Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Obory

Ostatnia bitwa

ksunder

Jeszcze nieco ponad ćwierć wieku temu 17 stycznia rokrocznie świętowaliśmy wyzwolenie stolicy Polski, na pamiątkę dnia gdy Wojsko Polskie oraz Armia Czerwona odebrały hitlerowskim żołnierzom zrujnowaną i opuszczoną Warszawę. Wyzwolenie to mocno wątpliwe, pośród ruin mało kto mieszkał, Niemcy dokonywali systematycznego zniszczenia miasta. Nie ulega jednak wątpliwości, iż kilka dni wcześniej rozpoczęła się ofensywa, która zaprowadziła wojska radzieckie oraz ich polskich sojuszników do Berlina. Nie należy także zapominać, iż walki te kosztowały życie wielu żołnierzy, z których większość nie kierowała się ideologią, lecz pragnieniem walki z wrogiem. O ile zatrzymanie natarcia w sierpniu 1944 roku było z całą pewnością decyzją polityczną, następujące w kolejnych miesiącach przegrupowanie wojsk na linii Wisły powodowane było względami wojskowymi. Armia radziecka zbierała siły do wielkiej ofensywy, której przeprowadzenie koordynowano z zachodnimi sojusznikami. Do początków stycznia Wisła zamarzła, nie toczono jednak walk. Na lewym brzegu umocnili się Niemcy, na prawym Rosjanie i Polacy. Trwało nerwowe wyczekiwanie.

Na południe od Warszawy nadwiślańskie wsie już dawno opustoszały, Gassy były całkowicie spalone i zniszczone wskutek radzieckiego bombardowania, mieszkańcy rozpierzchli się. Niektórzy trafili do Konstancina, inni do dworu w Oborach, usiłując przetrwać zimę. Siedzibą niemieckich władz był oddalony od frontu Pruszków, administracja porzuciła Jeziornę czy Wilanów, pozostawiając siły wojskowe by stawiły czoła rozlokowującym się po drugiej stronie Wisły żołnierzom armii polskiej i radzieckiej. Przegrupowanie sił pozwoliło zająć pozycje wzdłuż rzeki na odcinku wielu kilometrów, podczas którego spoglądano na dogasające Powstanie Warszawskie. Most w Ciszycy został zniszczony jeszcze w lipcu, rejonu przeprawy nie usiłowano forsować. W październiku dokonano przegrupowania sił na lewym brzegu, wycofując z dworu w Oborach węgierski sztab oraz całą tutejszą dywizję, z uwagi na brak zaufania co do jej możliwości bojowych. Zastąpiła go 337 Dywizja Grenadierów. Na tutejszym odcinku między Wilanowem a Górą Kalwarią stanowisko dowodzenia ulokowano w Jeziornie Królewskiej, odcinek między Kępą Okrzewską a Dębówką broniony był przez Pluton 688. Umocniono rejony strategiczne, za które uznano skrzyżowania dróg w Skolimowie i Konstancinie oraz Jeziornie Królewskiej, a także Słomczyn, gdzie na wieży kościelnej ulokowano obserwatora. Zaminowano spiętrzenie wody nieopodal dolnej Papierni.

319242Kamień upamiętniający działania w dniach 16 i 17 stycznia 1945 roku przy Starej Papierni. Dwa inne znajdują się w miejscach gdzie Niemcy stawili opór - nieopodal dworu w Oborach oraz w Czernidłach. Na wale nieopodal Dębiny znajdziemy kolejny pomnik, upamiętniejący miejsce sforsowania Wisły (o czym poniżej)

Uderzenie przez Wisłę było jedynie częścią ostatniej ofensywy, która planowano w uzgodnieniu z aliantami na 20 stycznia 1945 roku. Po niemieckim natarciu w Ardenach Churchill zwrócił się do Stalina o jej przyśpieszenie. Forsowanie rzeki rozpoczęto 12 stycznia. Ciężkie walki trwały przez kilka dni, w trakcie których siłom polsko-rosyjskich udało się przedostać przez umocnioną rzekę na południe od Góry Kalwarii i ruszyć w kierunku Mszczonowa. Zmieniło to sytuację frontową, zwłaszcza gdy natarcie zmieniło się pościg za uciekającymi Niemcami. Niepodal Karczewa obronę niemiecką wiązała 1 Brygada Kawalerii, oczekując aż siły radzieckie dotrą na teren gmin Jeziorna by przejść do ataku. Z uwagi na wydarzenia o godzinie 13 wydany został rozkaz ataku, mający na celu związanie Niemców walką, by nie zdołali się przegrupować w okolicach Mszczonowa, nadto mający ich zmylić co do rzeczywistego rozmiaru ofensywy. Dowództwo niesłusznie przeceniało niemieckie siły, przewidując iż stawią one dość silny opór, by powstrzymać natarcie. Dowodzący 1 Brygadą Kawalerii płk. Radziwinowicz wydał rozkaz do ataku dowódcom drugiego i trzeciego pułku kawalerii. Przed godziną 14 pod osłoną ognia artyleryjskiego z okolic Józefowa i Otwocka pluton chorążego Chałasa przez zamarzniętą Wisłę wkroczył do Ciszycy, zaś pluton chorążego Zakrzewskiego umocnił się nieopodal Czernideł (w miejsuc znanym wśród miejscowych jako Dębina). Uchwyciwszy dwa przyczółki Polacy zaczęli przerzucać kolejne wojska. Niemcy zostali zaskoczeni, spodziewali się ataku w okolicach Gassów. Bronili się niezbyt zaciekle. Podczas gdy kawalerzyści umacniali się oczekując przybycia wsparcia, zapadła zapewne decyzja o odwrocie, gdy wprowadzone w błąd co do rozmiarów ataku niemieckie dowództwo nie zdołało należycie ocenić jego rozmiarów.

Jak wspomina Krystyna Machlejd 16 stycznia ostrzał artyleryjski dosięgnął Konstancina, zniszczona została elektrownia, a prąd uruchomiono na powrót osiem miesięcy później. Około 16:30 Niemcy zaczęli się wycofywać, zdołali podpalić jeszcze kilka konstancińskich willi i wysadzić spiętrzenie wody nieopodal dolnej papierni, a także zniszczyć most przez Jeziorkę. Polskie natarcie trwało, do 22 kiedy wstrzymano ofensywę kawalerzyści zajęli już wszystkie wsie nadwiślańskie – od Obórek, przez Opacz, Ciszycę, Gassy i Kopyty skąd uderzyli w kierunku Piasków. Przez Cieciszew dotarli na drogę warszawską, a przed świtem stanęli nad zamarzniętą Jeziorką wkraczając do Jeziorny Królewskiej. Stamtąd trzon natarcia ruszył w kierunku Kabat, gdzie dotarł 17 stycznia po południu.

17 stycznia 1945 roku Konstancin pełen był polskich żołnierzy dowodzonych przez Rosjan. Krystyna Machlejd wspomina o pijanym oficerze sowieckim, cieszącym się ze zwycięstwa, którego siłą wyprowadzili jego trzeźwi towarzysze przepraszając za jego zachowanie. Wieczorem w willach kwaterowali polscy żołnierze świętujący z ich mieszkańcami. Kolejnego dnia około 10 ruszyli dalej, „Za germańcami w Berlin”.

Nikt wówczas jeszcze nie spodziewał się tego co miało nastąpić niebawem, na razie wyczekiwanie dobiegło końca i zdawało się, iż czas wojny również.


Źródła i literatura:

Przewodnika po okrągłych rocznicach część trzecia

ksunder

Kierszek

Jako Kierzek wymieniany już w lustracji królewskiego miasta Piaseczna z roku 1565, stanowiąc wieś na granicy Piaseczna i posiadłości należących do Chylic. Nazwa wywodzi się bezpośrednio od krzewów, krzaków porastających pogranicze lasu kabackiego, gdzie ją założono. Najbliższa rocznica za trzy lata, 455-lecia pierwszej wzmianki źródłowej.

Łęg

Kolejna ze wsi powstałych dopiero po zmianie koryta Wisły, po tym jak odsunęło się ono od Bielawy, Cieciszewa i Habdzina pozostawiając tam starorzecze. Mógł więc powstać już w XIV wieku, jednak po raz pierwszy został wymieniony dopiero w roku 1476 jako własność podczaszego ziemi rawskiej rycerza Pawła z Błędowa (również posiadacza Habdzina i Opaczy). Jak łatwo więc obliczyć w roku 2026 najstarsza wzmianka o Łęgu liczyć będzie lat 550.

Obory

Po raz pierwszy wzmiankowane w roku 1407 i po raz kolejny podkreślę, że nazwa nie pochodzi z języka francuskiego ani od słowa oborane, lecz oznaczało bezpieczne miejsce, w którym wypasano bydło, położone na półwyspie nad wiślanym starorzeczem. O Oborach pisałem wiele razy, choćby we wpisie na temat tamtejszego dworu.

Obórki

Sprawa z Obórkami nie jest tak oczywista i kiedyś doczekają się zapewne odrębnego wpisu. Początkowo Obory Małe w XVI wieku oznaczały wieś położoną obok dworu w Oborach – bowiem nazwą Obory posługiwano się wyłącznie dla oznaczenia dworu, podobnie jak nazwą Turowice na terenie Kawęczyna. W roku 1867 Obórki przeniesiono, a dokładnie nadano ich mieszkańcom ziemię w nowym miejscu, na wprost Habdzinka położonego nad Jeziorką, u jej ujścia do Wisły. Przeniesienie wsi wynikało z faktu, iż dawne starorzecze zmieniło się w bagno po wybudowaniu wałów. W drugiej połowie XX wieku gdy Obórki stały się sołectwem, wchłonęły Habdzinek, o którym mało kto obecnie pamięta. Choć najstarsza wzmianka pochodzi z roku 1576, gdy wzmiankowane są jako Obory Minor, czyli Obory Mniejsze, zapewne ich historia jest dużo starsza, równie stara jak Habdzina Mniejszego (Habdzinka) czy Cieciszewka. Ale skoro trzymamy się dat, w roku 2026 obchodzić będziemy 450-lecie.

Okrzeszyn

Wieś, z której pochodzi najstarsze zapisane zdanie w języku polskim z terenu gminy. Na ten temat poświęciłem swego czasu oddzielny wpis, wspomnijmy więc jedynie, że Okrzeszyn wzmiankowano po raz pierwszy w roku 1402, co oznacza iż właśnie mija 615 lat od tamtego czasu.

Opacz

Daty są mocno zwodnicze, bo gdybyśmy uznawali je za początki istnienia tutejszych miejscowości, okazałoby się, iż Opacz jest starsza od Jeziorny, choć powstać musiała w wieku XIV, gdy koryto Wisły utworzyło nowe starorzecze. Najstarsza znana nam wzmianka pochodzi z roku 1402, zatem w tym roku obchodzi analogiczną rocznicę jak Okrzeszyn. Opacz wkrótce doczeka się wpisu o jej początkach. Na terenie Opaczy znajduje się obecnie Borek, ale musi być omówiony poniżej jako Parcela.

Parcela

Co ma Borek  do Parceli? Obecna Parcela położona jest na terenie wsi o tej nazwie, czego dowiodły ostatecznie wykopaliska archeologiczne prowadzone w roku 2016. Podobnie jak w przypadku Czernideł i Obórek wieś przeniesiono w nową lokalizację podczas uwłaszczenia. Z czasem dawną rozparcelowaną osadę wraz z polami zabudowano ponownie. Pierwotny Borek wzmiankowano po raz pierwszy w roku 1510, a jego historię opisałem we wpisie o Tajemnicach Parceli. Za trzy lata rocznica 510-lecia od pierwszej wzmianki.

91844989

Słomczyn

Dzisiejszą listę zamyka Słomczyn, stara osada w dobrach Pierzchałów, wzmiankowana po raz pierwszy w roku 1411 jako Slanczino. Badania archeologiczne potwierdzają, iż powstała właśnie w tym okresie, zapewne jako uposażenie jednego z synów Mroczka lub Stanisława z Cieciszewa. W tym miejscu wymieńmy jeszcze Łyczyn, dawny folwark graniczący ze Słomczynem, a niegdyś wieś wymienioną po raz pierwszy w roku 1416. Zatem obie mają lat nieco ponad 600.

dokończenie nastąpi

Zagadka Stacji P nr 621

ksunder

Na polach nieopodal Obór stoi budynek, w którego pustych oknach hula wiatr. Wprawne oko dostrzeże na prowadzącej doń drodze ruiny wartowni, istniała także druga, przy polnej drodze, w miejscu obecnego przedszkola. Stanowiła zewnętrzny pierścień ochrony. Nikt nie wiedział co się w tym miejscu znajdowało, choć niektórzy za młodu nosili za poborowymi kałasznikowy. Warty zmieniały się co tydzień, w sobotę rano, stary przewożące na pace żołnierzy skręcały w ulicę Mickiewicza, by dalej podążyć ku Oborom. Jeden z nich zresztą tam zginął w lesie, o czym wówczas było głośno.

11226052_781910478586199_721470895203002367_nWiele lat później niektórzy w zrujnowanym obiekcie nie rozpoznają już obiektu wojskowego, inni zastanawiają się czy był tam radar. Tymczasem budynek wcale nie podlegał pod MON, lecz pod MSW, bowiem nie miał służyć walce z zewnętrznym wrogiem. Służbę pełnili w nim zaś żołnierze jednostki specjalnego przeznaczenia wykonującej polecenia Ministra Spraw Wewnętrznych – Jednostek Nadwiślańskich. Dawne to lata, Nadwiślańczyków rozwiązano w roku 2002, ich kompetencje przejął częściowo BOR a częściowo Policja. Budynek został porzucony już wcześniej, nieco dłużej przetrwały anteny łączności w dawnej wartowni w Oborach, nim rozkradli je złomiarze. Antenę znajdującą się na dachu głównego budynku zabrano dużo wcześniej, prawdopodobnie uczynili to nadwiślańczycy demontując wyposażenie opuszczanego głównego obiektu.

12188027_781910075252906_6975201999071410392_oLecz co się tam właściwie znajdowało? Kontrwywiad radiowy. Początki obecności wojsk nadwiślańskich (jeszcze jako Nadwiślańskiej Brygady KBW) to lata sześćdziesiąte. MSW wynajęło łąki oborskie, odebrane Potulickim podczas reformy rolnej i przekazane SGGW. Powyższe zapewne poprzedziły badania terenowe, wskutek których wybrano miejsce odpowiednie na lokalizację stacji. W latach sześćdziesiątych wzniesiono budynek znajdujący się w miejscu obecnego przedszkola, a na polach ulokowano instalację radionamierzania, doprowadzając linię elektryczną i telefoniczną. Obiekty zostały wybudowane na zlecenie Departamentu II MSW, zajmującego się wywiadem, w strukturach którego ulokowano przeniesioną z Biura T komórkę, z czasem przekształconą w Wydział, a od 1973 roku funkcjonującą jako Biuro Radiokontrwywiadu. W latach osiemdziesiątych w związku ze zwalczaniem opozycji jego zadania uległy intensyfikacji. Gdy po wprowadzaniu stanu wojennego pojawiły się stacje radiowe podziemnej „Solidarności”, szereg ośrodków stacjonarnych i mobilnych rozpoczął nasłuch audycji nadawanych na falach UKF. Właśnie tym zajmowano się w Oborach. W tym celu ośrodek poddano rozbudowie. Wybudowano nowy budynek na polu, nieopodal funkcjonującej wówczas instalacji, którą po oddaniu go do użytku zdemontowano. Jego zadania przejął nowy obiekt, a stary przekształcono wówczas w wartownię zewnętrznego pierścienia ochrony. Prowadzono tam całodobowe radionamierzanie w paśmie fal krótkich, z dokumentów wynika, iż znajdowały się tam dwa stanowiska radionamiernika. Obsługę stanowiło kilka osób będących pracownikami MSW, za ochronę odpowiadała wspomniana formacja wojskowa MSW, czyli Jednostki Nadwiślańskie.

12191129_781910395252874_1558796577640064172_oObory wschodziły w skład sieci radiokontrwywiadu, której centrum stanowił istniejący po dziś dzień obiekt w Miedzeszynie. RKW prowadziła ponadto nasłuch radioamatorów i krótkofalowców, zarówno będących przedmiotem rozpracowania SB, jak i poprzez okresową kontrolę, ponadto namierzało 12 baz radiowych wywiadu na terenie Europy, wreszcie starała się przechwycić szyfrotelegramy ambasad. Nowy budynek w Oborach oddany do użytku w grudniu 1983 nosił fachową nazwę Stacji P nr 621 (poprzednia instalacja z dużo mniejszym budynkiem jednopiętrowym określona była jako Stacja P nr 611). Obiekt podlegał pod Wydział II Biura RKW, a w Oborach zajmowano się całodobowym nasłuchem radiowym fal krótkich, wspomnianym nasłuchem baz wywiadowczych i przechwytywaniem szyfrogramów, okresową kontrolą radioamatorów oraz radionamierzaniem.

Bez_nazwy11Począwszy od października 1989 roku zaczął się proces demontażu dawnych struktur MSW, tworzących Służbę Bezpieczeństwa. Od roku 1990 zadania Biura RKW zostały przejęte w UOP, po podziale służby na Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu dekadę później, nie odrodziło się już w ABW, co zapewne miało związek ze stopniowym odchodzeniem z transmisji analogowej na rzecz cyfrowej, a także ze zmianą kompetencji ABW i przesunięciem ciężaru kontrwywiadowczego na rzecz operacyjnego i śledczego. Trudno powiedzieć czy pozostają w zakresie działań AW, która nadal użytkuje obiekt w Miedzeszynie. Choć po roku 2009 ABW podobnie zajęła się kwestią radiokontrwywiadu, bowiem jeden z ujawnionych na terenie RP agentów GRU, nawiązywał łączność z Moskwą przy użyciu klasycznego radioodbiornika działającego na falach krótkich.

12187935_781910408586206_3039849720509981843_nObiekt w Oborach został porzucony na początku lat dziewięćdziesiątych. Od tamtej pory stoi i niszczeje stanowiąc wdzięczny temat dla fotografów i źródło inspiracji dla miłośników spustoszenia, niektórym kojarząc się opuszczoną strażnicą wojskową, z dala od cywilizacji, gdzieś w postapokaliptycznej rzeczywistości. Dla większości stanowi obecnie zagadkę. Tymczasem nie był obiektem wojskowym, lecz wywiadowczym, znajdując się w strukturach MSW i Służby Bezpieczeństwa.


Źródła i literatura:

  • Paweł Piotrowski, SIGINT w systemie władzy PRL i Układzie Warszawskim - dostęp elektroniczny na dzień 5 XI 2016 - LINK
  • wykorzystano zdjęcia wykonane przez Rewiry

Piwo z Cieciszewa

ksunder

Równo tydzień temu miałem okazję być w Cieciszewie i powiedzieć kilka słów o historii tej miejscowości. Co bardziej zorientowani wiedzą, że w zasadzie blog ten powstał kilka lat temu niejako na marginesie pisanej wówczas książki na ten temat. A historię Cieciszew ma fascynującą, sięgającą czasów odległej historii początków Polski. W zasadzie tam leżą korzenie „konstancińskiej” części tutejszej gminy, bowiem ziemie należące to tamtejszego grodu sięgały w XIII wieku rzeki Jeziorki, na wschodzie oparte o Wisłę, na zachodzie w ich skład wchodziły Łubna i Baniocha, na południu graniczyły z Moczydłowem. Z czasem włości podzielono na część cieciszewską i oborską, później na kolejne. A na dziale oborskim powstać miał pod koniec XIX wieku Konstancin. Z obszarem dawnych włości Cieciszewa pokrywała się parafia, w XVIII wieku przeniesiona do Słomczyna, choć jeszcze długo zwała się cieciszewską. Podzielono ją w XX wieku, tworząc filie, a później odrębne parafie w Mirkowie, Konstancinie, Skolimowie, Baniosze (stąd po dziś dzień Baniocha jest w tutejszym dekanacie, choć do gminy nie należy). Wszystko to można znaleźć na blogu, dziś historia nieco mniej znana, z końcowego okresu świetności Cieciszewa.

Cieciszew_2013_publKomosa_fotKwireg_bw_m10Wiele osób kojarzy, iż pod koniec XVIII wieku na terenie Obór wytwarzano piwo, które cieszyło się w pewnym okresie znaczną sławą w Warszawie. Jak przywoływał Zygmunt Gloger warzono tu szczególnie dobre piwo angielskie. Browar na terenie majątku zwanego wówczas kluczem oborskim, w skład którego wchodziły wszystkie okoliczne wsie położone na Urzeczu wraz ze Skolimowem, fundował Hieronim Wielopolski. Ten sam, który wydzierżawił teren pod zakładaną Papiernię. Lecz skąd w ogóle produkcja piwa? Cofnijmy się o lat mniej więcej 150, po „Potopie” szwedzkim zniszczona Polska zaczyna tracić, to co dawało szlachcie pieniądze przez ostatnie wieki, a co jak naucza się w szkołach wynikało z „dualizmu gospodarczego Europy”. Zaczyna się spadek eksportu zboża, szukać należy nowych źródeł dochodu. Okazuje się nim propinacja, czyli sprzedaż alkoholu, przede wszystkim własnym chłopom w licznie budowanych karczmach. Lecz nie do końca było tak, jak to pokazano w pewnym filmie, iż „dziedzic rozpijał pańszczyźnianych chłopów”. Choć obowiązywał przymus propinacyjny, zmuszający do zakupu piw i gorzałki, szybko zorientowano się, że na produkcji przeznaczonej na „eksport”, czyli sprzedaż poza granicami majątku, można nieźle zarobić. Stąd pod koniec XVIII wieku świetnie prosperowały browary w Oborach, Bielawie czy Wilanowie (a ciekawą historię awantury o piwowara w tych dwóch ostatnich swego czasu opisywałem). Jednakże nim powstał browar w Oborach, pierwszą próbę jego budowy podjęto w Cieciszewie.

Wybór był jak najbardziej naturalny. Tu znajdowała się siedziba parafii, którą co niedzielę odwiedzali poddani dóbr. Tędy wiódł szlak prowadzący do Czerska i dalej, aż na Ruś. Stąd i wzniesiona tu karczma była znacznych rozmiarów, co pod koniec XVII wieku odnotował francuski podróżnik kawaler De Tende. Zatem i produkcja piwa była niemała, wyraźnie piwo wytwarzane przez karczmarza było w ilości niewystarczającej, bowiem już w roku 1700 w Cieciszewie istniał browar. W roku 1701 w browarze w Cieciszewie był kocioł piwny w tym roku kupiony, kadź wielka, od spodu reparatiey potrzebne i pobiciu tak dębowej do spuszczania piwa. Beczek piwnych 20. Jak wynika z dalszego opisu znajdowała się tam także gorzelnia, wyremontowana w tym samym roku, wyposażona w szklane okna. Inwestycja w kadź oznaczała, iż browar powstał z myślą o zwiększonej produkcji. Warto zauważyć, że budynek browaru był w lepszym stanie niż znajdujący się tuż obok dwór w Cieciszewie, który w owym czasie się rozpadał. Budynek starano się naprawiać, co wyraźnie mówi nam coś o związanych z nim planach.

Browar nie przetrwał powodzi, która około roku 1713 zniszczyła Cieciszew i okoliczne wioski sprawiając, iż kościół parafialny odbudowano w Słomczynie. Kolejny browar powstał już w oddaleniu od wiślanego starorzecza, w Oborach. W drugiej połowie XVIII wieku dochody ze sprzedaży trunków staną się podstawą ekonomii dworskiej, stąd rozwój browaru w Oborach. Korzenie browarnictwa w kluczu oborskim znajdują się jednak w Cieciszewie.

Może to i dobry moment, by ktoś znowu zaczął produkować tu lokalne piwo? Od roku 2013 nie ma już browaru w Oborach, a piwo marki „Konstancin” produkowane jest w innej części polski. Lecz skoro mamy już cydr z Czerska (podobno nawet można kupić go w Górze Kalwarii, polecam bo jest naprawdę dobry), warto o tym pomyśleć. Nazwy nie trzeba długo szukać, choćby Ciecisz, czyli założyciel tutejszego grodu...


Źródła i literatura:

  • AGAD, Archiwum Wielopolskich i Potulickich z Obór

Nad rzeką Liwiec

ksunder

wpis o tym, co zamek w przesławnej miejscowości Liw nieopodal Węgrowa ma wspólnego z dziedzicznymi ziemiami rodu Oborskich, z nie mniej sławnych Obór


W połowie lata dotarłem do Liwa*. Słońce świeciło jeszcze ciepłe, dzień był upalny, a w rzeczce kąpali się ludzie. Liw okazał się urokliwą miejscowością, wzdłuż drogi wyrastały drewniane domy jakie jeszcze niedawno znaleźć można było w Jeziornie Królewskiej. Z głównej trasy prowadzącej z Węgrowa do Kałuszyna zjechałem na boczną drogę brukowaną kocimi łbami. Na jej krańcu znajdował się zamek i dobudowany do niego dworek.
Podążając od strony Konstancina znajdziecie inną drogę, tę prowadzącą od Kałuszyna bądź z miejscowości Dobre, oba szlaki z mińskiego gościńca. Kiedyś dotrzeć można było tu zupełnie inaczej, jednakże od pewnego czasu można znowu uczynić to co czynił dziedziczny starosta grodowy liwski, odbywający taką podróż. Przeprawić się promem w Gassach i ruszyć dalej w kierunku Liwa, obecnie trasą przez Sobiekursk, która wówczas nie istniała, a podążający do Liwa zapewne z Karczewa jechał przez lasy w kierunku Pogorzeli. Mowa o Janie Oborskim i jego poprzednikach, bowiem ród Oborski z Liwem związany był już od czasów średniowiecza.

DSC06784
Pierwszym znanym mi przedstawicielem tego rodu był Stanisław, prawdopodobnie wnuk Stanisława Pierzchały z Cieciszewa, protoplasty rodów Cieciszewskich i Oborskich. Pierwsza wzmianka o Oborach w księgach czerskich pochodzi z roku 1409 i dziedzic Obór określony jest wówczas przydomkiem Liwski. Przydomki takie wywodzono wówczas po części od dziedziczonych ziem (stąd Oborski, czy Chabdziński w przypadku Wojciecha z ówczesnego Chabdzina) bądź od pełnionych funkcji. W tym wypadku Stanisław z Obór był także kasztelanem liwskim. Ziemia liwska to jedna z najmniejszych ziem dawnego Księstwa Mazowieckiego, jak pisał Gloger „rozległa mil kwadratowych 17, cała na lewym brzegu rzeki Liwca, który odgranicza ją od wschodu z ziemią Drohicką, czyli od województwa Podlaskiego, nie była podzielona na powiaty. Starostwo miała grodowe, Liwskie, i niegrodowe, Korytnickie. Sejmikowała w Liwie, obierając 2 posłów i co piąty rok deputata. Miasto Liw, nad rzeką Liwcem, stołeczne tej ziemi, ze starożytnym murowanym zamkiem książąt mazowieckich, osada bardzo dawna, co wskazuje mnóstwo znajdowanych tu pieniędzy staro-rzymskich”. W XVII wieku Liw stracił na znaczeniu na rzecz niedalekiego Węgrowa, do tego jednak czasu, zwłaszcza w średniowieczu był jednym z ważniejszych punktów obronnych, z czasem stając się istotnym punktem handlowym. Już w XV wieku wzniesiono tu gotycki zamek, którego ruiny znajdują się na wzgorzu nad rzeczką Liwiec, do którego dobudowany jest ciekawy dworek. Zamek warto zobaczyć, nie tylko z uwagi na znajdującą się tu znaczną kolekcję broni pochodzącej z różnych epok, lecz choćby na malowniczą lokalizację.
Wróćmy jednak do Oborskich, bo o zamku w Liwie z łatwością znajdziecie informacje, wszak ja dotarłem tu z ich powodu. Ciekawe, że Oborscy mający przez lata rodową siedzibę w Oborach, przez wieki posłowali z ziemi liwskiej i tu sięgali po urzędy. Bynajmniej nie dlatego, że z czasem narodziła się linia oborskich zwana kuflewsko-łukowską, leżących w bliskości tych stron. Tradycja rodowa była silna, na początku XVI wieku kasztelanem liwskim był Mikołaj z Obór. Opisywałem już kiedyś wyprawę moskiewską Jana Oborskiego, który przed jej podjęciem sprzedał rodową siedzibę hetmanowi Koniecpolskiemu. I wyniósł się do Liwa, skąd uprzednio posłował, sejmikował i trzymał urząd starosty grodowego. Nawet po sprzedaży Obór rodzina wciąż używała tytulatury Oborskich z Obór i wciąż związana była z Liwem. Marcin Oborski z Obór, marszałek sejmu z końca XVII wieku, uczestnik wyprawy wiedeńskiej, był podkomorzym liwskim a następnie starostą.
Oglądając dzisiejszy Liw, na rzecz którego ród opuścił Obory i Czernidła zabierając ze sobą część swych poddanych warto pamiętać, że jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku była to kwitnąca miejscowość, w czasach świetności rozważano ją na miejsce elekcji królewskich. Zniszczenie miasteczka przyniosły wojny ze Szwedami, a wreszcie upadek Rzeczpospolitej, który przyniósł kres ziemi liwskiej i przeniósł stolicę tej części Mazowsza do Siedlec.
Ale Liw warto zobaczyć.

*Właściwie powinienem napisać do Liwu, acz niepoprawna odmiana Liwa zakorzeniona jest mocno w lokalnej tradycji, podobnie jak odmienianie Całowań na Urzeczu. Zresztą forma ta znana jest również z tradycyjnego zawołania „Do Liwa!”, od którego ukuto herb Doliwa


I na razie to ostatni wpis, przez najbliższy czas ich nie uświadczycie, podobnie nie zastaniecie mnie na facebooku. Życie mnie zmusiło do dłuższej przerwy. 

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci