Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Wisla

Żywioły Wisły

ksunder

W ostatnich dniach na stronie FB bloga zamieszczałem zdjęcia z ostatniej wielkiej powodzi na Urzeczu z roku 1947 pozwalające uzmysłowić sobie jak niegdyś wyglądało życie codziennie w tych stronach. Tutejszą codzienność i rokroczne zmagania na z żywiołem opisywałem zresztą już wielokrotnie na blogu, w dobie dyskusji o zmianach klimatycznych warto pamiętać, iż w dużej mierze do ich zaistnienia przyczynił się człowiek. Masowe wylesienie polegające na wycinaniu borów i lasów porastających nadwiślańskie obszary choćby na odcinku od Milanowa (Wilanowa) po Czersk i wielu innych spowodowało zmianę układu wód gruntowych, dając także wodzie przestrzeń gdzie mogła się rozlewać i zatrzymywać, nie zatrzymywana przez naturalne przeszkody. Wskutek naniosów powodziowych żyzność tutejszych gleb wzrastała, dzięki zasilaniu madami wiślanymi, podnosząc atrakcyjność osadniczą Urzecza, jednocześnie narażając coraz większą liczbę ludzi na powodzie. W ten sposób wytworzył się efekt zamkniętego koła; dokonując zmian w krajobrazie przyrodniczym umożliwiano coraz większe spustoszenie powodziowe, z którym usiłowano walczyć.

Clipboard013Sposoby walki z powodziami były już na blogu opisywane, mam jednak wrażenie, że w obecnych czasach nie do końca uświadamiamy sobie znaczenie określenia, iż „na Urzeczu Wisła chodziła”. Otóż do niedawna nie miała ona bowiem ustalonego biegu, zmieniać zaczęło się to w XIX wieku wraz z usypaniem wałów, których rolą początkowo było powstrzymanie rzeki od wylewów, prowadząc z czasem do pragnienia utrzymania jej w ryzach, w stałym korycie. Aż do XX wieku nurt powodziowy kierował ją jednak na nowe tory.

Możemy to prześledzić od czasów wczesnego średniowiecza, zarówno na podstawie źródeł historycznych jak i ukształtowania terenu. W najstarszych tutejszych dokumentach traktujących o rodach rycerskich zamieszkujących obie strony Wisły mowa jest, iż posiadają one „działy” ziemi obok miejscowości położonych na drugim brzegu rzeki. Zarówno Cieciszewscy, Oborscy, Bielawscy czy Falińscy lub potomkowie Wita z Dudy stają się właścicielami gruntów rozdzielonych przez Wisłę, nie tylko wskutek dziedziczenia. A jak potężne bywają to procesy niech świadczy fakt, iż tutejsze wsie zakładano nad Wisłą – Bielawę, Jeziornę, Obory, Habdzin, Opacz czy Cieciszew i inne. Wszystkie tutejsze stawy i jeziora to dawne wiślane starorzecza, nad którymi lokowano osady, następnie rzeka wycinała meat (staropolskie kanał, rzeczne łożysko) w innym miejscu. Około XVI wieku Wisła ustabilizowała co prawda swój bieg w rejonie gdzie płynie obecnie, nie znaczy jednak iż nie chodziła dalej. Oborscy i Bielawscy wymieniani są wówczas jako właściciele części Świdra czy Falenicy. Powodowało to liczne konflikty graniczne, bowiem trudno czasem ustalić po zmianie koryta rzeki, która część ziemi do kogo należy. Opisywałem kiedyś na blogu staropolskie awantury na wiślanej kępie, między Oborami a Falenicą o faszynę, w które zaangażował się osobiście dziedzic Faliński. Można zadać pytanie jak ustalono przynależność terytorialną po powodzi? Liczne zachowane dokumenty opisują doroczny obchód ziem dokonywany po zimowym i wiosennym przyborze wody. W XVIII wieku imć Milewski raportował Urszuli Wielopolskiej z Obór ile drzew przybyło, ile ubyło, ile prętów ziemi wymyło. Tutejsza roślinność liczona była co do sztuki.

kepaFragment mapy w górnej części z roku 1712 ze zbiorów AGAD

Wspomniana Kępa jest jednym z dwóch tutejszych miejsc, gdzie doskonale widać zmiany koryta dokonywane przez chodzącą Wisłę. Obok okolic Gassów to miejsce newralgiczne, gdzie woda wymywała zawsze liczne kępy, obecnie oba te rejony objęte są ochroną jako rezerwaty Wyspy Zawadowskie i Wyspy Świderskie. W średniowieczu próbowano się tam osiedlać, Kępa istniała w jakimś kształcie i znajdowała się tam wieś Narty, po „Potopie Szwedzkim” spustoszona i zabrana przez Wisłę. W nowej formie Kępa uformowała się z terenów należących do Falenicy i Obór, na mapie z 1712 widać doskonale którędy płynęła uprzednio Wisła, a także iż Wilanówka stała się na chwilę jej głównym korytem nim kapryśna rzeka zmieniła swój bieg. Niewielka Kępa na rzece przetrwała, a gdy pod koniec XVIII wieku osiedlili się na niej Olędrzy, stawili jej skutecznie czoła zakładając wsie Kępa Falenicka i Kępa Oborska, sprawiając iż stała się częścią stałego lądu, ale to już inna historia.

Rejon położony między Gassami i Cieciszewem a Świdrem przez Karczew do Nabrzeża także ma długą historię wiślanych wędrówek. Na lewym brzegu rzeka zniszczyła całkowicie największą z tutejszych wsi. W XVI i XVII wieku był nią Kozłów, ciągnący się od Kopytów do Cieciszewa. O tym, iż został przecięty przez rzekę na pół w drugiej połowie stulecia dowiadujemy się z dokumentów, wskazujących iż podzielony został na „górny” i „dolny”, położone na lewym brzegu i prawym. W XVIII wieku woda zniszczyła go całkowicie, osadnictwo powróciło na powodziowych piaskach, gdzie zaczęto określać taką nazwą tutejszą wieś.

Jeśli popatrzymy na rejon przeprawy promowej także dostrzeżemy zachodzące tu zmiany. Między Gassami a Przewozem (obecnie część Karczewa) Wisła wędrowała od lat. Jeszcze po II Wojnie Światowej mieszkańcy Gassów udawali się uprawiać swoje pola na prawym brzegu Wisły, co było właśnie skutkiem częstych zmian koryta. Przykład takiej przemiany obrazuje nam mapa z połowy XIX wieku. W roku 1848 oznaczono grunty należące do nieistniejącej obecnie wsi Grzanki (przetrwała w postaci folwarku do XX wieku), które znalazły się pod wodą po kolejnej zmianie nurtu. Przy okazji oznaczono na tej mapce Zieleniec, który przestał istnieć po powodziach wraz z początkiem XX wieku. Możemy także zobaczyć w jaki sposób znalazł się na lewym brzegu rzeki, jak widać uprzednio koryto Wiślane omijało go łukiem, pozostawiając po stronie Otwocka Wielkiego. Uważne przyjrzenie się planowi pozwala zrozumieć z czym mierzyli się rokrocznie mieszkańcy Urzecza, gdzie Wisła „chodziła”. A sypane w XIX wieku wały bywały przerywane i nie powstrzymywały żywiołu.

mapa11848, mapa ze zbiorów Archiwum Państwowego w Krakowie

Nawet w tutejszych nazwiskach takich jak „Utrata” odnajdziemy ślady tamtej przeszłości. Dopiero podwyższanie wałów spowodowało, iż kapryśna rzeka została ujęta w ryzach, co oczywiście spowodowało nowe problemy, związane z nieznanym uprzednio zjawiskiem kumulowania fali powodziowej, która narastała spiętrzając się między wałami, szukając miejsca gdzie mogła się rozlać. Przelanie przez koronę wałów i ich przerwanie sprawiało, iż szukała nowych dróg ujścia. Do dziś nieopodal Ciszycy istnieją stawy, które jak opowiadali mi mieszkańcy powstały podczas powodzi w roku 1887.

Nic więc dziwnego, że stare urzycoki traktują Wisłę z szacunkiem, dziedzicząc pamięć pokoleń o tym czego może dokonać rzeka.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Archiwum Państwowe w Krakowie
  • OSTROWSKI Janusz, Warunki przyrodnicze i zmiany zalesienia powiatu Piaseczno na przestrzeni dziejów w Studia i materiały do dziejów powiatu piaseczyńskiego, red. J. Antoniewicz, Warszawa 1973
  • PLITT Joanna, Antropogeniczne i Naturalne Przeobrażenia Krajobrazów Roślinnych Mazowsza (od schyłku XVIII w do 1990 r), prace geograficzne nr 166, Wrocław 1996

Ostatnia bitwa

ksunder

Jeszcze nieco ponad ćwierć wieku temu 17 stycznia rokrocznie świętowaliśmy wyzwolenie stolicy Polski, na pamiątkę dnia gdy Wojsko Polskie oraz Armia Czerwona odebrały hitlerowskim żołnierzom zrujnowaną i opuszczoną Warszawę. Wyzwolenie to mocno wątpliwe, pośród ruin mało kto mieszkał, Niemcy dokonywali systematycznego zniszczenia miasta. Nie ulega jednak wątpliwości, iż kilka dni wcześniej rozpoczęła się ofensywa, która zaprowadziła wojska radzieckie oraz ich polskich sojuszników do Berlina. Nie należy także zapominać, iż walki te kosztowały życie wielu żołnierzy, z których większość nie kierowała się ideologią, lecz pragnieniem walki z wrogiem. O ile zatrzymanie natarcia w sierpniu 1944 roku było z całą pewnością decyzją polityczną, następujące w kolejnych miesiącach przegrupowanie wojsk na linii Wisły powodowane było względami wojskowymi. Armia radziecka zbierała siły do wielkiej ofensywy, której przeprowadzenie koordynowano z zachodnimi sojusznikami. Do początków stycznia Wisła zamarzła, nie toczono jednak walk. Na lewym brzegu umocnili się Niemcy, na prawym Rosjanie i Polacy. Trwało nerwowe wyczekiwanie.

Na południe od Warszawy nadwiślańskie wsie już dawno opustoszały, Gassy były całkowicie spalone i zniszczone wskutek radzieckiego bombardowania, mieszkańcy rozpierzchli się. Niektórzy trafili do Konstancina, inni do dworu w Oborach, usiłując przetrwać zimę. Siedzibą niemieckich władz był oddalony od frontu Pruszków, administracja porzuciła Jeziornę czy Wilanów, pozostawiając siły wojskowe by stawiły czoła rozlokowującym się po drugiej stronie Wisły żołnierzom armii polskiej i radzieckiej. Przegrupowanie sił pozwoliło zająć pozycje wzdłuż rzeki na odcinku wielu kilometrów, podczas którego spoglądano na dogasające Powstanie Warszawskie. Most w Ciszycy został zniszczony jeszcze w lipcu, rejonu przeprawy nie usiłowano forsować. W październiku dokonano przegrupowania sił na lewym brzegu, wycofując z dworu w Oborach węgierski sztab oraz całą tutejszą dywizję, z uwagi na brak zaufania co do jej możliwości bojowych. Zastąpiła go 337 Dywizja Grenadierów. Na tutejszym odcinku między Wilanowem a Górą Kalwarią stanowisko dowodzenia ulokowano w Jeziornie Królewskiej, odcinek między Kępą Okrzewską a Dębówką broniony był przez Pluton 688. Umocniono rejony strategiczne, za które uznano skrzyżowania dróg w Skolimowie i Konstancinie oraz Jeziornie Królewskiej, a także Słomczyn, gdzie na wieży kościelnej ulokowano obserwatora. Zaminowano spiętrzenie wody nieopodal dolnej Papierni.

319242Kamień upamiętniający działania w dniach 16 i 17 stycznia 1945 roku przy Starej Papierni. Dwa inne znajdują się w miejscach gdzie Niemcy stawili opór - nieopodal dworu w Oborach oraz w Czernidłach. Na wale nieopodal Dębiny znajdziemy kolejny pomnik, upamiętniejący miejsce sforsowania Wisły (o czym poniżej)

Uderzenie przez Wisłę było jedynie częścią ostatniej ofensywy, która planowano w uzgodnieniu z aliantami na 20 stycznia 1945 roku. Po niemieckim natarciu w Ardenach Churchill zwrócił się do Stalina o jej przyśpieszenie. Forsowanie rzeki rozpoczęto 12 stycznia. Ciężkie walki trwały przez kilka dni, w trakcie których siłom polsko-rosyjskich udało się przedostać przez umocnioną rzekę na południe od Góry Kalwarii i ruszyć w kierunku Mszczonowa. Zmieniło to sytuację frontową, zwłaszcza gdy natarcie zmieniło się pościg za uciekającymi Niemcami. Niepodal Karczewa obronę niemiecką wiązała 1 Brygada Kawalerii, oczekując aż siły radzieckie dotrą na teren gmin Jeziorna by przejść do ataku. Z uwagi na wydarzenia o godzinie 13 wydany został rozkaz ataku, mający na celu związanie Niemców walką, by nie zdołali się przegrupować w okolicach Mszczonowa, nadto mający ich zmylić co do rzeczywistego rozmiaru ofensywy. Dowództwo niesłusznie przeceniało niemieckie siły, przewidując iż stawią one dość silny opór, by powstrzymać natarcie. Dowodzący 1 Brygadą Kawalerii płk. Radziwinowicz wydał rozkaz do ataku dowódcom drugiego i trzeciego pułku kawalerii. Przed godziną 14 pod osłoną ognia artyleryjskiego z okolic Józefowa i Otwocka pluton chorążego Chałasa przez zamarzniętą Wisłę wkroczył do Ciszycy, zaś pluton chorążego Zakrzewskiego umocnił się nieopodal Czernideł (w miejsuc znanym wśród miejscowych jako Dębina). Uchwyciwszy dwa przyczółki Polacy zaczęli przerzucać kolejne wojska. Niemcy zostali zaskoczeni, spodziewali się ataku w okolicach Gassów. Bronili się niezbyt zaciekle. Podczas gdy kawalerzyści umacniali się oczekując przybycia wsparcia, zapadła zapewne decyzja o odwrocie, gdy wprowadzone w błąd co do rozmiarów ataku niemieckie dowództwo nie zdołało należycie ocenić jego rozmiarów.

Jak wspomina Krystyna Machlejd 16 stycznia ostrzał artyleryjski dosięgnął Konstancina, zniszczona została elektrownia, a prąd uruchomiono na powrót osiem miesięcy później. Około 16:30 Niemcy zaczęli się wycofywać, zdołali podpalić jeszcze kilka konstancińskich willi i wysadzić spiętrzenie wody nieopodal dolnej papierni, a także zniszczyć most przez Jeziorkę. Polskie natarcie trwało, do 22 kiedy wstrzymano ofensywę kawalerzyści zajęli już wszystkie wsie nadwiślańskie – od Obórek, przez Opacz, Ciszycę, Gassy i Kopyty skąd uderzyli w kierunku Piasków. Przez Cieciszew dotarli na drogę warszawską, a przed świtem stanęli nad zamarzniętą Jeziorką wkraczając do Jeziorny Królewskiej. Stamtąd trzon natarcia ruszył w kierunku Kabat, gdzie dotarł 17 stycznia po południu.

17 stycznia 1945 roku Konstancin pełen był polskich żołnierzy dowodzonych przez Rosjan. Krystyna Machlejd wspomina o pijanym oficerze sowieckim, cieszącym się ze zwycięstwa, którego siłą wyprowadzili jego trzeźwi towarzysze przepraszając za jego zachowanie. Wieczorem w willach kwaterowali polscy żołnierze świętujący z ich mieszkańcami. Kolejnego dnia około 10 ruszyli dalej, „Za germańcami w Berlin”.

Nikt wówczas jeszcze nie spodziewał się tego co miało nastąpić niebawem, na razie wyczekiwanie dobiegło końca i zdawało się, iż czas wojny również.


Źródła i literatura:

Nadrzeczne wały

ksunder

Dobiega powoli końca przebudowa wału wzdłuż lewobrzeżnej Jeziorki. Po latach obietnic i zapowiedzi odcinek z Jeziorny do parku zmienił się w szlak spacerowy, pozostała część jest wzmacniania, a szczyt zmienia się w szeroki trakt. Jeszcze do niedawna wiodła tamtędy jedynie wąska ścieżka, z czasem wydeptywana coraz bardziej, pośród wysokich traw. To zjawisko stosunkowo nowe, bowiem przecież aż do połowy XX wieku wałowi pilnowali, aby wałów nie porastała trawa, w ich pobliżu nie mogło zaś wyrosnąć ani jedno drzewo. Wały nie służyły do chodzenia, czy jazdy na rowerze, poza wskazanymi miejscami nie był dozwolony przepęd bydła. Przepęd w Jeziornie Królewskiej także przy okazji tego remontu odejdzie w niepamięć, od lat nie był zresztą używany. Remont i przebudowa wału przebiega w ciekawy sposób, do wykopanego rowu pompowano specjalną mieszankę betonową, która go wzmocni. Choć wały wzdłuż Jeziorki mają najkrótszą historię, w dużej mierze pochodząc z czasów przedwojennych – a na wielu odcinkach z lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy rzeka została uregulowana (o czym poczytać można w tym wpisie), remont był już im potrzebny. Przyglądając się nowoczesnym metodom prac ziemnych, warto cofnąć się w przeszłość i dowiedzieć się, jak wały zostały usypane.

Podobnie jak obecnie w przeszłości budową i konserwacją wałów zajmowali się fachowcy. Zwano ich hydraulikami, dysponowali fachową wiedzą w zakresie prac hydrotechnicznych. Zajmowali się projektowaniem i wykonywaniem rowów oraz wałów, z kolei za budowę tam i główek odpowiedzialni byli mistrzowie tamiarscy, zwani również tamiarzami. Do XIX wieku wynajmowano ich doraźnie, na koszt właścicieli dóbr ziemskich, czym w razie potrzeby zajmowali się zarządcy majątków. Choć z racji częstych powodzi Departament Policji w roku 1788 proponował aby zacząć „utrzymywać hidraulików doskonałych do bicia tamm i rowów, przez co miliony szkody, które wylewy sprawują oszczędzą się całemu krajowi”, a do sypania wałów wykorzystać więźniów i włóczęgów, powyższych idei nie wprowadzono w życie. W XIX wieku powołano Związki Wałowe, które zajęły się kwestią obwałowania brzegów rzek (o Związku, dzieki któremu wzniesiono wały od Góry Kalwarii aż po Siekierki poczytać można w tym wpisie).

Z hydraulikiem zawierano kontrakt. Dzięki umowom z nieznanym z imienia Koeppenem, sypiącym wały między Kopytami a Łęgiem w roku 1817 oraz Nikiforem Lebiedewem z Suwałk w roku 1852 wznoszącym wały między Powsinem a Augustówką możemy dowiedzieć jakie były obowiązki hydraulików. Usypanie wału było kwestią kompleksową, przed rozpocząciem robót obowiązkiem hydraulika było oczyszczenie gruntu, na którym miał być usypany wał „to jest wszelkie zarośla jakie by się na tej linii znajdowały mają być wykarczowane, wycięte i uprzątnięte – darnina zaś wyrżnięta (…) słowem grunt pod wał sypać się mający tak ma być oczyszczony, aby tylko ziemia dobra i czysta łączyła się z ziemią na usypanie wału użytej się mającej. Jeżeli zaś na linii sypać się mającego wału znajdzie się mudnica piaskowa, takową także podejmującu się obowiązany będzie w całej dolnej szerokości wału wykopać aż do tej głębokości gdzie grunt stały okaże się – i ma ją uprzątnąć”. Kwestia ziemi, która miała być użyta do budowy wału, także nie była sprawą prostą. Kolejne punkty precyzowały jej spoistość, nie wolno było do budowy wału używać piasku.

walUkładanie kiszek faszynowych (zb. Ł. M. Stanaszka)

Budowę wałów rozpoczynano wbijając w linii pale drewniane, na które sypano ziemię następnie ubijaną kolejnymi warstwami. Do sypania i uzupełniania ubytków stosowano także darninę, której wypłukiwaniu zapobiegano układając kolejne warstwy faszyny. W ten sposób chroniono także wzmocnienia brzegu zwane główkami. W celu umocnienia konstrukcji wysiewano trawę i zasadzano wierzbowe płoty, sposobem zaczerpniętym od Olędrów – jak zanotowano „Wierzby zaś tak wedle przerwy y tamach przy niey iako y wedle dużej tamy są ponasadzane które się poprzyjmowały na które poprawy niemało pieniędzy y pańszczyzny wyszło”

Roboty rozpoczynano od wytyczenia linii, gdzie wał miał się znajdować. Często przebiegały one przez pola uprawne lub gospodarstwa, co powodowało pretensje olęderskich kolonistów. Niektórym nakazano opuszczenie domostw, które pozostawiono za wałem. Następnie ustawiano profile „podług których nasyp ma się uskuteczniać”. Ustalano, iżsypanie zaś wału winno następować warstwami jedną stopę grubemi potem ubite mają zostać a to dla uniknienia osiadania wału. Ruszty po obu stronach wału powinny być regularne uformowane, mocno ubite i jak należycie oberżnięte i oczyszczone”. Obowiązkiem hydraulika było dostarczenie własnych narzędzi, sam dbał o ich uzupełnianie, w przypadku zniszczenia podczas robót.

Podczas budowy i naprawiania tam ziemię ubijano w stopniu uniemożliwiającym jej dalsze osiadanie. Do robót używano ziemi o odpowiedniej spoistości, zakazane było korzystanie ze znajdującej się w miejscach wpływających na bezpieczeństwo brzegu. Trzon konstrukcji stanowiły paliki „od czterech do czterech i pół stopy długie dwa i pół do trzech cali grube”. Podobnie jak w wieku XVIII wierzchnie pokłady tam, opasek i fundamentów wykonywano „z chrustu łozowego świeżo ciętego”, który należało dobrze okiszkować „aby przy nadejściu wiosny porost” zapewnić. Z kolei „do części będących w wodzie” używano faszyny „z innego gatunku chrustu, byle giętkiego i nie grubego dobrze dwoma witkami na knebel związanego”. Powyższe obowiązywało także w trakcie robót faszynowych.

most

Ciszyca, II Wojna Światowa. Sypanie nowego przebiegu i naprawa wałów zbudowanych wiek wcześniej (zb. Ł. M. Stanaszka)

Wały sypano po oczyszczeniu gruntu i wykarczowaniu roślinności, zwracając uwagę aby na planowanej linii znajdowała się wyłącznie ziemia, mogąca trwale połączyć się z nasypem. W przypadku napotkania mudnicy piaskowej, konieczne było jej wybranie i zasypanie ziemią. Tę brano wyłącznie od strony Wisły, czyniąc to „tak zwanymi skrzyniami z pozostawieniem między nimi progów aby takowe zamulone być mogły” co powodowało naturalną rekonstrukcję zalewową gruntu. Od strony wału można było pobierać ją jedynie w ostateczności. Nie używano piasku. Przed rozpoczęciem robót ustawiano profile wskazujące nasyp, następnie sypano wał warstwami grubości jednej stopy, które potem ubijano przed nasypaniem kolejnej warstwy. Powstające ruszty miały być należycie uformowane i mocno ubite, co podlegało kontroli. Hydraulikom zalecano: „Wał ma być usypany przed zimą zledz się należycie i aby tym sposobem stał się ścisłym i wody nieprzepuszczalnym”

Z tym ostatnim bywało już różnie. Koeppen w okolicach Kopytów usypał krótki odcinek wałów w roku 1817, z kolei Lebiedew natrafił na problemy, które sprawiły że wały sypano kilka lat. Przede wszystkim z powodu pieniędzy. To ostatnie chyba do dzisiaj nie uległo zmianie...


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Archiwum Warszawskie Radziwiłłów dział II, akta niesygnowane
  • AGAD, Obory

Życie na granicy (3)

ksunder

Do jednych z najważniejszych obowiązków landrata należały także sprawy wojskowe. Na poziomie ówczesnego powiatu odpowiadał za problematykę, którą nazwalibyśmy dzisiaj ewidencją wojskową. O ile do roku 1795 prowadzono rekrutację, nakładając stopniowo obowiązek dostarczania rekruta na posiadaczy majątków ziemskich, w prowincji Prus Południowych zaczęto wprowadzać pobór powszechny, obowiązujący już od dawna na ziemiach podleglych pod Królewiec.

urzeczeUrzecze na zdj. ze strony piaseczno.pl

Z powszechnym poborem było rozmaicie, nierzadko zdarzały się dezercje. Rekruci potrafili porzucać swe dotychczasowe życie. Bronikowski tłumaczył choćby w roku 1801 w pismach kierowanych do Warszawy, iż „urlopowany grenadier Jan Kempka z Kopytów istotnie uciekł, pozostawiając żonę i dzieci”. Zarządcy Obór polecił „majątek po nim pozostały zabrać, mundur odesłać do Warszawy do Generała Plotz”. Ucieczka stała się paradoksalnie dużo łatwiejsza niż w dawnych czasach, gdy chłopi uciekali od obowiązku sprawowania pańszczyzny i chwytani byli w innych częściach Polski. Tuż za rzeką leżało przecież inne państwo, które nawet w czasach pokoju niezbyt przesadnie chętnie oddawało dezerterów. Prusy postępowali zresztą adekwatnie, gdy Bronikowski w roku 1800 poprosił o instrukcję co do postępowania z dezerterami z „Gallicji” (czyli austriackiego Karczewa) pozostającymi w dobrach oborskich, polecono „udzielić im paszportów”, zezwalając na pobyt w Prusach, nie realizując konieczności odesłania ich na powrót do Austrii.

Obowiązek służby wojskowej objął również olędrów, których migracja w drugiej połowie XVIII wieku w górę Wisły spowodowana została w dużej mierze przez postanowienia pierwszego rozbioru. Gdy ziemie dawnej Rzeczpospolitej włączone zostały do Prus, przed mennonitami na Żuławach stanęła konieczność pełnienia służby, sprzecznej z ich przekonaniami religijnymi. O ile pośród olędrów tych okolic mennonitów nie było, ewangeliccy i katoliccy koloniści nie rwali się do pełnienia służby wojskowej. W dokumentach dworskich zachowało się pismo Bronikowskiego, odnoszące się do zaświadczenia kolonisty Michała Gahr złożone przed landratem w roku 1801, iż jego syn nie nadaje się pełnienia służby wojskowej, zatem „Regiment nie będzie pretensji nie czynił, więc nie ma przeszkód by ożenił się z wdową Jobsową”. Jak widać zamążpójście uzależniono od kwestii pełnienia służby wojskowej, a zachowanie kobiety mającej perspektywę poślubienia mężczyzny, przez wiele lat nieobecnego w domu, nie wydaje się raczej dziwne. Jednocześnie trudno powiedzieć, czy kwestia odmiennego traktowania olędrów wynikała z ich odmiennego statusu prawnego, czy też z celowej polityki władz pruskich.

O ile za spory rodzinne i majątkowe na terenie dóbr odpowiadał ich właściciel, sprawy naruszające porządek prawny oraz kryminalne pozostawały w gestii landrata. Choć kierowane do Obór pisma nie zawierają informacji odnośnie popełnianych przez mieszkańców Urzecza, dopuszczali się oni czynów niezgodnych z prawem. Pojawiają się żądania, by miejscowi stawili się pod oskarżenie, wreszcie by odsyłać ich do Góry Kalwarii celem odbycia zasądzonych kar aresztu (najczęściej 14-dniowych).

Ponad landratem stały pruskie władze w Warszawie, gdzie urzędy zajmowali już Prusacy, choćby tacy jak osławiony literat i prawnik Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, autor „Dziadka do orzechów”. Pamiętany przede wszystkim z urzędowego nadawania nazwisk żydowskim mieszkańcom Warszawy i okolic. Masowo wpisywał do ksiąg mieszkańców całych ulic i dzielnic jako Rosenbaumów (Różane drzewo), Goldbergów (Złota góra), Eisenbaumów (żelazne drzewo) czy Applebaumów (jabłoni). Ich potomkowie stanowią obecnie dość liczną społeczność w rozmaitych krajach, pomimo iż nie są ze sobą spokrewnieni. W stosunku do tutejszych ziem władze nie były aż tak ekscentryczne, przesyłając pisemne polecenia, zwane w ówczesnym języku „groźbami prawnymi”. Widać w nich przede wszystkim wyrażany odgórnie nacisk na podniesienie potencjału gospodarczego włączonych do Prus ziem.

gassyGassy na zdj. Ł. M. Stanaszka

W związku z utworzeniem komory celnej w Gassach, począwszy od roku 1797 władze pruskie żądały, aby przejazd przez dobra oborskie drogą do Karczewa był w żaden sposób nieograniczony. Jednocześnie rokrocznie upominano rządcę w Oborach, aby naprawiał i utrzymywał w odpowiednim stanie drogę wiodącą do promu, wiodącą przez ówczesną wieś Borek do Gassów (obecnie podobnie jak wieś Borek, w której miejscu obecnie jest Parcela, droga ta nie istnieje, choć jeszcze podczas I Wojny Światowej toczono o nią walki w Maryninie). Droga zyskała miano „celnej”, bowiem w Gassach ulokowano komorę celną, a codziennie pokonywali ją z Obór do Gassów pruscy „oficjeliści”, których obecnie nazwalibyśmy celnikami. W roku 1800 na Obory nałożono obowiązek wybudowania dla nich oddzielnego domu w Gassach, widać codzienna droga z Obór dała im się we znaki, a zapewne również powodowała odprawy w narastającej wymianie handlowej. Z początkiem XIX wieku Gassy stały się trzecią po Bielawie i Jeziornie Królewskiej wsią w tych okolicach. Wpływ na to niewątpliwie miał tutejszy przewóz i handel z Karczewem. Przy okazji prusacy zadbali nie tylko o drogi przewozowe, znieciepliwieni kiepskim stanem połączenia Jeziorny Oborskiej z Jeziorną Królewską zażądali by Obory w dawnym korycie rzeki wybudowali drogę umożliwiającą swobodną przeprawę. Był rok 1804, być może gdyby pruskie panowanie potrwało dłużej na Jeziorce wzniesiony zostałby most.

Jednakże już pod koniec roku 1806 na rynek w Piasecznie wgalopowała kawaleria marszałka Masseny, a nocą do Warszawy przybył cesarz, po tym jak pokonał Prusaków w dwóch bitwach. Wkrótce narodziło się Księstwo Warszawskie, przez półtorej roku mające granicę z Austrią. Niestety o jej funkcjonowaniu z powodu braku dokumentów niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć. A potem… cóż, reszta jak to mawiają, jest historią. O której można poczytać we wpisie o wojnie na Urzeczu.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

Życie na granicy (1)

ksunder

Ostatni wpis o Jeziorce zatytułowany „Rzeka Graniczna” przypomniał mi, iż do dnia dzisiejszego granicę gminy Konstancin-Jeziorna stanowi Wisła. Obecnie rozdziela ją od Karczewa, niegdyś biegla nią granica majątków ziemskich, oddzielając dobra Obór, Bielawy i Jeziorny od Miedzeszyna, Falenicy czy posiadłości Bielińskich. Wisła do niedawna dzieliła jedynie umownie, łącząc mieszkańców obu jej brzegów, o czym obeznani z Urzeczem doskonale wiedzą i przeczytać mogą w jednym ze dawnych tekstów – Życie nad Wisłą. Był jednak czas, gdy Wisła w tej okolicy stanowiła granicę państwową, a tutejsze miejscowości zyskały status osad nadgranicznych.

Postanowienia rozbiorowe spowodowały, iż począwszy od roku 1795 (a de facto 1796, bowiem kilka miesięcy zajęło wprowadzenie ich w życie i wycofanie wojsk rosyjskich) obszar dawnych dóbr Bielińskich na prawym brzegu Wisły przypadł Austrii. Granica z Prusami na prawym brzegu Wisły u ujścia Świdra skręcała ku północy, kto ciekaw niech zerknie na mapę, śladem dawno zapomnianych podziałów jest choćby ulica Graniczna w Wesołej. Lewy brzeg znalazł się w całości na terenie prowincji Prus Południowych. Państwo pruskie przyniosło zupełnie nowy system administracyjny i porządek prawny, nakładający na właścicieli dóbr ziemskich nowe obowiązki. Zaś w epoce rewolucyjnej i napoleońskiej tereny nadgraniczne stały się miejscami pod szczególnym nadzorem.

Stara olęderska grobla nad Wisłą (zdj. Z. Skrok)

O ile dawna stolica Polski i jej najbliższe okolice stały się w państwie pruskim odległą prowincją, a Warszawa w ciągu niecałej dekady pruskich rządów znacznie się wyludniła, tracąc stopniowo status wielkiego miasta i przekształcając się w niewielkie prowincjonalne miasteczko, pruskie władze wkładały sporo wysiłku w przekształcenie zaanektowanych ziem. Stąd między innymi opisywana niegdyś kolonizacja niemiecka, a także nacisk na rozwój gospodarczy wywierany odgórnie na włascicieli dóbr ziemskich. Nie jest tajemnicą fakt, iż w owym czasie ziemie dawnej Rzeczpospolitej stanowiły ledwie wspomnienie po czasach gdy w XVI wieku stanowiły spichlerz Europy. Gdy w roku 1806 wkroczył tu Napoleon po raz pierwszy w Europie miał problem z aprowizacją armii. Nie wyprzedzajmy jednak faktów, jednak stąd właśnie budowa wiatraków i osuszanie bagien jakie wprowadzać zaczął pruski rząd, budując kanały i rozbudowując infrastukturę drogową. Przedstawiciel Prus za swą siedzibę obrał Czersk, gdzie wysiłki swe skupił na sekularyzacji dóbr kościelnych w Górze Kalwarii i najbliższych okolicach. Szybko jednak jego uwagę zwróciła niewielka miejscowość leżąca na terenie dóbr oborskich, nosząca dziwaczną nazwę Gassy, w której funkcjonowała przeprawa promowa, czyli przewóz.

Gwoli przypomnienia, w dawnej Polsce mostów było niewiele, bowiem im nie ufano, przez rzeki przeprawiano się właśnie przewozami. Tym samym miały one znaczenie strategiczne, umożliwiając przeprawienie armii. Jeśli uświadomimy sobie, iż najbliższe stałe mosty prócz Warszawy znajdowały się w Toruniu i Puławach uświadomimy sobie jak był on istotny. Oczywiście funkcjonowały także lokalne przeprawy takie jak w Wilanowie czy Górze Kalwarii, jednak wartość tego w Gassach była niepomierna. Po drugiej stronie rzeki znajdowało się bowiem miasto Karczew, wcześniej stanowiące punkt wymiany handlowej. Jeszcze przed rozbiorami przez Obory ze szlaku Warszawa-Czersk wiodła z niego bita droga ku przeprawie, zwana drogą do Karczewa. Teraz stało się jeszcze bardziej ważne, a to z powodu faktu iż znalazło się w Austrii, a co za tym idzie wzajemne relacje handlowe nabrały znaczenia z powodu podaży towaru i różnic cenowych, wynikających z taryf. Szczegółowe stawki wymagałyby oddzielnego zbadania, dość że Austria cliła choćby drewno spławiane z Krakowa do dobr Oborskich, z kolei Prusy przewozone płody rolne. Fakt, iż biegł tędy ważny szlak handlowy, po ustanowieniu granicy sprawił, iż jego waga wzrosła niepomiernie.

gillyGranica między Prusami a Austrią w roku 1802. Mapa sporządzona przez pruskich kartografów, prawy brzeg Wisły stanowi więc białą plamę

Karczew stał się nagle istotnym punktem na mapie, weźmy pod uwagę, iż po postanowieniach pokoju w Campo Formio w roku 1797 znajdował się w tym samym państwie, w którym leżała wówczas Wenecja, zaś pobliskie Gassy w kraju, którego stolicą był Królewiec. W zasadzie wypadałoby zacząć od działań jakie podjęli Austriacy w Karczewie, z racji faktu, iż jest on miastem, niestety w świetle braku dokumentów niewiele da się na ten temat powiedzieć. Z pewnością także ustawiono tu komorę celną, skoro analogiczne działania podjęli Prusacy.

Pruskie władze rządzić zaczęły za pośrednictwem właścicieli ziemskich, wydając im polecenia, których realizacji oczekiwały. O ile dla większości posiadaczy ziemskich na terenie dawnej Rzeczpospolitej takie rządowe wytyczne stanowiły novum, wykraczały bowiem poza obowiązujące dotychczas prawa choćby naprawy dróg, istniejące od czasów średniowiecza, hrabia Michał Potulicki jako posiadacz Potulic i innych dóbr leżących na terenie Prus, znał już powyższe obowiązki. W XIX wieku stały się one z czasem normą w późniejszym Królestwie Polskich, przyjmując postać szarwarków, jednak w roku 1796 były wzglednie nowe. Jako tytularny przedstawiciel właściciela Obór (przypomnieć należy, iż Urszula Wielopolska rezydowała na stale w Austrii, czyli w Pieskowej Skale pod Krakowem, cedując na swego siostrzeńca własność majątku, stanowiącego jego przyszły spadek) odpowiadał on za porządek na należących do niego ziemiach, stanowiąc także władzę sądowniczą dla ich poddanych. Władze pruskie czujnie monitorowały sytuację na granicy, kierując stosowne pisma do rządcy Obór, w szczególności w zakresie narastającego stopniowo przemytu, a co za tym idzie uszczupleniem dochodu z cła. Nakazywały wzmocnienia ochrony granicznej, w związku z wydarzeniami międzynarodowymi.

A jak w praktyce wyglądało życie na terenie przygranicznym w latach 1796 -1809? O tym w następnym wpisie.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci