Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Szymanow

O wycinaniu lasów

ksunder

Zaznaczmy na wstępie, że dzisiejszy wpis w żaden sposób nie będzie wiązał się z wycinką drzew prowadzoną od początku tego roku jak Polska długa i szeroka, co miałem okazję sam wielokrotnie stwierdzić, przemierzając kraj z południa na północ i wschodu na zachód. Dziś przyjrzymy się zmianom w zalesieniu na tych terenach na przełomie dziejów, bo kto dziś świadom jest, że okolice Bielawy i Jeziorny porastały lasy?

28925960422_6e5552474b_bLas Oborski. Zdjęcie ze zbiorów serwisu zdjęciowego Konstancina

Drzewa zarastały większą część Mazowsza i od czasów średniowiecza z wolna wycinano je na potrzeby osadnictwa. Jednakże był to proces długotrwały, ślady istnienia areałów leśnych znajdujemy w tych stronach aż po czasy nowożytne. Ciekawe okazuje się przede wszystkim prześledzenie nazewnictwa okolicznych miejscowości, które daje nam wskazówki co istnienia w tych stronach dawnej puszczy. Sytuowane wzdłuż szlaku handlowego wiodącego wzdłuż Wisły wsie stopniowo rozrastały się. Zauważyć przede wszystkim należy, iż to właśnie wycinka lasów przyczyniła się w dużej mierze do narodzin Urzecza i trapiących je powodzi. Częste wylewy Wisły były skutkiem rozregulowania sieci hydrograficznej i zmianą tutejszego średniowiecznego mikroklimatu.  Rozwój osadnictwa wpływał na niszczenie szatę leśną, co rozregulowało poziom wód gruntowych. Wyrąb lasów wokół dopływów Wisły, zagospodarowywanie tych ziem, przekształciły ją z rzeki spokojnej i łagodnej w krnąbrną i niebezpieczną. Im więcej drzew znikało, tym bardziej rzeka przybierała, następnie rozlewała się pośród pustych przestrzeni.

Wędrując od północy tuż za Powsinem odnajdziemy nieistniejącą już wieś Łazy, której kilka lat temu poświęciłem osobny wpis. Jej nazwę jej zapisywano początkowo jako Lassy bądź Lasy, co wskazuje nam na założenie na terenie zalesionym, w miejscu w którym teraz znajdują się pola i mokradła. Nazwa ta oznaczała niegdyś teren uprawny powstały w lesie po wykarczowaniu drzew, gdzie gospodarowano na wypalenisku. Również inne wzmianki potwierdzają nam, iż jeszcze w XVI wieku w okolicy Bielawy znajdował się duży las. Po jego wycięciu w Łazach znajdował się młyn, który podupadł, gdy Oborscy z Obór zmienili bieg Jeziorki, co oznaczało również koniec tutejszego lasu. Jego część istniała jeszcze w roku 1565, gdy podczas lustracji królewszczyzn notowano, iż w Okrzeszynie „jest też tam łęgu trochę dębowego, którego Wisła co rok urwie”. Stopniowo rzeka zabrała las całkowicie, bowiem w kolejnych latach nie ma już o nim mowy.

Z kolei las znany obecnie jako kabacki aż do XVIII wieku porastał obszar sięgający co aż do Jeziorny Królewskiej. Jego spora część należała do dóbr Bielawy, a na skarpie znajdował się „bór zwany Gawrońcem”. Drzewa porastały również obszar na granicy z Jeziorną Królewską, w XVIII wieku wyrąbano je, a tamtejszy obszar zwać zaczęto Porąbką. Nazwa ta przetrwała aż do dnia dzisiejszego. Jak donoszą mieszkańcy tamtejszych stron po dziś dzień zdarza im się wykopywać potężne karpy, świadczące o porastaniu tych obszarów przez dawną puszczę. O ile określenie Porąbka funkcjonuje po dziś dzień, przede wszystkim jako określenie Szkoły Podstawowej nr 3, zaginęła inna nazwa, odnosząca się do lasu graniczącego z Jeziorną Królewską. Jego granice ukazuje nam pochodząca z roku 1789 mapa Karola de Perthees, choć zapewne w owym czasie był już w dużej mierze wyrąbany. Jego miejsce zajęły pola uprawne, choć jeszcze w latach pięćdziesiątych XX wieku używano nazwy Borowina, na określenie obszarów ciągnących się w kierunku Lasu Kabackiego. Słowo to oznacza obszar pozostały po wyrąbanym lesie. Z czasem nazwa ta w okolicach Jeziorny zniknęła, zastąpiona przez Wygon, choć jak wspominają dorastający w Jeziornie Królewskiej tuż po wojnie, nie mieli pojęcia, iż na w niedalekiej okolicy znajduje się inna miejscowość o nazwie Borowina.

pth2

Mapa Karola de Perthees. Widoczne pozostałości lasu jeziorańskiego

Jej historia nie jest długa. W połowie XIX wieku Las Chojnowski ciągnął się nieprzerwanie między Łubną a Baniochą, należąc do Szymanowskich, zamieszkujących w Łubnie i Turowicach. Walerian Szymanowski w latach pięćdziesiątych szukając źródeł dochodu wyciął las i sprzedał drewno. Ubytek drzewostanu musiał być znaczny, bowiem do władz złożył skargę ówczesny proboszcz słomczyński w 1855 roku. Z trzydziestu włók pozostały cztery porośnięte młodnikiem, a proboszcz nie mógł tym samym skorzystać przysługującego mu od dawna prawa wyrębu. Drewno kupował począwszy od 1848 roku kupiec Icek Blass z Góry Kalwarii, a w lasacg Łubnej wycięto drzewa olszowe, sosnowe, brzozowe i dębowe. W ich miejscu zakładano kolonie: Szulec, Nowy Szymanów, Wypęk i Goździak. Obecnie znajdziemy w tych miejscach Szymamów, Szymanówek i właśnie Borowinę. W tym samym czasie, w roku 1858, założono osadę w środku lasu należącego do Chylic, zwaną Czarnowem. W ten sposób powoli znikał las istniejący tu od czasów średniowiecza, w którym polował jeszcze książę mazowiecki, Janusz Starszy, przybywając do Jastrzębia.

Choć w niniejszym opisie pominąłem osady znajdujące się na Urzeczu, zaznaczyć należy iż mimo powodzi i zmian koryta Wisły istnienie areałów leśnych notowane jest jeszcze w czasach nowożytnych, choćby w Gassach, zaznaczono je ponadto na mapach pochodzących z XVIII wieku. Nazwy takie jak Borek, Dębówka czy wreszcie Imielin, pochodzący od Jemioły, ukazują nam dawną lokalizację takich miejsc.
Clipboard023

Las Oborski nakreślony ręką XVII-wiecznego kartografa, Jana z Jawora

My jednak wróćmy na powrót na skarpę, bowiem sosnowy las to środek Konstancina, jego esencja i serce. Letnisko lokowano w lesie i nieopodal jego, a on sam stal się w XX wieku fragmentem chojnowskiego parku krajobrazowego. Las porasta centrum miasta, a z pomiędzy jego wyrastają domy między którymi ciągną się ulice. Wystarczy nimi trochę powędrować, by wejść między drzewa, gdzie ulic już nie ma. I rozejrzeć się dookoła, by ujrzeć Konstancin 110 lat temu. Taki las dzielił Witold hrabia Skórzewski. Las, który do roku 1897 spoglądał z góry na okoliczne miejscowości. Las, przez który brzegiem skarpy wiodła droga do Góry. W lesie nikt nie mieszkał, kilkukrotnie go wycinano, odrastał przez cały XIX wiek. Spójrzmy raz jeszcze na mapę, jeszcze raz wróćmy do linii skarpy. Jej linia ciągnie się od zachodu wzdłuż Jeziorki i z południa na północ, starym korytem holoceńskiej Wisły. Zarówno w wieku XVIII jak i XIX, a co za tym idzie i wcześniejszym, nie uświadczymy tu żadnych osad. Las rośnie na skarpie, spoglądając z niej w dół, na rzeki i pola. Ludzie od wieków osiedlali się w dawnym korycie rzeki, gdzie nie trzeba było karczować drzew, piaszczysta gleba nadawała się do uprawy roślin. Zaś las był tam od początku, wiosną barwiąc niebo swą zielenią, zaś jesienią jak do tej pory przybierając barwę płomienia, porośnięty przez trawę pożółkłą niczym sen. Ludzie mieszkali poniżej, za rzeką, las zaś dawał im oparcie. W przeciwieństwie do Waleriana Szymanowskiego Potuliccy zamiast wyciąć las, a drewno sprzedać kupcom z Góry Kalwarii zdecydowali się założyć tu letnisko. Ale to już inna opowieść…


Źródła i literatura:

  • AGAD, ASK
  • AGAD, Obory
  • Lustracja województwa mazowieckiego 1565 r. wyd. PWN, W-wa 1965, red. I Gieysztorowa A. Żaboklicka
  • DUNIN-WĄSOWICZOWA Anna, Geografia historyczna Mazowsza XVI-XVIII w., Rocznik Mazowiecki t. 7, 1979, s. 57-67
  • OSTROWSKI Janusz, Warunki przyrodnicze i zmiany zalesienia powiatu Piaseczno na przestrzeni dziejów w: Studia i materiały do dziejów powiatu piaseczyńskiego, red. J. Antoniewicz, Warszawa 1973

Niemcy we wsi (4)

ksunder

W roku 1843 zbudowano drewniany kościół w Starej Iwicznej, dotąd wszystkie sakramenty odbywały się w kościele rzymskokatolickim w Piasecznie. Podyktowane to de facto było wspomnianym wymogiem prowadzenia przez księży katolickich urzędowych metryk, co wynikało z konkordatu. Wpis dotyczący chrztu, zgonu czy ślubu stanowił jednocześnie urzędowe stwierdzenie tego faktu. Uroczystości stricte ewangelickie odbywały się w bethausach rozsianych po wsiach, działających w szkołach. Identyczne rozwiązanie stosowali olęderscy koloniści, utrzymując szkoły w Kępie Zawadowskiej i Kępie Okrzewskiej, do których uczęszczały dzieci z okolicznych wsi olęderskich, zaś w niedzielę sprawowano tu nabożeństwa. Fakt podległości odległej Pilicy sprawił, że ewangelicy z terenu dzisiejszego powiatu piaseczyńskiego i gmin podwarszawskich zaczęli zabiegać o powołanie filiału, co udało im się osiągnąć 17 czerwca 1846 roku. Wówczas utworzono filię parafii ewangelicko-augsburskiej, której administratorem został pastor parafii w Pilicy, ks. Dawid Bergemann (Bergmann). Ściąganie składek na jej utrzymanie powierzył burmistrzowi Piaseczna, co czynić miał trzy razy w roku – w kwietniu, lipcu i wrześniu. Teren filii był spory – obejmował  ówczesne gminy Czerniaków, Wilanów, Bielawę, Jeziornę, Obory, Piaseczno, Leszno-Wolę, Chyliczki, Chylice, Gołków, Wólkę Kozodawską, Pęchery i Łubnę. We wszystkich tych wsiach zamieszkiwali protestanci. Nadmieńmy aby uniknąć nieporozumień, iż nie wszystkie wsie zostały założone przez niemieckich kolonistów, ale w tym czasie mieszkali oni już w zasadzie wszędzie, wespół z Polakami. Z jednej strony byli to nierzadko dziedzice majątków, jak Rossmanowie z Bielawy, z drugiej zwyczajni rolnicy, którzy sprowadzili się w te strony. W Cieciszewie zamieszkała wówczas rodzina o nazwisku Lange, która przeniosła się w te rejony z Łomży i osiadła nad starorzeczem, do dziś zwanym z tego powodu jeziorem Niemieckim. Podobna sytuacja stała się czymś normalnym w pozostałych wsiach tych okolic. Wybiegając nieco w przyszłość napiszmy, iż w roku 1852 utworzono szkołę ewangelicką w Piasecznie, zaś 1893 wzniesiono istniejący po dziś dzień murowany kościół w Starej Iwicznej, zaś sytuację filiału uporządkowano dopiero w roku 1929. Wówczas to utworzono parafię ewangelicką, w skład której weszły kantoraty w Górze Kalwarii z Kątami oraz Solcem, a także w Kępie Zawadowskiej i Okrzewskiej. W ten sposób religijny los potomków niemieckich kolonistów złączył się ostatecznie z losem potomków osadników olęderskich.8173432Cofnijmy się do roku 1826, gdy doszło do pewnej formalnej zmiany statusu dawnych królewszczyzn. Za rządów pruskich stały się one jak pamiętamy ekonomiami, następnie przeszły we władzę Księstwa Warszawskiego, po roku 1815 ich władcą ponownie stał się król Polski, czyli car Aleksander. W roku 1826 przekazał ziemie Rządowi Królestwa i wówczas spisano ponownie kontrakty emfiteuzy z osadnikami. Ich wsie nadal wyglądały tak jak w czasie ich zakładania, miały charakter ulicówki, znajdowało się tam kilkanaście dużych gospodarstw z domem mieszkalnych, stodołą oraz oborą. Zagrodnicy posiadali mniejsze siedliska i mniej ziemi. Jak widać choć z olędrami łączyła ich wspólnota wyznaniowa, zabudowania były zupełnie inne, praktycznie niewiele różniące się od zabudowań gospodarujących tu Polaków. Choć pruska akcja kolonizacyjna dobiegła końca nim na dobre się rozpoczęła, kolejne wsie w drugiej ćwierci wieku zakładać zaczęli dziedzice okolicznych dóbr. Schemat był analogiczny, werbowano kolonistów i spisywano z nimi umowy dzierżawne, wysoko ceniąc potomków olędrów i niemieckich kolonistów. W ten sposób w dobrach wilanowskich powstały Kępa Latoszkowa (1831) a w późniejszym okresie Nadwilanówka i Kępa Nadwilanowska. W rejonie lasu chojnowskiego chylący się ku upadkowi ród Szymanowskich, który niegdyś toczył spory z Wielopolskimi z Obór, stracił rodowe Turowice. Szukając dochodu wykarczował las przynależący do majątku Łubna, tworząc wyręb zwany w ówczesnym języku borowiną. W roku 1854 założono cztery kolonie : Szulec (z którego czasem wyodrębni się Borowina), Nowy Szymanów ( z czasem złączony z Szymanowem, gdzie stał dwór Szymanowskich), Wypęk i Goździak. Wytyczyno granice kolonii, podzielono na działki i założono hipotekę. W ten sposób Walerian Szymanowski zawarł kontrakty z osadnikami, z których wszyscy byli ewangelikami i pochodzili z osad olęderskich lub niemieckich – Kępy Wilanowskiej, Kępy Okrzewskiej, Dąbrowy i Skierd. Podobnie jak w kontraktach olęderskich zostali zwolnieni na 10 lat z czynszu, w zamian mieli wznieść budynki gospodarskie, uzyskując ziemię na zasadzie wieczystej dzierżawy. Walerian Szymanowski przekazał także grunt na założenie cmentarza i szkoły, lecz nie udało mi się odnaleźć śladu jego istnienia na dawnych mapach. Z uwagi na podległość pod kantorat w Górze Kalwarii, zapewne realizowano pochówki w Mikówcu, odwiedzając bethaus w Kątach. Niedaleko w roku 1858 została założona ostatnia wieś, gdzie wraz z Polakami kontrakty podpisało dwóch potomków olędrów. Był to Czarnów w dobrach Chylic, który nazwę wziął od dziedzica Czarnowskiego.

W roku 1867 nastąpiło powszechne uwłaszczenie i odrębność wsi olęderskich oraz kolonistów została zniesiona. Podobnie jak w pozostałych tutejszych miejscowościach sporządzono tabele likwidacyjne i nadano ich mieszkańcom ziemię, wyjmując ich spod władzy dziedziców, czy przedstawicieli administracji rządowej. Wszystkie miejscowości podporządkowano utworzonym gminom, tworząc system władzy na szczeblu lokalnym.  Od tego momentu nie zakładano już nowych wsi, a w istniejących zaczął się swobodny obrót ziemią, co sprawiło, że Polacy, potomkowie kolonistów i olędrów zaczęli się ze sobą mieszać. Część wsi zachowała swój niemiecki charakter, jednak w większości wszyscy zamieszkali obok siebie, a mniejszości żydowska i niemiecka, stworzyły w tych stronach naturalną mozaikę mieszkańców.

W tym miejscu kończy się historia olędrów oraz kolonistów niemieckich, wraz ze zniesieniem ich prawnej odrębności. Od tego momentu wszyscy stali się na takich samych prawach obywatelami Królestwa, w którym podlegali rusyfikacji, w szkołach ucząc się tego języka, będąc obowiązanymi posługiwać się nim w urzędach. Na razie tym samym zakończę cykl o Niemcach we wsi, który doczeka się na blogu jeszcze swego epilogu. Trudna i powikłana historia sprawia, że historia obecności ewangelików o niemieckich nazwiskach miała się zakończyć w tych stronach w roku 1944. Do tego czasu jednak znaczna część z nich mówiła wyłącznie po polsku, a kolejne pokolenia stawały do walki o swą nową ojczyznę.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zespół Kartograficzny 
  • BAGIEŃSCY Ewa i Włodzimierz, Kąty (w:) Historia Wokół Nas, miesięcznik Co i jak (nr 61) grudzień 2003
  • BAGIEŃSCY Ewa i Włodzimierz, Słownik Historyczny Miejscowości Gminy Lesznowola

Zaginione miejsca: grób Ignacego Robaka (3)

ksunder

Ignacy Robak był osiemnastolatkiem biorącym udział w Powstaniu Styczniowym, rannym w bitwie pod pobliskim Chojnowem, pochowanym w tajemnicy na cmentarzu w Słomczynie. Z biegiem lat zupełnie o nim zapomniano; zaginął również jego grób, którego poszukiwania, jak również odkrycia z tymi wydarzeniami związane, zostały opisane kilka miesięcy temu – historię tę przeczytać można w części pierwszej oraz części drugiej niniejszego wpisu. Czytelnicy tego bloga wiedzą, iż niestety grobu w rocznicę śmierci odnaleźć się nie udało, acz poszukiwań nie zaniechałem. Stąd i nowe informacje o powstańcu, którego losy odkrywamy ponownie w 150 lat później.

Powstanie Styczniowe popierane było przez Potulickich, dziedziców tutejszych dóbr, do których należały ziemie i miejscowości leżące na południe od Jeziorki. W przeciwieństwie do właściciela majątku w Bielawie, Ludwika Rossmana, który znalazł się podczas Powstania z pod nadzorem władz carskich, czy też ówczesnego dzierżawcy Skolimowa, któremu dzierżawę skonfiskowano, Włodzimierz  hrabia Potulicki nie dał zaborcy cienia podejrzeń co do swojej lojalnej postawy. Choć w sąsiednich dobrach wilanowskich doszło do napaści na urzędników carskich, w której brał udział sztyletnik ze Słomczyna, za co ukarano Potockich wysoką grzywną, brak informacji aby karą finansową obłożono Potulickich choćby za stoczoną w Goździach bitwę oddziału Kuczyka z oddziałem rosyjskim. Zapewne hrabia odpowiedzialności za to nie poniósł, bowiem partia przeprawiła się przez Wisłę nieopodal Karczewa i traktowana była przez Rosjan jako banda, na której działania właściciel dóbr nie mógł mieć wpływu. W sąsiednich dobrach finanse Marchwickich, dziedziców Turowic, Kawęczyna i Brześc poważnie nadszarpnęła grzywna nałożona przez władze, bowiem w Szymanowie powstańcy powiesili w marcu 1863 roku dwóch kolonistów za współpracę z zaborcą. Ponoć w karczmie w Słomczynie powstańcy napaść mieli na oddział rosyjski i skraść żołd przewożony do garnizonu w Górze Kalwarii, jednak historii tej jak dotąd nie zdołano potwierdzić. Jeśliby do tego doszło konsekwencje finansowe dla Potulickich byłyby znaczne…

Przez pewien czas sądziłem, że grób może skrywać któraś z omszałych płyt nagrobnych i spędziłem nieco czasu odcyfrowując napisy na zapomnianych miejscach pochówku w Słomczynie.

Hrabia pałał do powstania wyraźną sympatią i zapewne wspierał je finansowo, podobnie jak inni nastawieni patriotycznie ziemianie. Zezwalał na ukrywanie się na terenie dóbr powstańczych partii, wbrew ciążącemu na nim obowiązku nie informował o tym władz. Jeden z takich oddziałów w końcowej fazie Powstania skrył się nad brzegiem Wisły w Dębówce, gdzie mieszkańcy okolicznych wsi dowozili zaopatrzenie bezpośrednio z Obór od hrabiego. Gdy jeden z mieszkańców Słomczyna, o nazwisku Maciej Ziemski, został podczas jednego z takich transportów schwytany przez Kozaków, nie wydał Potulickich, mimo pobytu w osławionym X Pawilonie. Jak chce legenda rodzinna Włodzimierz Potulicki miał stamtąd Macieja Ziemskiego wykupić i uchronić go w ten sposób przed wydaniem nań wyroku skazującego. Pamięć o tamtych dniach przywołuje treść tablicy wmurowanej w ścianę kaplicy Potulickich na cmentarzu w Słomczynie, gdzie właśnie z tego i wielu innych powodów znalazł się napis umieszczony wyłącznie u tego jedynego przedstawiciela rodu Potulickich -  „Wdzięczni Włościanie”.

W działaniach hrabiego wspierał ówczesny słomczyński proboszcz. Stąd i pochówek dokonany w tajemnicy, który odbył się na miejscowym cmentarzu w tydzień po bitwie pod Chojnowem, a także sporządzenie fikcyjnego aktu zgonu, bowiem w innym wypadku pochowanie powstańca nie byłoby możliwe. W oszustwie wzięli udział wikariusz Stanisław Mioduszewski, majster papierniczy Tomasz Chmielewski oraz urzędnik Banku Polskiego Hipolit Karczewski, dwaj ostatni zatrudnieni w Papierni. Jak się okazuje nazwisko umieszczone w akcie zgonu oraz na płycie nagrobnej nie było prawdziwe, bowiem Robak był tylko powstańczym pseudonimem. Być może nadanym podczas sporządzania metryki, aby ukryć jego tożsamość z obawy przed represjami, a być może pseudonim ten sam sobie zdążył jeszcze nadać, podczas działań powstańczych. Inspiracja wydaje się tu oczywista i jest nią zapewne „Pan Tadeusz”.

 

Ponieważ jak podpowiedziano mi zdarzyło się już na tutejszym cmentarzu, iż grabarze uszkodziwszy przypadkowo płytę nagrobną wyrzucili ją do pobliskiego lasu, spędziłem tam nieco czasu na bezskutecznych jak dotąd poszukiwaniach.

Zagadką pozostanie z jakiego powodu ufundowano płytę nagrobną z piaskowca, miast ograniczyć się w takim wypadku do postawienia na grobie brzozowego krzyża. Być może płyta pochodziła z późniejszego okresu, gdy po odzyskaniu niepodległości władze II Rzeczpospolitej starały się upamiętnić żyjących powstańców i miejsca walk o niepodległość. Jednakże fakt wystąpienia w akcie zgonu dwóch urzędników Papierni nie wydaje mi się przypadkowy. Ignacy mógł być z nią jakoś związany, więc być może to pracownicy zakładu ufundowali nagrobek. Tej odpowiedzi nie poznamy już nigdy.

Grób znajdował się na cmentarzu nieopodal kaplicy Marchwickich, dziedziców Brześc i Kawęczyna z czasów Powstania Styczniowego. Nie był aż tak zapomniany, jak się uprzednio wydawało, okazuje się iż przed II wojną światową znajdował się pod opieką szkoły w Słomczynie. Najstarsi absolwenci wspominają, iż wspólnie w nauczycielem Piotrem Szczurem, znanym w tej okolicy działaczem i powojennym dyrektorem Mirkowskiego Zespołu Szkół, zwanych potocznie „Cyrkiem”, rokrocznie dbali o grób, sprzątali go, ustawiali kwiaty i zapalali znicze. Podobnie jak na grobie innego powstańca o nazwisku Gut, ps. Brun, którego lokalizacji na cmentarzu chyba mało kto potrafi obecnie wskazać… Los grobu Ignacego Robaka pozostaje nieznany. Inicjatorką działań dbania o groby była nauczycielka ze szkoły w Słomczynie, późniejsza członkini Armii Krajowej, p. Antonina Olszewska. Wówczas powstańczych grobów na cmentarzu miało być jeszcze kilka…

Kaplica Marchwińskich, dziedziców Kawęczyna i Brześc, zamieszkujących dwór w Turowicach. Tuż obok niej znajdował się grób Ignacego Robaka.

Pod koniec XX wieku płyta z czerwonego piaskowca wciąż tam była, w ostatniej dekadzie zniknęła. Udało się jedynie ustalić dość dokładną lokalizację grobu, bowiem stojąc plecami do kapliczki Marchwińskich, znajdowało się przy grobie zapomnianego powstańca. Nikt nie potrafi wskazać kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach grób przestał istnieć, obecnie na jego miejscu ustawiono inne. Jak wskazywał jeden z moich rozmówców, na cmentarzu tym zdarzało się już, że usuwano potajemnie groby, uniemożliwiające rozbudowę innych. 

To co pozostało nam w 150 lat później, jest jedynie opowieścią o zwyciężonych.


Autor pragnie podziękować za pomoc – p. Stefanowi Rulskiemu i p. Katarzynie Sosnowskiej, bez których przygotowanie niniejszego tekstu nie byłoby możliwe, a przede wszystkim ustalenie lokalizacji grobu.

Ostatnia część wpisu, gdzie jak się okazuje grób udało się odnaleźć dostępna jest w tym miejscu:


Źródła i literatura:

  • SZULIŃSKA Margerita i in., Zabytki powiatu piaseczyńskiego, KOBIDZ, Warszawa-Piaseczno 2006
  • SWAT Tadeusz, Gloria victis. Mogiły poległych z okresu Powstania Styczniowego 1863 – 1864 na ziemiach polskich¸ Pruszków 2004

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci