Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Gassy

Ostatnia bitwa

ksunder

Jeszcze nieco ponad ćwierć wieku temu 17 stycznia rokrocznie świętowaliśmy wyzwolenie stolicy Polski, na pamiątkę dnia gdy Wojsko Polskie oraz Armia Czerwona odebrały hitlerowskim żołnierzom zrujnowaną i opuszczoną Warszawę. Wyzwolenie to mocno wątpliwe, pośród ruin mało kto mieszkał, Niemcy dokonywali systematycznego zniszczenia miasta. Nie ulega jednak wątpliwości, iż kilka dni wcześniej rozpoczęła się ofensywa, która zaprowadziła wojska radzieckie oraz ich polskich sojuszników do Berlina. Nie należy także zapominać, iż walki te kosztowały życie wielu żołnierzy, z których większość nie kierowała się ideologią, lecz pragnieniem walki z wrogiem. O ile zatrzymanie natarcia w sierpniu 1944 roku było z całą pewnością decyzją polityczną, następujące w kolejnych miesiącach przegrupowanie wojsk na linii Wisły powodowane było względami wojskowymi. Armia radziecka zbierała siły do wielkiej ofensywy, której przeprowadzenie koordynowano z zachodnimi sojusznikami. Do początków stycznia Wisła zamarzła, nie toczono jednak walk. Na lewym brzegu umocnili się Niemcy, na prawym Rosjanie i Polacy. Trwało nerwowe wyczekiwanie.

Na południe od Warszawy nadwiślańskie wsie już dawno opustoszały, Gassy były całkowicie spalone i zniszczone wskutek radzieckiego bombardowania, mieszkańcy rozpierzchli się. Niektórzy trafili do Konstancina, inni do dworu w Oborach, usiłując przetrwać zimę. Siedzibą niemieckich władz był oddalony od frontu Pruszków, administracja porzuciła Jeziornę czy Wilanów, pozostawiając siły wojskowe by stawiły czoła rozlokowującym się po drugiej stronie Wisły żołnierzom armii polskiej i radzieckiej. Przegrupowanie sił pozwoliło zająć pozycje wzdłuż rzeki na odcinku wielu kilometrów, podczas którego spoglądano na dogasające Powstanie Warszawskie. Most w Ciszycy został zniszczony jeszcze w lipcu, rejonu przeprawy nie usiłowano forsować. W październiku dokonano przegrupowania sił na lewym brzegu, wycofując z dworu w Oborach węgierski sztab oraz całą tutejszą dywizję, z uwagi na brak zaufania co do jej możliwości bojowych. Zastąpiła go 337 Dywizja Grenadierów. Na tutejszym odcinku między Wilanowem a Górą Kalwarią stanowisko dowodzenia ulokowano w Jeziornie Królewskiej, odcinek między Kępą Okrzewską a Dębówką broniony był przez Pluton 688. Umocniono rejony strategiczne, za które uznano skrzyżowania dróg w Skolimowie i Konstancinie oraz Jeziornie Królewskiej, a także Słomczyn, gdzie na wieży kościelnej ulokowano obserwatora. Zaminowano spiętrzenie wody nieopodal dolnej Papierni.

319242Kamień upamiętniający działania w dniach 16 i 17 stycznia 1945 roku przy Starej Papierni. Dwa inne znajdują się w miejscach gdzie Niemcy stawili opór - nieopodal dworu w Oborach oraz w Czernidłach. Na wale nieopodal Dębiny znajdziemy kolejny pomnik, upamiętniejący miejsce sforsowania Wisły (o czym poniżej)

Uderzenie przez Wisłę było jedynie częścią ostatniej ofensywy, która planowano w uzgodnieniu z aliantami na 20 stycznia 1945 roku. Po niemieckim natarciu w Ardenach Churchill zwrócił się do Stalina o jej przyśpieszenie. Forsowanie rzeki rozpoczęto 12 stycznia. Ciężkie walki trwały przez kilka dni, w trakcie których siłom polsko-rosyjskich udało się przedostać przez umocnioną rzekę na południe od Góry Kalwarii i ruszyć w kierunku Mszczonowa. Zmieniło to sytuację frontową, zwłaszcza gdy natarcie zmieniło się pościg za uciekającymi Niemcami. Niepodal Karczewa obronę niemiecką wiązała 1 Brygada Kawalerii, oczekując aż siły radzieckie dotrą na teren gmin Jeziorna by przejść do ataku. Z uwagi na wydarzenia o godzinie 13 wydany został rozkaz ataku, mający na celu związanie Niemców walką, by nie zdołali się przegrupować w okolicach Mszczonowa, nadto mający ich zmylić co do rzeczywistego rozmiaru ofensywy. Dowództwo niesłusznie przeceniało niemieckie siły, przewidując iż stawią one dość silny opór, by powstrzymać natarcie. Dowodzący 1 Brygadą Kawalerii płk. Radziwinowicz wydał rozkaz do ataku dowódcom drugiego i trzeciego pułku kawalerii. Przed godziną 14 pod osłoną ognia artyleryjskiego z okolic Józefowa i Otwocka pluton chorążego Chałasa przez zamarzniętą Wisłę wkroczył do Ciszycy, zaś pluton chorążego Zakrzewskiego umocnił się nieopodal Czernideł (w miejsuc znanym wśród miejscowych jako Dębina). Uchwyciwszy dwa przyczółki Polacy zaczęli przerzucać kolejne wojska. Niemcy zostali zaskoczeni, spodziewali się ataku w okolicach Gassów. Bronili się niezbyt zaciekle. Podczas gdy kawalerzyści umacniali się oczekując przybycia wsparcia, zapadła zapewne decyzja o odwrocie, gdy wprowadzone w błąd co do rozmiarów ataku niemieckie dowództwo nie zdołało należycie ocenić jego rozmiarów.

Jak wspomina Krystyna Machlejd 16 stycznia ostrzał artyleryjski dosięgnął Konstancina, zniszczona została elektrownia, a prąd uruchomiono na powrót osiem miesięcy później. Około 16:30 Niemcy zaczęli się wycofywać, zdołali podpalić jeszcze kilka konstancińskich willi i wysadzić spiętrzenie wody nieopodal dolnej papierni, a także zniszczyć most przez Jeziorkę. Polskie natarcie trwało, do 22 kiedy wstrzymano ofensywę kawalerzyści zajęli już wszystkie wsie nadwiślańskie – od Obórek, przez Opacz, Ciszycę, Gassy i Kopyty skąd uderzyli w kierunku Piasków. Przez Cieciszew dotarli na drogę warszawską, a przed świtem stanęli nad zamarzniętą Jeziorką wkraczając do Jeziorny Królewskiej. Stamtąd trzon natarcia ruszył w kierunku Kabat, gdzie dotarł 17 stycznia po południu.

17 stycznia 1945 roku Konstancin pełen był polskich żołnierzy dowodzonych przez Rosjan. Krystyna Machlejd wspomina o pijanym oficerze sowieckim, cieszącym się ze zwycięstwa, którego siłą wyprowadzili jego trzeźwi towarzysze przepraszając za jego zachowanie. Wieczorem w willach kwaterowali polscy żołnierze świętujący z ich mieszkańcami. Kolejnego dnia około 10 ruszyli dalej, „Za germańcami w Berlin”.

Nikt wówczas jeszcze nie spodziewał się tego co miało nastąpić niebawem, na razie wyczekiwanie dobiegło końca i zdawało się, iż czas wojny również.


Źródła i literatura:

Życie na granicy (3)

ksunder

Do jednych z najważniejszych obowiązków landrata należały także sprawy wojskowe. Na poziomie ówczesnego powiatu odpowiadał za problematykę, którą nazwalibyśmy dzisiaj ewidencją wojskową. O ile do roku 1795 prowadzono rekrutację, nakładając stopniowo obowiązek dostarczania rekruta na posiadaczy majątków ziemskich, w prowincji Prus Południowych zaczęto wprowadzać pobór powszechny, obowiązujący już od dawna na ziemiach podleglych pod Królewiec.

urzeczeUrzecze na zdj. ze strony piaseczno.pl

Z powszechnym poborem było rozmaicie, nierzadko zdarzały się dezercje. Rekruci potrafili porzucać swe dotychczasowe życie. Bronikowski tłumaczył choćby w roku 1801 w pismach kierowanych do Warszawy, iż „urlopowany grenadier Jan Kempka z Kopytów istotnie uciekł, pozostawiając żonę i dzieci”. Zarządcy Obór polecił „majątek po nim pozostały zabrać, mundur odesłać do Warszawy do Generała Plotz”. Ucieczka stała się paradoksalnie dużo łatwiejsza niż w dawnych czasach, gdy chłopi uciekali od obowiązku sprawowania pańszczyzny i chwytani byli w innych częściach Polski. Tuż za rzeką leżało przecież inne państwo, które nawet w czasach pokoju niezbyt przesadnie chętnie oddawało dezerterów. Prusy postępowali zresztą adekwatnie, gdy Bronikowski w roku 1800 poprosił o instrukcję co do postępowania z dezerterami z „Gallicji” (czyli austriackiego Karczewa) pozostającymi w dobrach oborskich, polecono „udzielić im paszportów”, zezwalając na pobyt w Prusach, nie realizując konieczności odesłania ich na powrót do Austrii.

Obowiązek służby wojskowej objął również olędrów, których migracja w drugiej połowie XVIII wieku w górę Wisły spowodowana została w dużej mierze przez postanowienia pierwszego rozbioru. Gdy ziemie dawnej Rzeczpospolitej włączone zostały do Prus, przed mennonitami na Żuławach stanęła konieczność pełnienia służby, sprzecznej z ich przekonaniami religijnymi. O ile pośród olędrów tych okolic mennonitów nie było, ewangeliccy i katoliccy koloniści nie rwali się do pełnienia służby wojskowej. W dokumentach dworskich zachowało się pismo Bronikowskiego, odnoszące się do zaświadczenia kolonisty Michała Gahr złożone przed landratem w roku 1801, iż jego syn nie nadaje się pełnienia służby wojskowej, zatem „Regiment nie będzie pretensji nie czynił, więc nie ma przeszkód by ożenił się z wdową Jobsową”. Jak widać zamążpójście uzależniono od kwestii pełnienia służby wojskowej, a zachowanie kobiety mającej perspektywę poślubienia mężczyzny, przez wiele lat nieobecnego w domu, nie wydaje się raczej dziwne. Jednocześnie trudno powiedzieć, czy kwestia odmiennego traktowania olędrów wynikała z ich odmiennego statusu prawnego, czy też z celowej polityki władz pruskich.

O ile za spory rodzinne i majątkowe na terenie dóbr odpowiadał ich właściciel, sprawy naruszające porządek prawny oraz kryminalne pozostawały w gestii landrata. Choć kierowane do Obór pisma nie zawierają informacji odnośnie popełnianych przez mieszkańców Urzecza, dopuszczali się oni czynów niezgodnych z prawem. Pojawiają się żądania, by miejscowi stawili się pod oskarżenie, wreszcie by odsyłać ich do Góry Kalwarii celem odbycia zasądzonych kar aresztu (najczęściej 14-dniowych).

Ponad landratem stały pruskie władze w Warszawie, gdzie urzędy zajmowali już Prusacy, choćby tacy jak osławiony literat i prawnik Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, autor „Dziadka do orzechów”. Pamiętany przede wszystkim z urzędowego nadawania nazwisk żydowskim mieszkańcom Warszawy i okolic. Masowo wpisywał do ksiąg mieszkańców całych ulic i dzielnic jako Rosenbaumów (Różane drzewo), Goldbergów (Złota góra), Eisenbaumów (żelazne drzewo) czy Applebaumów (jabłoni). Ich potomkowie stanowią obecnie dość liczną społeczność w rozmaitych krajach, pomimo iż nie są ze sobą spokrewnieni. W stosunku do tutejszych ziem władze nie były aż tak ekscentryczne, przesyłając pisemne polecenia, zwane w ówczesnym języku „groźbami prawnymi”. Widać w nich przede wszystkim wyrażany odgórnie nacisk na podniesienie potencjału gospodarczego włączonych do Prus ziem.

gassyGassy na zdj. Ł. M. Stanaszka

W związku z utworzeniem komory celnej w Gassach, począwszy od roku 1797 władze pruskie żądały, aby przejazd przez dobra oborskie drogą do Karczewa był w żaden sposób nieograniczony. Jednocześnie rokrocznie upominano rządcę w Oborach, aby naprawiał i utrzymywał w odpowiednim stanie drogę wiodącą do promu, wiodącą przez ówczesną wieś Borek do Gassów (obecnie podobnie jak wieś Borek, w której miejscu obecnie jest Parcela, droga ta nie istnieje, choć jeszcze podczas I Wojny Światowej toczono o nią walki w Maryninie). Droga zyskała miano „celnej”, bowiem w Gassach ulokowano komorę celną, a codziennie pokonywali ją z Obór do Gassów pruscy „oficjeliści”, których obecnie nazwalibyśmy celnikami. W roku 1800 na Obory nałożono obowiązek wybudowania dla nich oddzielnego domu w Gassach, widać codzienna droga z Obór dała im się we znaki, a zapewne również powodowała odprawy w narastającej wymianie handlowej. Z początkiem XIX wieku Gassy stały się trzecią po Bielawie i Jeziornie Królewskiej wsią w tych okolicach. Wpływ na to niewątpliwie miał tutejszy przewóz i handel z Karczewem. Przy okazji prusacy zadbali nie tylko o drogi przewozowe, znieciepliwieni kiepskim stanem połączenia Jeziorny Oborskiej z Jeziorną Królewską zażądali by Obory w dawnym korycie rzeki wybudowali drogę umożliwiającą swobodną przeprawę. Był rok 1804, być może gdyby pruskie panowanie potrwało dłużej na Jeziorce wzniesiony zostałby most.

Jednakże już pod koniec roku 1806 na rynek w Piasecznie wgalopowała kawaleria marszałka Masseny, a nocą do Warszawy przybył cesarz, po tym jak pokonał Prusaków w dwóch bitwach. Wkrótce narodziło się Księstwo Warszawskie, przez półtorej roku mające granicę z Austrią. Niestety o jej funkcjonowaniu z powodu braku dokumentów niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć. A potem… cóż, reszta jak to mawiają, jest historią. O której można poczytać we wpisie o wojnie na Urzeczu.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

Życie na granicy (1)

ksunder

Ostatni wpis o Jeziorce zatytułowany „Rzeka Graniczna” przypomniał mi, iż do dnia dzisiejszego granicę gminy Konstancin-Jeziorna stanowi Wisła. Obecnie rozdziela ją od Karczewa, niegdyś biegla nią granica majątków ziemskich, oddzielając dobra Obór, Bielawy i Jeziorny od Miedzeszyna, Falenicy czy posiadłości Bielińskich. Wisła do niedawna dzieliła jedynie umownie, łącząc mieszkańców obu jej brzegów, o czym obeznani z Urzeczem doskonale wiedzą i przeczytać mogą w jednym ze dawnych tekstów – Życie nad Wisłą. Był jednak czas, gdy Wisła w tej okolicy stanowiła granicę państwową, a tutejsze miejscowości zyskały status osad nadgranicznych.

Postanowienia rozbiorowe spowodowały, iż począwszy od roku 1795 (a de facto 1796, bowiem kilka miesięcy zajęło wprowadzenie ich w życie i wycofanie wojsk rosyjskich) obszar dawnych dóbr Bielińskich na prawym brzegu Wisły przypadł Austrii. Granica z Prusami na prawym brzegu Wisły u ujścia Świdra skręcała ku północy, kto ciekaw niech zerknie na mapę, śladem dawno zapomnianych podziałów jest choćby ulica Graniczna w Wesołej. Lewy brzeg znalazł się w całości na terenie prowincji Prus Południowych. Państwo pruskie przyniosło zupełnie nowy system administracyjny i porządek prawny, nakładający na właścicieli dóbr ziemskich nowe obowiązki. Zaś w epoce rewolucyjnej i napoleońskiej tereny nadgraniczne stały się miejscami pod szczególnym nadzorem.

Stara olęderska grobla nad Wisłą (zdj. Z. Skrok)

O ile dawna stolica Polski i jej najbliższe okolice stały się w państwie pruskim odległą prowincją, a Warszawa w ciągu niecałej dekady pruskich rządów znacznie się wyludniła, tracąc stopniowo status wielkiego miasta i przekształcając się w niewielkie prowincjonalne miasteczko, pruskie władze wkładały sporo wysiłku w przekształcenie zaanektowanych ziem. Stąd między innymi opisywana niegdyś kolonizacja niemiecka, a także nacisk na rozwój gospodarczy wywierany odgórnie na włascicieli dóbr ziemskich. Nie jest tajemnicą fakt, iż w owym czasie ziemie dawnej Rzeczpospolitej stanowiły ledwie wspomnienie po czasach gdy w XVI wieku stanowiły spichlerz Europy. Gdy w roku 1806 wkroczył tu Napoleon po raz pierwszy w Europie miał problem z aprowizacją armii. Nie wyprzedzajmy jednak faktów, jednak stąd właśnie budowa wiatraków i osuszanie bagien jakie wprowadzać zaczął pruski rząd, budując kanały i rozbudowując infrastukturę drogową. Przedstawiciel Prus za swą siedzibę obrał Czersk, gdzie wysiłki swe skupił na sekularyzacji dóbr kościelnych w Górze Kalwarii i najbliższych okolicach. Szybko jednak jego uwagę zwróciła niewielka miejscowość leżąca na terenie dóbr oborskich, nosząca dziwaczną nazwę Gassy, w której funkcjonowała przeprawa promowa, czyli przewóz.

Gwoli przypomnienia, w dawnej Polsce mostów było niewiele, bowiem im nie ufano, przez rzeki przeprawiano się właśnie przewozami. Tym samym miały one znaczenie strategiczne, umożliwiając przeprawienie armii. Jeśli uświadomimy sobie, iż najbliższe stałe mosty prócz Warszawy znajdowały się w Toruniu i Puławach uświadomimy sobie jak był on istotny. Oczywiście funkcjonowały także lokalne przeprawy takie jak w Wilanowie czy Górze Kalwarii, jednak wartość tego w Gassach była niepomierna. Po drugiej stronie rzeki znajdowało się bowiem miasto Karczew, wcześniej stanowiące punkt wymiany handlowej. Jeszcze przed rozbiorami przez Obory ze szlaku Warszawa-Czersk wiodła z niego bita droga ku przeprawie, zwana drogą do Karczewa. Teraz stało się jeszcze bardziej ważne, a to z powodu faktu iż znalazło się w Austrii, a co za tym idzie wzajemne relacje handlowe nabrały znaczenia z powodu podaży towaru i różnic cenowych, wynikających z taryf. Szczegółowe stawki wymagałyby oddzielnego zbadania, dość że Austria cliła choćby drewno spławiane z Krakowa do dobr Oborskich, z kolei Prusy przewozone płody rolne. Fakt, iż biegł tędy ważny szlak handlowy, po ustanowieniu granicy sprawił, iż jego waga wzrosła niepomiernie.

gillyGranica między Prusami a Austrią w roku 1802. Mapa sporządzona przez pruskich kartografów, prawy brzeg Wisły stanowi więc białą plamę

Karczew stał się nagle istotnym punktem na mapie, weźmy pod uwagę, iż po postanowieniach pokoju w Campo Formio w roku 1797 znajdował się w tym samym państwie, w którym leżała wówczas Wenecja, zaś pobliskie Gassy w kraju, którego stolicą był Królewiec. W zasadzie wypadałoby zacząć od działań jakie podjęli Austriacy w Karczewie, z racji faktu, iż jest on miastem, niestety w świetle braku dokumentów niewiele da się na ten temat powiedzieć. Z pewnością także ustawiono tu komorę celną, skoro analogiczne działania podjęli Prusacy.

Pruskie władze rządzić zaczęły za pośrednictwem właścicieli ziemskich, wydając im polecenia, których realizacji oczekiwały. O ile dla większości posiadaczy ziemskich na terenie dawnej Rzeczpospolitej takie rządowe wytyczne stanowiły novum, wykraczały bowiem poza obowiązujące dotychczas prawa choćby naprawy dróg, istniejące od czasów średniowiecza, hrabia Michał Potulicki jako posiadacz Potulic i innych dóbr leżących na terenie Prus, znał już powyższe obowiązki. W XIX wieku stały się one z czasem normą w późniejszym Królestwie Polskich, przyjmując postać szarwarków, jednak w roku 1796 były wzglednie nowe. Jako tytularny przedstawiciel właściciela Obór (przypomnieć należy, iż Urszula Wielopolska rezydowała na stale w Austrii, czyli w Pieskowej Skale pod Krakowem, cedując na swego siostrzeńca własność majątku, stanowiącego jego przyszły spadek) odpowiadał on za porządek na należących do niego ziemiach, stanowiąc także władzę sądowniczą dla ich poddanych. Władze pruskie czujnie monitorowały sytuację na granicy, kierując stosowne pisma do rządcy Obór, w szczególności w zakresie narastającego stopniowo przemytu, a co za tym idzie uszczupleniem dochodu z cła. Nakazywały wzmocnienia ochrony granicznej, w związku z wydarzeniami międzynarodowymi.

A jak w praktyce wyglądało życie na terenie przygranicznym w latach 1796 -1809? O tym w następnym wpisie.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • WĄSICKI JAN, Ziemie polskie pod zaborem pruskim. Prusy południowe 1793-1806. Studium historycznoprawne, Wrocław 1957

Przewodnika po okrągłych rocznicach część druga

ksunder

Chylice

Pominąłem je ostatnio, jako że położone są już poza terenem gminy i związane z Piasecznem, jednak skoro wymieniłem Czarnów, wydzielony z dawnego majątku Chylickiego warte są krótkiej wzmianki, zwłaszcza iż wskutek parcelacji letniskowej część dawnego lasu chylickiego znalazła się w gminie jako Chylice-Letnisko. Zatem wspomnijmy, iż najstarsza znana wzmianka dotyczy młyna na Jeziorce w Chylicach, który książę Janusz Starszy podarował w roku 1424 Mikołajowi z Piaseczna. Warto zauważyć, iż książę Janusz często przebywał na tych terenach, przybywając na polowania rozsądzał spory rycerstwa ze Skolimowa. No i rzecz jasna nadał prawa miejskie Piasecznu. Chylice niedawno pięknie uczciły jubileusz tamtejszej szkoły, może ktoś w roku 2024 pokusi się by zorganizować obchody 600-lecia.

Dębówka

Wstyd przyznać, trudno powiedzieć kiedy powstała. Dokumenty z początku wieku jej nie wymieniają, na mapach z I Wojny Światowej się nie pojawia, po raz pierwszy nazwa taka w dokumentach pada w roku 1921. Bezpiecznie uznać więc, że ta nadwiślańska miejscowość liczy około stulecia, choć jako nazwa własna Dębówka występuje we wspomnieniach tutejszych mieszkańców, opowiadających historie swych dziadków z połowy XIX wieku. Z kolei w archiwum oborskim wspomniana jest lodownia w Dębówce funkcjonująca pod koniec XVIII wieku, trudno jednak podejrzewać, że chodzi o to samo miejsce, bowiem nad Wisłą do czasu wybudowania wałów w tym samym miejscu istniały wsie Piechury oraz Rybałty, w połowie XIX wyludnione.

Gassy

Nazwa Gassy jest dla postronnych niejasna i zdumiewająca, od lat wiąże się ją z obecnością mennonitów (których nigdy w tym miejscu nie było) lub niemieckich czy olęderskich osadników. Tymczasem jest rdzennie polska, bowiem jak zapisano w 1510 roku nad brzegiem Wisły osiadł kmieć imieniem Gasz. Wkrótce notowano, iż w osadzie tej mieszkają Marcin Gasz, Piotr Gasz, poczęto mówić Gasze, a później Gasy (więcej na ten temat i odmiany języka polskiego we wpisie O Gaszu i Miklaszu). Za trzy lata Gassy obchodzić będą 510 lat istnienia. Częścią Gassów są niejako Kopyty, funkcjonujące do niedawna jako odrębna osada. Najstarszy osadnik wzmiankowany został w roku 1564, był nim właśnie Kopyt (zapisywany jako Topith).

Rodzina z Gassów-Kopytów w roku 1901. Za książką "Nadwiślańskie Urzecze" Ł.M.Stanaszka

Habdzin

Tak naprawdę Chabdzin bowiem pod tą nazwą był znany aż do XX wieku. Jedna z najstarszych tutejszych miejscowości, po raz pierwszy wzmiankowana w roku 1368, gdy sprzedał ją książę mazowiecki Siemowit – o czym poczytać można w tym wpisie. Więc w przyszłym roku minie 650 lat od tej transakcji. Na terenie gminy istnieje jeszcze Habdzinek, choć obecnie mało kto o nim pamięta, ale szczegółowo omówię ten temat przy okazji Obórek.

Kawęczyn

Na temat Kawęczyna i Turowic można było niedawno poczytać obszernie na blogu. Opowieści tej nie skończyłem, docierając do wieku XVII, wyjaśniając zagadkę nazwy Turowice. Wybiegnijmy nieco naprzód, bowiem dawny majątek Kawęczyna, Brześcc i Łubnej sięgał daleko i przywołajmy dodatkowo tu wszystkie miejscowości jakie powstały na terenie dawnego lasu Szymanowskich, położone na terenie gminy Konstancin-Jeziorna.

  • Kawęczyn – najstarsza wzmianka pochodzi z roku 1414. W roku 2019 będzie to 610 lat.
  • Turowice choć nazwa ta wystąpi jako określenie dworu po raz pierwszy dopiero w roku 1685, jednak jego początków szukałbym w wieku XVI – o czym poczytać można tutaj
  • Kawęczynek i Borowina  - powstały po wycięciu lasu przez dziedzica Szymanowskiego w drugiej połowie XIX wieku. Odnotujmy jeszcze, że poza granicami gminy znajdują się Łubna, Solec i Szymanów, stanowiące pozostałości tego wielkiego majątku. Łubna to stara miejscowość, w Szymanowie znajdował się dwór jednego z braci Szymanowskich, zaś Szulec założono jako kolonię z udziałem kolonistów niemieckich i potomków Olędrów

A skoro o olędrach mowa…

Olęderski płotek w przedwojennych Gassach

Olędrom poświęciłem na tym blogu szereg wpisów i kto ciekaw może się ze wszystkimi zapoznać, bo temat niezwykle ciekawy, a w ciągu ostatnich lat dokonanych zostało wiele odkryć na temat ich obecności na tych ziemiach. Syntetyczny wpis sprzed dwóch lat sumuje stan naszej wiedzy, zachęcam więc do poczytania o Olędrach na Urzeczu. Zaś dla zwykłego przypomnienia:

  • Kępa Oborska – założona w roku 1773 jako druga olęderska osada na Urzeczu, wówczas pod nazwą Kępa Chabdzińska. W 2023 roku piękna okrągła rocznica 250-lecia istnienia.
  • Kępa Falenicka – założona w roku 1775
  • Kępa Okrzewska – po raz pierwszy wzmiankowana w roku 1779

ciąg dalszy nastąpi

1 sierpnia 2015

ksunder

Nachodzi mnie refleksja, że choć dzisiaj i jutro czcić będziemy przede wszystkim pamięć walczących w Postaniu, nie powinniśmy zapominać także o ludności cywilnej, która wzięła w nim udział.

31 lipca 1944 moja prababcia Romana została w Gassach ranna odłamkiem rosyjskiej bomby, gdy Armia Czerwona oraz LWP atakowały umocnienia niemieckie na linii Wisły, po zniszczeniu mostu w Ciszycy usiłując zająć przeprawę. Niemiecki felczer nie zdołał usunąć odłamka, więc wozem Wermachtu wraz z innymi rannymi przewieziono ją do Szpitala na Czerniakowie. Tam zastał ją 1 sierpnia. Z Warszawy wyszła kanałami, nie mając pojęcia co dzieje się z jej rodziną. Jej córkę (czyli moją babcię) ewakuowano wkrótce z Gassów i zakwaterowano w Oborach oraz konstancińskich willach wraz z pozostałymi mieszkańcami wsi. Obie odnalazły się dopiero wiosną 1945 roku w Pruszkowie, żadna nie miała pojęcia czy druga z nich żyje. Z kolei na wieść o bombardowaniu Gassów stryjek Magdziarz zdecydował, że nie jest to bezpieczne miejsce dla 14-letniej Krysi i zabrał ją do Warszawy. Kolejką wilanowską jechał wraz z podążającymi na miejsce planowanej zbiórki o godzinie „W” mieszkańcami tutejszych wsi, którzy zdołali wymknąć się Niemcom, którzy zabrali większość młodych mężczyzn do kopania umocnień (między innymi dlatego mój dziadek nie dotarł do Warszawy i walczył w Kabatach, ale to już inna historia). Dwa tygodnie później zginęła Krysia Magdziarz, nie mająca wcześniej związku z działalnością niepodległościową, padła od hitlerowskiej kuli jako łączniczka AK. Jej grób znajduje się na cmentarzu w Słomczynie, gdzie pochowano również wielu innych walczących, z dala od głównej kwatery Batalionu „Krawiec”. To oczywiście jedna z wielu rodzinnych opowieści, zapewne wielu z was ma podobne, może ktoś będzie się chciał jakąś podzielić?

W każdym razie kiedy ktoś mnie pyta, czy Powstanie miało sens, ja odpowiadam jednym. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bowiem Powstanie jest dla mnie doświadczeniem rodzinnym, w którym wzięli udział zarówno walczący jak i cywile. Takie pytanie nie ma więc dla mnie sensu. Kiedy byłem mały i dziadek zabierał mnie do Powsina na obchody i spotkania ze swoimi żyjącymi kolegami, nabrało dla mnie zupełnie innego wymiaru. Dziś wszyscy stawiają się na apel poległych.

Dlatego jutrzejsza uroczystość w Mirkowie jest tak ważna, z uwagi na obecność p. Barbary Kulińskiej-Żuchowicz, jednej z ostatnich żyjących bohaterek tamtych dni, którą udało się wreszcie upamiętnić.

Do posłuchania wrzucam wam teledysk promujący „Czas honoru”, zawierający sceny kręcone w tej samej Papierni, w której wybuchły 71 lat temu walki.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci