nazwa Edwardów pochodzi od Edwarda Natansona, jednego z właścicieli fabryki, który wzniósł budynki pod koniec XIX wieku. Nazwa Porąbka była nazwą miejscową, używaną na określenie tej okolicy, występującą w dokumentach już w XVIII wieku. Oznaczała porębę, czyli miejsce po wyrąbanym lesie.

Most w Jeziornie

ksunder

Niedawno Adam Zyszczyk odnalazł niezwykle ciekawe zdjęcia Jeziorny Królewskiej pochodzące z roku 1947 i zamieścił je na profilu Konstancin-Jeziorna. Historia, Ludzie, Architektura. Fotografie pochodzą ze zbiorów p. Witolda Rawskiego, a ja pozwalam zamieścić je jako ilustrację niniejszego tekstu. Poniżej widoczna jest zamarznięta Jeziorka, przez którą wiedzie prowizoryczna kładka, zaś niedaleko dostrzec możemy betonowe podpory. Nie są to jednak bynajmniej elementy budowanego mostu, lecz pozostałości poprzedniego. Być może historia budowy kolejnego mostu jest mało wdzięczną rzeczą, lecz wartą opisania.

16508089_1404959816205607_2408523888798969744_nPierwotny most ginie w mrokach tajemnicy, zapewne wybudowano go na przełomie XIX i XX wieku, bowiem widnieje na mapach z ówczesnego okresu. Dlaczego tak późno? Stali czytelnicy tego bloga być może pamiętają, jaką trudność z punktu widzenia inżynieryjnego nastręczała konstrukcja stałych przepraw, które bardzo długo uważano za budowle przeczące prawom natury. W XVI wieku Klonowic pisał, że zwyczajną rzeczą jest prom, nie most. Gdy pod koniec XVIII wieku Adam Poniński pobierał myto z drewnianego mostu z Warszawy na Pragę, wszyscy wyczekiwali chwili, gdy zabiorą go lody. Drewniane konstrukcje kiepsko sprawiały się w starciach z krą i zatorem. Na mniejszych rzekach takich jak Jeziorka występowały problemy innego rodzaju. Od XVII wieku próby budowy mostu z Jeziorny Królewskiej do Oborskiej torpedowali właściciele tych dóbr, w szczególności Wielopolscy, pobierający opłatę za przewóz przez rzekę, szczególnie po utworzeniu w Jeziornie Oborskiej placówki królewskiej poczty. Akta pełne są pretensji do Urszuli Wielopolskiej, z której polecenia porąbano most budowany od strony Jeziorny Królewskiej, a z rzeki wyrwano pale, wbite przez poddanych imć Dzierzbickiego. Brak mostu sprawiał, że przeprawa przez Jeziorkę nie zawsze była możliwa, jeszcze w roku 1853 dzieci z Bielawy nie mogły uczęszczać do szkoły w Słomczynie, gdyż proboszcz z Powsina pisał w dramatycznym tonie „rzeka w Jeziornie często wylewa i dzieci mało korzystają z nauki w szkole”. Most zdołano wreszcie wznieść, choć nie sposób odnaleźć dokumentów, które podawały by nam datę zakończenia jego konstrukcję. Most zmienił wiele w sposobie podróżowania, z czasem przekonano się, że jest pewniejszym sposobem przedostania się przez rzekę niż przewóz. Dla zobrazowania problemów natury logistycznej z jakimi mierzono się w XIX wieku przywołajmy prosty przykład z roku 1809, gdy armia austriacka by zniszczyć armię Księstwa Warszawskiego po bitwie pod Raszynem musiała przedostać się przez Wisłę. Po zniszczeniu mostu w Warszawie do wyboru miała dwa najbliższe: w Toruniu i Puławach. To uzmysławia nam jak wiele zmieniło się w transporcie przez ostatnich 200 lat. Tamta historia zakończyła się bitwą pod niedalekim Ostrówkiem, my jednak wróćmy do roku 1947.

16649093_1404959782872277_1646570871624719956_nKraj podnosił się zniszczeń, mostu przez Jeziorkę nie było, bowiem zniszczyli go w roku 1945, Niemcy wycofujący się w styczniu przed ofensywą polsko-rosyjską. Przy okazji wysadzili również spiętrzenia i tamy na zakolu Świętego Jana oraz Jeziorce, co sprawiło, iż stała się rzeką dziką i wezbraną. Wkrótce spiętrzone wody powodziowe zabrały most w Mirkowie, co spowodowało, iż w tej okolicy jedynym mostem umożliwiającym transport inny niż pieszy, był mostek kolejowy nieopodal Hugonówki. Niezbędne było jednak szybkie udrożnienie transportu, zwłaszcza dla odbudowywanej Papierni, stąd też 20 czerwca 1947 roku powołany został Komitet Budowy Mostu na Jeziorce. Podjęto decyzję, iż odbudowany most ma być mostem stałym. Problemem okazały się finanse. Był to jeszcze czas, gdy powojenne państwo posiadało wciąż silne samorządy, tolerowało ruchy społeczne, a władze komunistyczne dopiero wprowadzały rządy stalinowskie. Początkowo zaplanowano budowę mostu z funduszy gminnych, wspomaganych opodatkowaniem w naturze mieszkańców gminy, z dotacji i dofinansowania dokonanego przez Papiernię, żywo zainteresowaną uczynnieniem mostu, a wykonanie prac przy pomocy świadczeń w naturze, z istniejących jeszcze wówczas szarwarków. Komitet gminny wkrótce rozpoczął zbiórkę, planując jednocześnie odbudowę mostu w Mirkowie, który wyceniono na 200000 złotych.

16508704_1404959756205613_313044041301136745_nKierownikiem komitetu był ówczesny wójt gminy Jeziorna, Piotr Szczur, znany tutejszy społecznik i nauczyciel, późniejszy twórca szkoły znanej jako „cyrk”. Skupiono się na budowie mostu na drodze Wilanów-Jeziorna-Konstancin. Na wniosek komitetu powstały trzy projekty planowanego msotu, które Urzad Gminy skeirował do zaopiniowania do Urzędu Wojewódzkiego Warszawskiego w Pruszkowie, wnosząc o wybranie projektu belki wzmocnionej łukiem. W październiku 1947 roku opracowano projekt zawierający 2 belki wypornikowe z zawieszoną belką środkową. Poprzedniemu projektowi z przyczyn technicznych sprzeciwiono się w Urzędzie Wojewódzkim, opiniując go negatywnie w Wydziale Komunikacji w Zarządzie Drogowym.

16640993_1404959832872272_2454015138742527795_nOpiniodawcą kolejnej wersji był inżynier Stanisław Kądziołko zamieszkujący w Skolimowie przy ul. Prekera. Jak napisał: „Przesyłając niniejszym czwarty wariant mostu przez rzekę Jeziornę w Jeziornie, zwracam uwagę że wariant ten nie nadaje się absolutnie do wykonania w miejscowych warunkach i żądanie wykonywania go nie może być uzasadnione żadnymi rzeczowymi argumentami. Mosty podobne projektuje się przy rozpiętościach 70-100 m, ze względow żeglugowych. W naszych warunkach grozi zalewaniem belek przez wysoką wodę i może być przyczyną podwyższenia fali powodziowej”.

10366137_762130340488561_6746688392891510797_nDecyzję o budowie stałego mostu żelazo-betonowego podjęto 22 stycznia 1948 roku, o czym poinformowano wówczas gminę Jeziorna. Decyzja zapadła z pominięciem komitetu, ponadto wbrew opinii inż. Kądziołki, który w kwietniu 1948 roku skierował do Urzędu Wojewódzkiego gniewne pismo, zaczynające się od słów: „Naskutek ciągłego odwlekania sprawy przez Pow Zarz Drog pomimo moich wielokrotnych osobistych interwencji (...) projekt powierzono do wykonania osobom trzecim, jednocześnie akceptując łuki i belki, które wcześniej jak tłumaczono mi, nie mogło być mowy”. Najwyraźniej jednak otrzymano zgodę na rozpoczęcie budowy mostu, bowiem 11 maja 1948 roku Komitet Odbudowy Mostu wezwał mieszkańców gminy Kąty Turowic i Kawęczyna do zwózki żwiru z Turowic.

10301050_762130343821894_1834032586234966447_n

Wybudowany most w roku 1952

Niestety odbudowa mostu własnymi siłami niewiele dała. Papiernia nie przekazala obiecanych pieniędzy, komitet zaś nie zdołał zebrać wystarczających funduszy. Wreszcie nie zdołano bez rozebrać pozostałości dawnych filarów i wsporników, lipiec i sierpień przyniosły zaś wysokie stany wód Jeziorki, uniemożliwiając budowę. W tym stanie rzeczy realizację budowy przejęło Państwo i nowy most wzniesiono począwszy od roku 1949 jako przedsięwzięcie rządowe. Most nie posiadał łuków i belek, większość zapewne doskonale go pamięta, poddany gruntownemu remontowi w roku 1987, został rozebrany kilka lat temu, a w jego miejscu wzniesiono zupełnie nową konstrukcję. Etapy prac można podziwiać w serwisie zdjęciowym Konstancina.

10308108_762130353821893_7255124658227250384_n

Na zakończenie jeszcze raz rok 1952


Zdjęcia oznaczone jako "Kolekcja rodziny Rawskich" pochodzą ze strony, zdjęcia z roku 1952 pochodzą ze zbiorów p. Małgorzaty Szturomskiej, odcisk pieczątki komitetu ze zbiorów własnych

Źródła:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Obory
  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

Korzenie spisku

ksunder

W roku 1773 Kurtz dociera do Warszawy, posługuje się już wówczas przedrostkiem „von” przed nazwiskiem. To co dla jego ojca było jedynie przydomkiem znaczącym ni mniej ni więcej „krótki”, w Polsce staje się arystokratycznie brzmiącym mianem. Czy zaczyna podawać się za barona? Trudno dociec, dokumenty podpisuje jako Bn von Kurtz, co historyk po latach rozszyfruje jako skrót od barona, można jednak zastanawiać się czy przypadkiem nie chodziło o Bernadona, choć w historii polskiego teatru trudno szukać informacji o tej charakterystycznej figurze. Jednak na terenie Austrii Kurtz posługiwał się nim jako przydomkiem, możliwe też, że tak przedstawiał się w Polsce. Baronem jak wiemy nie był, ani też arystokratą, jednak to właśnie towarzystwo możnych staje się czymś dlań ze wszech miar pożądanym. W Warszawie trafia bowiem na dziewiczy grunt, kraj jest zraniony świeżo rozbiorem, konfederacją barską. Od kilku lat nie odbywają się przedstawienia teatralne inne niż wystawiane przez przygodne trupy. Świeżo rozebrano budynek przy ul. Królewskiej, gdzie do roku 1767 przedstawienia dawał w Operalni przez dwa lata teatr, który z czasem miał przekształcić się w Narodowy. Na razie jednak jego działalność jest zawieszona, minie jeszcze rok nim powróci, tym razem na Placu Krasińskich. Lecz publika jest głodna tak hołubionych komedii, które upodobał sobie wcześniej król i inni reformatorzy, pragnący za pomocą teatru zmieniać mentalność mieszkańców podupadającej Rzeczpospolitej. Kurtz dostrzega tu szansę dla siebie, postanawia osiąść w Warszawie, skoro do Cesarstwa nie ma dlań na razie powrotu. Cenzura jest tu innego rodzaju, bardziej polityczna niż obyczajowa, nastawiona raczej na eliminację akcentów antyrosyjskich. Komedia świetnie się tu odnajdzie, choć gatunek ten potępia duchowieństwo. Kurtz postanawia otworzyć stałą scenę teatralną, by jednak tego dokonać potrzebuje mecenasa, jakbyśmy dziś powiedzieli, sponsora. Kilka pierwszych przedstawień zapewnia mu rozgłos, usiłuje zaczepić się przy dworze, staje się wydarzeniem towarzyskim. Tak oto poznaje Franciszka Ryxa.

Obraz7

Ryx

Na temat tej szarej eminencji, królewskiego kamerdynera, nie tak dawno szereg artykułów popełnił Dawid Miszkiewicz na swoim blogu – Chylice i okolice. Zachęcam do ich lektury, nie chcąc powtarzać znajdujących się tam informacji. Ryx jest postacią niezwykle ciekawą, powoli zdobywa zaufanie Stanisława Augusta Poniatowskiego, w roku 1768 otrzymuje nobilitację szlachecką. W roku 1773 wciąż poszerza swoje wpływy. Wówczas styka się z Kurtzem, pragnącym stworzyć teatr inny niż dworski. Decyduje się udzielić mu pożyczki na rozwój działalności. Korzystając z królewskiego poparcia włącza się w działalność teatralną i kontynuuje ją w późniejszych latach, w tym miejscu można przywołać cytat ze wspomnianego wpisu na blogu:

Początkowo była to jedynie pożyczka udzielona wiedeńskiemu aktorowi, który podjął się wystawiania przedstawień teatralnych w Warszawie, niedługo później Ryx został jednym ze wspólników prowadzących teatr, a w końcu posiadł monopol na wystawianie przedstawień teatralnych w całej Warszawie. Głównie wydzierżawiał teatr, chociaż w niektórych latach z powodzeniem prowadził go samodzielnie. Za jego czasów teatr uzyskał dużą stabilność finansową, dzięki czemu mógł się swobodnie rozwijać. Nie bez znaczenia było tutaj królewskie poparcie, także finansowe.”

Jak zauważają historycy jego wsparcie dla rozwijającego się teatru miało raczej dlań znaczenie jakie dziś określilibyśmy biznesowym. Niewątpliwie jednak przyczynił się do rozwoju sceny narodowej, przejmując monopol po Sułkowskim. Początki jego teatralnych zainteresowań leżą w znajomości z Kurtzem w roku 1773. Kurt tymczasem nie próżnuje. Stara się zareklamować swą działalność, dzięki wsparciu Ryxa przy dworze zakłada arystokratyczny klub towarzyski. Przez krótki czas przynależność do niego staje się modna, zaciekawiony przybyszem z Cesarstwa poznać przybywa go hrabia tegoż samego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, koniuszy koronny, generał major i szef Regimentu Gwardii Konnej Koronnej od 1745, starosta generalny krakowski, przemykowski, żarnowiecki, wkrótce kawaler Orderu Orła Białego, pan na Pieskowej Skale – Hieronim Wielopolski.

Pieskowa_Skala_2

Pieskowa Skała pod koniec XVIII wieku

Tak oto aktor, kamerdyner i koniuszy pojawiają się na wspólnej scenie. Nadchodzi rok 1774, w którym Ryx otrzyma starostwo piaseczyńskie, z czasem stanie się właścicielem Chyliczek, Wólki Kozodawskiej, Jesówki i cześci Jazgarzewa. Kilka kilometrów od jego włości, podążając z biegiem Jeziorki dotrzeć można do Skolimowa, należącego do dóbr Wielopolskiego, z siedzibą w Oborach. Zapewne Ryx odwiedza znajdujący się tu dwór, z całą pewnością czyni to Kurtz. Droga z Warszawy wiedzie przez groblę, na którą skręca się nieopodal folwarku, gdzie znajduje się karczma bielawska, wchodząca w skład majątku kasztelana Jabłonowskiego. Następnie prowadzi koło wzniesionych niedawno nowych zabudowań młyńskich w Grądzie.

Wszystkie postacie dramatu są już na scenie, na razie pora na antrakt. Wkrotce narodzi się spisek papierniczy, a do dramatis personae dołączy król.


Źródła i literatura:

  • KRÓL Barbara, Warszawski teatr Sułkowskich, Dokumenty z lat 1774-1785, Warszawa 1957

Tajemnice Papierni

ksunder

Ambrose Bierce, amerykański nowelista, aforysta, a także awanturnik, stał się autorem cytatu, którego początek w polskim tłumaczeniu brzmi mniej więcej tak: Historia jest przekazem, w większości fałszywym, wydarzeń, w większości nieistotnych… Uchwycił w ten sposób istotę historii, będącej w dużej mierze zapisem suchych historycznych faktów, stanowiącymi  jedynie nic nie znaczące wydarzenia, ukazanymi w odpowiednim świetle. Im dalej się w nią zagłębimy, tym częściej dojdziemy do takich wniosków. Nierzadko w przeszłości poszukuje się tajemnic, zagrzebanych w jej piaskach półprawd, tajemniczych stowarzyszeń i sekretów. Stąd moda na powieści odkrywające istnienie sekretnych grup i tajemnych spisków. A co byście powiedzieli, gdyby okazało się, że nie trzeba szukać takich sprzysiężeń w powieściach w rodzaju „Kodu Da Vinci” i podobnych? Co jeśli nie trzeba szukać pociągu ze złotem, bursztynowej komnaty, gdy okaże się że od lat tajemnicę mieliśmy ukrytą przed samymi oczami?

papiernia_konstancin_fotografia_przemyslowa1zdjęcie Papierni autorstwa P. Suder ze strony http://www.pawelsuder.pl

Wakacje to dobry czas, by pisać o rzeczach, które nie przystoją historykowi, pozostając czymś jedynie nieco więcej niż spekulacją. Zatem pora na opowieść o największej tutejszej tajemnicy, związanej z założeniem Papierni. Pozornie wszystko jest wyjaśnione, lecz tak naprawdę geneza ginie w pomrokach dziejów. Koniec historii Papierni to dobry czas by pisać o jej narodzinach, gdy zacząłem prowadzić tego bloga wciąż jeszcze cały kompleks istniał, obecnie pozostało po niej jedynie kilka budynków, często odwiedzanych przez miłośnikow urbexu, a los zabudowań nie jest pewny. W internecie i literaturze znajdziemy różne daty powstania Papierni, skąd ta rozbieżność starałem się kilka lat temu wyjaśnić we wpisie o założeniu Papierni. Pewne jest, że istniał tu wcześniej młyn we wsi Grąd, na wyniesionym terenie pośród rozlewisk Jeziorki, który miał dać początek produkcji Papieru. Zazwyczaj tę część opowieści sprowadza się do jednej wzmianki, „W 1775 roku baron Jan Kurtz zwrócił się do króla Poniatowskiego z propozycją założenia w Jeziornie papierni”, co jak łatwo sprawdzić podaję za wikipedią. W literaturze znajdziemy jeszcze informacje, iż był on wiedeńskim aktorem, który obracał się królewskim dworze, jednym z aktorów komedii wiedeńskiej. Sam nie jestem bez winy, opisałem go podobnym zdaniem na potrzeby przewodnika po Konstancinie i okolicach. Trudno zresztą rozpisywać się na temat postaci, którą los uczynił twórcą Papierni, a która w ciągu kilku miesięcy z dziejów manufaktury papierniczej zniknęła. Blog to dobre miejsce, by przybliżyć ostatniego aktora niemieckiej komedii improwizowanej.

Jan Józef Feliks von Kurtz, zwany Bernadonem, na świat przyszedł w Wiedniu 22 lutego 1717 roku i w tymże samym mieście dokonal żywota 3 lutego 1784 roku. Obecnie zapomniany, należał do najwazniejszych i najsławniejszych komików i aktorów wiedeńskich XVIII wieku. Urodził się jako syn Feliksa i Edmundy Kurtz, w wędrownej teatralnej trupie. Jego ojciec już wówczas mial przydomek „comicus Felix”, stąd też od swych urodzin Jan grywał role dzieci podczas nieustającego tournée po Cesarstwie – w Brnie, Monachium, Pradze, Ołomuńcu czy Wrocławiu. W roku 1737 dołączył do teatru Kärntnertortheater, gdzie narodziła się postać, grywająca obok Arlekina - improwizujący Bernadon, który stał się przydomkiem Kurtza. W kolejnych latach udał się do Frakfurtu i Drezna, gdzie poślubił Franciszkę Toscani, która urodziła mu ósemkę dzieci. Gdy powrócił w latach pięćdziesiątych do Wiednia, trafił na gorący okres reform teresjańskich. Cesarzowa Maria Teresa wydanym dekretem starała się przywrócić powagę przedstawień teatralnych, wulgarne improwizowane komedie odejść miały w przeszłość, wskazano również z nazwy postacie „bernadońskie”. Choć wkrótce po wydaniu dekretu w roku 1752 Kurtz opuścił Wiedeń, wrócił do niego już dwa lata później, bowiem jak się okazało zarzązenie egzekwowano niezbyt mocno. Także w tym okresie Kurtz owdowiał, jednak już w roku 1758 poślubił aktorkę Theresinę Morelli, grającą kobiecą partnerkę Bernadona. W tym czasie współpracował także z Haydnem, choć niestety nie zachowała się żadna z partytur. W latach sześćdziesiątych jego gwiazda zaczęła blednąć, miało to związek ze zmierzchem komedii improwizowanej po śmierci największych reprezentantów tego gatunku – Gottfrieda Prehausera i Friedricha Weiskerna. Rok 1770 przyniósł kolejną zmianę- po wprowadzeniu cenzury, teatry znalazły się pod kontrolą Państwa, nie było w nich miejsca na improwizację. Kurtz rozpoczął tułaczkę, w roku 1771 występował we Wrocławiu i Gdańsku, w roku 1772 dotarł do Warszawy.

Kurz_StichMiedzioryt przedstawiający Kurtza autorstwa Johanna Landerera, wikicommons

I tak docieramy do najciekawszej części naszej opowieści, gdy Kurtz zagrać miał rolę swojego życia. Zwróćmy uwagę, iż nie posiadał tytułu arystokratycznego, tym bardziej nie był baronem. Gdzieś po drodze do Polski do jego nazwiska przyplątało się „von”.

Wrocę jeszcze raz do wspomnianego wpisu o założeniu Papierni, gdzie prześledziwszy historię odtwarzania dziejów młyna papierniczego wskazałem, iż udział Kurtza odkrył Włodzimierz Budka w roku 1980, rozwiązując zagadkę działania manufaktury przed rokiem 1778. Cóż, okazuje się, że jak to zwykle bywa w historii informację tę podano już wcześniej, w roku 1899 w książce wydanej we Frankfurcie nad Menem. Uczynił to Ferdinand Raab, a książka wymieniona poniżej pozostowała nieznana, przyznać też należy, że nie w Polsce raczej niewiele osób interesowało się Kurtzem. Tymczasem na stronie 182 wspomnianego dzieła jak byk stoi, iż niespodziewanie po zakończeniu kariery scenicznej objawił się w nim człowiek przemysłu, bowiem założył Papiernię (oto potęga bibliotek cyfrowych). Lecz nagłego zainteresowania produkcją papieru nie potrafi autor już wyjaśnić, podobnie nie był w stanie tego uczynić Włodzimierz Budka.

Tymczasem odpowiadali za to kamerdyner, koniuszy i król. Ale jak w każdej dobrej opowieści, napięcie należy dozować odpowiednio, więc o spisku papierniczym przeczytacie w następnym wpisie.


Źródła i literatura:

  • Ferdinand Raab: Johann Joseph Felix von Kurz genannt Bernardon. Ein Beitrag zur Geschichte des deutschen Theaters im XVIII. Jahrhundert. Aus dem Nachlaß herausgegeben von Fritz Raab. Rütten & Loening, Frankfurt am Main 1899

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci