Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Klarysew

Okrągłe rocznice, czyli subiektywnego przewodnika po okolicach Konstancina część pierwsza

ksunder

Obchodzone hucznie stulecie uzdrowiska i 120 lat Konstancina u części mieszkańców wywołały słuszną irytację, spowodowaną świętowaniem rocznicy miejscowości o najkrótszej historii. O powyższym rozwodzić się można jak zawsze długo, jednak zamiast tego lepiej przyjrzeć się innym tutejszym osadom. Ponieważ jedynie mieszkańcy Cieciszewa i Czarnowa (o ile się nie mylę) celebrowali dotąd swe święta, na wakacje przygotowałem krótki przewodnik po najbliższych okazjach do świętowania, bowiem nie wszyscy są ich świadomi. Dodatkowo obecna krynica wiedzy wszelakiej w postaci Wikipedii nie uznaje źródeł innych niż drukowane, a zdaje się poza „Kalejdoskopem”, nikt dotąd tych informacji nie spisał. Zatem poniżej spis alfabetyczny (z pewnymi wyjątkami), tutejszych miejscowości. Pominąłem miejscowości już nie istniejące oraz folwarki takie jak Anusin czy Dorocin, a także nazwy własne jak Imielin czy Goździe, choć niegdyś były one znacznymi wsiami. Dawne samodzielne wsie istniejące obecnie jako przysiółki uwzględnione zostały przy poszczególnych sołectwach. Konstancin skryje się za zasłoną milczenia, a Skolimów i Jeziorna, jako dawne miasta (choć krótka to historia) znajdą się na końcu wraz z pewnym wyjątkiem od reguły, którym będzie Cieciszew. No i rzecz jasna jak zwykle zamykamy się w granicach obecnej gminy, tych z 1973 roku. Miłej lektury!

Bielawa

Najstarszy zapis z metryki księstwa mazowieckiego pochodzi z roku 1313, szerzej można poczytać o nim we wpisie o Początkach Bielawy. Jak łatwo więc obliczyć niedawno Bielawa obchodziła rocznicę 700 lat pojawienia się na kartach historii. W roku 2018 będzie to już lat 705, jeśli ktoś chciałby pokusić się o zorganizowanie obchodów. Ale Bielawa ma dużo starszą historię, bowiem badania powierzchniowe ujawniły istnienie założonej w tym miejscu osady już w epoce brązu i okresie późnorzymskim. Obecna Bielawa istnieje w tym miejscu nieprzerwanie co najmniej od XIII wieku, na co wskazują odkrycia archeologiczne.

Na terenie dawnej Bielawy znajdowały się także niegdyś Klarysew oraz Gawroniec. Klarysew to nazwa folwarku założonego nieopodal karczmy znajdującej się na skrzyżowaniu obecnej ulicy Warszawskiej oraz Mirkowskiej. Karczma zyskała nazwę Klarysów, pochodzącą od Klarysy Braeunig, żony właściciela majątku z przełomu XVIII i XIX wieku, najstarsze jej wystąpienie odnotowano w roku 1838. Z kolei Gawroniec to nazwa boru porastającego skarpę, wchodzącego w skład majątku rodu Bielawskich, gdzie obecnie w dużej mierze znajduje Ogród Botaniczny. Nazwa ta funkcjonowała już w wieku XVII.

Ciszyca

Zacznijmy od tego, że Ciszyca do niedawna była znacznie mniejszą wsią niż pobliski Kłyczyn, jednak to w Ciszycy po II Wojnie Światowej utworzono gromadę, a następnie sołectwo i wchłonęła Kłyczyn oraz Koło. Założone na wiślanym półwyspie, przypominającym kłykieć (stąd Kłyczyn), który Wisła opływała w koło (stąd Koło). O początkach Ciszycy pisałem w tym wpisie. Po raz pierwszy nazwa ta pojawia się w roku 1476, Koło wymienione zostaje w roku 1512 zaś Kłyczyn w roku 1564. Powstały więc po zmianie biegu Wisły, która zmieniła koryto, w XIV wieku płynące jeszcze pod Cieciszewem i Habdzinem.

Więc już za dziewięć lat piękna rocznica 550 lat pierwszej wzmianki o Ciszycy.

Czernidła

Czytelnicy tego bloga wiedzą, iż pierwotnie położone były między dzisiejszymi Oborami a Parcelą. Atrofia dawnego koryta Wisły i zabagnienie, uczyniły okolicę niezdatną do zamieszkania, zamieniając jezioro w rezerwat Łęgi Oborskie. Podczas parcelacji w roku 1867 Czernidła przeniesiono wraz z mieszkańcami w dzisiejszą lokalizację. Ale sama wieś jest stara, po raz pierwszy wymieniano ją w roku 1476, gdy książę Konrad II Mazowiecki nadawał przywilej jej właścicielowi Mikołajowi Oborskiemu. Jeszcze w XVII wieku stał tu dwór, należący do Oborskich, który zwyczajowo zamieszkiwał młodszy z rodu. Analogicznie jak w przypadku Ciszycy, już wkrótce lat minie bez mała 550…

Czarnów

Sprawa prosta. W roku 1858 dziedzic z Chylic Julian Czarnowski zawarł z kolonistami umowę o założeniu kolonii, którą nazwano od jego nazwiska. Mieszkańcy Czarnowa o tym doskonale wiedzą, bowiem kilka lat temu świętowali 150-lecie. O założeniu Czarnowa poczytać można w tym wpisie.

ciąg dalszy nastąpi

Ulica Lipowa

ksunder

Dzisiejszy wpis na blogu poświęcę ulicy położonej w Bielawie. Choć nie objęta wpisem do rejestru zabytków stanowi znaczący element historii tych okolic. Wkrótce może go już zabraknąć, bowiem wkrótce ma zostać przeprowadzona wycinka wszystkich znajdujących się tu drzew. Wnioskowało o to starostwo; ponoć jeden z mieszkańców złożył w tym celu obszerny wniosek, argumentując iż drzewa zagrażają przechodniom. Ile prawdy jest w tym, że położenie drzew utrudnia poruszanie i parkowanie w tym miejscu nie podejmuję się stwierdzić, niepokojący jest fakt, że wycinka drzew ma zostać ponoć przeprowadzona bez uzyskania opinii dendrologa. A wówczas zniknie to, co stanowi o wartości tej ulicy, czyli właśnie lipy, dające jej swą nazwę. Lipowa należy bowiem do pomników historii takich samych jak Aleja Kasztanowa na Ursynowie, gdzie drzewa sadzono na przyjazd cara, by utrudnić przeprowadzenie na niego zamachu, czy też wspaniała Aleja Lipowa wiodąca do pałacu w Otwocku Wielkim. Nieszczęściem Lipowej jest to, że ciasno na niej od domów, nie ma szansy stać się spacerową uliczką.

gallery_3_5_109552Ulica Lipowa. Zdjęcie pożyczone z forum Piaseczna, autorstwa użytkownika Stento - LINK

Czy drzewa rzeczywiście mają 200 lat, jak chcą relacje? Cofnijmy się w czasie. W roku 1816 właścicielem Bielawy pozostaje kupiec Karol Braeunig, któremu poświęcę niegdyś odrębny wpis. Bielawa wówczas to znaczny majątek, w jego skład wchodzą także obecne Klarysew, Gawroniec i tereny dzisiejszego Ogrodu Botanicznego. Graniczy z Jeziorną Królewską, Okrzeszynem i Powsinem wchodzącym w skład dóbr wilanowskich. Dość, że Bielawa to wówczas najludniejsza miejscowość położona na terenie obecnej gminy, w roku 1827 mieć będzie 487 mieszkańców, daleko w tyle pozostawiając za sobą Jeziornę Królewską z jej 273 mieszkańcami i Gassy, gdzie mieszkać będzie 220 osób. Karol Braeunig umrze w roku 1818, własność Bielawy przejdzie na jego syna Bogumiła, który żyć będzie jeszcze 8 lat. Wdowa po Karolu i matka Bogumiła, Klarysa z Lutzów w roku 1837 Bielawę sprzeda. Klarysa to zapomniana postać historii tych okolic, choć jej imieniem nazwany zostaje utworzony przy drodze warszawskiej folwark, nieopodal karczmy bielawskiej, leżącej na rozstaju dróg prowadzących do Jeziorny Królewskiej i Obór oraz Papiernii (dziś ulica Mirkowska). Z czasem karczma weźmie nazwę folwarku – Klarysów, po latach zmieniając się w Klarysew. Kto wie, może Potuliccy nazywając folwarki imieniem kobiet swego rodu – Teresin, Anusin wreszcie Konstancin – kierowali się tym przykładem?

Rzecz jednak w tym, że przeglądając akta i dokumenty dotyczące tych stron zorientujemy się, iż Henryk Rossman przebywał tu już wcześniej. Bielawę zaczął dzierżawić już w latach dwudziestych. Być może jeszcze od Bogumiła Braeuniga, z pewnością czynił to, gdy nominalną właścicielką majątku była Klarysa. I z czasem przekonał ją do sprzedaży, by osiąść tu na stare lata. Karierę pułkownika Rossmana przywoływałem już wielokrotnie, ten oficer wojsk napoleońskich, uczestnik wielu bitew, walczący w Powstaniu Listopadowym, przyczynił się do stworzenia kanału augustowskiego, a także usypania nadwiślańskich wałów. Wyraźnie jednak z Bielawą pragnął związać się już wcześniej, nim jeszcze stał się jej pełnoprawnym właścicielem.

mapka2Ulica Lipowa w roku 1856. Lipy nasadzone po obu stronach drogi, wówczas jeszcze nikt przy niej nie mieszka. Z dworu trakt wiedzie wprost do Klarysowa, u zbiegu z obecną Mirkowską i Saneczkową.

Przyglądając się starym mapom dostrzeżemy, iż na przełomie XVIII i XIX wieku ulicy Lipowej jeszcze nie ma, podróżuje się dwoma traktami biegnącymi z Powsina, prowadzącymi do Bielawy i Jeziorny, oba zresztą przetrwały po dziś dzień, ten ostatni to obecna ruchliwa ulica Warszawska, poprzecinana licznymi rondami. Lipowa pojawia się późno, dopiero w latach trzydziestych. Wytyczono ją, by prowadziła do dworu. Choć przyjęto, że dwór został wybudowany dopiero w roku 1837, na podstawie faktu, iż wówczas Henryk Rossman stał się właścicielem tej miejscowości, zauważmy jednak, że w tych stronach przebywał już wcześniej. Zachowane fragmentaryczne wzmianki w aktach Potulickich z Obór świadczą, że w dzierżawionej Bielawie pomieszkiwał, nie traktując jej jako lokaty, z której czerpał zyski. I to właśnie on odpowiedzialny jest za wytyczenie nowego traktu, prowadzącego wprost do bielawskiego dworu. Trudno powiedzieć więc tak naprawdę, kiedy dwór był wzniesiony, wcześniej istniała tu dawna drewniana budowla, zapewne w tym samym miejscu, na co wskazuje nam lokalizacja browaru, sytuowanego w XVIII wieku nieopodal właśnie dworu. Wcześniejszym właścicielom i dzierżawcom połączenie z drogą warszawską nie było potrzebne, dworu trakt wiódł prosto na tę samą trasę aż do Powsina, gdzie się z nią łączył. Obecnie to wciąż popularny skrót, wiodący za Szkołą Amerykańską. Sytuację zmienił wiek XIX i czasy Królestwa Polskiego. To okres reformy drogowej, jakbyśmy ją dziś nazwali. Wówczas powstaje Puławska, wiodąca do Puław, bita jest szosa lubelska, wszystko to ma służyć również ułatwieniu przemieszczania wojsk. W owym czasie zdegradowany zostaje szlak służewski, wówczas główna droga wiodąca na południe z Warszawy, obecnie ledwie polna droga na tyłach Ogrodu Botanicznego. Trakt z Wilanowa do Jeziorny, stanowiący przedłużenie Królewskiej Drogi nabiera znaczenia. Zostaje wzmocniony, w ramach szarwarków utrzymywany w należytym porządku. I tu należy upatrywać przyczyn wytyczenia Lipowiej, co czyni Henryk Rossman. W ten sposób powstaje droga wiodąca z głównej trasy wprost do dworu, podobnie jak w Jeziornie Królewskiej, czy Oborach.

Zapewne rację ma więc p. Hlebowiczowa, ostatnia z potomkiń Henryka Rossmana zamieszkująca w Bielawie, iż lipy nasadzano z polecenia jej przodka w czasach Powstania Listopadowego. W owym czasie drzewa rosły wzdłuż każdego traktu, jak chce legenda z polecenia Napoleona sadzono je, by dawały cień maszerującemu wojsku. Poniższa mapa ukazuje nam, iż podobny wygląd jak Lipowa miała także trasa do Wilanowa. Obecnie w Polsce w większości miejsc GDDKiA usuwa drzewa w skrajni, czasy się zmieniły i są niebezpieczne dla kierowców. Czy taki los spotka już wkrótce Lipową? Zobaczymy.

mapkaaaW roku 1838


Źródła i literatura:

  • AGAD, Archiwum Wielopolskich i Potulickich z Obór

Inka

ksunder

W dniu dzisiejszym wyjątkowo ustępuję miejsca na blogu innemu autorowi, jednocześnie prosząc aby niniejszy udostępnić jak największej ilości osób, w szczególności związanych z Konstancinem, czy to za pomocą facebooka, czy tez w inny sposób. Dlaczego? Od dłuższego czasu mieszkańców tych stron rozpala dyskusja związana z nadaniem jednemu z rond imienia Inki – Danuty Siedzikówny… Jak łatwo się domyślić wiąże się z dużymi emocjami dla obu stron, a podstawowa kwestia sprowadza się do odpowiedzi na pytanie – kim była Inka i jaki jest jej związek z Konstancinem? Na pytanie to odpowiada dzisiejszy artykuł, który nie stara się nikogo przekonać do tego jakim imieniem należałoby rondo nazwać, ale opowiada o podróży autora śladami Inki do jej rodzinnych stron, o ludzkich decyzjach i postawach, o tym że nie żyjemy w świecie, który pozwala na łatwe oceny. Artykuł wykracza poza suchy encyklopedyczny zawierający życiorys Inki. Mam nadzieję, że po lekturze tego tekstu, nikt nie będzie już zastanawiał się kim była Danuta Siedzikówna, bo w ostatnich czasach bardzo łatwo przypinamy ideologiczne łatki, co nie jest to do końca słuszne, a rzutuje na nasze postępowania. Stąd też moja prośba o udostępnianie tekstu jak najszerszej liczbie osób – abstrahując od lokalnej dyskusji, artykuł przedstawia nam postać Inki bez zabarwienia i nastawienia ideologicznego, a wiedzieć kim była warto, nieważne czy jest się z Piaseczna, Karczewa, Warszawy czy z innych miejscowości…

Dla jasności informuję, że nie jestem w żaden sposób związany z akcją nadania rondu imienia, ani w żaden sposób nie uczestniczę w działaniach którejkolwiek ze stron z tym związanych. Pozwolę sobie jedynie wyrazić nadzieję, że dzięki artykułowi możliwa będzie merytoryczna dyskusja.

Inka, na zdjęciu pierwsza z lewej.

INKA – DANUTA SIEDZIKÓWNA (1928-1946)

Przed kościołem w Narewce stoi pomnik Inki. Około 40 metrów dalej początek bierze ulica Aleksandra Wołkowyckiego, nauczyciela-komunisty, który miał wydać matkę Inki w ręce Gestapo (według nadal niepotwierdzonych przez IPN relacji). Jego imię nosi także miejscowa szkoła podstawowa. „Wołkowycki wierzył, że Narewka i jej okolice staną się po wojnie częścią ludowego państwa białoruskiego”

W centrum wsi stoi też inny pomnik, na którym po lewej stronie znajdują się nazwiska mieszkańców zamordowanych przez hitlerowców, po prawej zaś zastrzelonych za zdradę ojczyzny w dniu 17 kwietnia 1945 przez żołnierzy 5 Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza - „Łupaszkę”, na podstawie wyroku bielskiego obwodu AK. Prócz Wołkowyckiego, zastrzelono wówczas także wójta, sekretarza Gminnej Rady Narodowej oraz gajowego. „Żołnierze „Łupaszki”, wywodzący się w znacznej części z Wileńszczyzny, wierzyli, że przez walkę przywrócą swoją ziemię rodzinną Polsce.

Pomnik „utrwalaczy” w Narewce: po lewej stronie nazwiska mieszkańców zamordowanych przez hitlerowców; po prawej – nazwiska osób zastrzelonych przez oddział majora „Łupaszki’ z wyroku sądu podziemnego w kwietniu 1945 roku (zdj. autora)

Półtora miesiąca później, w dniu 6 czerwca, jeden z patroli majora „Łupaszki” uwolnił z konwoju UB grupę pracowników nadleśnictwa, aresztowanych za współpracę z niepodległościowym podziemiem. W tym transporcie znajdowała się również 16-letnia Inka, która dołączyła do brygady „Łupaszki” jako sanitariuszka. Na początku września 2013, w kościele w Narewce świętowano 85 rocznicę urodzin Inki. Uroczystości te wywołały kolejną falę gwałtownych dyskusji.

„Trzeba nie mieć sumienia, aby w tym rejonie urządzać takie świętowanie. A gdzie pamięć o ofiarach Inki i jej kompanów: niewinnych starcach, kobietach i dzieciach bestialsko przez nich pomordowanych w puszczańskich wioskach?” - pyta anonimowy internauta.

„Patronem szkoły jest konfident wszelkich możliwych służb okupacyjnych. Współpracował bowiem z NKWD i Gestapo” - tłumaczy katecheta ze szkoły w Narewce, podczas gdy prawica demonstruje przed Urzędem Wojewódzkim, żądając zmiany patrona miejscowej szkoły na... Inkę – Danutę Siedzikównę.

Na zachód od Narewki ulica Wołkowyckiego wiedzie do jego rodzinnej wsi. Na wschód droga prowadzi wprost do rodzinnej wsi Inki, obok milczącego wzgórza kryjącego cmentarz, na którym pochowano miejscowych Żydów, stanowiących w przedwojennej Narewce zdecydowaną większość mieszkańców. Jeśli zapytamy w jednym z okolicznych domów o Wołkowyckiego usłyszymy, że był bohaterem, Łupaszka zaś bandytą i zbrodniarzem. Zadając to samo pytanie sąsiadowi dowiemy się, że to Łupaszka był bohaterem, a Wołkowycki zdrajcą i konfidentem. Tak przedstawia się świadomość historyczna na wschodnim Podlasiu w roku 2013.

 

Olchówka (białorus. Alichouka) – wieś rodzinna Inki. Całkowicie spalona przez Niemców w 1944, odbudowana po wojnie.   Od 2004 roku, w pierwszą niedzielę czerwca, odbywa się tu ekumeniczne święto, podczas którego mieszkańcy obu wyznań: prawosławni i rzymscy katolicy modlą się wspólnie o pomyślność ich wsi. (zdj. autora)

Kim była Inka?  „Wychowana przez rodziców i babkę na fanatyczną patriotkę Siedzikówna - duża i niezbyt urodziwa dziewczyna podążająca za oddziałem” (z internetowego forum). W 1969 roku ukazała się książka napisana przez byłego szefa UB w Kościerzynie Jana Babczenkę oraz dziennikarza Rajmunda Bolduana zatytułowana „Front bez okopów”. W tej popularnej publikacji Inka - sanitariuszka „Łupaszki” – jest „kruczoczarną” i „krępą” kobietą ze „szramą na twarzy”, strzelającą z „sadystycznym uśmiechem” do funkcjonariuszy UB. W spektaklu Teatru Telewizji "Inka 1946" Wojciecha Tomczyka z roku 2006, Karolina Kominek, delikatna, smukła blondynka grająca rolę Inki, opatruje milicjantów i ubeków rannych w potyczce z oddziałami „Łupaszki” - tych samych, którzy później w procesie gdańskim będą świadczyć przeciwko niej. Na nielicznych zachowanych fotografiach widzimy niepozorną szatynkę o łagodnych, dziewczęcych rysach z opaską sanitariuszki na mundurze, pozującą do zdjęcia z oddziałem.

Inka spędziła niemal całe swoje życie we wsi Olchówka, zwanej przez miejscowych „Alichauką”, w leżącej na jej skraju gajówce swego ojca, leśniczego Wacława Siedzika. Dziś 85% mieszkańców gminy stanowią prawosławni Białorusini. Przed wojną było podobnie; Polacy (często pracownicy leśni) stanowili zdecydowaną mniejszość. Większe miejscowości zamieszkiwała głównie ludność żydowska, wsie zaś zasiedlone były przez Białorusinów, przeważnie o nieugruntowanej tożsamości narodowej. Inka ukończyła czteroklasową szkołę powszechną w rodzinnej wsi; większość jej koleżanek mówiła białoruskim dialektem i chodziła do cerkwi. W pierwszych latach wojny rozpoczęła naukę w katolickim gimnazjum Sióstr Salezjanek w Różanymstoku. Ojciec Inki spędził trzynaście lat na Syberii, gdzie został zesłany jako student Politechniki w Petersburgu. W lutym 1940 roku Sowieci ponownie wywieźli go do łagru. Z armią Andersa dotarł do Teheranu, gdzie zmarł z wycieńczenia. Matka, Eugenia z domu Tymińska, należała do siatki terenowej AK na Podlasiu. Aresztowana przez Niemców w listopadzie 1942 roku, po ciężkim śledztwie i torturach została zamordowana w lesie pod Białymstokiem. Z przekazywanych z więzienia grypsów wynika, iż została wydana przez członków Komitetu Białoruskiego z Narewki. W jednym z ostatnich grypsów przesłanym córkom napisała: „Dziewczynki, zemstę zostawcie Bogu”.

Danusia i jej siostry zostały pod opieką babki. Na przełomie 1943/44 roku, Danuta wraz z siostrą Wiesławą złożyła przysięgę w AK, gdzie odbyła szkolenie medyczne. Po ponownym wejściu Sowietów pracowała jako kancelistka w nadleśnictwie Hajnówka. Uwolniona z konwoju UB, służyła jako sanitariuszka w oddziałach 5 Brygady (m.in. w oddziale porucznika "Nowiny", później znanego polskiego historyka Pawła Jasienicy). Po przejściu oddziałów „Łupaszki” na Kaszuby wysłana po zaopatrzenie medyczne do Gdańska; Wskutek zdrady łączniczki aresztowana przez bezpiekę i umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny. W więzieniu bito ją i poniżano, jednocześnie obiecując uwolnienie i pomoc w kontynuacji nauki w zamian za wskazanie miejsca pobytu oddziałów „Łupaszki”. Mimo fałszywych zeznań skierowanych przeciwko Ince, funkcjonariuszom nie udało się udowodnić, że kiedykolwiek użyła broni w potyczce. Skazana na śmierć wyłącznie za przynależność do „bandy”, odmówiła podpisania adresowanej do prezydenta Bieruta prośby o ułaskawienie. Prośbę w jej imieniu złożył obrońca; Bierut jednak nie przyznał prawa łaski. Inka została zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego 28 sierpnia 1946 roku, na pięć dni przed swymi osiemnastymi urodzinami. Wraz z nią rozstrzelano też jednego z żołnierzy majora Szendzielarza. Według relacji ks. Mariana Prusaka - świadka egzekucji - przed śmiercią krzyknęła: „Niech żyje Polska! Niech żyje "Łupaszka"!”. W 1991 roku zrehabilitowana wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku. W 2006 roku Prezydent RP pośmiertnie odznaczył ją Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Dziś Inka ma swój symboliczny grób w Gdańsku, kilka pomników w całej Polsce (krakowski zbezczeszczono w tym roku) oraz park i żeńską drużynę harcerską swego imienia w Sopocie. Jej imię nadano także gimnazjum w Ostrołęce i Szkole Podstawowej w Podjazach na Kaszubach. W Konstancinie-Jeziornie radni omawiają projekt nadania jej imienia jednemu z rond w centrum miasta, w miejscu, w którym za czasów stalinowskich strzeżona brama prowadziła do zamkniętej dzielnicy zamieszkanej przez funkcjonariuszy komunistycznego rządu i MBP, poprzednika UB.

Unikalna kostka, którą wyłożona jest droga w miejscu gdzie niegdyś było osiedle. Wspomina o niej Julia Minc w wywiadach Teresy Torańskiej w książce "Oni". Metalowy element pośrodku to pozostałość dawnej bramy (zdj. Trapera)

W Klarysewie mieszka rówieśniczka Inki – pani Barbara Kulińska, podobnie jak Inka wywodząca się z patriotycznej polskiej rodziny, łączniczka i sanitariuszka Batalionu NSZ „Mączyński”, uczestniczka Powstania Warszawskiego w Mirkowie. Po wojnie wydana UB przez członka leśnego oddziału, jako 17-latka torturowana w ówczesnej siedzibie organów w konstancińskiej willi „Biały Dworek”; oskarżona o szpiegostwo, cudem uniknęła procesu pokazowego i wyroku. Jakże podobne są losy tych dwóch kobiet. I podobnie, jak w przypadku Inki, oprawcy pani Kulińskiej żyją do dziś, unikając odpowiedzialności za swoje czyny. Konstancin-Jeziorna także posiada milczących bohaterów. Stąd pomysł nadania imienia Żołnierzy Batalionu NSZ „Mączyński” mostowi na rzece Jeziorce, nieopodal miejsca, gdzie zdobywcy Papierni w Mirkowie stoczyli bitwę podczas przeprawy przez rzekę na Błotnicy w dniu 1 sierpnia 1944 roku, gdzie poległ ich dowódca. Na nowym placu sportowym nieopodal mostu umieszczone zostaną – jeśli gmina wyrazi zgodę - tablice informujące o przebiegu Powstania Warszawskiego w Mirkowie. Młodzież odpoczywająca po meczu czy jeździe na rolkach będzie mogła poczytać, zeskanować kody QR i za ich pomocą odnaleźć kolejne bogate ilustrowane materiały na stronach internetowych. W ten sposób historia NSZ-AK, zamiast jak dawniej dzielić - połączy mieszkańców, a most stanie się bramą wprowadzającą w świat przeszłości naszej małej i większej ojczyzny.

Olchówka - wieś rodzinna Inki. Ekumeniczne święto wsi, obchodzone wspólnie przez mieszkańcy obu wyznań - prawosławnych i rzymskich katolików - w pierwszą niedzielę czerwca (źródło: www.siemianowka.pl)

W październiku 2013 roku odbyłem z dziećmi z VI klasy Szkoły Podstawowej No Bell Montessori w Konstancinie-Jeziornie rajd rowerowy śladami Danuty Siedzikówny. Rozmawialiśmy z mieszkańcami rodzinnej wsi Inki, którzy pamiętają ją i jej rodzinę. W odbudowanej po wojnie ze zgliszczy Olchówce odbywają się co roku wspólne ekumeniczne procesje katolików i prawosławnych.  Uczyliśmy się także białoruskich pieśni i wierszy podczas spotkania z mieszkańcami Narewki, z których zdecydowana większość przyznaje się dziś do podwójnej narodowości: polskiej i białoruskiej. Byliśmy pod pomnikiem Inki, zaś z dziećmi ze szkoły im. A. Wołkowyckiego odbyliśmy wspólne warsztaty plecenia „krajek”.

Podczas rajdu pytałem 12-letnich uczestników, czy Inka może być dzisiaj dla nich wzorem do naśladowania. Odpowiadali różnie. Jedni, że wojna dawno się skończyła i że nikt już nie musi umierać za ojczyznę. Inni, że nie da się dziś pogodzić różnych wersji historii i ustalić ponad wszelką wątpliwość, kto był bandytą, kto zdrajcą, a kto bohaterem. Mówiono także, że Inka pozostała do końca wierna sobie i swoim ideałom – i że to właśnie jest w tej postaci najważniejsze. Można powiedzieć, że dzieciństwo, wychowanie, losy obojga rodziców - w ogromnym stopniu przyczyniły się do nieugiętej postawy Inki podczas późniejszego śledztwa oraz przed egzekucją. W jednym z ostatnich grypsów do przyjaciół Inka napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Pytałem zatem dzieci, czy sądzą, że Inka postąpiła słusznie wybierając śmierć zamiast zdrady, która dałaby jej szansę rozpocząć życie na nowo. To pytanie okazało się jednak za trudne.

 

Dom rodzinny Inki - leśniczówka na skraju Puszczy Białowieskiej pod Olchówką. Tutaj Inka spędziła z rodzicami i dwiema siostrami niemal 12 lat swego życia. Widoczne budynki odbudowano ze zgliszczy po wojnie. Stoją one dokładnie w miejscu domu państwa Siedzików. (zdj. autora)

Odbudowana gajówka, w której Inka spędziła dzieciństwo, stoi wtulona w ścianę Puszczy Białowieskiej. Za nią, w kierunku wschodnim, przez kilkadziesiąt kilometrów ciągnie się już tylko puszcza - dziś przedzielona w poprzek białoruską „sistiemą” graniczną, przez którą ponoć nie prześlizgnie się łoś, żubr ani dzik. Ze wspomnień Brunona Tymińskiego dowiadujemy się, że Inka w dzieciństwie kochała wspinaczki po drzewach. Była dzieckiem lasu, wiejską dziewczyną z Olchówki-Alichauki, córką sybiraka i patriotki-szlachcianki, bawiącą się z białoruską dzieciarnią w stogach siana. Mogłaby dzisiaj stać na przystanku na rozstaju dróg obok dawno już nieczynnej szkoły w Olchówce: zgarbiona, w chustce na głowie. Podobna do innych staruszek, które jechały z nami pekaesem na tej trasie.

Czy gdyby nie uwolnienie z konwoju UB przez oddział leśny, Inka zostałaby kiedykolwiek „żołnierzem wyklętym”? Takich pytań historii się nie zadaje.

Tomasz Zymer

Artykuł przygotowano pierwotnie do drugiego numeru „Zeszytów Historycznych”, gdzie miał nastąpić jego pierwodruk. Numer niebawem będzie dostępny w dystrybucji internetowej.


Choć w tekście jedynie wzmiankowano istnienie zamkniętego osiedla elit partyjnych dodam, iż znajdowało się ono właśnie w pobliżu wspomnianego ronda, podobnie jak "Biały Dworek", siedziba tutejszych organów bezpieczeństwa, w którym torturowano p. Barbarę Kulińską. Stąd wybór ronda nie jest przypadkowy i ma wymiar mocno symboliczny. Na blogu przeczytać można dwa teksty o funkcjonowaniu i likwidacji owego osiedla, do czego zachęcam aby w pełni zrozumieć powyższą ideę.

- Raport z oblężonego miasta - opis życia codziennego w Konstancinie lat pięćdziesiątych autorstwa dziennikarza, któremu udało się uciec na Zachód

- Sprawy do załatwienia - artykuł o sprawiedliwości dziejowej i zlikwidowaniu osiedla po objęciu rządów przez Władysława Gomułkę

Ponadto w internecie do przeczytania lub darmowego pobrania dostępna jest pięknie ilustrowana publikacja Piotra Szubarczyka o Ince - "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba" przygotowana w gdańskim oddziale IPN - LINK

Na zakończenie - Rondo. Biała tablica na słupie to informacja o akcji związanej z nadaniem imienia Inki.

Mapa Karola de Perteesa

ksunder

Od początku istnienia tego bloga planowałem zacząć pisać o mapach i kartografach okolic Konstancina i jakoś zawsze temat ten odsuwał się w nieodgadnioną przyszłość. Dzięki mapom możemy zaś prześledzić zmiany jakie zaszły w krajobrazie i ze zdziwieniem odkryć, że wiele dróg czy ulic istnieje od stuleci. A źródła pisane zestawione z tymi planami, umożliwiają nam odtworzenie dawnej topografii okolicy.

Zaczniemy od Karola de Perteesa (1739-1815), postaci niezwykle barwnej, która doczekała się w Wikipedii bardzo zdawkowego opisu. A właśnie on dał nam jedną z pierwszych map obejmujących te okolice. Nie będę tu jednak powtarzał jego życiorysu, dość że miał on tytuł królewskiego geografa Stanisława Augusta Poniatowskiego i pracował dla króla nawet po jego abdykacji, aż do jego śmierci. Jak niedawno stwierdzono nobilitację nadał sobie sam, poprzedzając z francuska brzmiące nazwisko „de”, choć sam pochodził z Drezna. Przyznam, że trudno mi jednak pisać bez „de”, z racji wieloletnich nawyków, na potrzeby tego wpisu, który nie jest naukowym, pozostaniemy więc przy tytule, który kartograf sobie sam nadał.

Fragment zachowanej fotokopii omawianej niżej mapy województwa mazowieckiego z roku 1783.  Całość można obejrzeć dzięki geopozycjonowaniu w bazie ESRI pod adresem http://mapy.geohistoria.pl/perthees/ (pozdrowienia dla zespołów geo-historii z Lublina i Warszawy)

Jego największym dziełem było opracowanie map województw, w tym również Mazowsza. Opracowując je oparł się na itinerariach (opisem dróg z podaniem odległości), relacjach ludzi znających teren i ankietach parafialnych.  Ks. Franciszek Czaykowski na potrzeby zespołu De Pertheesa przygotował ankietę, którą rozesłano do proboszczów, nakazując im udzielić odpowiedzi na poszczególne punkty. Ankieta zawierała pytania o miejscowości na terenie parafii, drogi i właścicieli dóbr ziemskich. Jak łatwo domyślić się z powyższego itineraria dawały różne odległości, wersji relacji było tyle ilu podróżnych, a niektórzy proboszczowie poza swe parafie się nie ruszali, stąd i taka a nie inna wierność map.

Na mapie województwa mazowieckiego z roku 1783 łatwo zauważyć wiele błędów w odwzorowaniu tych okolic. Habdzin (Chabdzin) wymieniono w miejscu ówczesnego Chabdzinka, pomijając w ogóle jego istnienie, w dziwnym miejscu znalazł się Łęg. Choć oznaczono istnienie dwóch odnóg Jeziorki i wsi o nazwie Jeziorna, nazwę rzeki zmieniono, a pocztę oznaczono w Jeziornie Królewskiej, miast w Oborskiej. Na mapie pojawia się także wieś Kozłów, wówczas występująca wyłącznie na papierze, w dokumentach sprzed kilkudziesięciu lat… Część nazw została przekręcona. Las w Jeziornie był już w owym czasie w dużej mierze wycięty, co poświadczają nam ówczesne źródła. Ukazano dwa szlaki, służewski i wilanowski, które w tej wsi się spotykały, jako dwie najważniejsze arterie komunikacyjne. Mapy tej nie jest studiować łatwo, bowiem znamy ją tylko z przedwojennej fotokopii, oryginał spłonął podczas powstania warszawskiego.

Druga mapa de Pertheesa jest bardziej znana, bowiem występuje ona w dwóch wersjach, kolorową z roku 1794 wyrytowali w Paryżu pracownicy firmy Tardeau. Okolica Warszawy w diametrze pięciu mil prezentuje teren nieco dokładniej. Tajemnicza nazwa rzeki „Zaskwira”, która nie pojawiła się w żadnym dokumencie, bowiem od wieków zwano ją Jeziorą, tu widoczna jest ponownie. Poczta nadal oznaczona jest w złym miejscu, a za rzeką Jeziorą w kwestii dróg i umiejscowienia Obór panuje pełna dowolność, zwróćmy jednak uwagę, że oznaczono młyn w Jeziornie Oborskiej wraz z odnogą Św. Jana. Szlaki spotykają się w okolicach Jeziorny, co ważne pojawia się tu ponownie karczma Bielawska, czyli należąca do Bielawy, usytuowana przy drodze do Warszawy. Miejsce to pół wieku później znane będzie jako Karczma Klarysów, stąd i pójdzie nazwa Klarysewa…

Mapa okolic Warszawy z roku 1794, fragment, oryginalna mapa w Archiwum Głównym Akt Dawnych

Nie są to rzecz jasna pierwsze znane mapy naszych okolic, jednakże pierwsze których autor podjął trud opracowania ich w całości, a nawet co niegdyś było niewyobrażalne, opracowania map całej Rzeczpospolitej. Król do map tych był mocno przywiązany, odmówił ich udostępnienia Tadeuszowi Kościuszce planującemu walkę z Rosjanami, nie chcąc rozstawać  się z dziełem swego kartografa. Nie wszystkie zdołały ukazać się do końca istnienia Rzeczpospolitej, część redagowali i wydawali Rosjanie, stąd i błędy w pisowni niektórych miejscowości. Dopiero zestawienie ze źródłami pisanymi pozwala nam przyjrzenie się okolicom Konstancina w przeszłości.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zbiór Kartograficzny
  • Regestr Diecezjów Franciszka Czaykowskiego czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-84, red. Sławomir Górzyński, DiG W-wa 2006
  • RUTKOWSKI Henryk, Komentarz do map Pertheesa, AGAD

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci