Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Debowka

Starożytności konstancińskie

ksunder

Uroczystości 1050-lecia Chrztu Polski za nami, choć oczywiście z punktu widzenia faktografii rację ma profesor Urbańczyk zauważając, iż jest to co najwyżej rocznica ochrzczenia Mieszka, sprawującego władzę nad terytorium podbitym przez Polan, a nie Polski. Data więc to bardziej symboliczna, nie umniejszająca rzecz jasna rangi wydarzenia w wymiarze religijnym, a od lat zakorzeniona w ludzkiej świadomości jako początek państwa polskiego. Ze swych szkolnych czasów pamiętam jednak przekonanie, iż między upadkiem Rzymu a narodzinami Polski panowała wielka czarna dziura, co wynikało z takiego a nie innego nauczania historii w Szkole Podstawowej. Jak wiadomo jednak lata 476 - 966 były niezwykle bogate w wydarzenia, nie jest tak, że Polska wyłoniła się z niebytu. Warto przyjrzeć się z tej okazji temu co było wcześniej w tych stronach. Bo choć najstarszą znaną nam z dokumentów datą tyczącą się tych terenów jest rok 1253 i wzmiankowanie Cieciszewa, oraz późniejszy passus wskazujący na założenie tam parafii w roku 1236, historia tych terenów jest dużo starsza. A tak się składa, że nikt dotąd jej nie opisał i nie opracował. Poniżej więc nieco o zapomnianych dziejach tych terenów, których skróconą wersję przygotowałem na potrzeby przewodnika po tych stronach.

Niestety w przeciwieństwie do Karczewa, Góry Kalwarii czy Czerska teren gminy Konstancin-Jeziorna nie doczekał się dotąd opracowania naukowego tyczącego się odkryć archeologicznych. Choć wydaje się to niemożliwe nie prowadzono tu zresztą nigdy badań, znaleziska zawdzięczamy przypadkowym odkryciom oraz badaniom powierzchniowym prowadzonym pod koniec lat osiemdziesiątych przez Stanisława Wojdę. Stąd też niestety brak bardziej szczegółowych informacji, o ile dzięki pracy archeologów takich jak choćby Teresa Kiersnowska dowiedzieć się możemy wiele o Czersku sprzed X wieku, a teren Urzecza przynależny do gminy Karczew w dawnych wiekach opisał kilkanaście lat temu Łukasz Maurycy Stanaszek, opracowań takich dla okolic Konstancina nie znajdziemy.

2.Urnyzgrobustarosowiaskiegoodkrytew1908r.wokolicachJeziornejNajstarsze ślady obecności ludzi na tych obszarach pochodzą z okresu mezolitu i neolitu (ok. 8000 – 1800 p.n.e.), a także epoki brązu (1800 – 400 p.n.e.). Ówczesne osadnictwo podążało z biegiem Wisły, nad brzegiem której osiedlali się ludzie pozostawiając po sobie liczne narzędzia bądź fragmenty ceramiki, widoczne po dziś dzień gołym okiem choćby na skarpie nieopodal Grapy, choć niewprawne oko ich nie rozpozna. Na terenie Kawęczynka i Czarnowa odnaleziono odłupki kamienne, dowodami osadnictwa są także ślady grobów kloszowych odnajdywane w Oborach oraz Jeziornie Królewskiej. W tej ostatniej w roku 1947 odnaleziono 9 takich grobów na jednym z pól. Zasiedlony był także rejon dzisiejszej Bielawy, w roku 1984 wykopano tam grób całopalny, podobnych odkryć dokonywano we wsi często już w okresie przedwojennym, a także tuż po wojnie. Te pierwsze osady mogły przetrwać aż po okres wpływów rzymskich (do połowy V wieku naszej ery), bowiem ich istnienie poświadczają kolejne źródła materialne. W tym czasie powstała na pewno osada na terenie obecnego Kawęczyna, zachowały się ślady stałego osadnictwa w Skolimowie, Bielawie, Oborach i Cieciszewie oraz na terenie obecnej Parceli. Niewiele wiemy o tych osadach, na pewno wytapiano w nich żelazo z rud darniowych, o czym świadczą bryłki żużlu znalezione w tej ostatniej miejscowości. Ciekawym przypadkiem jest niepozorna Dębówka, gdzie odkryto cmentarzysko z okresu wczesnorzymskiego. Jak widać prócz Skolimowa położonego nad Jeziorką osadnictwo wyznaczyła wiślana skarpa i koryto rzeki. Wisła stała się ówczesnym szlakiem handlowym, a wzdłuż niej z czasem powstała droga handlowa prowadząca na wschód. Rejon ten penetrowano już w II wieku, bowiem z tego okresu pochodzą monety z czasów cesarza Trajana, które odnaleziono w okolicach Powsina. Podobne znaleziska pochodzą z okolic Czerska.

Osada w tej miejscowości istniała już co najmniej w wieku VII, w wieku XI przekształcając się w gród. Z jego istnieniem jako ważnego ośrodka na mapie tych okolic wiązać należy także rozprzestrzenianie się tutejszego osadnictwa wzdłuż drogi wiodącej nad rzeką. Podążali nim kupcy, trwała wymiana handlowa, stanowił on jedynie fragment dłuższego szlaku biorącego swój początek w Marsyli, prowadzącego przez Europę aż do Kijowa. Kilka lat temu na terenie Parceli odnalezione zostały arabskie monety pochodzące z wieku X, czemu zresztą poświęciłem swego czasu odrębny wpis - dostępny TUTAJ. W XI wieku powstała już osada na terenie Kawęczynka, niewiele późniejsze są znaleziska pochodzące z Bielawy, Jeziorny Królewskiej i Cieciszewa. O ile osada w Kawęczynku nie przetrwała, te trzy ostatnie stanowią najstarsze istniejące po dziś dzień nieprzerwanie gminne miejscowości. Wszystkie powstały nad wiślanym nurtem, wówczas płynącym nieco bliżej skarpy niż obecnie. Jeziorna wykształciła się z osady położonej nad brodem przez Jeziorkę, zaś w Cieciszewie znajdowała się wówczas przeprawa przez Wisłę. Jeśli spojrzymy na historię lat późniejszych, zauważymy iż nieco to symboliczne, bowiem rzeka Jeziorka rozdzielać miała ziemię warszawską od czerskiej, w tej pierwszej położona będzie Bielawa, w drugiej Cieciszew, a na jej granicy znajdzie się Jeziorna Królewska.

Gdy Mieszko przyjmuje wiarę chrześcijańską w Czersku istnieje gród, do którego prowadzi droga. Być może już wówczas osiedlają się przy niej ludzie, którzy założą te trzy osady. O ile w Jeziornie i Bielawie nie sposób się doszukiwać śladów zachowanego grodu, układ terenu w Cieciszewie po dziś dzień wskazuje nam dość jasno na jego istnienie, o czym przeczytać można w tym wpisie. Z czasem ziemie te staną się częścią Księstwa Mazowieckiego, a dopiero później Polski. Lecz kto pamięta, że historia gminy Konstancin-Jeziorna bierze początek na długo wcześniej?


Źródła i literatura:

  • NID, AZP

Zaginione miejsca: grób Ignacego Robaka (3)

ksunder

Ignacy Robak był osiemnastolatkiem biorącym udział w Powstaniu Styczniowym, rannym w bitwie pod pobliskim Chojnowem, pochowanym w tajemnicy na cmentarzu w Słomczynie. Z biegiem lat zupełnie o nim zapomniano; zaginął również jego grób, którego poszukiwania, jak również odkrycia z tymi wydarzeniami związane, zostały opisane kilka miesięcy temu – historię tę przeczytać można w części pierwszej oraz części drugiej niniejszego wpisu. Czytelnicy tego bloga wiedzą, iż niestety grobu w rocznicę śmierci odnaleźć się nie udało, acz poszukiwań nie zaniechałem. Stąd i nowe informacje o powstańcu, którego losy odkrywamy ponownie w 150 lat później.

Powstanie Styczniowe popierane było przez Potulickich, dziedziców tutejszych dóbr, do których należały ziemie i miejscowości leżące na południe od Jeziorki. W przeciwieństwie do właściciela majątku w Bielawie, Ludwika Rossmana, który znalazł się podczas Powstania z pod nadzorem władz carskich, czy też ówczesnego dzierżawcy Skolimowa, któremu dzierżawę skonfiskowano, Włodzimierz  hrabia Potulicki nie dał zaborcy cienia podejrzeń co do swojej lojalnej postawy. Choć w sąsiednich dobrach wilanowskich doszło do napaści na urzędników carskich, w której brał udział sztyletnik ze Słomczyna, za co ukarano Potockich wysoką grzywną, brak informacji aby karą finansową obłożono Potulickich choćby za stoczoną w Goździach bitwę oddziału Kuczyka z oddziałem rosyjskim. Zapewne hrabia odpowiedzialności za to nie poniósł, bowiem partia przeprawiła się przez Wisłę nieopodal Karczewa i traktowana była przez Rosjan jako banda, na której działania właściciel dóbr nie mógł mieć wpływu. W sąsiednich dobrach finanse Marchwickich, dziedziców Turowic, Kawęczyna i Brześc poważnie nadszarpnęła grzywna nałożona przez władze, bowiem w Szymanowie powstańcy powiesili w marcu 1863 roku dwóch kolonistów za współpracę z zaborcą. Ponoć w karczmie w Słomczynie powstańcy napaść mieli na oddział rosyjski i skraść żołd przewożony do garnizonu w Górze Kalwarii, jednak historii tej jak dotąd nie zdołano potwierdzić. Jeśliby do tego doszło konsekwencje finansowe dla Potulickich byłyby znaczne…

Przez pewien czas sądziłem, że grób może skrywać któraś z omszałych płyt nagrobnych i spędziłem nieco czasu odcyfrowując napisy na zapomnianych miejscach pochówku w Słomczynie.

Hrabia pałał do powstania wyraźną sympatią i zapewne wspierał je finansowo, podobnie jak inni nastawieni patriotycznie ziemianie. Zezwalał na ukrywanie się na terenie dóbr powstańczych partii, wbrew ciążącemu na nim obowiązku nie informował o tym władz. Jeden z takich oddziałów w końcowej fazie Powstania skrył się nad brzegiem Wisły w Dębówce, gdzie mieszkańcy okolicznych wsi dowozili zaopatrzenie bezpośrednio z Obór od hrabiego. Gdy jeden z mieszkańców Słomczyna, o nazwisku Maciej Ziemski, został podczas jednego z takich transportów schwytany przez Kozaków, nie wydał Potulickich, mimo pobytu w osławionym X Pawilonie. Jak chce legenda rodzinna Włodzimierz Potulicki miał stamtąd Macieja Ziemskiego wykupić i uchronić go w ten sposób przed wydaniem nań wyroku skazującego. Pamięć o tamtych dniach przywołuje treść tablicy wmurowanej w ścianę kaplicy Potulickich na cmentarzu w Słomczynie, gdzie właśnie z tego i wielu innych powodów znalazł się napis umieszczony wyłącznie u tego jedynego przedstawiciela rodu Potulickich -  „Wdzięczni Włościanie”.

W działaniach hrabiego wspierał ówczesny słomczyński proboszcz. Stąd i pochówek dokonany w tajemnicy, który odbył się na miejscowym cmentarzu w tydzień po bitwie pod Chojnowem, a także sporządzenie fikcyjnego aktu zgonu, bowiem w innym wypadku pochowanie powstańca nie byłoby możliwe. W oszustwie wzięli udział wikariusz Stanisław Mioduszewski, majster papierniczy Tomasz Chmielewski oraz urzędnik Banku Polskiego Hipolit Karczewski, dwaj ostatni zatrudnieni w Papierni. Jak się okazuje nazwisko umieszczone w akcie zgonu oraz na płycie nagrobnej nie było prawdziwe, bowiem Robak był tylko powstańczym pseudonimem. Być może nadanym podczas sporządzania metryki, aby ukryć jego tożsamość z obawy przed represjami, a być może pseudonim ten sam sobie zdążył jeszcze nadać, podczas działań powstańczych. Inspiracja wydaje się tu oczywista i jest nią zapewne „Pan Tadeusz”.

 

Ponieważ jak podpowiedziano mi zdarzyło się już na tutejszym cmentarzu, iż grabarze uszkodziwszy przypadkowo płytę nagrobną wyrzucili ją do pobliskiego lasu, spędziłem tam nieco czasu na bezskutecznych jak dotąd poszukiwaniach.

Zagadką pozostanie z jakiego powodu ufundowano płytę nagrobną z piaskowca, miast ograniczyć się w takim wypadku do postawienia na grobie brzozowego krzyża. Być może płyta pochodziła z późniejszego okresu, gdy po odzyskaniu niepodległości władze II Rzeczpospolitej starały się upamiętnić żyjących powstańców i miejsca walk o niepodległość. Jednakże fakt wystąpienia w akcie zgonu dwóch urzędników Papierni nie wydaje mi się przypadkowy. Ignacy mógł być z nią jakoś związany, więc być może to pracownicy zakładu ufundowali nagrobek. Tej odpowiedzi nie poznamy już nigdy.

Grób znajdował się na cmentarzu nieopodal kaplicy Marchwickich, dziedziców Brześc i Kawęczyna z czasów Powstania Styczniowego. Nie był aż tak zapomniany, jak się uprzednio wydawało, okazuje się iż przed II wojną światową znajdował się pod opieką szkoły w Słomczynie. Najstarsi absolwenci wspominają, iż wspólnie w nauczycielem Piotrem Szczurem, znanym w tej okolicy działaczem i powojennym dyrektorem Mirkowskiego Zespołu Szkół, zwanych potocznie „Cyrkiem”, rokrocznie dbali o grób, sprzątali go, ustawiali kwiaty i zapalali znicze. Podobnie jak na grobie innego powstańca o nazwisku Gut, ps. Brun, którego lokalizacji na cmentarzu chyba mało kto potrafi obecnie wskazać… Los grobu Ignacego Robaka pozostaje nieznany. Inicjatorką działań dbania o groby była nauczycielka ze szkoły w Słomczynie, późniejsza członkini Armii Krajowej, p. Antonina Olszewska. Wówczas powstańczych grobów na cmentarzu miało być jeszcze kilka…

Kaplica Marchwińskich, dziedziców Kawęczyna i Brześc, zamieszkujących dwór w Turowicach. Tuż obok niej znajdował się grób Ignacego Robaka.

Pod koniec XX wieku płyta z czerwonego piaskowca wciąż tam była, w ostatniej dekadzie zniknęła. Udało się jedynie ustalić dość dokładną lokalizację grobu, bowiem stojąc plecami do kapliczki Marchwińskich, znajdowało się przy grobie zapomnianego powstańca. Nikt nie potrafi wskazać kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach grób przestał istnieć, obecnie na jego miejscu ustawiono inne. Jak wskazywał jeden z moich rozmówców, na cmentarzu tym zdarzało się już, że usuwano potajemnie groby, uniemożliwiające rozbudowę innych. 

To co pozostało nam w 150 lat później, jest jedynie opowieścią o zwyciężonych.


Autor pragnie podziękować za pomoc – p. Stefanowi Rulskiemu i p. Katarzynie Sosnowskiej, bez których przygotowanie niniejszego tekstu nie byłoby możliwe, a przede wszystkim ustalenie lokalizacji grobu.

Ostatnia część wpisu, gdzie jak się okazuje grób udało się odnaleźć dostępna jest w tym miejscu:


Źródła i literatura:

  • SZULIŃSKA Margerita i in., Zabytki powiatu piaseczyńskiego, KOBIDZ, Warszawa-Piaseczno 2006
  • SWAT Tadeusz, Gloria victis. Mogiły poległych z okresu Powstania Styczniowego 1863 – 1864 na ziemiach polskich¸ Pruszków 2004

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci