Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Skolimow

Witaj szkoło!

ksunder

Wakacje się skończyły, więc na blogu z lekkim opóźnieniem przyjrzyjmy się tradycjom szkolnym  tych stron. Liczą one bez mała prawie 600 lat, bowiem sięgają już XV wieku. Związane były z tutejszymi parafiami, gdyż nauka w Polsce przedrozbiorowej była domeną kościoła. Stąd przypomnijmy, iż obecna gmina Konstancin-Jeziorna, to teren niegdysiejszych trzech parafi. W Piasecznie została fundowana około roku 1458, do której należały wieś Skolimów z przyległościami, Chylice czyli obecny teren Czarnowa oraz Jastrzębie. Rejon ten w dużej mierze pokrywał las i wiemy o nim stosunkowo najmniej. Odnotowano jednak istnienie szkoły parafialnej w roku 1630, gdy w Piasecznie biskup poznański Maciej Łubieński konsekrował ołtarz, zalecając większą troskę właśnie o szkołę. Do niej uczęszczały dzieci ze Skolimowa, a trasa przez las wcale nie była wówczas bezpieczna. Jeszcze w XV wieku na Kierszku uprawy wśród drzew grodzono z obawy przed dzikimi zwierzętami, zresztą nazwę Jastrzębie wywodzić można od siedziby łowieckiej księcia Janusza Starszego, który przybywał tu na polowania. Droga ze Skolimowa do Piaseczna w dużej mierze nie istniała, wytyczono ją dopiero w XIX wieku, zatem codzienna wędrówka nie była łatwa.

Nie inaczej było z parafią w Powsinie, do której należały wsie położone na północ od rzeki Jeziorki, czyli Jeziorna Królewska i Klarysew. Powsin może pochwalić się najstarszą szkolną tradycją tych stron, bowiem w wizytacji biskupiej w roku 1675 zapisano, iż proboszcz o imieniu Stefan już w roku 1446 kierował szkołą parafialną. Zaś w roku 1603 napisano, że opatrzeniem szkoły jest wieś Bielawa, która dawała na jej utrzymanie. Szkoła przetrwała kolejne 200 lat, najstarszy znany jej opis pochodzi z roku 1818: „Dom, w którem mieści się Szkółka, stancya dla księdza wikarego i organisty jest z drzewa tartego, stawiany w węgieł, pod gontem. Ma długości łokci 36, szerokości 15. Kominy murowane, dosyć dobry. ... W tej parafii jest szkółka utrzymywana ze składek parafianów. Dominium Powsin daje opał nauczycielowi. Nauczyciel jest ksiądz wikariusz. W tej szkółce jest uczniów płci męskiej 6, a żeńskiej 7, uczęszczających i uczących się sylabizowania, czytania i początków pisania.” Niestety, z jakiegoś powodu dziedzic dóbr wilanowskich postanowił ją zlikwidować. Szkołę próbowano umiejscowić w Jeziornie Królewskiej, co miało o tyle znaczenie, że rozbudowująca się Papiernia przyjmowała do pracy kolejnych robotników. Nie było to jednak proste, o czym świadczą pisma kierowane w roku 1839: "w odpowiedzi na odezwę ks. proboszcza z 20 lipca fabrykanci z Papierni Jeziorskiey wynajęli u dziedzica dóbr Jeziorna Królewska lokal dla nauczyciela, gdyż w pobliżu papierni szkoły nie ma i dzieci pozbawione są nauki. ... Lokal ten wszelako dotąd jeszcze nie jest gotowy, a zatem i ta szkoła jeszcze nieurządzona." 

Z założenia szkoły nic nie wyszło, a dzieci uczęszczać musiały do Słomczyna. Proboszcz powsiński kierował listy do władz, przekonując, że zdobędzie fundusze na organizację szkoły: "Żadnej szkółki ani rządowej ani prywatnej w parafii Powsin nie ma. Żadnych nie ma w parafii Powsin nauczycieli. Żadnych uczniów nie ma!". Wreszcie w roku 1853 przekazał do dziedzica Potockiego "prośbę i życzenie mieszkańców wsi Bielawy, którzy nie chcą płacić składek i należeć do szkoły parafialnej w Słomczynie. Dzieci ich maja tam dwa razy dalej niż do Powsina, a do tego rzeka w Jeziornie często wylewa i dzieci mało korzystają z nauki w szkole. ... Pragną oni należeć do szkoły w Powsinie i proszą o zwolnienie z opłat na rzecz szkoły w Słomczynie." Przedostanie się przez rzekę w pobliżu obecnej Starej Papierni lub dzisiejszego Mirkowa jak widać nie było proste, stałych mostów wciąż nie wybudowano. Do Słomczyna uczęszczało tego roku 153 dzieci, tamtejsza szkoła przykościelna stała się więc dość znaczna. Nie dziwi zatem, że gdy po Powstaniu Styczniowym utworzono gminę Jeziorna, pierwszym dekretem rady było utworzenie gminnej szkoły w Jeziornie Królewskiej. Powstała ona na łąkach, a obecna wybudowana jest w jej dawnym miejscu. Jest to więc najstarsza z tutejszych szkół.

1005815Szkoła w Cieciszewie w połowie XVII wieku sytuowana obok kościoła

A co ze szkołą w Słomczynie? Jej tradycja jest równie stara jak szkoły w Powsinie, istniała już na pewno w XVI wieku, a jej absolwenci w postaci dwóch Cieciszewskich studiowali wówczas na Akademii w Krakowie, czyli obecnym Uniwersytecie Jagiellońskim. Bo oczywiście pierwotna szkoła, podobnie jak parafia, znajdowała się w Cieciszewie, gdzie kościół jak wiemy fundowano w roku 1238. W wizytacji roku 1603 pisano, iż przy świątyni istniała także szkoła parafialna, „trzeci dom przykościelny, ale wymagający reperacyi”. Szkoły parafialne uczyły rozmaitych rzeczy, niektóre wyłącznie odmawiania pacierza i podstawowych modlitw, lecz w cieciszewskiej uczono także sztuki czytania i pisania. W metryce parafii lat 1660-1717 wymieniono „nauczyciela liter” Wojciecha Loczkiewicza oraz Tomasza Boguszewskiego, rektora szkoły. Szkołę przeniesiono wraz z parafią do Słomczyna, bowiem informacje o jej istnieniu znajdujemy w roku 1790. Zlikwidowano ją wraz z utworzeniem szkoły elementarnej, w Jeziornie Królewskiej. Sytuację tę zmienił w roku 1906 proboszcz Tymieniecki. Prałat otworzył początkowo szkołę jednoklasową, rodzice płacili na utrzymanie 50 kopiejek od dziecka zaś resztę dopłacał ksiądz. Nauczyciel otrzymywał 30 – 40 rubli miesięcznie, zatem suma dokładana przez proboszcza była znaczna. W trakcie wojny po ostrzelaniu kościoła szkołę umieszczono w domu rodziny Guttów, a od 1919 stała się ona państwową szkołą powszechną. W ten sposób gmina Jeziorna zyskała dwie główne szkoły, a od początku XX wieku we wsiach zakładano już filie, pozwalające na naukę do piątej klasy. Na jej kontynuowanie mogli pozwolić sobie nieliczni, ale to już temat na inną opowieść.


Źródła i literatura:

  • LALIK Tadeusz, Piaseczno w dawnej Polsce - XV - XVIII w . (w:) Studia i materiały do dziejów Piaseczna i powiatu piaseczyńskiego, Warszawa 1973
  • KOMOSA Paweł, Osiem wieków Cieciszewa, Konstancin-Jeziorna 2013
  • AGAD, AGWil
  • blog Powsinoga

Wakacje z duchami (1)

ksunder

Opowiem wam o duchach.

Wakacje to dobry czas na takie opowieści, zbierałem je przez ostatnie lata i zamieszczałem krótkie informacje na facebooku, teraz pora wreszcie spisać te historie. Duchów w tych stronach mamy niemało, niektóre opisywano już nawet w przewodnikach dotyczących tej tematyki, inne trafiły ndo telewizji i zaczęły żyć własnym życiem. Czytelnicy tego bloga wiedzą również, że na Urzeczu grasują diabły mieszkające w wierzbach, a w tutejszych dworach żyły niegdyś bestie, w pałacach pod posadzkami znajdowano ciała, wreszcie iż okolice Konstancina to miejsce niebezpieczne, nawiedzane przez przybyszy z kosmosu. Pora zebrać to wszystko w jednym miejscu, przez najbliższe dwa miesiące o tym właśnie poczytacie na blogu.

Nawiedzony Komisariat - Konstancin ul. Niecała 19

Ostatnimi laty duch ten zrobił największą karierę, wpływ na powyższe zapewne miał jego inauguracyjny występ w TVN. Jak to zwykle bywa opowieść ta żyć zaczęła własnym życiem, każdy kolejny z piszących dokładał coś od siebie i tak narodził się Niebieski Upiór, będąc inkarnacją dawnego UBeka, lub funkcjonariusza NKWD; straszący w opuszczonym komisariacie. Gdy Policja wyniosła się do nowego obiektu okazało się, iż nocami ktoś wędruje opuszczonymi korytarzami, a pełniący tu służbę spotykali się z tajemniczą zjawą. 

PSX_20150411_183440

Zacznijmy od tego, iż wbrew temu co można wyczytać, że lokalni funkcjonariusze zajmowali tylko parter budynku, a na piętrze grasował duch, nie jest to prawdą, podobnie jak historia, iż w piwnicach budynku znajdowała się katownia UB. Siedziba tej ostatniej instytucji mieściła się w "Białym Dworku", jednak już w pierwszej relacji, w której pojawił się duch, oba te budynki, odległe od siebie o pół kilometra uległy połączeniu. Od tamtej pory wszyscy powtarzając tę historię dodają od siebie jakiś szczegół, ubarwiając ją w sposób niejako fantastyczny, stąd prócz faktu iż MO i Policja bały się wchodzić na piętro budynku, dowiedzieć się możemy, iż przez lata znajdowano tu ślady po dawnych lokatorach, NKWD i UB, których nigdy tu nie było. Bo organa grasowały całkiem niedaleko, na Królewskiej Górze... 

PSX_20150411_183019

Kat z UB stał się już częścią lokalnego kolorytu, nie ma więc szansy aby historię tę sprostować, zwłaszcza iż zawodowe medium potwierdziło jego obecność, wskazując również, iż duch nawiedza to miejsce, nie tylko szukając odkupienia, lecz również z powodu zakopanych tu skarbów. Osobiście nie mam pojęcia kto pozostawia na śniegu ślady oficerskich butów, a nocami kroczy poprzez opuszczony budynek, gdzie skrzypią stare deski. Tajemnicza obecność w budynku stała się już przedmiotem badań zarówno zawodowców z projektu NPM jak i rozmaitych grup urbeksowych. Budynek komisariatu przy Niecałej 19 powoli niszczeje, został sprzedany przez gminę dopiero za dziewiątym razem jesienią roku 2014, jak mówili niektórzy właśnie z powodu tamtejszego ducha. Być może to ostatnia okazja by samemu odkryć ślady ducha, nim wypędzi go nowy właściciel i ruszająca wkrótce na pobliskim Placu Sportowym budowa przedszkola.

Zresztą jeśli szukalibyśmy duchów to znaleźlibyśmy je właśnie na tym placu, gdzie w trakcie okupacji RKS Mirków rozgrywał swe mecze. Oficjalnie nie mogły się one odbywać, więc wójt gminy Skolimów przymknął oko na posadzone tu drzewka przez piłkarzy, które w trakcie meczy zmieniały się z niewinnej roślinności w skłupki bramek. I właśnie tu 29 sierpnia 1943 roku podczas meczu KS "Papiernika" z KS "Wir-Mokotów" padły strzały ze strony niemieckiej żandarmerii, raniono widzów, zginęli piłkarze. Zatrzymani twierdzili, iż żaden klub piłkarski nie istnieje. Jeszcze po wojnie wciąż rozgrywano tu mecze, jak napisał Andrzej Mularczyk nad swą ówczesną sympatię przedłożył grę na bramce na Placu Sportowym, co skutkowało zakończeniem tego związku.

Wkrótce duchy opuszczą więc Plac Sportowy, który nazwę swą wziął właśnie od rozgrywanych tu meczy, a przetrwała ona w nazewnictwie znajdujących się tu przystanków autobusowych. A czy szukać ducha z pobliskiego komisariatu nie wiem, w internecie natrafiłem na przerażającą creepypastę dziejącą się w tymże budynku, gdzie jesienią 2013 roku przenocować chciała czwórka nastolatków. Towarzyszyły im dziwne odgłosy, a tuż przed świtem odnaleźli w podłodze klapę, którą otworzyli, by odkryć stare biurka i maszyny do pisania, a także pancerne drzwi, które postanowili uchylić. Wkrótce w pobliskich domach usłyszano wycie i nieludzkie wrzaski...

 PSX_20150411_185419

Skończmy na dziś opowieść o duchach. Niektórzy mówią, że z ich powodu dawny budynek komisariatu będzie stał pusty i niszczał po wsze czasy. W pobliskim lesie i niedalekim zamku mieszkają również inne. O nich przeczytacie za tydzień.

Linki:

o duchu z opuszczonego komisariatu przeczytacie w wielu miejscach (trafił już nawet do przewodników). Warto zajrzeć do kilku tekstów:

a filmy o duchu z Niecałej dostępne są tutaj:

 Zdjęcia pochodzą z bloga Michała Jankowskiego - http://michalfotografia.blox.pl

Z biegiem rzeki

ksunder

Dziś pozwolę sobie zamieścić fragment nie napisanej nigdy książki. W ubiegłym roku poproszono mnie o napisanie fragmentów na potrzeby powstającego przewodnika po tych okolicach. Mój pierwotny zamysł był inny, co na szczęście utrącili redaktorzy, bowiem pomysł niezbyt pasował do konwencjonalnego przewodnika. Otóż wzorem wychodzącego przewodnika po historycznych Mazurach chciałem zaproponować wędrówkę nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie, w formie gawędy historycznej, ilustrowanej dawnymi zdjęciami. Napisałem nawet niewielki fragment dotyczący Jeziorki, o której opowieść miała zaczynać się jeszcze daleko przed Piasecznem. I niniejszym go zamieszczam, ograniczając fragment do części dotyczącej Skolimowa, wraz z komunikatem, iż blog zawiesza na dłuższy czas działalność. Rozmaite okoliczności sprawiają, iż nie mam ostatnio zupełnie czasu nie tylko przygotowywać tekstów, ale również zaglądać na stronę FB bloga. Kiedy powróci nie mam pojęcia, na razie życzę przyjemnej lektury.

Z biegiem rzeki. Fragmenty przewodnika po historycznej Jeziorce i jej otoczeniu

Na mapach dostrzeżemy dolinę Jeziorki, wyżłobioną przez wodę tysiące lat temu. Gdy opadła z rzadka zaczęli osiedlać się nad nią ludzie, którzy wybierali przede wszystkim tereny skarpy wiślanej. Ślady dawnego osadnictwa nad Jeziorką pojawią się dopiero w jej dolnym biegu, w Jeziornie Królewskiej, gdzie woda rozlewało się tworząc wielkie rozlewisko. Od niego rzeka wzięła swą nazwę, przez lata zwąc się Jeziorą, przechowując w swym nazewnictwie elementy historii. Rozlewała się szeroko w dolnym biegu, aż wreszcie została spięta między wały, jednak to nie przeszkadzało jej podnosić swego lustra raz na kilka lat, grożąc powodzią okolicznym miejscowościom. Próbując prześledzić jej bieg na mapach dostrzeżemy, iż przez ostatnich 200 lat nie zmienia się tylko jedno, nie przestaje uparcie podążać w kierunku Wisły. Podążmy więc z jej biegiem, począwszy od czasów gdy zwano ją jeszcze „Gyezorą”. Gdybyśmy przybyli tu w wczesnym średniowieczu okazałoby się, iż stanowi rzekę graniczną. Rozdzielała wówczas ziemię warszawską i czerską. (…)

6_Park%20i%20rzeka%20w%20Skolimowie_%20Poczt%C3%B3wka%20ze%20zbior%C3%B3w%20autora

Płynąc dalej wśród meandrującej lasami rzeki dotarlibyśmy wreszcie do położonego w ziemi warszawskiej Skolimowa. To jedna z najstarszych osad w tych okolicach, choć jej początki giną w pomrokach dziejów. Jednakże początek dali mu Prusowie, zapewne uchodzący na Mazowsze przed Krzyżakami, dokonującymi ich chrzestu ogniem i mieczem. W XIII wieku regentka mazowiecka Perejesława dawała schronienie uchodźcom, a jeden z nich imieniem Skolim założył wśród tutejszych lasów osadę. Na lewym brzegu rzeki na ziemi nadanej przez władców Mazowsza wykarczowali teren pod osadę i pola, osiedlając się na wprost skarpy porośniętej lasem położonej na drugim brzegu rzeki, przy brodzie którym rzekę przekraczano podążając z Chylic do Jeziorny Królewskiej. Wkrótce zamieszkujący tu rycerze otrzymali ziemię na własność.

W roku 1418 Skolimów dziedziczył Racibor, który doczekał się kilku synów, wzajemnie zastawiających sobie skolimowskie działy i role. Szybko zaczęło dochodzić do sporów o ziemię, gdy Mikołaj ze Skolimowa wszedł w rozliczenia z Gotardem z Laskowa. W roku 1436 podczas wizyty księcia Janusza Starszego jego siedzibie myśliwskiej w Jastrzębiu, właśnie w Skolimowie odnotowano wzmiankę w języku polskim zapisaną w okolicach Konstancina, gdy rycerz Bolesta okazał akt Gotarda, uprawniający go do posiadania połowy Skolimowa: „Bolesta obranczyl xianszy lyst Gotardowy” (…) Z czasem posiadacze wsi zaczną zwać się Skolimowskimi, a miejsce ich pierwotnej siedziby zajmie dwór. Zamieszkają tam dzierżawcy „osiadłości wsi Skolimowa”, bowiem na początku XVII wieku Skolimów zostanie przez Skolimowskim sprzedany posiadaczom graniczącego z nim w lesie majątku oborskiego.(…)

Choć obecnego dworu nie można zwiedzać, jeśli ktoś przybije  do brzegu i przespaceruje się obecną ulicą Kołobrzeską dostrzeże tam ślad dawnego Skolimowa. Znajdzie także kapliczkę z czerwonej cegły, ustawioną po wygaśnięciu epidemii cholery, która zabrała większość jej ówczesnych mieszkańców, pochowanych przy pobliskiej drodze. Nowych mieszkańców wsi sprowadzono ponoć z Podlasia, a przez lata nikt nie ośmielał się tam budować siedlisk. Obecna kapliczka ustawiona została w XX wieku na miejscu poprzedniej, na granicy wsi.

Lecz my płyńmy dalej, bo przed nami zasypana odnoga, którą niegdyś płynęła rzeka, a dalej most pod którym przepłyniemy. Lecz tuż przed nim znajduje się betonowa konstrukcja, której historia wiąże się z wyschniętą odnogą. Gdybyśmy przybili tu do brzegu i podążyli suchym korytem dotrzemy do drogi, po drugiej stronie której znajdziemy młyn, do którego jeszcze po wojnie zmierzała woda napędzając znajdujące się tu młyńskie koło. Historia tego młyna jest równie stara jak osady Skolima. Po jej założeniu zapewne szybko spiętrzono wodę i w ten sposób powstał kolejny z wielu istniejących wówczas młynów na Jeziorce. Już w XV wieku odnotowano istnienie takiego obiektu w dole rzeki za Pólkiem i Chylicami. W roku 1685 młynarzem był tu Bartłomiej Kubiec, którego odnotowały kościelne księgi zaginionej parafii w Cieciszewie, gdy wraz z kowalem Maciejem Karwalą z wsi Przyjeziorna, był świadkiem na ślubie tamtejszego młynarza. Z czasem liczba młynów zmniejszyła się i zaczęły być arendowane, choć nie było to szczególnie opłacalne zajęcie. Pod koniec XVIII wieku arendarze zmieniali się co roku, a księgi gospodarcze majątku w Oborach pokazują nam jak niszczycielską siłę miała wówczas rzeka, zamarzająca co roku i rozsadzająca swym lodem śluzy i umocnienia.  Młyn bywał często naprawiany, jak pisano wówczas  „w młynie  y Skolimowskim kół sześć palecznych wodnych y trybowych dane nowe z tartego materiału jako też kamienie trzy aż z Końskich kupne y sprowadzone do młyna jezierskiego wiosną”. Młyn przetrwał czasy rozbiorów i doczekał w tym samym miejscu odrodzenia Polski, a w roku 1922 doszło w nim do zbrodni, która wstrząsnęła ówczesnym społeczeństwem. Jako dowód upadku obyczajów opisał ją w „Przedwiośniu” Stefan Żeromski. Grupa bandytów pod przywództwem Walentego Góralskiego napadła na młyn zabijając zatrudnionych tam robotników, córkę i brata młynarza, a wcześniej plądrując pobliskę willę Zofiówka… Po dokonaniu mordu uciekli z pieniędzmi kolejką wilanowską. Do grudnia 1922 Policja schwytała wszystkich biorących udział w napadzie, a rekonstrukcja zbrodni w młynie w Skolimowie trafiła na wystawę prezentującą osiągi polskiej kryminalistyki. Mord ten upamiętniała wisząca na drzewie drewniana kapliczka. Młyn przetrwał wojnę, jeszcze po wojnie ziarmo mielono tu u państwa Kordów, z czasem wraz z innymi młynami w Polsce został zamknięty. Pozostał jedynie budynek Starego Młyna, służący obecnie jako sala zabawowa i niewielki betonowy mostek, często mylony z kolejowym, bowiem znajdują się na nim szyny. To pozostałość mostu spiętrzającego wodę, gdzie podnoszono stawidła zasilając w ten sposób kanał prowadzący do młyna i napędzano młyńskie koło. Obecnie na prywatnym terenie pozostały resztki urządzenia. Pod koniec lat osiemdziesiątych pan Korda podniósł stawidła po raz ostatni, a woda opadła bezpowrotnie. Kanał młyński wysechł, a wiele lat później zasypano go nieopodal młyna demontując urządzenia. Niektórzy skarżyli się, że woda w studniach zaczęła wysychać, ale z czasem się przyzwyczaili. Maszynerię chciała kupić władze, ale zrezygnowały po prowadzonych negocjacjach. Regulacja rzeki odeszła w niepamięć, a mostek znalazł się na terenie prywatnym, gdzie jeden ze znanych polskich bogaczy wzniósł swą rezydencję.

1miejsce_konkurs_foto

Popłyńmy więc dalej, pod mostkiem i mostem, zostawiając młyn za sobą. Na prawym brzegu mijać będziemy posiadłość należącą niegdyś do Hugona Seydla, który przybył w te strony na początku XX wieku. Zacząć jednak należy od Prekkerów, wspominanych już przy okazji dworu, w którym mieszkali w drugiej połowie XIX wieku. (...)


 Tak właśnie miało to wyglądać. Kilka osób pytało mnie ostatnio o książkę, czy zamieszczane tu materiały opracuję kiedyś i opublikuję. Jeśli miałbym to zrobić to uczyniłbym to zapewne w formie powyższej opowieści, obejmującej nie tylko rzekę Jeziorkę, ale również Wisłę i stary czerski szlak, na razie jednak nie pozwala mi na to brak czasu.

Więc  - do zobaczenia.

Grób Lewoniewskich

ksunder

wpis, z którego dowiecie się z jakiego powodu towarzysz Stalin zapłacił za grób z wizerunkiem Jezusa Chrystusa na cmentarzu w Skolimowie

Na cmentarzu w Skolimowie uwagę zwraca okazały grób rodziny Lewoniewskich, w którego centralnej części uwieczniono pilota Zygmunta Lewoniewskiego, zaginionego 13 sierpnia 1937 roku podczas lotu nad Biegunem Północnym. Jak łatwo się domyślić nie spoczywa on w tym miejscu, bowiem ciała nigdy nie odnaleziono. Zygmunt Lewoniewski, czy też Lewaniewski, bowiem takiej odmiany nazwiska używał, dowodził lotem z Moskwy do Fairbanks na Alasce. Nad biegunem przeleciał o 13:40, ostatnia wiadomość od załogi pochodziła z godziny 14:32, gdy doniesiono o awarii jednego z silników. Lewaniewski stał się w ZSRR jednym z bohaterów narodowych, jego imieniem nazwano Szkołę Lotnictwa Morskiego, a także pierwszy z całej klasy późniejszych statków Lewaniewski. A teraz pora na odpowiedź na pytanie co odznaczony  medalem "Złota Gwiazda" Bohatera Związku Radzieckiego, Orderem Lenina, Orderem Czerwonego Sztandaru Pracy i Orderem Czerwonej Gwiazdy robi na cmentarzu w Skolimowie.

cmentarz08_700

Lewoniewscy z rodzinnej Sokółki wyjechali do Petersburga w roku 1898, stąd też Zygmunt Lewoniewski urodzony w roku 1902 był de facto Rosjaninem polskiego pochodzenia. O ile po rewolucji reszta jego rodziny wyjechała do Polski, a jego brat Józef również stał się tam znanym lotnikiem, Zygmunt związał swój los z bolszewikami i ZSRR. Wkrótce zmienił pisownię nazwiska na Lewaniewski i stał się jednym z asów polarnego lotnictwa. Jego dokonania budziły międzynarodowy podziw, w roku 1933 uratował Jamesa Matterna, który podjął próbę lotu dookoła świata.

W wiek od tamtych wydarzeń przypomnieć należy, że w latach dwudziestych i trzydziestych przestworza nie były podbite i opanowane przez człowieka. W roku 1927 bohaterem stał się Charles Lindbergh, który jako pierwszy dokonał niemożliwego przelatując bez lądowania przez Atlantyk. Loty w mroźnym arktycznym powietrzu, przez nieprzebyty ocean, samolotami w zawodzących silnikach sprawiały, że wykonujący je piloci urastali do miana bohaterów. Wspomniany już Józef Lewoniewski zginął w roku 1933 usiłując pobić rekord przelotu bez lądowania na trasie Warszawa-Kazań. Zbiegiem okoliczności stało się to w rok po wypadku Żwirki i Wigury. Józefa pochowano na warszawskich Powązkach, a na pogrzeb przybył z ZSRR Zygmunt. Obaj bracia doczekali się pomnika w Sokółce wybudowanego w latach osiemdziesiątych.

Po śmierci Zygmunta Lewaniewskiego, jego matka, Teofila otrzymała emeryturę. Wynosiła ona 900 złotych płatnych kwartalnie przez rząd ZSRR. Gdy wybuchła II Wojna Światowa nie pozostawiono jej samej sobie. Pracownik ambasady radzieckiej przywiózł 200 000 złotych radząc je zainwestować w nieruchomość, bowiem czasy były niepewne. Jej córka Zofia Kornacka zakupiła piętrowy dom w Konstancinie. Mężem Zofii był natomiast kapitan lotnictwa Wacław Kornacki, jak widać rodzina związała swe losy z przestworzami, choć Wacław zginął na ziemi, w obozie jenieckim. Niestety nie udało mi się jak dotąd ustalić, którą willę kupiła Kornacka, choć historia jest tu mocno podobna do opowieści o tajemniczym domu w Czarnowie, w którym ponoć spotykali się działacze zwaśnionego podziemia, a posiadać go miał tajemniczy właściciel, być może Niemiec, ukrywający się za nazwiskiem Heleny Bobkowskiej. Po czerwcu 1941 roku i ataku Niemców na ZSRR Teofili Lewoniewskiej i Zofii Kornackiej miało ponoć poszukiwać gestapo, a pracownica miejscowej administracji zaprzeczyć obecności wśród mieszkańców gminy Skolimów-Konstancin, fałszując wykazy mieszkańców (niestety księgi meldunkowe nie zachowały się, więc historii nie zdołałem potwierdzić).

2d16f9d1e261

Gdy Warszawa została wyzwolona Lewoniewską i Kornacką odwiedzić miał z polecenia Stalina radziecki oficer. A gdy Teofila zmarła w kwietniu 1945 roku pochowano ją w Skolimowie. Pomnik na grobie wystawiła radziecka ambasada.

Będąc w Skolimowie warto obejrzeć ten grób zawsze porośnięty roślinnością, na którym z krzyża spogląda smutne oblicze Chrystusa. Za którego wystawienie zapłaciła ZSRR, uwieczniając również symbolicznie Zygmunta Lewoniewskiego, jednego ze swoich największych bohaterów.

Skolimowscy

ksunder

wpis o dziejach średniowiecznego Skolimowa

Kontynuujmy historię Skolimowa, wsi położonej w ziemi warszawskiej, nad rzeką Gyeziorą, u stóp wysokiej skarpy porośniętej lasem, skąd prowadziła droga ku terenom łowieckim księcia Janusza Starszego, położonych w tutejszych ostępach. Wpis o początkach Skolimowa zabrał nas w czasy założenia tej wsi, założonej przez Prusa o imieniu Skolim. W roku 1407 panował tu rycerz Jacus, który jako pierwszy zanotowany został w księgach pod przydomkiem Skolimowskiego.

W roku 1418 Skolimów dziedziczył Racibor, który doczekał się kilku synów, wzajemnie zastawiających sobie skolimowskie działy i role. Szybko zaczęło dochodzić do sporów o ziemię, gdy Mikołaj ze Skolimowa wszedł w rozliczenia z Gotardem z Laskowa. W roku 1436 podczas wizyty księcia Janusza Starszego w jego siedzibie myśliwskiej w Jastrzębiu, właśnie w Skolimowie odnotowano wzmiankę w języku polskim, gdy rycerz Bolesta okazał akt Gotarda, uprawniający go do posiadania połowy Skolimowa, nadanego mu przez księcia: „Bolesta obranczyl xianszy lyst Gotardowy”.

XV wiek to czas gdy zapisywane zaczynają być przydomki, które z czasem na trwałe zrosną się z imionami, stając się nazwiskami szlacheckimi. Sytuacja nie jest tu prosta, bowiem w owym czasie wywodzono je najczęściej z nazw posiadanych gniazd rodowych. Ziemia stała się częstym przedmiotem a handlu, a my nie jesteśmy w stanie jednoznacznie utożsamić niektórych osób sprzedających sobie poszczególne wsi. Gotard z Sokołowa staje się Gotardem z Laskowa, a z czasem Gotardem Skolimowskim… Osoby pisane pod takim nazwiskiem nie zawsze wywodzą się więc z jednego rodu, nadto często zdarza się, że bracia zakupując kolejne wsie zaczynają nosić inne nazwiska, mimo iż są rodziną. W ten właśnie sposób ród Ciołków w Bielawie zaczyna być znany jako Bielawscy, podczas gdy jeden z jego członków po nabyciu Falenicy przekazuje potomkom nazwisko Faliński.
Lubicz_-_herb_szlachecki

Herb Lubicz (zbiory wikicommons)

Wróćmy jednak do Skolimowa, już w połowie XV wieku mamy tu Skolimowskich aż nadto. Pozywają się wzajemnie o ziemię, gwarantują sobie sądownie spokój o wiana ich żon, zawzięcie dochodzą liczby należnych im kop groszy praskich. Książę Janusz Starszy rozsądza te spory cierpliwie, podczas każdej wizyty na tych ziemiach, pozostali zaś w grodzie czerskim gardłują na temat swych należności. Księgi czerskie notują wielu Mikołajow, Piotrów, Bartłomiejów ze Skolimowa obracających w owym czasie ziemią. Lecz rzecz ciekawa, jeden z nich udaje się w owym czasie do stolicy sąsiedniej Polski, by pobierać nauki na znajdującym się tam uniwersytecie. W roku 1428 Marcin Stanisław ze Skolimowa jest uczniem Uniwersytetu Krakowskiego, dodajmy że pierwszym odnotowanym z tych stron na tej uczelni. Uczniem jest pilnym, bowiem kroniki notują w roku 1430, iż zostaje bakałarzem.

Tak oto wykształca się ród Skolimowskich herbu Lubicz, który trzymał będzie Skolimów w ziemi warszawskiej, odprowadzający dziesięcinę do parafii w Piasecznie i łożący na utrzymanie tamtejszej szkoły parafialnej. Wielu potomków tego rodu nosi takie nazwisko, choć jak wspomniano pisało się w ten sposób także wiele innych rodzin, które związane były ze Skolimowem. Niektórzy zaś wzięli je wprost od swych pruskich antenatów, bowiem Skolimowie i Skolimowscy aktywni byli podczas wojny trzynastoletniej, walcząc po stronie Polski. Tutejszy Skolimów leży na uboczu, w pobliżu przeprawy przez Jeziorę, która z rzadka jest wykorzystywana, w połowie drogi między wsią Jeziorną Książęcą a Chylicami. Po założeniu przez Janusza Starszego miasta Piaseczna w zasadzie przestaje być odwiedzany. Stąd i przez kolejne wieki niewiele możemy o nim powiedzieć, bowiem Skolimowscy w przeciwieństwie do swoich sąsiadów znad Wisły nie spierają się często o granice. Nie przesuwają rzeki wzorem Oborskich i nie najeżdżają się wzajemnie. Jeszcze w roku 1589 Albert Skolimowski spisze z Janem Oborskim, Jakubem Falińskim i Albertem Świderskim umowę i ściganiu wzajemnym chłopów zbiegłych z ich dóbr, po czym w niejasnych okolicznościach Skolimowscy znikną ze Skolimowa. W roku 1637 wieś wraz z tamtejszym folwarkiem posiada już Jan Oborski, który sprzedaje ją wraz z częścią swych dóbr hetmanowi Koniecpolskiemu. Od tej pory aż do drugiej połowy XIX wieku Skolimów łączy swe losy z dobrami oborskimi.


 Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci