Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Obory

Zagadka Stacji P nr 621

ksunder

Na polach nieopodal Obór stoi budynek, w którego pustych oknach hula wiatr. Wprawne oko dostrzeże na prowadzącej doń drodze ruiny wartowni, istniała także druga, przy polnej drodze, w miejscu obecnego przedszkola. Stanowiła zewnętrzny pierścień ochrony. Nikt nie wiedział co się w tym miejscu znajdowało, choć niektórzy za młodu nosili za poborowymi kałasznikowy. Warty zmieniały się co tydzień, w sobotę rano, stary przewożące na pace żołnierzy skręcały w ulicę Mickiewicza, by dalej podążyć ku Oborom. Jeden z nich zresztą tam zginął w lesie, o czym wówczas było głośno.

11226052_781910478586199_721470895203002367_nWiele lat później niektórzy w zrujnowanym obiekcie nie rozpoznają już obiektu wojskowego, inni zastanawiają się czy był tam radar. Tymczasem budynek wcale nie podlegał pod MON, lecz pod MSW, bowiem nie miał służyć walce z zewnętrznym wrogiem. Służbę pełnili w nim zaś żołnierze jednostki specjalnego przeznaczenia wykonującej polecenia Ministra Spraw Wewnętrznych – Jednostek Nadwiślańskich. Dawne to lata, Nadwiślańczyków rozwiązano w roku 2002, ich kompetencje przejął częściowo BOR a częściowo Policja. Budynek został porzucony już wcześniej, nieco dłużej przetrwały anteny łączności w dawnej wartowni w Oborach, nim rozkradli je złomiarze. Antenę znajdującą się na dachu głównego budynku zabrano dużo wcześniej, prawdopodobnie uczynili to nadwiślańczycy demontując wyposażenie opuszczanego głównego obiektu.

12188027_781910075252906_6975201999071410392_oLecz co się tam właściwie znajdowało? Kontrwywiad radiowy. Początki obecności wojsk nadwiślańskich (jeszcze jako Nadwiślańskiej Brygady KBW) to lata sześćdziesiąte. MSW wynajęło łąki oborskie, odebrane Potulickim podczas reformy rolnej i przekazane SGGW. Powyższe zapewne poprzedziły badania terenowe, wskutek których wybrano miejsce odpowiednie na lokalizację stacji. W latach sześćdziesiątych wzniesiono budynek znajdujący się w miejscu obecnego przedszkola, a na polach ulokowano instalację radionamierzania, doprowadzając linię elektryczną i telefoniczną. Obiekty zostały wybudowane na zlecenie Departamentu II MSW, zajmującego się wywiadem, w strukturach którego ulokowano przeniesioną z Biura T komórkę, z czasem przekształconą w Wydział, a od 1973 roku funkcjonującą jako Biuro Radiokontrwywiadu. W latach osiemdziesiątych w związku ze zwalczaniem opozycji jego zadania uległy intensyfikacji. Gdy po wprowadzaniu stanu wojennego pojawiły się stacje radiowe podziemnej „Solidarności”, szereg ośrodków stacjonarnych i mobilnych rozpoczął nasłuch audycji nadawanych na falach UKF. Właśnie tym zajmowano się w Oborach. W tym celu ośrodek poddano rozbudowie. Wybudowano nowy budynek na polu, nieopodal funkcjonującej wówczas instalacji, którą po oddaniu go do użytku zdemontowano. Jego zadania przejął nowy obiekt, a stary przekształcono wówczas w wartownię zewnętrznego pierścienia ochrony. Prowadzono tam całodobowe radionamierzanie w paśmie fal krótkich, z dokumentów wynika, iż znajdowały się tam dwa stanowiska radionamiernika. Obsługę stanowiło kilka osób będących pracownikami MSW, za ochronę odpowiadała wspomniana formacja wojskowa MSW, czyli Jednostki Nadwiślańskie.

12191129_781910395252874_1558796577640064172_oObory wschodziły w skład sieci radiokontrwywiadu, której centrum stanowił istniejący po dziś dzień obiekt w Miedzeszynie. RKW prowadziła ponadto nasłuch radioamatorów i krótkofalowców, zarówno będących przedmiotem rozpracowania SB, jak i poprzez okresową kontrolę, ponadto namierzało 12 baz radiowych wywiadu na terenie Europy, wreszcie starała się przechwycić szyfrotelegramy ambasad. Nowy budynek w Oborach oddany do użytku w grudniu 1983 nosił fachową nazwę Stacji P nr 621 (poprzednia instalacja z dużo mniejszym budynkiem jednopiętrowym określona była jako Stacja P nr 611). Obiekt podlegał pod Wydział II Biura RKW, a w Oborach zajmowano się całodobowym nasłuchem radiowym fal krótkich, wspomnianym nasłuchem baz wywiadowczych i przechwytywaniem szyfrogramów, okresową kontrolą radioamatorów oraz radionamierzaniem.

Bez_nazwy11Począwszy od października 1989 roku zaczął się proces demontażu dawnych struktur MSW, tworzących Służbę Bezpieczeństwa. Od roku 1990 zadania Biura RKW zostały przejęte w UOP, po podziale służby na Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu dekadę później, nie odrodziło się już w ABW, co zapewne miało związek ze stopniowym odchodzeniem z transmisji analogowej na rzecz cyfrowej, a także ze zmianą kompetencji ABW i przesunięciem ciężaru kontrwywiadowczego na rzecz operacyjnego i śledczego. Trudno powiedzieć czy pozostają w zakresie działań AW, która nadal użytkuje obiekt w Miedzeszynie. Choć po roku 2009 ABW podobnie zajęła się kwestią radiokontrwywiadu, bowiem jeden z ujawnionych na terenie RP agentów GRU, nawiązywał łączność z Moskwą przy użyciu klasycznego radioodbiornika działającego na falach krótkich.

12187935_781910408586206_3039849720509981843_nObiekt w Oborach został porzucony na początku lat dziewięćdziesiątych. Od tamtej pory stoi i niszczeje stanowiąc wdzięczny temat dla fotografów i źródło inspiracji dla miłośników spustoszenia, niektórym kojarząc się opuszczoną strażnicą wojskową, z dala od cywilizacji, gdzieś w postapokaliptycznej rzeczywistości. Dla większości stanowi obecnie zagadkę. Tymczasem nie był obiektem wojskowym, lecz wywiadowczym, znajdując się w strukturach MSW i Służby Bezpieczeństwa.


Źródła i literatura:

  • Paweł Piotrowski, SIGINT w systemie władzy PRL i Układzie Warszawskim - dostęp elektroniczny na dzień 5 XI 2016 - LINK
  • wykorzystano zdjęcia wykonane przez Rewiry

Piwo z Cieciszewa

ksunder

Równo tydzień temu miałem okazję być w Cieciszewie i powiedzieć kilka słów o historii tej miejscowości. Co bardziej zorientowani wiedzą, że w zasadzie blog ten powstał kilka lat temu niejako na marginesie pisanej wówczas książki na ten temat. A historię Cieciszew ma fascynującą, sięgającą czasów odległej historii początków Polski. W zasadzie tam leżą korzenie „konstancińskiej” części tutejszej gminy, bowiem ziemie należące to tamtejszego grodu sięgały w XIII wieku rzeki Jeziorki, na wschodzie oparte o Wisłę, na zachodzie w ich skład wchodziły Łubna i Baniocha, na południu graniczyły z Moczydłowem. Z czasem włości podzielono na część cieciszewską i oborską, później na kolejne. A na dziale oborskim powstać miał pod koniec XIX wieku Konstancin. Z obszarem dawnych włości Cieciszewa pokrywała się parafia, w XVIII wieku przeniesiona do Słomczyna, choć jeszcze długo zwała się cieciszewską. Podzielono ją w XX wieku, tworząc filie, a później odrębne parafie w Mirkowie, Konstancinie, Skolimowie, Baniosze (stąd po dziś dzień Baniocha jest w tutejszym dekanacie, choć do gminy nie należy). Wszystko to można znaleźć na blogu, dziś historia nieco mniej znana, z końcowego okresu świetności Cieciszewa.

Cieciszew_2013_publKomosa_fotKwireg_bw_m10Wiele osób kojarzy, iż pod koniec XVIII wieku na terenie Obór wytwarzano piwo, które cieszyło się w pewnym okresie znaczną sławą w Warszawie. Jak przywoływał Zygmunt Gloger warzono tu szczególnie dobre piwo angielskie. Browar na terenie majątku zwanego wówczas kluczem oborskim, w skład którego wchodziły wszystkie okoliczne wsie położone na Urzeczu wraz ze Skolimowem, fundował Hieronim Wielopolski. Ten sam, który wydzierżawił teren pod zakładaną Papiernię. Lecz skąd w ogóle produkcja piwa? Cofnijmy się o lat mniej więcej 150, po „Potopie” szwedzkim zniszczona Polska zaczyna tracić, to co dawało szlachcie pieniądze przez ostatnie wieki, a co jak naucza się w szkołach wynikało z „dualizmu gospodarczego Europy”. Zaczyna się spadek eksportu zboża, szukać należy nowych źródeł dochodu. Okazuje się nim propinacja, czyli sprzedaż alkoholu, przede wszystkim własnym chłopom w licznie budowanych karczmach. Lecz nie do końca było tak, jak to pokazano w pewnym filmie, iż „dziedzic rozpijał pańszczyźnianych chłopów”. Choć obowiązywał przymus propinacyjny, zmuszający do zakupu piw i gorzałki, szybko zorientowano się, że na produkcji przeznaczonej na „eksport”, czyli sprzedaż poza granicami majątku, można nieźle zarobić. Stąd pod koniec XVIII wieku świetnie prosperowały browary w Oborach, Bielawie czy Wilanowie (a ciekawą historię awantury o piwowara w tych dwóch ostatnich swego czasu opisywałem). Jednakże nim powstał browar w Oborach, pierwszą próbę jego budowy podjęto w Cieciszewie.

Wybór był jak najbardziej naturalny. Tu znajdowała się siedziba parafii, którą co niedzielę odwiedzali poddani dóbr. Tędy wiódł szlak prowadzący do Czerska i dalej, aż na Ruś. Stąd i wzniesiona tu karczma była znacznych rozmiarów, co pod koniec XVII wieku odnotował francuski podróżnik kawaler De Tende. Zatem i produkcja piwa była niemała, wyraźnie piwo wytwarzane przez karczmarza było w ilości niewystarczającej, bowiem już w roku 1700 w Cieciszewie istniał browar. W roku 1701 w browarze w Cieciszewie był kocioł piwny w tym roku kupiony, kadź wielka, od spodu reparatiey potrzebne i pobiciu tak dębowej do spuszczania piwa. Beczek piwnych 20. Jak wynika z dalszego opisu znajdowała się tam także gorzelnia, wyremontowana w tym samym roku, wyposażona w szklane okna. Inwestycja w kadź oznaczała, iż browar powstał z myślą o zwiększonej produkcji. Warto zauważyć, że budynek browaru był w lepszym stanie niż znajdujący się tuż obok dwór w Cieciszewie, który w owym czasie się rozpadał. Budynek starano się naprawiać, co wyraźnie mówi nam coś o związanych z nim planach.

Browar nie przetrwał powodzi, która około roku 1713 zniszczyła Cieciszew i okoliczne wioski sprawiając, iż kościół parafialny odbudowano w Słomczynie. Kolejny browar powstał już w oddaleniu od wiślanego starorzecza, w Oborach. W drugiej połowie XVIII wieku dochody ze sprzedaży trunków staną się podstawą ekonomii dworskiej, stąd rozwój browaru w Oborach. Korzenie browarnictwa w kluczu oborskim znajdują się jednak w Cieciszewie.

Może to i dobry moment, by ktoś znowu zaczął produkować tu lokalne piwo? Od roku 2013 nie ma już browaru w Oborach, a piwo marki „Konstancin” produkowane jest w innej części polski. Lecz skoro mamy już cydr z Czerska (podobno nawet można kupić go w Górze Kalwarii, polecam bo jest naprawdę dobry), warto o tym pomyśleć. Nazwy nie trzeba długo szukać, choćby Ciecisz, czyli założyciel tutejszego grodu...


Źródła i literatura:

  • AGAD, Archiwum Wielopolskich i Potulickich z Obór

Nad rzeką Liwiec

ksunder

wpis o tym, co zamek w przesławnej miejscowości Liw nieopodal Węgrowa ma wspólnego z dziedzicznymi ziemiami rodu Oborskich, z nie mniej sławnych Obór


W połowie lata dotarłem do Liwa*. Słońce świeciło jeszcze ciepłe, dzień był upalny, a w rzeczce kąpali się ludzie. Liw okazał się urokliwą miejscowością, wzdłuż drogi wyrastały drewniane domy jakie jeszcze niedawno znaleźć można było w Jeziornie Królewskiej. Z głównej trasy prowadzącej z Węgrowa do Kałuszyna zjechałem na boczną drogę brukowaną kocimi łbami. Na jej krańcu znajdował się zamek i dobudowany do niego dworek.
Podążając od strony Konstancina znajdziecie inną drogę, tę prowadzącą od Kałuszyna bądź z miejscowości Dobre, oba szlaki z mińskiego gościńca. Kiedyś dotrzeć można było tu zupełnie inaczej, jednakże od pewnego czasu można znowu uczynić to co czynił dziedziczny starosta grodowy liwski, odbywający taką podróż. Przeprawić się promem w Gassach i ruszyć dalej w kierunku Liwa, obecnie trasą przez Sobiekursk, która wówczas nie istniała, a podążający do Liwa zapewne z Karczewa jechał przez lasy w kierunku Pogorzeli. Mowa o Janie Oborskim i jego poprzednikach, bowiem ród Oborski z Liwem związany był już od czasów średniowiecza.

DSC06784
Pierwszym znanym mi przedstawicielem tego rodu był Stanisław, prawdopodobnie wnuk Stanisława Pierzchały z Cieciszewa, protoplasty rodów Cieciszewskich i Oborskich. Pierwsza wzmianka o Oborach w księgach czerskich pochodzi z roku 1409 i dziedzic Obór określony jest wówczas przydomkiem Liwski. Przydomki takie wywodzono wówczas po części od dziedziczonych ziem (stąd Oborski, czy Chabdziński w przypadku Wojciecha z ówczesnego Chabdzina) bądź od pełnionych funkcji. W tym wypadku Stanisław z Obór był także kasztelanem liwskim. Ziemia liwska to jedna z najmniejszych ziem dawnego Księstwa Mazowieckiego, jak pisał Gloger „rozległa mil kwadratowych 17, cała na lewym brzegu rzeki Liwca, który odgranicza ją od wschodu z ziemią Drohicką, czyli od województwa Podlaskiego, nie była podzielona na powiaty. Starostwo miała grodowe, Liwskie, i niegrodowe, Korytnickie. Sejmikowała w Liwie, obierając 2 posłów i co piąty rok deputata. Miasto Liw, nad rzeką Liwcem, stołeczne tej ziemi, ze starożytnym murowanym zamkiem książąt mazowieckich, osada bardzo dawna, co wskazuje mnóstwo znajdowanych tu pieniędzy staro-rzymskich”. W XVII wieku Liw stracił na znaczeniu na rzecz niedalekiego Węgrowa, do tego jednak czasu, zwłaszcza w średniowieczu był jednym z ważniejszych punktów obronnych, z czasem stając się istotnym punktem handlowym. Już w XV wieku wzniesiono tu gotycki zamek, którego ruiny znajdują się na wzgorzu nad rzeczką Liwiec, do którego dobudowany jest ciekawy dworek. Zamek warto zobaczyć, nie tylko z uwagi na znajdującą się tu znaczną kolekcję broni pochodzącej z różnych epok, lecz choćby na malowniczą lokalizację.
Wróćmy jednak do Oborskich, bo o zamku w Liwie z łatwością znajdziecie informacje, wszak ja dotarłem tu z ich powodu. Ciekawe, że Oborscy mający przez lata rodową siedzibę w Oborach, przez wieki posłowali z ziemi liwskiej i tu sięgali po urzędy. Bynajmniej nie dlatego, że z czasem narodziła się linia oborskich zwana kuflewsko-łukowską, leżących w bliskości tych stron. Tradycja rodowa była silna, na początku XVI wieku kasztelanem liwskim był Mikołaj z Obór. Opisywałem już kiedyś wyprawę moskiewską Jana Oborskiego, który przed jej podjęciem sprzedał rodową siedzibę hetmanowi Koniecpolskiemu. I wyniósł się do Liwa, skąd uprzednio posłował, sejmikował i trzymał urząd starosty grodowego. Nawet po sprzedaży Obór rodzina wciąż używała tytulatury Oborskich z Obór i wciąż związana była z Liwem. Marcin Oborski z Obór, marszałek sejmu z końca XVII wieku, uczestnik wyprawy wiedeńskiej, był podkomorzym liwskim a następnie starostą.
Oglądając dzisiejszy Liw, na rzecz którego ród opuścił Obory i Czernidła zabierając ze sobą część swych poddanych warto pamiętać, że jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku była to kwitnąca miejscowość, w czasach świetności rozważano ją na miejsce elekcji królewskich. Zniszczenie miasteczka przyniosły wojny ze Szwedami, a wreszcie upadek Rzeczpospolitej, który przyniósł kres ziemi liwskiej i przeniósł stolicę tej części Mazowsza do Siedlec.
Ale Liw warto zobaczyć.

*Właściwie powinienem napisać do Liwu, acz niepoprawna odmiana Liwa zakorzeniona jest mocno w lokalnej tradycji, podobnie jak odmienianie Całowań na Urzeczu. Zresztą forma ta znana jest również z tradycyjnego zawołania „Do Liwa!”, od którego ukuto herb Doliwa


I na razie to ostatni wpis, przez najbliższy czas ich nie uświadczycie, podobnie nie zastaniecie mnie na facebooku. Życie mnie zmusiło do dłuższej przerwy. 

Siostra Królowej

ksunder

W wydanym niedawno przewodniku po Konstancinie i okolicach, będącym częścią projektu Kalejdoskop, znajduje się ciekawy rozdział o “Wspaniałych Kobietach”. Mowa w nim o przedstawicielkach płci pięknej, które związały swe losy z letniskami Konstancin oraz Skolimów. Lista to oczywiście niepełna, nadto pomijająca wiele informacji. Otwiera ją Konstancya z Potulickich Skórzewska, co oczywiście ma sens w przypadku historii tutejszych latowisk, jednak sprawia, iż w mroku historii znika to, co wydarzyło się wcześniej. A tak się składa, że kobiety wywarły wpływ na historię tutejszych ziem na długo przed powstaniem Konstancina. Dzień kobiet to dobra okazja, by o jednej z nich opowiedzieć.

Choć moglibyśmy cofnąć się aż do średniowiecza i opowiedzieć o tych wszystkich kobietach, wymienianych w aktach jako dziedziczki tutejszych ziem, matkach, żonach i siostrach, które jako wiano wnosiły Oborskim czy Duckim z prawego brzegu części ziem pod Cieciszewem, komplikując sytuację dziedziczną, przyjrzyjmy się bliżej pani na Oborach, która została zupełnie zapomniana. Być może niektórzy znają komediowy film z roku 1979 z Janem Englertem pod tytułem “Ojciec Królowej”. Jego intryga związana jest z osobą Henryka de la Grange, markiza d’ Arquien (1602 – 1707). Jak widać osiągnął niespotykany nawet w dzisiejszych czasach wiek ponad stu lat, pod koniec życia z zubożałego markiza francuskiego dworu stając się ojcem królowej Marii Kazimiery, zwanej powszechnie Marysieńką, żony Jana III Sobieskiego. W filmie rolę królowej portretuje Anna Seniuk, dość dobrze przedstawiając jej zabiegi, by uzyskać dla ojca tytuł para Francji, w zamian za co Polska politycznie wciąż wspierać będzie obóz francuski. Problemem jest dość swobodnie poczynający sobie markiz, który nie tylko w Polsce zapamiętany został jako hulaka, karciarz i lubieżnik, korzystający z wszelakich uciech świata. Pośród tutejszych szlachciców znajduje godne towarzystwo, co utrudnia mu uzyskanie tytułu. Historia zresztą takiż obraz jego przekazuje.

Rzecz jednak nie w ojcu królowej, a w jej siostrze. Maria Anna d’Arquien de la Grange, urodzona w roku 1646, do Polski przybyła późno, mając trzydzieści lat. Była starą panną, planowała wstąpić do klasztoru karmelitanek śladem swych starszych sióstr, czemu sprzeciwiał się stary markiz. Być może to Marysieńska odwiodła ją od tego zamiaru, towarzysząc jej w wizytach w paryskim klasztorze. Już jako królowa posłała po siostrę i sprowadziła ją do Królestwa. Tu zaczęła rozglądać się za kandydatem do jej ręki, konkurentami stali się Michał Pac i Stanisław Radziwiłł. Już po samych nazwiskach widać, iż partia w postaci siostry królowej była czymś nie do pogardzenia. Lecz w konkurach zwyciężył pan na Pieskowej Skale, wkrótce kanclerz Królestwa, Jan Wielopolski. Ślub miał miejsce we Lwowie w roku 1678, a Jan osiągnął szczyt swej potęgi. Prócz zamku w Pieskowej Skale i pałacu w Krakowie oraz Warszawie posiadał liczne posiadłości ziemskie w kraju, w roku 1684 stał się właścicielem żywieczczyzny. Gdy król w roku 1677 zakupił wioskę Milanów i zmienił jej nazwę na Villa Nova, nawiązując do antycznych tradycji, choć wkrótce miejsce to zwano już Wilanowem, wznosić zaczął tam niewielki podmiejski dworek. Maria Wielopolska wraz ze swym mężem wzorem szwagrostwa uczynili podobnie, na swą wypoczynkową siedzibę wybierając należące do nich niedalekie Obory. Zakupił je jeszcze ojciec kanclerza, w roku 1650.

496px-Callot_Maria_Anna_Wielopolska

Maria Anna d'Arquien de la Grange Wielopolska na obrazie ze zbiorów Muzeum w Wilanowie pędzla Callota

Lecz wróćmy jeszcze na chwilę na chwilę do zabiegów Marii Kazimiery, by ojciec został parem. Jedną z przyczyn ochłodzenia i zerwania stosunków z Francją miała być ponoć niechęć Ludwika do markiza, po bitwie Wiedeńskiej podjęto ostatnią próbę ich naprawienia. W roku 1684 jako zaufany człowiek króla posłował do Francji kanclerz wraz ze swą małżonką celem odnowienia zerwanych stosunków dyplomatycznych, przyjął ich Ludwik XIV ale celu Wielopolski nie osiągnął. Ostatecznie nie przeszkodziło to Marysieńce, zraziwszy się do króla-Słońce porzucić myśl o zdobyciu dla ojca godności para. Gdy Polska dołączyła do Świętej Ligi uzyskała dlań kapelusz kardynalski. Markiz zmarł w Rzymie, do końca prowadząc rozrywkowe życie, jako kardynał w Wiecznym Mieście, z Marysieńką u boku.

My jednak wróćmy do Obór, gdzie zostaje wzniesiony wzorem Wilanowa podobny dworek (pałac wilanowski nie miał początkowo skrzydeł), a by dodać mu splendoru mówi się być może już wtedy, iż nazwa Obory wywodzi się od “au bord”, czyli nad brzegiem. Żadne dokumenty tego nie potwierdzą, o okresie tym z historii tych okolic wiemy bardzo mało, lecz ledwie dwór zostanie ukończony, kanclerz umiera. Wcześniej jednak wplątuje się w spisek, stając się członkiem obozu antykrólewskiego Stanisława Lubomirskiego. Po jego śmierci przeprowadzona zostaje mimo oporu wdowy rewizja zarządzoną w celu znalezienia kompromitujących papierów. Podobno takie zostają znalezione, lecz na polecenie dworu sprawa zostaje wyciszona. Na pewno Maria pali na polecenie umierającego męża jakieś dokumenty, czym naraża się siostrze. Jak chce legenda papiery pochłonąć miał kominek w Oborach, choć żaden przekaz nie precyzuje, czy nie nastąpiło to w pałacu warszawskim, w Wielopolu, jurydyce rodowej.
kominek1

Po tym wydarzeniu siostry oddalają się, a Maria zostaje sama, ciesząc się wdowim uznaniem i tytulaturą. Większość posiadłości dziedziczy Franciszek Wielopolski, syn kanclerza z pierwszego małżeństwa. Jednak Obory zostają we władaniu Marii Anny d’Arqien de la Grange Wielopolskiej, która pozostaje w niełasce królowej, choć jeszcze do roku 1698 nosi tytuł starościny brodnickiej. Nie wiemy czy dwór oborski staje się jej miejscem zesłania, bowiem o tym okresie życia Marii historia milczy, wiele jednak wskazuje, że to możliwe. W przeciwieństwie do dokumentacji innych dóbr Wielopolskich, tu wiele umów arendy podpisywane jest jej ręką, aż po rok 1712. Do niej zwracają się zamieszkujący na terenie dóbr ludzie. Właśnie, dóbr, bo to za jej rządów rodzą się dobra oborskie. Czy podjęła decyzję sama, czy też uczynił to jej zarządca nie ma znaczenia, w średniowieczu ziemie położone na południe od Jeziorki stanowiły jedność, która z czasem podzieliła się między potomków Stanisława z Cieciszewa. Maria wszystkie dawne działy Cieciszewskich skupuje, zastawione i zadłużone, odzyskując je od Gadomskich, Bogatków i innych arendarzy. Gdy zaczyna się wiek XVIII w ten sposób tworzy się klucz oborski wraz ze Skolimowem, obejmujący większą część terenu obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. W Cieciszewie powstaje browar, a trapione powodziami i wylewami ziemie zaczynają się rozwijać. W tym czasie dobra oborskie przechodzą na rzecz Franciszka, który wzniesie w Słomczynie kościół. Jakie były dalsze losy Marii nie wiemy, na pewno do swej śmierci w roku 1733 nosiła jeszcze tytuł starościny nowotarskiej i Polski nie opuściła. Zazwyczaj w książkach jest przypisem do opowieści o kanclerzu Janie Wielopolskim i królowej Marysieńce, lecz nie wątpić należy, że to ona miała duży wpływ na losy tych okolic, a także wpływ na budowę istniejącego po dziś dzień dworu w Oborach. Jedynym co nam po niej pozostało jest portret znajdujący się w wilanowskim muzeum pędzla Callota.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • CIARA Stefan, Senatorowie i dygnitarze koronni w drugiej połowie XVII wieku, PAN 1990
  • ZIELIŃSKA Teresa, Poczet polskich rodów arystokratycznych, Warszawa 1997

Groble oborskie

ksunder

Mróz ustąpił, okoliczne chodniki, ulice i łąki opanowały roztopy. Poziom wody w Jeziorce wzrośnie, wyschnięte Łęgi Oborskie znowu znajdą się pod wodą, a bagnisty teren stanie się trudno dostępny dla myśliwych i ornitologów. Lecz nie tylko oni znajdą w tym niegościnnym lesie położonym nieopodal oborskiego dworu ciekawostki warte zobaczenia. Pośród grzęzawisk znajdują się bowiem nadal zachowane, choć w coraz gorszym stanie, jedne z najstarszych pamiątek kultury materialnej tej okolicy, będące tytułowymi groblami.

wrz3
Kilkakrotnie sygnalizowałem już na blogu jak dawne jest ich pochodzenie, choć najstarsza zachowana o nich wzmianka pochodzi ledwie z XVII wieku, istnieć musiały już wcześniej. Być może ich powstanie wiązać można z przybyciem w te strony pierwszych olędrów pod koniec XVI wieku, bowiem układ i sposób usypania przypomina nieco systemy znane z rejonu Fryzji. Ale to rzecz jasna jedynie spekulacje. Na pewno kiedy powstawały nie istniały jeszcze łęgowe lasy, w owym czasie rejon między Jeziorką a Oborami zajmowało przez większość roku rzeczne rozlewisko, gdzie z rzadka znajdowały się wysepki stanowiące solidny grunt, od tego ostatniego wywodzi się nazwa istniejącej tu niegdyś miejscowości Grąd, gdzie zbudowano młyn, z czasem przekształcony w Papiernię, gdy rozlewisko zmieniono w zalew, istniejący po dziś dzień w Mirkowie. Woda przepływała jednak swobodnie, przekształcając się w “Wielki staw” pod Oborami, w miejscu którego istnieje obecny łęgowy las, następnie starorzeczem aż do Cieciszewa, skąd uchodziła ku Wiśle. Aż do końca XVIII wieku obszar był w dużej mierze niedostępny podczas roztopów i wylewów, zaczęto więc sypać groble. Najstarsza z nich zachowała się po dziś dzień, wiodła ze wspomnianego Grądu do Obór, gdzie w drewnianym dworze siedzieli Oborscy. Spisana w roku 1625 umowa między braćmi Janem i Jakubem dość jasno mówi o tym, iż “Zostawia też sobie Pan Jakub wolne wygony drogi jako po groblach do boru w do lassa wolne przejście do boru”. Wzmianka pokazuje nam, jak przebiegała komunikacja, a także ukazuje sens istnienia zapomnianej dziś drogi, która wciąż istnieje, wybrukowana kocimi łbami, ukryta za dawnym browarem w Oborach. Prócz grobli istniał tu iście przemyślny system zastawek przepuszczających wodę, umożliwiające na prowadzenie gospodarki wodnej rodem z terenów obecnej Holandii.
Znów nie obejdziemy się bez mapy, na której zaznaczyłem te najstarsze z grobli (posłużyłem się wyjątkowo mapą z lat osiemdziesiątych, choć wszystkie groble w tej samej postaci pojawiają się na mapach znacznie starszych). Znają je doskonale starsi mieszkańcy Obor, Habdzina i Łęgu, bowiem jeszcze przed wojną droga nieopodal oczyszczalni nie istniała, komunikacja odbywała się właśnie tędy. Zwróćmy uwagę na groblę wiodącą od mirkowskiego krzyża ku Oborom (oznaczona na czerwono), to właśnie najstarsza z nich, prowadząca niegdyś do Grądu, a następnie do bramy Papierni. Z kolei na niebiesko oznaczyłem groblę skrytą pośród zarośli, którą najlepiej penetrować w zimie, gdy nie porasta jej roślinność. Otóż oryginalnie wiodła ona do dworu w Czernidłach, w którym w XVII wieku mieszkał Jakub Oborski. Kolor żółty to szlak ku Habdzinowi. Poza głównym obecnie z rzadka używane, zapomniane, niegdyś usypane na rozlewiskach, które z czasem się zabagniły.

111Lecz znajdziemy tu jeszcze ciekawsze groble, ledwie widoczne, w części już nie istniejące, oznaczone na mapie kolorem bordowym. W XIX wieku znajdowała się w tym miejscu droga do dworu, którą kierowano się z Obór ku Warszawie. Otóż nie przemieszczano się przez Jeziornę Królewską, gdzie mostu nie było, a rzeka płatała figle. Wiodła właśnie od karczmy nazwanej imieniem Klarysy Braeunig, żony dziedzica Bielawy, czyli Klarysowa, wprost przez obecny Mirków, ku Oborom. Z głównej grobli odchodziła boczna, umożliwiając przejazd, a jej ślad wciąż możemy odnaleźć wśród bagna. Teraz już prawie niewidoczna, zapadnięta, nie pozwala domyślać się, iż w czasach świetności była bitą drogą, którą poruszano się powozami. Najlepiej odnaleźć ją zimą, gdy ziemia jest zamarznięta, latem teren przypomina bagna Luizjany, pośród komarów, wielkich paproci i pni drzew wyrastających z wody, ma się czasem wrażenie, iż z zielonej rzęsy wychynąć może wielki krokodyl. W przeciwieństwie do pozostałych grobli, które wzmacniano wielokrotnie, po raz ostatni już w PRLu, ta powoli znika. Niegdyś w połowie grząskiego rozlewiska skręcala do dworu, wiodąc wprost do głównej alei, którą można było dojechać do Obór. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku podróżowano w ten sposób, skracając sobie drogę, bez konieczności docierania do głównej trasy.

wrz1Groble to miejsca niezwykle urokliwe, warto zobaczyć je zimą, nim skryją się za fasadą bujnej roślinności. Większość z nich zapomniana została w ciągu ostatniego półwiecza, nadal uczęszczaną jest jedynie główna, prowadząca do Obór. Która jest starsza od samego dworu. Są to jedne z najstarszych konstrukcji w tych stronach, warto o tym pamietać, gdy wybierzemy się na spacer poprzez Łęgi...


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, Zbiór Kartograficzny

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci