Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Lubna

Szymanowscy

ksunder

Opowieść o Turowicach przerwaliśmy wiele miesięcy temu wraz ze zmierzchem Turowskich, od których dwór w Kawęczynie wziął swą nazwę. Turowscy przejęli te ziemie od Ciołków, jak opisano to w poprzednich wpisach (Tropem Turowic i Kawęczyna część 1, część 2, część 3 oraz Ciołkowie), sami wywodzili się z rodu Pierzchałów, będąc potomkami Stanisława z Cieciszewa, a tym samym niejako powrócili do macierzystej parafii, w której niegdyś fundowali kościół w Cieciszewie.
Wiek XVII przynosi w tych stronach zmierzch nie tylko Turowskich, lecz wszystkich rodzin szlacheckich wywodzących się z rodów rycerskich, posiadających te ziemie od wczesnego średniowiecza. Do roku 1643 Oborscy pozbywają się Obór i Czernideł, do końca stulecia z Cieciszewa znikają ostatni Cieciszewscy, zaś Bielawscy z Bielawy. Rodziny przenoszą się w inne strony sprzedając ziemię, lub wymierając bezpotomnie. W większości wypadków trudno ten proces prześledzić z uwagi na brak dokumentów, tak też jest niestety w przypadku majątku kawęcko-brzeskiego. Nie wiemy skąd przybyli Szymanowscy, pierwszy ślad ich pobytu odnajdujemy tuż po szwedzkim „potopie”. We wrześniu 1660 na ślub Piotra Rudzkiego i Zofii Boglewskiej w Cieciszewie zjeżdża się kwiat okolicznej szlachty. Świadkami zawarcia związku są Prudencja Turowska z Kawęczyna, zamieszkująca dwór w Turowicach, Piotr Cieciszewski z Cieciszewa oraz Jan Szymanowski z Baniochy.
Tu drobna uwaga, tutejsze miejscowości w owym czasie zamieszkiwało wielu przedstawicieli szlachty. Niektórzy dzierżawili tutejsze folwarki, inni utrzymywali się z dzierżawy, wreszcie część z nich wykonywała rozmaite prace na rzecz dworu. Rodziny takie jako Bogatkowie pojawiają się w zarówno w metrykaliach parafialnych jak i aktach oborskich, podobnie było w przypadku Rudzkich. Szymanowscy wkraczają na karty historii tych stron jako posiadacze Baniochy, którą musieli wcześniej odkupić od Turowskich, bowiem zdają się być związani z nimi i tą częścią parafii Cieciszewskiej. Pojawiać będą się regularnie jako świadkowie na ślubach związanych z terenem dawnego majątku kawęckiego – Kawęczyna, Brześcc i Baniochy. W roku 1662 w Cieciszewie za Andrzeja Kasprzyckiego wydana zostaje Zofia Turowska, córka Franciszka, na ślubie tym prócz Jana Szymanowskiego obecni są Jakub Rudzki z żoną Dorotą zamieszkujący w Kawęczynie, z odległego Magnuszewa przybywa Stefan Magnuszewski. W roku 1664 Jan, Franciszek oraz Zygmunt Szymanowski notowani są już jako mieszkańcy Brześcc. Wraz z nimi pojawia się szereg drobnej szlachy zamieszkującej tutejsze miejscowości – ponownie Jakub Rudzki z Kawęczyna, Rudnicccy z Cieciszewa, Chynowscy dzierżawiący majątek w Łęgu, pochodzący z Obór. Wygląda jednak na to, iż Turowscy wyprzedają powoli swój majątek, a Szymanowscy przenieśli się teraz do dworu w Brześccach. Nie sposób powiedzieć skąd przybyli, ta gałąź Szymanowskich niekiedy w źródłach występuje jako Korwin-Szymanowscy. Pieczętują się herbem Jezierza: w polu czerwonym na złotym krzyżu kawalerskim kruk z pierścieniem złotym w dziobie, klejnotem trzy strusie pióra. Herbarz Niesieckiego z roku 1839 podpowiada, że herb miał z sobą do Polski przynieść Willibaldus Francuz, arcybiskup pierwszy Gnieźnieński, ten wstąpił na tę katedrę w roku 966. siedząc na niej lat cztery, żyć przestał w roku 970.

757px-POL_COA_Jezierza.svg
Początkowo Szymanowscy nie należą do najznamienitszej szlachty tych okolic, nie dostępują zaszczytu świadkowania na ślubie Andrzeja Czarnysza, krewniaka proboszcza cieciszewskiego, w roku 1665. Są tam Franciszek i Prudentia Turowska z Kawęczyna, Grzegorz Bielawski z Bielawy i Sobiekurska, Glinieccy z Glinek. Jest nawet przedstawiciel „kanclerza Korony”, czyli Jana Wielopolskiego, pana na Oborach. Brak jednak Szymanowskich. To się wkrótce zmieni, począwszy od roku 1670 „szlachetny” Jan Szymanowski pojawia się jako świadek na ślubach z terenu Brześcc i Baniochy. W roku 1676 wraz z Franciszkiem Szymanowskim po raz pierwszy pojawia się na ślubie Grzegorza Eyduka (być może Hajduka) z Kawęczyna. Choć jeszcze w roku 1685 Turowice są w posiadaniu Turowskich, o czym świadczy małżeństwo zawarte przez Adama Turowskiego z Teresą Zdziarską z Bielawy, mające miejsce we dworze, wkrótce dobra Kawęczyna przejdą w posiadanie Szymanowskich. Z końcem wieku Turowscy przestają być wymieniani w tutejszych źródłach, rodzina Szymanowskich staje się posiadaczem Kawęczyna, Brześcc, Łubnej i Baniochy.
Majątek to spory, nadto szlachcic w swej zagrodzie równy był wojewodzie. Choć początkowo z sąsiadami utrzymują poprawne stosunki, a w roku 1688 Jakub Szymanowski jest zarządcą w Oborach, gdy trwa tam budowa dworu, wkrótce Szymanowscy uwikłają się w wieloletni spór z magnacką rodziną Wielopolskich. Począwszy od początku XVIII wieku rozpoczną się spory graniczne, a przede wszystkim spór o patronat świątyni w Cieciszewie. Właścicielami dóbr Kawenczyn, Baniocha, Łubna i Brześce są Kazimierz, Józef i Franciszek Szymanowscy. I to ich potomkowie zamieszkają w Turowicach, które znamy obecnie.


Źródła i literatura:

  • Archiwum Parafialne w Słomczynie
  • AGAD, Obory

Tropem Turowic i Kawęczyna (3)

ksunder

Powróćmy wreszcie do tajemnicy Turowic, bowiem jak widzieliśmy nie istniały one jeszcze przed wiekiem XVI. I jak pokazano nie można ich mylić z Turowicami w ziemi czerskiej, stanowiącym rodowe gniazdo Pierzchałów, czyli Cieciszewskich i Oborskich. Lecz pora by tamte Turowice ponownie wkroczyły w obręb naszych zainteresowań, bowiem z nich to przybędzie nowy właściciel Kawęczyna, Mikołaj Turowski. W roku 1514 ziemie te zakupuje, w tym samym czasie lub wkrótce później wejdzie wraz ze swym synem w posiadanie sąsiednich Brześcc. Jako część nabytego przez niego Kawęczyna wymieniono także Łubną. Nie mamy problemu z identyfikacją pochodzenia Turowskich, bowiem ich herbem jest Roch, zatem są oni potomkami Pierzchałów. I jednocześnie teraz już odległą rodziną dla zamieszkujących te ziemie Cieciszewskich i Oborskich. Jednocześnie Turowscy przynoszą ze sobą ius patronatum, opisywane już uprzednio, którym nie dysponowali poprzedni właściciele Brześcc i Kawęczyna. Fakt, iż posiadają status patronów parafii w Cieciszewie, dowodzi nam ostatecznie ich przynależności do rodu Pierzchałów.

946390_440645699389069_1611867376_nZiemie Turowskich w dużej mierze pokryte są lasami, w ich skład nie wchodzi Baniocha. I to właśnie w tym rodzie szukać należy rozwiązania tajemnicy istnienia tutejszych Turowic. W pewnym momencie, zapewne jeszcze w XVI wieku wznoszą na terenie dóbr siedzibę, dwór szlachecki, który weźmie z czasem taką nazwę. Czy to zostanie nazwany w ten sposób celowo, czy też nazwa ta przyjmie się stopniowo, dziś już nie sposób dociec.

Kiedy powstały Turowice? Zachowane źródła z XVI wieku jeszcze ich nie wymieniają, w latach sześćdziesiątych Turowscy posiadają Brześcce, Wolkę Brzeską, Kawęczyn i Łubną. Ta ostatnia w roku 1599 zostanie sprzedana Pawłowi Cieciszewskiemu, z czasem jednak powróci do rąk dziedziców tych ziem. Choć dokument z roku 1564 wymienia Jana i Mikołaja Turowskich, synów Stanisława z Turowic, nie mamy pewności czy nie chodzi o Turowice w ziemi czerskiej, zwłaszcza iż Kawęczyn wymieniany jest oddzielnie. Najstarsza jak dotąd odnaleziona wzmianka potwierdzająca istnienie Turowic jest o wiek późniejsza, na stronie tytułowej wzmiankowanej już księgi parafialnej Cieciszewa z roku 1660 wymienione zostają Turowice, czyli Kawęczyn. Jednakże nazwa taka nie zostaje wymieniona ani razu we wpisach dotyczących zawieranych ślubów, choć w latach 1660 – 1695 swym niezwykle starannym charakterem pisma proboszcz cieciszewski Leon Stanisław Czarnysz wpisuje miejscowości, z których wywodzą się młodzi, a także świadkowie. Późniejsi plebani nie są już tak dokładni, lecz do roku 1715 nazwa nie pojawi się ani razu, choć wymienione zostają tu wszystkie istniejące wówczas tutejsze wsie, od Jeziorny Oborskiej przez Opacz, Gassy, Łęg i wszystkie inne. Z jednym wyjątkiem, który dowodzi tego, że Turowice w Kawęczynie nie były miejscowością, lecz dworem stanowiącym siedzibę Turowskich. W dniu 11 czerwca 1685 roku małżeństwo zawierają Adam Turowski syn Franciszka oraz Teresa Zdziarska córka Adama Zdziarskiego z Bielawy. Miejsce tego ślubu zostaje określone łacińskim słowem „domo”, w domu. Określenie takie przysługuje wówczas jedynie siedzibie szlacheckiej, czyli dworowi. To właśnie nasze Turowice, dwór dziedziców Kawęczyna. O Zdziarskich bliżej nic nie wiemy, są zapewne przedstawicielami zubożałej szlachty jakiej wiele zamieszkuje te okolice. W Cieciszewie w owym czasie pomieszkiwali oni w zagrodach chłopskich i zawierali małżeństwa nie bacząc na pochodzenie swych wybranek. Bowiem to okres kiedy dawne rody podupadają, w tym czasie z Cieciszewa znikają Cieciszewscy. Zaś Turowscy znikną z Turowic. Świadkami na ich ślubie są Szymanowscyi to oni staną się kolejnymi dziedzicami tych ziem.

1782115_496283463825292_441928090_nJeszcze dwadzieścia lat wcześniej nic tego nie zapowiada. Gdy 16 lutego 1665 roku proboszcz zaprasza przedstawicieli najznamienitszej szlachty z tych okolic na ślub swego krewniaka Andrzeja, stawiają się Franciszek i Prudentia Turowska z Kawęczyna, Grzegorz Bielawski z Bielawy i Sobiekurska, Glinieccy z Glinek. Jest nawet przedstawiciel „kanclerza Korony”, czyli Jana Wielopolskiego, pana na Oborach. Czas Turowskich jednak przemija.

To oni wznieśli na krawędzi wiślanej skarpy dwór w Kawęczynie, który nazwę swą wziął od ich rodu, choć nie dowiemy się nigdy kiedy powstała i jak wyglądała pierwotna siedziba wzniesiona w tym miejscu. Pierzchałowie byli pierwszym rycerskim rodem, który panował na tych ziemiach. Po tym jak podzieli się na Oborskich i Cieciszewskich ich sąsiadami stali się Turowscy. I wówczas przez krótką chwilę w skład parafii cieciszewskiej wchodziły ziemie potomków dziedziców Turowic w ziemi czerskiej. Którą to nazwę zapożyczono na potrzeby tutejszego dworu, a która przetrwała po dziś dzień, choć chyba już nikt nie pamięta z jakiego powodu.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Metryka Koronna
  • AGAD, Obory
  • IH PAN, Kartoteka Adama Wolffa
  • Źródła Dziejowe A. Pawińskiego

Niemcy we wsi (4)

ksunder

W roku 1843 zbudowano drewniany kościół w Starej Iwicznej, dotąd wszystkie sakramenty odbywały się w kościele rzymskokatolickim w Piasecznie. Podyktowane to de facto było wspomnianym wymogiem prowadzenia przez księży katolickich urzędowych metryk, co wynikało z konkordatu. Wpis dotyczący chrztu, zgonu czy ślubu stanowił jednocześnie urzędowe stwierdzenie tego faktu. Uroczystości stricte ewangelickie odbywały się w bethausach rozsianych po wsiach, działających w szkołach. Identyczne rozwiązanie stosowali olęderscy koloniści, utrzymując szkoły w Kępie Zawadowskiej i Kępie Okrzewskiej, do których uczęszczały dzieci z okolicznych wsi olęderskich, zaś w niedzielę sprawowano tu nabożeństwa. Fakt podległości odległej Pilicy sprawił, że ewangelicy z terenu dzisiejszego powiatu piaseczyńskiego i gmin podwarszawskich zaczęli zabiegać o powołanie filiału, co udało im się osiągnąć 17 czerwca 1846 roku. Wówczas utworzono filię parafii ewangelicko-augsburskiej, której administratorem został pastor parafii w Pilicy, ks. Dawid Bergemann (Bergmann). Ściąganie składek na jej utrzymanie powierzył burmistrzowi Piaseczna, co czynić miał trzy razy w roku – w kwietniu, lipcu i wrześniu. Teren filii był spory – obejmował  ówczesne gminy Czerniaków, Wilanów, Bielawę, Jeziornę, Obory, Piaseczno, Leszno-Wolę, Chyliczki, Chylice, Gołków, Wólkę Kozodawską, Pęchery i Łubnę. We wszystkich tych wsiach zamieszkiwali protestanci. Nadmieńmy aby uniknąć nieporozumień, iż nie wszystkie wsie zostały założone przez niemieckich kolonistów, ale w tym czasie mieszkali oni już w zasadzie wszędzie, wespół z Polakami. Z jednej strony byli to nierzadko dziedzice majątków, jak Rossmanowie z Bielawy, z drugiej zwyczajni rolnicy, którzy sprowadzili się w te strony. W Cieciszewie zamieszkała wówczas rodzina o nazwisku Lange, która przeniosła się w te rejony z Łomży i osiadła nad starorzeczem, do dziś zwanym z tego powodu jeziorem Niemieckim. Podobna sytuacja stała się czymś normalnym w pozostałych wsiach tych okolic. Wybiegając nieco w przyszłość napiszmy, iż w roku 1852 utworzono szkołę ewangelicką w Piasecznie, zaś 1893 wzniesiono istniejący po dziś dzień murowany kościół w Starej Iwicznej, zaś sytuację filiału uporządkowano dopiero w roku 1929. Wówczas to utworzono parafię ewangelicką, w skład której weszły kantoraty w Górze Kalwarii z Kątami oraz Solcem, a także w Kępie Zawadowskiej i Okrzewskiej. W ten sposób religijny los potomków niemieckich kolonistów złączył się ostatecznie z losem potomków osadników olęderskich.8173432Cofnijmy się do roku 1826, gdy doszło do pewnej formalnej zmiany statusu dawnych królewszczyzn. Za rządów pruskich stały się one jak pamiętamy ekonomiami, następnie przeszły we władzę Księstwa Warszawskiego, po roku 1815 ich władcą ponownie stał się król Polski, czyli car Aleksander. W roku 1826 przekazał ziemie Rządowi Królestwa i wówczas spisano ponownie kontrakty emfiteuzy z osadnikami. Ich wsie nadal wyglądały tak jak w czasie ich zakładania, miały charakter ulicówki, znajdowało się tam kilkanaście dużych gospodarstw z domem mieszkalnych, stodołą oraz oborą. Zagrodnicy posiadali mniejsze siedliska i mniej ziemi. Jak widać choć z olędrami łączyła ich wspólnota wyznaniowa, zabudowania były zupełnie inne, praktycznie niewiele różniące się od zabudowań gospodarujących tu Polaków. Choć pruska akcja kolonizacyjna dobiegła końca nim na dobre się rozpoczęła, kolejne wsie w drugiej ćwierci wieku zakładać zaczęli dziedzice okolicznych dóbr. Schemat był analogiczny, werbowano kolonistów i spisywano z nimi umowy dzierżawne, wysoko ceniąc potomków olędrów i niemieckich kolonistów. W ten sposób w dobrach wilanowskich powstały Kępa Latoszkowa (1831) a w późniejszym okresie Nadwilanówka i Kępa Nadwilanowska. W rejonie lasu chojnowskiego chylący się ku upadkowi ród Szymanowskich, który niegdyś toczył spory z Wielopolskimi z Obór, stracił rodowe Turowice. Szukając dochodu wykarczował las przynależący do majątku Łubna, tworząc wyręb zwany w ówczesnym języku borowiną. W roku 1854 założono cztery kolonie : Szulec (z którego czasem wyodrębni się Borowina), Nowy Szymanów ( z czasem złączony z Szymanowem, gdzie stał dwór Szymanowskich), Wypęk i Goździak. Wytyczyno granice kolonii, podzielono na działki i założono hipotekę. W ten sposób Walerian Szymanowski zawarł kontrakty z osadnikami, z których wszyscy byli ewangelikami i pochodzili z osad olęderskich lub niemieckich – Kępy Wilanowskiej, Kępy Okrzewskiej, Dąbrowy i Skierd. Podobnie jak w kontraktach olęderskich zostali zwolnieni na 10 lat z czynszu, w zamian mieli wznieść budynki gospodarskie, uzyskując ziemię na zasadzie wieczystej dzierżawy. Walerian Szymanowski przekazał także grunt na założenie cmentarza i szkoły, lecz nie udało mi się odnaleźć śladu jego istnienia na dawnych mapach. Z uwagi na podległość pod kantorat w Górze Kalwarii, zapewne realizowano pochówki w Mikówcu, odwiedzając bethaus w Kątach. Niedaleko w roku 1858 została założona ostatnia wieś, gdzie wraz z Polakami kontrakty podpisało dwóch potomków olędrów. Był to Czarnów w dobrach Chylic, który nazwę wziął od dziedzica Czarnowskiego.

W roku 1867 nastąpiło powszechne uwłaszczenie i odrębność wsi olęderskich oraz kolonistów została zniesiona. Podobnie jak w pozostałych tutejszych miejscowościach sporządzono tabele likwidacyjne i nadano ich mieszkańcom ziemię, wyjmując ich spod władzy dziedziców, czy przedstawicieli administracji rządowej. Wszystkie miejscowości podporządkowano utworzonym gminom, tworząc system władzy na szczeblu lokalnym.  Od tego momentu nie zakładano już nowych wsi, a w istniejących zaczął się swobodny obrót ziemią, co sprawiło, że Polacy, potomkowie kolonistów i olędrów zaczęli się ze sobą mieszać. Część wsi zachowała swój niemiecki charakter, jednak w większości wszyscy zamieszkali obok siebie, a mniejszości żydowska i niemiecka, stworzyły w tych stronach naturalną mozaikę mieszkańców.

W tym miejscu kończy się historia olędrów oraz kolonistów niemieckich, wraz ze zniesieniem ich prawnej odrębności. Od tego momentu wszyscy stali się na takich samych prawach obywatelami Królestwa, w którym podlegali rusyfikacji, w szkołach ucząc się tego języka, będąc obowiązanymi posługiwać się nim w urzędach. Na razie tym samym zakończę cykl o Niemcach we wsi, który doczeka się na blogu jeszcze swego epilogu. Trudna i powikłana historia sprawia, że historia obecności ewangelików o niemieckich nazwiskach miała się zakończyć w tych stronach w roku 1944. Do tego czasu jednak znaczna część z nich mówiła wyłącznie po polsku, a kolejne pokolenia stawały do walki o swą nową ojczyznę.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zespół Kartograficzny 
  • BAGIEŃSCY Ewa i Włodzimierz, Kąty (w:) Historia Wokół Nas, miesięcznik Co i jak (nr 61) grudzień 2003
  • BAGIEŃSCY Ewa i Włodzimierz, Słownik Historyczny Miejscowości Gminy Lesznowola

Założenie Czarnowa

ksunder

Czarnów, Wierzbno, Borowina i Kawęczynek położone są w części lasu chojnowskiego należącego niegdyś do dóbr Kawęczyna oraz Chylic. Wyrąbano go stosunkowo późno, bowiem dopiero w połowie XIX wieku rozpoczęło się tu osadnictwo. Wcześniej w tych rejonach leżała jedynie wieś Szymanowskich o nazwie Łubna, należąca do dawnej parafii cieciszewskiej. Stąd historia tego skrawka lasu jest zaledwie nieco dłuższa od historii letniska Konstancin, a przy tym w zasadzie nieznana.

Jak mogli ostatnio zauważyć zaglądający na stronę bloga na Facebooku, jeden z mieszkańców Czarnowa przysłał do Wirtualnego Muzeum Konstancina sprostowanie notki mego autorstwa, wskazującej skąd pochodzi nazwa wsi Czarnów, której 150 rocznicę istnienia obchodzono w roku 2008 upamiętniając ten fakt na tamtejszym placu sołeckim. Notka została już uzupełniona, a dzięki wiadomościom przekazanym przez p. Hannę Kaniastą z Wirtualnego Muzeum Konstancina udało się dotrzeć do bardzo ciekawych informacji związanych z faktem założenia tej miejscowości, które nie były znane jej mieszkańcom. Stąd dzisiejszy wpis w swej formie nieco odbiegnie od zaplanowanych lżejszych letnich tekstów.

Założenie Czarnowa odbyło się w postaci charakterystycznej dla kolonizacji olęderskiej, bowiem w oparciu o te same zasady często w pierwszej połowie XIX wieku zakładano nowe osady w Królestwie Polskim. Po zniesieniu pańszczyzny w roku 1807 dla właścicieli dóbr z biegiem czasu okazało się bardziej korzystne otrzymywanie w miejsce płodów rolnych gotówki. Dużo bardziej ekonomiczny stał się model zawierania kontraktów emfiteuzy, czyli dzierżawy z okresem początkowej wolnizny przeznaczonej na zagospodarowanie terenu. Rozpowszechnił się on w Królestwie w latach 1815 – 1830, gdy nasilony był napływ Olędrów. Koloniści olęderscy zakładali wsie nie tylko nad rzekami, lecz również w lasach, które karczowali pod uprawę i osadnictwo. W ten sposób założono niezbyt odległą miejscowość Kąty w powiecie piaseczyńskim, gdzie właściciele dóbr wilanowskich osadzili Olędrów. Także pobliski Józefosław powstał jako tego rodzaju kolonia, nazwana przez kolonistów Ludwigsburgiem na początku XIX wieku, a nazwę zmienił dopiero w roku 1820.

W dniu 17 grudnia 1858 roku właściciel dóbr chylickich Julian Czarnowski zawarł z 13 mieszkańcami wsi Wierzbno kontrakt dzierżawy w zapisach i treści identyczny do kontraktów zawieranych z Olędrami. Koloniści otrzymali 3 lata na zagospodarowanie wykarczowanej części lasu, po upływie których mieli zacząć płacić czynsz. Teren oddany w wieczystą dzierżawę określono jako graniczący od wschodu z lasem chylickim, od południa ze wsią Łubna oraz lasem chojnowskim, zaś od północy z tymi oboma lasami. Koloniści otrzymali także w dzierżawę łąkę graniczącą z łąką stanowiącą własność dworu w Chylicach. Dziedzic zobowiązał się zapewnić im drewno na budowę domów oraz dopomóc w karczowaniu lasu, zaś po upływie trzech lat prócz wnoszenia czynszu koloniści trzy dni mieli odrabiać żniwa dla dworu w Chylicach. Zastrzeżono także przymus propinacyjny wskazując, iż alkohol mogą sprowadzać i zakupywać jedynie z Chylic. Zakazano polowań na tych gruntach. Zapisy te były identyczne do zapisów jakie w dobrach oborskich czynili z osadnikami olęderskimi w tej samej dekadzie Potuliccy.  

W Czarnowie osiedliło się wówczas 11 polskich kolonistów, noszących takie nazwiska jak Kanclerski i Andziak, lecz również dwóch osadników niemieckich – Fryderyk Lampart i Gottlib Stockinger. Stąd i założenie Czarnowa jako kolonii, choć w owym czasie nie używano już w zapisach kontraktu określenia Olędrzy. Ciekawy przywilej otrzymał jako zdun kolonista Ludwik Dębiński, któremu Czarnowski zezwolił na dobywanie gliny do jego „fabryki”, tak długo jak pozostanie kolonistą w Czarnowie.

Teren odmierzony pod kolonię Czarnów zgodnie z planem z roku 1858

W roku 1867 wraz z realizacją ukazu uwłaszczeniowego rozparcelowano między kolonistów dzierżawione włóki. Tak jak inne okoliczne osady olęderskie Czarnów zmienił się w wieś wyłączoną spod patrymonialnej władzy właściciela tutejszych dóbr, bowiem podporządkowano go utworzonej gminie. A jego wyjątkowość dobiegła końca.

Założenie kolonii upamiętniono podczas obchodów 150 lecia wsi, fotokopie kontraktu zawieszając na placu sołeckim. Powyższe upamiętniają fotokopie kontraktu zawartego z kolonistami, znajdujące się w Czarnowie. Tuż obok znajduje się kamień upamiętniający Powstanie Warszawskie i Rejon Gątyń. W Czarnowie doszło po wybuchu powstania do starcia z Niemcami, a mieszkańcy wsi wspierali powstańców kierujących się w rejon zgrupowania w lesie chojnowskim – o czym poczytać można było w niedawnym wpisie na blogu.

Czarnów doczekał się zresztą wśród miejscowości gminy Konstancin-Jeziorna jednej z dłuższych notek w wikipedii, traktujących o najnowszych czasach, z której można dowiedzieć się jak stał się pod koniec XX wieku, z zagubionej wśród lasów wsi, miejscem gdzie chętnie osiedlało się wiele osób.


Źródła:

  • Akt 5850/305 Kancelaryi Hipotecznej Gubermi Warszawskiej z dnia 17 grudnia 1858 roku

A skoro już mowa o Czarnowie – nie omieszkam wspomnieć, iż znajduje się tutaj unikatowe muzeum prowadzone przez Michała Malinowskiego. Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści prezentuje najstarszą z tradycji w historii ludzkości, która przetrwała po dziś dzień. Nim wymyślono alafabet opowiadano już historie i opowieści, które z czasem zmieniały się w legendy i baśnie. Gdzieś dawno temu stara kobieta strzegła swej córki, którą uprowadził młody wojownik. Po dziś dzień historia ta przetrwała jako bajka o Roszpunce. Analiza językowa Iliady i Odysei ukazuje nam, iż zaczęły swój żywot jako opowieści, których poszczególnych zwrotów uczono się na pamięć, przekazując je kolejnym pokoleniom, finalnie zapisując ich brzmienie. Wpisy na blogu są opowieściami, które Bartek adaptuje umożliwiając ich wysłuchanie… Muzeum jest niezwykłym miejscem spotkań ze słowem, gromadzącym nieuchwytne zbiory, które otwarte jest podczas organizowanych imprez.  Opowiadanie historii ma miejsce w całej Polsce, a przez Muzeum współorganizowane są Festiwale Opowieści, takie jak Tężnia Marzeń w Konstancinie, czy Czarodzieje Słowa w Wilanowie gdzie Michał zaprasza gości z całego świata, a opowiadacze historii spotykają się, przybliżając wszystkim sztukę opowiadania słowem i gestem. Mieliśmy już okazję wysłuchać w Konstancinie opowieści Baby the Storytelera, Nordine Hassani i wiele innych. Zaciekawionych odsyłam na stronę muzeum, a jeśli kogoś temat zaciekawi, to niech sam odkryje, iż nie tylko Muzeum organizuje Noce Opowieści…

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci