Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Oledrzy

Nadrzeczne wały

ksunder

Dobiega powoli końca przebudowa wału wzdłuż lewobrzeżnej Jeziorki. Po latach obietnic i zapowiedzi odcinek z Jeziorny do parku zmienił się w szlak spacerowy, pozostała część jest wzmacniania, a szczyt zmienia się w szeroki trakt. Jeszcze do niedawna wiodła tamtędy jedynie wąska ścieżka, z czasem wydeptywana coraz bardziej, pośród wysokich traw. To zjawisko stosunkowo nowe, bowiem przecież aż do połowy XX wieku wałowi pilnowali, aby wałów nie porastała trawa, w ich pobliżu nie mogło zaś wyrosnąć ani jedno drzewo. Wały nie służyły do chodzenia, czy jazdy na rowerze, poza wskazanymi miejscami nie był dozwolony przepęd bydła. Przepęd w Jeziornie Królewskiej także przy okazji tego remontu odejdzie w niepamięć, od lat nie był zresztą używany. Remont i przebudowa wału przebiega w ciekawy sposób, do wykopanego rowu pompowano specjalną mieszankę betonową, która go wzmocni. Choć wały wzdłuż Jeziorki mają najkrótszą historię, w dużej mierze pochodząc z czasów przedwojennych – a na wielu odcinkach z lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy rzeka została uregulowana (o czym poczytać można w tym wpisie), remont był już im potrzebny. Przyglądając się nowoczesnym metodom prac ziemnych, warto cofnąć się w przeszłość i dowiedzieć się, jak wały zostały usypane.

Podobnie jak obecnie w przeszłości budową i konserwacją wałów zajmowali się fachowcy. Zwano ich hydraulikami, dysponowali fachową wiedzą w zakresie prac hydrotechnicznych. Zajmowali się projektowaniem i wykonywaniem rowów oraz wałów, z kolei za budowę tam i główek odpowiedzialni byli mistrzowie tamiarscy, zwani również tamiarzami. Do XIX wieku wynajmowano ich doraźnie, na koszt właścicieli dóbr ziemskich, czym w razie potrzeby zajmowali się zarządcy majątków. Choć z racji częstych powodzi Departament Policji w roku 1788 proponował aby zacząć „utrzymywać hidraulików doskonałych do bicia tamm i rowów, przez co miliony szkody, które wylewy sprawują oszczędzą się całemu krajowi”, a do sypania wałów wykorzystać więźniów i włóczęgów, powyższych idei nie wprowadzono w życie. W XIX wieku powołano Związki Wałowe, które zajęły się kwestią obwałowania brzegów rzek (o Związku, dzieki któremu wzniesiono wały od Góry Kalwarii aż po Siekierki poczytać można w tym wpisie).

Z hydraulikiem zawierano kontrakt. Dzięki umowom z nieznanym z imienia Koeppenem, sypiącym wały między Kopytami a Łęgiem w roku 1817 oraz Nikiforem Lebiedewem z Suwałk w roku 1852 wznoszącym wały między Powsinem a Augustówką możemy dowiedzieć jakie były obowiązki hydraulików. Usypanie wału było kwestią kompleksową, przed rozpocząciem robót obowiązkiem hydraulika było oczyszczenie gruntu, na którym miał być usypany wał „to jest wszelkie zarośla jakie by się na tej linii znajdowały mają być wykarczowane, wycięte i uprzątnięte – darnina zaś wyrżnięta (…) słowem grunt pod wał sypać się mający tak ma być oczyszczony, aby tylko ziemia dobra i czysta łączyła się z ziemią na usypanie wału użytej się mającej. Jeżeli zaś na linii sypać się mającego wału znajdzie się mudnica piaskowa, takową także podejmującu się obowiązany będzie w całej dolnej szerokości wału wykopać aż do tej głębokości gdzie grunt stały okaże się – i ma ją uprzątnąć”. Kwestia ziemi, która miała być użyta do budowy wału, także nie była sprawą prostą. Kolejne punkty precyzowały jej spoistość, nie wolno było do budowy wału używać piasku.

walUkładanie kiszek faszynowych (zb. Ł. M. Stanaszka)

Budowę wałów rozpoczynano wbijając w linii pale drewniane, na które sypano ziemię następnie ubijaną kolejnymi warstwami. Do sypania i uzupełniania ubytków stosowano także darninę, której wypłukiwaniu zapobiegano układając kolejne warstwy faszyny. W ten sposób chroniono także wzmocnienia brzegu zwane główkami. W celu umocnienia konstrukcji wysiewano trawę i zasadzano wierzbowe płoty, sposobem zaczerpniętym od Olędrów – jak zanotowano „Wierzby zaś tak wedle przerwy y tamach przy niey iako y wedle dużej tamy są ponasadzane które się poprzyjmowały na które poprawy niemało pieniędzy y pańszczyzny wyszło”

Roboty rozpoczynano od wytyczenia linii, gdzie wał miał się znajdować. Często przebiegały one przez pola uprawne lub gospodarstwa, co powodowało pretensje olęderskich kolonistów. Niektórym nakazano opuszczenie domostw, które pozostawiono za wałem. Następnie ustawiano profile „podług których nasyp ma się uskuteczniać”. Ustalano, iżsypanie zaś wału winno następować warstwami jedną stopę grubemi potem ubite mają zostać a to dla uniknienia osiadania wału. Ruszty po obu stronach wału powinny być regularne uformowane, mocno ubite i jak należycie oberżnięte i oczyszczone”. Obowiązkiem hydraulika było dostarczenie własnych narzędzi, sam dbał o ich uzupełnianie, w przypadku zniszczenia podczas robót.

Podczas budowy i naprawiania tam ziemię ubijano w stopniu uniemożliwiającym jej dalsze osiadanie. Do robót używano ziemi o odpowiedniej spoistości, zakazane było korzystanie ze znajdującej się w miejscach wpływających na bezpieczeństwo brzegu. Trzon konstrukcji stanowiły paliki „od czterech do czterech i pół stopy długie dwa i pół do trzech cali grube”. Podobnie jak w wieku XVIII wierzchnie pokłady tam, opasek i fundamentów wykonywano „z chrustu łozowego świeżo ciętego”, który należało dobrze okiszkować „aby przy nadejściu wiosny porost” zapewnić. Z kolei „do części będących w wodzie” używano faszyny „z innego gatunku chrustu, byle giętkiego i nie grubego dobrze dwoma witkami na knebel związanego”. Powyższe obowiązywało także w trakcie robót faszynowych.

most

Ciszyca, II Wojna Światowa. Sypanie nowego przebiegu i naprawa wałów zbudowanych wiek wcześniej (zb. Ł. M. Stanaszka)

Wały sypano po oczyszczeniu gruntu i wykarczowaniu roślinności, zwracając uwagę aby na planowanej linii znajdowała się wyłącznie ziemia, mogąca trwale połączyć się z nasypem. W przypadku napotkania mudnicy piaskowej, konieczne było jej wybranie i zasypanie ziemią. Tę brano wyłącznie od strony Wisły, czyniąc to „tak zwanymi skrzyniami z pozostawieniem między nimi progów aby takowe zamulone być mogły” co powodowało naturalną rekonstrukcję zalewową gruntu. Od strony wału można było pobierać ją jedynie w ostateczności. Nie używano piasku. Przed rozpoczęciem robót ustawiano profile wskazujące nasyp, następnie sypano wał warstwami grubości jednej stopy, które potem ubijano przed nasypaniem kolejnej warstwy. Powstające ruszty miały być należycie uformowane i mocno ubite, co podlegało kontroli. Hydraulikom zalecano: „Wał ma być usypany przed zimą zledz się należycie i aby tym sposobem stał się ścisłym i wody nieprzepuszczalnym”

Z tym ostatnim bywało już różnie. Koeppen w okolicach Kopytów usypał krótki odcinek wałów w roku 1817, z kolei Lebiedew natrafił na problemy, które sprawiły że wały sypano kilka lat. Przede wszystkim z powodu pieniędzy. To ostatnie chyba do dzisiaj nie uległo zmianie...


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Archiwum Warszawskie Radziwiłłów dział II, akta niesygnowane
  • AGAD, Obory

Życie na granicy (3)

ksunder

Do jednych z najważniejszych obowiązków landrata należały także sprawy wojskowe. Na poziomie ówczesnego powiatu odpowiadał za problematykę, którą nazwalibyśmy dzisiaj ewidencją wojskową. O ile do roku 1795 prowadzono rekrutację, nakładając stopniowo obowiązek dostarczania rekruta na posiadaczy majątków ziemskich, w prowincji Prus Południowych zaczęto wprowadzać pobór powszechny, obowiązujący już od dawna na ziemiach podleglych pod Królewiec.

urzeczeUrzecze na zdj. ze strony piaseczno.pl

Z powszechnym poborem było rozmaicie, nierzadko zdarzały się dezercje. Rekruci potrafili porzucać swe dotychczasowe życie. Bronikowski tłumaczył choćby w roku 1801 w pismach kierowanych do Warszawy, iż „urlopowany grenadier Jan Kempka z Kopytów istotnie uciekł, pozostawiając żonę i dzieci”. Zarządcy Obór polecił „majątek po nim pozostały zabrać, mundur odesłać do Warszawy do Generała Plotz”. Ucieczka stała się paradoksalnie dużo łatwiejsza niż w dawnych czasach, gdy chłopi uciekali od obowiązku sprawowania pańszczyzny i chwytani byli w innych częściach Polski. Tuż za rzeką leżało przecież inne państwo, które nawet w czasach pokoju niezbyt przesadnie chętnie oddawało dezerterów. Prusy postępowali zresztą adekwatnie, gdy Bronikowski w roku 1800 poprosił o instrukcję co do postępowania z dezerterami z „Gallicji” (czyli austriackiego Karczewa) pozostającymi w dobrach oborskich, polecono „udzielić im paszportów”, zezwalając na pobyt w Prusach, nie realizując konieczności odesłania ich na powrót do Austrii.

Obowiązek służby wojskowej objął również olędrów, których migracja w drugiej połowie XVIII wieku w górę Wisły spowodowana została w dużej mierze przez postanowienia pierwszego rozbioru. Gdy ziemie dawnej Rzeczpospolitej włączone zostały do Prus, przed mennonitami na Żuławach stanęła konieczność pełnienia służby, sprzecznej z ich przekonaniami religijnymi. O ile pośród olędrów tych okolic mennonitów nie było, ewangeliccy i katoliccy koloniści nie rwali się do pełnienia służby wojskowej. W dokumentach dworskich zachowało się pismo Bronikowskiego, odnoszące się do zaświadczenia kolonisty Michała Gahr złożone przed landratem w roku 1801, iż jego syn nie nadaje się pełnienia służby wojskowej, zatem „Regiment nie będzie pretensji nie czynił, więc nie ma przeszkód by ożenił się z wdową Jobsową”. Jak widać zamążpójście uzależniono od kwestii pełnienia służby wojskowej, a zachowanie kobiety mającej perspektywę poślubienia mężczyzny, przez wiele lat nieobecnego w domu, nie wydaje się raczej dziwne. Jednocześnie trudno powiedzieć, czy kwestia odmiennego traktowania olędrów wynikała z ich odmiennego statusu prawnego, czy też z celowej polityki władz pruskich.

O ile za spory rodzinne i majątkowe na terenie dóbr odpowiadał ich właściciel, sprawy naruszające porządek prawny oraz kryminalne pozostawały w gestii landrata. Choć kierowane do Obór pisma nie zawierają informacji odnośnie popełnianych przez mieszkańców Urzecza, dopuszczali się oni czynów niezgodnych z prawem. Pojawiają się żądania, by miejscowi stawili się pod oskarżenie, wreszcie by odsyłać ich do Góry Kalwarii celem odbycia zasądzonych kar aresztu (najczęściej 14-dniowych).

Ponad landratem stały pruskie władze w Warszawie, gdzie urzędy zajmowali już Prusacy, choćby tacy jak osławiony literat i prawnik Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, autor „Dziadka do orzechów”. Pamiętany przede wszystkim z urzędowego nadawania nazwisk żydowskim mieszkańcom Warszawy i okolic. Masowo wpisywał do ksiąg mieszkańców całych ulic i dzielnic jako Rosenbaumów (Różane drzewo), Goldbergów (Złota góra), Eisenbaumów (żelazne drzewo) czy Applebaumów (jabłoni). Ich potomkowie stanowią obecnie dość liczną społeczność w rozmaitych krajach, pomimo iż nie są ze sobą spokrewnieni. W stosunku do tutejszych ziem władze nie były aż tak ekscentryczne, przesyłając pisemne polecenia, zwane w ówczesnym języku „groźbami prawnymi”. Widać w nich przede wszystkim wyrażany odgórnie nacisk na podniesienie potencjału gospodarczego włączonych do Prus ziem.

gassyGassy na zdj. Ł. M. Stanaszka

W związku z utworzeniem komory celnej w Gassach, począwszy od roku 1797 władze pruskie żądały, aby przejazd przez dobra oborskie drogą do Karczewa był w żaden sposób nieograniczony. Jednocześnie rokrocznie upominano rządcę w Oborach, aby naprawiał i utrzymywał w odpowiednim stanie drogę wiodącą do promu, wiodącą przez ówczesną wieś Borek do Gassów (obecnie podobnie jak wieś Borek, w której miejscu obecnie jest Parcela, droga ta nie istnieje, choć jeszcze podczas I Wojny Światowej toczono o nią walki w Maryninie). Droga zyskała miano „celnej”, bowiem w Gassach ulokowano komorę celną, a codziennie pokonywali ją z Obór do Gassów pruscy „oficjeliści”, których obecnie nazwalibyśmy celnikami. W roku 1800 na Obory nałożono obowiązek wybudowania dla nich oddzielnego domu w Gassach, widać codzienna droga z Obór dała im się we znaki, a zapewne również powodowała odprawy w narastającej wymianie handlowej. Z początkiem XIX wieku Gassy stały się trzecią po Bielawie i Jeziornie Królewskiej wsią w tych okolicach. Wpływ na to niewątpliwie miał tutejszy przewóz i handel z Karczewem. Przy okazji prusacy zadbali nie tylko o drogi przewozowe, znieciepliwieni kiepskim stanem połączenia Jeziorny Oborskiej z Jeziorną Królewską zażądali by Obory w dawnym korycie rzeki wybudowali drogę umożliwiającą swobodną przeprawę. Był rok 1804, być może gdyby pruskie panowanie potrwało dłużej na Jeziorce wzniesiony zostałby most.

Jednakże już pod koniec roku 1806 na rynek w Piasecznie wgalopowała kawaleria marszałka Masseny, a nocą do Warszawy przybył cesarz, po tym jak pokonał Prusaków w dwóch bitwach. Wkrótce narodziło się Księstwo Warszawskie, przez półtorej roku mające granicę z Austrią. Niestety o jej funkcjonowaniu z powodu braku dokumentów niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć. A potem… cóż, reszta jak to mawiają, jest historią. O której można poczytać we wpisie o wojnie na Urzeczu.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

Życie na granicy (2)

ksunder

Pruski urzędnik, zwany landratem, zarządzał dawnym powiatem czerskim, którego granica jak nadal kończyła się na rzece Jeziorce. Wieś Jeziorna Królewska jako dawna królewszczyzna stała się własnością rządową, wchodząc w skład ekonomii pruskiej z siedzibą w Lesznowoli, odpowiadając jednak przed landratem warszawskim. Ci urzędnicy szczebla stanowiącego odpowiednik powiatu byli w większości Polakami, rekrutując się  z osób, które uprzednio pełniły już analogiczne funkcje czy to przy dworach, czy w komisjach rządowych, lub granicznych, lecz zapewne głównie z mieszkańców terenów podporządkowanych Prusom podczas pierwszego i drugiego rozbioru, jako że mieli oni już czas oswoić się z panującymi porządkami. Landrat czerski nosił swojskie nazwisko Bronikowski, odpowiadając za sprawy lokalne oraz porządek na podległym mu terenie. Dziś z uwagi na charakter jego obowiązków określić moglibyśmy go urzędnikiem samorządowym.

austriaW poprzednim wpisie była mapa pruska, dziś dla równowagi mapa austriacka z początku XIX wieku. Jak widać w analogiczny sposób potraktowano ziemie pod panowaniem Prus stanowiące białą plamę, przedstawiając bardzo dokładnie zabudowania w Karczewie. Po środku Wisły oczywiście prom, czyli przewóz

Analizując nieliczne zachowane dokumenty przyjrzeć się możemy życiu codziennemu na Urzeczu od nieco innej strony. Powołany w dobrach Oborskich Sąd Patrymonialny w osobach wyznaczonych przez hrabiego Michała Potulickiego rozpatrywał sprawy o charakterze niekryminalnym, niektórzy wnosili jednak skargi bezpośrednio do landrata. Przykładowo żołnierz o nazwisku Osuch ze wsi Borek żalił się że teściowa zabrała mu nowo narodzone ciele i „policzyć się nie chce”. Bronikowski przekazywał podobne pisma do Obór z poleceniem zajęcia się sprawą. Nierzadko wzywał do siebie murgrabiego oborskiego (zarządcę), przekazując mu swe dyspozycje. Przy okazji warto zauważyć, iż Bronikowski był sybarytą, w swych pismach zazwyczaj prosząc o przywiezienie przez murgrabiego „karpia młynarskiego lub karpia lub szczupaka wiślanego”.

Większość jednak spraw była nieco poważniejsza, sąsiedztwo Austrii zobowiązywało do ciągłego nadzoru. W swych wystąpieniach Bronikowski uczulał sołtysów nadwiślańkich wiosek do zachowania czujności przypominając, iż Wisła stanowi obecnie granicę. Na Urzeczu jak zwykle była ona płynna i trudna do wyznaczenia. Wskutek powodzi i zmiany jej biegu znaczna część oborskich wsi leżała po drugiej stronie rzeki, takich jak Kępa Zieleniecka zwana Zieleńcem, czy też zaginiona osada Grzanki. Te w pismach urzędowych zmieniały swą przynależność, zapewne wskutek uzgodnień z odpowiednikiem landrata w austriackim Karczewie. W roku 1797 wskazywano jeszcze, że należą do Obór, w roku 1802 Bronikowski ściągał z niej należności, z kolei w roku 1804 stwierdzał, iż mieszkaniec Grzanek o nazwisku Zawadzki nie może odpowiadać przed tutejszym Sądem, bowiem Grzanki należą do Otwocka. Leżąca pośroku Wisły Kępa Rybacka na której osiedli olędrzy od początku traktowana była jako podlegająca prawemu brzegowi.

Bronikowski miał wystarczająco sporo problemów z olędrami z Kępy Habdzińskiej (Oborskiej) i Zielenieckiej, którzy niezbyt chętnie respektowali nałożone na nich obowiązki przez pruskie władze. Wyraźnie niepokoiły ich olęderska mobilność i przemieszczanie się wzdłuż Wisły, powodujące problem z określeniem ich liczby. 26 lutego 1798 roku landrat polecił ekonomowi oborskiemu „aby nakazał Holędrom iż co który umrze czy stare czy młode podawali proboszczowi Słomczyńskiemu do zapisu w xięgi kościelne”. Powyższe wynikło zapewne z faktu, iż olędrzy sakramenty przyjmowali w najbliższym sobie kościele, stąd chrzty, śluby i zgony sprawowali w głównie w Powsinie lub Wilanowie, lecz także w Zerzeniu, a wreszcie w austriackim Karczewie, co uniemożliwiało pruskiej biurokracji kontrolę liczby ludności. Olędrzy jak wiadomo przemieszczali się nadzwyczaj aktywnie, stąd też wyznaczenie na dłuższy okres sołtysa było niemożliwe. W Kępie Oborskiej zmieniali się oni często, po nastaniu pruskiego panowania nie odpowiadali już oni wyłącznie przed zarządcą dworu, lecz składać musieli przysięgę przed landratem. Co wyglądało zapewne podobnie jak w roku 1801, gdy 16 lutego olęder o nazwisku Schultz otrzymał polecenie stawienia się rankiem w Czersku, a dopiero po przysiędze zarządca oborski mógł ogłosić go sołtysem wobec mieszkańców Kępy Oborskiej. Jednocześnie Bronikowski polecił by dopilnować, by dotychczasowy sołtys o nazwisku Feldt oddał pieczątkę sołecką i gromadzką księgę podatków. Zmiana sołtysa miała także związek z faktem, iż Kępa Oborska stała się nieco problematyczna dla Obór, choćby z powodu faktu, iż olędrzy powoływali się na przysługujące im prawa, bez wahania jednak wykorzystując niewiedzę. Obsadzali grunta ponad te, które im przypisano, licząc iż dwór nie dokona dokładnych pomiarów, zaś gorzałka i alkohol podawany z przemytu w tutejszej karczmie przyciągał flisaków oraz chłopów z okolicznych wsi, powodując upadek karczmy choćby w Opaczy. Zaznaczyć jednak należy, iż pruskie władze respektowały kontrakty emfiteuzy podpisane przez kolonistów w dziedzicami Wilanowa i Obor, choć zapobiegliwy Bronikowski na wieść o pomiarach dokonanych przez ekonoma oborskiego na Kępie, które skutkowały naliczeniem przez dwór dodatkowych należności, zażyczył sobie kopii kontraktu z roku 1773, wreszcie polecił stawić się olędrom osobiście.

Jednakże najczęściej Bronikowski musiał borykać się z problemami dotyczącymi żołnierzy na terenach przygranicznych, a także zmierzyć z sytuacją, która zmusiła go do odcięcia wsi od świata. O czym opowie ostatnia część wpisu dotyczącego życia na granicy.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

Tama na Jeziorce

ksunder

Kilka dni temu pojechałem obejrzeć ostatni most na rzece Jeziorce. Miejsce straciło nieco ze swej magii już kilka lat temu, gdy oczyszczono dzikie koryto. Most nie jest zabytkowy, ani szczególnie urodziwy, lecz przeznaczono go do rozbiórki. W jego miejscu zostanie wzniesiony nowy, obecny przetrwał ponad pół wieku. Kostka brukowa, która go pokrywa, została położona w latach pięćdziesiątych, podczas jego budowy. Wcześniej mostu nigdy tu nie było, jego istnienie stało się koniecznością, gdy pojawiła się w tym miejscu rzeka. Do połowy lat pięćdziesiątych Jeziorka do Wisły nie wpadała, znajdowały się tu nadwiślańskie pola, skryte za wałami. Za Bielawą rzeka skręcała ku północy, by wpaść do Wilanówki, która rozlewała się szeroko, obecnie stanowiąc niewielki strumyk. Śladem tej dawnej rzeczki jest mostek Obórkach, które przenosząc spod Obór w roku 1865 lokowano na lewym brzegu tej rzeki, na wprost wiekowego Habdzinka. Obórki wchłonęły swojego sąsiada i obecnie tej drugiej nazwy mało kto używa. My jednak wróćmy do Jeziorki, fakt iż wpada obecnie do Wisły, zawdzięczamy regulacji rzeki, którą pośrednio spowodowała wielka powódź roku 1947. Cofająca się wiślana woda podniosła poziom wody w Wilanówce, przepusty nie wytrzymały, aod Kępy Zawadowskiej aż po Okrzeszyn woda rozlała się za wałami. Wówczas zdecydowano, iż aby w przyszłości do tego nie dopuścić, należy Jeziorkę do Wilanówki rozdzielić, wykopano nowe koryto rzeki i otoczono je wałami, by regulować w ten sposób wodę. Od tamtej pory Wilanówka nie wylewa, sączy swe wody leniwie, jako niewielki strumyk.

P1220574Co jednak sprawiło, że Jeziorka wpadała do Wilanówki? Most jest dobrym pretekstem by o tym opowiedzieć. Pokrótce przypomnę jedynie, że nie uregulowana wałami Wisła zmieniała swe koryto często, wycinając nowe i sprawiając, że ziemie należące do Obór znajdowały się pod Świdrem, zaś Kępa Falenicka na przeciwległym brzegu. Swego czasu zmieniła bieg, a jej dawne starorzecze stało się korytem Wilanówki, oddzielającym Kępę Okrzewską, Oborską i Falenicką od lądu. Wcześniej Wisła bezkarnie niszczyła znajdujące się w tych stronach wsie takie jak Narty, Próchna czy Grabie, po których zostały tylko wzmianki w dokumentach, na które natrafiają historycy. Nazwy dawnych wsi w okolicach Ciszycy jasno wskazują nam na dawne ukształtowanie terenu: Kliczyn czyli Kłyczyn położony był na półwyspie w kształcie kłykcia, kciuka, który woda opływała wkoło, stąd i Koło. Teren między wyspami świderskimi i zawadowskimi podlegał naturalnym przemianom, problemem stały się dopiero gdy na stałe osiedlili się tam ludzie. Olęderskie osady zostały zagrożone, a czynsze przynosiły niemały dochód dziedzicom tutejszych dóbr. Znajomość wiślanego nurtu pozwalała przewidzieć, kiedy postanowi on popłynąć nowym korytem, a taka obawa zaistniała w połowie XIX wieku. W XVIII wieku wskutek poprzedniej zmiany Jeziorka straciła trwałe połączenie z Wisłą, czasem z rzadka przelewając swe wody do tej rzeki, jednak połączywszy się na trwałe z Wilanówką. Tym razem jednak powódź zniszczyła spory kawałek lądu, wraz z gospodarstwami olęderskich kolonistów, sprawiając iż Jeziorka znalazła się niebezpiecznie blisko Wisły. Jak zanotowano 10 października 1843 roku: „Rzeka Wisła z powodu zwrócenia się iey nurta przez gronta do Dóbr Obór należące tak iuż dalece zniosła na tymże grocie oborskim kilku kollonistów nadrzeżnych, że zachodzi obawa aby w tym jeszcze roku nie obróciła swego biegu odnogą wilanowską, co jest bardzo łatwe do przewidzenia, albowiem między Wisłą a Wilanówką pozostaje tylko przestrzeń gruntu mniey więcej 15 prętów wynosząca”. W tym stanie rzeczy jasnym było, iż przerwanie niewielkiej łachy okaże się niszczycielskie. Wisła wytnie nowe koryto, niszcząc olęderskie osady na kępach, popłynie bezpośrednio pod Wilanowem, zaś rejon od Augustówki aż po Obórki zostanie przyłączony zostanie do prawego brzegu Wisły.

Mapa z roku 1712. Jeziorka wówczas wlewała się jeszcze do Wisły przez "przerwę". Warto zwrócić uwagę, że Wilanówka jeszcze nie istniała, było tylko wiślane koryto przy Okrzeszynie. Dawne starorzecze wciąż widoczne jest na mapach google.

Łatwo ustalić, kto wpadł na pomysł usypania trwałej tamy i odcięcia Jeziorki od Wisły, acz nie wiemy kim była ta osoba, zapewne „mistrzem hydraulikiem”, jak wówczas zwano specjalistów od budowy tam i odwodnień. Nosił nazwisko Borzewski i „przekonawszy się na groncie o takim grożącym dla dóbr willanowskich niebezpieczeństwie na dniu 21 lipca rb uczynił podanie do Zarządu Komunikacji Lądowych i Wodnych, zaprojektował w miejscu tym ubić 3 tamy przeznaczając ze swej strony fundusz pieniężny na maystra, dozorców, taczki, tarcice i na zrobienie faszynowych kiszek rubli srebrnych 724 kopiejek 91 czyli zp 4166 gr 2. Na właścicieli zaś dór zainteresowanych nałożył obowiązek bezpłatnego dostarczenia do róbót takich w rublach:

Faszyny kop 1579

Palików 2281

Witek do związania kiszke pęków 2079

Robocizny dni sprzężajnych 6236 i pieszych 11434”

W ten sposób w roku 1843 narodził się projekt zatamowania Jeziorki w Kępie Oborskiej. Pismem powołującym się na reskrypty Rządu Guberialnego z 9/21 września 1843 roku, wezwano Wójta Gminy Wilanów by 27 września/9 października dostarczył faszyny i budulca celem zabezpieczenia lewego brzegu.

Faszynę wyrąbywano w lasach chojnowskich i kabackich, zaś szarwarkami i robocizną obciążono dobra ziemskie, którym wskutek powyższych działań nie groziło zalanie - Wilanów, Obory, Miedzeszyn, Bielawę oraz Papiernię w Jeziornie. Choć sprawa była pilna, przeciągnęła się do roku 1844, kiedy to przed Naczelnikiem powiatu warszawskiego zadeklarowali bezpłatnie udzielić robocizny i faszyny do zatamowania łachy Henryk Rossman - dziedzic dóbr Bielawy i Jeziorny Królewskiej, Rupert Woyciech Borowski - dziedzic Dóbr Miedzeszyna (w tym Kępy Falenickiej), Tomasz Fagoński, rządca dóbr Obór w imieniu dziedzica oraz Jacenty Pancer plenipotent dóbr wilanowskich. Oświadczyli, iż „widząc konieczną i najpilniejszą potrzebę zaprowadzenia tamy projektowanej, wykonaniem jej zaymą się niezwłocznie w długości takiej, jaka okaże się potrzebna”. Gdy zwolniono ich z tego roku z obowiązku szarwarkowego naprawiania dróg doszło do porozumienia. Wilanów dostarczył faszynę i paliki, które z lasów chojnowskich przetransportowali poddani dóbr oborskich, którzy jednocześnie zapewnili witki i kiszki faszynowe. Mieszkańcy Bielawy i Jeziorny Królewskiej zajęli się pracami związanymi z sypaniem tamy, Miedzeszyn dostarczał ze swych lasów sosnowe gałęzie. Papiernia zaś dołożyła się finansowo. W ten sposób zatamowano Jeziorkę, uniemożliwiając jej połączenie z Wisłą. Wisła oczywiście nadal pozostała groźna, swymi przyborami wciąż grożąc tamie. Poprawiano ją jeszcze kilka razy, bowiem groźba przerwania w tym miejscu tamy była realna. A jak pisał w roku 1852 Henryk Segno, dyrektor Papierni, przerwanie spowodowałoby wlanie się wiślanej wody do Jeziorki i zagroziłoby Fabryce Papieru oraz dobrom oborskim. Dość obrazowo ujął to w korespondencji z Augustem Potockim z Wilanowa: „Gdyby więc w zagrożonym miejscu wał został przerwany co przy cokolwiek wyższym stanie wodu w dwóch dniach mogło nastąpić bo prądu wody żadna tama od brzegu nie odwraca, natenczas ¼ część wody wiślanej buchnęłaby w wyłom, zapełniła dawne teraz miejscami osuszone, jednak zawsze nisko położone koryto Wilanówki, podniosłaby wodę w Jeziorce i tem samemy tamtejszym zakładom wielką wyrządziła szkodę, dalej pędząc zalałaby posiadłości JW. Hrabiego Pana zalałaby również osady do Willanowa należące zatopiłaby łaki pod Willanowem i wiślaną żółtą wodę sprowadziłaby do czystego Jeziorna Wilanowskiego”. Słowa te spisał na gorąco stojąc na opisanej tamie.

maskaMapa z lat trzydziestych XX wieku przedstawiająca zmiany dokonane przez budowę tamy. Jeziorka wpada do Wilanówki, nieopodal Borka.

Sto lat poźniej rozwiązaniem okazało się obwałowanie Jeziorki i wpuszczenie jej do Wilanówki. I jak widać skutecznym, skoro powodzie dobiegły końca. Na mapie google można nadal zobaczyć dawne drogi, które przerwało nowe koryto Jeziorki, bowiem jeszcze tuż po wojnie z Opaczy do Kępy Oborskiej wiódł polny szlak, który nie przecinał rzeki.


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil

Churching na Urzeczu

ksunder

Kilka lat temu dostrzegłem po raz pierwszy zaimplementowane na grunt polski zjawisko churchingu. Za tym terminem przeniesionym z języka angielskiego kryje się swoista turystyka kościelna, polegająca na uczęszczaniu co niedzielę do innej parafii, czasem by wysłuchać kazania księdza, zbliżonego świadopoglądem do wiernego. Niedawna lektura książki Katarzyny Surmiak-Dowmańskiej “Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość” przyniosła informację, iż w 25 tysięcznym Edmonton na południu USA świątyń protestanckich jest 70, a jak wyjaśnili dziennikarce miejscowi, liczba w tak niewielkim mieście aż tak znaczna, bo każdy kto nie zgadza się ze słowami któregoś z pastorów, może uczęszczać do innego kościoła. Książka to fascynująca, bez emocji i ocen autorka opisuje tam społeczność tej miejscowości, my jednak przenieśmy się na Urzecze, gdzie pozwolę sobie użyć anachronicznego terminu “churching”, do opisania podobnego zjawiska, w wypadku jednak Urzecza, częściej niż wierni parafie, parafie zmieniały wiernych.

W historii naszego kraju przynależność parafialna związana była z życiem codziennym, wraz z porami roku i zasiewami, obrzędowość wyznaczała jego rytm i nie podlegała ona raczej przemianom, wyjąwszy zmiany kościołów parafialnych wskutek zawarcia związku małżeńskiego, w innej miejscowości, też wbrew pozorom nie tak częste. Rzecz jasna zasadom tym nie podlegali ludzie wędrowni, choćby flisacy, czy olędrzy. Ci raczej jednak z rzadka święcili nawet niedzielę, nurt Wisły nie pozwalał na odpoczynek. Jak zanotowano w wilanowskich księgach pod koniec XVIII wieku jeden z katolickich olędrów na Wiśle przebywał już od roku, nie przyjmując komunii i nie uczestnicząc w mszach. Wisła na Urzeczu jak zawsze zresztą łączyła i dzieliła, odpowiadając za to, że ludzie uczęszczali do parafii innych, niż przynależeli. Decydowała tu wygoda, dla znacznej części mieszkańców nadrzecznych wsi wygodniej było udać się do świątyni położonej nad wodą, użyć pychówki, a zimą przejść po lodzie. Stąd nadwiślańskie miejscowości od Koła i Ciszycy, wraz z Łęgiem aż po Gassy wybierały się najczęściej do Karczewa, gdzie od XVIII wieku istnieje po dziś dzień kościół Świętego Wita. Aż do XX wieku jedynym kościołem parafialnym obejmującym teren na południe od Jeziorki po Kawęczyn był Słomczyn, dopiero wraz z rozwojem Papierni i powstaniem letnisk Konstancin i Skolimów utworzono kościoły filialne. Lecz nim stały się parafiami minąć musiało jeszcze pół wieku. Po deszczach polne drogi stawały się grząskie, koleiny znikały, tonęło się w błocie. Nic więc dziwnego, iż jeśli w grę nie wchodził któryś z sakramentów, łatwiej było udać się przeprawą promową do Karczewa, zwłaszcza iż przybijało się praktycznie w samej miejscowości, we wsi o nazwie Przewóz. Popularność kościoła i jego bliskość była tak duża, że nierzadko zawierano obrządki małżeńskie w tym kościele, jeśli pochodziła z niego panna młoda, nawet jeśli młodzi zamieszkać mieli za Wisłą. Zimą szło się po lodzie wśród tyczek, co było łatwiejsze, niż brnięcie przez śniegi. O ile dzięki przeprawie dostęp na drugi brzeg był ułatwiony, paradoksalnie mieszkańcy Nabrzeża zamieszkiwali przez większość roku na wyspie odciętej przez liczne starorzecza i bagna. Stąd też mimo bliskości Karczewa, łatwiej niż do Otwocka Wielkiego przedostać im się było przez Wisłę w okolice Piasków i Cieciszewa, skąd udawali się do kościoła w Słomczynie przybijając pychówkami przy karczmie w tamtejszym starorzeczu, nim odcięła je budowa wałów. Jeszcze na początku XX wieku wśród mieszkańców Nabrzeża zachowało się przekonanie, iż przynależą oni do parafii w Słomczynie, mimo iż historia tego nie potwierdza. Do ciekawej zagadki związanej z tym faktem powrócę za chwilę, odnotujmy jeszcze, iż istniało także zjawisko odwrotne. Olędrzy z Kępy Falenickiej jako poddani dóbr Falenicy należeli do parafii w Zerzeniu i tam winni sprawować sakramenty. Ponieważ kościół położony był w znacznej odległości od lądu obowiązek ten sobie lekceważyli, wybierając kościół w Powsinie, a tamtejszy proboszcz nie czynił im najmniejszych przeszkód. Podobnie zresztą olędrom z Kępy Oborskiej, których macierzystą świątynią był wspomniany Słomczyn. Już za krótkiego pruskiego panowania urzędnicy napominali, aby olędrzy trzymali się swych świątyń, jednakże często bezskutecznie. Choć w dużej mierze katolikami nie byli, sakramentów udzielali im katoliccy księża, dopełniając dodatkowo cywilnego obowiązku i wpisując je do ksiąg.

Urzecze miało jednak inny problem, wylewy Wisły, zmieniającej koryto i tworzącej liczne Kępy, powodowały trwałe przemiany w jego geografii. Cóż, że wyłączając z olbrzymiej parafii w Milanowie (Wilanowie) na lewym brzegu Powsin, a na prawym Zerzeń na początku XV wieku jasno określono granice. Rzeka zmieniła je już wkrótce, jak wynika z zapisów tyczących się nieistniejących już wsi takich jak Narty i Grabie, zlokalizowanych w rejonie obecnych Kęp Oborskiej i Okrzewskiej, do dziesięciny przyznawały się trzy parafie. Podobnie na południu, w roku 1252 zapisano po raz pierwszy istnienie od dawna parafii w Górze Kalwarii, która zapewne podobnie jak milanowska sięgała daleko po obu stronach rzeki, bowiem notowano w niej obecność Mniszewa i Niecieczy. Być może to z niej wyłączono w roku 1236 Cieciszew. Kapryśna Wisła sprawiła, że kolejne kępy zmieniały przynależność terytorialną. W roku 1598 zanotowano, iż płacenia proboszczowi dziesięcin odmawia pan Jakub Pilichowski ze wsi Ostrowo i Jelity. Pozwano go przed Sąd Królewski, nakazując w 1604 roku płacić dziesięcinę snopową. Pilichowski odwołał się do najbliższej sesji królewskiej trybunału piotrkowskiego. Nie wiemy jak skończyła się ta sprawa, ale w roku 1678 biskup Wierzbowski fundował w Ostrówku kościół filialny, uznając iż Ostrówek podlega Górze Kalwarii. Już w roku 1576 wskazano, iż Ostrówek i nieistniejące Jelita i Żelawin należą do Góry, lecz zapewne Pilichowski, iż jego właściwą parafią jest Radwanków, któremu podlegały sąsiednie Glinki, zaś poprzez starorzecza nie sposób było przedostać się do Góry. Rzut oka na mapę podpowie nam, że zapewne kępa na której były wspomniane wsie stała się wyspą, po czym przewędrowała na prawy brzeg. Nie lepiej było w okolicach wspomnianego Nabrzeża. Po dziś dzień nie wiadomo, do jakiej parafii wieś ta należała, nie jest odnotowana ani w Karczewie, ani w Słomczynie. Niejasny zapisek z roku 1661 wskazuje, iż wraz ze zlokalizowanym na terenie części obecnego Cieciszewa fragmentem wsi Kozłów, dziesięcinę pobierał odległy Osieck. Co jest możliwe, bowiem do Wisły sięgała i ta parafia, lecz ludzie wybierali bliższe kościoły. Co ciekawe w Karczewie i Cieciszewie aż do XVIII wieku sakramenty dla Nabrzeża są niezwykle rzadkie, zupełnie jakby były sprawowane gdzie indziej, co potwierdzałoby iż spod Cieciszewa należało udać się do Osiecka, z trudem przebywając tutejsze starorzecza.

Choć trudno sobie to wyobrazić, niektóre Kępy były praktycznie odcięte od świata. Działalność Wisły wycinającej nowe koryta, tworzącej kolejne kępy i przenoszącej nieustannie spore areały z lewego brzegu na prawy i na odwrót prowadziła do sytuacji, gdy nikt już nie wiedział, jaka jest przynależność parafialna czy administracyjna poszczególnych wsi. Nie tylko wierni, lecz również proboszczowie i właściciele dóbr, na co wskazuje piękny zapis z XVIII wieku sporządzony przez ekonomów marszałka Bieliińskiego: Glinki, Żelawin, Jelita, Kempa, Kozłów czy Powiatu Garwolińskiego czy do Czerskiego należy nie można wiedzieć, parafia do Kalwaryi to bardziej do Powiatu Czerskiego należeć będą.

I taki to oto wiślany churching na Urzeczu, który dobiegł końca w połowie XIX wieku, wraz z budową wałów. Rzeka ustaliła swój bieg, którym płynie do tej pory. Wisła wszak doprowadziła do jeszcze innej sytuacji, w rejonie Urzecza zniszczyła trzy parafie. Ale o tym kiedy indziej.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, Archiwum Komierowskich
  • ASC Wilanów
  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci