Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Oborscy

Początki Słomczyna

ksunder

Słomczyn wydaje się pozornie brać swą nazwę od słomy, tak też sądzili jego mieszkańcy w latach trzydziestych XX wieku przygotowując informacje dotyczące opisywanej jakiś czas temu wzorcowej wsi. Tymczasem język polski ulegał przez stulecia znacznym przemianom, stąd też założenie to jest całkowicie błędne. Nazwa wsi nie uległa zmianie, jednak jej znaczenie od czasów średniowiecza zupełnie się zatarło. Słomczyn to bowiem nic innego niż Sławkowo, czyli osada Sławka.

Skąd więc ta dziwaczna zmiana nazewnictwa? Już śpieszę z wytłumaczeniem. Podeprę się tu autorytetem wybitnych językoznawców Witolda Taszyckiego i Urszuli Bijak, którzy wskazywali, iż występująca we wczesnośredniowiecznych dokumentach forma imienia Slanchone (Slanczone) jest zapisem imienia Sławka czyli Sławomira. Od tego imienia wywodzić należy więc nazwę osady, pierwotnie zapisywanej jako Slanczino. Powstała ona zatem na podobnej zasadzie jak Cieciszew od Ciecisza, Habdzin od Hebdy a Opacz od Opaka. Jako ciekawostkę podajmy, iż w akcie lokacji Woli Cieciszewskiej z roku 1363 świadkiem spisania aktu jest między innymi Slanczone Wiszniensi, czyli Sławko z Wizny. Koincydencja to bez mała ciekawa, nic jednak nie wiemy o owej postaci, ani jej związkach z rodem Pierzchałów.

Clipboard018Słomczyn, druga połowa XVII wieku

Powyższe intryguje jednak o tyle, iż Słomczyn powstał najprawdopodobniej mniej więcej w tamtym okresie, na przełomie XIV i XV wieku. Najstarsze ślady archeologiczne wskazują na XV wiek i jest to zgodne z najstarszym pojawieniem się miejscowości w dokumentach. Założono ją na terenie dóbr cieciszewskich, być może początkowo jako folwark, lub domenę jednego z potomków Stanisława Pierzchały o imieniu Slanczone, choć nie mamy przesłanek pozwalających utożsamić go ze Sławkiem z Wizny. Potomkowie Stanisława dzielili między siebie ziemię Cieciszewa, co z czasem spowoduje rozdrobnienie i powstanie kolejnych miejscowości, dawno już zapomnianych, w postaci Cieciszewka czy Cieciszewa Mniejszego. Słomczyn pojawia się po raz pierwszy w takim kontekście, w roku 1430 jego właścicielem jest Jan ze Słomczyna, mąż Katarzyny córki Jana z Sosnkowa (być może niedalekiej Sosnki), który dokonuje sprzedaży części ziemi. Ten najstarszy zapis nazwy miejscowości brzmi właśnie Slanczino.

Jako niewielka osada w granicach Cieciszewa Słomczyn pojawia się pośród średniowiecznych dokumentów niezmiernie rzadko, kolejnej wzmianki doczeka się dopiero w roku 1476, przy okazji znoszenia powinności rycerskich przez księcia Konrada II Mazowieckiego. Należy wówczas do Jakuba Cieciszewskiego, pana Cieciszewa Mniejszego, Cieciszewka, Imielina oraz Slanczyna, a zatem znacznej części majątku rodu z Cieciszewa. Jako wieś położona na terenie dóbr Cieciszewskich wzmiankowany jest kilkakrotnie w takim kontekście. Ciekawsze informacje przyniesie nam dopiero XVI wiek, kiedy bracia Cieciszewscy zaczną spisywać podziały swego majątku. I tak w roku 1563 Jakub, Piotr, Andrzej, Jan  Cieciszewscy dziedzice Cieciszewa, Łyczyna, Słomczyna i Okunina dzielą dobra. Świadkami są znani nam doskonale inni potomkowie Pierzchałów – Turowscy z Turowic (Kawęczyna) i Oborscy z Obór.

Jakuba i Jana pomińmy w tych opisach, dzielili się oni bowiem innymi niż Słomczyn miejscowościami. Andrzej otrzymał dział w Słomczynie wraz z poddanymi mu rolnymi (chłopami). Odnotowano najstarsze znane nam nazwiska tych mieszkańców Słomczyna, byli to Kuna, Roczek, Dzieska oraz Byczek. Z kolei Piotrowi Cieciszewskimu wraz z działem w Słomczynie przypisano innych mieszkańców, noszących nazwiska Pathora, Stacheta, Staszek i Czirana oraz ogrodnika Szymona Wielkiego.

Tu mały komentarz, jak widzimy w owym czasie nie sposób mówić o nazwiskach w rozumieniu jakie znamy. Nie tylko w przypadku chłopów, tradycja nazwisk kończyła się właśnie wykształcać, określenia nadawane od zajmowanych dóbr takie jak Cieciszewski czy Oborski stawały się właśnie nazwiskami. Do tego okresu możliwe było jeszcze, iż obejmując inne dobra ich właściciel zyskiwał związany z nim przydomek – jak Czosnowski od Czosnowa czy Okoński od Okunina. Przydomki stały się nazwiskami, odrywając od nazw dóbr. Kolejny wiek nazwiska przylegały do przedstawicieli niższego stanu, gdy zajrzymy do księgi parafialnej Cieciszewa z drugiej połowy XVII wieku zobaczymy, iż każdy mieszkaniec wsi posiada już nazwisko. O ile był mężczyzną, w przypadku kobiet musiało to jeszcze chwilę potrwać.

Clipboard024

Raz jeszcze Słomczyn w XVII wieku.

W ramach ciekawostki dodać można, iż potomkowie części osób wymienionych XVI wiecznych osób zamieszkują te okolice do tej pory – choćby rodzina Kopytów, których przodek Thopith zamieszkiwał w roku 1563 Kozłów, na terenie którego obecnie leżą Piaski.

Wróćmy jednak do Słomczyna, bowiem dawno to zamierzchłe i zapomniane czasy, kiedy jak odnotowano Słomczyn od Goździ oddzielała rzeka Wisła. Obecnie jej pozostałości zmieniły się w jeziora w Cieciszewie, wówczas płynęła starorzeczem w kierunku Obór, przez teren dzisiejszej Parceli. Na południu i w lesie na zachodzie Słomczyn graniczył z dobrami Kawęczyna. Jak zanotowano w roku 1603 dziesięciny ze wsi Słomczyn (po raz pierwszy pod taką nazwą) stanowiły uposażenie kościoła w Cieciszewie.

W XVII wieku wraz z upadkiem rodziny Cieciszewskich zmienił właściciela i został sprzedany. Ale o tym innym razem.


Źródła i literatura:

  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Archiwum Parafialne w Słomczynie
  • AGAD, Obory

Początki Ciszycy

ksunder

Wakacje już za nami, zrobię chwilową przerwę w opowieści o spisku papierniczym, bowiem w ostatnim numerze „Biuletynu gminy Konstancin-Jeziorna” w artykule o Ciszycy padło kilka zdań na temat genezy jej nazwy oraz daty założenia. Jakoś tak się złożyło, że w dotychczasowych wpisach początki historii tej części nadwiślańskiego Urzecza potraktowałem nieco po macoszemu, więc pora to uzupełnić.

Nim zastanowimy się skąd nazwa Ciszyca, zacznijmy od najważniejszego. Obecnie w jej skład wchodzą trzy stare nadwiślańskie miejscowości, spośród których dwie stają się coraz bardziej zapomniane. Wprawne oko dostrzeże je jeszcze na niektórych mapach, lecz po ostatniej wojnie pozostały głównie w ludzkiej pamięci. Mowa o Kole oraz Kliczynie, położonych do niedawna bezpośrenio nieopodal wiślanych wałów. Dawne wsie przetrwały jako gromady, a po wojnie włączono je do tworzonego sołectwa Ciszyca. W ten sposób powoli zniknęły z nazewnictwa, podobnie jak Habdzinek, gdy stał się częścią sołectwa Obórki. Mało kto prócz mieszkańców tamtych okolic pamięta obecnie, że Ciszyca to nazwa sołectwa, składającego się z trzech wsi, jedynie najstarsi mieszkańcy mówią, że mieszkają na Kole, a uprawy położone są tamże lub pod Kliczynem. Zresztą i upraw z roku na rok coraz mniej…

Jak to więc z tą Ciszycą i okolicznymi miejscowościami było? Rzeczywiście toponomaści wywodzą jej nazwę od słów „cis” lub „cichy”. I trudno orzec, które z nich dało miejscowości swą nazwę. Wzmiankowana jest po raz pierwszy w roku 1476 jako własność Pawła z Błędowa, podczaszego ziemi rawskiej. Prawdopodobnie to jeden z potomków Wojciecha z Chabdzina herbu Ciołek, sędziego grodu warszawskiego, rodu który od co najmniej XIV wieku posiadał ziemie w tych stronach. Do nich należał Powsin z przyległościami, z czasem Bielawa, a także Kawęczyn i Brześcce i właśnie Chabdzin, o czym niegdyś pisałem (Początki Habdzina). Ówczesny Chabdzin to ziemie położone w kierunku Wisły, między Chabdzinkiem a Imielinem i Gassami, stanowiącymi własność rodu Pierzchałów, już wkrótce zwącymi się Oborskimi i Cieciszewskimi. Zauważmy, że ziemie te powstały gdy bieg swój zmieniła Wisła, koryto rzeki odsunęło się od skarpy wiślanej zapewne w XIII – XIV wieku. Przestało wówczas płynąć pod Czerskiem, a także pod Cieciszewem czy Habdzinem, przydając im niezwykle żyznej ziemi uprawnej, złożonej z wiślanych madów. W roku 1476 gdy Konrad II Mazowiecki wymienia posiadłości swych rycerzy, zwalniając ich z powinności, w skład dóbr chabdzińskich prócz Chabdzina wchodziły powstałe w ciągu minionego wieku osady: Opacz, Łęg oraz Ciszyca. Te dwie pozostawmy na razie na rzecz odrębnych wpisów, wspomnę jeszcze, iż Chabdzinek nie jest tu wymieniony, bowiem w międzyczasie zmienił właściciela, pojawia się natomiast zagadkowa łacińska nazwa osady Lubyen. Domniemywałbym, że chodzić tu może o Lubin lub Lublin, który nie pojawia się nigdy w dokumentach tych stron jako wieś, lecz raczej nazwa miejsca. W połowie XVIII wieku wspomniany jest jako nazwa pola, położonego „w urzeczu”, a zatem nad Wisłą. Może zatem rzeka tę osadę szybko zabrała i jedynym jej śladem było właśnie określenie uprawy w tamtych stronach.

maplaa

Mapa z początku wieku XIX, teren przed wybudowaniem wałów jest trudno rozpoznawalny, ale widoczny jest jeszcze zarys dawnego półwyspu. Pojawia się także tajemnicza nazwa Wicie, występująca jedynie na trzech mapach, a nie odnotowana w żadnym dokumencie. Kliczyn zamieniono miejscami z Ciszycą.

Wróćmy jednak do Ciszycy i jej sąsiadów, którzy pojawiają się w dokumentach już z początkiem wieku XVI. Skąd nazwy Koło i Kliczyn? Obie są „terenowe” i wywodzą się od ukształtowania terenu, a rzut okiem na dawne mapy podpowiada nam dlaczego. Jeszcze w XVIII wieku widoczne wyraźnie są pozostałości dawnego półwyspu, zapewne niegdyś będącego kępą, czyli wyspą pośród urzyckich starorzeczy. Kształt kłykcia, czyli kciuka przyczynia się do powstania nazwy Kłyczyn, z czasem zapisywanej jako Kliczyn. Nieopodal Chabdzinka Wisła zakręca ku Jeziorce, płynąc wokół, właśnie w Koło. Stąd i nazwy położonych nad rzeką osad. O ile Ciszyca należy do dóbr chabdzińskich, obszary nad Świdrem i Wisłą wzmiankowane są jako właśność Ciołków kapituły warszawskiej, „aż po wieś Świder”, jak zostaje to wymienione w roku 1510, wraz z Chabdzinkiem i Kołem. W latach 1519-24 dobra chabdzińskie zostają sprzedane, Chabdzin, Opacz, Łęg oraz Ciszyca przechodzą na własność Jana i Marcina Oborskich, z doskonale znanych nam Obór. W tym samym wieku przez członków rodu zostają zakupione także Chabdzinek, Koło oraz Kliczyn, a także działy w Falenicy i Świdrze, jakie pochodziły jeszcze z czasów Ciołków. Nie wskażemy tu jednak dokładnej daty. Nazwa Kliczyn pojawia się po raz pierwszy w roku 1564, należąc do jednego z Cieciszewskich. W roku 1625 stanowi już wówczas własność Oborskich.

mapla22

 

Lata trzydzieste XX wieku. Jedna z ostatnich map, na których pojawia się Kliczyn.

Odnotujmy jeszcze, że zachowały się imiona najstarszych mieszkańców Ciszycy, z roku 1616. W umowie podziału dóbr między Janem i Jakubem Oborskimi poczyniony został następujący zapis: Druga wioska Koło (...) należeć mają temuż Panu Jakubowi ze wszystkimi przyległościami właśnie tym wioskom należącym od dawna. W Ciszycy czwartej wsi poddani mają należeć imć Panu Jakubowi to jest Pyszałka i Jędrzejek.

Warto też zauważyć, że obecne nazwiska mieszkańców Ciszycy notowane są na Urzeczu już w XVII wieku. Latoszkowie, Odolińscy czy Utratowie to stare łurzyckie rody, których przedstawiciele mieszkali w tych stronach już w początkach Ciszycy i innych okolicznych miejscowości.


Źródła i literatura:

  • IH PAN, Kartoteka prof. Wolffa
  • AGAD, Archiwum Wielopolskich i Potulickich z Obór

Nad rzeką Liwiec

ksunder

wpis o tym, co zamek w przesławnej miejscowości Liw nieopodal Węgrowa ma wspólnego z dziedzicznymi ziemiami rodu Oborskich, z nie mniej sławnych Obór


W połowie lata dotarłem do Liwa*. Słońce świeciło jeszcze ciepłe, dzień był upalny, a w rzeczce kąpali się ludzie. Liw okazał się urokliwą miejscowością, wzdłuż drogi wyrastały drewniane domy jakie jeszcze niedawno znaleźć można było w Jeziornie Królewskiej. Z głównej trasy prowadzącej z Węgrowa do Kałuszyna zjechałem na boczną drogę brukowaną kocimi łbami. Na jej krańcu znajdował się zamek i dobudowany do niego dworek.
Podążając od strony Konstancina znajdziecie inną drogę, tę prowadzącą od Kałuszyna bądź z miejscowości Dobre, oba szlaki z mińskiego gościńca. Kiedyś dotrzeć można było tu zupełnie inaczej, jednakże od pewnego czasu można znowu uczynić to co czynił dziedziczny starosta grodowy liwski, odbywający taką podróż. Przeprawić się promem w Gassach i ruszyć dalej w kierunku Liwa, obecnie trasą przez Sobiekursk, która wówczas nie istniała, a podążający do Liwa zapewne z Karczewa jechał przez lasy w kierunku Pogorzeli. Mowa o Janie Oborskim i jego poprzednikach, bowiem ród Oborski z Liwem związany był już od czasów średniowiecza.

DSC06784
Pierwszym znanym mi przedstawicielem tego rodu był Stanisław, prawdopodobnie wnuk Stanisława Pierzchały z Cieciszewa, protoplasty rodów Cieciszewskich i Oborskich. Pierwsza wzmianka o Oborach w księgach czerskich pochodzi z roku 1409 i dziedzic Obór określony jest wówczas przydomkiem Liwski. Przydomki takie wywodzono wówczas po części od dziedziczonych ziem (stąd Oborski, czy Chabdziński w przypadku Wojciecha z ówczesnego Chabdzina) bądź od pełnionych funkcji. W tym wypadku Stanisław z Obór był także kasztelanem liwskim. Ziemia liwska to jedna z najmniejszych ziem dawnego Księstwa Mazowieckiego, jak pisał Gloger „rozległa mil kwadratowych 17, cała na lewym brzegu rzeki Liwca, który odgranicza ją od wschodu z ziemią Drohicką, czyli od województwa Podlaskiego, nie była podzielona na powiaty. Starostwo miała grodowe, Liwskie, i niegrodowe, Korytnickie. Sejmikowała w Liwie, obierając 2 posłów i co piąty rok deputata. Miasto Liw, nad rzeką Liwcem, stołeczne tej ziemi, ze starożytnym murowanym zamkiem książąt mazowieckich, osada bardzo dawna, co wskazuje mnóstwo znajdowanych tu pieniędzy staro-rzymskich”. W XVII wieku Liw stracił na znaczeniu na rzecz niedalekiego Węgrowa, do tego jednak czasu, zwłaszcza w średniowieczu był jednym z ważniejszych punktów obronnych, z czasem stając się istotnym punktem handlowym. Już w XV wieku wzniesiono tu gotycki zamek, którego ruiny znajdują się na wzgorzu nad rzeczką Liwiec, do którego dobudowany jest ciekawy dworek. Zamek warto zobaczyć, nie tylko z uwagi na znajdującą się tu znaczną kolekcję broni pochodzącej z różnych epok, lecz choćby na malowniczą lokalizację.
Wróćmy jednak do Oborskich, bo o zamku w Liwie z łatwością znajdziecie informacje, wszak ja dotarłem tu z ich powodu. Ciekawe, że Oborscy mający przez lata rodową siedzibę w Oborach, przez wieki posłowali z ziemi liwskiej i tu sięgali po urzędy. Bynajmniej nie dlatego, że z czasem narodziła się linia oborskich zwana kuflewsko-łukowską, leżących w bliskości tych stron. Tradycja rodowa była silna, na początku XVI wieku kasztelanem liwskim był Mikołaj z Obór. Opisywałem już kiedyś wyprawę moskiewską Jana Oborskiego, który przed jej podjęciem sprzedał rodową siedzibę hetmanowi Koniecpolskiemu. I wyniósł się do Liwa, skąd uprzednio posłował, sejmikował i trzymał urząd starosty grodowego. Nawet po sprzedaży Obór rodzina wciąż używała tytulatury Oborskich z Obór i wciąż związana była z Liwem. Marcin Oborski z Obór, marszałek sejmu z końca XVII wieku, uczestnik wyprawy wiedeńskiej, był podkomorzym liwskim a następnie starostą.
Oglądając dzisiejszy Liw, na rzecz którego ród opuścił Obory i Czernidła zabierając ze sobą część swych poddanych warto pamiętać, że jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku była to kwitnąca miejscowość, w czasach świetności rozważano ją na miejsce elekcji królewskich. Zniszczenie miasteczka przyniosły wojny ze Szwedami, a wreszcie upadek Rzeczpospolitej, który przyniósł kres ziemi liwskiej i przeniósł stolicę tej części Mazowsza do Siedlec.
Ale Liw warto zobaczyć.

*Właściwie powinienem napisać do Liwu, acz niepoprawna odmiana Liwa zakorzeniona jest mocno w lokalnej tradycji, podobnie jak odmienianie Całowań na Urzeczu. Zresztą forma ta znana jest również z tradycyjnego zawołania „Do Liwa!”, od którego ukuto herb Doliwa


I na razie to ostatni wpis, przez najbliższy czas ich nie uświadczycie, podobnie nie zastaniecie mnie na facebooku. Życie mnie zmusiło do dłuższej przerwy. 

Skolimowscy

ksunder

wpis o dziejach średniowiecznego Skolimowa

Kontynuujmy historię Skolimowa, wsi położonej w ziemi warszawskiej, nad rzeką Gyeziorą, u stóp wysokiej skarpy porośniętej lasem, skąd prowadziła droga ku terenom łowieckim księcia Janusza Starszego, położonych w tutejszych ostępach. Wpis o początkach Skolimowa zabrał nas w czasy założenia tej wsi, założonej przez Prusa o imieniu Skolim. W roku 1407 panował tu rycerz Jacus, który jako pierwszy zanotowany został w księgach pod przydomkiem Skolimowskiego.

W roku 1418 Skolimów dziedziczył Racibor, który doczekał się kilku synów, wzajemnie zastawiających sobie skolimowskie działy i role. Szybko zaczęło dochodzić do sporów o ziemię, gdy Mikołaj ze Skolimowa wszedł w rozliczenia z Gotardem z Laskowa. W roku 1436 podczas wizyty księcia Janusza Starszego w jego siedzibie myśliwskiej w Jastrzębiu, właśnie w Skolimowie odnotowano wzmiankę w języku polskim, gdy rycerz Bolesta okazał akt Gotarda, uprawniający go do posiadania połowy Skolimowa, nadanego mu przez księcia: „Bolesta obranczyl xianszy lyst Gotardowy”.

XV wiek to czas gdy zapisywane zaczynają być przydomki, które z czasem na trwałe zrosną się z imionami, stając się nazwiskami szlacheckimi. Sytuacja nie jest tu prosta, bowiem w owym czasie wywodzono je najczęściej z nazw posiadanych gniazd rodowych. Ziemia stała się częstym przedmiotem a handlu, a my nie jesteśmy w stanie jednoznacznie utożsamić niektórych osób sprzedających sobie poszczególne wsi. Gotard z Sokołowa staje się Gotardem z Laskowa, a z czasem Gotardem Skolimowskim… Osoby pisane pod takim nazwiskiem nie zawsze wywodzą się więc z jednego rodu, nadto często zdarza się, że bracia zakupując kolejne wsie zaczynają nosić inne nazwiska, mimo iż są rodziną. W ten właśnie sposób ród Ciołków w Bielawie zaczyna być znany jako Bielawscy, podczas gdy jeden z jego członków po nabyciu Falenicy przekazuje potomkom nazwisko Faliński.
Lubicz_-_herb_szlachecki

Herb Lubicz (zbiory wikicommons)

Wróćmy jednak do Skolimowa, już w połowie XV wieku mamy tu Skolimowskich aż nadto. Pozywają się wzajemnie o ziemię, gwarantują sobie sądownie spokój o wiana ich żon, zawzięcie dochodzą liczby należnych im kop groszy praskich. Książę Janusz Starszy rozsądza te spory cierpliwie, podczas każdej wizyty na tych ziemiach, pozostali zaś w grodzie czerskim gardłują na temat swych należności. Księgi czerskie notują wielu Mikołajow, Piotrów, Bartłomiejów ze Skolimowa obracających w owym czasie ziemią. Lecz rzecz ciekawa, jeden z nich udaje się w owym czasie do stolicy sąsiedniej Polski, by pobierać nauki na znajdującym się tam uniwersytecie. W roku 1428 Marcin Stanisław ze Skolimowa jest uczniem Uniwersytetu Krakowskiego, dodajmy że pierwszym odnotowanym z tych stron na tej uczelni. Uczniem jest pilnym, bowiem kroniki notują w roku 1430, iż zostaje bakałarzem.

Tak oto wykształca się ród Skolimowskich herbu Lubicz, który trzymał będzie Skolimów w ziemi warszawskiej, odprowadzający dziesięcinę do parafii w Piasecznie i łożący na utrzymanie tamtejszej szkoły parafialnej. Wielu potomków tego rodu nosi takie nazwisko, choć jak wspomniano pisało się w ten sposób także wiele innych rodzin, które związane były ze Skolimowem. Niektórzy zaś wzięli je wprost od swych pruskich antenatów, bowiem Skolimowie i Skolimowscy aktywni byli podczas wojny trzynastoletniej, walcząc po stronie Polski. Tutejszy Skolimów leży na uboczu, w pobliżu przeprawy przez Jeziorę, która z rzadka jest wykorzystywana, w połowie drogi między wsią Jeziorną Książęcą a Chylicami. Po założeniu przez Janusza Starszego miasta Piaseczna w zasadzie przestaje być odwiedzany. Stąd i przez kolejne wieki niewiele możemy o nim powiedzieć, bowiem Skolimowscy w przeciwieństwie do swoich sąsiadów znad Wisły nie spierają się często o granice. Nie przesuwają rzeki wzorem Oborskich i nie najeżdżają się wzajemnie. Jeszcze w roku 1589 Albert Skolimowski spisze z Janem Oborskim, Jakubem Falińskim i Albertem Świderskim umowę i ściganiu wzajemnym chłopów zbiegłych z ich dóbr, po czym w niejasnych okolicznościach Skolimowscy znikną ze Skolimowa. W roku 1637 wieś wraz z tamtejszym folwarkiem posiada już Jan Oborski, który sprzedaje ją wraz z częścią swych dóbr hetmanowi Koniecpolskiemu. Od tej pory aż do drugiej połowy XIX wieku Skolimów łączy swe losy z dobrami oborskimi.


 Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory

Wyprawa pana Jana

ksunder

Przyznam, że sytuacja międzynarodowa zniechęca mnie mocno do zamieszczania postów na facebookowej stronie bloga i przygotowywania zaplanowanych wpisów o najstarszym wiatraku w tych stronach czy olędrach. Na razie więc to odłóżmy. W ubiegłych wiekach wydarzenia na Ukrainie wywarły niewielki wpływ na tę część Mazowsza, jedynie wojny toczone z Turcją w XVII stuleciu na terenie ówczesnego województwa podolskiego spowodowały napływ uchodźców notowanych w tutejszych metrykach. Jednakże długofalowe skutki dla tych okolic miała wyprawa do Rosji jaką odbył jeden z tutejszych mieszkańców.

Mowa o panie na Oborach, Janie Oborskim. Była to postać aktywna politycznie, podobnie jak jego antenaci związana z ziemią liwską, gdzie Oborscy już od dwóch wieków pełnili urzędy i skąd posłowali, uczestnicząc w tamtejszych sejmikach. Z Obór do Liwa dotrzeć było łatwo, wystarczyło przeprawić się przewozem w Gassach i podążać na północ, by znaleźć się tam po kilku godzinach. W okolica Liwa leżały dziedziczne ziemie rodu. W roku 1630 Jan Oborski jako nagrodę za bezinteresowną służbę otrzymał od króla Zygmunta starostwo grodowe liwskie. Uczestniczył bowiem w dwóch wyprawach wojennych przeciw Gustawowi Adolfowi na Pomorzu. Zapewne brał udział w bitwie pod Trzcianą, gdzie słynnego szwedzkiego króla rozgromił hetman Stanisław Koniecpolski, jeden z najwybitniejszych wodzów Rzeczpospolitej. Prawem dygresji zauważę, iż ówczesne wojny polsko-szwedzkie na Pomorzu sprawiły, że od początku XVII wieku Wisłą przemieszczać zaczęli się uchodźcy, osiedlający wśród nadrzecznych łęgów, polonizujący i przyjmujący katolicyzm, kolonizujący wyspy takie jak Saska Kępa, stanowiący pierwszą falę olęderskiego osadnictwa na tych terenach.

Dwór w Oborach w drugiej połowie XVII wieku, drewniane budowle istniejące tam jeszcze przed wybudowaniem w roku 1688 istniejącego do dziś dnia budynku. Za ogrodzeniem widnieje prawdopodobnie opisany w dalszej części tekstu "dom większy" oraz "dwór mniejszy" nad stawem.

Szczyt kariery Jana Oborskiego przypadł na rok 1637, gdy odbyła się jego tytułowa wyprawa. W imieniu króla i Rzeczpospolitej posłował wówczas do Moskwy. Przypomnijmy nieco kontekst historyczny. Wskutek pokoju zawartego w roku 1634 Rzeczpospolita znalazła się u szczytu swej terytorialnej potęgi. Wieczysty pokój podpisano w Polanowie, Władysław IV zrezygnował z tytułu cara moskiewskiego i zrzekł się pretensji do tronu, Rzeczpospolita uzyskała województwo smoleńskie i czernihowskie, a Rosja zrzekła roszczeń do Estonii i Inflant. Choć podręczniki historii tego nie notują, kolejne lata zajęło żmudne wytyczanie przebiegu granic, uniki cara, próby ratyfikacji i renegocjacji traktatu. I oczywiście wskutek zmiany sytuacji międzynarodowej, próby zawierania wzajemnych sojuszy przeciw Turcji. Lecz o tym wszystkim można poczytać w obszernej literaturze przedmiotu, my skupmy się na poselstwie roku 1637. Jego celem było powiadomienie cara o małżeństwie zawartym przez Władysława IV z Cecylią Renatą Habsburg, bowiem ślub odbył się w dniu 12 września w Warszawie. Kolejną kwestią, podniesioną przez posłów była wciąż niezakończona wymiana jeńców wziętych podczas minionych wojen. Posłowie wyruszyli chcąc zdążyć przed nadchodzącą zimą, zaś Janowi Oborskiemu towarzyszył kniaź Samuel Sokoliński, podkomorzy smoleński.

W Moskwie przyjęto ich niechętnie. W Rosji odmowa przyjęcia darów od posłów stanowiła akt niełaski, miała charakter symboliczny. Wręczono je podczas uroczystej audiencji. Większość złożonych uroczyście podarków została posłom zwrócona, car zatrzymał jedynie szkatułkę z apteczką, szkatułkę bursztynową i dwa zegarki. Przyjął od posłów powiadomienie o zawarciu przez polskiego króla małżeństwa, lecz dalsze rozmowy prowadzone były z bojarami, którzy żądali aby król Władysław ukarał gardłem rozmaitych wojewodów, starostów i posiadaczy ziem nadgranicznych, którzy pisząc do cara lub bojarów, umniejszali carskie tytuły. Nie zawarcie w odpowiednim miejscu choćby „wsiej Rusi samodzierżca” stanowić miało zdaniem cara naruszenie paktów wieczystych. Rozmowom nie pomogło to, na co liczył hetman Koniecpolski, mający nadzieję na zbliżenie obu krajów. W tym samym roku twierdzę Azow zdobyły z tureckich rąk oddziały Kozaków, obejmując panowanie nad Donem. Aby ją utrzymać zwrócili się o pomoc do Rosji, lecz ta mogła jedynie dopomóc pospołu z Rzeczpospolitą, czego jednak nie uczyniła. Posłowie powrócili z innymi niepokojącymi wieściami, mimo zawartego pokoju Moskwa szykowała plany wyprawy na Smoleńsk. Do roku 1639 Jan Oborski upominał się jeszcze przed sejmikiem o wynagrodzenie za poselstwo. W tym samym roku otrzymał starostwo sochaczewskie. Stał się tak, bowiem nie był już starostą grodowym w Liwiu.

W roku 1637 przed swym poselstwem do Moskwy podjął się zabezpieczenia dziedzictwa swego rodu. Czy liczył się z tym, że z wyprawy nie wróci, czy też obawiał się, iż utraci w Moskwie życie nie wiemy. Dość, że zrzekł się starostwa liwskiego na rzecz syna Marcina i zapewnił mu niebagatelną sumę 62 000 złotych polskich. A stało się tak, bowiem sprzedał dwór w Oborach wraz z posiadanymi ziemiami. Tuż przed wyprawą spisał kontrakt z hetmanem Stanisławem na Koniec Polu, który stał się nowym właścicielem dworu w Oborach. W myśl umowy zawartej między „między starostą liwskim a Stanisławem na Koniecpolu Koniecpolskim kasztelanem krakowskim hetmanem wielkim koronnym” Jan Oborski „majętność swoją dziedziczną ze wszystkimi przyległościami i wsiami do niej z dawna należącymi to jest Obory z folwarkiem, Chabdzin, Opacz, Kliczyn, Czyszycza, Koło, Prochna deserta, sortes in Świder Chwalenica in districtu czerniensi wies Skolimów z folwarkiem in districtu warszawiensi za sumę 62 000 złotych polskich dnia dzisiejszego zapisał”. W ten sposób Stanisław Koniecpolski stał się właścicielem powyższych wsi – Obór, Habdzina, Opaczy, Ciszycy, Koła i Kliczyna (te dwie ostatnie nazwy wciąż jeszcze można usłyszeć w okolicach Ciszycy), opuszczonej Próchny (zaginionej gdzieś w wiślanej toni) i działów w Świdrze i Falenicy w ziemi czerskiej oraz Skolimowa w ziemi warszawskiej. Hetman zapłacił 20 000 złotych od ręki, a kolejne 42 000 złotych miały zostać wniesione  „na poniedziałek po świętej trójcy przyszłego święta”. Zgodnie z warunkami kontraktu Jan Oborski pozostawił sobie do czasu wyprowadzki z Obór „tylko mieszkanie w domu albo we dworze mniejszym nad sadzawkami także pod wielkim domem, stajnia na konie i owczarnią na owce i chlewów dwa do tego wieś Opacz z posłuszeństwem poddanych”. Przed poselstwem wyprowadził się do Liwa, wraz ze sobą zabierając „poddanych Stefana i Pawła hajduków, Piotra i Stefana myśliwców, Marcina kucharza, Marcina Niedźwiadka ślusarza, Staska Cochała chłopca”.

Do kontraktu jeszcze kiedyś powrócę i opiszę go szczegółowo, dość że ze sprzedażą Obór mieć związek musiała wyprawa moskiewska i związki Oborskiego z Koniecpolskim. W roku 1642 hetman nabył dwór w Czernidłach wraz z przynależnymi mu wsiami od brata Jana, Jakuba. Tak dobiegło końca wielowiekowe panowanie Oborskich na tych ziemiach, co ciekawe jeszcze w XIX wieku rodzina pisała się jako Oborscy z Obór, mimo iż nie mieszkali tu od roku 1642. Z kolei syn hetmana sprzedał ziemie już w roku 1650 i odtąd, aż po rok 1806, pozostawały one w rękach Wielopolskich.

Podpis hetmana na kontrakcie sprzedaży Obór, ze zbiorów AGAD

Jak widać ówczesna dyplomacja nie odbiega od obecnej, a rozmowy z Moskwą są równie trudne. Sama sprzedaż rodowych dóbr nie była niczym dziwnym mimo, iż w tym wypadku miała związek z wyprawą do Rosji. XVII wiek to czas, gdy dawne posiadłości rozdrobnione wśród licznych członków rodziny, znajdują nowych właścicieli, którzy odkupują je od biedniejącej szlachty. W tym czasie Wilanów przechodzi na własność Jana III Sobieskiego, Bielawscy tracą Bielawę, Bielińscy odkupują Karczew z przyległościami od Karczewskich, a Górscy i Cieciszewscy sprzedają wieś Górę (obecną Górę Kalwarię). Jeszcze do XVIII wieku w Falenicy utrzymają się Falińscy, ale już w połowie stulecia wieś wraz z kępą na Wiśle będzie posiadał Adam Poniński, ten „łajdak jakich mało”, jak śpiewał Jacek Kaczmarski.

A o Ponińskim i jego związkach z tymi okolicami już wkrótce.


Źródła:

  • AGAD, Obory
  • Czart, TN, t. 133, Diariusz poselstwa (…) Jana z Obór Oborskiego

Literatura (jest jej multum i nim ktoś słusznie zauważy, że mój dobór jest subiektywny, przypominam, iż wpis ten traktuje tylko o jednym poselstwie i sprzedaży dóbr, a nie o stosunkach polsko-litewsko-rosyjskich w XVII wieku. Zatem zainteresowani tematem bez problemu dotrą do licznych publikacji):

  • GODZISZEWSKI Władysław, Polska a Moskwa za Władysława IV, Kraków 1930
  • KUBALA Ludwik, Poselstwo Puszkina w Polsce w roku 1650 w:Szkice historyczne. Serya pierwsza, Warszawa 1901
  • NAGIELSKI Mirosław, Rywalizacja Rzeczypospolitej z Państwem Moskiewskim o dominację w Europie Środkowo-Wschodniej w XVI i XVII w. w: Sensus Historiae vol. XI (2013/2) ss. 87 – 115
  • WISNER Henryk, Posłowie i poselstwa litewskie w czasach Zygmunta III i Władysława IV w: Kwartalnik Historyczny R. 88 nr 3 (1981) ss. 629-645

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci