Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : dobra-oborskie

Tajemnice kaplicy Potulickich

ksunder

Ostatnio na blogu niewiele się dzieje, a powodów jest jak zawsze wiele, począwszy od uroków życia zawodowego, poprzez pracę zawodową, na aktywności wykrywkowców kończąc. Chodzący po polach z wykrywaczami metalu napastują mnie ostatnio coraz bardziej aktywnie, co bardziej bezczelni, kontaktują się ze mną prosząc o wskazanie miejsc, w których znaleźć można coś ciekawego, nie mając czasu czytać wszystkich tekstów na blogu. Jeden proponował nawet abym sfotografował mu mapę, na której zaznaczono tutejsze stanowiska archeologiczne. Łatwo można się domyślić co sądzę o takich propozycjach, choć niektórzy podejmują ze mną nawet próby dyskusji, że gdyby nie ich odkrycia, wszystkie znaleziska przepadłyby w ziemi i archeolodzy nie wiedzieliby jak wiele ciekawych rzeczy można tam odnaleźć, wyraźnie widać, iż nie mają pojęcia o czym piszą. Ale dość jasno uświadomili mi, że niestety wiele tekstów na blogu dotyczy zaginionych miejsc, o których dzięki mnie się dowiedzieli, co powoduje u mnie niechęć do wskazywania im kolejnych. Może i generalizuję, niesłusznie wrzucając do jednego worka wszystkich poszukiwaczy, ale ostatnio media doniosły o pewnym idiocie, który rozkopał średniowieczne grodzisko koparką.

Skoro dałem upust swym uczuciom, możemy przejść do treści wpisu, którą jest kaplica Potulickich. Miejsce to niezwykłe, podobnie jak i sam cmentarz położony na granicy Cieciszewa i Słomczyna. Kaplica stanowi zwieńczenie głównej alei, położona jest na jej zakończeniu, na niewielkim wzniesieniu, górując nad cmentarzem. Jest to jeden z najpiękniej położonych cmentarzy na Mazowszu, posiada w sobie ciszę i spokój, kryjąc się w cieniu starych drzew. Wiele osób mówi o magicznej sile jego przyciągania. Kaplica dawnych dziedziców Obór stanowi istotny element tej tajemnicy, Miron Białoszewski chadzał tu o północy, chcąc spotkać ducha. Wiele osób 1 listopada bezwiednie zapala tu znicz, lecz sporo osób pamięta jeszcze rodzinę, niektórzy wciąż mają dokumenty zakupu ziemi od hrabiny Marii tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Właściwie to kaplica Potulickich i skoligaconych z nimi Melżyńskich. Kilka lat temu szperając w archiwum odkryłem, iż wzniesiono ją dopiero pod koniec XIX wieku, fundacją Konstancji Skórzewskiej (czyli „matki chrzestnej” Konstancina oraz Stanisława i Marii Potulickich w latach 1893-96, nadając jej wezwanie Narodzenia Najświętszej Marii Panny i składając na jej utrzymanie depozyt 200 rubli srebrem, które zabrała rewolucja oraz dwie wojny światowe. Dlaczego więc w stellach wmurowanych w boczne ściany kaplicy widoczne są daty śmierci nawet o pół wieku wcześniejsze? Odpowiedź na to pytanie nie jest trudna. Do czasu wybudowania kaplicy ciała rodziny Potulickich składane były na miejscowym cmentarzu. Dlaczego nie w kościele, skoro byli patronami tutejszej świątyni w Słomczynie, siedzibie dawniejszej parafii cieciszewskiej? Prawo patronackie odziedziczyli wraz ze spadkiem po rodzie Wielopolskich, dla których dobra oborskie były jednymi z licznych majątków, spośród których głównym klejnotem była Pieskowa Skała. Stąd też w budowanym około roku 1724 kościele, konsekrowanym w roku 1739, grobów ich nie uświadczymy. Urszula Wielopolska testamentem przekazała dobra oborskie na rzecz młodocianego Kaspra Potulickiego w roku 1806. A to już praktycznie czas narodzin Księstwa Warszawskiego, które powstało w rok później. W nim to wydano rozporządzenie, by cmentarze zakładać w odległości od ludzkich siedzib i tak oto narodziły się cmentarze na Mazowszu jakie znamy obecnie, w tym tutejszy. Stąd i najstarszym pochowanym z Potulickich w tym miejscu będzie Kasper. O jego śmierci i pochówku donosiły w roku 1853 ówczesne gazety. Ciało złożono do grobu w ziemi, którą ukochał. W owym czasie Potuliccy posiadali dobra oborskie, w tym okoliczne wsie, co zmienić się miało dopiero po Powstaniu Styczniowym, gdy nastąpiło uwłaszczenie. Kolejnych przedstawicieli z rodu również składano na tutejszym cmentarzu, aż wybudowano rzeczoną kaplicę, do której przeniesiono doczesne szczątki. Usypano sztuczne wzniesienie, łatwo zauważyć skąd wzięto ziemię, bowiem na przedpolu kaplicy się ona obniża. W oryginalnym założeniu otoczenie kaplicy było puste, kaplica spoglądała na cmentarz poniżej, zupełnie jakby hrabiowie pełnili straż nad zmarłymi poddanymi. Grób mojego prapradziadka zmarłego w roku 1901 znajduje się w odległości kilkudziesięciu metrów od tego miejsca, znać że pochówków początkowo nie dokonywano w otoczeniu kaplicy.

Ale to nie koniec związanych z nią zagadek. Jeśli porównamy daty narodzin i śmierci członków rodu pochowanym w kaplicy wprawimy się w niewielką konfuzję. O ile prawidłowo oddano okres życia hrabiego Kaspra, już w przypadku jego małżonki Teresy z Melżyńskich dostrzeżemy znaczącą różnicę. Urodzić się miała 28 kwietnia 1795, podczas gdy w akcie chrztu stoi data późniejsza – 20 lipca 1797. Szybkie badanie genealogiczne przyniesie nam inne rewelacje, rzeczywistości nie odpowiada znaczna część podanych dat urodzenia złożonych tu członków rodu, zresztą w większości w wypadku ich nie ma i ograniczono się do podania wieku zmarłego, który zazwyczaj także nie odpowiada prawdzie, różniąc się o rok lub dwa lata od rzeczywistego. Cóż się stało, można zapytać?

Urodzin w wieku XIX jeszcze nie świętowano, okazją taką były raczej imieniny. Nie przykładano do tych pierwszych wagi, a w świecie pozbawionym dowodów osobistych i numerów PESEL, mało kto zwracał uwagę na datę przyjścia na świat. Odnotowywano ją w kościelnych księgach, lecz później niewielu do nich zaglądało. Stąd też w sposób niejako naturalny dochodziło do ujmowania sobie lat, niektórzy zapewne do końca życia nie wiedzieli, ile mają naprawdę, przyjmując jak im powiedziano w dzieciństwie, że było to „ze sześć lat temu”. Oczywiście im dalej w mroki historii tym gorzej, stąd nie dziwi nas, że rodzina Potulickich nie była do końca świadoma, kiedy urodziła się nestorka ich rodu, hrabina Teresa. Tak zanotowano w Oborach, inna data była w Niechanowie, lecz nikt tego wówczas nie sprawdzał, nie było po temu powodu.

Jutro 1 listopada i jak zawsze u stóp kaplicy zapłoną znicze, może także i wasze.

Tama na Jeziorce

ksunder

Kilka dni temu pojechałem obejrzeć ostatni most na rzece Jeziorce. Miejsce straciło nieco ze swej magii już kilka lat temu, gdy oczyszczono dzikie koryto. Most nie jest zabytkowy, ani szczególnie urodziwy, lecz przeznaczono go do rozbiórki. W jego miejscu zostanie wzniesiony nowy, obecny przetrwał ponad pół wieku. Kostka brukowa, która go pokrywa, została położona w latach pięćdziesiątych, podczas jego budowy. Wcześniej mostu nigdy tu nie było, jego istnienie stało się koniecznością, gdy pojawiła się w tym miejscu rzeka. Do połowy lat pięćdziesiątych Jeziorka do Wisły nie wpadała, znajdowały się tu nadwiślańskie pola, skryte za wałami. Za Bielawą rzeka skręcała ku północy, by wpaść do Wilanówki, która rozlewała się szeroko, obecnie stanowiąc niewielki strumyk. Śladem tej dawnej rzeczki jest mostek Obórkach, które przenosząc spod Obór w roku 1865 lokowano na lewym brzegu tej rzeki, na wprost wiekowego Habdzinka. Obórki wchłonęły swojego sąsiada i obecnie tej drugiej nazwy mało kto używa. My jednak wróćmy do Jeziorki, fakt iż wpada obecnie do Wisły, zawdzięczamy regulacji rzeki, którą pośrednio spowodowała wielka powódź roku 1947. Cofająca się wiślana woda podniosła poziom wody w Wilanówce, przepusty nie wytrzymały, aod Kępy Zawadowskiej aż po Okrzeszyn woda rozlała się za wałami. Wówczas zdecydowano, iż aby w przyszłości do tego nie dopuścić, należy Jeziorkę do Wilanówki rozdzielić, wykopano nowe koryto rzeki i otoczono je wałami, by regulować w ten sposób wodę. Od tamtej pory Wilanówka nie wylewa, sączy swe wody leniwie, jako niewielki strumyk.

P1220574Co jednak sprawiło, że Jeziorka wpadała do Wilanówki? Most jest dobrym pretekstem by o tym opowiedzieć. Pokrótce przypomnę jedynie, że nie uregulowana wałami Wisła zmieniała swe koryto często, wycinając nowe i sprawiając, że ziemie należące do Obór znajdowały się pod Świdrem, zaś Kępa Falenicka na przeciwległym brzegu. Swego czasu zmieniła bieg, a jej dawne starorzecze stało się korytem Wilanówki, oddzielającym Kępę Okrzewską, Oborską i Falenicką od lądu. Wcześniej Wisła bezkarnie niszczyła znajdujące się w tych stronach wsie takie jak Narty, Próchna czy Grabie, po których zostały tylko wzmianki w dokumentach, na które natrafiają historycy. Nazwy dawnych wsi w okolicach Ciszycy jasno wskazują nam na dawne ukształtowanie terenu: Kliczyn czyli Kłyczyn położony był na półwyspie w kształcie kłykcia, kciuka, który woda opływała wkoło, stąd i Koło. Teren między wyspami świderskimi i zawadowskimi podlegał naturalnym przemianom, problemem stały się dopiero gdy na stałe osiedlili się tam ludzie. Olęderskie osady zostały zagrożone, a czynsze przynosiły niemały dochód dziedzicom tutejszych dóbr. Znajomość wiślanego nurtu pozwalała przewidzieć, kiedy postanowi on popłynąć nowym korytem, a taka obawa zaistniała w połowie XIX wieku. W XVIII wieku wskutek poprzedniej zmiany Jeziorka straciła trwałe połączenie z Wisłą, czasem z rzadka przelewając swe wody do tej rzeki, jednak połączywszy się na trwałe z Wilanówką. Tym razem jednak powódź zniszczyła spory kawałek lądu, wraz z gospodarstwami olęderskich kolonistów, sprawiając iż Jeziorka znalazła się niebezpiecznie blisko Wisły. Jak zanotowano 10 października 1843 roku: „Rzeka Wisła z powodu zwrócenia się iey nurta przez gronta do Dóbr Obór należące tak iuż dalece zniosła na tymże grocie oborskim kilku kollonistów nadrzeżnych, że zachodzi obawa aby w tym jeszcze roku nie obróciła swego biegu odnogą wilanowską, co jest bardzo łatwe do przewidzenia, albowiem między Wisłą a Wilanówką pozostaje tylko przestrzeń gruntu mniey więcej 15 prętów wynosząca”. W tym stanie rzeczy jasnym było, iż przerwanie niewielkiej łachy okaże się niszczycielskie. Wisła wytnie nowe koryto, niszcząc olęderskie osady na kępach, popłynie bezpośrednio pod Wilanowem, zaś rejon od Augustówki aż po Obórki zostanie przyłączony zostanie do prawego brzegu Wisły.

Mapa z roku 1712. Jeziorka wówczas wlewała się jeszcze do Wisły przez "przerwę". Warto zwrócić uwagę, że Wilanówka jeszcze nie istniała, było tylko wiślane koryto przy Okrzeszynie. Dawne starorzecze wciąż widoczne jest na mapach google.

Łatwo ustalić, kto wpadł na pomysł usypania trwałej tamy i odcięcia Jeziorki od Wisły, acz nie wiemy kim była ta osoba, zapewne „mistrzem hydraulikiem”, jak wówczas zwano specjalistów od budowy tam i odwodnień. Nosił nazwisko Borzewski i „przekonawszy się na groncie o takim grożącym dla dóbr willanowskich niebezpieczeństwie na dniu 21 lipca rb uczynił podanie do Zarządu Komunikacji Lądowych i Wodnych, zaprojektował w miejscu tym ubić 3 tamy przeznaczając ze swej strony fundusz pieniężny na maystra, dozorców, taczki, tarcice i na zrobienie faszynowych kiszek rubli srebrnych 724 kopiejek 91 czyli zp 4166 gr 2. Na właścicieli zaś dór zainteresowanych nałożył obowiązek bezpłatnego dostarczenia do róbót takich w rublach:

Faszyny kop 1579

Palików 2281

Witek do związania kiszke pęków 2079

Robocizny dni sprzężajnych 6236 i pieszych 11434”

W ten sposób w roku 1843 narodził się projekt zatamowania Jeziorki w Kępie Oborskiej. Pismem powołującym się na reskrypty Rządu Guberialnego z 9/21 września 1843 roku, wezwano Wójta Gminy Wilanów by 27 września/9 października dostarczył faszyny i budulca celem zabezpieczenia lewego brzegu.

Faszynę wyrąbywano w lasach chojnowskich i kabackich, zaś szarwarkami i robocizną obciążono dobra ziemskie, którym wskutek powyższych działań nie groziło zalanie - Wilanów, Obory, Miedzeszyn, Bielawę oraz Papiernię w Jeziornie. Choć sprawa była pilna, przeciągnęła się do roku 1844, kiedy to przed Naczelnikiem powiatu warszawskiego zadeklarowali bezpłatnie udzielić robocizny i faszyny do zatamowania łachy Henryk Rossman - dziedzic dóbr Bielawy i Jeziorny Królewskiej, Rupert Woyciech Borowski - dziedzic Dóbr Miedzeszyna (w tym Kępy Falenickiej), Tomasz Fagoński, rządca dóbr Obór w imieniu dziedzica oraz Jacenty Pancer plenipotent dóbr wilanowskich. Oświadczyli, iż „widząc konieczną i najpilniejszą potrzebę zaprowadzenia tamy projektowanej, wykonaniem jej zaymą się niezwłocznie w długości takiej, jaka okaże się potrzebna”. Gdy zwolniono ich z tego roku z obowiązku szarwarkowego naprawiania dróg doszło do porozumienia. Wilanów dostarczył faszynę i paliki, które z lasów chojnowskich przetransportowali poddani dóbr oborskich, którzy jednocześnie zapewnili witki i kiszki faszynowe. Mieszkańcy Bielawy i Jeziorny Królewskiej zajęli się pracami związanymi z sypaniem tamy, Miedzeszyn dostarczał ze swych lasów sosnowe gałęzie. Papiernia zaś dołożyła się finansowo. W ten sposób zatamowano Jeziorkę, uniemożliwiając jej połączenie z Wisłą. Wisła oczywiście nadal pozostała groźna, swymi przyborami wciąż grożąc tamie. Poprawiano ją jeszcze kilka razy, bowiem groźba przerwania w tym miejscu tamy była realna. A jak pisał w roku 1852 Henryk Segno, dyrektor Papierni, przerwanie spowodowałoby wlanie się wiślanej wody do Jeziorki i zagroziłoby Fabryce Papieru oraz dobrom oborskim. Dość obrazowo ujął to w korespondencji z Augustem Potockim z Wilanowa: „Gdyby więc w zagrożonym miejscu wał został przerwany co przy cokolwiek wyższym stanie wodu w dwóch dniach mogło nastąpić bo prądu wody żadna tama od brzegu nie odwraca, natenczas ¼ część wody wiślanej buchnęłaby w wyłom, zapełniła dawne teraz miejscami osuszone, jednak zawsze nisko położone koryto Wilanówki, podniosłaby wodę w Jeziorce i tem samemy tamtejszym zakładom wielką wyrządziła szkodę, dalej pędząc zalałaby posiadłości JW. Hrabiego Pana zalałaby również osady do Willanowa należące zatopiłaby łaki pod Willanowem i wiślaną żółtą wodę sprowadziłaby do czystego Jeziorna Wilanowskiego”. Słowa te spisał na gorąco stojąc na opisanej tamie.

maskaMapa z lat trzydziestych XX wieku przedstawiająca zmiany dokonane przez budowę tamy. Jeziorka wpada do Wilanówki, nieopodal Borka.

Sto lat poźniej rozwiązaniem okazało się obwałowanie Jeziorki i wpuszczenie jej do Wilanówki. I jak widać skutecznym, skoro powodzie dobiegły końca. Na mapie google można nadal zobaczyć dawne drogi, które przerwało nowe koryto Jeziorki, bowiem jeszcze tuż po wojnie z Opaczy do Kępy Oborskiej wiódł polny szlak, który nie przecinał rzeki.


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil

Siostra Królowej

ksunder

W wydanym niedawno przewodniku po Konstancinie i okolicach, będącym częścią projektu Kalejdoskop, znajduje się ciekawy rozdział o “Wspaniałych Kobietach”. Mowa w nim o przedstawicielkach płci pięknej, które związały swe losy z letniskami Konstancin oraz Skolimów. Lista to oczywiście niepełna, nadto pomijająca wiele informacji. Otwiera ją Konstancya z Potulickich Skórzewska, co oczywiście ma sens w przypadku historii tutejszych latowisk, jednak sprawia, iż w mroku historii znika to, co wydarzyło się wcześniej. A tak się składa, że kobiety wywarły wpływ na historię tutejszych ziem na długo przed powstaniem Konstancina. Dzień kobiet to dobra okazja, by o jednej z nich opowiedzieć.

Choć moglibyśmy cofnąć się aż do średniowiecza i opowiedzieć o tych wszystkich kobietach, wymienianych w aktach jako dziedziczki tutejszych ziem, matkach, żonach i siostrach, które jako wiano wnosiły Oborskim czy Duckim z prawego brzegu części ziem pod Cieciszewem, komplikując sytuację dziedziczną, przyjrzyjmy się bliżej pani na Oborach, która została zupełnie zapomniana. Być może niektórzy znają komediowy film z roku 1979 z Janem Englertem pod tytułem “Ojciec Królowej”. Jego intryga związana jest z osobą Henryka de la Grange, markiza d’ Arquien (1602 – 1707). Jak widać osiągnął niespotykany nawet w dzisiejszych czasach wiek ponad stu lat, pod koniec życia z zubożałego markiza francuskiego dworu stając się ojcem królowej Marii Kazimiery, zwanej powszechnie Marysieńką, żony Jana III Sobieskiego. W filmie rolę królowej portretuje Anna Seniuk, dość dobrze przedstawiając jej zabiegi, by uzyskać dla ojca tytuł para Francji, w zamian za co Polska politycznie wciąż wspierać będzie obóz francuski. Problemem jest dość swobodnie poczynający sobie markiz, który nie tylko w Polsce zapamiętany został jako hulaka, karciarz i lubieżnik, korzystający z wszelakich uciech świata. Pośród tutejszych szlachciców znajduje godne towarzystwo, co utrudnia mu uzyskanie tytułu. Historia zresztą takiż obraz jego przekazuje.

Rzecz jednak nie w ojcu królowej, a w jej siostrze. Maria Anna d’Arquien de la Grange, urodzona w roku 1646, do Polski przybyła późno, mając trzydzieści lat. Była starą panną, planowała wstąpić do klasztoru karmelitanek śladem swych starszych sióstr, czemu sprzeciwiał się stary markiz. Być może to Marysieńska odwiodła ją od tego zamiaru, towarzysząc jej w wizytach w paryskim klasztorze. Już jako królowa posłała po siostrę i sprowadziła ją do Królestwa. Tu zaczęła rozglądać się za kandydatem do jej ręki, konkurentami stali się Michał Pac i Stanisław Radziwiłł. Już po samych nazwiskach widać, iż partia w postaci siostry królowej była czymś nie do pogardzenia. Lecz w konkurach zwyciężył pan na Pieskowej Skale, wkrótce kanclerz Królestwa, Jan Wielopolski. Ślub miał miejsce we Lwowie w roku 1678, a Jan osiągnął szczyt swej potęgi. Prócz zamku w Pieskowej Skale i pałacu w Krakowie oraz Warszawie posiadał liczne posiadłości ziemskie w kraju, w roku 1684 stał się właścicielem żywieczczyzny. Gdy król w roku 1677 zakupił wioskę Milanów i zmienił jej nazwę na Villa Nova, nawiązując do antycznych tradycji, choć wkrótce miejsce to zwano już Wilanowem, wznosić zaczął tam niewielki podmiejski dworek. Maria Wielopolska wraz ze swym mężem wzorem szwagrostwa uczynili podobnie, na swą wypoczynkową siedzibę wybierając należące do nich niedalekie Obory. Zakupił je jeszcze ojciec kanclerza, w roku 1650.

496px-Callot_Maria_Anna_Wielopolska

Maria Anna d'Arquien de la Grange Wielopolska na obrazie ze zbiorów Muzeum w Wilanowie pędzla Callota

Lecz wróćmy jeszcze na chwilę na chwilę do zabiegów Marii Kazimiery, by ojciec został parem. Jedną z przyczyn ochłodzenia i zerwania stosunków z Francją miała być ponoć niechęć Ludwika do markiza, po bitwie Wiedeńskiej podjęto ostatnią próbę ich naprawienia. W roku 1684 jako zaufany człowiek króla posłował do Francji kanclerz wraz ze swą małżonką celem odnowienia zerwanych stosunków dyplomatycznych, przyjął ich Ludwik XIV ale celu Wielopolski nie osiągnął. Ostatecznie nie przeszkodziło to Marysieńce, zraziwszy się do króla-Słońce porzucić myśl o zdobyciu dla ojca godności para. Gdy Polska dołączyła do Świętej Ligi uzyskała dlań kapelusz kardynalski. Markiz zmarł w Rzymie, do końca prowadząc rozrywkowe życie, jako kardynał w Wiecznym Mieście, z Marysieńką u boku.

My jednak wróćmy do Obór, gdzie zostaje wzniesiony wzorem Wilanowa podobny dworek (pałac wilanowski nie miał początkowo skrzydeł), a by dodać mu splendoru mówi się być może już wtedy, iż nazwa Obory wywodzi się od “au bord”, czyli nad brzegiem. Żadne dokumenty tego nie potwierdzą, o okresie tym z historii tych okolic wiemy bardzo mało, lecz ledwie dwór zostanie ukończony, kanclerz umiera. Wcześniej jednak wplątuje się w spisek, stając się członkiem obozu antykrólewskiego Stanisława Lubomirskiego. Po jego śmierci przeprowadzona zostaje mimo oporu wdowy rewizja zarządzoną w celu znalezienia kompromitujących papierów. Podobno takie zostają znalezione, lecz na polecenie dworu sprawa zostaje wyciszona. Na pewno Maria pali na polecenie umierającego męża jakieś dokumenty, czym naraża się siostrze. Jak chce legenda papiery pochłonąć miał kominek w Oborach, choć żaden przekaz nie precyzuje, czy nie nastąpiło to w pałacu warszawskim, w Wielopolu, jurydyce rodowej.
kominek1

Po tym wydarzeniu siostry oddalają się, a Maria zostaje sama, ciesząc się wdowim uznaniem i tytulaturą. Większość posiadłości dziedziczy Franciszek Wielopolski, syn kanclerza z pierwszego małżeństwa. Jednak Obory zostają we władaniu Marii Anny d’Arqien de la Grange Wielopolskiej, która pozostaje w niełasce królowej, choć jeszcze do roku 1698 nosi tytuł starościny brodnickiej. Nie wiemy czy dwór oborski staje się jej miejscem zesłania, bowiem o tym okresie życia Marii historia milczy, wiele jednak wskazuje, że to możliwe. W przeciwieństwie do dokumentacji innych dóbr Wielopolskich, tu wiele umów arendy podpisywane jest jej ręką, aż po rok 1712. Do niej zwracają się zamieszkujący na terenie dóbr ludzie. Właśnie, dóbr, bo to za jej rządów rodzą się dobra oborskie. Czy podjęła decyzję sama, czy też uczynił to jej zarządca nie ma znaczenia, w średniowieczu ziemie położone na południe od Jeziorki stanowiły jedność, która z czasem podzieliła się między potomków Stanisława z Cieciszewa. Maria wszystkie dawne działy Cieciszewskich skupuje, zastawione i zadłużone, odzyskując je od Gadomskich, Bogatków i innych arendarzy. Gdy zaczyna się wiek XVIII w ten sposób tworzy się klucz oborski wraz ze Skolimowem, obejmujący większą część terenu obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. W Cieciszewie powstaje browar, a trapione powodziami i wylewami ziemie zaczynają się rozwijać. W tym czasie dobra oborskie przechodzą na rzecz Franciszka, który wzniesie w Słomczynie kościół. Jakie były dalsze losy Marii nie wiemy, na pewno do swej śmierci w roku 1733 nosiła jeszcze tytuł starościny nowotarskiej i Polski nie opuściła. Zazwyczaj w książkach jest przypisem do opowieści o kanclerzu Janie Wielopolskim i królowej Marysieńce, lecz nie wątpić należy, że to ona miała duży wpływ na losy tych okolic, a także wpływ na budowę istniejącego po dziś dzień dworu w Oborach. Jedynym co nam po niej pozostało jest portret znajdujący się w wilanowskim muzeum pędzla Callota.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • CIARA Stefan, Senatorowie i dygnitarze koronni w drugiej połowie XVII wieku, PAN 1990
  • ZIELIŃSKA Teresa, Poczet polskich rodów arystokratycznych, Warszawa 1997

Zaginione miejsca: Teresin

ksunder

Las skrywa tajemnice. Nie tylko duchy, jak pisałem o tym latem, wspominając o zjawie leśnika, która strzeże dawnego drzewostanu należącego niegdyś do dóbr wilanowskich nieopodal Żabieńca. W innej części lasu znanego obecnie jako chojnowski, gdy opuści się już główne szlaki natknąć można się na zapomniane wojenne okopy, stanowiące pamiątkę po pobycie Wermachtu. Jest grób węgierskiego żołnierza, który zginął w obronie Polaków, niegdyś grzybiarze potrafili wskazać jeszcze miejsca pochówku Rosjan. To tu w bunkrach ukrywano Żydów, wtajemniczeni wiedzą, gdzie rozbił się radziecki samolot, lecz miejsca tego nie zdradzę. Wystarczająco wielu pisze do mnie poszukiwaczy skarbów, proponując udział w zyskach w zamian za pomoc we wskazaniu miejsc potencjalnych znalezisk. Ostatnio napisał do mnie jednak pewien pan pytając o swych przodków, o których wiedział jedynie, że mieszkali na folwarkach Imielin i Teresin. Myślę, że to dobra okazja, by napisać o tym ostatnim, pierwszy z nich obecnie stał się prywatnym lotniskiem, a nazwę wciąż jeszcze odnajdziemy na mapach. Druga przepadła z upływem czasu. Oddalając poniższą mapę z googla z łatwością odnajdziecie lokalizację Teresina, gdzie obecnie napotkamy jedynie leśną wiatę i wystające z drzew zardzewiałe gwoździe.  

Teresin był folwarkiem położonym w środku obecnego lasu oborskiego. O ile nierzadko po takich miejscach pozostaje wieloletni ślad w roślinności, jak choćby po należącym do dóbr Wilanowskim Olechowie, położonym nieopodal Kierszka, w przypadku Teresina nie sposób dostrzec jakiegokolwiek dowodu na to, iż na rozstaju leśnych dróg znajdowały się niegdyś zabudowania, a miejsce zamieszkiwało prawie 60 osób, jak wykazał spis z roku 1865. Folwark został założony nie wcześniej niż w połowie XIX wieku, wcześniejsze mapy nie ukazują nam w tym miejscu żadnych zabudowań, milczą na jego temat także dokumenty. Przetrwał co najmniej do czasów I Wojny Światowej, później najwyraźniej przestał istnieć, a w jego okolicy powstała należąca do Potulickich leśniczówka. Dzisiejszą opowieść zilustrujemy więc mapami, które opowiadają o jego losach, prowadząc do jednej z tajemnic Konstancina.

teresin0

1831 

Na mapie z roku 1831 jeszcze nie istnieje, napis folwark Potulickich tyczy się Łyczyna. Łatwo jednak zauważymy, że droga ze Słomczyna, w którą przechodzi ulica Wiślana istnieje po dziś dzień, zagłębiając się w las oborski, który zyskał swą nazwę bowiem należał do wspomnianego dworu. Nieopodal miejsca gdzie powstanie Teresin znajdziemy cegielnię, podążając wzdłuż tej drogi odnaleźć możemy wyrobisko, z drogą dla wózków prowadzącą w głąb wykopanego jaru, gdzie świetnie dostrzec można przodki. Pod koniec wieku po wyczerpaniu źródła gliny cegielnia przeniosła się nieco ku północy, miejsce to na początku wieku będzie owym słynnym miejscem produkcji cegieł, z których zbudowany zostanie Konstancin. Działać będzie wówczas w formie spółki, a autorzy książek uznają, że zostanie założona wówczas po raz pierwszy. Co jak widać dalekie jest od prawdy. Cegły z napisem Obory znajdziemy w wielu miejscach, my jednak wróćmy do Teresina.teresin3

1898 

Na powyższej mapie dostrzeżemy jeszcze jedną ciekawą rzecz, las, który porósł teren poźniejszego Konstancina, aż po Jeziorkę, wówczas jeszcze nie istnieje. Zaczyna wzrastać na łące wraz z założeniem folwarku. Jest to pierwszy z folwarków założonych przez Potulickich w XIX wieku, który rozpocznie tradycję nadawania im imion kobiet z rodu. Tu matką chrzestną stanie się Teresa z Melżyńskich (1797 - 1867), żona hrabiego Kaspra Potulickiego (1792-1853). Przyjdzie później czas istniejących po dziś dzień Anusinów, Maryninów i wreszcie folwarku o nazwie Obory-Konstancya, którego nazwa zostaje szybko zmieniona na dużo lepiej brzmiący dla zakładanego letniska Konstancin.

teresin4

1915

Ale to jeszcze przyszłość (wbrew powtarzanej w literaturze informacji jakoby już Kasper Potulicki miał założyć folwark o takiej nazwie, jest to nieprawda). Teresin staje się dużym folwarkiem, nastawionym na prowadzenie gospodarki rolno-leśnej. Mieszkają tu dzierżawca i pracownicy sezonowi, których w roku 1865 spisano wraz z dziećmi jak widzieliśmy całkiem sporo. Działa prężnie ze znajdującą się nieopodal cegielnią, podupadać zaczyna dopiero, gdy zostaje ona przeniesiona w lokalizację obecnego osiedla Elsam. W okolicy miejsca jego poprzedniego wydobycia powstanie gajówka, która nie istnieć będzie podczas II Wojny Światowej, oznaczona zostanie jeszcze na alianckich mapach.

teresin11931

Później zniknie, gdy las oborski stanie się częścią lasów chojnowskich wskutek uwłaszczenia. A co z Teresinem? Ten zniknie już wcześniej, po I Wojnie Światowej. Teren na południe od Konstancina porośnie las, zapewne Potuliccy z czasem planują przeznaczyć go na letnisko, jak uczynią to z Królewską Górą. Lecz być może zamiar ten mieli już wcześniej. W AGAD znajdziemy ciekawą mapę, pochodzącą z roku 1896. Las i pola wokół Teresina zostały wstępnie podzielone na duże działki, jak wynika z dopiski, noszono się z zamiarem parcelacji. Być może tu planowano pierwotnie lokować letnisko, bądź jego część, lecz zwyciężyła lokalizacja bliższa budowanej trasie kolejki. Data jest praktycznie analogiczna z datą parcelacji Konstancina, wyprzedzając ją jedynie o rok, tym samym nieistniejący Teresin to kolejna z zapomnianych tajemnic Konstancina. 

teresin21896


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, Zbiór Kartograficzny
  • mapywig.org

Dwór w Oborach (3)

ksunder

W chwili gdy piszę niniejsze słowa trwa wyprzedaż majątku ruchomego w dworze w Oborach, zorganizowana przez zarządzającą nim Fundację. Każdy może wykupić przysłowiowy talerz czy krzesło, a z końcem listopada dotychczasowy zarządca gasi światło i przekazuje klucze do obiektu powracającej dawnej właścicielce. Teresa z Potulickich Łatyńska deklaruje, iż zamierza tu osiąść i spędzić resztę życia, w miejscu, gdzie miało miejsce jej szczęśliwe dzieciństwo, przerwane wojną i zawieruchami historii, które sprawiły, iż musiała go opuścić. Decyzję taką należy zrozumieć i uszanować, choć domniemując wysokości nakładów przeznaczonych na utrzymanie dworu, wydaje się ona trudna do wyobrażenia. Co przyniesie przyszłość jest jak zawsze nieodkrytym krajem, stąd powróćmy do przerwanej opowieści o historii oborskiego dworu.

11951593_807907565996212_5955486310585562262_o

Większa część XVIII stulecia pozostaje niewiadomą, wiemy iż za czasów Hieronima Wielopolskiego dwór tętnił życie, choć zachowała się jedynie jedna tycząca się gospodarki księga pochodząca z roku 1743. To wówczas trzymany tu na łańcuchu niedźwiedź uciekł powodując popłoch wśród gawiedzi (co opisano kiedyś w tym wpisie). Obok dworu funkcjonowały ogród włoski i oranżeria, zaś prostopadle do głównej budowli wzniesiono parterową oficynę z mieszkalnym poddaszem, przykryte mansardowym dachem. W tym czasie pokryto także plafonem strop jednego z pokoi, a autorem malowidła był najprawdopodobniej Antoni Smuglewicz. Nie sposób jednak zgodzić się z powtarzaną za Andrzejem Ziencem informacją, iż dwór doczekał się remontu w latach 1784-1796, wskutek zniszczeń spowodowanych najprawdopodobniej pożarem. Przyczyna była tu dużo bardziej prozaiczna, jak pisałem już kiedyś Zienc opracowując dzieje dworu korzystał z nieuporządkowanego jeszcze w jego czasach archiwum oborskiego, nie dotarł więc do istotnej informacji, jaką były zniszczenia spowodowane przez „wojska moskiewskie”. Miało to miejsce w roku 1794, podczas Insurekcji Kościuszkowskiej (o czym poczytać można w tym wpisie). Najprawdopodobniej zamęt związany z „rewolucją” i ucieczka ludności, pozostawiły dwór na jakiś czas opuszczonym, co spowodowało pozbawienie go przez rosyjskich żołnierzy drzwi, okiennic i innych drewnianych elementów oraz mebli. Gdy zarządca klucza oborskiego ocenił spowodowane zniszczenia udał się do Krakowa, gdzie żona Hieronima Wielopolskiego, Urszula z Potockich, zamieszkiwała na stałe, najprawdopodobniej nie powracając do Obór od roku 1779, gdy zmarł jej mąż. Uznała wówczas, że dwór wymaga bliższego nadzoru, przekazując go w bezpośrednią pieczę swego dziedzica, Michała Potulickiego (więcej o tej postaci w tym wpisie). To on przeprowadził remont i odbudowę dworu, wymieniając kominki, okiennice i drzwi, sprawiając iż pomieszczenia otrzymały fasetowe stropy z profilowanymi gzymsami. Wymieniono także więźbę dachową i zamontowano nowy mansardowy dach, urządzając na nowo wnętrza. Być może praktyczny umysł naukowca sprawił, że nie odbudowano już oranżerii, skupiając siły na rozbudowie działającego tu browaru, gdzie Michał prowadził eksperymenty.

Wiek XIX zapewne przyniósł w dworze doraźne remonty, lecz gdy rodziła się tu Marianna Konstancja, od której imienia utworzono później letnisko Konstancin, budowla była w kształcie pozostawionym przez Michała. Dopiero w roku 1893 pod kierunkiem znanego architekta Władysława Marconiego hrabia Henryk dokonał kolejnej przebudowy. To wówczas złamana została bryła budynku poprzez dobudowanie kaplicy z prawej strony obiektu, a także w części ogrodowej poprzez dostawienie ryzalitu, zawierającego klatkę schodową. Praktycznie w tym stanie dwór przetrwał do czasów dzisiejszych, jedyną zmianą dokonaną przed rokiem 1945 było zamurowanie wejścia od wschodniej strony i zastąpienie go oknem. W roku 1945 ulokowano tu przedszkole, a obiekt szybko został przejęty przez Związek Literatów Polskich. Kobiety z rodu Potulickich zabrały stąd jedynie swe osobiste rzeczy, zapewne nikt nie przypuszczał wówczas, że historia zatoczy koło.

11913882_807907559329546_7400143481771385710_n

Warto zatem odwiedzić dwór i park po raz ostatni, nim na bramie zawiśnie kłódka, a dwór zapadnie w letarg, czekając na powrót Potulickich, lub innych właścicieli. Przyjrzeć się starym drzewom oraz murom pamiętającym czasy Wielopolskich, gdy jeszcze nie było Konstancina.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • Zienc A.: Dwór w Oborach. Biuletyn Historii Sztuki 1962 nr 2, s.188-199.
  • Radziewicz J.: Dwór w Oborach – między pałacem a dworem szlacheckim - RMR (dostęp 13 11 2015)

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci