Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : zaginione-miejsca

Zaginione miejsca: Teresin

ksunder

Las skrywa tajemnice. Nie tylko duchy, jak pisałem o tym latem, wspominając o zjawie leśnika, która strzeże dawnego drzewostanu należącego niegdyś do dóbr wilanowskich nieopodal Żabieńca. W innej części lasu znanego obecnie jako chojnowski, gdy opuści się już główne szlaki natknąć można się na zapomniane wojenne okopy, stanowiące pamiątkę po pobycie Wermachtu. Jest grób węgierskiego żołnierza, który zginął w obronie Polaków, niegdyś grzybiarze potrafili wskazać jeszcze miejsca pochówku Rosjan. To tu w bunkrach ukrywano Żydów, wtajemniczeni wiedzą, gdzie rozbił się radziecki samolot, lecz miejsca tego nie zdradzę. Wystarczająco wielu pisze do mnie poszukiwaczy skarbów, proponując udział w zyskach w zamian za pomoc we wskazaniu miejsc potencjalnych znalezisk. Ostatnio napisał do mnie jednak pewien pan pytając o swych przodków, o których wiedział jedynie, że mieszkali na folwarkach Imielin i Teresin. Myślę, że to dobra okazja, by napisać o tym ostatnim, pierwszy z nich obecnie stał się prywatnym lotniskiem, a nazwę wciąż jeszcze odnajdziemy na mapach. Druga przepadła z upływem czasu. Oddalając poniższą mapę z googla z łatwością odnajdziecie lokalizację Teresina, gdzie obecnie napotkamy jedynie leśną wiatę i wystające z drzew zardzewiałe gwoździe.  

Teresin był folwarkiem położonym w środku obecnego lasu oborskiego. O ile nierzadko po takich miejscach pozostaje wieloletni ślad w roślinności, jak choćby po należącym do dóbr Wilanowskim Olechowie, położonym nieopodal Kierszka, w przypadku Teresina nie sposób dostrzec jakiegokolwiek dowodu na to, iż na rozstaju leśnych dróg znajdowały się niegdyś zabudowania, a miejsce zamieszkiwało prawie 60 osób, jak wykazał spis z roku 1865. Folwark został założony nie wcześniej niż w połowie XIX wieku, wcześniejsze mapy nie ukazują nam w tym miejscu żadnych zabudowań, milczą na jego temat także dokumenty. Przetrwał co najmniej do czasów I Wojny Światowej, później najwyraźniej przestał istnieć, a w jego okolicy powstała należąca do Potulickich leśniczówka. Dzisiejszą opowieść zilustrujemy więc mapami, które opowiadają o jego losach, prowadząc do jednej z tajemnic Konstancina.

teresin0

1831 

Na mapie z roku 1831 jeszcze nie istnieje, napis folwark Potulickich tyczy się Łyczyna. Łatwo jednak zauważymy, że droga ze Słomczyna, w którą przechodzi ulica Wiślana istnieje po dziś dzień, zagłębiając się w las oborski, który zyskał swą nazwę bowiem należał do wspomnianego dworu. Nieopodal miejsca gdzie powstanie Teresin znajdziemy cegielnię, podążając wzdłuż tej drogi odnaleźć możemy wyrobisko, z drogą dla wózków prowadzącą w głąb wykopanego jaru, gdzie świetnie dostrzec można przodki. Pod koniec wieku po wyczerpaniu źródła gliny cegielnia przeniosła się nieco ku północy, miejsce to na początku wieku będzie owym słynnym miejscem produkcji cegieł, z których zbudowany zostanie Konstancin. Działać będzie wówczas w formie spółki, a autorzy książek uznają, że zostanie założona wówczas po raz pierwszy. Co jak widać dalekie jest od prawdy. Cegły z napisem Obory znajdziemy w wielu miejscach, my jednak wróćmy do Teresina.teresin3

1898 

Na powyższej mapie dostrzeżemy jeszcze jedną ciekawą rzecz, las, który porósł teren poźniejszego Konstancina, aż po Jeziorkę, wówczas jeszcze nie istnieje. Zaczyna wzrastać na łące wraz z założeniem folwarku. Jest to pierwszy z folwarków założonych przez Potulickich w XIX wieku, który rozpocznie tradycję nadawania im imion kobiet z rodu. Tu matką chrzestną stanie się Teresa z Melżyńskich (1797 - 1867), żona hrabiego Kaspra Potulickiego (1792-1853). Przyjdzie później czas istniejących po dziś dzień Anusinów, Maryninów i wreszcie folwarku o nazwie Obory-Konstancya, którego nazwa zostaje szybko zmieniona na dużo lepiej brzmiący dla zakładanego letniska Konstancin.

teresin4

1915

Ale to jeszcze przyszłość (wbrew powtarzanej w literaturze informacji jakoby już Kasper Potulicki miał założyć folwark o takiej nazwie, jest to nieprawda). Teresin staje się dużym folwarkiem, nastawionym na prowadzenie gospodarki rolno-leśnej. Mieszkają tu dzierżawca i pracownicy sezonowi, których w roku 1865 spisano wraz z dziećmi jak widzieliśmy całkiem sporo. Działa prężnie ze znajdującą się nieopodal cegielnią, podupadać zaczyna dopiero, gdy zostaje ona przeniesiona w lokalizację obecnego osiedla Elsam. W okolicy miejsca jego poprzedniego wydobycia powstanie gajówka, która nie istnieć będzie podczas II Wojny Światowej, oznaczona zostanie jeszcze na alianckich mapach.

teresin11931

Później zniknie, gdy las oborski stanie się częścią lasów chojnowskich wskutek uwłaszczenia. A co z Teresinem? Ten zniknie już wcześniej, po I Wojnie Światowej. Teren na południe od Konstancina porośnie las, zapewne Potuliccy z czasem planują przeznaczyć go na letnisko, jak uczynią to z Królewską Górą. Lecz być może zamiar ten mieli już wcześniej. W AGAD znajdziemy ciekawą mapę, pochodzącą z roku 1896. Las i pola wokół Teresina zostały wstępnie podzielone na duże działki, jak wynika z dopiski, noszono się z zamiarem parcelacji. Być może tu planowano pierwotnie lokować letnisko, bądź jego część, lecz zwyciężyła lokalizacja bliższa budowanej trasie kolejki. Data jest praktycznie analogiczna z datą parcelacji Konstancina, wyprzedzając ją jedynie o rok, tym samym nieistniejący Teresin to kolejna z zapomnianych tajemnic Konstancina. 

teresin21896


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, Zbiór Kartograficzny
  • mapywig.org

Tajemnice Parceli

ksunder

wpis, w którym autor opowiada o zaginionej wsi, która jak się okaże nie zaginęła, lecz zmieniła swą lokalizację, a opowieść zabiera czytelnika wzdłuż prastarego nadwiślańskiego szlaku

Blog nadal pozostaje nieaktywny, a ponieważ przez ostatnie cztery tygodnie zajmuję się wypełnianiem dokumentacji dla pewnego bardzo ważnego urzędu i sporządziłem jej już 730 stron, z niechęcią podchodzę do koncepcji jakiegokolwiek pisania w ogóle, nie tylko w tym miejscu. Raz na jakiś czas jednak coś tu zamieszczę, lecz światełko w tunelu migocze dość daleko, a przede mną jeszcze stosy nikomu niepotrzebnej kwitologii, więc wiele wody upłynie nim blog w pełni powróci. Dziesiejszy wpis zainspirowała wczorajsza wiadomość, iż po raz kolejny pojawia się pomysł zagospodarowania tutejszych terenów i utworzenia czegoś w rodzaju parku kulturowego. Do realizacji droga jeszcze daleka, bo pomysł na taką działalność wraca w miarę regularnie, napotykając po drodze obiektywne trudności, należy mu jednak kibicować. Przy okazji jednak jak się okazuje, mieszkańcy Parceli niewiele wiedzą na temat przeszłości swych ziem, poszukując związków z "ziemią oborską", jak określili dawne dobra dworskie. Stąd też krótki wpis na temat przeszłości tej miejscowości, wbrew pozorom od początku związanej z losami dawnej ziemi czerskiej.

91844989

Parcela nazwę ma niewdzięczną, pojawiła się ona po raz pierwszy w dokumentach urzędowych w latach dwudziestych minionego stulecia, gdy Potuliccy rozparcelowali swą ziemię, uprawianą do niedawna przez folwarcznych z Goździ. Jednakże jeszcze pół wieku wcześniej w miejscu Parceli leżała wieś nosząca nazwę Borek, istniejąca tu już od stuleci, stanowiąca granicę między ziemiami Cieciszewskich a Oborskich. Po drugiej stronie wiślanego starorzecza, ciągnącego się od Wisły aż po Jeziorkę ulokowano Czernidła, gdzie w starym dworczysku zamieszkiwał pan Jakub Oborski, brat Jana, pana na Oborach. Nieopodal obecnego rozstaju dróg, przy figurce, leżała wieś Obórki, służebna wobec dworu i folwarku. Dziś opowiedzmy jednak o wsi Borek, ktorą najstarsza znana mapa tych ziem umiejscawia tuż w okolicach wspomnianej kapliczki. Nim powstały jeszcze na dobre Obory czy Cieciszew biegł tędy prastary gościniec, w kierunku Czerska i Rusi, biorąc swój początek w Marsylii. Przetrwał on po dziś dzień i jako ulica Literatów zabierze nas przez Obory, które miniemy zostawiając po prawej stronie boisko, a po lewej miejscowość o tej nazwie i istniejący tu do roku 2013 browar. Zignorujmy drogę na "trytwie" wiodącą w kierunku Gassów i promu do Karczewa, to świeża sprawa, powstała w XX wieku. Niegyś droga do promu wiodła właśnie dawnym gościńcem, przez wspomnianą wieś Borek, skręcając ku Wiśle nieopodal Goździ. Ulica Literatów niepostrzeżenie przejdzie w Podlaską, aż znajdziemy się na rozstaju dróg, przy wspomnianej kapliczcce. Choć ulicą Baczyńskiego można podążyć dalej aż na wzniesienie do dawnych zabytkowych czworaków w Łyczynie, wybierzmy drogę w lewo, śladem dawnego szlaku. Rozstaj dróg znaczy figurka Matki Boskiej Różańcowej, ufundowana 15 maja 1950 roku przez pogrążonego w żałobie ojca, któremu w wypadku zginąć miał syn. Oznacza ona również zgodnie z tradycją kres wsi. Podążając dawnym gościńcem z prawej strony miniemy domy budowane od lat dwudziestych, z lewej las i rezerwat Łęgi Oborskie, gdzie niegdyś znajdowała się majętna i liczna wieś Borek. Choć w swych opasłych dziełach czołowi polscy toponomaści jak Urszula Bijak czy Kazimierz Rymut piszą, iż jest jest to osada zaginiona, powyższe nie do końca odpowiada prawdzie.

Jej historię rozpoczyna las, jakich wiele porastało te ziemie położone tuż nad wiślanym brzegiem, znajdującym się tu jeszcze w XIII wieku. Od niej wiedzie swą nazwę miejscowość, którą ulokowano wzdłuż gościńca, nad szerokim starorzeczem, w toni którego przeglądać się miał z czasem stary dwór w Czernidłach leżących na drugim brzegu. Trudno dociec kiedy ją założono, nie jest jeszcze wzmiankowana w dziedzinie książąt mazowieckich, kiedy Konrad uwalnia dziedziczne wsie Oborskich i Cieciszewskich z konieczności dawania żołnierza w roku 1476. Jednak już w 1510 staje się ważnym punktem granicznym, gdy oba te rody wywodzące się od Stanisława Pierzchały spisują ugodę stwierdzając, iż ziemie cieciszewskie pozostaną w rodzie Cieciszewskich, zaś Obory i Czernidła należeć będą do Oborskich. Jak zanotują „granica rozdzielająca biegnie przez pole między wsią Borek w dobrach Czernidelskich a wsią Gozdzie w dobrach cieciszewskich i od Wisły z prawej strony naprzeciw Goździ i od Czernideł z lewej strony naprzeciw Borka.”. Bo starorzecze jest wówczas w zasadzie rzeką, która przybiera wraz z Wisłą zalewając położone nad nim wsie. Zmieni to dopiero Urszula Wielopolska, zasypując je w okolicach Goździ, ale nastąpi to dopiero pod koniec XVIII wieku. Na razie granica przebiega od skarpy w kierunku Wisły, gdzieś przez obecną wieś Parcela, a Borek staje się dziedziczną częścią Oborskich z Czernideł i wraz z ich dziedzicami przechodzi zmienne koleje losu. Wywodzone prawa do wsi i jej pól oraz części starorzecza stają się zawikłane tak mocno, że nie rozplącze ich po latach nawet historyk, a co dopiero ówczesne sądy. Przywołajmy tu kawałek takiego pisma sporządzonego przez Annę z Kuflewa w roku 1594, wdowę po Marcinie Leśnowolskim z Obór (Oborskim), kasztelanie podlaskim. Jakoż pisze kasztelanka jej mąż dziedziczył Borek, Łyczyn i Czernidła, będąc synem Jana Oborskiego, ojcem także Jana oraz Grzegorza, prócz tego posiadając prawa do młyna na rzece Jeziora we wsi Podjeziora, czyli późniejszej Jeziornie Oborskiej, mając ius patronatum kościoła w Cieciszewie. Rozróżnienie Janów Oborskich i wyrysowanie genealogii rodu staje się dla nas mocno problematyczne, nawet sprzedaż w roku 1643 dworu w Czernidłach wraz z Borkiem niczego nie rozwiąże, zamieszczony poniżej wizerunek wsi powstanie w drugiej połowie XVII wieku. Geometra Jan z Jawora wyrysuje Borek i inne okoliczne ziemie na potrzeby sprawy sądowej, która zakończy się dopiero w XVIII wieku wraz z Wielopolskimi i Marią d’Arquien, siostrą królowej Marysieńki, przejmującej własność nad dawną dziedziną Oborskich i Cieciszewskich.

Clipboard021

Fragmenty dwóch map z końca XVII wieku, na których widoczny jest Borek, na niebiesko zaznaczono rzekę, a za pastwiskiem "stare dworczysko na Czernidłach". Jakaż piękna to nazwa, dająca do myślenia co mogło hulać nocami pośród drewnianych krokwi...

Przyjrzyjmy się powyższej mapie. Borek leży między gościńcem, a starorzeczem, w miejscu obecnie obficie porastanym przez las łęgowy, gdzie znajdziemy ślady dawnej skarpy. Tu jego pozostałości odnalazł pod koniec lat osiemdziesiątych archeolog Stanisław Wojda, w roku 1989 przeprowadzający badania powierzchniowe. Tam, gdzie ślady wskazywały na możliwość osiedlania się tu już w XIV wieku i zapewne wtedy właśnie powstał Borek. Był to niejako powrót ludzi w te rejony, bowiem w głębi Parceli, w kierunku skarpy, ludzie zamieszkali już w głębokiej starożytności, po czym znowu tutejsze tereny porósł las, dając początek jego nazwie… 

Gdyby mogła mówić ulica Podlaska, jak wiele mogłaby opowiedzieć o ludziach, którzy przez wieki zmierzali tędy do Czerska, czy Góry Kalwarii, przekroczywszy rzekę Jeziorę. To przy tym szlaku znalezione zostały arabskie monety, to tu w roku 1667 dwóch szlachetków postanowiło nauczyć moresu wracającego do Obór po mszy w kościele cieciszewskim kowala, a za zabicie swego poddanego ścigać kazał ich następnie bez litości kanclerz koronny Jan Wielopolski, wreszcie to tu pruskie władze kazały brukować drogę do promu w Karczewie hrabiemu Michałowi Potulickiemu... Wszystko to li tylko zapomniane opowieści, zabrane przez dawne wiatry, tak samo jak wieś Borek. Przenieśmy się do roku lat sześćdziedziątych XIX wieku, gdy drogę przez wieś od Goździ aż do Obór znaczą Powstańcy z oddziału Kuczyka wiszący na każdym drzewie. Borek wyludnia się, główną przyczyną jest brak wody i zabagnienie okolicy. Gdy hrabia Kasper Potulicki budując wały odciął starorzecze od Wisły znikła cyrkulacja i jej obieg prowadzący do Jeziorki. Brzeg porasta łęgowy las, stając się nieprzyjaznym miejscem do życia. Uwłaszczenie sprawia, że położone w tym miejscu wsie zostają przeniesione do nowych lokalizacji. Jedną z nich jest Borek.

mapa

Jeszcze jeden szkic z XVII wieku, na którym oznaczono wiślane starorzecze i skrzyżowanie dróg nieopodal Goździ. Po latach w tym miejscu stanie pomnik Powstań

W ten sposób mój praprapradziad otrzymuje ziemię we wsi Opacz, opuszczając Borek, gdzie rodzina zamieszkiwała co najmniej od XVII wieku. O ile Obórki i Czernidła udaje się przenieść w całości, mieszkańcy Borka zamieszkują w okolicznych wsiach, Lenarcikowie, Trepkowie, Zającowie i Kopytowie zmieniają miejsca zamieszkania. Borek staje się niewielką osadą nad jeziorańskim wałem, nieopodal Bielawy i Opaczy, obecnie zredukowanym do trzech domów. Pozostaje ziemia, którą z czasem rozparcelowano. A z czasem zamieszkano tu ponownie, nie mając pojęcia jak bogatą historię kryją tereny położone nieopodal bagnistego łęgu.

163581IMG

Dotarliśmy do kresu opowieści, której cząstkę w tym miejscu snułem. Pora wrócić do sporządzania stosów dokumentów, o których nikt za kilkadziesiąt lat nie będzie pamiętał, a z czasem zasnuje je mgła przeszłości, która otuliła szczelnie historię wsi Borek.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory

Zaginione miejsca: lotniska oborskie

ksunder

wpis o miejscach, w których lądowały samoloty podczas wojny

Za chwilę wrzesień, pora więc powoli reaktywować bloga. Po powrocie z mazurskiej wędrówki szlakiem Wielkiej Wojny dowiedziałem się, że mój kolega przygotowuje do druku książkę o wydarzeniach roku 1939. Już wkrótce będziecie mogli przeczytać jej fragment w postaci artykułu traktującego o lotnisku istniejącym w Oborach tuż przed wybuchem wojny. Bardzo się cieszę, bowiem historia ta nie została dotąd należycie opisana, a temat lotniska o ile kojarzę nie pojawił się w druku, znany jest jedynie zdawkowo ze wspomnień kilku pilotów oraz Teresy Potulińskiej-Łatyńskiej. Jak mówiła zresztą niedawno w wywiadzie radiowym oficerowie mocno zżyli się z Potulickimi mieszkającymi wówczas w dworze w Obach i latem 1939 roku w niedziele podejmowani byli na obiadach w dworze, podawano wówczas kurczaka z mizerią. W trakcie wojny do oflagu posyłano im paczki.

Kiedy artykuł ujrzy światło dzienne niezwłocznie o nim poinformuję, na razie jedynie zasygnalizuję o jakie lotnisko chodzi, bowiem temat jest praktycznie nie znany. Nie jest tu mowa bynajmniej o niewielkim lotnisku funkcjonującym na terenie dawnego folwarku Imielin, znanego przez wieki jako Jemielino. Jakiego rodzaju prowadzona jest tam działalność lotnicza nie wiem, dość że jak wszyscy miejscowi zwróciłem uwagę, na dziwną przypadłość kilkunastu starych topoli, rosnących na drodze startujących samolotów, które uschły naraz pewnego lata i zostały wycięte. Zapewne zbieg okoliczności. Skupmy się więc na wspomnianym roku 1939.

Lokalizacja lotniska wskazana na forum wertrew przez użytkownika antka - jak się okazuje prawidłowa. W pobliżu straszą ruiny wojskowego obiektu radiowego dawnego Biura T MSW, wzniesionego tam w roku 1962.

Zacznijmy od wzmiankowanych wspomnień pani Teresy, która wychowywała się we dworze w Oborach: „Przez trzy ostatnie lata była u nas taka szkoła lotnicza na łąkach dla podoficerów. Wynajmowali po prostu jedną łąkę. Kiedyś jakiś samolot polski zabłąkał się na tereny niemieckie i zobaczył na mapie niemieckiej - już nie wiem, jakim cudem, nie pamiętam - że to lotnisko w Oborach jest oznaczone na ich mapach.” Lotnisko to do września 1939 funkcjonowało za oborskimi groblami, przy często uczęszczanej drodze do wsi Łęg i Czernidła. Następnie zostało ewakuowane po wybuchu wojny. Lokalizacja lotniska była swego czasu przedmiotem dyskusji na forum wertrew, jak wynika jednak ze wspomnień okolicznych mieszkańców została ona ustalona poprawnie. Właśnie o tym lotnisku będzie można przeczytać we wspomnianym artykule, dodam jedynie, iż samoloty ewakuowano bardzo szybko, pozostawiając paliwo lotnicze. Szybko okazało się ono przydatne, gdy kilka dni później na łąkach niedaleko Słomczyna wylądował „Łoś”. Osiadł na łąkach nieopodal lasu, w miejscu obecnej szkoły podstawowej. Mieszkańcy okolicznych wsi przykryli go najpierw gałęziami, aby był niewidoczny z powietrza, następnie przetransportowali paliwo z lotniska szkoleniowego. Jak podpowiedział mi wspomniany kolega, „Łoś” jako nowoczesny samolot tankowany był podciśnieniowo od dołu, więc zapewne bak napełniono przy użyciu pompy straży pożarnej w Słomczynie. „Łoś” po napełnieniu baku odleciał w nieznane.

 "Łoś" z wikicommons

Wspomnę jeszcze, iż w czasie wojny działało tu także przez krótki czas drugie lotnisko uruchomione przez Niemców. Miało to miejsce w roku 1942 lub 1943, gdy na froncie wschodnim toczyły się ciężkie walki. Samoloty transportowe przewoziły wówczas rannych nad Donem do Kosntancina, którego wille zaczęto zmieniać w szpitale. Operowali w nich polscy chirurdzy przewiezieni z Warszawy, którzy zaczęli wykorzystywać szybko te warunki do leczenia rannych członków podziemia. Lotnisko polowe wyznaczono nieopodal cmentarza w Maryninie, gdzie samoloty do lądowania podchodziły od strony Łyczyna kołując w kierunku drogi prowadzącej do Obór. Nota bene najciemniej pod latarnią, więc w Łyczynie w dworku Plebańskich kwitła działalność niepodległościowa i swe spotkania odbywali w tym czasie członkowie Batalionu Krawiec.

Takaż to i krótka historia tutejszych lotnisk polowych, po których nie pozostał żaden ślad. Ale można wybrać się na spacer, by zobaczyć łąkę w miejscu dawnego lotniska. O którym szczegółowo opowie wzmiankowany artykuł i książka.

[EDIT - 3 września - Artykuł już jest. Przeczytać go można na stronie WMK - Lotnisko w Oborach]


Źródła:

Zaginiony grób

ksunder

Otrzymana wiadomość była jasna; znaleźć właściwą alejkę, a nieopodal niej spróchniałe drzewo. Właśnie dlatego tego deszczowego dnia przybyłem na cmentarz, gdy podmuchy wiatru smagały drzewa na tle szarego nieba. Wichura sprzed kilku dni dała się tu we znaki, łamiąc gałęzie i zrzucając z grobów znicze, wieńce oraz kwiaty, teraz leżące na ziemi wśród potłuczonego szkła. Mimo niepogody nie żałowałem, że tu przyjechałem. Widziałem wiele cmentarzy, lecz ten lubię najbardziej, o ile oczywiście można lubić takie miejsca. Niezbyt duży, w niektórych miejscach groby tłoczą się nie pozostawiając miejsca dla ludzi, latem zawsze ukryty w cieniu porastających go drzew. Położony u stóp skarpy, na szczycie której rozłożył się XVIII-wieczny kościół, z roku na rok coraz bardziej niknący za obfitą roślinnością, choć jeszcze nie tak dawno górował nad całą okolicą, a gdy przed laty do tutejszej parafii należały nadwiślańskie wsie Urzecza, widoczny był wyraźnie z odległości wielu kilometrów. Cmentarz usadowił się na granicy dwóch istniejących od wieków miejscowości, Cieciszewa i Słomczyna, nieodwołalnie związanych ze sobą właśnie tym kościołem, pierwotnie znajdującym się w tej pierwszej, po kilku stuleciach przeniesionym do tej drugiej. Jest późniejszy niż kościół, być może powstał podczas krótkiego panowania pruskiego na tych ziemiach, w latach 1795-1806, najpóźniej w roku 1807, gdy w Księstwie Warszawskim jasno określono, gdzie należy organizować takie miejsca. Wcześniej pochówków dokonywano bezpośrednio przy kościołach, jak mówił pięknie ksiądz Jacek Dzikowski podczas mszy odprawianej w miejscu dawnej świątyni w Cieciszewie, stąpamy po ziemi, w której znajdują się kości naszych przodków…


Na cmentarzu tym spędziłem długie godziny, nie tylko dlatego, że pochowano tu większość mojej rodziny. Wiele lat temu szkicowałem tutejsze nagrobki, zafascynowany unikalnymi metalowymi krzyżami umieszczanymi na grobach przed II Wojną Światową, z czasem zacząłem badać jego historię. Od kiedy odnalazłem dokumenty związane z wielowiekową historią tych ziem i zacząłem studiować metryki tutejszej parafii, wielu pochowanych wydaje mi się dużo bliższych. Gdy widzę nazwiska na nagrobkach wiem, że leżą tu potomkowie osób mieszkających tu nierzadko w XVII i XVIII wieku. Jak choćby Magdziarz, Andziak, Utrata, Wiewióra czy Baran. Albo Karczewscy, zapewne wywodzący się z Karczewa, związani w XIX wieku z tutejszą Papiernią, z których jeden dotarł aż do Hiszpanii, gdzie w roku 1808 brał udział w wojnach napoleońskich. Teraz spoczywa w tym miejscu i nikt nie pamięta już jego historii. Jak i wielu innych historii leżących tutaj osób, bo zapominamy zbyt szybko. Jesteśmy ich spadkobiercami, wszyscy, którzy przyszlismy tu po nich. Przez siedem wieków parafia w Cieciszewie i Słomczynie była jedną z największych na Mazowszu, obejmując swym zasięgiem tereny od Jeziorki wzdłuż Wisły i miejscowości zagubione w lasach takie jak Łubna czy Szymanów. Większość mieszkańców tych okolic od XIX wieku spoczywała właśnie na tym cmentarzu. Urodzeni po drugiej stronie rzeki, w Jeziornie Królewskiej czy Bielawie znajdowali kres swej drogi w Powsinie. Lecz do Słomczyna trafiali wszyscy mieszkańcy nadwiślańskich wsi, lasów chojnowskich, a nawet Jeziorny Oborskiej i pracownicy tutejszej Papierni.

 Cmentarz nie tylko we mnie wzbudza takie uczucia. Miron Białoszewski ponoć przychodził tu po pijanemu drogą z Obór, gdzie w dworze znajdował się Dom Pracy Twórczej Literatów. O północy snuł się wokół kaplicy Potulickich szukając natchnienia. Skądinąd dowiedziałem się wreszcie ostatnio kto wybudował tę kaplicę i kiedy to nastąpiło, a także iż na jej utrzymanie złożono 200 rubli srebrem. Lecz o tym innym razem. Są tu także inne kaplice. Cegła po cegle rozsypuje się kaplica Marchwińskich a z jej dachu wyrastają drzewa. Złożono w niej właściciela Brześcc i Kawęczyna, Bonawenturę Marchwińskiego, zamieszkującego do roku 1858 w istniejącym po dziś dzień dworze w Turowicach, który także powoli dociera do swego końca. Marchwiński zakupił tutejsze dobra od ostatniego z Szymanowskich, dumnej rodziny, która przez wieki toczyła spory z magnackim rodem Wielopolskich, posiadającym od połowy XVII wieku sąsiednie ziemie oborskie. Wszyscy oni już dawno odeszli, lecz gdy czytam dokumenty sporządzone ich ręką wciąż pozostają żywi. Gdy czytam pisma Bonawentury Marchwińskiego kierowane do Potulickich z Obór i Rossmanów z Bielawy o nadchodzącej wiślanej fali, mogącej zmyć budowane wały, mam wrażenie, że mowa o powodzi, która dopiero nadejdzie.

Miejsce, którego szukam znajduje się obok innej kaplicy, w której pochowano Fagońskich, ekonomów dóbr oborskich. Dobra te rościągały się od Jeziorki aż po Kawęczyn i należała do nich większość tutejszych wsi i obecnych terenów gminy Konstancin-Jeziorna. Także o tym pamiętają już chyba tylko wyłącznie pasjonaci i niektórzy mieszkańcy tutejszych wsi. Jeden z Fagońskich był świadkiem chrztu Marianny Konstancji Potulickiej, od drugiej imienia której nazwę swą wzięło późniejsze letnisko… Jednakże grób, który wreszcie znalazłem po miesiącach poszukiwań nie ma wiele wspólnego z rodem Potulickich. To zwykła porośnięta mchem płyta nagrobna, znajdująca się tuż przy drzewie, na której napisano iż złożono w tym miejscu Ignacego Robaka, mającego lat 18, zmarłego z ran odniesionych pod Chojnowem. To powstaniec styczniowy, który odszedł w maju 151 lat temu. Jak wpisano w akcie jego zgonu czeladnik z Papierni, o którym z czasem wszyscy zapomnieli. Nie wiemy czy rzeczywiście się tak nazywał, pewne jest jedynie, że walczył w oddziale Kononowicza. I oddał życie w bitwie nad rzeką Jeziorką, nieopodal Żabieńca. Po drugiej stronie drzewa znajduje się inna omszała płyta, z roku 1865, gdzie złożono naczelnika Antoniego Smolińskiego, urzędnika administracji. Zupełnie jakby pilnował z ramienia władz młodego powstańca nawet po jego śmierci.

Szukałem tego grobu przez miesiące, aż w końcu przestałem, bowiem wiele osób powiedziało mi, że już dawno nie istnieje i wskazało miejsce gdzie niegdyś się znajdował. Przestałem wówczas przemierzać alejki cmentarza. Okazało się, że grób wciąż istnieje. To pokazuje jak ulotną rzeczą jest ludzka pamięć i jak wiele relacji należy traktować z dystansem. Ważne, że grób się znalazł. Choć nie mam pojęcia jak to się stało, że go nie zauważyłem, bowiem w miejscu jego lokalizacji byłem nie raz. Może wówczas pokrywał go śnieg? To już nie ważne.

Napis głosi: "Ignacy Robak zmarł dn. 27 maja 1863 roku z ran odniesionych pod ... Chojnowem"

W tutejszej gminie pamięć historyczna nie sięga poza letnisko Konstancin. Rzadko upamiętnia się dawne wydarzenia takie jak Powstanie Styczniowe. Nasza tradycja to w dużej mierze pamiątki materialne, które bardzo łatwo zniszczyć. Czy będą to zabytkowe wille takie jak Julisin czy dawne groby… Zawsze znajdzie się osoba, która dla choćby bieżącego zysku wybuduje w miejscu pamięci coś innego, wiedząc że po dekadzie mało kto będzie pamiętał co zaszło, w kilka lat zapomni się choćby o istnieniu „Julisina”, a po pół wieku będzie to już głęboka przeszłość. Bądź też zrobi z innych przyczyn. Lecz to co przetrwa to opowieść. Po to jest ten blog. Zapomnieliśmy o naszej przeszłości, a ja zbierając ją z zachowanych skrawków odkrywam ją nie tylko dla siebie. Nawet jeśli ktoś przechowa w pamięci i przekaże dalej niewielki ułamek opisywanych tu historii, bądź opowie o nich komuś innemu lub da je komuś do przeczytania, one nie zginą. Tak jak historia Ignacego Robaka, zapomnianego powstańca styczniowego, czeladnika nieistniejącej już papierni, pochowanego tu dzięki dawno już nieżyjącym mieszkańcom tych ziem.


Wszystkich, którzy chcą poznać losy Ignacego Robaka oraz oddziału Kononowicza walczącego na terenach między Warką a Chojnowem odsyłam do tekstów, które je opisują, a także moje poszukiwania zaginionego grobu.

Dziękuję p. Zbigniewowi Bączkowskiemu z Cieciszewa za pomoc; jak się okazało po miesiącach poszukiwań jak zawsze najciemniej było pod przysłowiową latarnią.

Młyn w Grądzie

ksunder

Przyznam, że postanowiłem dzisiaj być nieco wtórny. Kto czytał artykuł o młynach na rzece Jeziorce temat młyna w zaginionej wsi Grąd zna (tekst dostępny tutaj). W miejscu Grądu wybudowano w XVIII wieku Papiernię, umiejscawiając budynek manufaktury w jednym z budynków młyna. O odnalezieniu zaginionej papierni barona Kurtza można było poczytać na blogu kilka miesięcy temu. Jednakże rok temu opisując młyny w Jeziornie Królewskiej i Oborskiej obiecałem, że do tematu trzeciego młyna powrócę, więc pora wywiązać się z obietnicy. Zwłaszcza, że wczoraj na stronie Konstancin-Jeziorna. Historia, Ludzie, Architektura prowadzący wspominał refleksyjnie jak bardzo teren ten zmienił się na przestrzeni wieku, bowiem niegdyś przepływały tędy liczne kanały rzeki Jeziorki, w miejscu których znajdują się obecnie tereny Fabryki Papieru i osiedle mieszkaniowe.

Zdjęcie Piotra Bryłki, jak zapisano w roku 1781: "na tym całym pastwisku które Jeziorna z Papiernią duktem swoim zajmuje oprócz młyna Grądzkiego stawku przy nim i łąki … bywała wieś Grąd". Zapewne gdzieś na dnie...

Grąd w tym wypadku nie oznacza rodzaju lasu; nazwę swą wieś bierze od wzniesienia na bagnach, czyli wyniesionego gruntu. Jako „gront” występuje wiele razy w ówczesnych dokumentach. Miejscowość istniała już w XV wieku, wzmiankowano ją w 1482 roku, jako położoną nieopodal Obór. Znajdowała się pośród licznych rozlewisk rzeki Jeziorki, między jej południowym a północnym korytem. Dotrzeć do niej można było usypaną z czasem groblą prowadzącą z Obór, której istnienie wzmiankowane jest już pod koniec XVI wieku. Jak napisano w roku 1584 "groblą nową pierwszą skół [z kół] wody od kół y młyna prosto obrócony w Grunt Oborski" Grobla ta istnieje po dziś dzień, prowadząc od strony dworu w Oborach przez łąki. Najstarsza odnaleziona wzmianka o młynie pochodzi z 1551 roku. Początkowo leżał nad odnogą stawu chabdzińskiego, z czasem spiętrzono wodę z północnej nitki Jeziorki, należącej w tym miejscu do Bielawskich z Bielawy. Gdy Oborscy weszli w posiadanie Chabdzina (obecnego Habdzina), liczne kłótnie z Bielawskimi spowodowały połączenie młyna z odnogą południową Jeziorki, a woda została spiętrzona jako staw w miejscu obecnego zbiornika wodnego prowadzącego do Papierni. Właśnie w tym miejscu znajdował się młyn a także niewielka wieś. Jak odnotowano wieś Grąd znajdowała się „za młynem nad Jeziorą rzeką” i jej dopływem przepływającym przez Chabdzin, zwanym ówcześnie Słuczysko. Próżno dziś szukać na mapie tych miejsc, bowiem wiele zmieniło wybudowanie w XX wieku oczyszczalni ścieków na tych gruntach. W 1589 roku wskazano, iż ruchomości i nieruchomości we wsi Grąd stanowią dziedziczną własność rodu oborskich. W roku 1625 „pod Chabdzinem młyn Grądzki” wymieniony został jako punkt graniczny podczas podziału dóbr oborskich między Janem i Jakubem Oborskimi. Młyn przeszedł na własność Jana, jednakże „Imć Pan Jakub w młynie Grądzkim wolne mielenie” sobie pozostawił.

W XVII wieku młynarze z Grądu wymieniani byli w aktach ówczesnej parafii w Cieciszewie, do której Grąd przynależał. W roku 1683 młynarzem był tu Stanisław Koźma, a prócz niego w osadzie młyńskiej mieszkało kilka rodzin. Wieś nigdy nie była duża, położenie wśród rozlewisk i bagien nie było zapewne zbyt atrakcyjne do osadnictwa. Jak wynika z późniejszych ksiąg rozchodu klucza oborskiego w pierwszej połowie XVIII wieku przy młynie istniała osada wielkości ówczesnego Chabdzina. Nowy młyn w Grądzie postawiono w roku 1760. Wybudowano wówczas dwa budynki - w jednym znajdował się młyn zbożowy, drugi w kilkanaście lat później stał się siedzibą Fabryki Papieru. Nazwa Grąd wówczas zniknęła. Jednak jeszcze w 1781 roku pamiętano o istnieniu w tym miejscu wsi, wspominając w czasie procesów granicznych, iż „młyn był pod Grądem na Jeziorce” a „gdzie teraz papiernia stoi tam przed tym był młyn oborski Grądzki zwany, którego znali w ziemi ludzie robiący rowy do papierni widzieli, przy którym młynie ze stawem łąka, jak przed tym do młynarza Grądzkiego należała, tak teraz należy do młynarza jeziorny oborskiej (…) Jeziorna dukt swój prowadziła najprzód korytem do młyna Grądzkiego (…) na tym całym pastwisku które Jeziorna z Papiernią duktem swoim zajmuje oprócz młyna Grądzkiego stawku przy nim i łąki … bywała wieś Grąd."

Ten sam rejon w roku 1812 i obecnie. Jak widać płynęły tamtędy liczne kanały i odnogi Jeziorki.

Pamięć o wsi zaginęła dość szybko, gdy zaczęto posługiwać się nazwą Papiernia. Gdy w roku 1832 Kacper Potulicki wymieniał swe włości i posiadane wsie, w dokumencie zapisano, iż posiada tytuł do „nomenklatury Gront”. Nazwa taka funkcjonowała wyłącznie w dawnych dokumentach, lecz mało kto potrafił wówczas powiedzieć, gdzie wieś taka leżała. A wkrótce zapomniano o niej podobnie jak o Sosnce, Kozłowie czy Grabiach.


Źródła i literatura:

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci