Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Kepa-Zawadowska

Rzeka wagabundów

ksunder

Zróbmy chwilę przerwy od historii tutejszych kolonistów, na wpis dotyczący spraw nieco trywialnych. Annały Góry Kalwarii notują historię sprytnego włóczęgi, który pod miastem ukradł z pastwiska konia, który następnie przyprowadził na rynek, gdzie korzystnie go sprzedał. Jako, że od Góry prowadziła ku Warszawie droga przy której leżały rozmaite karczmy, były one miejscem rozmaitych awantur. Lecz zostawmy pijackie awantury, bowiem niezwykle obrotni i sprytni byli flisacy płynący Wisłą. Prócz swej porywczości szukali rozmaitych metod łatwego zarobku, zdarzało się, że po drodze kradli faszynę i sprzedawali ją z zyskiem w dalszych częściach rzeki. Podczas regulacji Wisły w połowie XIX wieku zdarzało się, iż spławiane przez nich drewno uderzało o sypane w poprzek rzeki tamy. Wbrew wszelkiej logice szybko uciekali, bynajmniej nie z powodu zniszczeń jakie spowodowali. Przyczyna była prozaiczna, drewno było skradzione, nawet jeśli nie udało się ustalić jego właściciela. Flisacka bezczelność była znaczna, co możemy prześledzić na przykładzie pewnej sprawy.

8 września 1845 roku Piotr Jobs, podpisujący się jako „kollonista na Kępie Okrzewskiej do Gminy Bielawa należącej” zakupił dwie spróchniałe karpy znajdujące się nad brzegiem Wisły, nieopodal Kępy Wołowej. Zakup został dokonany od oficjelistów wilanowskiego majątku, a następnie Jobs przystąpił do pracy, celem zwiezienia drewna na Kępę Okrzewską. (Dodam jedynie, że mowa tu o gminie Bielawa, bowiem działo się to w czasie gdy Jeziorna Królewska wraz z Okrzeszynem i przyległościami zakupiona została przez Henryka Wilhelma Rossmana, wchodząc w skład jego majątku. Z powyższego wynikało, że właściciel ziemski staje się jednocześnie wójtem gminy, biorącej swą nazwę od majątku będącego siedzibą dworu. Przez krótki czas Jeziorna Królewska zmieniła wówczas nazwę na Bielawską, a Kępa Okrzewska znalazła się na terenie tejże gminy.) W okolicy Piotr Jobs najął pięciu ludzi, jako że karpy musiały być sporych rozmiarów. Czymże karpy? Nie każdy musi wiedzieć, iż chodzi o pozostałość po ścięciu drzewa, czyli system korzeniowy wraz z pniakiem. Jak relacjonował Jobs by wydobyć karpy z ziemi pracował przez cztery dni, używając 10 sprzężajnych koni, usiłując podkopać je i wydobyć z ziemi przy użyciu lin. Wbrew pozorom sprawa nie jest taka prosta o czym wie każdy, kto kiedykolwiek usiłował wydobyć pień z ziemi, zwłaszcza iż w połowie XIX wieku łopata wychodziła spod ręki miejscowego kowala, podobnie inne z narzędzi. Dość, że Jobs wystawiony został na koszty nim wydobył karpy i przygotował do transportu, lecz gdy przybył, by tego dokonać, okazało się, iż zniknęły one bez śladu. Czy też raczej ślad pozostał, prowadził wprost do Wisły. Dociekliwy kolonista podążył tym tropem, wsiadł w pychówkę i popłynął wzdłuż brzegu.

Przy Kępie Zawadowskiej dostrzegł świeżo porąbane szczapy. Nieśli je właśnie ku domowi olęderscy koloniści zamieszkujący w tejże wsi, nie usiłujący się wypierać, iż właśnie porąbali na kawałki dwie karpy z drzewa topolowego, które przyniosła im woda. Gdy Jobs nie dowierzał, został przez mieszkańców Kępy Zawadowskiej pogoniony, acz miast dać tematowi spokój udał się na skargę do wilanowskiego dworu. Zarządca również nie uwierzył w jednodniowy przybór wody, szybko doszedł prawdy ustalając, iż karpy sprzedali płynący Wisłą flisacy, twierdzący że niosła wezbrana woda. Nie trudno było zorientować się co zaszło, zwłaszcza że jeszcze po ponad 150 lat tłumaczenia kolonistów z Kępy Zawadowskiej brzmią pokrętnie. Jak byśmy powiedzieli dzisiaj dopuścili się oni umyślnej paserki, następnie usiłowali udawać, że karpy same trafiły w ich ręce. Rządca Jobsowi pieniądze zwrócił, choć trwało to dość długo, bo procedura ciągnęła się jeszcze latem roku 1846 (co niech mają na uwadze ci, którzy uważają, że kiedyś sądownictwo działało szybciej i sprawniej). Tym samym mieszkaniec Kępy Okrzewskiej poniósł straty na robociźnie, choć usiłował nimi obciążyć mieszkańców Kępy Zawadowskiej, wykazując koszt pękniętej liny i zużycia 10 sprzężajnych koni. Jedynymi, którzy zarobili na tej aferze, byli oryle, którzy jak zwykle odpłynęli Wisłą w siną dal. Za tym poszła po raz kolejny kiepska opinia na ich temat, na Urzeczu jak widać w pełni uzasadniona. Jobs odzyskał część pieniędzy, którymi oczywiście Wilanów obciążył mieszkańców Kępy Zawadowskiej. Stąd mogli oni jedynie pokrzyczeć wzorem mieszkańców Podłęcza i Radwankowa:

Oryle, oryle zjidzta gówno kobyle! 

Zjidzta tez i krowie, niech wam idzie na zdrowie!


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWIL
  • piosenkę zacytowano za książką Ł. M. Stanaszka "Nadwiślańskie Urzecze", Warszawa-Czersk 2014

Olędrzy na Urzeczu

ksunder

O kolonistach olęderskich pisałem już na blogu nie raz, chcących dowiedzieć się kto zacz i co robili na tych ziemiach odsyłam do wcześniejszych wpisów – wystarczy w zakładce wybrać tag Olędrzy by mieć możliwość lektury zamieszczanych tu artykułów. Zdążyły się już one nieco zdezaktualizować, wskutek prowadzonych intensywnie badań i kwerend źródłowych. Uważam to za jedną z najważniejszych zmian jakie zaszły wraz z ponownym wpisaniem do ludzkiej świadomości faktu istnienia nadwiślańskiego mikroregionu zwanego Urzeczem. Jeszcze 5 lat temu niewiele osób pamiętało o zamieszkujących przez półtorej wieku te strony tajemniczych Olędrach, a jedynym tekstem traktującym na ten temat był klasyczny artykuł o Kępie Zawadowskiej liczący lat bez mała pięćdziesiąt. Teraz możemy powiedzieć na temat zapomnianych osadników dużo więcej i olbrzymia w tym zasługa dra Łukasza Maurycego Stanaszka. Poniżej raz jeszcze spisuję więc historię przybycia w te strony Olędrów, uzupełnioną o aktualny stan naszej wiedzy.

1Olęderskie wsie Urzecza

Pomińmy pierwszą falę przybyłą w te strony już na przełomie XVI i XVII wieku, która rozpłynęła się wśród miejscowej ludności, wywierając na nią przemożny wpływ. Ślady ich bytności odnaleźć możemy głównie w przeszłości, wśród nazwisk zapisanych w księgach metrykalnych, nazwach terenowych, lecz również wśród używanego po dziś dzień słownictwa. Druga fala osadników okazała się dużo trwalsza, bowiem zakładano wówczas wsie, które przetrwały do dnia dzisiejszego, choć ostatni potomkowie Olędrów opuścili te strony w roku 1945. Śladem ich obecności są także nieliczne już zabytki materialne, dwa zapomniane cmentarzyki i groble oraz nasady wierzbowe, jakie oko wprawnego obserwatora odnaleźć może pośród nadwiślańskich pól.

Wskutek postanowień rozbiorowych wielu Olędrów nienawykłych do pruskiego drylu zaczęło przemieszczać się wzdłuż wiślanych brzegów po drodze zakładając kolejne osady. Z czasem niewielki strumień osadników przerodził się w rwącą falę. Do roku 1764 skolonizowali okolice Nowego Dworu Mazowieckiego, obecnie wiemy już, że Warszawę minęli pół wieku wcześniej niż do nie dawna się wydawało. Rok 1772 przynosi nam pierwszy kontrakt osadniczy spisany z Potockimi z Wilanowa. Założona zostaje Kępa Wołowa, wieś położona nad brzegiem Wisły na wyspie leżącej niedaleko od wsi Zawady. Wieś to była niewielka, zajmująca skrawek gruntu nieopodal flisackiej oberży na wysepce zwanej Suchą Trawą, z czasem wskutek kapryśnych przyborów rzeki zniknęła całkiem pośród fal, co miało miejsce w roku 1853. Kolejną wsią powstałą w roku 1773 była Kępa Chabdzińska, gdzie kontraktem Olędrów osadził Hieronim Wielopolski. Nazwę swą wzięła od pobliskiego Chabdzinka, leżącego za wiślaną odnogą i choć początkowo założono jeszcze jedną wieś zwaną Kępą Chabdzińską Małą, z czasem obie połączyły się, przyjmując nazwę od dóbr w których je założono – stąd i Kępa Oborska, istniejąca po dziś dzień. Obecnie skurczona do niewielkiej osady, przed wybudowaniem wałów w połowie XIX wieku jej teren sięgał daleko w obszar obecnej Wisły, która zalała połowę ówczesnej wsi wraz ze znajdującym się tu cmentarzem.

Kępa Okrzewska

W roku 1775 między Kępą Oborską a Kępą Wołową, na skrawku gruntu należącym do prawobrzeżnej Falenicy, osiedli, osadzeni przez jej ówczesnego właściciela Adama Ponińskiego, kolejni osadnicy. Tak powstała Kępa Falenicka (wówczas Falęcka), biorąca swa nazwę od dworu, któremu podlegała. Wreszcie w roku 1777 nieopodal Zawad, na gruntach wilanowskich, powstaje wieś zwana początkowo Kępą Zawadzką. Stanie się najliczniejszą osadą w tych stronach, z czasem łącząc się z Kępą Zawadowską, gdzie Olędrzy osiądą w roku 1819, co opisze później Jan Kaźmierczak. Gdy w roku 1779 odnotowane zostanie po raz pierwszy istnienie Kępy Okrzewskiej, cały brzeg Wisły na południe od Wilanowa aż po ujście Jeziorki stał się miejscem zamieszkania osadników olęderskich. Nie znamy jeszcze daty założenia tej ostatniej wsi, po raz pierwszy odnotowano tam ślub jesienią wspomnianego roku, zapewne więc założono ją wcześniej, być może równolegle z Kępą Zawadzką. Powstała w dobrach Jeziorny, gdzie władzę sprawował wówczas wojewoda łęczycki Szymon Dzierzbicki, który osadził tam kolonistów. Wieś początkowo zwano Kępą Jeziorny, szybko nazwę przejęła od leżącego po drugiej stronie wody Okrzeszyna. Spójrzmy na mapę tamtych terenów i zwróćmy uwagę, iż choć obecnie wsie znajdują się na stałym lądzie, zakładano je na wszystkie na rozległej wyspie, która dzięki pracy Olędrów stała się częścią stałego lądu. Brzeg od tamtych czasów zmienił się wskutek budowy wałów, jednak włożony tu trud wciąż wzbudza podziw.

Niestety im dalej podążymy na południe, tym więcej zagadek. Rok 1797 przynosi nam informację o Kępie Zielenieckiej, wsi zwanej Zieleńcem, założonej w dobrach otwockich na lewym brzegu Wisły nieopodal Gassów. Przetrwała tam do początków wieku XX, wówczas należąc do gminy Jeziorna. Obecnie o jej istnieniu nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy. Nie znamy wciąż jeszcze dat założenia Kęp Nadbrzeskiej i Pijarskiej, istniejących w XIX wieku olęderskich wsi. Stulecie to przynosi spisywanie kontraktów na nowo, a także ostatnie wsie olęderskie, zakładane przed uwłaszczeniem. Są to powstała w roku 1832 Kępa Latoszkowa, a także powstałe na podobnych zasadach, choć zasiedlane przez polskich osadników, Kępy Nadwiślańska i Nadwilanowska. Warto zwrócić tu uwagę, iż wówczas potomkowie Olędrów idą wgłąb lądu, zakładane w okolicznych majątkach osady takie jak Szymanów czy Czarnów mają wśród osadników mieszkańców nadwiślańskich Kęp o niemieckich nazwiskach, którym niestraszny trud wyrąbywania rosnącego tu lasu.

Okolice Kępy Oborskiej na zdjęciu Piotra Bryłki

Krótkie to zaledwie podsumowanie odkryć dokonanych w ciągu ostatnich kilku lat, sądzę jednak, że uda się je jeszcze uzupełnić, spisując historię tutejszych olędrów. Chcących dowiedzieć się o Olędrach więcej zachęcam do lektury pozostałych artykułów na ich temat, zawierających wiele ciekawych szczegółów.


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Obory
  • ASC Wilanów, Powsin, Słomczyn, Karczew

Tropem olędrów

ksunder

O ile na północ od Warszawy odnaleźć można jeszcze nierzadko zachowane przykłady budownictwa olęderskiego wraz z całymi zagrodami, na południu jedynymi materialnymi śladami osadnictwa pozostały w zasadzie wyłącznie cmentarzyki w Kępie Zawadowskiej i Okrzewskiej. Ponieważ opisywany dotąd temat zapomnianej obecności olędrów w tych stronach jest dla większości czytelników mocno abstrakcyjny, dzisiaj poszukamy śladów ich obecności nieco innej, niż przywoływane dotąd często dziedzictwo zachowane w wartwie językowej.

Do niedawna odnaleźć można było jeszcze nieco budowli z wysokimi dachami, lecz z roku na rok coraz ich mniej. Gdzie niegdzie znajdziemy jeszcze wysokie stodoły, lecz niegdyś dominujące w tych stronach murowane i drewniane chałupy z gankami zostało wyparte już w czasach PRL-u. Jeszcze dekadę temu w okolicach Kępy Zawadowskiej w nielicznych zabudowaniach znaleźć można było pozostałości dawnych drzwi lub pieców, obecnie w większości zniknęły.

10392391_704480363005600_5786190673951018236_n

Dom znajdujący się niegdyś w miejscu obecnego ronda JP II zdradza wyraźne cechy olęderskiego budownictwa.

Osoby znające Kujawy uderzy z pewnością podobieństwo nadwiślańskich okolic do tamtych stron. Dzieje się tak za sprawą wierzb, z których wiele odnajdziemy w tych okolicach. Jerzy Szałygin, wybitny znawca olęderskiej tematyki, wskazuje iż to kojarzone z Mazowszem drzewo mogło zostać tu rozpowszechnione przez olędrów. Wierzby umacniały groble, ogłowione stawały się źródłem wierzbowych witek. Używano ich w tym celu już w XVIII wieku, kiedy sypać zaczęto pierwsze obwałowania. W celu umocnienia konstrukcji wysiewano trawę i zasadzano wierzbowe płoty, sposobem zaczerpniętym od olędrów – jak zanotowano wówczas na odcinku od Cieciszewa po Gassy „Wierzby zaś tak wedle przerwy y tamach przy niey iako y wedle dużej tamy są ponasadzane które się poprzyjmowały na które poprawy niemało pieniędzy y pańszczyzny wyszło”. Pierwsze odcinki obwałowań sypane w tym okresie wyraźnie powstawały przy użyciu techniki stosowanej od wieków na terenie dzisiejszej Holandii.

Trudno dociec czy olędrom zawdzięczamy także groble, które odnajdziemy jeszcze w rezerwacie Łęgi Oborskie. Dość dobrze zachowała się ta prowadząca z Mirkowa do Obór, na tyłach dworu, wiodąca do dawnego browaru. Jej odnogi prowadzą w kierunku okolicznych wsi, mocno zarośnięte odnajdziemy je we wspomnianym rezerwacie, podobnie jak groblę prowadzącą wśród łęgów niegdyś do dworu. Czy powstała pod wpywem olędrów? Na pewno istniała już w XVII wieku, gdy zaczęli pojawiać się w tych stronach wraz ze swoimi technikami melioracyjnymi. Zauważyć należy, że spora część tworzonego wówczas układu wodnego w postaci zasypawania starorzeczy, powstała wskutek dobrze przemyślanego planu, osób posiadających wiedzę z dziedziny zwanej wówczas hydrauliką. 

1980364_523359171117721_1754959894_o

Grobla, niegdysiejsza droga z Obór do obecnego Mirkowa. Prawdopodobnie jest dużo starsza od dworu w Oborach, wybudowanego w roku 1688.

W Kępie Oborskiej znajdziemy również ślad terpy, czyli sztucznego wzniesienia na którym stawiano domy. Jedno z tamtejszych siedlisk położone najbliżej wału zbudowane jest na dawnej terpie, którą dostrzeżemy łatwo, mimo iż częściowo poziom gruntu został podniesiony i łączy się ze znajdującą tam drogą, biegnąc wzdłuż wału.

I w zasadzie tyle pozostało nam po olędrach. Wśród starszego pokolenia zachowało się jeszcze charakterystyczne słownictwo, wyniesione drogi w Bielawie i Gassach określa się mianem trytw, lecz nie pozostało wiele śladów materialnych. Nieistniejące już wsie jak choćby Zieleniec, zostały zabrane przez Wisłę. Znajdujące się w tym miejscu opuszczone domostwa rozebrano, wykorzystując znajdujący się tam materiał na budowę szkoły w Opaczy. I o potomkach osadników olęderskich, mieszkających w tych stronach do roku 1945 coraz mniej osób pamięta…


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Obory

Zaginione miejsca: olęderskie cmentarze

ksunder

W okolicach Konstancina znajdują się dwa cmentarze, których losy silnie splecione są z Urzeczem, niewielkie i mocno zrujnowane. Mało kto z tutejszych mieszkańców zna ich historię, większość mieszkańców tych stron nie wie o ich istnieniu, częściej odwiedzają je rowerzyści i studenci etnografii. Cmentarz na Kępie Zawadowskiej znajduje się jeszcze w granicach Warszawy, cmentarz na Kępie Okrzewskiej leży nieopodal pętli autobusowej na terenie gminy Konstancin-Jeziorna. Obecnie jest zadbany i koszona jest na nim trawa, jeszcze w latach dziewięćdziesiątych był całkowicie zniszczony, zarośnięty bzami i zaroślami. A ja patrząc na wyrytą na płytach gotycką czcionką nazwiska, zastanawiałem się skąd się tu wzięli niemieccy osadnicy…

Kępa Okrzewska. Cmentarz odnowiony w roku 2000. Zdjęcie Ł. M. Stanaszka

Rzecz jasna jest to cmentarz olęderskich osadników, z Kępy Oborskiej, Falenickiej i Okrzewskiej, wsi obecnie leżących w gminie Konstancin-Jeziorna. Nie wszystkie nagrobki przetrwały, część spotkał ponoć los podobny do macew żydowskich, które na terenie Polski służyły jako podmurówka, bądź surowiec do budowy domostw i placów. Ponoć niektórymi nagrobkami wyłożone są niektóre z okolicznych obór. Choć paradoksalnie przyznać trzeba, że jeszcze w latach powojennych cmentarz był w dużo lepszym stanie, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych opiekowała się nim młodzież z okolicznych szkół. Dopiero, gdy odchodzić zaczęło pokolenie pamiętające niemieckich sąsiadów, cmentarz zarósł. Czytelnych nagrobków jest niewiele, większość terenu zajmują ślady po cmentarzu. Najstarszy nagrobek należy do rodziny Witzke, której potomkowie wciąż żyją w Kanadzie, gdzie olędrzy zaczęli emigrować już w XIX wieku znajdując dla siebie sprzyjające warunki. Rodzina jest ostrożna w kontaktach. Cmentarz na Kępie Okrzewskiej jest niewielki, choć niektórzy wskazują, iż z dawnych przekazów wynika, że były tam setki nagrobków, dawne mapy tego nie potwierdzają. Najstarsze pochowane tam osoby urodziły się w połowie XIX wieku, nasuwa się więc pytanie gdzie chowani byli olędrzy przybywający tu już od roku 1773. Cmentarz rzecz jasna nie pochodzi z roku 1807 jak powtarzane jest w wielu tekstach, ani nie leżą tu menonici…

Tutejsi olędrzy początkowo należeli do ewangelickiej parafii w Pilicy, a następnie w Nowej Iwicznej. Była to podległość tylko organizacyjna, bowiem sakramenty odprawiane były w tutejszych parafiach katolickich, podobnie jak pochówki. Było to rozwiązane stosowane od samego początku ich pobytu na tych terenach, jeszcze nim zaczęły obowiązywać przepisy kodeksu cywilnego Królestwa Polskiego.  Już od roku 1773 chrzty, małżeństwa i zgony wpisywane były w księgach metrykalnych parafii w Wilanowie, Powsinie, Karczewie i Słomczynie. Nie odmawiano ewangelikom sakramentu od katolickich księży, a i wielu z nich było katolikami. O ile małżeństwo było sprawą zaślubin przed Bogiem, któremu należało także oddać narodzone dziecko, zapewne nie wszystkie zgony znajdowały odzwierciedlenie w księgach. 26 lutego 1798 roku pruski landrat z Czerska wystosowałpismo do dworu w Oborach „aby nakazać Holędrom iż co który umrze czy stare czy młode podawali proboszczowi Słomczyńskiemu do zapisu w xięgi kościelne”, mając na myśli mieszkańców Kępy Oborskiej. Od czasu Księstwa Warszawskiego wpisy były już w zasadzie regularne, co potwierdzono tylko w roku 1825 nakładając urzędowy obowiązek prowadzenia ksiąg metrykalnych na proboszczów. Jak wynika z tych akt zmarli osadnicy olęderscy byli chowani, w zupełnie innym miejscu niż Kępa Okrzewska…

 

Cmentarz na Kępie Zawadowskiej. 

 

Gdzie więc? Pierwszy cmentarz istniał w najstarszej wsi olędrów na Urzeczu – w Kępie Oborskiej. Znajdował się nad brzegiem Wisły, stąd też liczne wylewy niszczyły miejsce pochówku. W latach czterdziestych XIX wieku określano go jako „dawny”, zatem nie był już używany od dłuższego czasu. Zniszczono go wówczas ostatecznie, sypiąc „części wału ochronnego od dawnego cmentarza przez Kępę Oborską do granicy falenickiej”. Kierujący robotami z ramienia Komitetu budowy wałów Niziny Moczydłowskiej dziedzic Bielawy, Henryk Rossman w roku 1846 usypał w jego miejscu wał, na odcinku od cmentarza na Kępie Oborskiej do karczmy w Kępie Falenickiej. Inne cmentarze olędrów zabrała wcześniej woda. Stąd też najstarsze pochówki na cmentarzu na Kępie Okrzewskiej i Zawadowskiego pochodzą z drugiej połowy XIX wieku, gdy usypane wały zaczęły chronić wsie  olędrów, zmieniając również ich gospodarkę.

 


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • >ASC Powsin, Słomczyn

Pozwolę sobie jeszcze uzupełnić powyższy wpis słowami dra Łukasza Maurycego Stanaszka opublikowanymi na facebooku jako komentarz do powyższego tekstu:

"OLĘDERSKIE CMENTARZE NA URZECZU
Te młodsze jak Kępa Zawadowska, Kępa Okrzewska trwają do dziś. Te najstarsze, jak w Kępie Oborskiej czy Hollendrach, jak nazywano niegdyś Kępę Gliniecką i Radwankowską, zabrała kapryśna Wisła. Jeszcze w latach 30. XX w. cmentarzyk pierwszych kolonistów w Kępie Glinieckiej grodzony był przez mieszkańców wsi wiklinowym płotem. Po zbudowaniu wałów w 1938/39 roku, podobnie jak to miało miejsce w Kępie Oborskiej, znalazł się on pod rzeką... Jest też dawny cmentarz olęderski w Osinach, stanowiących część Otwocka Małego. Funkcjonował on do 1945 roku, zapewniając ostatni spoczynek okolicznym kolonistom z Kępy Zielenieckiej, Nadbrzeskiej, Pijarskiej czy Glinieckiej. 
Po wielu nekropoliach nie pozostał już żaden ślad, tylko czasami kępy akacji czy bzów dopominają się o pamięć u potomnych..."

Olędrzy okolic Konstancina (1)

ksunder

Osadnictwo olęderskie to kolejny temat rzeka, na którego szczegółowe opisanie nie zamierzam się nawet porywać. Lecz zagadnienie to dla historii okolic Konstancina jest niezmiernie ważne, a jeszcze do niedawna mało kto miał o nim pojęcie. Zapomniano nawet o pochowanych na zarośniętym cmentarzu na Kępie Okrzewskiej, wiele osób uważało, iż znajdują się tam groby mieszkających tu przed wojną Niemców, chodź nikt nie potrafił odpowiedzieć skąd się tutaj wzięłi. Cmentarz został uporządkowany, zaś świetna książka dr Łukasza Maurycego Stanaszka „Na Łużycu” sprawiła, iż wiele osób usłyszało o olędrach znanych dotąd głównie specjalistom, a niektórzy mieszkańcy tutejszych ziem ze zdumieniem odkryli, że są ich potomkami, a używane przez starsze pokolenie słowa jak „trytwa”, są olęderskiej proweniencji. Jak słusznie zwrócił mi uwagę wymieniony wyżej autor, pisać należy olędrzy z małej litery, bowiem nie są nacją, ani grupą etniczną, lecz podobnie jak flisacy pewną grupą społeczną.

Stara grobla olęderska na Kępie Zawadowskiej (zdj. Z. Skroka zamieszczone w książce Ł. M. Stanaszka "Na Łużycu")

Pokrótce więc kim są olędrzy, nim wskazane zostaną ich związki z naszymi ziemiami. Osadnicy początkowo pochodzący z terenów niderlandzkich, od których zostanie wzięte to określenie, docierają do tej części Mazowsza na początku XVII wieku. Zasiedlają nieużytki nad Wisłą oraz wyspy zwane kępami, wykorzystując umiejętności gospodarki rolnej na terenach zalewowych. Budują domy na podwyższeniach zwanych terpami, wokół stawiają chruściane płoty, przez które przepływa swobodnie powodziowa woda nawożąc pola madami i gnojówką zabraną z leżącej niżej obory, budują tamy i wały, nasadzają przywiezione na Mazowsze wierzby, które staną się jego symbolem. Ta pierwsza fala w całości polonizuje się i przyjmuje wiarę katolicką, rozpływając się wśród miejscowej ludności. W drugiej połowie XVIII wieku rozpoczyna się druga fala kolonizacji olęderskiej, której szczyt przypadnie na lata 1815-1830. Tu osadnikami są ludzie różnej narodowości, mianem „Holendrów”  określani są Niemcy i Polacy, ta druga fala osadnictwa okaże się bardziej trwała, bowiem wzdłuż Wisły powstają wsie, z których wiele ma w nazwie „Kępę” lub przymiotnik „olęderski”. Większość z nich przetrwała do dzisiaj.

Po pierwszej fali w okolicach Konstancina jak i gdzie indziej nie ma wielu śladów. Odnajdujemy je w stosowanym nazewnictwie, gdy niektóre fragmenty pól określane są jako włóka olęderska, znajdująca się między Cieciszewem a Imielinem, podobne ślady w nazewnictwie zachowały się w Wilanowie. Ciekawe informacje przynosi także lektura najstarszej zachowanej księgi obecnej parafii słomczyńskiej – wówczas cieciszewskiej. Niektóre nazwiska osób zamieszkujących tu w XVII wieku wskazują wyraźnie na pochodzenie z terenów, z których przybywali olędrzy. Oczywiście możemy jedynie domniemywać w nich osadników olęderskich, choć część mogła być osiadłymi tu kupcami wiślanymi. Kiedyś napiszę szerzej o ciekawych badaniach DNA prowadzonych przez dr Stanaszka, na razie wspomnę jedynie, iż dotychczasowe wyniki wskazują na związki wielu mieszkańców tych okolic z olędrami.

W tle chruściany płot w Gassach, spotykany bardzo często na Urzeczu. Lata międzywojenne.

Ta pierwsza fala miała znaczny wpływ na krajobraz kulturowy tych okolic. Po usunięciu drzew olędrzy kopali rowy i niewielkie stawy celem odprowadzenia nadmiaru wody. Przynieśli zwyczaj nasadzania wierzb, które rosnąc wzdłuż rzek rozbijały krę, a dzięki ogłowieniu można był budować chruściane płoty. Już w latach osiemdziesiątych XVIII wieku znany i rozpowszechniony był w dobrach oborskich zwyczaj znany we Fryzji, sypania wałów i tam, na których nasadzano wierzbę i faszynę. W taki sposób Wielopolscy chronili wiślany brzeg od Dębówki po Gassy przed powodzią. Używane jeszcze przez wielu starszych mieszkańców tutejszych wsi słowo „trytwa” oznaczające groblę usypaną na bagnach pojawiło się już w tym okresie. Groble takie istnieją po dziś dzień, prowadzą przez rezerwat Łęgi Oborskie do dworu w Oborach, a jak się okazuje groble usypano jeszcze przed rokiem 1688 gdy został wybudowany wspomniany dwór, by umożliwić połączenie starego dworzyszcza z drogą warszawską.

Dla naszych okolic ważniejsza jest wspomniana druga fala. Historia olędrów na Urzeczu wymaga dopiero napisania, do niedawna bowiem w literaturze przewijała się informacja, iż przed rozbiorami kolonizacja zatrzymała się przed Warszawą, gdzie w okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego założono w roku 1764 ostatnie wsie. Dalsza kolonizacja odbywać się miała już podczas zaborów, pojawiała się data 1807 kiedy założono Kępę Okrzewską i 1819 jako data założenia Kępy Zawadowskiej. Daty te należy cofnąć w przeszłość. Jak się bowiem okazuje już od końca XVIII wieku Olędrzy zaczęli tłumnie przybywać w te okolice. Po roku 1807 nastąpił kolejny napływ olędrów, bowiem w Księstwie Warszawskim Fryderyk August wydał dekrety zapewniające sześcioletni okres ulg, zwalniały z opłat celnych i służby wojskowej, a na osadników zagospodarowujących nieużytki patrzyły chętnie władze Księstwa Warszawskiego.

Wpis nieco się rozrósł, zatem podzieliłem go na dwie części, ciąg dalszy do poczytania już jutro. Także w drugiej części wpisu podam obszerną literaturę dla zainteresowanych tematyką olęderską.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci