Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : przewoz

Wojna na Urzeczu

ksunder

W tym roku obchodzić będziemy stulecie wybuchu I Wojny Światowej, a co za tym idzie opisywanej na tym blogu bitwy toczonej jesienią na linii rzeki Jeziorki. Lecz mijają także inne okrągłe rocznice rozmaitych zapomnianych bitew, które wywarły duży wpływ na losy tych okolic, a nie trafiły na karty podręczników historycznych. Tym razem cofnijmy się o 205 lat, bowiem za nami okrągła rocznica bitwy pod Raszynem. W zasadzie większość kojarzy mgliście jedynie nazwę miejscowości, pod którą w dniu 19 kwietnia 1809 roku doszło to bitwy, niektórzy pamiętają, iż stoczyły ją wojska Austrii i Księstwa Warszawskiego. Lecz prócz pasjonatów historii wojskowości i epoki napoleońskiej, mało kto zdaje sobie sprawę, że bitwa nie zakończyła się rozstrzygnięciem. Jej bezpośrednim skutkiem była wojna na obu brzegach Wisły, zakończona kolejną bitwą, której skutki miały o wiele większe znaczenie.

 

Bitwa pod Ostrówkiem, rekonstrukcja w roku 2009. Zdjęcie Krzysztofa Radzikowskiego za stroną dobroni.pl.

W roku 1809 granica między Księstwem a Austrią biegła wzdłuż Wisły aż do ujścia rzeki Świder, skąd kierowała się ku północy. W Gassach od czasów zaboru pruskiego znajdowała się komora celna, gdzie sprawowano kontrolę graniczną, utrzymaną po utworzeniu Księstwa Warszawskiego. Leżące na prawym brzegu Wisły Karczew czy Otwock Wielki znajdowały się w Cesarstwie Austriackim, czyli tym samym państwie, w którym leżała ówczesna Wenecja. Wszystkie wsie i miejscowości położone nad Wisłą w dawnym powiecie czerskim stanowiły więc osady nadgraniczne, z tego tytułu na ich wójtów i burmistrzów nałożono specjalne obowiązki. Lecz już 20 kwietnia granica przestała istnieć. Podczas gdy książę Józef Poniatowski negocjował po Raszynie oddanie Warszawy, oddziały generała Mohra szerokimi podjazdami zajmowały kolejne miejscowości; z Wilanowa wojska skierowały się na południe opanowując teren obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. Austriacy nie osiągnęli zakładanego celu, bowiem nie udało im się zniszczyć przeciwnika, który wycofał się na Pragę. Dążyli do bitwy, w której zniszczą armię Księstwa; w tym celu musieli jednak przekroczyć Wisłę, co stanowiło problem, bowiem most w Warszawie pozostawał pod kontrolą Polaków, najbliższe zaś leżały w Toruniu i Sandomierzu. Chcąc wykorzystać pośpiech i zaskoczenie, by nie dopuścić do przegrupowania armii Księstwa, zdać się należało na przewozy.

Pruska mapa znana jako Gilly-Von Cron z przełomu XVIII - XIX wieku. Po ustanowieniu Księstwa Warszawskiego z ziem zaboru pruskiego granica z Austrią pozostała bez zmian (na pomarańczowo), podobnie granica powiatu warszawskiego i czerskiego (na zielono)

Podczas gdy oddziały Poniatowskiego wycofywały się z Warszawy, wyzywane od zdrajców, bowiem tak ludność odebrała poddanie miasta, Mohr z wydzielonym oddziałem skierował się przez Piaseczno na południe. W dniu 23 kwietnia rozpoczął przeprawę w Gassach do miejscowości Przewóz i w Górze Kalwarii do Ostrówka. Nie było to łatwe, bowiem galary nie były przystosowane do przewozu wojsk; jak zanotowano „Rzeka była wezbrana i wzburzona po wiosennych roztopach, wiał silny wiatr, padał deszcz, brakowało promów, a przewoźnicy uciekli”. Stąd też ponowne zgromadzenie oddziałów w punkcie zbornym w austriackim Karczewie zajęło ponad dobę. Dopiero po południu 24 kwietnia Mohr był w stanie wyruszyć w kierunku Pragi, lecz było już za późno na zaskoczenie Polaków. Gdy usiłował oblegać tę miejscowość został odrzucony pod Grochowem przez odsiecz nadeszłą spod Modlina. Oddziały austriackie poszły w rozsypkę i wycofały się w rejon Karczewa, gdzie Mohr umocnił się za rzeką Świder, między Świdrami a Mlądzem. Dla księcia Ferdynanda dowodzącego wojskami austriackimi jasnym stało się, iż aby pokonać armię Księstwa, niezbędne będzie przerzucenie na drugi brzeg większości wojsk, co nie było możliwe przy użyciu funkcjonujących w tych stronach przewozów. Zwłaszcza, iż gdy Mohr otrzymał polecenie powrotu na lewy brzeg, podczas przeprawy pod Gassami rozbiła się jedna z tratew i utonęło wielu wołoskich żołnierzy.

Fragment pomnika w Ostrówku wystawionego w 200 rocznicę bitwy dzięki staraniom tamtejszego proboszcza i 3 Pułku Piechoty X-twa Warszawskiego (zdjęcie ze strony 12 pułku piechoty)

W tej sytuacji 26 kwietnia arcyksiążę Ferdynand przybył do Góry Kalwarii i polecił aby rozpocząć budowę mostu w tej miejscowości. Zarekwirowano materiał u miejscowej ludności, patrole odbierały mieszkańcom okolicznych wiosek wszelkie łódki, galary, liny i kotwice. Drzewo na budowę wycinano w lasach wilanowskich, obecnie znanych bardziej jako chojnowskie, bowiem w owym czasie należały do dóbr Wilanowa. Prace przy budowie mostu łyżwowego posuwały się szybko, jednocześnie do jego obrony na prawym brzegu we wsi Ostrówek wzniesiono szaniec, który mógł pomieścić 1000 ludzi. 2 maja budowa była już na ukończeniu i zachodziła obawa, iż już kolejnego dnia Austriacy zaczną przerzucać wojska. Polacy byli świadomi niebezpieczeństwa, bowiem w tym samym dniu Świder przekroczył oddział generała Michała Sokolnickiego, który zajął Karczew, czy też wyzwolił po 15 latach austriackiego panowania, a następnie stanął w Glinkach. Stamtąd wysłał posła w osobie kapitana Siemiątkowskiego, posługującego się  podczas poselstwa wyłącznie językiem francuskim. Austriacy w jego obecności nie krępowali się więc mówić po niemiecku będąc pewni, iż nie rozumie ich rozmów, choć było inaczej. Dzięki swej znajomości niemieckiego dowiedział się, iż most i szaniec są na ukończeniu. Powrócił z tą informacją do generała Sokolnickiego wiedząc, iż nie mają już manewru.

Reszta jak mawiają jest historią. Nie będę tu opisywał szczegółowo przebiegu bitwy, bowiem znaleźć ja można w wielu książkach i na licznych stronach internetowych, dość że po północy 3 maja oddziały polskie przypuściły atak na szaniec z trzech stron; od Kępy Glinieckiej, Ostrówka i wsi Kosumce, wykorzystując zasłonę w postaci łurzyckich łęgów i szuwarów. Żołnierze założyli długie płaszcze, aby rozpoznawać się w ciemnościach, następnie zaatakowali przy użyciu bagnetów. Bitwa była krwawa, a gdy rozwidniło się, Austriacy rozpoczęli ostrzał ze skarpy w Górze Kalwarii. Wreszcie nad ranem książę Fryderyk polecił zniszczyć most, w obawie by Polacy nie przekroczyli Wisły i nie zaatakowali wycofujących się sił. W rozkazie dziennym książę Józef Poniatowski ogłosił, iż w symbolicznym dniu 3 maja Polacy stali się panami całego brzegu Wisły.

W przeciwieństwie do bitwy pod Raszynem zwycięstwo było pełne, przy stratach własnych około 170 ludzi, Polacy zabili 500 Austriaków i wzięli ponad 1000 do niewoli. Lecz co najważniejsze, uniemożliwili Austriakom przekroczenie Wisły i otwarli sobie drogę do Galicji. Rozpoczęło się natarcie na południe, podczas którego w maju wyzwolono Lublin, Sandomierz i Zamość. Na Urzeczu wciąż trwały potyczki, mimo iż główna kampania toczyła się już w innej części kraju. W dniu 21 maja doszło do potyczki pod Wilanowem, gdy na Kępę Zawadzką, w pobliżu osad olęderskich Kępy Wołowej i Suchej Trawy oraz wsi Okrzeszyn przeprawił się przez Wisłę polski oddział. Austriacy zostali odparci, a Polacy przeprawiali się już coraz śmielej na lewy brzeg Łurzyca. W tej sytuacji na początku czerwca Austriacy opuścili Warszawę.

Zbiorowa mogiłą w Ostrówku (zdjęcie ze strony 12 pułku)

Mało kto pamięta o bitwie pod Ostrówkiem, choć jej znaczenie jest nie do przecenienia. Zaś w gąszczu obfitej literatury na temat 1809 roku wyróżnia się powieść „Popioły” Stefana Żeromskiego. Warto zajrzeć tam choćby dla opisu bitwy toczonej w tych stronach, które późniejszy mieszkaniec Konstancina poznał z autopsji. Ja zaś przytoczę na zakończenie piękny fragment na temat Urzecza, w którym autor pięknie uchwycił istotę tych stron:

„Łęgi nadwiślańskie, obryte już runią wiosenną, cudowny wystawiały widok. Kwiat jary je ubarwił. Iwina przydrożna wypuściła z pniów jasne rózgi. Rozlana struga Jagodna tworzyła modre jeziorka i pasmugi świetliste, po których wiosenny wietrzyk chwiał i przeganiał śliczne fale. Obfitość wikliny podała wieśniakom sposób wygrodzenia dróg, ścieżek, gumien i sadów. Każde siedlisko było jak świat odrębny. Bielone chaty świeciły się między rozkwitającymi drzewami. Zamożność, chłopskie bogactwo wiało z każdego kąta, dobytek przelewał się przez próg i płot. Po zapłociu stali parobcy jak dęby, dziewczęta jak łanie, lud oswojony z hukiem wylewów Wisły, z grozą i niebezpieczeństwem.”


Literatura:

  • PAWŁOWSKI Bronisław, Historia wojny polsko-austriackiej 1809 roku, Warszawa 1935
  • ROMAŃSKI Romuald, Raszyn 1809, Warszawa 1997
  • SKWARA Roman, Bitwa o szaniec pod Ostrówkiem w maju 1809 roku (w:) Karczew. Dzieje miasta i okolic red. L. Podhorodecki, Karczew 1998, s.65-70

Bardzo dobry i szczegółowy opis bitwy znaleźć można tutaj:

http://napoleon.org.pl/bitwy/gora.php

lub tutaj http://pulk12.pl/epoka/cesarskim-sladem/polska/184-bitwa-pod-ostrowkiem-gora-kalwaria-3-maja-1809.html

Wspomnę jeszcze, ze w dniu 11 maja 2014 roku o godzinie 14 w Ostrówku odbędzie się pokaz musztry i prezentacja (niestety w tym roku jedynie na planszy) przebiegu bitwy.

Prom w Gassach (2)

ksunder

Po wielkiej powodzi w wieku XVIII koryto wiślane ustala się na nowo, przewóz zaczyna być sprawowany w Gassach, gdzie pozostanie już do końca swej historii. Brzeg Wisły jest wówczas nieco przesunięty, rzeka płynie dużo bliżej Karczewa niż obecnie. Pod miastem tym istnieje pal, przystań rzeczna dla statków, zapewne nieopodal wioski Przewóz, obecnie stanowiącej część Karczewa. Jasnym jest skąd wieś bierze swą nazwę, z czasem dojdzie do niej przymiotnik Karczewski, nim zostanie wchłonięta przez miasto. Dopiero w połowie XX wieku przewyższy liczbą mieszkańców Gassy, lecz wówczas w zasadzie będą się tam osiedlać mieszkańcy miasta, jeszcze w XIX będzie miał tylko 69 mieszkańców, podczas gdy Gassy ponad 200. Gassy będą wówczas jedną z trzech największych miejscowości tych okolic, wraz z Bielawą i Jeziorną. Wpływ na powyższe mieć będzie właśnie funkcjonowanie w tej miejscowości przewozu, który od XVIII wieku sprawi, że Gassy będą jedną z ważniejszych wsi tych okolic, gdy przewozem wędrować będzie się na karczewskie jarmarki i targi. W ówczesnych aktach droga prowadząca z Obór do Gassów (biegnąca wówczas w innym miejscu niż obecna) zwana będzie wręcz „drogą do Karczewia”. Co także pokazuje nam, iż ówczesny prom był dla współczesnych tym samym, co dla nas mosty rozpięte nad rzekami.

Prom w Gassach w pierwszej połowie XX wieku (zbiory NAC)

W owym czasie prowadził z Gassów gościńcem do przewozu niewielki mostek, od wsi prom oddzielało starorzecze. U przewozu stoi wówczas karczma, jedna z największych w dobrach oborskich, gdzie oczekując na przeprawę zamówić można piwo i gorzałkę. Zbieraniem pieniędzy za przewóz zajmuje się tutejszy karczmarz, który płaci z tego tytułu wraz z pieniędzmi za arendę (dzierżawę) karczmy ustaloną kwotę do dworu w Oborach. Przewoźnicy podlegają karczmarzowi. Podobna karczma istnieje po drugiej stronie, we wsi Przewóz. Z czasem między nim a Gassami wyodrębni się wyspa, na której przez jakiś czas funkcjonować będzie karczma należąca do dóbr otwockich, niegdyś znajdująca się we wsi Przewóz. Wreszcie wpadnie w Wisłę, jak i wiele innych karczem, w Nadbrzeżu czy Kępie Oborskiej.

Przewoźnicy w dobrach oborskich wywodzą się z Gassów. Przewóz dokonywany jest przy uzyciu dwóch „pramów”, czyli promów, które mogły pomieścić „fur 4 pojedyńczych a ludzi 100”. Prócz nich używane są tu czółna, lecz pod nazwą tą kryje się nieco większa jednostka, niż moglibyśmy sądzić, bowiem w połowie XIX wieku w Wilanowie zanotowano, iż czółnem można dokonać przewozu bryczki. Jest jeszcze szpiczak… Pod tą tajemniczą nazwą kryje się jednostka niespotykana nigdzie poza Urzeczem, trudno także dociec jej rozmiarów. P. Jagoda Klim z Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku podpowiadała, iż może chodzić o spotykaną wzdłuż środkowej Wisły łódź zwaną lejtakiem, jednakże była ona łodzią rybacką, szpiczak zaś powiązany jest z przewożeniem ludzi. Zatem biorąc pod uwagę nazwę ewidentnie powiązaną z kształtem (szpicem), możemy sądzić, że to jakaś tutejsza odmiana pychówki, którą dokonywano przewozu… Wspomnę, iż łodzie te wykorzystywano także w innych miejscach. Po zakończeniu prac na przewozie w Gassach przenoszono je do miejsc nieco mniej wymagających niż Wisła i służyły jeszcze przez lata na jeziorze cieciszewskim oraz na Jeziorce, między Jeziorną Królewską i Jeziorną Oborską. Jak dotąd brak informacji o tym, aby w dobrach oborskich znajdował się szkutnik, zapewne okazyjnie korzystano z szkutników w dobrach Bielińskich mieszkających w Nadbrzeżu, bądź wspomagano się doraźnymi naprawami dokonywanymi przez tutejszych traczy, czy wędrownych flisaków i oryli.

<

Prom na łachę wilanowską, Wilanów-Morysin, pocz. XX wieku (tygodnik "Świat")

W XIX wieku przewozy przechodzą w prywatne ręce, co oznacza, iż miast jak dotąd być utrzymywane przez właścicieli dóbr ziemskich, wolą oni pobierać stałą opłatę, zamiast opłacać naprawy i budowę nowych promów. W dobrach wilanowskich Potockim nie opłaca się już utrzymywać promu i przechodzi on w ręce prywatne, zapewne podobnie dzieje się i w Gassach. Po roku 1867 promy, które pozostały w rękach dziedziców, przeszły w kompetencję powstałych gmin. Wraz z XX wiekiem prom w Gassach przeżył swój rozkwit. Nowo powstałe letniska takie jak Otwock czy Falenica stały się miejscem, gdzie można było uzyskać stały dochód na tamtejszych targowiskach. Podobną rolę pełnił Karczew, będący dla mieszkańców nadwiślańskich wsi najbliższym miastem. Przeprawa promem stała się częstą rzeczą dla wielu tutejszych mieszkańców, zdążających w odwiedziny do swych rodzin jak również na liczne targi i jarmarki. Po dziś dzień starsze pokolenia na prawym brzegu Wisły wspomina pochodzące z lewego owoce i warzywa.

Druga wojna światowa zahamowała nieco działalność promu, wówczas już przystosowanego do przewozu samochodów. Cena za ich przejazd była dwukrotnie większa niż za przejazd wozem – w roku 1936 wynosiła odpowiednio 2 zł od załadowanego pojazdu i 1 zł od wozu. Ceny te ustalała gromada w Gassach-Kopytach, nie mogły jednak przekroczyć ustalonych urzędowo stawek. Wraz z wybuchem wojny rolę promu przejął most Ciszyca-Świdry, wybudowany kilka miesięcy wcześniej. Jednakże we wrześniu 1939 roku piękną kartę zapisali tutejsi przewoźnicy, o czym można poczytać w TYM MIEJSCU. Kilkanaście lat po wojnie prom zlikwidowano, obecnie tutejszym mieszkańcom trudno przypomnieć sobie czy miało to miejsce pod koniec lat pięćdziesiątych czy na początku sześćdziesiątych. Likwidacja promu i dostępu do targu w Otwocku sprawiła, iż zaczęto jeździć do Warszawy.

Prom w Gassach w roku 1939 (zbiory Ł. M. Stanaszka)

Obecnie podjęta została kolejna próba reaktywacji promu, który choć istniał przez wiele wieków, w ciągu ostatniego półwiecza zniknął trwale ze świadomości mieszkańców. Czy będzie to próba udana zobaczymy, na pewno z dużą radością przywitam jak większość osób z lewego brzegu związanych z tą okolicą możliwość łatwiejszego udania się do Karczewa, Nadbrzeża czy Otwocka Wielkiego, do których dotąd udawać się trzeba było mostem w Górze Kalwarii. Choć trudno przypuszczać, by powróciły znane mi z rodzinnych opowieści czasy, w których żył będący przewoźnikiem mój pradziadek…

Ostatni prom stanowi zresztą dach stodoły u jednego z ostatnich przewoźników w Gassach-Kopytach. A my zakończmy pięknym cytatem z książki Łukasza Maurycego Stanaszka „Na Łużycu. W zapomnianym…” przepięknie oddającym zapomnianą atmosferę tamtych dni, gdy między Zbytkami a Siekierkami, Gassami a Przewozem, Górą Kalwarią a Ostrówkiem i Brzuminem i Piwoninem przepłynąć można było promem:

„Jeszcze całkiem niedawno można było usłyszeć po Nadwiślu gromkie okrzyki ludzi oczekujących na łódkę lub krypę na sąsiednim brzegu rzeki: Zawisła! Dawaj łódki, przewozu! I zaraz – o ile przewoźnik nie przysnął lub nie popił – pośpieszne odpowiedzi: Jade, Jade! W okolicy Karczewa na zawołanie zza Wisły – Przewozu, przewozu! – dało się czasem posłyszeć z roześmianych ust młodych chłopców: Czekaj chamie do mrozu! Ot folklor wiślany, który bezpowrotnie przeminął”


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Obory
  • AGAD, Archiwum Komierowskich
  • Ł. M. Stanaszek, Na Łużycu. W zapomnianym regionie etnograficznym nad Wisłą, Warszawa-Czersk 2012

Dłuższa historia tutejszego promu przygotowana została do druku w "Roczniku Karczewskim". Dlatego w powyższym tekście pominięto wiele szczegółów, a także nierozerwalny związek rozwoju Karczewa z tutejszym przewozem.

Prom w Gassach (1)

ksunder

Mówiąc o przeprawie promowej w pierwszej kolejności musimy zmienić swoje przyzwyczajenia, które sprawiają, że traktujemy promy jako coś rzadko spotykanego i w dużej mierze stanowiącego atrakcję turystyczną. Jeszcze do połowy XX wieku promy stanowiły zwyczajową przeprawę przez większość rzek, a na mapach samochodowych oznaczano je jako równorzędne do mostów. Zaś aż do XIX wieku mosty były wręcz czymś zwodniczym i niepewnym, traktowanym mocno podejrzliwie, bowiem dopiero miała nadejść umiejętność budowy trwałych konstrukcji na zamarzającej Wiśle, która podczas przyborów wody niszczyła wszystko na swej drodze. Podążając wzdłuż Wisły znajdziemy wiele miejscowości mających „Przewóz” w swej nazwie. Zresztą nie tylko na Wiśle, do końca owego wieku nie było mostu nawet choćby na przepływającej przez Konstancin rzece Jeziorce, przy niskim stanie wody przeprawiano się brodem, lecz przez większą część roku między Jeziorną Królewską a Jeziorną Oborską sprawowano przewóz.

Przejdźmy zatem do tytułowej przeprawy, bowiem jej historia jest o wiele starsza niż dzieje miejscowości Gassy. Istnienie dogodnego miejsca do przekroczenia rzeki w tej okolicy wiązać możemy co najmniej ze znajdującym się w tych stronach co najmniej od 1236 roku grodem w Cieciszewie, choć tak przeprawa mogła funkcjonować tu dużo wcześniej, podobnie jak i zapewne istniała już wcześniej osada Ciecisza. W owym czasie umocnione punkty powstawały wzdłuż ważnych szlaków, w miejscach umożliwiających przekroczenie rzeki, bowiem były to miejsca niezmiernie ważne strategicznie. Umożliwiały sprawowanie kontroli nad podążającymi na drugą stronę rzeki, a także zorganizowanie obrony i zatrzymanie przed jej przekroczeniem atakującego nieprzyjaciela. Nieopodal Wilanowa znajduje się wieś Zawady, której nazwę Aleksander Gieysztor wiązał wręcz z istnieniem w tym miejscu w czasach wczesnośredniowiecznych przeszkody w postaci obronnego miejsca uniemożliwiającego przekroczenie rzeki. Nota bene jest to kolejne miejsce, w którym przez wieki sprawowano przewóz… Jeśli przyjrzymy się uważnie mapie nadwiślańskich miejscowości w tamtego okresu odkryjemy, że wszystkie znajdują się w takich miejscach, położone wzdłuż szlaku handlowego oraz wiślanych przepraw, jak Jazdów, Góra (Kalwaria) czy Zawichost… Bo o ile nie jest relatywnym problemem przeprawić się na drugi brzeg naprędce zbudowaną łodzią, to sposób ten nie umożliwia przeprawienia wozów kupieckich, czy też oddziałów. Stąd też na każdej rzece, nie tylko kapryśnej Wiśle, niezbędne jest do tego dogodne miejsce, charakteryzujące się mniej wartkim nurtem, gdzie jeśli brak jest brodu, możliwa będzie bezpieczna przeprawa. Wszystkie założono wzdłuż szlaku handlowego prowadzącego na Ruś, strzegąc go jednocześnie dzięki niemu następował ich rozwój ekonomiczny.

Druga połowa XVII wieku i wspomniany dawny przewóz z Zawad. Przez kolejne wieki funkcjonował będzie w innym miejscu jako prom w Wilanowie.

Cieciszew początkowo leżał nad Wisłą, tędy przeprawiano się do ówczesnej Dudy i Otwocka, a związki między tutejszymi rodami były dzięki przewozowi bliskie. W roku 1429 Dadźbóg z Cieciszewa sprzedał Pawłowi z Otwocka Wielkiego „nywę otwocką”, być może część wsi Ostrowiec, z kolei Piotr z Otwocka dzięki żonie Fechnie, posiadaczce części Cieciszewa i Łyczyna stał się dziedzicem tutejszych działów. Wisła dokonać miała jednak wkrótce dużo większej zmiany. W XV wieku zmieniła swój bieg dość znacznie, co sprawiło, że swą lokalizację zmienić musiała także przeprawa. Choć odsunęła się od Cieciszewa wciąż pozostawała w należących doń dobrach, miejsce przewozu musiało być z racji warunków naturalnych mocno konkurencyjne i atrakcyjne. Choć w roku 1502 starosta piaseczyński Stanisław Oborski otrzymał od książąt mazowieckich prawo do sprawowania przewozu i pobierania z tego tytułu opłat w dobrach chabdzińskich (Habdzin wraz z Opaczą), jednakże wzmianki o funkcjonowaniu takiego miejsca nie pojawiły się w ówczesnych dokumentach, w przeciwieństwie do przewozu wymienionego w dobrach cieciszewskich, w okolicy obecnej miejscowości Gassy (nota bene założonej w tym czasie). W roku 1521 po raz pierwszy wzmiankowano istnienie przewozu, wokół którego zamieszkało kilku osadników. Jednakże nie leżał jeszcze wówczas w Gassach, a raczej gdzieś nieopodal późniejszej wsi Kopyty, którą obecnie można odnaleźć na mapie jako Gassy-Kopyty, wówczas jeszcze nie istniejącej. Przez kolejne stulecie przewóz sprawowany będzie w tym miejscu, stanowiącym część wielkiej wsi Kozłów. W wieku XVII znajdziemy tam wielu mieszkańców noszących przydomki związane z wykonywanym przez nich zawodem takich jak Przewoźnik czy Przewoźniczek. Znaczenie przeprawy w tym miejscu wzrasta wówczas niewspółmiernie w stosunku do poprzednich wieków, bowiem w roku 1548 na prawym brzegu lokowane zostaje miasto Karczew. Na najbliższe kilka wieków miasto stanie się ośrodkiem handlowym tych okolic, co jednocześnie sprawi, że wzrośnie rola tutejszego przewozu.

 

Starorzecze w Cieciszewie, miejsce gdzie zapewne rozpoczęła się historia tutejszej przeprawy, gdy miejscowość położona była nad Wisłą.

Nim jednak do tego dojdzie Wisła ponownie zmienia swe koryto. Około roku 1715 wielka powódź zmienia całkowicie krajobraz Urzecza, dokonując znacznych zniszczeń. Nie tylko kościół w Cieciszewie przestaje istnieć, lecz również niewiele pozostaje po wsi Kozłów, której część zostaje zasypana wiślanym piaskiem, stąd też nadana jej zostaje nazwa Piaski. Zmiana koryta sprawia, że po raz kolejny okazuje się, iż dużo bardziej dogodne jest nieco inne miejsce, leżące opodal wsi Gassy.


Źródła:

  • AGAD, Obory

Bitwa o przeprawę

ksunder

Wrzesień 1939 roku to nie tylko historia bombardowania Konstancina, ale przede wszystkim okolicznych wsi nadwiślańskich. Początek wojny sprawił, iż drogi zapełnione zostały uchodzącymi z zawieruchy wojennej na wschód. Mieszkańcy Warszawy zaczęli uciekać przed bombardowaniami w kierunku Lublina. Przejście przez Wisłę zapewnial istniejący tu od niedawna most pontonowy, łączący od czerwca Ciszycę i Świdry Małe. Szybko droga ta stała się także celem intensywnych bombardowań i ataków na przemieszczających się nią ludzi, co po dziś dzień upamiętnia choćby kamień na jednym z podwórek we wsi Opacz, gdzie wyliczono imiona osób które wówczas zginęły.

Most był bombardowany od pierwszych dni września, wskutek czego cierpieli mieszkańcy gminy Jeziorna i przemieszczający się prowadzącą doń drogą. Wiele osób wspomina, iż czarny dym płonącego mostu widoczny był ze skarpy obok kościoła w Słomczynie. Mimo to saperzy i mieszkańcy Ciszycy i Świdrów Małych odbudowywali go i możliwe było korzystanie z niego, aż do dnia 6 września, kiedy zniszczono przęsła. Detonowały wówczas ładunki mające zniszczyć most po wycofaniu się Wojska Polskiego na wschód. Mimo, iż przystąpiono do ich naprawy, uchodźcy nie mogli z mostu korzystać i od tej pory kierowali się w stronę Gassów, gdzie przeprawą promową przewożono ludzi do Karczewa. Jak podczas każdej wojny na przestrzeni setek lat miejsce to było celem atakujących wojsk, jako niezmiernie ważna strategicznie przeprawa między Górą Kalwarią a Warszawą, umożliwiająca przeprawienie się przez Wisłę.

Droga w Gassach szybko zapełniła się ludźmi i powstał olbrzymi zator, jak wspominają pamiętający ten dzień, wyjątkowo dużo było pojawiło się cygańskich taborów. Cyganie w owym czasie jeździli często po okolicznych wsiach i pojawiali się na targu w Karczewie. Drogę blokowali ludzie uciekający wraz z dobytkiem usiłując przedostać się wozami na drugą stronę rzeki. Kolejna fala samolotów zbombardowała Gassy, gdzie jeden z mieszkańców zmarł po ranieniu odłamkami w nogę, a przewiezienie go kolejką do szpitala w Warszawie okazało się niemożliwe.

Zdjęcie niemieckich żołnierzy na promie, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż wykonano je w Gassach lub Przewozie (ze strony Na Łurzycu

8 września oddział kpt. Przybyłowicza dotarł do leżącej na wprost Gassów wsi Przewóz przygotowując się do obrony przeprawy przed nacierającą niemiecką 1 Dywizją Pancerną, której pododdziały pochodziły już do Wisły. Siły polskie ulokowano na prawym brzegu, zaś niewielki oddział rozpoznania znalazł się na lewym, tuż przy przeprawie. Mimo bombardowań i możliwości ataku przewoźnicy w Gassach uradzili, że będą przewozić wszystkich ludzi oboma promami, a dopiero na końcu przeprawią się sami, uciekając przez bitwą. Jednakże Niemcy wysłali przed atakiem zwiad piechoty, a jeden z polskich żołnierzy zobaczył na wale niemieckiego żołnierza i do niego strzelił. Niemcy odpowiedzieli ogniem i tak zaczęła się strzelanina, która zapamiętana została po latach jako bitwa o przeprawę promową. Przewoźnicy wraz ze znajdującymi się na Wiśle uciekli wówczas do Karczewa, skąd wrócili po dwóch dniach. Mieszkańcy Gassów schowali się w domach. Gdy strzelanina ucichła i Niemcy odjechali okazało się, że nad Wisłą leży czterech polskich żołnierzy ułożonych w koło głowami do siebie „jak wiatrak”, których ułożyli tak Niemcy. Żołnierzy pochowano w dole, gdzie po latach wybudowano pomnik. Jednakże wiele zwłok Niemcy zepchnęli na drugą stronę wału, zapamiętano iż zabić mieli dużo Cyganów, którzy nie chcieli porzucić swego dobytku. Podobno zginąć miało dużo niemieckich żołnierzy, jednakże wszystkich swych poległych Niemcy zabrali ze sobą.

Niemcy powrócili w nocy i podjęli próbę sforsowania rzeki na gumowych łodziach pod osłoną artylerii. Powstrzymani zostali wówczas przed pozostający na drugim brzegu oddział kpt. Przybyłowicza.

Gdy walki ustały ciała wyjęto z wody i część z nich udało się zidentyfikować, bowiem przyjeżdżali różni ludzie i zabierali swoich zmarłych. Jeszcze w październiku woda wyrzucała ciała polskich żołnierzy. Z polecenia niemieckich władz władze gminy Jeziorna chowały wszystkich we wspólnym grobie. Część ludzi pochowano anonimowo w dole, a niektórych przeniesiono po latach na cmentarz w Cieciszewie. W Gassach zaczęło stacjonować niemieckie wojsko.


Źródła i literatura:

  • wspomnienia mieszkańców wsi Gassy
  • Akta gminy Jeziorna, APW Oddz. Grodzisk Mazowiecki
  • korzystałem ze świetnego artykułu Pawła Sulicha o obronie mostu w Ciszycy-Świdrach Małych, nie chciałem więc powtarzać zawartych tam informacji. Artykuł można przeczytać tutaj:  http://www.jozefow.pl/ARCH/JNS/FILES/jns1109.pdf (strony 8 -9)

Pomnik znajdujący się w miejscu walki.Napis na tablicy głosi: "Wieczna chwała bohaterskim obrońcom Ojczyzny, żołnierzom polskim poległym w miejscu przeprawy promowej we wrześniu 1939 r. Społeczeństwo Miasta i Gminy Konstancin-Jeziorna 1 IX 1999"

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci