Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : wojny-i-powstania

W małym dworku

ksunder

1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Z rozmaitych powodów (nie tylko politycznych) podejście do obchodów wywołuje nierzadko skrajne reakcje. Wdawał się w rozważania na ten temat nie będę, na blogu pisałem kiedyś o "Barrym", pojawił się także gościnny tekst Tomasza Zymera o “Ince”. Rzecz nie tylko w żołnierzach wyklętych, nie wszyscy poszli po wojnie do lasu, niektórzy usiłowali żyć zwykłym życiem, lecz im na to nie pozwolono. Wśród nas po dziś dzień żyje cicha bohaterka, p. Barbara Żugajewicz-Kulińska, która wzięła udział w Powstaniu Warszawskim, biorąc udział w walkach o tutejszą Papiernię. A po wojnie miała za to zapłacić straszną cenę. Jutro odbędzie się z jej udziałem spotkanie - szczegóły na zamieszczonym na dole wpisu plakacie. Ponadto obejrzeć będzie można film o działalności UB w willi “Biały Dworek”. Właściwie to MBP, bo jako taka Służba Bezpieczeństwa jeszcze nie istniała, ale to nic nie znaczący szczegół. Ironia historii sprawiła, iż mało kto pamięta, iż w tej willi będącej później częścią STOCERu, katowano ludzi. Informacji tej nie znajdziemy nawet w tutejszych spacerownikach, zaś kultura masowa przetworzyła tę informację, tworząc legendę czerwonego kata z UB, który straszyć ma w opuszczonym komisariacie MO na ulicy Niecałej, gdzie UB swej siedziby nigdy nie miało. Lecz nim do tego doszło, po zniszczeniu warszawskiego szpitala Św. Ducha, willa stała się miejscem, gdzie operacje przeprowadzali ewakuowani stamtąd lekarze. Jak chcą niektóre wspomnienia, w tajemnicy operowano tu nocami rannych Powstańców. Po wojnie willa stała się siedzibą UB, a piękna mozaika nad wejściem, widoczna na zdjęciu poniżej, zamiast lekarzy i żołnierzy AK, witała funkcjonariuszy reżimu. Twórcy filmu zadali mi pytanie, jak długo “Biały Dworek” był siedzibą organów. Dokumenty w IPN na ten temat milczą, ja jednak obstawiłbym lata 1954 - 56, co wiązało się z wygaszaniem i likwidacją osiedla na Królewskiej Górze, a także rozwiązaniem MBP po ucieczce Józefa Światły. W tym czasie siedziba ta została przeniesiona do Włoch. Lecz nim do tego doszło, “Biały Dworek” zmienił się w miejsce terroru. I o tym dziś chciałbym przypomnieć, publikując mało znaną relację p. Barbary, o tym co spotkało ją po wojnie. Pełny tekst jej powstańczych wspomnień znajduje się w archiwum historii mówionej. Przeczytajcie.

Bialy_Dworek_3_mozaika_2015__Fot__Sygowska

Po wyzwoleniu trzeba było zapłacić za patriotyzm (...) i zaczęła się działalność UB. Istnieje do dzisiejszego dnia piękna willa, wtedy jeszcze piękna, pod tytułem „Biały Dworek”, rzeczywiście był piękny biały dworek, za którą to siedzibę wybrał sobie pan Zbigniew Trams – szef UB w 1946–1947 roku. Zaczęło się z jego strony postępowanie takie, jak wszystkich UB-owców, z tym że różnie to robili, w różny sposób, różnymi metodami. Ja wówczas miałam lat siedemnaście.

Zostałam porwana, brzmi to może dzisiaj troszeczkę śmiesznie, ale autentycznie zostałam porwana. Wracałam mianowicie od przyjaciół z korepetycji, bo już wtedy uczyłam się, w szkole u Rejtana na Królewskiej Górze w Konstancinie było już liceum uruchomione, wszyscy zaczęliśmy kontynuować przerwaną podczas Powstania naukę. (...) Była taka sytuacja: to był 6 grudnia 1945 roku, to pamiętam dokładnie, tak jak datę urodzenia, takich rzeczy się przecież nie zapomina. Wyszliśmy z domu kolegi, który mieszka powiedzmy kilometr ode mnie, było mroźnie, ale bez śniegu, dosyć ostro. Weszliśmy do otwartej zresztą furtki [mojego domu]. Kolega, grzeczny chłopak, chciał mnie odprowadzić do samych drzwi domu i w momencie, kiedy wzięłam za klamkę, a była to szarówka, nie zdążyłam wziąć za klamkę i zastukać, żeby mnie domownicy otworzyli drzwi, z tyłu podeszło do mnie jakiś dwóch mężczyzn, wykręcili mi ręce, mojemu koledze również, jeden z nich dał mi kopniaka w tyłek i wyprowadzili nas z ogrodu. Nie zdążyłam nawet pisnąć, krzyknąć, nie było czasu, to było tak wszystko szybko, że absolutnie nie było czasu. Zaprowadzili nas właśnie do tego „Białego Dworku”, do siedziby UB i po drodze domyślałam się, że coś się zaczyna dziać, że coś jest nie tak. Zresztą ojciec mój, który był człowiekiem bardzo czujnym i obserwował, co się dzieje w Polsce, uprzedzał mnie, żebym nigdzie nic nie mówiła, nie rozmawiała, nie nawiązywała żadnych kontaktów, przestrzegał mnie. Wszystko to wiedziałam, miałam tylko okazję włożyć rękę do kieszeni mojemu koledze, miałam bardzo piękny pierścionek na palcu, zresztą dostałam go od ojca z jakiejś okazji rocznicowej, ten pierścionek koledze wrzuciłam do kieszeni, bo wiedziałam że mi zabiorą, bo mój przypadek nie był pierwszym przypadkiem. Oczywiście Wojtek przybiegł, pierścionek zaraz oddał ojcu, wszyscy już w domu wiedzieli, że Baśka jest aresztowana, bo on rozstał się ze mną przy tej instytucji, o której mowa, to znaczy przy Urzędzie Bezpieczeństwa, przy siedzibie Urzędu Bezpieczeństwa. I tam się zaczęło dopiero to, co powiedziałam na wstępie, że zaczęło się drugie życie za patriotyzm. Najpierw kazali mi się rozebrać, później musiałam wysłuchać całej masy różnych uwag na temat swojego ciała, że tu trochę jest za dużo, tu trochę za mało, był tam właśnie pan Zdzisław Trams, mówię to po raz pierwszy: pan Trams, bo się nigdy nikt nie interesował, co się z nim stało, a bił tutaj, maltretował, dziesiątki młodzieży.

e2ab52c5af1145d5a3842294d4b8fc0680060000

Ale poza panem Tramsem moim głównym katem, to był mój kolega, z lasu, pan Roman Wernio, też mówię nazwisko, nie ma już tajemnic w tej chwili żadnych. Był to parobek z dawnego majątku państwa Branickich w Wilanowie, który przyszedł do nas do lasu, do nas mówię, do naszego lasu chojnowskiego, powiedział, że ma broń i że bardzo chętnie będzie walczył w partyzantce. Został przyjęty jako ochotnik, rozpracował całe środowisko i po wejściu Sowietów i NKWD i UB naszego polskiego, wszystko miał gotowe. Tak że mnie lejąc, bijąc, ja właściwie nic nie musiałam mówić, oni wszystko wiedzieli. Odwrotnie, ja się od nich dowiadywałam, czego mam nie mówić, bo wiedziałam, że oni już to wiedzą. Bicie wyglądało tak jak wszyscy opisują, wszyscy wiemy doskonale, jak się biło, ja to wszystko przeżyłam, z tym że miałam wtedy siedemnaście lat i było dwóch młodych chłopów, niewiele ode mnie starszych, jeden miał może dwadzieścia dwa, drugi może dwadzieścia cztery. Trams nie wiem, może mniej, dobrze zbudowani jeden i drugi, oni mi się kazali rozebrać i postawili mnie na stołku o trzech nogach, kazali mi przewiesić się przez stołek. Dostałam po kręgosłupie ze trzydzieści razy pałka metalową, obciągniętą gumą. Uwaga pana Tramsa wobec mojego kolegi z lasu, pseudo-kolegi z lasu: „Wiesz co, lej, nic jej nie będzie, nie zdechnie, dobrze zbudowana, lej, nic jej nie będzie”. No więc efekt tego był taki, że, wtedy jeszcze nie byłam taka rozsądna, jak w tej chwili, byłam strasznie pyskata, zwymyślałam ich od bandytów, od bandziorów, od najgorszych, im więcej się z nimi kłóciłam, tym więcej dostawałam.

W pewnym momencie usłyszałam: „Hmhm” – takie chrząknięcie, w którym rozpoznałam mojego ojca, on siedział za drzwiami i czekał na mnie, ponieważ powiedzieli mu, że owszem jestem na zeznaniu, ale zaraz będę, zaraz mnie wypuszczą. Nie prawda, wcale mnie nie wypuścili, tak mnie zbili, że następnego dnia, jak mnie ojciec odbierał od nich, to lekarz powiedział: „Wie pan co, niech pan Baśce wezwie raczej księdza, bo ja już tutaj nic nie pomogę”. Byłam zbita, dwa miesiące nie chodziłam do szkoły, ponieważ byłam koloru przysłowiowej wątroby. Do dzisiejszego dnia zresztą odczuwam bóle kręgosłupa, ponieważ miałam pęknięty w dwóch miejscach kręgosłup, to niestety nie daje się tego zreperować i już się nie zreperuje.

Od tamtej pory zaczęło się: wzywania, nękania, właściwie co dwa, trzy tygodnie musiałam się meldować. Pan Trams z powodu mojej osoby nie pozwolił mojej klasie zrobić studniówki, kiedy już przygotowaliśmy się w następnym roku do matury. Wszędzie za mną ktoś łaził, do tego stopnia, że wpadłam w tak straszną nerwicę, że jak mnie ojciec wysłał na rehabilitację do Zakopanego, w gronie moich kolegów, przyjaciół, to mnie się ciągle wydawało, za mną szedł mój brat, a mnie się ciągle wydawało, że idzie za mną ktoś, kto mnie zaraz złapie za ramię i mnie wepchnie gdzieś, albo zrobi mi jakąś krzywdę.

To trwało do 1956 roku.(...)

źródło: wspomnienia Barbary Kulińskiej w AHM

kurek_konst_16

P. Barbara nie była żołnierzem wyklętym, podczas wojny należała do oddziału NSZ, który w chwili wybuchu Powstania był już częścią AK. Lecz to przynależność do NSZ sprawiła, że była po wojnie prześladowana. Pod powyższym linkiem znajdziecie dalszy ciąg wspomnień pani Barbary, włącznie z opisem procesu o szpiegostwo jaki jej w połowie lat pięćdziesiątych planowano wytoczyć. A podczas spacerów spoglądając na “Biały Dworek” warto pamiętać, że skrywa on w sobie fragment tragicznych losów wielu mieszkańców tych okolic.

we wpisie wykorzystano zdjęcie ze zbiorów WMK, autorstwa Iwony Sygowskiej (mozaika)  oraz akwarelę autorstwa Stanisława Kurka

12742648_897367663718290_3157167523728384364_n

Żołnierze zapomnianych bitew (2)

ksunder

dalszy ciąg wpisu o żołnierzach poległych podczas Wielkiej Wojny

Pochowani w Maryninie żołnierze armii rosyjskiej spoczęli w zbiorowych mogiłach. Z powodu braku wspomnianych nieśmiertelników nie poznamy ich nazwisk. Jedynie w przypadku oficera zrobiono wyjątek i jego funkcję uwieczniono na polnym kamieniu. Informację, o liczbie pochowanych tu 37 żołnierzy carskiego wojska czerpiemy z głazy w centralnej części mauzoleum, dziś napis niemal już całkiem uległ zatarciu. Ponadto w zewnętrznym kręgu zachowały się inskrypcje 15 poległych szeregowcach.

3 RUSSEN

6 RUSSEN

6 RUSSEN – ZEWNĘTRZNY KRĄG

EIN RUSS STABSKAPITAN OKT.14

Jesienią 1914 roku frontem zachodnim dowodził generał Nikołaj Iwanow, który w dniu 10 października zarządził przejście do ofensywy, wskutek czego Rosjanie przeszli z pozycji obronnych do forsowania linii Wisły i Jeziorki. Dokonywała tego 4 armia pod dowództwem generała Aleksieja Ewerta.  Nie będę rozpisywał się tu szczegółowo na temat jej zmiennej w toku działań wojennych organizacji, w jej skład wchodziły m. in. dywizje piechoty, saperów, artylerii oraz oczywiście kozaków z kazańskiego, moskiewskiego i dońskiego okręgu wojskowego. Korpusy w skład armii weszły w większości w dniu 10 października, kiedy rozpoczęło się natarcie. W walce brały udział również korpusy z Mińska i Brześcia Litewskiego należące do Warszawskiego Okręgu Wojskowego,  wchodzące w skład 5 Armii dowodzonej przez generała Pawła von Plehwe. Kontratak przeprowadzono od strony Czerska, więc wyraźnie Niemcy nad Jeziorką zostali wzięci w dwa ognie. Niestety w tym miejscu musimy poprzestać, bowiem o ile udałoby się zapewne ustalić, który korpus i dywizja piechoty prowadziła natarcie przez rzekę Jeziorkę, a nawet być może dotrzeć do listy poległych jesienią w 1914 roku, nie poznamy imion żołnierzy, z racji braku wspomnianych nieśmiertelników

BzrrybZCMAAD2MG1914. Rosyjska armia przygotowuje się do obrony Warszawy.

Wśród 37 Rosjan pochowanych w Maryninie, nie wszyscy musieli polec podczas jesiennej bitwy. Mogą również przynależeć do 15 korpusu armijnego, opuszczającego Warszawę w sierpniu 1915 roku. Wówczas także doszło do krwawych walk, gdy pod koniec lipca Niemcy dotarli pod Warszawę. Doszło do krwawych starć m. in. w Czarnym Lesie czy niedalekiej Jesówce, gdzie kilkudziesięciu żołnierzy zginęło 27 lipca. Niemcy zamknęli pierścień warszawski dopiero 2 sierpnia, gdy pojawili się w Konstancinie, następnie skierowali ku stolicy. W okolicy wciąż pozostawały rosyjskie wojska, wycofujące się przez Wisłę, wysadzające przy tym wszystkie mosty. W żadnej mierze nie określimy tu szczegółowo rosyjskich oddziałów. W poprzednim wpisie pominąłem dwóch pochowanych w Maryninie żołnierzy niemieckich, poległych podczas ataku na wycofujących się Rosjan w dniu 5 sierpnia, należących do 336 Pułku Piechoty wchodzącego w skład 84 Dywizji Piechoty z garnizonem w Poznaniu. To dywizja prowadząca atak od zachodu, walcząca w Jazgarzewie, zresztą nie tylko tam znajdziemy groby jej żołnierzy. Na cmentarzu w Wólce Pęcherskiej znajdują się inne mogiły z sierpnia 1915 żołnierzy z tych jednostek (Pułk 333 i 336, oba z 84 Dywizji), podobnie w wypadku pojedynczych mogił, gdzie szczątki zostały już przeniesione w Piasecznie i najbliższych okolicach.

Skacząc nieco po chronologii wydarzeń, udajmy się jeszcze do miejsca, gdzie złożono poległych chronologicznie najwcześniej. Za cmentarzem w Słomczynie pochowano żołnierzy Imperium Rosyjskiego, wcielonych do wojska spośród Polaków na Wileńszczyźnie i ziemi grodzieńskiej. Zagadką pozostanie z jakiego powodu mogiła znalazła się za murem cmentarnym, polegli bowiem już pod koniec września 1914 roku, podczas ochodu armii niemieckiej w kierunku Warszawy. Frontem zachodnim dowodził tu wspominany już generał Nikołaj Iwanow, wspomagany dość mocno przez mieszkańców, witających żołnierzy rosyjskich bardzo życzliwie, co zadziwiło Rosjan, obawiających się wraz z wybuchem wojny odrodzenia polskiego patriotyzmu. W ostatnich dniach września na linię rzeki Jeziorki wycofywał się 23 korpus armijny dowodzony przez generała-lejtnanta Leonida-Otto Ottowicza Sireliusa, w skład którego wchodziła 23 dywizja haubic stacjonująca w Górze Kalwarii osłaniana przez batalion saperów i brygady piechoty, w tym dowodzony przez generała-majora Konstantina Konstantinowicza Schildbacha Lejb-Gwardyjski Litewski Pułk, stacjonujący w Warszawie, który po bitwie nad jeziorami Mazurskimi wycofywał się na południe, by ostatecznie wziąć udział w bitwie pod Łodzią. Część żołnierzy spoczęła w Słomczynie, a imion ich nie poznamy już ze znanych już powodów.


1915. Niemiecka armia w Warszawie.

Na granicy wsi Piaski i Cieciszew znajdziemy jeszcze niewielką mogiłę, usypaną w kształt okręgu. Również tu złożono niemieckich żołnierzy, poległych podczas walk nieopodal przeprawy przez starorzecze. Jak chce miejscowy przekaz polegli oni w roku 1914, choć w żaden sposób nie możemy tego potwierdzić. Walki w tej okolicy były krwawe, kościół w Słomczynie górujący nad okolicą z wiślanej skarpy został ostrzelany, a częściowemu zniszczeniu uległa dzwonnica. Poległych pochowano w zbiorowej mogile i być może to właśnie wskutek ostrzału artyleryjskiego nieśmiertelniki uległy zniszczeniu, a być może informacje te przepadły z innych powodów. Żołnierze byli częścią wymienionych już w tych wpisach pułków.

Na zakończenie przywołam epitafium nagrobne widniejące na jednej z mogił poległych podczas walk I Wojny na południu Polski, które wydaje mi się niezwykle trafne w tym wypadku:

Ziemia na której walczyliście / Nie dla wszystkich była ojczyzną / Teraz was obejmuje / I jest waszą matką

 


Dziś wyjątkowo bez bibliografii, bo korzystałem z opracowań ogólnych, które wymieniałem już w innych wpisach zamieszczonych na blogu, dotyczących I Wojny Światowej.

Żołnierze zapomnianych bitew (1)

ksunder

wpis o poległych podczas Wielkiej Wojny

Mija właśnie stulecie od wybuchu Wielkiej Wojny i bitwy toczonej na tych terenach jesienią 1914 roku, która zmieniła teren obecnego powiatu piaseczyńskiego w miejsce rozlicznych pochówków. Wiele z mogił już nie istnieje, niektóre nie przetrwały czasów dwudziestolecia, jak w wypadku Czarnowa, gdzie dopiero niedawno odkryliśmy, iż nieistniejące już krzyże, oznaczone w latach trzydziestych na wojskowych mapach, skrywały szczątki poległych w tutejszych lasach. W kilkadziesiąt lat później nie pozostał po nich żaden ślad, a po latach wybudowano w tym miejscu domy. Większość żołnierzy złożono do grobów bezimiennie i utarło się uważać, że I Wojna nie była wojną Polaków. Niesłusznie, bowiem pomijając fakt, iż z wojny tej wyłoniła się odrodzona Polska, walczyło w niej wielu żołnierzy wcielonych do zaborczych armii, którzy stracili podczas niej życie.

1385948_443954689058170_1422025349_nDywizja haubic z Góry Kalwarii okopana na skarpie między Moczydłowem a Górą Kalwarią, jesień 1914. O tej jednostce w kolejnym wpisie.

Miejsca pochówku rozsiane są w całym kraju, najczęściej na zbiorczych nagrobkach podana jest liczna poległych. Spróbujmy więc sprawić, aby żołnierze stali się w rocznicę tych wydarzeń mniej nieznani i anonimowi. Na początku powrócę do Marynina, gdzie znajduje się miejsce pochówku poległych podczas krwawej bitwy toczonej wokół Warszawy równo sto lat temu, podczas której w tych stronach apogeum przypadło na dni 14 – 18 października 1914. Opisał powyższe wydarzenie Stefan Żeromski w opowiadaniu „Pomyłki”, opis wydarzeń oraz samego starcia przedstawiałem już w kilku wpisach na blogu, wraz z okolicznościami powstania mauzoleum (linki zamieszczam poniżej), dziś więc je pominę. Tym razem równo wiek od tamtych wydarzeń pora zamieścić listę poległych, których nazwiska udało się odcyfrować z zatartych kamieni. W Maryninie pochowano 29 żołnierzy pruskiej armii i 37 rosyjskiej, jednakże z wielu nagrobków nie sposób odczytać nazwisk,  nie znajdziemy tu także informacji na temat rosyjskich żołnierzy. Ich nazwisk nie doszukamy się na kamieniach, bowiem walczący w armii carskiej w przeciwieństwie do armii cesarskiej nie nosili nieśmiertelników, umożliwiających ich identyfikację. Poniżej powtórzę zestawienie poległych za portalem do broni (przy okazji zaznaczając, iż istnieje spora szansa na pełną identyfikację poległych, bowiem trwają właśnie poszukiwania w niemieckich archiwach wojskowych, których wyników jeszcze nie otrzymałem)[ uzupełnienie z 16 października: listę uzupełniono w oparciu o dane MWKZ):

A. FABIAŃSKI (FABINSKI?) 3 KP. INF. REG. 141 GEF 13 OKTOBER 1914

REKOWSKI GEF. 13. OKT. 1914   -  

Gefrajter PAUL ZEIDLER ? 7 KP. INF. REG. 150 ? 18 OKTOBER 1914

R. LIPMANN ? 7 KP. INF. REG. 150 GEF 18 OKTOBER 1914

Unter Offizier FRIEDR. LEHMANN ? 7 KP. INF. REG. 150 GEF. 18 OKTOBER 1914

MOCZINSKI (?) ? 3 KP. INF. REG. 150 ? 18 OKTOBER 1914

H. KEMNITZ ? 7 KP. INF. REG. 150 ? 18 OKTOBER 1914

Gefr. FRANK ? 7 KP. INF. REG. 150 ? 18 OKTOBER 1914

Vizefeldfebel EMIL R. KRATZKE ? 3 KP. INF REG. 141 ? 18 OKTOBER 1914

...OELTZE ? INF. REG. 141 ? 18 OKTOBER 1914

STICKLORAT 7 KP. INF. REG. 150 GEF. 18 OKT. 1914

EIN DEUTSCHER KRIEGER INF. REG. 150

EIN DEUTSCHER KRIEGER INF. REG. 176

H. KENNITZ

EIN TAPFEREK DES. INF. REG. 141 OKT. 1914

ROGOZINSKI 5 KRUNF. REG. 336 CEF.5.AUGUST.15

...AMPKE ? INF. REG. 336 ? AUGUST 1915

Pułk 150 (1. Ermlandisches Infanterie-Regiment Nr. 150), do którego większość poległych w roku 1914 przynależała wchodził w skład 75 Brygady stanowiącej część 37 Dywizji Piechoty z XX Korpusu pod dowództwem generała Friedericha von Scholtza. Siedzibą macierzystą tego pułku był Olsztyn, skąd wiódł szlak bojowy po odrzuceniu rosyjskiego ataku na Tannenberg w sierpniu 1914 roku. Z kolei chełmiński pułk 141 (Kulmer Infanterie-Regiment Nr. 141), którego żołnierze stacjonowali w Grudziądzu i Brodnicy wraz z wojakami z innego pułku, który znajdziemy jeszcze na jednym z nagrobków [to jest zachodniopruskim pułkiem 176 (9. Westpreußisches Infanterie-Regiment Nr. 176) z Chełmna i Grudziądza] należał do 35 Dywizji, wchodzącej w skład XVII Korpusu dowodzonego przez generała Augustusa von Mackensena. Utarło się jednak błędnie podawać, że pod Warszawą walczyła armia Mackensena i jako taka funkcjonuje w literaturze, sam zresztą kiedyś do druku taką pomyłkę podałem. Jednak jej dowódcą August von Mackensen dowódcą zostać miał dopiero 1 listopada. De facto dowodził on wydzieloną grupą operacyjną z 9 Armii, w skład której wchodziły wymienione wyżej pułki, których zadaniem było zajęcie Warszawy. Pochowani w Maryninie pochodzą w większości z tej armii, choć nie jest do końca pewne, czy rzeczywiście polegli w dniu 18 października, czy też datę taką wypisano na krzyżach pierwotnie znaczących miejsce pochówku, bowiem natężenie walk na linii rzeki Jeziorki przypadło kilka dni wcześniej. Oczywiście mogli polec także podczas odwrotu, choć tego już obecnie się nie dowiemy.

macken

Augustus von Mackensen, zwany długowiecznym. Postać niezmiernie ciekawa, przeżył lat 96, umierając w roku 1945, po klęsce hitlerowskich Niemiec, jako ostatni feldmarszałek z czasów Wielkiej Wojny. Od roku 1938 w wyraźnej opozycji do nazizmu i Hitlera, ale również zwolennik rewizji granic z II Rzeczpospolitą.

Jak łatwo zauważyć pochowano tu również poległych w roku 1915. O nich, a także o rosyjskich żołnierzach, których tu złożono oraz pochowanych w Słomczynie i Cieciszewie opowie druga część tego wpisu.

A na blogu opisano również wydarzenia, wskutek których pochowano poległych w opisanych miejscach:

Zaś mającym czas w dniu 16 października podrzucę jeszcze, iż Towarzystwo Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina organizuje wycieczkę do Marynina, na którą zaprasza chętnych. Wycieczka rozpocznie się o godz. 11.00 z udziałem przewodnika. Zbiórka w Starej Papierni na placu przy bankomacie- sklepie z winami.

Tempora belli

ksunder

wpis, będący ciągiem dalszym wpisu „Rewolucji początek”, opisujący dalszy przebieg Insurekcji Kościuszkowskiej nad Wisłą i Jeziorką

10 lipca rozegrało się jeszcze kilka potyczek, jak choćby ta pod Kolnem, gdzie zablokowano postępujące w kierunku Warszawy pruskie wojsko. Wskutek tego dotarło ono do stolicy z opóźnieniem, oblegając miasto od strony Wawrzyszewa. Kościuszko po bitwie pod Gołkowem i Raszynem cofnął się do Warszawy, przygotowując do oblężenia. Gdy się ono rozpoczęło, Prusaków wspomagał korpus Fersena, który udał się tu wprost z Piaseczna i rozłożył między Rakowem, Służewem a Wilanowem. Wskutek powyższego tereny na południe od Powsina, a w szczególności położone na drugim brzegu Jeziorki i cała ziemia czerska, pozostawały w zasadzie wolne od rosyjskiej obecności, mimo iż nie było tu skoncentrowanych ośrodków oporu. Najbardziej strategiczne i narażone na ataki były Ostrówek i Góra Kalwaria, gdzie znajdowało się miejsce umożliwiające dogodną przeprawę wojsk, którego nie dawała przeprawa w Gassach i Przewozie Karczewskim. Brzeg był osłaniany patrolami generała Piotra Potockiego, jednak utrzymać on musiał teren począwszy aż od Wilgi. Stąd też domagał się wsparcia, bowiem pojawiały się tu liczne rosyjskie podjazdy, a nawet komanda pruskie. W lipcu okolice Góry Kalwarii były więc miejscem licznych walk.

Battle_of_Maciejowice_1794

Bitwa pod Maciejowicami. Zbiory wikicommons.

Generał Skilski powrócił ze swoimi siłami pod Górę Kalwarię i założył placówkę strażniczą w Wólce Gruszczyńskiej rozpoczynając walkę z nieprzyjacielem na lewym brzegu Wisły. Umacniano nadwiślańskie nadbrzeża, fortyfikowano się w Ostrówku, Karczewie i Siekierkach, zwoływano pospolite ruszenia. Prymas Michał Poniatowski nakazał odprawiać msze za powstańców, a kościoły od 6 sierpnia dawać musiały „żelazka, miedź, cynę i ołów”, które przewożono do Warszawy w celu przetopienia na armaty. Doszło do większego starcia pod Górą Kalwarią w dniu 27 sierpnia, jednak powstańcy musieli cofnąc się na prawy brzeg Wisły. Polacy umocnili się tamże, między Zbytkami, Świdrami a Karczewem, jednocześnie początkowo cofające się siły rosyjskie spaliły kilka budynków w Górze Kalwarii. Po 15 września gdy Fersen zaatakował pod Czerskiem, właściwie cały lewy brzeg wydany był na pastwę Rosjan, którzy rabowali i łupili co popadnie. Jak opisał to dzierżawca klucza oborskiego, donosząc o sytuacji do Krakowa do Urszuli Wielopolskiej: „nastąpił zabór wszelkiego rodzaju zboża, inwentarzy, rzeczy (…) sprzętów gospodarskich. Także wytłuczenie okien, rozwalenie pieców, powybijanie drzwiów i tym podobne przez wojska moskiewskie poczynione szkody”. Budowle nie były w lepszym stanie, z karczmy w Gassach zabrano nawet przęsła i gonty z dachu.

Podobnym zniszczeniom uległy pobliskie dobra wilanowskie. Zniszczenia osiągnęły stan nie notowany tu od czasów „potopu”, bowiem przerwano nawet niektóre z grobli przy młynach. Rosyjskie wojska traktowały teren działań jako wybitnie nieprzyjacielski. Dwór w Oborach także został zniszczony, wraz ze swym wyposażeniem, drzwiami i oknami, a także tutejszą oranżerią. Przez wiele miesięcy sakramentów nie udzielano w kościołach w Słomczynie i Powsinie. Ten pierwszy był całkowicie zrujnowany i nie odprawiano tam mszy. Nielicznych ślubów udzielano w karczewskiej parafii, która przejęła rolę kościołów na lewym brzegu, podając jako powód panujący na lewym brzegu Wisły czas wojny, "tempora belli". Wielu mieszkańców uciekło już w pierwszej połowie roku, teraz w zawierusze wojennej przepadli pozostali. Nie wszyscy powrócili, niektórzy nie byli w stanie. Poddanych dworu w Oborach, którzy schronili się w dobrach Kawęczyna uwięziła dziedziczka Szymanowska, uznając ich za rekompensatę w kolejnym nierozstrzygniętym sporze z Wielopolskimi.

kosciuszko-maciejowice

Kościuszko pod Maciejowicami, szkic Norblina

Po bitwie pod Maciejowicami na wieść o niewoli Kościuszki lud Warszawy w liczbie 20 000 ruszył mu na ratunek. Dotarł do Jeziorny Królewskiej, gdzie zatrzymał się na wprost młyna w Jeziornie Oborskiej, nie mogąc przeprawić przez wezbraną Jeziorkę. Stamtąd zawrócił ku Warszawie, a powstańcy wycofali się z prawego brzegu ku stolicy, gdzie wkrótce doszło do rzezi Pragi. W listopadzie złupiono Karczew, gdy insurekcja upadła okolica znalazła się pod rosyjskim panowaniem. Władze zainstałowały się w Warce. Rosjanie wycofać mieli się dopiero rok później, gdyż tereny te podzielono między Prusy i Austrię sprawiając, iż Wisłą przebiegać zaczęła granica.

Na razie jednak sytuacja była tragiczna. Zimą 1794 roku na Urzeczu brakowało żywności i zasiewku, zaczęły się także epidemie. Dzierżawca klucza oborskiego udał się do Krakowa do Urszuli Wielopolskiej, by przedstawić jej listę szkód. Wsie położone między Górą Kalwarią a Siekierkami wegetowały po zniszczeniach, a nad Rzeczpospolitą na 123 lata zapadał zmrok.

 


Źródła i literatura:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Archiwum Potockich z Jabłonny
  • AGAD, Obory
  • Rombel M, Insurekcja kościuszkowska 1794 r. w okolicy Sobień Jezior, Karczewa i Góry Kalwarii -  tekst dostępny na stronie http://www.ludowegarwolin.cba.pl/referaty-z-sympozjum-ko-ciuszkowskiego.html, chyba pierwsze opracowanie na temat przebiegu Insurekcji w części Ziemi Czerskiej, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji na prawym brzegu rzeki. Polecam lekturę, niestety wydarzenia na prawym brzegu wciąż czekają na swojego historyka, niniejszy szkic w żadnej mierze go nie zastąpi
  • Twardowski Bolesław, Wojsko Polskie Kościuszki w roku 1794. Poznań, 1894.
  • Zahorski Andrzej, Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej. Polska sztuka wojenna w okresie powstania kościuszkowskiego, X, , Warszawa 1960.

Zaginione miejsca: lotniska oborskie

ksunder

wpis o miejscach, w których lądowały samoloty podczas wojny

Za chwilę wrzesień, pora więc powoli reaktywować bloga. Po powrocie z mazurskiej wędrówki szlakiem Wielkiej Wojny dowiedziałem się, że mój kolega przygotowuje do druku książkę o wydarzeniach roku 1939. Już wkrótce będziecie mogli przeczytać jej fragment w postaci artykułu traktującego o lotnisku istniejącym w Oborach tuż przed wybuchem wojny. Bardzo się cieszę, bowiem historia ta nie została dotąd należycie opisana, a temat lotniska o ile kojarzę nie pojawił się w druku, znany jest jedynie zdawkowo ze wspomnień kilku pilotów oraz Teresy Potulińskiej-Łatyńskiej. Jak mówiła zresztą niedawno w wywiadzie radiowym oficerowie mocno zżyli się z Potulickimi mieszkającymi wówczas w dworze w Obach i latem 1939 roku w niedziele podejmowani byli na obiadach w dworze, podawano wówczas kurczaka z mizerią. W trakcie wojny do oflagu posyłano im paczki.

Kiedy artykuł ujrzy światło dzienne niezwłocznie o nim poinformuję, na razie jedynie zasygnalizuję o jakie lotnisko chodzi, bowiem temat jest praktycznie nie znany. Nie jest tu mowa bynajmniej o niewielkim lotnisku funkcjonującym na terenie dawnego folwarku Imielin, znanego przez wieki jako Jemielino. Jakiego rodzaju prowadzona jest tam działalność lotnicza nie wiem, dość że jak wszyscy miejscowi zwróciłem uwagę, na dziwną przypadłość kilkunastu starych topoli, rosnących na drodze startujących samolotów, które uschły naraz pewnego lata i zostały wycięte. Zapewne zbieg okoliczności. Skupmy się więc na wspomnianym roku 1939.

Lokalizacja lotniska wskazana na forum wertrew przez użytkownika antka - jak się okazuje prawidłowa. W pobliżu straszą ruiny wojskowego obiektu radiowego dawnego Biura T MSW, wzniesionego tam w roku 1962.

Zacznijmy od wzmiankowanych wspomnień pani Teresy, która wychowywała się we dworze w Oborach: „Przez trzy ostatnie lata była u nas taka szkoła lotnicza na łąkach dla podoficerów. Wynajmowali po prostu jedną łąkę. Kiedyś jakiś samolot polski zabłąkał się na tereny niemieckie i zobaczył na mapie niemieckiej - już nie wiem, jakim cudem, nie pamiętam - że to lotnisko w Oborach jest oznaczone na ich mapach.” Lotnisko to do września 1939 funkcjonowało za oborskimi groblami, przy często uczęszczanej drodze do wsi Łęg i Czernidła. Następnie zostało ewakuowane po wybuchu wojny. Lokalizacja lotniska była swego czasu przedmiotem dyskusji na forum wertrew, jak wynika jednak ze wspomnień okolicznych mieszkańców została ona ustalona poprawnie. Właśnie o tym lotnisku będzie można przeczytać we wspomnianym artykule, dodam jedynie, iż samoloty ewakuowano bardzo szybko, pozostawiając paliwo lotnicze. Szybko okazało się ono przydatne, gdy kilka dni później na łąkach niedaleko Słomczyna wylądował „Łoś”. Osiadł na łąkach nieopodal lasu, w miejscu obecnej szkoły podstawowej. Mieszkańcy okolicznych wsi przykryli go najpierw gałęziami, aby był niewidoczny z powietrza, następnie przetransportowali paliwo z lotniska szkoleniowego. Jak podpowiedział mi wspomniany kolega, „Łoś” jako nowoczesny samolot tankowany był podciśnieniowo od dołu, więc zapewne bak napełniono przy użyciu pompy straży pożarnej w Słomczynie. „Łoś” po napełnieniu baku odleciał w nieznane.

 "Łoś" z wikicommons

Wspomnę jeszcze, iż w czasie wojny działało tu także przez krótki czas drugie lotnisko uruchomione przez Niemców. Miało to miejsce w roku 1942 lub 1943, gdy na froncie wschodnim toczyły się ciężkie walki. Samoloty transportowe przewoziły wówczas rannych nad Donem do Kosntancina, którego wille zaczęto zmieniać w szpitale. Operowali w nich polscy chirurdzy przewiezieni z Warszawy, którzy zaczęli wykorzystywać szybko te warunki do leczenia rannych członków podziemia. Lotnisko polowe wyznaczono nieopodal cmentarza w Maryninie, gdzie samoloty do lądowania podchodziły od strony Łyczyna kołując w kierunku drogi prowadzącej do Obór. Nota bene najciemniej pod latarnią, więc w Łyczynie w dworku Plebańskich kwitła działalność niepodległościowa i swe spotkania odbywali w tym czasie członkowie Batalionu Krawiec.

Takaż to i krótka historia tutejszych lotnisk polowych, po których nie pozostał żaden ślad. Ale można wybrać się na spacer, by zobaczyć łąkę w miejscu dawnego lotniska. O którym szczegółowo opowie wzmiankowany artykuł i książka.

[EDIT - 3 września - Artykuł już jest. Przeczytać go można na stronie WMK - Lotnisko w Oborach]


Źródła:

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci