Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Gozdzie

W strefie mroku: Diabelski kamień

ksunder

Szanowny czytelniku znalazłeś się na blogu traktującym przede wszystkim o historii. Ponieważ jednak mamy wakacje, chętnych do eksplorowania zwyczajowej zawartości strony odsyłam do spisu treści, dziś pisać będę bowiem o tematach nieco mniej historycznych. W ubiegłym roku były groźne bestie czy poradniki jak odpoczywać w letnisku doby belle epoque, a ja narzekałem , że sezon ogórkowy aż się prosi, aby opisać historię aligatora wynurzającego się z jednego z tutejszych starorzeczy w celu pożerania kurcząt. No i doczekałem się, opisywana w dniu dzisiejszym historia jest dużo ciekawsza, choć dotyczy czasów bardzo bliskich. A przy okazji nadaje się aby odpowiadając na zapotrzebowanie społeczne reaktywować prowadzony przeze mnie lata temu na jednym z tutejszych portali i w jednej z lokalnych gazet dział „strefa mroku”. To dla wszystkich tych, którzy dopominali się o niego do momentu powstania bloga.

Na zdjęciu tytułowy kamień, klątwa okolic Konstancina

UFO w Emilcinie wylądowało w dniu 10 maja 1978 roku. Jest to jeden z najbardziej znanych w PRL-u faktów odwiedzin przybyszy z kosmosu, którzy zabrali na pokład swego statku rolnika Jana Wolskiego i poddali badaniom. Całość tej historii rzetelnie opisuje artykuł w wikipedii (TUTAJ), a na miejscu lądowania ustawiono obecnie pomnik. Ufolodzy po dziś dzień zawzięcie na ten temat dyskutują. Nas jednak interesować będzie poboczny wątek tej historii, tajemniczego kamienia, który miał znajdować się na polanie, a później zniknął. Fora internetowe pełne są związanych z nim opowieści, o tym iż Jan Wolski miał go zabrać z polany, odwieźć z powrotem, gdy prześladował go sen związany z tym głazem, miał tam zostać znaleziony jego martwy syn, miały się na nim łamać kosy. Ufolodzy dowodzą, iż zabierając kamień Jan Wolski ocalił ziemię przed inwazją z kosmosu, bowiem jak wszystkie pozostałe diabelskie kamienie w Polsce służy jako znacznik nawigacyjny dla UFO.  W każdym razie Wolski postanowił sprzedać kamień za przysłowiową złotówkę. Na początku lat osiemdziesiątych zakupili go naukowcy z zakładu doświadczalnego w SGGW-u. Oczywiście kamień bronił się przed zabraniem, stalowe liny pękały. W końcu jednak trafił do tajnej placówki doświadczalnej SGGW i wówczas rozpoczął się – nie omieszkam zacytować pewnego śródtytułu – „Horror w Oborach”.

Diabelski kamień z Emilcina.

Jak wspominają świadkowie, głaz do zakładu SGGW-u został przywieziony Fiatem 125P Kombi, gdzie poddano kamień badaniom. Choć nie wykryto dziwnego promieniowania, rozpoczął się ciąg niepokojących wydarzeń. Padło kilka krów i zdechło stado królików, a co gorsza jak rozpisują się liczne fora internetowe „Obory i pobliskie miejscowości” stały się sceną wielu morderstw i niewytłumaczalnych wydarzeń. Wreszcie wystraszeni miejscowi utopili go w roku 1986 w pobliskim jeziorze Goździe. Tam też w 2011 roku odnaleziony został przez członków projektu NPN – na zakończenie wpisu link do ich szczegółowej relacji. Niestety przeklęty głaz wciąż pozostaje na dnie jeziora i wywiera swój mroczny wpływ na mieszkańców tej gminy, co wiele tłumaczy…

Tu czai się zło. Kto wie czym jest to, co wystaje z wody.

O kamieniu dowiedziałem się po raz pierwszy w roku 1990, kiedy przeczytałem ze zdumieniem, iż Konstancin po przewiezieniu doń głazu stał się miastem często odwiedzanym przez UFO (niestety nie mogę sobie przypomnieć tytułu gazetki o takiej tematyce, jakich wówczas sporo wydawano). Dziś wiem, że zapewne chodziło o odwiedziny w Oborach w roku 1982, o których opowiada naoczny świadek na zamieszczonym poniżej na youtube filmiku - TUTAJ. Przybysze krążyli nad cmentarzem niemieckich żołnierzy nad Maryninem. Kto wie jakich głazów użyto do jego budowy…

  

Marynin. To zapewne nie przypadek, że cmentarz znajduje się planie okręgu.

Na zakończenie dodam jedynie, iż na temat kamienia wypowiedział się nawet dr Jan Pająk, znany na całym świecie twórca teorii dipolarnej grawitacji i totalizmu. Niestety choć znajduję masochistyczną przyjemność w internetowych dyskusjach z rozmaitymi propagatorami dziwnych teorii, bowiem zazwyczaj smutno mi, że nikt z nimi nie dyskutuje, co utwierdza ich w przekonaniach że Gibraltar nie istnieje, z dr Janem Pająkiem dyskutować nie sposób, z uwagi na zawiły język naukowy użyty w jego koncepcie totalizmu. Przytoczę jedynie, iż zdaniem tego badacza na kamieniu znajdowały się liczne odbicia dłoni Ufonautów, ponadto wydzielał on regularne impulsy promieniowania, dające się zarejestrować na kliszy. Kamień został wykradziony przez grupę fanatyków z Warszawy i gdzieś zatopiony, najpewniej dlatego, iż Ufonauci hipnotyzują ludzi, zlecając im wykonanie określonych zadań. Wpisuje się to w ciąg dowodowy dra Jana Pająka, iż zatopienie kamienia, śmierć twórców programu Sonda, atak na WTC i katastrofa budowlana na Śląsku są częścią wielkiego planu skierowanego przeciwko ludzkości.

Przyjeżdżający do Konstancina i okolic zastanówcie się dwa razy, jak widać okolica znajduje się pod wpływem mrocznych sił. Kamień wciąż tu jest zatopiony w jeziorze, pozostaje tylko wypatrywać kręgów w zbożu. Choć one już tu są, jeden z nich na zdjęciu wykonanym poniżej.

 

Charakterystyczne znaki na trawie w okolicach Jeziorny, czyli konstancińskie kręgi w trawie.

Literatura:

- nic z powyższego nie jest wynikiem twórczości autora, do poczytania strona projektu NPN. Polecam poglądową lekturę komentarzy. Także tam film z wyprawy do Obór w poszukiwaniu kamienia. Nie mam siły linkować Jana Pająka, znajdziecie go bez problemu dzięki linkom z wikipedii.

Zaginione miejsca: grób Ignacego Robaka (3)

ksunder

Ignacy Robak był osiemnastolatkiem biorącym udział w Powstaniu Styczniowym, rannym w bitwie pod pobliskim Chojnowem, pochowanym w tajemnicy na cmentarzu w Słomczynie. Z biegiem lat zupełnie o nim zapomniano; zaginął również jego grób, którego poszukiwania, jak również odkrycia z tymi wydarzeniami związane, zostały opisane kilka miesięcy temu – historię tę przeczytać można w części pierwszej oraz części drugiej niniejszego wpisu. Czytelnicy tego bloga wiedzą, iż niestety grobu w rocznicę śmierci odnaleźć się nie udało, acz poszukiwań nie zaniechałem. Stąd i nowe informacje o powstańcu, którego losy odkrywamy ponownie w 150 lat później.

Powstanie Styczniowe popierane było przez Potulickich, dziedziców tutejszych dóbr, do których należały ziemie i miejscowości leżące na południe od Jeziorki. W przeciwieństwie do właściciela majątku w Bielawie, Ludwika Rossmana, który znalazł się podczas Powstania z pod nadzorem władz carskich, czy też ówczesnego dzierżawcy Skolimowa, któremu dzierżawę skonfiskowano, Włodzimierz  hrabia Potulicki nie dał zaborcy cienia podejrzeń co do swojej lojalnej postawy. Choć w sąsiednich dobrach wilanowskich doszło do napaści na urzędników carskich, w której brał udział sztyletnik ze Słomczyna, za co ukarano Potockich wysoką grzywną, brak informacji aby karą finansową obłożono Potulickich choćby za stoczoną w Goździach bitwę oddziału Kuczyka z oddziałem rosyjskim. Zapewne hrabia odpowiedzialności za to nie poniósł, bowiem partia przeprawiła się przez Wisłę nieopodal Karczewa i traktowana była przez Rosjan jako banda, na której działania właściciel dóbr nie mógł mieć wpływu. W sąsiednich dobrach finanse Marchwickich, dziedziców Turowic, Kawęczyna i Brześc poważnie nadszarpnęła grzywna nałożona przez władze, bowiem w Szymanowie powstańcy powiesili w marcu 1863 roku dwóch kolonistów za współpracę z zaborcą. Ponoć w karczmie w Słomczynie powstańcy napaść mieli na oddział rosyjski i skraść żołd przewożony do garnizonu w Górze Kalwarii, jednak historii tej jak dotąd nie zdołano potwierdzić. Jeśliby do tego doszło konsekwencje finansowe dla Potulickich byłyby znaczne…

Przez pewien czas sądziłem, że grób może skrywać któraś z omszałych płyt nagrobnych i spędziłem nieco czasu odcyfrowując napisy na zapomnianych miejscach pochówku w Słomczynie.

Hrabia pałał do powstania wyraźną sympatią i zapewne wspierał je finansowo, podobnie jak inni nastawieni patriotycznie ziemianie. Zezwalał na ukrywanie się na terenie dóbr powstańczych partii, wbrew ciążącemu na nim obowiązku nie informował o tym władz. Jeden z takich oddziałów w końcowej fazie Powstania skrył się nad brzegiem Wisły w Dębówce, gdzie mieszkańcy okolicznych wsi dowozili zaopatrzenie bezpośrednio z Obór od hrabiego. Gdy jeden z mieszkańców Słomczyna, o nazwisku Maciej Ziemski, został podczas jednego z takich transportów schwytany przez Kozaków, nie wydał Potulickich, mimo pobytu w osławionym X Pawilonie. Jak chce legenda rodzinna Włodzimierz Potulicki miał stamtąd Macieja Ziemskiego wykupić i uchronić go w ten sposób przed wydaniem nań wyroku skazującego. Pamięć o tamtych dniach przywołuje treść tablicy wmurowanej w ścianę kaplicy Potulickich na cmentarzu w Słomczynie, gdzie właśnie z tego i wielu innych powodów znalazł się napis umieszczony wyłącznie u tego jedynego przedstawiciela rodu Potulickich -  „Wdzięczni Włościanie”.

W działaniach hrabiego wspierał ówczesny słomczyński proboszcz. Stąd i pochówek dokonany w tajemnicy, który odbył się na miejscowym cmentarzu w tydzień po bitwie pod Chojnowem, a także sporządzenie fikcyjnego aktu zgonu, bowiem w innym wypadku pochowanie powstańca nie byłoby możliwe. W oszustwie wzięli udział wikariusz Stanisław Mioduszewski, majster papierniczy Tomasz Chmielewski oraz urzędnik Banku Polskiego Hipolit Karczewski, dwaj ostatni zatrudnieni w Papierni. Jak się okazuje nazwisko umieszczone w akcie zgonu oraz na płycie nagrobnej nie było prawdziwe, bowiem Robak był tylko powstańczym pseudonimem. Być może nadanym podczas sporządzania metryki, aby ukryć jego tożsamość z obawy przed represjami, a być może pseudonim ten sam sobie zdążył jeszcze nadać, podczas działań powstańczych. Inspiracja wydaje się tu oczywista i jest nią zapewne „Pan Tadeusz”.

 

Ponieważ jak podpowiedziano mi zdarzyło się już na tutejszym cmentarzu, iż grabarze uszkodziwszy przypadkowo płytę nagrobną wyrzucili ją do pobliskiego lasu, spędziłem tam nieco czasu na bezskutecznych jak dotąd poszukiwaniach.

Zagadką pozostanie z jakiego powodu ufundowano płytę nagrobną z piaskowca, miast ograniczyć się w takim wypadku do postawienia na grobie brzozowego krzyża. Być może płyta pochodziła z późniejszego okresu, gdy po odzyskaniu niepodległości władze II Rzeczpospolitej starały się upamiętnić żyjących powstańców i miejsca walk o niepodległość. Jednakże fakt wystąpienia w akcie zgonu dwóch urzędników Papierni nie wydaje mi się przypadkowy. Ignacy mógł być z nią jakoś związany, więc być może to pracownicy zakładu ufundowali nagrobek. Tej odpowiedzi nie poznamy już nigdy.

Grób znajdował się na cmentarzu nieopodal kaplicy Marchwickich, dziedziców Brześc i Kawęczyna z czasów Powstania Styczniowego. Nie był aż tak zapomniany, jak się uprzednio wydawało, okazuje się iż przed II wojną światową znajdował się pod opieką szkoły w Słomczynie. Najstarsi absolwenci wspominają, iż wspólnie w nauczycielem Piotrem Szczurem, znanym w tej okolicy działaczem i powojennym dyrektorem Mirkowskiego Zespołu Szkół, zwanych potocznie „Cyrkiem”, rokrocznie dbali o grób, sprzątali go, ustawiali kwiaty i zapalali znicze. Podobnie jak na grobie innego powstańca o nazwisku Gut, ps. Brun, którego lokalizacji na cmentarzu chyba mało kto potrafi obecnie wskazać… Los grobu Ignacego Robaka pozostaje nieznany. Inicjatorką działań dbania o groby była nauczycielka ze szkoły w Słomczynie, późniejsza członkini Armii Krajowej, p. Antonina Olszewska. Wówczas powstańczych grobów na cmentarzu miało być jeszcze kilka…

Kaplica Marchwińskich, dziedziców Kawęczyna i Brześc, zamieszkujących dwór w Turowicach. Tuż obok niej znajdował się grób Ignacego Robaka.

Pod koniec XX wieku płyta z czerwonego piaskowca wciąż tam była, w ostatniej dekadzie zniknęła. Udało się jedynie ustalić dość dokładną lokalizację grobu, bowiem stojąc plecami do kapliczki Marchwińskich, znajdowało się przy grobie zapomnianego powstańca. Nikt nie potrafi wskazać kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach grób przestał istnieć, obecnie na jego miejscu ustawiono inne. Jak wskazywał jeden z moich rozmówców, na cmentarzu tym zdarzało się już, że usuwano potajemnie groby, uniemożliwiające rozbudowę innych. 

To co pozostało nam w 150 lat później, jest jedynie opowieścią o zwyciężonych.


Autor pragnie podziękować za pomoc – p. Stefanowi Rulskiemu i p. Katarzynie Sosnowskiej, bez których przygotowanie niniejszego tekstu nie byłoby możliwe, a przede wszystkim ustalenie lokalizacji grobu.

Ostatnia część wpisu, gdzie jak się okazuje grób udało się odnaleźć dostępna jest w tym miejscu:


Źródła i literatura:

  • SZULIŃSKA Margerita i in., Zabytki powiatu piaseczyńskiego, KOBIDZ, Warszawa-Piaseczno 2006
  • SWAT Tadeusz, Gloria victis. Mogiły poległych z okresu Powstania Styczniowego 1863 – 1864 na ziemiach polskich¸ Pruszków 2004

Zaginione miejsca: grób Ignacego Robaka (2)

ksunder

Ignacy Robak niestety nie wydobrzał z ran zadanych mu podczas bitwy. Zmarł w tydzień później, w dniu 27 maja 1863 roku, o godzinie szóstej nad ranem. Przez tydzień dochodził do siebie, ukrywany na terenie Jeziorny-Papierni, jak wówczas zwano obecny Mirków.

W zasadzie niewiele możemy o nim powiedzieć. Miał ledwie 18 lat i trudno stwierdzić, czy związany był z tymi okolicami wcześniej, acz prawdopodobnie już od kilku lat pracował w Papierni jako czeladnik i to jej pracownicy ukryli go, gdy został przyniesiony przez swych towarzyszy. I jak czyniło to wielu młodzieńców przez wieki historii Polski, ruszył walczyć do powstania, gdy na terenach między Piasecznem a Górą Kalwarią Władysław Turketti, urzędnik sądowy z Piotrkowa Trybunalskiego, sformował swój oddział, który później przeszedł pod dowództwo Kononowicza. Tu dodajmy, że wielu młodych mieszkańców Urzecza dało się porwać entuzjazmowi styczniowemu. W obawie przed branką warszawską młodzież uciekała ze stolicy nie tylko do Kampinosu, ruch ten odbywał się również przez Karczew i przeprawę w Gassach, a także lasy Chojnowskie. Stąd i tyle starć powstańczych na obu brzegach Łurzyca, wymienić można choćby bitwę pod Dziecinowem, w której 17 marca z powstańcami walczył również ten sam oddział płk. Rejnthala, który dokonał 4 marca masakry w Goździach.

Rycina z 1863 roku przedstawiająca szarżę powstańców z wystawy AGAD (Audytoriat Polowy Wojsk w Królestwie Polskim, sygn. 7, s. 117)

Wróćmy jednak do Ignacego Robaka, którego pochówku dokonano zachowując w tajemnicy fakt jego udziału w walkach powstańczych, bowiem tylko w ten sposób było to możliwe. Księga metrykalna milczy na temat powodu jego zgonu, mowa jest jedynie o śmierci młodzieńca z Włoszczowej, którego imion rodziców nie poznano. Akt sporządził wikariusz parafii słomczyńskiej ksiądz Stanisław Mioduszewski, w obecności Tomasza Chmielewskiego, papiernika, oraz Hipolita Karczewskiego, urzędnika bankowego (piękny lecz nieco zadbany grób Karczewskich znaleźć można na cmentarzu w Cieciszewie). Jak zapisano Ignacy Robak czasowo przebywał w Papierni w Jeziornie. Następnie dokonano pochówku na cieciszewskim cmentarzu. Jedynym śladem okoliczności jego śmierci pozostał napis na płycie z piaskowca „… Chojnowem”. Z biegiem lat jego pierwsza część uległa zatarciu, stąd pozostaje nieznana. Domyślać się możemy, iż skoro ufundowano znaczniejszy grób, mógł on pracować w Papierni już wcześniej, acz to już tylko spekulacje.

Być może stąd wzięła się lokalna tradycja wiążąca bitwę pod Chojnowem z mogiłą na rozstajach dróg, gdyż ranni z tej bitwy trafili w te okolice, a niektórzy jak Ignacy Robak zostali tu pochowani. Jednakże wkrótce o tym zapomniano, bowiem Ignacy Robak i jego udział w powstaniu nie stał się nigdy częścią lokalnej tradycji. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, gdy II Rzeczpospolita odwołując się do tradycji powstańczej, hołubiła żyjących jeszcze wówczas bohaterów tych walk, ze zdumieniem patrząc na kłótnie zapomnianych frakcji Białych i Czerwonych, na trzymano wartę przy mogile w Goździach. O 18-latku z kielecczyzny nikt nie pamiętał.

Akt zgonu Ignacego Robaka w księdze parafialnej z roku 1863 (ASC Słomczyn)

Gdy w roku 1985 dokonywano inwentaryzacji cmentarza, natrafiono na zapomniany grób, skojarzono datę i miejsce bitwy pod Chojnowem. I jak napisał w swych notatkach nieżyjący już niestety historyk Tadeusz Swat, zajmujący się miejscami pamięci, grób znajdował się „w centralnej części cmentarza nieopodal kaplicy”.

I tak dotarliśmy do kwestii tytułowej… Grobu tego poszukiwałem od kilku miesięcy, gdy tylko dowiedziałem się o jego istnieniu, a z biegiem czasu zaczęło zależeć mi na przywróceniu pamięci o zapomnianym 18-letnim powstańcu. I jak wie wiele osób, które w tych poszukiwaniach pomagało, nie udało się dotąd odnaleźć płyty z piaskowca na owym cmentarzu. Nie ma informacji o grobie w parafii słomczyńskiej, nie wiedzą o nim okoliczni mieszkańcy. Karty ewidencji cmentarza powstałe podczas inwentaryzacji cmentarza, zakończonej wpisaniem go w roku 1987 do ewidencji zabytków, nie przynoszą nam informacji o lokalizacji grobu. Na karcie w zbiorach Narodowego Instytutu Dziedzictwa (dawny Krajowy Ośrodek Badania i Ewidencji Zabytków) zapisano jedynie ołówkiem słowa „grób powstańca”. Informacji nie ma na karcie w zbiorach Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, ani w archiwalnych zapisach…

I tak zaginął grób na cmentarzu, zapewne znajdujący się poprzednio w części, gdzie dekadę temu wycięto zarośla. Być może napis się zatarł, być może nagrobek tam jest, wywrócony bądź nieczytelny, miejmy nadzieję, że po prostu nie udało się go zauważyć… Mam jeszcze nadzieję, że po opublikowaniu tego wpisu, ktoś będzie w stanie podać lokalizację grobu.

Zapomniane miejsca pochówków na cmentarzu w Słomczynie / Cieciszewie

Dziś, jak wzmiankowałem w pierwszej części wpisu, obchodzono niewielkie uroczystości przy pomniku w Goździach, związane z tradycją bitwy pod Chojnowem. Na pewnym poziomie prawda historyczna nie ma znaczenia, a to czy spoczywają tam powstańcy z oddziału Ziemomysła Kuczyka, czy też spod Chojnowa, nie jest kwestią sporną. Liczy się fakt ich upamiętnienia i przekazania wiedzy o tym co się wydarzyło. Historia ma to do siebie, że niepielęgnowana potrafi zaginąć, jak pamięć o Ignacym Robaku. Nasza lokalna historia, jak potyczki powstańcze na Urzeczu i śmierć pewnego 18-latka, którego losów zapewne nie poznali jego rodzice, są również częścią czegoś większego. I o tym nie zapominajmy. Stąd mam nadzieję, że mimo zaginięcia miejsca jego pochówku od tej pory będzie pamiętał o nim ktoś jeszcze, prócz autora tego wpisu. A i mogiła w Goździach jest dobrym miejscem by uczcić jego pamięć…


Nie był to jednak koniec poszukiwań. Kolejne części wpisu:


Źródła i literatura:

  • SZULIŃSKA Margerita i in., <em">Zabytki powiatu piaseczyńskiego, KOBIDZ, Warszawa-Piaseczno 2006
  • SWAT Tadeusz, Gloria victis. Mogiły poległych z okresu Powstania Styczniowego 1863 – 1864 na ziemiach polskich<¸ Pruszków 2004

Autor pragnie podziękować za pomoc okazaną w trakcie poszukiwań miejsca pochówku, bowiem wiele osób nękanych było przeze mnie osobiście bądź w inny sposób. Dziękuję zarówno tym, którzy odpowiedzieli, jak i wszystkim pozostałym. W szczególności za okazaną pomoc p. Irenie Śliwce, ks. Jackowi Dzikowskiemu oraz pracownicom NID i MWKZ, które pomagały w poszukiwaniach, w dokonywanych sprawdzeniach mocno wykraczając poza zakres swych obowiązków.

A na profilu FB w tym tygodniu jeszcze o powstańcach okolic Konstancina...

Zaginione miejsca: grób Ignacego Robaka (1)

ksunder

Powstanie styczniowe w obecnych okolicach Konstancina trwało długo, a jego karty zostały zapisane po obu stronach Wisły, gdy powstańcze partie przekraczały rzekę. Choć obchodziliśmy już rocznicę jego wybuchu, to pamiętać należy, iż walki nasiliły się w maju 1863 roku. Powstanie zostało nieco zapomniane, minęło już 150 lat od tamtych wydarzeń i na świecie nie ma nikogo kto by je pamiętał, zaś inne walki wyzwoleńcze pozostają w cieniu Powstania Warszawskiego, które w ciągu ostatnich lat zaczęto obchodzić jako narodowe i ogólnopolskie. Wydarzenia z lat 1863 – 1864 są także mało romantyczne, czego przykładem może być choćby książka Wierna Rzeka autorstwa związanego z Konstancinem Stefana Żeromskiego. A przecież jak zauważył wybitny polski historyk Stefan Kieniewicz, powstanie to nie może równać się z żadnym innym. Polacy przez kilkanaście miesięcy związali walką zawodową armię jednego z najpotężniejszych państw świata, sami regularnym wojskiem nie dysponując, tworząc w tym czasie podziemne państwo posiadające własne urzędy.

Orzełek wycięty z pluszu, prezentowany na wystawie w AGAD (Archiwum Lubomirskich z Małej Wsi, sygn. 1205, s. 114a)

Jakiś czas temu na blogu przytaczana była relacja dotycząca pomnika-mogiły w Cieciszewie wybudowanego w setną rocznicę powstania. Ponieważ wówczas nie udało mi się potwierdzić miejscowej tradycji wiążącej to miejsce z powstańcami rannymi w bitwie pod Chojnowem lub ukryciem się ludzi płk Ziemomysła Kuczyka, powyższe postanowiłem pominąć, podobnie jak w artykule na ten temat znajdującym się na stronach Wirtualnego Muzeum. Acz okrągła data zobowiązuje, stąd i dalsze poszukiwania. Dzięki temu udało się stwierdzić, kim są powstańcy, których powywieszano na drzewach przy drodze do Obór, a potem złożono w mogile na skraju dróg. W tym miejscu pozwolę sobie więc odesłać ponownie do nowego artykułu na stronach Wirtualnego Muzeum. Dodam jedynie, iż wcześniejsze domniemania historyka Stanisława Góry odnośnie pobytu oddziału Ziemomysła Kuczyka w Goździach udało się potwierdzić, o czym można poczytać choćby w wymienionym na zakończenie niniejszego wpisu artykule Mariusza Rombla. Z zapisków nienawidzącego Polaków rosyjskiego urzędnika Mikołaja Pawliszczewa wynika, iż po bitwie nieopodal Otwocka Małego, w miejscu zwanym Osiny, oddział powstańczy przeprawą w Gassach przedostał się na drugi brzeg rzeki, gdzie spotkał go smutny los, gdy Rosjanie doścignęli go w folwarku w Goździach. Powstańczy dowódca płk Kuczyk po latach okazał się rosyjskim prowokatorem, przy czym nie wiadomo czy zwerbowany do współpracy został już wówczas, czy też później…

Mogiła poległych z oddziału mjr Kuczyka w Osinach (Otwock Mały), który po tej bitwie ukrył się na folwarku w Goździach, gdzie został rozbity (źródło: Gazeta Otwocka)

Co ciekawe na ziemi otwockiej od dawna wiele osób ma świadomość, że w Goździach rozbito oddział Kuczyka. Historia ta zatarła się w pamięci po drugiej stronie Wisły, co niejako ukazuje nam po raz kolejny, iż łurzyckie brzegi zostały trwale rozdzielone po latach wspólnej historii. Skąd więc na lewym brzegu zakorzeniona tradycja związana z Chojnowem?  Jest ona bardzo silnie związana z historią tego pomnika, w tym miejscu nadmienię, iż w dniu jutrzejszym o godz. 13 pod pomnikiem organizowane są uroczystości rocznicowe, które wieńczyć będzie msza święta o godz. 14.30 w kościele w Słomczynie – jeśli ktoś może wziąć w nich udział, gorąco zachęcam. Data jak widać także związana jest z bitwą pod Chojnowem mimo, iż jak wynika z zapisów oddział po bitwie przemieścił się w kierunku południowym, a zabitych pochowano na istniejącym tam wówczas cmentarzyku.

Słów kilka o tej bitwie, znanej także jako bitwa pod Żabieńcem, bo rzeczywistym miejscem jej stoczenia były okolice mostku na Jeziorce. W maju 1863 powstańczy dowódca Władysław Kononowicz uderzył tu z zasadzki na Rosjan. Postać to bez mała ciekawa, bo wcześniej doświadczenie wojenne zdobywał walcząc na Kaukazie z Czeczeńcami, jako zawodowy oficer wojsk rosyjskich, skąd przyniósł doświadczenie prowadzenia wojny partyzanckiej. Skutecznie nękał przeciwnika w okolicach Warki, aż po przeprawie przez Pilicę w dniu 18 maja 1863 roku pod miejscowością Gołębiów dopadła go obława rosyjska. Doszło tam do bitwy, w której zginęło wielu powstańców, a 180 dostało się do niewoli. Jeńców poprowadzono do cytadeli. Śmiałym manewrem Kononowicz przerzucił resztę swego oddziału w kierunku Piaseczna, gdzie zaczaili się czekając na Rosjan. Tam między Żabieńcem a Chojnowem doszło w dniu 19 maja do bitwy, gdy usiłowano odbić jeńców. Próba ta niestety nie powiodła się, a w walce padło kolejnych 12 powstańców, których pochowano we wspomnianym miejscu. Kononowicz miał wycofać się z 15 rannymi. 27 maja pod Warką doścignęła go kawaleria, bowiem Rosjanie zmobilizowali 2000 ludzi aby dopaść oficera, który pokonał ich wcześniej pod Magnuszewem i Rozniszewem. Kononowicz nakazał zakopać broń i rozpuścił oddział, lecz sam został schwytany, a 4 czerwca dokonano jego publicznej egzekucji na oczach mieszkańców Warki.

Władysław Kononowicz, po bitwie pod Żabieńcem awansowany do stopnia podpułkownika (źródło: Wikicommons)

Nie wszyscy ranni dotarli aż do Warki, bowiem opóźnialiby marsz, a oddział był ścigany. Ukrywani byli w okolicy, wśród sympatyków powstania, których na terenie nie brakowało. O współpracę z Kononowiczem podejrzewano choćby ówczesnego dziedzica Bielawy, Ludwika Rossmana, którego oddano pod nadzór policyjny. Nie wiemy kto na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna ukrył rannego młodzieńca o imieniu Ignacy Robak.

O nim opowie w dniu jutrzejszym druga część niniejszego wpisu, bowiem stał się już nieco nazbyt obszerny.


Pozostałe części wpisu:


Źródła i literatura:

  • Gazeta Otwocka, wydanie specjalne styczeń 2013
  • GÓRA Stanisław, Partyzantka na Podlasiu 1863-1864, Warszawa 1976
  • PAWLISZCZEW Nikołaj, Tygodnie polskiego buntu t. I-II, Warszawa 2003
  • PRZEWALSKI Stefan, Walki narodowowyzwoleńcze (1809-1831-1863), w: Studia i materiały do dziejów Piaseczna i powiatu piaseczyńskiego, Warszawa 1973, ss. 225-237
  • ROMBEL Mariusz, Bitwa pod Dziecinowem i Zambrzykowem, w: Zeszyty historyczne ziemi garwolińskiej, z. 19, 2013, ss.15-32
  • SWAT Tadeusz, Gloria victis. Mogiły poległych z okresu Powstania Styczniowego 1863 – 1864 na ziemiach polskich>¸ Pruszków 2004

Powstanie styczniowe

ksunder

Dzisiejszym wpisem chciałbym zainaugurować zamieszczanie tekstów źródłowych pochodzących sprzed stuleci, które wraz z tekstami bardziej ogólnej natury, wciąż powiązanymi z okolicami Konstancina, także znajdą tutaj miejsce. Materiały źródłowe będą zawierać krótki komentarz.

Dzisiejszy tekst jest nieco nietypowy, bowiem liczy zaledwie 9 lat, uznałem jednak, iż 150 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego, obecnie pozostającego w cieniu kolejnych wojen i walk niepodległościowych, lecz stanowiąca istotne wydarzenie dla mieszkańców tych terenów, warta jest czegoś więcej niż tylko wzmianki. Poniższe oświadczenie notarialne nie jest znane wielu osobom zamieszkującym okolice Konstancina. Z tekstu usunąłem dane osobowe oraz fragment związany z budową pomnika, pozostawiając część związaną z powstaniem styczniowym.

Oświadczamy, że w dniu 12 lipca 2004 roku w Cieciszewie zebrały się osoby [urodzone w latach 1919-21] pamiętające historię powstania Pomnika Powstania Styczniowego z 1863r znajdującego się obecnie na skrzyżowaniu ulicy Grzybowskiej i Podlaskiej przy Parceli i Zakładzie Doświadczalnym Obory (przy Mleczarni). Osoby te ustaliły na wyżej określonym spotkaniu, że Pomnik BohaterówPowstania Styczniowego nie przypadkowo został wzniesiony w tym właśniemiejscu.Tutaj znajduje się zbiorowa mogiła Powstańców Styczniowych oraz osób, które zostały zamordowane przez carat za pomoc udzielaną powstańcom.

Z przekazów rodzinnych oraz lekcji historii prowadzonych przed II wojnąświatową, w szkole w Słomczynie przez pana Romana Walczykiewicza kierownika szkoły wiadomo, że w miejscu obecnych budynków Zakładu Doświadczalnego w Oborach stała owczarnia, w której przed wybuchem powstania wojskowi szkolili przyszłych powstańców. W czasie powstania znajdował się tutaj szpital. Zmarłych chowano w zbiorowej mogile, warstwami, w kilku w rzędach.Nad mogiłą został usypany kopiec, do dzisiaj mimo upływu czasu znacznie wyróżniający to miejsce. Pierwotnie miał ok. kilkunastu metrów długości i szerokości. Według relacji pana Guta ze Słomczyna, o pseudonimie „BRUN",który brał udział w powstaniu, zostało tam złożonych kilkadziesiąt zwłok.Razem z powstańcami pochowano również anonimowych ludzi powieszonychprzez carat po upadku powstania na topolach rosnących wzdłuż drogiprowadzącej z Cieciszewa wzdłuż Parceli do Obór.

Wydarzenia tych lat były tragedią dla okolicznej ludności zaangażowanej wwydarzenia styczniowe prześladowanej przez zaborcę.Dopiero po odzyskaniu niepodległości w 1918r został na tym miejscupostawiony dębowy krzyż.(…)

Powyższe potwierdzono podpisami.

Relację starałem się przez ostatnie miesiące potwierdzić, przeszukując dokumenty i materiały z okresu Powstania Styczniowego zgromadzone w archiwach oraz bibliotekach. I choć mi się to nie udało, uważam na podstawie pośrednich przesłanek, iż relacja ta odpowiada prawdzie. W owym czasie w miejscu dawnej wsi Goździe znajdował się folwark o tej samej nazwie, w którym dla ówczesnych posiadaczy majątku oborskiego, Potulickich, wypasano owce. Nie należy także lekceważyć informacji przekazywanych z pokolenia na pokolenie, bowiem jak wielokrotnie dowiedziono w naukach historycznych i etnograficznych, są one bliższe prawdzie niż nam się wydaje. Co ważne wspominają je ludzie, którzy mieli je szanse usłyszeć być może od bezpośrednich świadków wydarzeń. Gdy w roku 1918 możliwe było upamiętnienie tych wydarzeń, w miejscu tym ustawiono krzyż, co wcześniej było przez pół wieku zakazane. Nazwisko Gut do dnia dzisiejszego występuje w Słomczynie, zaś w roku 1865 wieś zamieszkiwało kilka osób tak się nazywających. Wreszcie jak wynika z informacji uzyskanych z parafii Słomczyńskiej, jeszcze na początku II wojny znajdowała się tam dokumentacja związana z pochówkiem oraz zapis ówczesnych wydarzeń.

Czasem jak widać nawet bliskie nam wydarzenia, jeśli nie zostaną zapisane, mogą stać się zagadką dla następnych pokoleń…

Tekst pisano w styczniu 2013 roku, od tamtego czasu udało się rzucić nowe światło na wydarzenia związane z tym miejscem, gdzie jak okazuje się doszło najprawdopodobniej do starcia partii płk. Kuczyka z oddziałem rosyjskim płk. Rejnthala. O powyższym można poczytać na stronie Wirtualnego Muzeum - tutaj.

Na blogu zaś znajdują się inne teksty o Powstaniu Styczniowym w gminie Konstancin-Jeziorna:

Zaginione miejsca: Grób Ignacego Robaka część 1 i 2

Sztyletnicy Łurzyca

Pragnących pogłębić wiedzę na temat Powstania Styczniowego w okolicach Konstancina odsyłam do dwóch stron internetowych – Tożsamości Miejsca, założonej przez uczniów p. Wojciecha Guszkowskiego, nauczyciela historii z miejscowych szkół, dzięki którego osobistemu zaangażowaniu, przekazywana jest wiedza o przeszłości tych ziem, a także do krótkiego opracowania mojego autorstwa, zamieszczonego na stronie Wirtualnego Muzeum Konstancina.

"Wymarsz postańców" Maksymiliana Gierymskiego 

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci