Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Kierszek

Zapomniana bitwa (2)

ksunder

10 października 1914 roku front rozciągał się przez las chojnowski wzdłuż linii Jeziorki. Natarcie powstrzymywano początkowo na rozstaju dróg nieopodal Skolimowa, jednakże rosyjscy żołnierze cofnęli się przez rzekę do Kierszka, gdzie stawili opór. W trakcie walk zniszczony został młyn w Skolimowie oraz folwark w Kierszku stanowiący własność rodziny Hamanów, których potomkowie po dziś dzień mieszkają w tych okolicach. Natarcie powstrzymano właśnie w tej wsi uniemożliwiając otoczenie Piaseczna.

Las pod Skolimowem.

Dużą zasługę położyła tu rosyjska artyleria skoncentrowana na południu Mokotowa, która w dniach 10-13 października prowadziła ciągły ostrzał przedpól Warszawy, bombardowanej przez niemieckie sterowce. Było to kompletnie nowe doświadczenie, którego nikt nie przewidział. Choć bombardowania lotnicze były początkowo mało skuteczne, gdyż pociski rzucano ręcznie, od samego początku uważano je za barbarzyńskie. Dopiero po tej bitwie rozpoczęto tworzenie oddziałów przeciwlotniczych, które początkowo operowały bronią ręczną.  Niemieckie samoloty rozrzucały ulotki. Świadkowie wspominali niemal nieprzerwany huk ciągłych wystrzałów. Ostrzał powstrzymał natarcie Niemców, umocnionych w Konstancinie i Jeziornie. Szczególnie ważne było zatrzymanie Niemców w tej ostatniej miejscowości, bowiem po przejściu Jeziorki byli w stanie posłużyć się kolejką wilanowską, aby przerzucić wojska. Wielkim wysiłkiem armia rosyjska przeszła do ofensywy wypierając przeciwnika. Świadkowie tamtych wydarzeń wspominali, że choć artyleria na Mokotowie umilkła 16 października, to łuny pożarów rozświetlały niebo na południu przez całą noc. Niemcy nie wycofywali się bez walki, a odwrót nie był bezładny.

Willa Pieszczotka zajęta przez niemieckich żołnierzy

Bój o twierdzę Warszawa dobiegł końca. Jak wynika z zestawień gminy Jeziorna sporządzonych w roku 1917 w trakcie walk nie został zniszczony ani jeden budynek gminny. Straty odnotowano natomiast w Karczewie, bowiem Niemcy ostrzelali miasto ogniem artyleryjskim w odpowiedzi na rosyjski ostrzał. Pociski zniszczyły kilka domostw. Stacjonujące tu wojsko rosyjskie zrabowało zwierzęta i płody rolne. Karczew zaludniono mieszkańcami Mazowsza osiedlając po tych wydarzeniach w mieście 939 rodzin.

Niemieckie okopy, do których budowy wykorzystano parkany i ogrodzenia willi Konstancina i Skolimowa

Jak donosiły ówczesne gazety doniosłość i znaczenie tej bitwy ocenić miała historia. Nie ulegało jednak wątpliwości, iż Warszawa została ocalona dzięki ofiarności żołnierzy na polu bitwy od Pruszkowa przez Brwinów aż po okolice Piaseczna, gdzie pozostały stosy trupów. 19 października w Warszawie zanotowano, iż po raz pierwszy od ponad tygodnia, nie słychać odgłosu artylerii. Bitwę rozpoczętą w sobotę 10 października uznano za zakończoną dopiero w kolejny poniedziałek. Na polach pozostały stosy trupów, które stopniowo identyfikowano i chowano w miejscach, w których polegli żołnierze.

Zniszczony młyn i most w Skolimowie

Prymas Aleksander Kakowski osobiście podziękował carowi Mikołajowi za ocalenie stolicy, przesyłając depeszę w imieniu jej mieszkańców, gdzie prócz „uczuć najgłębszej wdzięczności” złożył wyrazy „wiernopoddańczego oddania”. Car w odpowiedzi dziękował Bogu za ocalenie Warszawy a jej mieszkańcom za modlitwy.

Wnioski z bitwy wyciągnęli Niemcy. Gdy w rok później zajęli Warszawę bez walki, rozbudowali dodatkowy system fortyfikacji, mający ochronić miasto od rosyjskiego ataku. Linia ta biegła po obu stronach Wisły na wysokości rzeki Świder. Bunkry po wojnie rozebrano, a materiały użyte do ich budowy wykorzystano wraz z pozostałościami domów olęderskich w Zieleńcu do budowy szkoły w Opaczy.

Obecnie bitwa ta pozostaje zapomniana, bowiem znajduje się w cieniu II wojny Światowej i jej wydarzeń. Jednakże przez te dwa tygodnie tutejsze okolice doświadczyły wojny i stał się polem bitwy między dwiema armiami, jaka w historii nie miała miejsca. Przy czym pamiętać należy, że armie te były rosyjską i niemiecką wyłącznie z nazwy, bowiem służyło w nich wielu Polaków, wcielonych do zaborczych armii, o czym świadczą nazwiska upamiętnione na okolicznych cmentarzach wojennych. Zasługują one na oddzielny wpis, który pojawi się na blogu w niedalekim czasie.


Źródła i opracowania (wybrane):

  • Tygodnik Illustrowany i inne gazety codzienne z roku 1914
  • APW Oddz. Grodzisk Mazowiecki, Akta Gminy Jeziorna
  • KRÓLIKOWSKI Lech, OKTABIŃSKI Krzysztof, Warszawa 1914-1920. Warszawa i okolice w latach walki o niepodległość i granice Rzeczypospolitej, Warszawa 2007

Pogranicze w ogniu (2)

ksunder

Od Kawęczyna granica chylicka szła lasem, powtórzmy tu raz jeszcze przywoływany już niegdyś cytat inwentarza z roku 1701: „daley mimo lug należący polową do Obór, połową Chylic Dóbr Królewskich, które ługi dzieli struga, od Boru po prawey ręce Cieciszewskiego, ługi oborskie a od boru Chylickiego ługi chylickie, od Północy graniczy bór Cieciszewski z borem oborskim y jest kopiec od Ługów”. Jak widać dzieląc dobra prócz usypania kopca wykorzystano tu naturalne cieki wodne, do dziś często spotykanie w tej części lasu chojnowskiego.  Tak dotarliśmy do Skolimowa, od początków wieku XVII należącego do dóbr oborskich, od północy graniczącego z wsią zwaną wówczas Kierz lub Kierzek, obecnie zaś Kierszek, wywodzącemu swą nazwą od krzaków, zarośli. Nazwę taką nosił również las rozdzielający te ziemie. Od roku 1677 Kierszek był w posiadaniu Jana III Sobieskiego, który włączył wieś do zakupionych dóbr wilanowskich, obejmujących Powsin i wszystkie tereny na północ od obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. Granicę tych dóbr z Jeziorną wyznaczały kopce i brak tu informacji o konfliktach. Tych nie brakło za to na granicy jezierskiej.

Granica Skolimowa, Jeziorny i dóbr Oborskich. Na łuku rzeki, gdzie w przyszłości powstanie Hugonówka... (mapa rozgraniczenia dóbr z początku XIX wieku)

Spory graniczne zaczęły się już w XV wieku, gdy Jeziornę (Królewską) posiadał Justyn, a na sile przybrały gdy Oborscy wybudowali przepust i zmienili bieg rzeki, kierując do swych dóbr główny nurt Jeziory. Przepust znajdował się zapewne w tym samym miejscu, gdzie na wprost parku obok wału widać ślad nie tak dawnych regulacji, w postaci metalowych prętów wystających z wody.

Pozostałość po regulacjach hydrotechnicznych. Przepust powstały w XVI wieku był gdzieś w tej okolicy.

„Granica Wsi Obór ze wsią Jeziorną Królewską poczyna się od ściany wsio Skolimowa do białego brzegu stamtąd jak jest rów między łąkami skolimowskimi i jezierskimi” jak zapisano w roku 1781 oraz „Rzeka Jeziora od wieków wieś jeziornę Królewską od Obór odgraniczna y do dóbr Obór obydwa brzegi tej rzeki należą”. Powyższe zdania pochodzą z zeznań świadków, zeznających w procesie granicznym, do którego doprowadził spór Urszuli z Potockich Wielopolskiej i starosty łęczyckiego Dzierzbickiego, ówczesnego posesora Jeziorny. Spór ten trwał od wieków i przez lata przygasał bądź wybuchał ze zdwojoną siłą, w zależności od tego gdzie pasano krowy, bądź próbowano budować na północnej odnodze rzeki most. Ponieważ południowy brzeg należał do Wielopolskich, na przestrzeni wieków kilka razy odnotowano, jak most na Jeziorze został porąbany na ich polecenie, bowiem kończąc się na ich terenie naruszał teren dóbr oborskich. Ostatni raz dokonano tego na polecenie Urszuli z Potockich, co wkrótce zaczęli wykorzystywać chłopi z Jeziorny, bowiem szlak ten w międzyczasie stał się jak pamiętamy jedną z dróg pocztowych, wychodzących z Warszawy. I jak zapisano „Dotąd z wielką niewygodą publiczną  podczas wylewów wody na rzece w Jeziorney z niemałym niebezpieczeństwem przeprawiano się, a do tego że poddani Jezierney Królewskiej z drugiey strony korzystając z takowey okazji (…) od dawnych lat czołnami na zysk swoy przejeżdżającym przeprawiali” co rzecz jasna godziło w interesy Obór, bowiem „obydwa brzegi tej rzeki do posesyi dziedzicznej Obór należą”. Rzeka rozlewała się w tej części szeroko, zwłaszcza podczas wiosennych odwilży, wskazuje zresztą na to nazwa samej wsi. Chłopi z Jeziorny, wykorzystywali po prostu koniunkturę na tej jakże ruchliwej trasie.

Wspomniane wypasanie bydła także prowadziło do wzajemnych podstępów. W maju  1775 roku ujawniono za młynem oborskim przy granicy wsi Jeziorny Królewskiej przecięty chruściany płot, znajdujący się na gruncie oborskim. Na łące pasło się bydło Dzierzbickiego. Pastwisko to było szczególnie problematyczne, bowiem jak żalił się przed sądem jeden z mieszkańców Jeziorny: „Obory na tym pastwisku zawsze broniły bydła przed Jeziorzanami  królewskimi a jeżeli który pasał to albo się za o opłacał dworowi oborskiemu albo pańszczyznę odrabiał”.

Rzeka graniczna (źródło: serwis zdjęciowy Konstancina Jeziorny, autor B. Biedrzycki)

Nic więc dziwnego, że w roku 1781 zjechała do obu Jeziorn komisja graniczna, a komisarze mieli wysłuchać stron sporu, zapoznać się z dokumentami zawierającymi wyciąg praw do gruntu i usypać na nowo rozsypane kopce graniczne. Obory okazały się lepiej przygotowane, bowiem Wielopolscy posiadali komplet dokumentów potwierdzających od czasów średniowiecza prawa dziedziców Obór do gruntów, opisujący dotychczasowe spory. Tak doszło do rezolucji granicznej, a linia podziału ustabilizowała się na północnej odnodze rzeki. Przy Wielopolskich pozostała znaczna część ziem po drugiej stronie Jeziorki, co w przyszłości pozwoliło podczas uwłaszczenia rozparcelować te grunty gminie Jeziorna pod pierwszą gminną szkołę powszechną w roku 1867. Szkoła ta znajduje się zresztą w tym miejscu po dziś dzień. Sąsiadująca ziemia została wówczas przy Potulickich, dzięki czemu możliwe było usypanie tam grobli, po której przez Rozjazd Oborski zaczęła dojeżdżać do powstałego letniska Konstancin kolejka.

Lecz cofnijmy się w przeszłość. Sypanie kopców na granicy Obór z Jeziorną odwleczono z powodu przedłużającego się sporu między Oborami a Bielawą i Bielawą a Powsinem oraz Powsinem i Falenicą, gdzie konflikty trwały także od wieków…


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, AGW, Anteriora 

 

Trzecia część niniejszego tekstu pojawi się na blogu za trzy lub cztery tygodnie, w międzyczasie będą oczywiście inne teksty, o charakterze bardziej ogólnym lub źródłowym, a przyczyny takiego posunięcia postaram się wyjaśnić już niedługo, gdy mam nadzieję uda się wreszcie doprowadzić do końca pewien czasochłonny projekt. Jeszcze w ramach informacji, bowiem komuś mogło umknąć, iż dzięki Bartkowi Biedrzyckiemu teksty z bloga stały się dostępne w formie audio. Podcast dostępny jest tutaj, planowo pojawiać się ma raz w tygodniu, a powiadomienia o nowych nagraniach oraz o nowych tekstach dostępne są na Forum Miłośników Historii Konstancina (pomysł ten zebrał rozmaite opinie, ja pragnę tylko przypomnieć, że jest to podcast, a nie audiobook bowiem zauważyłem, że nie wszyscy to rozróżnili). Także od niedawna blog ma swoją stronę na Facebooku, gdzie także pojawiają się powyższe informacje, a także odniesienia do ciekawych tekstów. Wbrew „fejsowej” zasadzie TLTR (czyli tłumacząc z angielskiego za długie do czytania) zamieszczam tam odniesienia do artykułów, traktujących o historii naszych okolic, które warto przeczytać. Ostatnio było o Kabatach i Powsinie, więc nawet jeśli ktoś ma awersję do FB, warto tam czasem zajrzeć.

FB – Historia okolic Konstancina. 

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci