Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : mlyny

Wiatrak w Bielawie

ksunder

Był czas, kiedy nadwiślańskie okolice przypominały Holandię, wiatraki górowały nad okolicą na obu brzegach Urzecza. Karczew mógł pochwalić się dwoma lub trzema, w samej tylko ówczesnej gminie Jeziorna pod koniec XIX wieku było ich co najmniej osiem. Później ich liczba zaczęła spadać, część zmechanizowano, żaden nie dotrwał do dnia dzisiejszego. W Sobieniach Kiełczewskich przetrwał jeden z ostatnich wiatraków na Mazowszu, inny znajdziecie w Lininie, nieopodal Góry Kalwarii, lecz w Łęgu pozostały jedynie ruiny drewnianego koźlaka, porastane przez pobliskie wierzby. Wiatrak w Słomczynie spłonął prawie dwa lata temu. Na blogu jak dotąd poznaliśmy dotąd jego dzieje oraz budowli wzniesionej w Powsinku, w miejscu obecnego Bricomana, teraz zastanówmy się skąd w ogóle w tych stronach wiatraki.

1467401_463917363728569_1788750889_nWiatrak w Lininie w roku 2013, przeniesiony z warszawskiej Woli na początku XX wieku

W swojej książce dr Łukasz Maurycy Stanaszek wskazuje, że ich rozpowszechnienie wiązać może się z przybyciem olędrów w te okolice. Jest to możliwe, acz jak na razie pozostać musi w sferze hipotez. Do XVIII wieku w tych stronach, podobnie jak i na ziemiach polskich, funkcjonowały młyny – na samej Jeziorce między Skolimowem a ujściem Wisły było ich kilka. Z czasem pozostały dwa, w Jeziornie Oborskiej i Skolimowie, grądzki zmieniono w manufakturę. Choć czasem taniej było mleć na żarnach, zapewne dzierżawca Jeziorny Królewskiej korzystał z usług młynarza w Jeziornie Oborskiej. Stało się to jednak problemem dla Bielawy, gdzie wąski strumyk rzeki zapewne uniemożliwił użytkowanie młyna. W owym czasie w Polsce zaczęły powstawać wiatraki, rozpowszechniając się z Wielkopolski na resztę Korony. Był to proces powolny, gdy w roku 1714 pierwszy wiatrak wzniesiono w Krakowie, informację o tym zanotowano jako swoiste kuriozum. Nikt nie przebadał dotąd procesu budowy wiatraków w dawnej ziemi warszawskiej i czerskiej, problemem jest tu brak rejestrów. Bogdan Baranowski, badacz dziejów chłopskich, a przede wszystkim czarownic na ziemiach polskich, zauważa, że wiatraki powstawały tam, gdzie warunki hydrograficzne uniemożliwiały skuteczne działanie młynów. Na przykład sąsiadujące ze sobą powiaty szreński i płocki różniły się pod względem liczby rzek, więc w tym pierwszym młynów było dużo więcej. Na Urzeczu główną rzeką była Wisła, jednak zakazywano na niej stawiania młynów i bździeli, stąd problem należało rozwiązać inaczej. Wzrost liczby wiatraków w drugiej połowie XVIII stulecia tłumaczy się także wzrostem zapotrzebowania na mąkę i kaszę, a gdzie nie można wznosić było młynów, sięgnięto po inne konstrukcje. Ilość wiatraków w podstołecznych wsiach zwiększyła się w czasach stanisławowskich, aczkolwiek przyzwyczajenia i nawyki tradycyjnego środowiska sprawiały, że wiatraki rozpowszechniły się jedynie w niektórych okolicach. I tu widziałbym wpływ olędrów, bowiem niespodziewanie w pierwszym trzydziestoleciu XIX wieku nad Wisłą zaczęto wznosić wiatraki w liczbie podobnej do zagęszczenia na Śląsku i w Wielkopolsce, choć nie wyparto zupełnie młynów. W roku 1808 w departamencie warszawskim księstwa warszawskiego doliczono się 967 młynów i wiatraków, nie znamy dokładnej liczby tych ostatnich, lecz już dwa lata później stwierdzono, że wiatraki stanowią 40% ilości tych konstrukcji. W ciągu pół wieku zaczęły stanowić one prawie połowę liczby, kilkanaście lat później młynów było niewiele, a wiatraki zdominowały krajobraz, zaś olędrzy osiedlali się wzdłuż wiślanych brzegów. By nie męczyć czytelników statystyką, przywołam raz jeszcze profesora Baranowskiego. Z jego wyliczeń wynika, iż pod koniec XVIII wieku na terenie obecnej Polski funkcjonować mogło 11 tysięcy młynów i 6 tysięcy wiatraków, przy czym te ostatnie pojawiły się głównie w ostatniej ćwierci stulecia. Ekonomicznie tańszy w utrzymaniu był wiatrak, sens istnienia mieć zaczęły w przypadku młynów, jedynie duże konstrukcje. Młyn wodny pracował ok. 150 dni w roku, wiatrak  jedynie 100. Produkcja młyna wodnego była 3 razy większa, młyn mełł około 130 ton zboża rocznie a wiatrak 43,3 tony, do tego dochodziło jeszcze mielenie kaszy czy tartaki i folusze. Stąd małe młyny przestały być po prostu opłacalne, a ich miejsce zajęły wiatraki. Około roku 1830 w Królestwie Polskim było ich już 2238, zaś młynów 3150. Co ciekawe dla wspominanej już Wielkopolski te liczby przedstawiają się inaczej – 2676 wiatraków i 552 młynów. Te ostatnie zostały tam prawie wyparte, lecz rejon ten zaczął korzystać z energii wiatru ponad wiek wcześniej.

wiaWiatrak na mapie z roku 1781

Powyższe przyczyny wpisują się świetnie w historię jednego z najstarszych wiatraków na Urzeczu, który wzniesiono w Bielawie pod koniec XVIII wieku. W owym czasie istniał także wiatrak na Służewiu, górujący na skarpie nad dobrami wilanowskimi, jemu przyznałbym palmę pierwszeństwa, choć nie wiadomo kiedy go wybudowano. Jednakże wiatraki rozpowszechniały się od strony Warszawy, istniały już w Marymoncie i Wiczyłkach, zatem rządca dóbr błękitnej markizy Izabeli Lubomirskiej podpatrzyć mógł to rozwiązanie wcześniej niż bielawski. Wiatrak stał się takżerozwiązaniem dla Bielawy, należącej do kasztelana krakowskiego, Antoniego Barnaby Jabłonowskiego. Bielawa to w owym czasie największa miejscowość tych stron, co dość dobrze ukazują nam zachowane mapy i metryki. Nie znamy co prawda dokładnej liczby ludności, lecz pierwszy spis powszechny zarządzony w roku 1827 wykazał, że w 62 domostwach zamieszkiwało 487 ludzi, o 50 więcej niż w Powsinie i niemal o połowę więcej niż w Jeziornie Królewskiej. Bielawa w owym czasie to potężny majątek, graniczący z Okrzeszynem, dobrami wilanowskimi, sięgającymi aż do Olechowa. Na dawnym terenie Bielawy ulokowano zresztą Ogród Botaniczny PAN, wyłączony po wojnie z gminy Jeziorna i włączony do Warszawy, ale to już inna historia. Nie dziwi więc, że konieczność zmielenia ziarna stała się w Bielawie paląca, zwłaszcza po tym jak młyn w Grądzie zmieniono w manufakturę papierniczą. Do Jeziorny Oborskiej było dalej, a i tak wiązało się to z koniecznością płacenia młynarzowi, narzucającemu dodatkowe opłaty dla osób innych niż poddani Wielopolskich. Nitka Jeziorny płynąca przez Bielawę uniemożliwia spiętrzenie wody, choć duży młyn byłby zapewne opłacalny.

W tych okolicznościach wzniesiono wiatrak w Bielawie. Istniał już w roku 1781, gdy pojawia się na sporządzonej wówczas mapie, choć poprzednia z roku 1730 jeszcze go nie odnotowuje. Z opisanych wyżej powodów przesunąłbym jego powstanie na lata siedemdziesiąte wieku XVIII, po tym jak Grąd stał się manufakturą papierniczą, nawet jeśli młyn działał tu w ograniczonym zakresie. W roku 1772 w tych stronach pojawili się olędrzy. W ciągu kolejnego pół wieku przybędą kolejni, a wiatraki zdominują te strony. Choć oczywiście niczego nam to nie przesądza. Typowym wiatrakiem w omawianym okresie był koźlak, w XVIII wieku zaczęły się upowszechniać wiatraki holenderskie obracane pod wiatr górną częścią ze skrzydłami. Wiatraki takie pracowały w okolicy stolicy m. in. na Marymoncie, zatem być może i bielawski wzniesiono w takim stylu, choć pozostałe w tych stronach były typowymi koźlakami.

wia1Wiatrak w Bielawie obecnie już nie istnieje, nie pozostał po nim żaden ślad. Działał jeszcze w latach trzydziestych XX wieku, kiedy jego właścicielką była niejaka A. Rowińska. Powyżej oznaczyłem miejsce, w którym zlokalizowany był przez ponad 150 lat. Jednak mechanizacja i łatwość mielenia we młynie sprawiły, że i on stał się historią.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zbiór Kartograficzny
  • BARANOWSKI Bohdan, Przemysł młynarski w Polsce XVI-XVIIIw. w: Zeszyty Naukowe UŁ seria I z. 75 r. 1971 ss. 15-37
  • KAMIEŃSKA Zofia, Przetwórstwo surowców mineralnych i organicznych w: Historia Kultury Materialnej Polski w zarysie, t. IV od połowy XVII do końca XVIII wieku, Wrocław 1978 ss. 83-179

Miele młyn

ksunder

Jak chce historyczna legenda Władysław Łokietek miał przy użyciu powyższych słów przeprowadzać test lojalności, bowiem sławetne „soczewica, koło, miele, młyn” wymówione prawidłowo stanowiło jeden z pierwszych dowodów przynależności do narodu popierającego króla. Wrogi element pochodzenia niemieckiego, który wcześniej zbuntował się i przeszedł na stronę Jana Luksemburskiego, słów tych ponoć wymówić nie potrafił… Od roku 1308 język polski uległ dużym zmianom, więc możemy być pewni, że nam także ścięto by głowy, bowiem obecna wymowa jest zupełnie inna. A ponoć jeszcze w czasach Mieszka Polacy i Czesi nie mieli problemów by się porozumieć, bowiem mówili tym samym językiem…

Miele młyn. W XIX wieku.

 Dziś jednak nie o problemach językowych, a o mieleniu. Dawno nie było wpisu zawierającego dokument bądź tekst z epoki, więc dzisiaj powyższe nadrobimy. Młyny niegdyś stanowiły tradycyjny element krajobrazu, pod koniec XVIII wieku stopniowo zaczęły wypierać je wiatraki. W owym czasie liczba tych pierwszych wyraźnie zmalała od czasów średniowiecza, na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna młyny przetrwały wówczas już tylko cztery: w Bielawie, Grądzie, Skolimowie i Jeziornie Oborskiej. Do zaborów ostały się tylko dwa ostatnie, pierwszy został zastąpiony przez wiatrak, drugi zmienił się w Papiernię. My dzisiaj zajmiemy się jednak młynem znajdującym w sąsiednich dobrach na rzece Świder, nieopodal ujścia do Wisły. Z niego pochodzi bowiem ciekawy dokument, w którym spisano zasady prawidłowego postępowania podczas pobytu na terenie młyna. I możemy być pewni, że analogiczne obowiązywały w młynach w dobrach oborskich i bielawskich, nawet jeśli nie dotrwały do dzisiejszych czasów, bowiem są to reguły zwyczajowego postępowania. A także na Urzeczu, bowiem młyn ten znajdował się w ówczesnych dobrach Bielińskich, w skład których wchodziły wówczas wszystkie miejscowości leżące na prawym brzegu począwszy na Świdrze i Karczewiu, aż na Glinkach kończąc wraz z całym starostwem czerskim na brzegi lewym, z Czerskiem i Coniewem włącznie. Spisane poniżej reguły obowiązywały więc w większej części okolicznych ziem, także w Skolimowie i Jeziornie Oborskiej. Był to swego rodzaju regulamin wieszany we młynie, pozostawiono wolne miejsce na wpisanie odręcznie kwoty obowiązującej w danym miejscu za wykonane usługi.

Dokument o tyle ciekawy, że nie zastanawiamy się nad pewnymi codziennymi oczywistościami. Na stacjach benzynowych nie wolno palić, uiścić opłatę należy po zatankowaniu przy kasie… A jak zachowywano się pół wieku temu? I jeszcze wcześniej? Tak samo o naszych codziennych regułach postępowania po upływie wielu lat nikt nie będzie pamiętał. A dzięki poniższemu postanowieniu widzimy przynajmniej jak mieliły tutejsze młyny mieszkańcom okolicznych ziem.

Uwspółcześniłem pisownię aby czytało się nieco łatwiej. 


POSTANOWIENIE

co się zachowywać, wiele od czego wydawać powinno i płacić w młynie tutejszym

Primo. Każdy przyjeżdżający do młyna, złożywszy zboże, dla miejsca i czystości we młynie, ma zaraz z końmi i wozem odjechać i mieścić się w karczmie do tego do tego umyślnie w bliskości młyna z obszerną stajnią i izbami wystawionej.

Secundo. Dla zachowania jako największej ostrożności ognia nie ma się nikt ważyć przy mieleniu nocnym, palić i przyświecać łuczywem, ale dla widoku palić się będzie lampa lub świeca na środku młynicy zawieszona.

Tertio. Ażeby jak dającemu tak odbierającemu miarę nie działa się żadna krzywda, żadnego od kogokolwiek zboża przyjmować się nie ma do mielenia bez przemierzenia miarą cechowaną od dworu wydaną.

Quatro. Miara to jest niejako w innych młynach dziesiąta, ale dwunasta tylko część wszelkiego zboża brać się do mielenia powinna, oprócz otrąb i pytlówki.

Quinto. Gdyby zaś kto zepsowane lub wołkami zarażone zboże do mielenia przywiózł, od takowego nie ma być brana miara, lecz pieniądze. A to od korca groszy__ a od korca pszenicy po groszy ___ oprócz korca i pytlówki.

Sexto. Za pytlówkę ordynaryjną wszelkiego grosza od korca po groszy ___ a za przedniejszą od korca po groszy ___

Septimo. Od robienia kaszów od jaglanej i innych ordynaryjnych dziesiątą część odbierać się ma. Od perłowej zaś kaszy i innych przednich od korca po złotych

Octavo. Od mielenia słodów od korca po groszy___ Od surowców od korcy po groszy ___

Jako za tym w odbieraniu tej należności wszelka sprawiedliwość, tak w mieleniu równy dla każdego zachowany wzgląd być powinien i ktokolwiek pierwej przywiezie i na kosz zasypie, temu pierwej zmielone być ma, nigdy z kosza nikomu nie wyrzucając.


 Żródło:

  • AGAD, Archiwum Komierowskich

Młyn w Grądzie

ksunder

Przyznam, że postanowiłem dzisiaj być nieco wtórny. Kto czytał artykuł o młynach na rzece Jeziorce temat młyna w zaginionej wsi Grąd zna (tekst dostępny tutaj). W miejscu Grądu wybudowano w XVIII wieku Papiernię, umiejscawiając budynek manufaktury w jednym z budynków młyna. O odnalezieniu zaginionej papierni barona Kurtza można było poczytać na blogu kilka miesięcy temu. Jednakże rok temu opisując młyny w Jeziornie Królewskiej i Oborskiej obiecałem, że do tematu trzeciego młyna powrócę, więc pora wywiązać się z obietnicy. Zwłaszcza, że wczoraj na stronie Konstancin-Jeziorna. Historia, Ludzie, Architektura prowadzący wspominał refleksyjnie jak bardzo teren ten zmienił się na przestrzeni wieku, bowiem niegdyś przepływały tędy liczne kanały rzeki Jeziorki, w miejscu których znajdują się obecnie tereny Fabryki Papieru i osiedle mieszkaniowe.

Zdjęcie Piotra Bryłki, jak zapisano w roku 1781: "na tym całym pastwisku które Jeziorna z Papiernią duktem swoim zajmuje oprócz młyna Grądzkiego stawku przy nim i łąki … bywała wieś Grąd". Zapewne gdzieś na dnie...

Grąd w tym wypadku nie oznacza rodzaju lasu; nazwę swą wieś bierze od wzniesienia na bagnach, czyli wyniesionego gruntu. Jako „gront” występuje wiele razy w ówczesnych dokumentach. Miejscowość istniała już w XV wieku, wzmiankowano ją w 1482 roku, jako położoną nieopodal Obór. Znajdowała się pośród licznych rozlewisk rzeki Jeziorki, między jej południowym a północnym korytem. Dotrzeć do niej można było usypaną z czasem groblą prowadzącą z Obór, której istnienie wzmiankowane jest już pod koniec XVI wieku. Jak napisano w roku 1584 "groblą nową pierwszą skół [z kół] wody od kół y młyna prosto obrócony w Grunt Oborski" Grobla ta istnieje po dziś dzień, prowadząc od strony dworu w Oborach przez łąki. Najstarsza odnaleziona wzmianka o młynie pochodzi z 1551 roku. Początkowo leżał nad odnogą stawu chabdzińskiego, z czasem spiętrzono wodę z północnej nitki Jeziorki, należącej w tym miejscu do Bielawskich z Bielawy. Gdy Oborscy weszli w posiadanie Chabdzina (obecnego Habdzina), liczne kłótnie z Bielawskimi spowodowały połączenie młyna z odnogą południową Jeziorki, a woda została spiętrzona jako staw w miejscu obecnego zbiornika wodnego prowadzącego do Papierni. Właśnie w tym miejscu znajdował się młyn a także niewielka wieś. Jak odnotowano wieś Grąd znajdowała się „za młynem nad Jeziorą rzeką” i jej dopływem przepływającym przez Chabdzin, zwanym ówcześnie Słuczysko. Próżno dziś szukać na mapie tych miejsc, bowiem wiele zmieniło wybudowanie w XX wieku oczyszczalni ścieków na tych gruntach. W 1589 roku wskazano, iż ruchomości i nieruchomości we wsi Grąd stanowią dziedziczną własność rodu oborskich. W roku 1625 „pod Chabdzinem młyn Grądzki” wymieniony został jako punkt graniczny podczas podziału dóbr oborskich między Janem i Jakubem Oborskimi. Młyn przeszedł na własność Jana, jednakże „Imć Pan Jakub w młynie Grądzkim wolne mielenie” sobie pozostawił.

W XVII wieku młynarze z Grądu wymieniani byli w aktach ówczesnej parafii w Cieciszewie, do której Grąd przynależał. W roku 1683 młynarzem był tu Stanisław Koźma, a prócz niego w osadzie młyńskiej mieszkało kilka rodzin. Wieś nigdy nie była duża, położenie wśród rozlewisk i bagien nie było zapewne zbyt atrakcyjne do osadnictwa. Jak wynika z późniejszych ksiąg rozchodu klucza oborskiego w pierwszej połowie XVIII wieku przy młynie istniała osada wielkości ówczesnego Chabdzina. Nowy młyn w Grądzie postawiono w roku 1760. Wybudowano wówczas dwa budynki - w jednym znajdował się młyn zbożowy, drugi w kilkanaście lat później stał się siedzibą Fabryki Papieru. Nazwa Grąd wówczas zniknęła. Jednak jeszcze w 1781 roku pamiętano o istnieniu w tym miejscu wsi, wspominając w czasie procesów granicznych, iż „młyn był pod Grądem na Jeziorce” a „gdzie teraz papiernia stoi tam przed tym był młyn oborski Grądzki zwany, którego znali w ziemi ludzie robiący rowy do papierni widzieli, przy którym młynie ze stawem łąka, jak przed tym do młynarza Grądzkiego należała, tak teraz należy do młynarza jeziorny oborskiej (…) Jeziorna dukt swój prowadziła najprzód korytem do młyna Grądzkiego (…) na tym całym pastwisku które Jeziorna z Papiernią duktem swoim zajmuje oprócz młyna Grądzkiego stawku przy nim i łąki … bywała wieś Grąd."

Ten sam rejon w roku 1812 i obecnie. Jak widać płynęły tamtędy liczne kanały i odnogi Jeziorki.

Pamięć o wsi zaginęła dość szybko, gdy zaczęto posługiwać się nazwą Papiernia. Gdy w roku 1832 Kacper Potulicki wymieniał swe włości i posiadane wsie, w dokumencie zapisano, iż posiada tytuł do „nomenklatury Gront”. Nazwa taka funkcjonowała wyłącznie w dawnych dokumentach, lecz mało kto potrafił wówczas powiedzieć, gdzie wieś taka leżała. A wkrótce zapomniano o niej podobnie jak o Sosnce, Kozłowie czy Grabiach.


Źródła i literatura:

Młyn w Słomczynie

ksunder

Jak sporo osób już wie 15 stycznia 2014 roku spłonął młyn w Słomczynie. Wczoraj na profilu bloga na FB zamieściłem zdjęcia jakie wykonałem półtorej miesiąca temu podczas ostatniej wizyty w tym miejscu. Ich jakość pozostawia wiele do życzenia, zmierzchało się i wykonywałem je telefonem komórkowym, planowałem wrócić z aparatem, nie zdążyłem… Nie miałem zamiaru o nim na razie pisać, bowiem w ostatnich latach był porzucony. Jest kilka niepilnowanych miejsc w tych okolicach, o których wiedza nie jest powszechna i nie przyciągają jeszcze poszukiwaczy skarbów, kejszy i ludzi z wykrywaczami metalu co sprawia, że udało im się przetrwać.

Rycina z roku 1902 z widocznym wiatrakiem zamieszczona w ówczesnej gazecie, znalezionej przez Adama Zyszczyka. Dodałem mapę z roku 1914.

Młyn o tyle ciekawy, że ustawiono go w miejscu być może najstarszego wiatraka na terenie gminy, a z całą pewnością jednego z najstarszych wiatraków na Urzeczu. Ich historia przepadła w dużej mierze w otchłani dziejów, lecz jak zauważa dr Łukasz Maurycy Stanaszek, powstanie tych obiektów wiązać można z napływem fali olęderskich kolonistów w te rejony na początku XIX wieku. Zapewne jest w tym dużo słuszności, bo choć z jednej strony okres ten jest czasem gdy na ziemiach polskich powstawały wiatraki, kiedy rozwój techniczny i wiedza pozwoliły na ich łatwiejszą budowę, to z drugiej nie można zapominać o szczególnym nasileniu ich budowy w rejonach gdzie osiedlali się olędrzy. Na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna powstało ich ponad siedem, co jest pewnym ewenementem i sprawiło, że rejon ten można było określić jako małą Holandię. W roku 1806 wiatraków w dobrach oborskich jeszcze nie było, korzystano z młynów w Jeziornie Oborskiej i Skolimowie, inny młyn działał nad Jeziorką w Bielawie. Kolejne ćwierć wieków to nasilenie drugiej fali olęderskich, którzy przynieśli wiedzę o możliwościach jakie daje korzystanie z energii wiatru. Dziedzic dóbr oborskich zawierać zaczął umowy na wybudowanie wiatraków, które zaczęto stawiać zapewne w latach dwudziestych.

W dniu 20 lipca 1825 roku hrabia Kacper Potulicki kontrakt taki zawarł z Janem Rombalskim. Przyznano mu wówczas na wzgórzu pod wsią Słomczyn trzy morgi i 95 prętów ziemi na wybudowanie wiatraka oraz 2 morgi urodzajnego gruntu pod uprawę. Rombalski wiatrak postawił, lecz hrabia traktował wiatrak jako własną inwestycję, bowiem po śmierci Jana wdał się w spór sądowy z jego synem Walentym, który wniósł o hipoteczne zabezpieczenie tych samym praw, jakie przysługiwały jego ojcu. Najwyraźniej hrabia planował wydzierżawić wiatrak innej osobie. Spór nasilił się w roku 1849, gdy 13 września Kacper Potulicki polecił zatrzymać bydło Rombalskiego, wychodząc z założenia, iż skoro pasie się ono na jego pastwisku, dzierżawca wiatraka winien wnosić mu za to opłaty, nadto obowiązany jest opłacić mu je od roku 1825. Sąd nie podzielił tego stanowiska, co ukazuje nam też nieco jak w rzeczywistości wyglądała sytuacja chłopów w tych stronach. Rombalski sprawę wygrał, a w sentencji wyroku Sąd stanął na stanowisku, że jedynie po dacie zatrzymania bydła Potuliccy mogą naliczać opłaty, bowiem wcześniej czynione to było niejako za pozwoleniem, jeżeli hrabia się temu nie sprzeciwiał. Jak widać kolejny już raz mieszkańcy Łurzyca nie bali się występować przeciw swym dziedzicom.

Wiatrak z czasem zmienił właścicieli, jednak zawsze widoczny był od strony drogi prowadzącej z Łyczyna i szlaku od strony Obór. Już po pierwszej wojnie światowej zmodernizowano go i stał się młynem wyposażonym w układ mechaniczny. W roku 1926 młynarzem był tu A. Stępniewski. Młyn stał się ważny miejscem podczas II Wojny Światowej, bowiem ukryto tu żydowską mieszkankę Jeziorny Królewskiej Fajgę Rotsztejn, która przetrwała dzięki wielu mieszkańcom tych okolic, którzy zapewniali jej kryjówki i przekazywali sobie z rąk do rąk. Byli wśród nich m. in. Andrzej Rossman, z rodu dawnych właścicieli Bielawy zamieszkujący tamtejszy dwór, Stanisław Kozłowski, proboszcz ze Słomczyna czy Piotr Szczur, pamiętany do dziś dnia nauczyciel ze szkoły w Słomczynie i późniejszy twórca i dyrektor zespołu szkół znanego powszechnie jako „Cyrk”. W tym miejscu warto oddać głos nieżyjącemu już dr Zbigniewowi Cechnickiemu, innej znanej i poważanej postaci w tych stronach:

„Felicja Rotsztein miała wśród Żydów i Polaków wielu oddanych przyjaciół. Była spontaniczna, lubiana, miała szczególną umiejętność zjednywania sobie ludzi. Przypuszczam że dzięki tym wrodzonym umiejętnościom i moim zdaniem pieniądzom swego ojca, udało jej się przeżyć. Od ucieczki z getta w Otwocku rozpoczyna się niewiarygodny wprost łańcuch jej doświadczeń, przeplatanych pomocną dłonią, przyjaznych, pomocnych ludzi. Rossmann Andrzej w roboczym, chłopskim przebraniu przewozi ją z otwockiego getta do swojego majątku znajdującego się w Bielawie gm. Jeziorna, zwyczajną furmanką. Powozi sam, żeby nie nagłośnić sprawy w otoczeniu i zarazem nikogo nie narażać. W tym czasie stacjonował w jego dworze sztab niemiecki. On i jego małżonka Stefania początkowo przetrzymywali przewiezioną w piwnicy. Potem przewieźli ją do Słomczyna. Przyjęła ją tam właścicielka młyna w Słomczynie, Suchocka Stanisława. Młyn był oddalony 300 metrów od bocznej drogi na wzgórzu skąd jak na dłoni było widać idącego pojedynczego człowieka. Mieszkała wówczas z synem Waldemarem. Mąż Piotr był w wojsku generała Andersa, zmarł po wojnie w Anglii. Młyn był przerobiony z wiatraka, obok znajdowały się zabudowania gospodarcze. Patriotycznie nastawiona, lubiąca Fajgę młynarka - to było po prostu wymarzone miejsce na kryjówkę. (...)Słomczyn był wsią rozległą, wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Wtedy też wiedzieli wszyscy - nie doniósł nikt. Czasowo Fajga ukrywała się również u Zduńczyk Wiesława w Słomczynie.”

Jak podrzuca pani Halina Gugała nazwisko właścicielki brzmiało w rzeczywistości Suchecka, a młynarzem był w owych czasach Robert Matuszewski.

>Zdjęcie Adama Zyszczyka, nieco lepsze niż znajdujące się w galerii na FB.

W ostatnich latach młyn służył jako ciekawie zaadaptowane mieszkanie letniskowe, które miałem okazję oglądać w roku 2002. Niedawno został opuszczony. Podczas mojej ostatniej wizyty uszkodzone drzwi sprawiły, że możliwe było wejście do środka, mogłem porównać zniszczenia jakie zaszły przez lata. O dziwo nie były wielkie, wnętrze sprawiało wrażenie porzuconego znienacka, na stołach pozostały talerze i kubki. W przylegającej do niego szopie pozostały maszyny i narzędzia, znajdowała się tam nawet sprawna kosiarka. Z tego też powodu powstrzymałem się od pisania o tym miejscu.

Jak wspomniałem na początku historia młyna niepełna, spisana na gorąco. Postaram się ją z czasem uzupełnić i zamieścić wkrótce na profilu facebookowym bloga zdjęcia z wnętrza nieistniejącego już młyna, przedstawiające znajdującą się tam maszynerię.


Źródła i literatura:

Zaginione miejsca: Łazy

ksunder

W okolicach Konstancina jest wiele zapomnianych miejsc, czy to wsi czy folwarków, które przepadły w odmętach historii z różnych przyczyn. Także region Łurzyca obfituje w tajemnicze zaginięcia całych miejscowości, takich jak Żelawino, nieopodal Góry Kalwarii w pobliżu której zlokalizowano królewską komorę solną, Sosnka leżąca nieopodal Cieciszewa, czy choćby w niedawnej historii Konstancina założony przez Potulickich Teresin. Niniejszym chciałbym zainaugurować przybliżanie historii tych miejscowości i tajemnic ich zaginięcia, czasem związanych z działalnością przyrody, a czasem człowieka.

Zaczniemy od Łazów, wsi leżącej niegdyś w parafii Powsin. W Atlasie Historycznym Polski w XVI wieku, jednym z fundamentalnych dzieł polskiej nauki historycznej, nie dysponując precyzyjnymi wskazaniami ulokowano Łazy błędnie, na północ od Powsina w kierunku Powsinka. Odnalezione zapiski w archiwum oborskim pozwalają nam na umieszczenie wsi bardziej dokładnie i w nieco innym miejscu.

Łazy położone były pomiędzy Bielawą a Powsinem, na granicy obu tych miejscowości, zapewne w okolicach obecnego tzw. Pałacu Hinckfussowej. Miejscowość po raz pierwszy odnotowano w wieku XV, gdy darowano z niej dziesięcinę w roku 1428 plebanowi powsińskiemu. Należała do rodu Ciołków z Powsina i nazwę jej zapisywano początkowo jako Lassy bądź Lasy, co wskazuje nam na założenie na terenie zalesionym, w miejscu w którym teraz znajdują się pola i mokradła. Nazwa ta oznaczała niegdyś teren uprawny powstały w lesie po wykarczowaniu drzew. Fakt, że niegdyś w okolicy Bielawy znajdował się duży las, potwierdzają nam także inne wzmianki. W XVI wieku wieś zaczęto zwać Łazami, po czym jak odnotował wybitny polski historyk Aleksander Gieyszor, „wieś zaginęła na początku XVII wieku”. Co więc się przydarzyło? Ród Oborskich z Obór.

Jak zapisano Łazy leżały nad Jeziorką, bowiem „Od niepamiętnych czasów Jeziora przez Powsin” płynęła. Jeszcze pod koniec XVI wieku północna odnoga Jeziorki, stanowiąca granicę dóbr Oborskich płynęła w sposób nie do końca dla nas odgadniony, lecz przepływała przez Powsin korzystając ze starorzecza wiślanego i płynąc dalej w kierunku Wilanowa. Jej pozostałością są nie tylko jeziorka powsińskie i lisowskie, lecz i niewielka skarpa, po której przejedziemy wjeżdżając do Powsina drogą z Bielawy za szkołą amerykańską, a którą dostrzeżemy także na polach z drogi między Powsinem a Powsinkiem. Jak zanotowano w dobra powsińskie Jeziorka wpadała „począwszy od wsi Łazy”, z ukształtowania terenu domyślać się możemy, iż koryto rzeki skręcało ku Powsinowi w miejscu gdzie obecnie w Bielawie znajdują się jeziorka. Z opisu powyższego wiadomo, że Łazy leżały między Bielawą a Powsinem, gdzie znajdował się młyn.

Pradawne” koryto rzeki zmienione zostało w roku 1594. Marcin Oborski, podczaszy czerski, zmienił bieg rzeki Jeziorki. Gdzieś na północnej odnodze została usypana grobla, która przegrodziła rzekę i skierowała ją na w nowo wykopane koryto, prowadzące wprost do młyna oborskiego we wsi Podjeziora. Jak odnotowano „przy wsi K[tór]ej Jeziorey grobla nowo usypana która grobla skok wodny od kołje młyna prosto obrócony w grunt oborski zaczym rzeka Jeziora z Starego Meatu swego jest wzięta a ku dobrom wsi Obory obrócona przez to usypanie takowey grobli i nawrócenie skoku wodnego”. Spowodowało to, że główny nurt płynąć zaczął południową odnogą i zapewne wpływ miało także na stopniowy upadek młyna w Jeziornie Królewskiej, którego losy uprzednio opisywałem. Wówczas główny nurt Jeziorki skierowany został przez wieś Grąd i dalej istniejącym korytem koło wsi Chabdzinek (Habdzinek) do Wisły. Zaś fragment rzeki „starodawny który szedł ku dobrom powsińskim wsu rzeczoney Łazy gdzie przed tym starodawny młyn na tey rzece Jeziorey dziedzice z Powsina miewali jest osuszony a ta rzeka odjęta”.

Usypanie grobli przerwało dopływ wody z Jeziorki, a niemożność spiętrzenia wody i jej ciągłego dopływu sprawiła że młyn stracił rację bytu. Gdy okolica się zabagniła i została pozbawiona świeżej wody ludzie się wynieśli i w ten sposób wieś na początku XVII wieku przestała istnieć. A Jeziorka już nigdy nie popłynęła przez Powsin i z czasem zapomniano, że znajdujące się tam jeziorka są pozostałością po tej rzece, a nie po Wiśle. Rzecz jasna powyższy czyn spowodował niesnaski między Ciołkami a Oborskimi, jednakże do ugody doszło w miarę szybko. Oba rody nie miały w zasadzie wspólnych granic poza niewielkim fragmentem lasu nieopodal Skolimowa, ponadto Ciołkowie nie mogli podważyć faktu, iż Oborscy zatamowali rzekę na swej ziemi, a zgodnie ze staropolskim prawem wody Jeziorki w tym miejscu należały do nich.

Nie było to pierwsze i ostatnie wydarzenie wywołane przez dziedziców Obór, które dziś nazwać można katastrofą ekologiczną. Nie tak dawno temu podczas budowy wspomnianego już pałacyku zmieniono stosunki wodne w Powsinie i Bielawie, niszcząc przy tym unikalną florę i faunę tych terenów. Gdy składano wówczas zawiadomienie do Prokuratury nikt nie podejrzewał, że budowniczy pałacu mieli swego protoplastę, w osobie Marcina Oborskiego, który zmienił oblicze tych terenów 400 lat wcześniej.


Źródła:

  • AGAD, Obory
  • Kartoteka Adama Wolffa, IH PAN
  • Atlas historyczny Polski: Mazowsze w połowie XVI wieku, Warszawa 1973

Rejon na tzw. Mapie Kwatermistrzostwa (pomiary w latach trzydziestych XIX wieku) i mapie dóbr powsińskich z roku 1845. W rejonie wsi Lisy i Zamoście widoczne wyraźnie rozlewisko, a między Powsinem a Bielawą teren mokradeł - rozlewanie wiosenne wyraźnie oznaczono na drugiej mapie tego rejonu - woda wybierała zapewne drogę pozostałościami dawnego koryta.


[we wpisie w stosunku do oryginalnego dokonano zmian w postaci zastąpienia słowa Łużyce słowem Łurzyce, bowiem jak wynika z najnowszych badań naukowych, formą prawidłową jest ta ostatnia - patrz tutaj]

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci