Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Wielopolscy

Piwo z Cieciszewa

ksunder

Równo tydzień temu miałem okazję być w Cieciszewie i powiedzieć kilka słów o historii tej miejscowości. Co bardziej zorientowani wiedzą, że w zasadzie blog ten powstał kilka lat temu niejako na marginesie pisanej wówczas książki na ten temat. A historię Cieciszew ma fascynującą, sięgającą czasów odległej historii początków Polski. W zasadzie tam leżą korzenie „konstancińskiej” części tutejszej gminy, bowiem ziemie należące to tamtejszego grodu sięgały w XIII wieku rzeki Jeziorki, na wschodzie oparte o Wisłę, na zachodzie w ich skład wchodziły Łubna i Baniocha, na południu graniczyły z Moczydłowem. Z czasem włości podzielono na część cieciszewską i oborską, później na kolejne. A na dziale oborskim powstać miał pod koniec XIX wieku Konstancin. Z obszarem dawnych włości Cieciszewa pokrywała się parafia, w XVIII wieku przeniesiona do Słomczyna, choć jeszcze długo zwała się cieciszewską. Podzielono ją w XX wieku, tworząc filie, a później odrębne parafie w Mirkowie, Konstancinie, Skolimowie, Baniosze (stąd po dziś dzień Baniocha jest w tutejszym dekanacie, choć do gminy nie należy). Wszystko to można znaleźć na blogu, dziś historia nieco mniej znana, z końcowego okresu świetności Cieciszewa.

Cieciszew_2013_publKomosa_fotKwireg_bw_m10Wiele osób kojarzy, iż pod koniec XVIII wieku na terenie Obór wytwarzano piwo, które cieszyło się w pewnym okresie znaczną sławą w Warszawie. Jak przywoływał Zygmunt Gloger warzono tu szczególnie dobre piwo angielskie. Browar na terenie majątku zwanego wówczas kluczem oborskim, w skład którego wchodziły wszystkie okoliczne wsie położone na Urzeczu wraz ze Skolimowem, fundował Hieronim Wielopolski. Ten sam, który wydzierżawił teren pod zakładaną Papiernię. Lecz skąd w ogóle produkcja piwa? Cofnijmy się o lat mniej więcej 150, po „Potopie” szwedzkim zniszczona Polska zaczyna tracić, to co dawało szlachcie pieniądze przez ostatnie wieki, a co jak naucza się w szkołach wynikało z „dualizmu gospodarczego Europy”. Zaczyna się spadek eksportu zboża, szukać należy nowych źródeł dochodu. Okazuje się nim propinacja, czyli sprzedaż alkoholu, przede wszystkim własnym chłopom w licznie budowanych karczmach. Lecz nie do końca było tak, jak to pokazano w pewnym filmie, iż „dziedzic rozpijał pańszczyźnianych chłopów”. Choć obowiązywał przymus propinacyjny, zmuszający do zakupu piw i gorzałki, szybko zorientowano się, że na produkcji przeznaczonej na „eksport”, czyli sprzedaż poza granicami majątku, można nieźle zarobić. Stąd pod koniec XVIII wieku świetnie prosperowały browary w Oborach, Bielawie czy Wilanowie (a ciekawą historię awantury o piwowara w tych dwóch ostatnich swego czasu opisywałem). Jednakże nim powstał browar w Oborach, pierwszą próbę jego budowy podjęto w Cieciszewie.

Wybór był jak najbardziej naturalny. Tu znajdowała się siedziba parafii, którą co niedzielę odwiedzali poddani dóbr. Tędy wiódł szlak prowadzący do Czerska i dalej, aż na Ruś. Stąd i wzniesiona tu karczma była znacznych rozmiarów, co pod koniec XVII wieku odnotował francuski podróżnik kawaler De Tende. Zatem i produkcja piwa była niemała, wyraźnie piwo wytwarzane przez karczmarza było w ilości niewystarczającej, bowiem już w roku 1700 w Cieciszewie istniał browar. W roku 1701 w browarze w Cieciszewie był kocioł piwny w tym roku kupiony, kadź wielka, od spodu reparatiey potrzebne i pobiciu tak dębowej do spuszczania piwa. Beczek piwnych 20. Jak wynika z dalszego opisu znajdowała się tam także gorzelnia, wyremontowana w tym samym roku, wyposażona w szklane okna. Inwestycja w kadź oznaczała, iż browar powstał z myślą o zwiększonej produkcji. Warto zauważyć, że budynek browaru był w lepszym stanie niż znajdujący się tuż obok dwór w Cieciszewie, który w owym czasie się rozpadał. Budynek starano się naprawiać, co wyraźnie mówi nam coś o związanych z nim planach.

Browar nie przetrwał powodzi, która około roku 1713 zniszczyła Cieciszew i okoliczne wioski sprawiając, iż kościół parafialny odbudowano w Słomczynie. Kolejny browar powstał już w oddaleniu od wiślanego starorzecza, w Oborach. W drugiej połowie XVIII wieku dochody ze sprzedaży trunków staną się podstawą ekonomii dworskiej, stąd rozwój browaru w Oborach. Korzenie browarnictwa w kluczu oborskim znajdują się jednak w Cieciszewie.

Może to i dobry moment, by ktoś znowu zaczął produkować tu lokalne piwo? Od roku 2013 nie ma już browaru w Oborach, a piwo marki „Konstancin” produkowane jest w innej części polski. Lecz skoro mamy już cydr z Czerska (podobno nawet można kupić go w Górze Kalwarii, polecam bo jest naprawdę dobry), warto o tym pomyśleć. Nazwy nie trzeba długo szukać, choćby Ciecisz, czyli założyciel tutejszego grodu...


Źródła i literatura:

  • AGAD, Archiwum Wielopolskich i Potulickich z Obór

Korzenie spisku

ksunder

W roku 1773 Kurtz dociera do Warszawy, posługuje się już wówczas przedrostkiem „von” przed nazwiskiem. To co dla jego ojca było jedynie przydomkiem znaczącym ni mniej ni więcej „krótki”, w Polsce staje się arystokratycznie brzmiącym mianem. Czy zaczyna podawać się za barona? Trudno dociec, dokumenty podpisuje jako Bn von Kurtz, co historyk po latach rozszyfruje jako skrót od barona, można jednak zastanawiać się czy przypadkiem nie chodziło o Bernadona, choć w historii polskiego teatru trudno szukać informacji o tej charakterystycznej figurze. Jednak na terenie Austrii Kurtz posługiwał się nim jako przydomkiem, możliwe też, że tak przedstawiał się w Polsce. Baronem jak wiemy nie był, ani też arystokratą, jednak to właśnie towarzystwo możnych staje się czymś dlań ze wszech miar pożądanym. W Warszawie trafia bowiem na dziewiczy grunt, kraj jest zraniony świeżo rozbiorem, konfederacją barską. Od kilku lat nie odbywają się przedstawienia teatralne inne niż wystawiane przez przygodne trupy. Świeżo rozebrano budynek przy ul. Królewskiej, gdzie do roku 1767 przedstawienia dawał w Operalni przez dwa lata teatr, który z czasem miał przekształcić się w Narodowy. Na razie jednak jego działalność jest zawieszona, minie jeszcze rok nim powróci, tym razem na Placu Krasińskich. Lecz publika jest głodna tak hołubionych komedii, które upodobał sobie wcześniej król i inni reformatorzy, pragnący za pomocą teatru zmieniać mentalność mieszkańców podupadającej Rzeczpospolitej. Kurtz dostrzega tu szansę dla siebie, postanawia osiąść w Warszawie, skoro do Cesarstwa nie ma dlań na razie powrotu. Cenzura jest tu innego rodzaju, bardziej polityczna niż obyczajowa, nastawiona raczej na eliminację akcentów antyrosyjskich. Komedia świetnie się tu odnajdzie, choć gatunek ten potępia duchowieństwo. Kurtz postanawia otworzyć stałą scenę teatralną, by jednak tego dokonać potrzebuje mecenasa, jakbyśmy dziś powiedzieli, sponsora. Kilka pierwszych przedstawień zapewnia mu rozgłos, usiłuje zaczepić się przy dworze, staje się wydarzeniem towarzyskim. Tak oto poznaje Franciszka Ryxa.

Obraz7

Ryx

Na temat tej szarej eminencji, królewskiego kamerdynera, nie tak dawno szereg artykułów popełnił Dawid Miszkiewicz na swoim blogu – Chylice i okolice. Zachęcam do ich lektury, nie chcąc powtarzać znajdujących się tam informacji. Ryx jest postacią niezwykle ciekawą, powoli zdobywa zaufanie Stanisława Augusta Poniatowskiego, w roku 1768 otrzymuje nobilitację szlachecką. W roku 1773 wciąż poszerza swoje wpływy. Wówczas styka się z Kurtzem, pragnącym stworzyć teatr inny niż dworski. Decyduje się udzielić mu pożyczki na rozwój działalności. Korzystając z królewskiego poparcia włącza się w działalność teatralną i kontynuuje ją w późniejszych latach, w tym miejscu można przywołać cytat ze wspomnianego wpisu na blogu:

Początkowo była to jedynie pożyczka udzielona wiedeńskiemu aktorowi, który podjął się wystawiania przedstawień teatralnych w Warszawie, niedługo później Ryx został jednym ze wspólników prowadzących teatr, a w końcu posiadł monopol na wystawianie przedstawień teatralnych w całej Warszawie. Głównie wydzierżawiał teatr, chociaż w niektórych latach z powodzeniem prowadził go samodzielnie. Za jego czasów teatr uzyskał dużą stabilność finansową, dzięki czemu mógł się swobodnie rozwijać. Nie bez znaczenia było tutaj królewskie poparcie, także finansowe.”

Jak zauważają historycy jego wsparcie dla rozwijającego się teatru miało raczej dlań znaczenie jakie dziś określilibyśmy biznesowym. Niewątpliwie jednak przyczynił się do rozwoju sceny narodowej, przejmując monopol po Sułkowskim. Początki jego teatralnych zainteresowań leżą w znajomości z Kurtzem w roku 1773. Kurt tymczasem nie próżnuje. Stara się zareklamować swą działalność, dzięki wsparciu Ryxa przy dworze zakłada arystokratyczny klub towarzyski. Przez krótki czas przynależność do niego staje się modna, zaciekawiony przybyszem z Cesarstwa poznać przybywa go hrabia tegoż samego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, koniuszy koronny, generał major i szef Regimentu Gwardii Konnej Koronnej od 1745, starosta generalny krakowski, przemykowski, żarnowiecki, wkrótce kawaler Orderu Orła Białego, pan na Pieskowej Skale – Hieronim Wielopolski.

Pieskowa_Skala_2

Pieskowa Skała pod koniec XVIII wieku

Tak oto aktor, kamerdyner i koniuszy pojawiają się na wspólnej scenie. Nadchodzi rok 1774, w którym Ryx otrzyma starostwo piaseczyńskie, z czasem stanie się właścicielem Chyliczek, Wólki Kozodawskiej, Jesówki i cześci Jazgarzewa. Kilka kilometrów od jego włości, podążając z biegiem Jeziorki dotrzeć można do Skolimowa, należącego do dóbr Wielopolskiego, z siedzibą w Oborach. Zapewne Ryx odwiedza znajdujący się tu dwór, z całą pewnością czyni to Kurtz. Droga z Warszawy wiedzie przez groblę, na którą skręca się nieopodal folwarku, gdzie znajduje się karczma bielawska, wchodząca w skład majątku kasztelana Jabłonowskiego. Następnie prowadzi koło wzniesionych niedawno nowych zabudowań młyńskich w Grądzie.

Wszystkie postacie dramatu są już na scenie, na razie pora na antrakt. Wkrotce narodzi się spisek papierniczy, a do dramatis personae dołączy król.


Źródła i literatura:

  • KRÓL Barbara, Warszawski teatr Sułkowskich, Dokumenty z lat 1774-1785, Warszawa 1957

Siostra Królowej

ksunder

W wydanym niedawno przewodniku po Konstancinie i okolicach, będącym częścią projektu Kalejdoskop, znajduje się ciekawy rozdział o “Wspaniałych Kobietach”. Mowa w nim o przedstawicielkach płci pięknej, które związały swe losy z letniskami Konstancin oraz Skolimów. Lista to oczywiście niepełna, nadto pomijająca wiele informacji. Otwiera ją Konstancya z Potulickich Skórzewska, co oczywiście ma sens w przypadku historii tutejszych latowisk, jednak sprawia, iż w mroku historii znika to, co wydarzyło się wcześniej. A tak się składa, że kobiety wywarły wpływ na historię tutejszych ziem na długo przed powstaniem Konstancina. Dzień kobiet to dobra okazja, by o jednej z nich opowiedzieć.

Choć moglibyśmy cofnąć się aż do średniowiecza i opowiedzieć o tych wszystkich kobietach, wymienianych w aktach jako dziedziczki tutejszych ziem, matkach, żonach i siostrach, które jako wiano wnosiły Oborskim czy Duckim z prawego brzegu części ziem pod Cieciszewem, komplikując sytuację dziedziczną, przyjrzyjmy się bliżej pani na Oborach, która została zupełnie zapomniana. Być może niektórzy znają komediowy film z roku 1979 z Janem Englertem pod tytułem “Ojciec Królowej”. Jego intryga związana jest z osobą Henryka de la Grange, markiza d’ Arquien (1602 – 1707). Jak widać osiągnął niespotykany nawet w dzisiejszych czasach wiek ponad stu lat, pod koniec życia z zubożałego markiza francuskiego dworu stając się ojcem królowej Marii Kazimiery, zwanej powszechnie Marysieńką, żony Jana III Sobieskiego. W filmie rolę królowej portretuje Anna Seniuk, dość dobrze przedstawiając jej zabiegi, by uzyskać dla ojca tytuł para Francji, w zamian za co Polska politycznie wciąż wspierać będzie obóz francuski. Problemem jest dość swobodnie poczynający sobie markiz, który nie tylko w Polsce zapamiętany został jako hulaka, karciarz i lubieżnik, korzystający z wszelakich uciech świata. Pośród tutejszych szlachciców znajduje godne towarzystwo, co utrudnia mu uzyskanie tytułu. Historia zresztą takiż obraz jego przekazuje.

Rzecz jednak nie w ojcu królowej, a w jej siostrze. Maria Anna d’Arquien de la Grange, urodzona w roku 1646, do Polski przybyła późno, mając trzydzieści lat. Była starą panną, planowała wstąpić do klasztoru karmelitanek śladem swych starszych sióstr, czemu sprzeciwiał się stary markiz. Być może to Marysieńska odwiodła ją od tego zamiaru, towarzysząc jej w wizytach w paryskim klasztorze. Już jako królowa posłała po siostrę i sprowadziła ją do Królestwa. Tu zaczęła rozglądać się za kandydatem do jej ręki, konkurentami stali się Michał Pac i Stanisław Radziwiłł. Już po samych nazwiskach widać, iż partia w postaci siostry królowej była czymś nie do pogardzenia. Lecz w konkurach zwyciężył pan na Pieskowej Skale, wkrótce kanclerz Królestwa, Jan Wielopolski. Ślub miał miejsce we Lwowie w roku 1678, a Jan osiągnął szczyt swej potęgi. Prócz zamku w Pieskowej Skale i pałacu w Krakowie oraz Warszawie posiadał liczne posiadłości ziemskie w kraju, w roku 1684 stał się właścicielem żywieczczyzny. Gdy król w roku 1677 zakupił wioskę Milanów i zmienił jej nazwę na Villa Nova, nawiązując do antycznych tradycji, choć wkrótce miejsce to zwano już Wilanowem, wznosić zaczął tam niewielki podmiejski dworek. Maria Wielopolska wraz ze swym mężem wzorem szwagrostwa uczynili podobnie, na swą wypoczynkową siedzibę wybierając należące do nich niedalekie Obory. Zakupił je jeszcze ojciec kanclerza, w roku 1650.

496px-Callot_Maria_Anna_Wielopolska

Maria Anna d'Arquien de la Grange Wielopolska na obrazie ze zbiorów Muzeum w Wilanowie pędzla Callota

Lecz wróćmy jeszcze na chwilę na chwilę do zabiegów Marii Kazimiery, by ojciec został parem. Jedną z przyczyn ochłodzenia i zerwania stosunków z Francją miała być ponoć niechęć Ludwika do markiza, po bitwie Wiedeńskiej podjęto ostatnią próbę ich naprawienia. W roku 1684 jako zaufany człowiek króla posłował do Francji kanclerz wraz ze swą małżonką celem odnowienia zerwanych stosunków dyplomatycznych, przyjął ich Ludwik XIV ale celu Wielopolski nie osiągnął. Ostatecznie nie przeszkodziło to Marysieńce, zraziwszy się do króla-Słońce porzucić myśl o zdobyciu dla ojca godności para. Gdy Polska dołączyła do Świętej Ligi uzyskała dlań kapelusz kardynalski. Markiz zmarł w Rzymie, do końca prowadząc rozrywkowe życie, jako kardynał w Wiecznym Mieście, z Marysieńką u boku.

My jednak wróćmy do Obór, gdzie zostaje wzniesiony wzorem Wilanowa podobny dworek (pałac wilanowski nie miał początkowo skrzydeł), a by dodać mu splendoru mówi się być może już wtedy, iż nazwa Obory wywodzi się od “au bord”, czyli nad brzegiem. Żadne dokumenty tego nie potwierdzą, o okresie tym z historii tych okolic wiemy bardzo mało, lecz ledwie dwór zostanie ukończony, kanclerz umiera. Wcześniej jednak wplątuje się w spisek, stając się członkiem obozu antykrólewskiego Stanisława Lubomirskiego. Po jego śmierci przeprowadzona zostaje mimo oporu wdowy rewizja zarządzoną w celu znalezienia kompromitujących papierów. Podobno takie zostają znalezione, lecz na polecenie dworu sprawa zostaje wyciszona. Na pewno Maria pali na polecenie umierającego męża jakieś dokumenty, czym naraża się siostrze. Jak chce legenda papiery pochłonąć miał kominek w Oborach, choć żaden przekaz nie precyzuje, czy nie nastąpiło to w pałacu warszawskim, w Wielopolu, jurydyce rodowej.
kominek1

Po tym wydarzeniu siostry oddalają się, a Maria zostaje sama, ciesząc się wdowim uznaniem i tytulaturą. Większość posiadłości dziedziczy Franciszek Wielopolski, syn kanclerza z pierwszego małżeństwa. Jednak Obory zostają we władaniu Marii Anny d’Arqien de la Grange Wielopolskiej, która pozostaje w niełasce królowej, choć jeszcze do roku 1698 nosi tytuł starościny brodnickiej. Nie wiemy czy dwór oborski staje się jej miejscem zesłania, bowiem o tym okresie życia Marii historia milczy, wiele jednak wskazuje, że to możliwe. W przeciwieństwie do dokumentacji innych dóbr Wielopolskich, tu wiele umów arendy podpisywane jest jej ręką, aż po rok 1712. Do niej zwracają się zamieszkujący na terenie dóbr ludzie. Właśnie, dóbr, bo to za jej rządów rodzą się dobra oborskie. Czy podjęła decyzję sama, czy też uczynił to jej zarządca nie ma znaczenia, w średniowieczu ziemie położone na południe od Jeziorki stanowiły jedność, która z czasem podzieliła się między potomków Stanisława z Cieciszewa. Maria wszystkie dawne działy Cieciszewskich skupuje, zastawione i zadłużone, odzyskując je od Gadomskich, Bogatków i innych arendarzy. Gdy zaczyna się wiek XVIII w ten sposób tworzy się klucz oborski wraz ze Skolimowem, obejmujący większą część terenu obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. W Cieciszewie powstaje browar, a trapione powodziami i wylewami ziemie zaczynają się rozwijać. W tym czasie dobra oborskie przechodzą na rzecz Franciszka, który wzniesie w Słomczynie kościół. Jakie były dalsze losy Marii nie wiemy, na pewno do swej śmierci w roku 1733 nosiła jeszcze tytuł starościny nowotarskiej i Polski nie opuściła. Zazwyczaj w książkach jest przypisem do opowieści o kanclerzu Janie Wielopolskim i królowej Marysieńce, lecz nie wątpić należy, że to ona miała duży wpływ na losy tych okolic, a także wpływ na budowę istniejącego po dziś dzień dworu w Oborach. Jedynym co nam po niej pozostało jest portret znajdujący się w wilanowskim muzeum pędzla Callota.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • CIARA Stefan, Senatorowie i dygnitarze koronni w drugiej połowie XVII wieku, PAN 1990
  • ZIELIŃSKA Teresa, Poczet polskich rodów arystokratycznych, Warszawa 1997

Dwór w Oborach (3)

ksunder

W chwili gdy piszę niniejsze słowa trwa wyprzedaż majątku ruchomego w dworze w Oborach, zorganizowana przez zarządzającą nim Fundację. Każdy może wykupić przysłowiowy talerz czy krzesło, a z końcem listopada dotychczasowy zarządca gasi światło i przekazuje klucze do obiektu powracającej dawnej właścicielce. Teresa z Potulickich Łatyńska deklaruje, iż zamierza tu osiąść i spędzić resztę życia, w miejscu, gdzie miało miejsce jej szczęśliwe dzieciństwo, przerwane wojną i zawieruchami historii, które sprawiły, iż musiała go opuścić. Decyzję taką należy zrozumieć i uszanować, choć domniemując wysokości nakładów przeznaczonych na utrzymanie dworu, wydaje się ona trudna do wyobrażenia. Co przyniesie przyszłość jest jak zawsze nieodkrytym krajem, stąd powróćmy do przerwanej opowieści o historii oborskiego dworu.

11951593_807907565996212_5955486310585562262_o

Większa część XVIII stulecia pozostaje niewiadomą, wiemy iż za czasów Hieronima Wielopolskiego dwór tętnił życie, choć zachowała się jedynie jedna tycząca się gospodarki księga pochodząca z roku 1743. To wówczas trzymany tu na łańcuchu niedźwiedź uciekł powodując popłoch wśród gawiedzi (co opisano kiedyś w tym wpisie). Obok dworu funkcjonowały ogród włoski i oranżeria, zaś prostopadle do głównej budowli wzniesiono parterową oficynę z mieszkalnym poddaszem, przykryte mansardowym dachem. W tym czasie pokryto także plafonem strop jednego z pokoi, a autorem malowidła był najprawdopodobniej Antoni Smuglewicz. Nie sposób jednak zgodzić się z powtarzaną za Andrzejem Ziencem informacją, iż dwór doczekał się remontu w latach 1784-1796, wskutek zniszczeń spowodowanych najprawdopodobniej pożarem. Przyczyna była tu dużo bardziej prozaiczna, jak pisałem już kiedyś Zienc opracowując dzieje dworu korzystał z nieuporządkowanego jeszcze w jego czasach archiwum oborskiego, nie dotarł więc do istotnej informacji, jaką były zniszczenia spowodowane przez „wojska moskiewskie”. Miało to miejsce w roku 1794, podczas Insurekcji Kościuszkowskiej (o czym poczytać można w tym wpisie). Najprawdopodobniej zamęt związany z „rewolucją” i ucieczka ludności, pozostawiły dwór na jakiś czas opuszczonym, co spowodowało pozbawienie go przez rosyjskich żołnierzy drzwi, okiennic i innych drewnianych elementów oraz mebli. Gdy zarządca klucza oborskiego ocenił spowodowane zniszczenia udał się do Krakowa, gdzie żona Hieronima Wielopolskiego, Urszula z Potockich, zamieszkiwała na stałe, najprawdopodobniej nie powracając do Obór od roku 1779, gdy zmarł jej mąż. Uznała wówczas, że dwór wymaga bliższego nadzoru, przekazując go w bezpośrednią pieczę swego dziedzica, Michała Potulickiego (więcej o tej postaci w tym wpisie). To on przeprowadził remont i odbudowę dworu, wymieniając kominki, okiennice i drzwi, sprawiając iż pomieszczenia otrzymały fasetowe stropy z profilowanymi gzymsami. Wymieniono także więźbę dachową i zamontowano nowy mansardowy dach, urządzając na nowo wnętrza. Być może praktyczny umysł naukowca sprawił, że nie odbudowano już oranżerii, skupiając siły na rozbudowie działającego tu browaru, gdzie Michał prowadził eksperymenty.

Wiek XIX zapewne przyniósł w dworze doraźne remonty, lecz gdy rodziła się tu Marianna Konstancja, od której imienia utworzono później letnisko Konstancin, budowla była w kształcie pozostawionym przez Michała. Dopiero w roku 1893 pod kierunkiem znanego architekta Władysława Marconiego hrabia Henryk dokonał kolejnej przebudowy. To wówczas złamana została bryła budynku poprzez dobudowanie kaplicy z prawej strony obiektu, a także w części ogrodowej poprzez dostawienie ryzalitu, zawierającego klatkę schodową. Praktycznie w tym stanie dwór przetrwał do czasów dzisiejszych, jedyną zmianą dokonaną przed rokiem 1945 było zamurowanie wejścia od wschodniej strony i zastąpienie go oknem. W roku 1945 ulokowano tu przedszkole, a obiekt szybko został przejęty przez Związek Literatów Polskich. Kobiety z rodu Potulickich zabrały stąd jedynie swe osobiste rzeczy, zapewne nikt nie przypuszczał wówczas, że historia zatoczy koło.

11913882_807907559329546_7400143481771385710_n

Warto zatem odwiedzić dwór i park po raz ostatni, nim na bramie zawiśnie kłódka, a dwór zapadnie w letarg, czekając na powrót Potulickich, lub innych właścicieli. Przyjrzeć się starym drzewom oraz murom pamiętającym czasy Wielopolskich, gdy jeszcze nie było Konstancina.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • Zienc A.: Dwór w Oborach. Biuletyn Historii Sztuki 1962 nr 2, s.188-199.
  • Radziewicz J.: Dwór w Oborach – między pałacem a dworem szlacheckim - RMR (dostęp 13 11 2015)

Potuliccy i dobra oborskie

ksunder

Dzisiejszy wpis niejako wymusiło życie, publiczną stała się informacja o zwrocie dworu w Oborach p. Teresie Łatyńskiej. Fundacja zarządzająca obiektem stosując niejako taktykę spalonej ziemi rozpoczęła wyprzedaż wszystkich ruchomości, jakie pojawiły się po roku 1945, kiedy to władzę nad tym miejscem przejęły władze, wnosząc nowe wyposażenie. Obiekt należał formalnie do Ministerstwa Kultury, a fundacja zarządzała nim w jego imieniu, na wieść o uprawomocnieniu się decyzji o zwrocie majątku, zdecydowano zakończyć jego użytkowanie, spieniężając wszelkie rzeczy stanowiące własność Fundacji, nie będące wyposażeniem dworu przed rokiem 1945. O ile z racjonalnego punktu widzenia takie działania są zrozumiałe i w pełni zostały wyjaśnione w oświadczeniu zamieszczonym na stronie FB Obór, jednakże pozostaje wrażenie, iż Fundacja nie próbowała porozumieć się z nową właścicielką odnośnie dalszej działalności, a po sobie pozostawi jedynie puste ściany. Stąd też dalsze losy dworu nie napawają optymizmem, zabytkowy dwór trudno będzie utrzymać, stąd nie będzie niczym dziwnym, jeśli p. Teresa postanowi go sprzedać. Logiczne byłoby prowadzenie podobnej działalności jak dotąd, jednak nowy dzierżawca zacząć będzie musiał od ponownego wyposażenia dworu. Niestety wątpić należy, aby dwór i park mogły stanowić zespół muzealny.

451Jednak powyższe rozważania nie są treścią niniejszego wpisu. W komentarzach w internecie wiele osób odsądzało Sąd od czci i wiary, wskazując, iż zwraca on dobra kultury szemranym właścicielom, choć upaństwowienie obiektu załatwił dekret Bieruta. Cóż, nowy właściciel wcale nie jest szemrany, bowiem w dworze się wychował. Teresa z domu Potulicka spędziła w tym miejscu swoje dzieciństwo, do czasu, aż w 1944 roku wyrzucili ją stąd Niemcy, wzięła zresztą udział w Powstaniu Warszawskim, w którym zginął jej brat. Jest córką Henryka i Marii ze Stroynowskich, którzy władali Oborami. Co do dekretu Bieruta, choć przyznam, że nie znam akt postępowania sądowego, na przykładzie wielu podobnych spraw stwierdzić mogę, iż głównym problemem jest tu fakt, iż dekret o reformie rolnej był przez ówczesne władze niezbyt mocno przestrzegany. Zazwyczaj prawem kułaka wyrzucano właścicieli, nie przestrzegając żadnych procedur. Widać to dobrze na przykładzie willi Julisin na Królewskiej Górze, gdzie w roku 1947 Tomaszowi Wetheimowi zwrócił ją Sąd Rejonowy w Piasecznie (wcześniej uznawano właściciela za zaginionego). Władze gminy Skolimów-Konstancin tym się nie przejęły i zignorowały wyroki Sądu, oddając willę Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Tomasz Wertheim próbował walczyć, lecz wyrok i fakt własności ignorowano, wreszcie w roku 1954 Prokuratoria uznała, iż jako mienie poniemieckie należy traktować każdy budynek, w którym w latach 1939-45 mieszkali Niemcy, a właściciela nie było. I na tej wyłącznie podstawie przez cały PRL obiekt wykorzystywany był przez władze publiczne. Nic więc dziwnego, że po 1989 natychmiast zwrócono go potomkom właścicieli. Jeśli tak było w przypadku Obór, sprawa nie powinna nas dziwić. Pozostaje mieć nadzieję, że opuszczony dwór nie podzieli losów Julisina. Parcelację ziemi dworskiej na rzecz SGGW przeprowadzono już zgodnie z przywołanym dekretem i nikt tego nie zakwestionował.

mapeczkaTreścią dzisiejszego tekstu będą jednak Potuliccy, bowiem nie wszyscy wiedzą, że stanowią oni historię Obór, obecnego Konstancina oraz większej części gminy Konstancin-Jeziorna. Na mapce zaznaczyłem tereny znane jako dobra oborskie wraz ze Skolimowem, które w XIX wieku stanowiły majętności tego rodu. Pozwoliłem sobie na zielono oznaczyć las, jak widać wówczas stanowiący niemal połowę tego obszaru, na górnej części skarpy, gdzie ziemie nie były tak urodzajne jak na Urzeczu. Na początku XVIII wieku położone na tym obszarze rozmaite wioski i pola zostały w dużej mierze skupione w ręku ówczesnej właścicielki Marii d'Arqien Wielopolskiej, która na powrót łączyła wsie i pola w częściach należące do rozmaitych wierzycieli rodu Oborskich. Nieliczne wciąż pozostały niespłacone, gdy właścicielem dóbr stał się Hieronim Wielopolski (1712-1779). Jego żoną w roku 1741 została młodziutka, ledwie 16-letnia Urszula z Potockich (1725-1806). Małżeństwo to nie doczekało się dzieci, lecz za ich czasów dobra oborskie weszły w okres niebywałego rozwoju, poprzez założenie w tym miejscu Papierni, browaru czy wreszcie fakt osiedlenia olędrów. Jednakże Henryk i Urszula nie doczekali się dzieci, nic więc dziwnego, że Urszula objęła opieką syna swej rodzonej siostry Eleonory, która zmarła w 5 lat po jego urodzeniu. Przejmując kuratelę nad Michałem Bonawenturą Potulickim od jego ojca Aleksandra, uczyniła go dziedzicem swej części Obór. W ten sposób na tutejszych terenach pojawiają się Potuliccy, Michał od początku dba o swoje interesy procesując się o części Cieciszewa i Łęgu, trzymanymi za dawne długi. Więcej o tej niezwykle ciekawej postaci w tym wpisie, dość że był bardziej związany z Więcborkiem. Osiada jednak w Oborach, gdzie prowadzi doświadczenia naukowe, po rozbiorze w imieniu Urszuli, pozostające w Krakowie, sprawując opiekę nad majątkiem. W roku 1805 umiera, kilka dni później na jego pogrzebie Urszula przepisuje majątek oborski na jego syna Kaspra (1792 – 1853). Bóg zabierze ją do siebie w pół roku później. Opiekę nad majątkiem przejmie wdowa po Michale Elżbieta z Wodzickich, która w ciągu kolejnych 10 lat spłaci Wielopolskim ich części spadku na majątku. W ten sposób Kasper obejmuje dobra oborskie stanowiące własność tej gałęzi rodu Potulickich. Wciąż jednak związany jest z Niechanowem, rodowym gniazdem Potulickich, w myśl starej tradycji praktycznie każdy z porodów licznych dzieci jego i Teresy z Melżyńskich odbywa się w tym miejscu, poza ostatnim, gdy w roku 1839 nie ryzykują już podróży po śmierci poprzedniego dziecka i rodzi się druga z Potulickich na tych ziemiach, której na chrzcie nadane zostaje imię Marianna Konstancja… Będzie ona pierwszą ochrzczoną w Słomczynie członkinią rodu. Poślubi ona w roku 1856 Zygmuna Skórzewskiego i opuści te ziemie, lecz imię jej po latach zostanie upamiętnione w nazwie Konstancina. Po śmierci Kaspra dobra oborskie przejmie Włodzimierz (1826 – 1899), a po jego śmierci z czasem przejdą na pochodzącego z bocznej linii Mieczysława, którego synem będzie Henryk (1888 – 1931). Po jego śmierci hrabina Maria wyprzeda część majątku, jednak z Obór wyrzucą ją dopiero Niemcy wraz z jej dziećmi, które pójdą do Powstania Warszawskiego. Jednym z nich jest właśnie Teresa, urodzona w roku 1925, która odzyskała właśnie dwór.

dbimage_gallery_image_620Teresa, Anna i Jaś Potuliccy w Oborach, 1931 (ze zbiorów WMK)

Potuliccy są więc nierozerwalnie związani z tutejszymi ziemiami, na nich leży większość tutejszych wsi Urzecza, sporo ziemi sprzedali w latach trzydziestych tutejszym rolnikom i tak narodzić się miała wieś Parcela, wydzielili ziemię pod letnisko, które nazwano Konstancinem. Hrabia Kasper wybudował wały wzdłuż Wisły, był kolatorem kościoła w Słomczynie (nota bene parafia obejmowała praktycznie cały teren widoczny na mapie). Uważne oko dostrzeże herb Potulickich w wielu miejscach, nie tylko na kaplicy rodowej w Słomczynie.

Co będzie dalej z dworem? Czas pokaże, podstawą jego utrzymania przed wojną były liczne użytki rolne, które przejęło SGGW. Niestety nie jestem w tym zakresie optymistą, ale obym się mylił i za rok brama dworu była otwarta, a budynek nie miał drzwi i okien zabitych deskami. Nie będzie to zła wola ostatniej przedstawicielki rodu, lecz smutna rzeczywistość. Wiemy co przyniosła przeszłość, co przyniesie przyszłość jest dopiero przed nami.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci