Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Krolewska-Gora

Fischer w Julisinie

ksunder

Dzisiaj mała cegiełka dotycząca pobytu w Julisinie gubernatora GG Ludwiga Fischera. Mało znana relacja, wpisująca się w szerszy kontekst opowieści o strzelaninie do piłkarzy na placu Sportowym, znanej już wcześniej. A także kolejny przyczynek do opowieści o planowanym na niego zamachu, spośród których wychodził zazwyczaj cało.

Relacja Władysława Kaczmarskiego, spisana podczas przesłuchania w charakterze świadka w Warszawie 23 maja 1945 r. przez sędziego śledczego Halina Wereńko, delegowaną do Komisji Badania Zbrodni Niemieckich,

W środku lipca 1943 roku, daty dokładnie nie pamiętam, w Konstancinie na boisku futbolowym przy willi Pomianowskiego o godz. 17.00 policja niemiecka z batalionu ochronnego Fischera pod dowództwem Oberleitnanta Vossa, imienia nie znam, urządziła łapankę na grających w piłkę i widzów. Policja obstawiła boisko, po czym zagarnęła przeważnie młodzież do samochodów, których było kilka. Wywiązała się strzelanina do uciekających, słyszałem, iż były dwa wypadki zastrzelenia. Nazwisk zastrzelonych nie znam.

Ja w tym czasie byłem nad rzeką. Słysząc strzały, poszedłem do domu, po drodze dowiedziałem się o przebiegu łapanki. W końcu lipca lub na początku sierpnia 1943 roku, daty dokładnie nie pamiętam, dowiedziałem się także od uciekających z miejsca obławy, iż nad jeziorem, koło toru kolejowego przed Konstancinem w kierunku Warszawy, policja niemiecka z batalionu ochronnego Fiszera, o godz. 17.00, przy największym nasileniu kąpiących się, urządziła obławę. Mówiono mi, iż złapanych wywieziono 10 czy 15 samochodami. W czasie obławy była strzelanina za uciekającymi, kilka osób odniosło rany. Nazwisk nie znam. Nie wiem również, ile osób w obu obławach zatrzymano. Obławą kierował Oberleitnant Voss.

Zaznaczam, iż policja batalionu ochronnego Fischera stacjonowała w Konstancinie, gdzie w okresie letnim przyjeżdżał też czasem Fischer do willi Wertheima. W 1940 roku willa w Konstancinie przy ul. Piasta 19, własność rodziny Kiełbasińskich, moich krewnych, została zarekwirowana przez Niemców. W 1943 była zamieszkana przez Niemca Szeffera urzędnika z kontroli cen, który przysłał Kiełbasińskim zawiadomienie, iż mają opłacać podatki za dom, oraz że jeden pokój na piętrze jest dla nich zarezerwowany. Latem 1943 roku od czerwca przyjeżdżałem do tego pokoju na soboty i niedziele. W końcu czerwca, daty nie pamiętam, Szeffer zaprosił mnie do siebie, bym posłuchał radia z Londynu. Sam Szeffer wyszedł z domu, a ja w jego mieszkaniu słuchałem radia. W związku z tym zaprosiłem w następną niedzielę kilku kolegów i w pokoju Szeffera słuchaliśmy radia angielskiego. W trakcie tego posłyszeliśmy kroki na schodach, złapaliśmy stację niemiecką, a do pokoju wszedł Szeffer i dwóch policjantów. Zaznaczam, iż należałem do PAL, jak również moi koledzy tam obecni: Bogdan Kurniak (zam. Kutno, ul. Krakowskie Przedmieście 26), Młyn[arz?] Franciszek Kust, prezes Samopomocy Chłopskiej na województwo krakowskie. Wszyscy trzej, przyjeżdżając do Konstancina, chcieliśmy zbadać teren, po czym urządzić zamach na Fischera. W chwili słuchania radia, gdy weszli Scheffer i dwaj policjanci, jeden z tych, co weszli, chwycił za broń, drugi – jak się okazało Oberleitnant Voss – uspokoił go. Staliśmy chwilę, po czym nie zatrzymywani wyszliśmy do swego pokoju. Po godzinie przybył do nas Voss, mówiąc, iż nie wyciągnie żadnych konsekwencji z faktu, iż słuchaliśmy radia. W lipcu 1943, po łapance na boisku, wieczorem spotkałem w ogrodzie Vossa i powiedziałem mu: „–Co pan dziś narobił”, odpowiedział mi: „ Dlaczego Polacy w biały dzień prowokują Fischera? Wracał właśnie samochodem z Warszawy i widział ten mecz, po czym polecił mi osobiście przez telefon, żebym rozpędził tych bandytów” machnął ręką i powiedział: „ Alles guatz”. Na tym się rozmowa nasza zakończyła.

Pewnej niedzieli w lipcu czy na początku sierpnia 1943 Szeffer mi powiedział, iż Fischer znów osobiście kazał Vossowi zrobić łapankę na Polaków kąpiących się w jeziorku za Konstancinem. Mówiąc to Szeffer był podchmielony. Odczytano. julisin01_700


źródło: Repozytorium Ośrodka Badania nad Totalitaryzmami

Mówi Józef Światło

ksunder

wpis o komunistycznej enklawie na Królewskiej Górze

Powyższymi słowami rozpoczynał swe audycje w Radiu Wolna Europa były wicedyrektor Departamentu X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, swego czasu druga najpotężniejsza osoba w PRL. Instrukcje odbierał bezpośrednio od Bolesława Bieruta, pozostawał w łączności telefonicznej z Ławrientijem Berią, aresztował Władysława Gomułkę, współpracował z generałem Sierowem w rozbiciu struktur Armii Krajowej. A w roku 1953 uciekł na Zachód, po dziś dzień toczą się spory, czy jak twierdził dokonał ucieczki, czy też był szpiegiem od początku prowadzonym przez OSS i jego następczynię CIA. Przez długie lata sądzono, że zmarł w USA, dopiero dwie dekady temu podano, iż zmarł dopiero w dniu 2 września 1994 roku pod fałszywym nazwiskiem, po dziś dzień pozostającym utajnionym. W latach pięćdziesiątych obnażył kulisy PRL we wspomnianej audycji. Rewelacje te walnie przyczyniły się do rozsypania stalinizmu w Polsce i likwidacji takich miejsc jak osiedle na Królewskiej Górze. Jak mówił ówczesny dowcip, do niedawna mawiano oszczędzaj światło, a od czasu rozpoczęcia audycji Światło, oszczędzaj nas.

1-4734

W swych wystąpieniach wiele miejsca poświęcił Królewskiej Górze, a jego opowieści potwierdzają inne znane nam relacje, jak choćby tę, że gdy Bierut wyruszał z Warszawy, trasa z Wilanowa była wyłączana z ruchu:

Cała trasa z Warszawy do Konstancina obstawiona jest posterunkami stałymi i lotnymi. Czuwają one zresztą w dzień i w nocy przez okrągły rok. Żeby uniknąć niespodzianek, ma się teraz zbudować nową szosą z Warszawy, która będzie omijać Konstancin. Chce się w ten sposób wyeliminować ruch drogowy z trasy, którą podróżują Bierut i członkowie Biura Politycznego do Konstancina. Kiedy wreszcie towarzysz Tomasz [Bierut] z nieodstępną Wandą Górską wchodzą do swej willi w Konstancinie, w parku dookoła roi się od ciemno ubranych panów z walizeczkami w ręku lub z rękami w kieszeniach, żeby „ ubóstwiające " towarzysza Tomasza masy ludowe nie chciały go za serdecznie przywitać. Tam zresztą, w Konstancinie, pełnią służbę specjalne oddziały KBW. Towarzysz Bierut mimo wszystko nie lubi ryzyka i dlatego ma dwa opancerzone samochody. Takimi samymi zresztą samochodami pancernymi skoda podróżują teraz wszyscy członkowie politbiura, z Cyrankiewiczem włącznie.

Warto zwrócić uwagę na nową szosę, o której mowa, to opisywany już na blogu dawny szlak służewski (TUTAJ), obecnie jako ulica Wąwozowa biegnący z Kabat, za obecnym Ogrodem Botanicznym. Wówczas jako Nowoursynowska biegł obok Natolina, innej siedziby Bieruta, stworzenie specjalnej drogi dla wierchuszki w tym miejscu byłoby naturalnym pomysłem. Wille na Królewskiej Górze traktowano prestiżowo.

Kiedy nie trzeba wyjeżdżać na urlop zdrowotny, wiceminister Mietkow-ski spędza czas w swej własnej willi w Konstancinie. A ponieważ ma trzy samochody i trzech szoferów, więc i sprawa transportu nie przedstawia dla niego żadnych komplikacji. (…)Mój były szef naczelny, minister bezpieczeństwa Radkiewicz, otrzymuje miesięcznie około 13 000 złotych na czysto. Ma oczywiście oprócz tego bezpłatny apartament z obsługą w Warszawie, willę własną w Konstancinie, cztery samochody i czterech szoferów. Pensja wiceministrów bezpieki waha się w granicach 7000-8000 złotych plus,oczywiście, mieszkanie bezpłatne, wille w Konstancinie i samochody.(…) Życie najbliższych towarzyszy partyjnych i członków Biura Politycznego nie odbiega daleko od stopy życiowej tow. Bieruta.

1-4741

A jak się wypoczywało w Konstancinie? W willi Julisin:

Kiedy mu się znudzi ulica Klonowa, tow. Bierut jedzie do swego pałacyku w Konstancinie, oczywiście razem z Górską. Osiemnaście pokoi ma w tej willi, wszystkie najnowocześniej urządzone. Tam spędza zwykle lato w salonach, obwieszonych starymi obrazami, zapełnionych arcydziełami sztuki snycerskiej. Znam tę willę bardzodobrze. Obejrzałem ją sobie całą kiedy zakładałem podsłuch dla rozmów tow. Bieruta z Aleksandrem Kowalskim i z innymi likwidowanymi członkami partii. Oczywiście, wszędzie Bierut ma swego krawca, szewca, fryzjera i oprócz tego około 230 osób obsługi w pałacykach i rezydencjach. W samej tylko willi myśliwskiej w Łańsku w woj. olsztyńskim jest garnizonik złożony z około 50 ludzi pod dowództwem por. Doskoczyńskiego. Ludzie ci pilnują willi, utrzymują ją w pogotowiu i hodują specjalną zwierzynę na tych dziesięć dni czy dwa tygodnie, które tow. Bierut spędza tam rocznie na polowaniu. Kosztuje to robotników w Polsce kilkaset tysięcy złotych rocznie. Oczywiście tow. Bierut ma i swoje kino prywatne w Belwederze i w Konstancinie, gdzie wyświetla się specjalnie sprowadzane filmy zagraniczne. (…)Tuż obok willi Bieruta są wille Bermana,Radkiewicza, Aleksandra Zawadzkiego i innych. W GISZ -u rezyduje Rokossowski. Cała ulica Klonowa zamknięta jest dla ruchu i nikt nie ma tam dostępu. Bo każdy członek politbiura ma też i tam swoją willę. A oprócz nich tacy wybrańcy jak Szyr, wiceminister bezpieczeństwa Romkowski, Mietkowski oraz wielu innych. Cała ta kolonia, którą myśmy nazwali gettem, rozłożyła się w pięknych lasach. Otoczona wysokim eleganckim parkanem, ma własne instalacje wodociągowe i elektryczne, własne kino i stołówkę, z której członkowie Biura Politycznego korzystają za darmo. Jest też i oddzielna wartownia, specjalnie wybudowana za pół miliona złotych, dla ochrony tych dygnitarzy.

Życie na osiedlu stało na wysokim poziomie.

(...) w Konstancinie, oprócz własnych samochodów i szoferów ma także w dużym stopniu zapewnione codzienne utrzymanie. W bardzo prosty sposób. Dba o to już ambasada sowiecka w Warszawie, która co jakiś czas w kurtuazyjnym podarunku dostarcza towarzyszowi Mincowi paczek żywnościowych. Każda z nich waży około 70 kg i zawiera najlepsze sowieckie likiery, wina i szampany, papierosy w artystycznie malowanych pudełkach, sowieckie konserwy rybne, kawior i łososie, owoce południowe i wyszukane czekolady. A dla towarzyszki Mincowej znajdzie się tam zawsze kolekcja najlepszych perfum zagranicznych.

1-4742

Wyżej mowa była o podsłuchach instalowanych w Julisinie, podsłuchiwani byli także inni goście. Warto odnotować, iż w owym czasie w Konstancinie gościła wierchuszka Kominternu z całej Europy.

Marynarka reżymowa systematycznie i nielegalnie przerzuca kierowników zachodnich partii komunistycznych na konferencje do Moskwy. I tak trzykrotnie nielegalnie wyjechał do Moskwy na pokładzie statków polskich Togliatti. W Warszawie się później zatrzymują i stamtąd samolotem lecą do Moskwy. Wiadomo, że faktyczny kierownik komunistycznej partii Francji, Jacąues Duclos, był trzy albo cztery razy nielegalnie transportowany statkami z Francji do Polski i samolotem do Moskwy. W drodze do Moskwy, jak też i w drodze powrotnej, odbywają się konferencje u Bieruta w Konstancinie, gdzie Jacąues Duclos, Togliatti czy inni kierownicy komunistycznych partii na Zachodzie dzielą się wiadomościami.

Światło opisał wydarzenia jakie miały miejsce w latach 1949-53, większość zapewne nastąpiła po roku 1952, kiedy osiedle ogrodzono, o czym opowie kolejna część cyklu o Królewskiej Górze. Choć samo osiedle istniało do roku 1956, niewątpliwie rewelacje Światły przyczyniły się do ograniczenia pewnych działań, jak choćby budowy wspomnianej drogi. Niezwykle ważne wydaje mi się nazwanie w ubiegłym roku ronda znajdującego się na terenie dawnego osiedla imieniem Inki. Choć nie miała ona nic wspólnego z tymi terenami, jednak być może pozwoli to nawet symbolicznie uspokoić duchy tego miejsca. Z którego ostały się sypiące i zniszczone wille, wśród których biegnie droga z czerwonej kostki.

 

W tekście wykorzystano jako ilustracje skany z zasobu IPN. Życiorys Jóżefa Światło znaleźć można na wikipedii.


Źródła i literatura:

  • Zbigniew Błażyński, Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii, Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1986.
  • Andrzej Paczkowski, Trzy twarze Józefa Światły. Przyczynek do historii komunizmu w Polsce, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009.

Tropem czerwonego osiedla: Podanie do MBP

ksunder

wpis o liście pewnego robotnika, napisanym w roku 1955

W listopadzie zaniedbałem tradycyjny wpis zawierający dokument źródłowy, więc w ramach odpoczynku od tekstów o średniowiecznej ziemi czerskiej i warszawskiej, Wiśle oraz Urzeczu, nadrobimy to dzisiaj przy okazji Królewskiej Góry. W roku 1952 teren osiedla rządowego powiększono, co już wzmiankowałem, usuwając dotychczasowych mieszkańców i zajmując wille dotychczasowych właścicieli, zazwyczaj ignorując stan prawny i nie opłacając zaległych podatków. Do tego tematu jeszcze powrócę, na razie ciekawe podanie skierowane do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w roku 1955. Pewien robotnik postanowił upomnieć się o sprawiedliwość. Przed wojną majstrzy ze swych oszczędności budowali często domy – część wsi Słomczyn leżąca przy drodze do Góry Kalwarii powstała właśnie wówczas, gdy domostwa postawili tam robotnicy z Papierni. Wielki kryzys nie dla wszystkich przybierał negatywne oblicza, ten robotnik kupił sobie mianowicie kawałek lasu. Jednak dwadzieścia lat później...

Siedziba Wydziałów Bezpieczeństwa

Warszawa ul. Puławska nr 156

Podanie

Przeszło 20 lat temu z pracy rąk ja robotnik nabyłem ½ posiadłości willowej w osadzie Królewska Góra gmina Skolimów-Konstancin przy ul. Oborskiej 10. Od 1952 roku willę tę i teren w całości zajęły władze państwowe.

Jestem dawnym członkiem PPS a od 1948 roku członkiem PZPR (leg. Nr 110147) i liczyłem się, że za moje groszami uzbierane pieniądze wybudowana chałupka przydała się Państwu Ludowemu.

Obecnie aczkolwiek jestem już starszym wiekiem pracuję w Zakładach Wytwórni Aparatów Wysokiego Napięcia W-wa Kałuszyńska 4/6.

Zarobki moje nie wystarczają na dostateczne utrzymanie. Żona również jest w starszym wieku, córka chora na gruźlicę. Ani ja, ani żona moja nie mamy na zbliżającą się zimę ciepłego ubrania i obuwia. Wyżej podane warunki zmuszają mię prosić o zapłacenie mi 50% zysku dzierżawnego od 1952 roku za użytkowanie domu i terenu, a następnie dzierżawy co miesiąc.

Ze względu na to, że żona moja jest obecnie chora, prosiłbym o jak najszybsze załatwienie mej prośby.

Podpis

lyst

Pominąłem dane osobowe. Nie dowiemy się niestety jak wyglądała posiadłość willowa, na której stała chałupka. Ówczesna ulica Oborska obecnie nosi nazwę Gąsiorowskiego, na podstawie ówczesnego planu ewidencji i spisu mieszkańców stwierdzić mogę, że obecnie w tym miejscu znajduje się CKR. Zatem chałupka, o której pisze petent jest zapewne starą gajówką należącą do dworu w Oborach, stojącą w tym miejscu, a w której rezydował gajowy lasu oborskiego służący Potulickim. I to od nich około roku 1935 zakupił ten teren autor listu. Jeszcze w latach pięćdziesiątych większość terenów przy obecnej ulicy Gąsiorowskiego należała do rodziny Potulickich. List pochodzi z roku 1955, stalinizm w Polsce zaczął się powoli sypać, choć jeszcze rok pozostał do ujawnienia słynnego raportu Chruszczowa. Ale rysy już się pojawiają, ludzie piszą i o dziwo, w MBP zostaje sporządzona opinia, że w roku 1952 teren odebrano petentowi bezprawnie. Okoliczności życiowe opisywane w treści listu w owych latach są codziennością polskich robotników.

Prośbę uwzględniono. W roku 1956 zostaje zawarta umowa dzierżawy. Ale to już koniec osiedla na Królewskiej Górze, do władzy dochodzi Władysław Gomułka, nadchodzą nowe czasy.

Tropem czerwonego osiedla (2): Wokół Julisina

ksunder

wpis o zburzonej willi, zamieszkiwanej przez hitlerowskiego urzędnika i komunistycznego prezydenta

Zapowiadałem wpis o granicach komunistycznego osiedla na Królewskiej Górze, na razie musimy go jednak odłożyć, bo nie udało mi się dotrzeć jeszcze do kolejnych materiałów, na których ślad w międzyczasie natrafiłem. Zamiast tego pozostańmy w okresie instalowania się komunistycznych dygnitarzy na Królewskiej Górze, na czym ostatnio zakończyliśmy.

Nie tak dawno prasa doniosła o uprawomocnieniu kolejnego wyroku nakazującego odbudowę Julisina. Julisin to najbardziej znana willa położona na terenie opisywanego niedawno komunistycznego osiedla, a także jeden z najbardziej znanych przykładów samowoli deweloperskiej. Po jej zburzeniu w roku 2008 pod pretekstem katastrofy budowlanej deweloper rozebrał obiekt, planując na działce budowę innego domu, tym razem jednak zamiast zalegalizowania samowoli Sąd polecił przywrócenie stanu zastanego. Oczywiście w międzyczasie właściciel działki się zmienił, a kolejne odwołania trwają, lecz wyrok podtrzymywany jest przez kolejne instancje. Co oczywiście niewiele w praktyce oznacza, skoro do jego wykonania nikt się nie kwapi. Choć metoda zakupu działki z zabytkowym obiektem i jego rozbiórka z uwagi na zły stan (bo jeśli nie da się go uratować właściciel ma takie prawo) zwana jest na tym terenie„systemem konstancińskim”, z racji faktu, iż los Julisina stał się udziałem wielu innych willi w Konstancinie, sam system nie jest polskim wynalazkiem. Stosowano go z powodzeniem w Toskanii od lat siedemdziesiątych, gdzie w zakupionych palazziach i willach robiono przysłowiową dziurę w dachu, a po kilkunastu miesiącach opadów obiekt można już było rozebrać. Gąszcz przepisów uniemożliwiał pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności. Obecnie na terenie Konstancina stoi wiele pięknych willi takich jak choćby Zameczek, czy spalony kilka lat temu Zbyszek, które oczekują wyraźnie na zawalenie. Nawet jeśli odzyskali je potomkowie dawnych właścicieli, wyraźnie najważniejsza wydaje się tu atrakcyjna lokalizacja działki, pomijając horrendalne koszty remontu i użytkowania zabytków, na które niewiele osób stać… Choć z jednej strony żądania oddania obiektów takich jak Pałac w Wilanowie przez potomków Branickich czy akt archiwalnych potomkom rodzin nie powinny moim zdaniem zostać uwzględnione, choćby z racji faktu, iż stanowią dobro narodowe, a obecnie trudno utrzymać je z prywatnych środków, pamiętać należy o bezprawnych okolicznościach w jakich je zabierano. Możemy przyjrzeć się temu na przykładzie choćby Julisina.

Julisin przed wojną (zbiory WMK)

Julisin należał do Gustawa Wertheima, w roku 1939 wprowadził się tam Ludwig Fischer. Pełną historię willi przeczytać można choćby na stronie WMK, skupmy się na tym co było po wojnie. Wiele willi było opuszczonych, więc zajmowały je władze samorządowe na podstawie dekretu z 1945 o obiektach poniemieckich i opuszczonych. Czas ugruntowywania władzy komunistycznej w Polsce był jeszcze tym dziwnym okresem, kiedy radzieccy generałowie uczestniczyli w mszach wojskowych sprawowanych przez kapelanów na etatach Ludowego Wojska, więc odbywało się to początkowo w majestacie prawa. Z czasem Królewską Górę upatrzyli sobie komuniści. W roku 1947 do Polski wrócił wybitny kardiolog Tomasz Wertheim i podjął starania o odzyskanie rodowego majątku. Ponieważ Julisin wyraźnie był już przeznaczony do innych potrzeb, do walki z nim zaangażowano machinę propagandową, a tygodnik „Szpilki” jego starania o odzyskania grafik należących do ojca kwitował jako „Cierpienia młodego Wertheima”. Ale w systemie stanowiącym jeszcze powiązanie ustroju II Rzeczpospolitej i PRL wszystko odbywało się początkowo na bazie obowiązujących przepisów, z czasem grzęznąc w machinie biurokracji. 11 lipca 1947 roku Tomasz Wertheim przedstawiwszy dowody na dziedziczenie majątku swego ojca, na mocy wyroku Sądu Rejonowego w Piasecznie uznany został właścicielem Julisina, w którym działało wówczas liceum Reytana. Te przeniesiono do Skolimowa, bowiem gmina Skolimów-Konstancin, jako właściciel obiektu użyczanego kuratorium warszawskiemu, miała już wyraźnie inne wytyczne. 31 lipca kuratorium zrezygnowało z dzierżawy na rzecz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, któremu scedowano Julisin, mimo iż w gminie doskonale wiedziano o wydanym wyroku. Tomasz Wertheim początkowo korespondował dalej z tą istytucją, zwodzony obietnicą przyznania w ramach rekompensaty trzypokojowego mieszkania w Warszawie, aby mógł sprowadzić do kraju rodzinę, bowiem nocował w lecznicy w Śródmieściu, w izbie w której przyjmowano w ciągu dnia pacjentów. I zyskał niewiele, bowiem wyrok Sądu wydany na podstawie przedstawionych przez niego dowodów, iż jest spadkobiercą Gustawa Wertheima całkowicie zignorowały gmina Skolimów-Konstancin i MBP. Ostatecznie Tomasz Wertheim został wywłaszczony w dniu 27 stycznia 1954 roku na podstawie dekretu z 1945 o przejęciu budynków na cele użyteczności publicznej. Dekret ten dotyczył mienia poniemieckiego i pozbawionego właścicieli. W tym wypadku prokuratoria uczyniła długi wywód, że nieruchomość znajdowała się w 1948 roku we władania skarbu państwa, zatem de facto jest państwowa. Było to całkowicie sprzeczne z obowiązującymi wówczas przepisami, a wyrok Sądu w Piasecznie po prostu przemilczano.

Dla porównania: brama prowadząca do Julisina wówczas...

W przypadku Królewskiej Góry sprawa Julisina stała się swego rodzaju wyłomem. O ile jeszcze w roku 1947 część willi dzierżawiono (jak w przypadku willi Jakuba Fryde), w roku 1952 władza nie miała już takich skrupułów ani nie musiała liczyć się z kapitalistami będącymi właścicielami budowli. W księgach katastralnych notowano, że właścicielami znacznej części działek na tym obszarze są Potuliccy-Łatyńscy, jednak zajmowano je kompletnie ignorując ten fakt, nakazując im wciąż opłacać podatki, mimo iż użytkownikiem stało się MBP. Lokatorów komunalnych wywożono wozami wraz z dobytkiem do niewielkich mieszkań w całym województwie, aby zwolnić wille dla powiększanego osiedla. Większość z nich miała na spakowanie kilkanaście godzin i pozostawić musiała na miejscu wyposażenie lokali.

... i obecnie.

Wracając do Julisina; nie trzeba być jurystą by dostrzec, że kwestia odebrania willi Tomaszowi Wertheim w tym wypadku nie miała nic wspólnego z nacjonalizacją lub nawet obowiązującym wówczas prawem. Nie ma się więc co dziwić, że obiekty takie obecnie oddawane są potomkom dawnych właścicieli. Co oczywiście nie zmienia faktu, tego co dzieje się z nimi dalej.


część pierwsza wpisu o Królewskiej Górze dostępna w tym miejscu: Narodziny enklawy

Źródła i literatura:

Treść dzisiejszego wpisu powstała w dużej mierze w oparciu o akta odnalezione w IPN przez użytkownika forum miłośników historii Konstancina-Jeziorny o nicku: stefek08. Dokumenty udostępnił w tym miejscu

  • APW Oddz. Grodzisk Mazowiecki, Akta Gminy oraz MRN Skolimów-Konstancin

Tropem czerwonego osiedla (1): Narodziny enklawy

ksunder

wpis o narodzinach komunistycznego osiedla na Królewskiej Górze, istniejącego w latach 1947-56

Pierwsza setka wpisów za nami, za jedno z najciekawszych znalezisk dokonanych w tym okresie uważam relację dziennikarza, który uciekł w roku 1952 na zachód i opisywał stosunki panujące na terenie Konstancina i Skolimowa pod rządami komunistów (wpis do poczytania w tym miejscu). Już wówczas wspominałem, że nie do końca należy dawać wiarę wszystkiemu co opisał autor, bowiem skądinąd wiemy, że w „Julisinie” mieszkał Bierut, a nie Cyrankiewicz. Zapewne relacjonujący pomylił wille bowiem, jak wynika ze wspomnień tutejszych mieszkańców, premier miał mieszkać przy ulicy Gąsiorowskiego, w willi zajmowanej następnie w latach 1957 – 2003 przez dom dziecka. Sporo należy także złożyć na karb czarnej legendy osiedla i opowieści, które krążyły w okolicy – jak pisał młody Tadeusz Buczkowski – „ogromna część Konstancina o nazwie Królewska Góra otoczona była w tych czasach budkami wartowniczymi. Terenu pilnowało wojsko. W środku była rezydencja Bieruta, ale nie tylko. (Tego Bieruta widziałem wiele razy, jak go wozili. Tylko czubek głowy był widoczny w wielkiej, czarnej limuzynie). Tam też wyrywali ludziom paznokcie, rozpruwali brzuchy... Jeżeli ktoś,zbierając grzyby, przybliżył się za bardzo do ogrodzenia,to miał wielkie szczęście, jeżeli został tylko postrzelony... To był kolosalny kombinat z wszelkimi akcesoriami i rekwizytami ówczesnego reżimu. Ojciec mojej koleżanki szkolnej (nazwijmy ją Marysia) był szefem "security" tego giganta.”. Nie wydaje mi się, żeby w miejscu, będącym enklawą wypoczynku i zamieszkania elity władzy torturowano ludzi, zwłaszcza, że siedziba UB znajdowała się w tymczasie w Białym Dworku poza terenem osiedla i rzeczywiście dopuszczano się tam podobnych czynów. Teren osady dobrze chroniono, znajdowała się tam także strategiczna infrastruktura komunikacyjna, umożliwiająca oficjelom łączność z Moskwą. Tak naprawdę jednak po raz kolejny mogę napisać, że o życiu na samym osiedlu niewiele wiemy, w zasadzie jedynie tyle co cytowane we wspomnianym wpisie wspomnienia Julii Minc i wzmianki czynione przez Józefa Światło, który po ucieczce opisywał życie w „getcie rządowym”, jak kolonię zwali komunistyczni oficjele (zapewne nie wszyscy znają to głośne nazwisko, więc zamiast opisywać jego historię odsyłam do biogramu w wikipedii). Niniejszym zacznę więc cykl wpisów na temat odkrywania historii tej enklawy, bo zaskakującym jest, iż nikt dotąd nie pokusił się o próbę opracowania tego epizodu z historii Polski i Konstancina; wpisy te mają charakter dyskusyjny, więc jeśli ktoś pragnie sprostować jakiś fragment, bądź wnieść do tekstu swe uwagi – zapraszam. Nie ukrywam, iż każda z nich będzie cenna.

 

Lipiec 1947: Początek.

Lokalizacja była niezwykle prestiżowa i atrakcyjna. Już przed wojną siedziby swe w Konstancinie mieli brytyjski i amerykański konsul, którzy po wojnie wprowadzili się Królewską Górę. Ambasada USA rozważała nawet wynajęcie Julisina, a rozmowy na ten temat prowadziła z Tomaszem Wertheimem, spadkobiercą Gustawa, który w roku 1947 wrócił do Polski. Wille na Królewskiej Górze przetrwały w dużej mierze nietknięte rosyjskie bombardowanie w sierpniu 1944, które skupiło się na konstancińskich willach. Zajęte zostały w roku 1945 przed przedstawicieli gminy Skolimów-Konstancin na podstawie dekretu o zajmowaniu mienia poniemieckiego i opuszczonego, a siedzibę swą prócz osób przewijających się przez Konstancin po zawierusze wojennej znalazły również rozmaite organizacje. Początkowo jeszcze nim działający z namaszczenia ZSRR aparatczycy przejęli w pełni władzę w Polsce, władza działała w rękawiczkach. Willę przy Wareckiej 21, tytuł do której własności posiadał Tadeusz Witwicki, wynajęto na podstawie umowy dzierżawy. Z kolei willa przy Żółkiewskiego 34 należąca przed wojną do Jakuba Fryde przejęta została w myśl wspomnianego dekretu, bowiem była opuszczona. W trakcie wojny mieszkali w niej Niemcy, a później wprowadzono lokatorów.

Obecne wnętrze willi Jakuba Fryde.

Co zdecydowało o wyborze Królewskiej Góry na prestiżową lokalizację zamkniętego osiedla? Zapewne adres, stosunkowo nietknięte przez wojnę obiekty, legenda Konstancina… Nie bez znaczenia był fakt, iż mieszkali tu wspomniani konsulowie, a willę „Słoneczna” na swą siedzibę wybrał ambasador ZSRR.  Towarzysz Józef Światło  podawał inną przyczynę, wspominając przy okazji faktu posiadania willi przez rosyjskiego Marszałka Polski Konstantego Rokossowskiego: „Ochrona Rokossowskiego składa się z 18 ludzi - wszyscy Rosjanie. Ma to swoją wymowę. Kierownictwo sowieckie daje w ten sposób dygnitarzom do zrozumienia, że mimo setek tysięcy żołnierzy i agentów bezpieki, którymi rozporządzają wystarczy jeden telefon z Moskwy, aby każdy z nich, zamiast do willi w Konstancinie, wyjechał wprost na Łubiankę.”. Skoncetrowaną wierchuszką polskiego rządu łatwo sterować i nadzorować w kompleksie, w pobliżu którego zamieszkuje radziecki ambasador. Przypomnieć należy, że mowa tu o czasach Stalina, gdy samodzielność polskich władz rzeczywiście była mocno ograniczona, a na grupę zamkniętą w jednym miejscu łatwo wywrzeć nacisk…

Prawie 70 lat później...

Skupmy się na razie jednak na historii, a nie na rozważaniach socjologiczno-politycznych. Niestety przyczyny i osób podejmujących decyzję zapewne nie poznamy już nigdy, choć jak łatwo się domyślić w dużej mierze zdecydowała tu piękna lokalizacja i relatywne oddalenie od ówczesnych domów. MBP przejmować wille zaczęło w połowie roku 1947, już w lipcu wyprowadzono z Julisina liceum Reytana, które znalazło swą nową siedzibę w Skolimowie. Osiedle rozszerzało się powoli, początkowo były to wybrane wille przy Żółkiewskiego i Wareckiej. W imieniu skarbu państwa MBP przejmowało bądź dzierżawiło obiekty od gminy Skolimów-Konstancin. Eksmisje odbyły się w drugiej połowie 1947 roku, jak pisał przywoływany już na blogu dziennikarz: „Większość domów musiała zostać odnowiona przez władze nim można było w nich zamieszkać. Eksmitowani dostawali dwa lub trzy tygodnie na opuszczenie willi. Odmawiających usuwało wojsko, zaś ci którzy zgadzali się, byli przeprowadzani przy użyciu wojskowych wozów i również w asyście wojska. Meble rekwirowano rzadko i wyłącznie wtedy, gdy ich właścicieli nie było w Polsce. Cudzoziemcy jak angielski konsul mieszkający na Szkolnej i personel amerykańskiego konsulatu opuścili swe wille z własnej woli.” Jak wspominał autor, ludzi przesiedlano w mocno uwłaczające warunki, a chcąc znaleźć cywilizowane lokum, należało dać łapówkę „burmistrzowi Adamiakowi”, czyli wójtowi Mieczysławowi Adamiakowi z gminy Skolimów-Konstancin, który zastąpił na tym stanowisku Antoniego Jankowskiego. Zachowane dokumenty w dużej mierze potwierdzają relację dziennikarza, iż wille poddano kompleksowemu remontowi, połączonemu z rozbudową działających tu cieplarni, lodowni, dozorcówek. W przypadku Julisina (w jednym z dokumentów nazwanym „Jurysinem”) odmówiono wydania Tomaszowi Wertheimowi rzeczy w rodzaju świeczników i kinkierów oraz szaf, stwierdzając iż stanowią one trwałe wyposażenie lokalu. Nie czyniono jednak problemów z innymi rzeczami, zgodnie z relacją dziennikarza o rzadkich rekwizycjach. Tomasz Wertheim wnosił jeszcze o wydanie XVI wiecznych drzwi, które miały znajdować się na terenie willi, jednak brak informacji czy udało mu się je odzyskać, bowiem drzwi nie było na liście rzezy, na których wywiezienie uzyskał zgodę od Wojewódzkiego Urzędu Kultury i Sztuki w październiku 1947. Jeśli pozostały w willi to zapewne uległy zniszczeniu w roku 2008 gdy została zburzona. Osiedle narodziło się i z czasem miało się powiększyć.

W kolejnym wpisie dotyczącym „getta” zastanowimy się nad przebiegiem jego granic. Aby nie być monotematycznym wpisy na ten temat rozdzielać będę artykułami o innej tematyce.

 


Źródła i literatura:

Treść dzisiejszego wpisu powstała w dużej mierze w oparciu o akta odnalezione w IPN przez użytkownika forum miłośników historii Konstancina-Jeziorny o nicku: stefek08. Dokumenty udostępnił w tym miejscu

  • BŁAŻYŃSKI Zbigniew, Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1940-1955, Warszawa 2003

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci