Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : W-strefie-mroku

Z Archiwum K.

ksunder

k

Dziś 1 kwietnia. Zamiast zamieszczać zwyczajowo krótkie żarty na profilu facebookowym, dziś wspomnień czar, czyli z otchłani przeszłości dysków twardych adminów nieco tekstów z ksundera. Czym jest ksunder? Obecnie już od dawna nie istnieje, zdaje się, że życia swego dokonał nawet hostujący go serwer nazwany „Cartmanem”, którego lokalizację pozostawmy w tajemnicy, bo jego właściciel nie wiedział, że użycza miejsca pod podziemną stronę internetową Konstancina, zwaną ksunderem. To co zostało założone na przełomie wieków dla żartu, okazało się być czytane przez wielu tutejszych mieszkańców, a niektóre z tekstów trafiły nawet do ich domów publikowane w UK Raporcie. Stronę tworzyło przez lata wiele osób, a ku memu niejakiemu zdziwieniu wiele osób wciąż ją wspomina jako element lokalnego kolorytu. Pomysłodawcą był niejaki C. (choć czasem tu zagląda nie wiem czy chciałby abym upubliczniał jego dane, podobnie jak autorów poniższych tekstów). Prima Aprilis to dobry dzień, aby przypomnieć nieco absurdalny humor ksundera, zamieszczając tutaj próbkę tekstów zamieszczanych na stronie w latach 2001 – 2004. A przy okazji można się z nich dowiedzieć kiedy otwierana była Stara Papiernia i kiedy spłonęła Świerkowa. To przecież już historia...

bannerx

Z archiwum K. (14.04.2004)

W związku z okrągłą 107 rocznicą istnienia naszego miasta poniżej przedstawiamy historyczne zdjęcie upamiętniające chwilę, w której hrabia Witold Skórzewski przekazuje miejscowym Polanom pierwsze łącze internetowe.

intra

OBOP (24.03.2004)

Miłośników statystyki informujemy, że zdaniem 100% mieszkańców K. do końca miesiąca pozostało już tylko 7 dni.

Znaki (16.05.2003)

Sprawa tajemniczych symboli pojawiających się w K. nadal przedstawia się niezwykle tajemniczo. Ostatnio zauważyliśmy, iż spora część ulic w K. łączy się ze sobą pod kątem prostym zaś okoliczne pola i łany zaczęły pokrywać tajemnicze symbole geometryczne.

znaki

Marzanna Wanted (21.03.2003)

Przypominamy iż w dniu dzisiejszym do K. nadeszła definitywnie wiosna. Z tej okazji obchodzimy doroczną uroczystość zaślubin K. z morzem. Jak co roku musimy utopić w Jeziorce jednego z mieszkańców naszego miasta składając go w ofierze. Wyznaczonym do tej roli przypominamy o obowiązkowym stawiennictwie na moście z kamieniem u szyi. (Kum)

The Paintbrush Files (20.03.2004)

Na prośbę mieszkańców K. przybliżamy plany MZA dotyczące zawieszenia komunikacji autobusowej na terenie gminy Piaseczno, która wzbudza znaczny niepokój wśród miłośników podróży autobusem 710. Szczegóły poniżej.ikarus
Wiosna w pełni (14.03.2004)

Jeśli ktoś nie zauważył do K. przyszła wiosna. Poniżej zdjęcie wiosny w całej krasie.

kominy
Niebo nad K. (7.09.2002)

Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, tajemnicze światła nad Galerią stały się wczoraj sztucznymi ogniami, które utrudniały życie mieszkańcom, kiedy ci zmuszeni byli obserwować to zjawisko i przestali się zajmować swoimi własnymi sprawami. My nadal protestujemy z powodu takiego stanu rzeczy, bowiem niebo nad K. jest wystarczająco piękne bez tego.

Tajemnicze światła (6.09. 2002)

Wczoraj o północy nad naszym miastem rozbłysły dwa wielkie słupy światła, które w nieuzasadniony sposób kręciły się po niebie. Ekipa ksunder postanowiła wyjaśnić to tajemnicze zjawisko. Okazało się, iż światła pochodziły z właśnie otwieranego Centrum usługowo handlowo kulturalnego Stara Papiernia (d.Szmaciarnia), a przygotowywano tam pokaz dla VIPów. Niestety pomimo niewątpliwego bycia konstańcińskimi VIPami nie zostaliśmy zaproszeni, wobec czego protestujemy przeciwko zawłaszczaniu światłami nieba nad K. i oślepiania nim ludzi, którzy spokojnie idą na stację po piwo.

Z archiwum K. (21.08.2002)

Ponieważ sezon ogórkowy dobiega końca, nasyceni ilością ogórków zapowiadamy powrót do normalnego trybu aktualizacji. Na dobry początek przedstawiamy kolejną z zagadek naszego pięknego miasta. Otóz jak wiadomo dworzec w K. znajduje się w dość znacznej odległości od torów kolejowych. Teraz do tej enigmy doszła kolejna, poniżej przedstawiamy coś na kształt lokomotywy bez torów.

ciuchcia

Ponieważ tajemnicze to urządzenie znajduje się jeszcze dalej od trasy pociagu, zupełnie nie wiemy co o tym sądzić. Zachodzi obawa iż w dalszej kolejności będziemy odnajdywać resztę składu, w tym WARSa, a być może nawet pasażerów. (mgr K)

Płoniemy (22.02.2002)

Jedyny rozsądny lokal w naszym kochanym Konstancinie już nie istnieje. To co z trudem powstawało przez tyle lat , stało się stosem ofiarnym Nowego Ładu , w którym prym wiodą bandyci i zbóje. Sprawiedliwości !!! Przybywaj !!! Płoniemy chęcią zemsty. Żegnaj nam Świerkowo !! Synowie i Córy twoje nie zapomną o blasku pełnej chwale twej.

Przewodnik po K. (2002)

Ażeby umożliwić umysłom ludzi pochodzących spoza naszego miasta czym jest K. nasza redakcja przygotowała poniższy przewodnik. Mamy nadzieję, że czytelnik osiągnie pełne zrozumienie i stan nirwany, nam niestety się nie udało.

POŁOŻENIE K. leży nad rzeką Jeziorką oraz jej odnogą zwaną popularnie Śmierdziuszką. Ze światem łączą nas linie autobusowe, dzięki którym opuszczenie K. jest możliwe. Mamy tu rówiez dworzec kolejowy w Klarysewie, niestety obecnie położony jest on kilometr od najbliższych torów, pełni więc inną ważną społeczną funkcję jako sklep monopolowo-spożywczy. Po torach przecinających K. jeżdżą obecnie pociągi towarowe, jednak nikt nie wie dokąd ani też czy kiedyś wracają. W okolicy K. leży również kilka wiosek, które wchodzą w skład naszej gminy. Najpopularniejsze są bez wątpienia Obory, bowiem leżą najbliżej oraz Habdzin, gdzie znajduje się najpopularniejsza w regionie dyskoteka. Jej popularność jest tak duża, iż ostatnio doszło tam do wymiany ognia pomiędzy dwiema grupami młodzieżowymi. Podobna rozrywka miała miejsce w Pubie 13, który został zamknięty. Jak widać młodzież w K. pozbawiana jest miejsc zabaw, co ją frustruje.

MIESZKAŃCY Umiłowali je sobie włodarze zasiadający na stolcach w Polszcze. Zamieszkują oni wille w stylu neoartdeco, zaś my zamieszkujemy blokowiska w stylu późnego Gomółki. Blokowiska znajdują się w dwóch dzielnicach: na Grapie i w Mirkowie. Blokowiska w stylu epoki neokapitalizmu występują w innej dzielnicy, Jeziornie. Oprócz tego w K. znajdują się jeszcze Skolimów i Klarysew. Dla utrudnienia dodamy, że Strefa Cienia i zaburzenia czasoprzestrzenne sprawiają, że powyższe miejsca nazywają się również inaczej: Hamburg, Argentyna, Porąbka. Mamy również Zakopane, w tym również wielu zakopanych przez dawnych kolegów z podstawówki. Niektórzy z nich chodzą w kamizelkach kuloodpornych, ponieważ boją się innych swoich kolegów z Wołomina i Ząbek, których my na szczęście nie znamy.

FAUNA K. położone jest w rozlewisku rzeki Jeziorki, co sprawia że najczęściej spotykanym okazem miejscowej fauny jest komar. Drugim równie popularnym gatunkiem jest żul, który występuje w okolicy sklepów monopolowych, a żeruje w godzinach ich otwarcia. Na łąkach w Oborach można zobaczyć krowy, zaś miejscowi ponoć hodują psy i koty. Wiemy o również o występowaniu w K. co najmniej jednego żółwia i rzecz jasna rybek.

FLORA Ostatnio zwiędła mi paprotka. Innych roślin na pustyni kulturalnej nie stwierdzono.

KULTURA W roku 1997 odbył się w K. koncert Majki Jeżowskiej. W tym samym roku zamknięto jedyne kino w mieście i 3 filie biblioteki.

ADMINISTRACJA - obecnie K. zarządza bezpartyjny burmistrz i zapewne dlatego jako pierwszy w historii naszego miasta utrzyma się do końca kadencji. W zarządzaniu pomaga mu rzesza urzędników, niestety nie mamy pojęcia czym się oni zajmują, bo nie udało nam się stwierdzić na czym polega ich działalność. Administracja naszego miasta również znajduje się pod wpływem Strefy Mroku. Nasza gmina posiada np. Wydział Architektury, który od dwóch lat nie wykonuje żadnych czynności, bowiem jego funkcję przejął powiat. Osobną historią jest Ratusz, który podobno jest gdzieś w K., choć go nie widział. O jego istnieniu świadczą jedynie plotki i nazwy takie jak Restauracja przy Ratuszu.

STREFA CIENIA: TAJEMNICZY PRZEDMIOT

- leżący na bagnach w pobliżu Parku Miejskiego, pomiędzy rzeką Jeziorką a rzeczką Śmierdziuszką. Aby go zlokalizować należy po wejściu do parku skręcić w lewo i trzymać się tego kierunku. Przedmiot ma ponad 3 metry długości i 2 szerokości, jest trójwymiarowy, sześcienny, nie ma dna ani wieka, oraz jest pusty w środku. Kompletnie zardzewiały, z roku na rok pogrąża się coraz bardziej w wodzie. Nikt nie ma pojęcia co to może być, ani skąd mogło się tam wziąść. Niektórzy twierdzą, iż to dowód na odwiedziny obcej cywilizacji w K w zamierzchłych czasach. Inni, że to wytwór ręki człowieka, choć nikt nie zna osobiście tej ręki. Hipotezę te może potwierdzać fakt, że zaobserwowano jak jedne z miejscowych wygłosił kiedyś zdanie: My nie takie rzeczy robili ze szwagrem po pijanemu.

11899964_1005738086127784_7300892524466413399_n

Wakacje z duchami (3): Duchy Urzecza

ksunder

Już prawie połowa wakacji, niektórzy krążą po wakacyjnych szlakach, czasem poszukując duchów. Przez ostatnie trzy tygodnie pobytu na Mazurach i Suwalszczyźnie udało mi się jedynie natrafić na dawno zapomniane cmentarze z czasów I Wojny, bądź nie istniejące już niemieckie miejscowości w środku puszczy, gdzie znaleźć można dawne groby. Takich cmentarzy można kilka odnaleźć także w tych stronach, dziś jednak skupmy się na miejscach jakie duchy nawiedzają najchętniej. Na Urzeczu odnajdziemy dwa pałace i jeden zamek, upodobane przez rozmaite zjawy.

Trudno powiedzieć czy straszy coś w Otwocku Wielkim, na razie nie udało mi się odkryć żadnej legendy związanej z tym przepięknym pałacem, położonym nad jeziorem o nazwie Rokola, w jakie zmieniono dawne wiślane starorzecze. Odwiedzam go przynajmniej raz w roku, od kiedy Gassy i Karczew ponownie łączy prom stało się to niezmiernie łatwe. Przed wojną wycieczkę taką odbywali tradycyjnie uczniowie słomczyńskiej szkoły, może warto do tego obyczaju powrócić? Być może odkryć uda się tam ducha tajemniczej kobiety, którą zamurowano w lochu pałacowym. Gdy w roku 1820 podczas balu weselnego córki hrabiego Łubieńskiego zapadła się posadzka, odnaleziono zwłoki kobiety w kwiecie wieku, leżącej na łóżku, obok którego na stoliku ustawiono lampę, kawałek czarnej krepy i bukiet zeschłych róż. Odzież zbutwiała i rozsypała się w proch gdy dotknięto ciała. Kim była tajemnicza kobieta wiadomo było jedynie marszałkowi Bielińskiemu, bowiem zamurowano ją tam w ostatnich dniach istnienia Rzeczpospolitej, jeszcze w XVIII wieku, a zagadki tej nie rozwiązano do dzisiaj.

Fotopolska_341823_1Przenieśmy się teraz do innego pałacu, położonego na lewym brzegu Wisły, gdyż w Wilanowie napotkać można wiele duchów. Jak głoszą najpopularniejsze przekazy, ponoć "od stu lat z górą, w księżycowe noce spotkać można przechadzającego się po tarasie mężczyznę w ciemnym płaszczu i wysokim cylindrze, podobnego z rysów twarzy do Stanisława Kostki Potockiego z portretu, znajdującego się w pałacowych zbiorach". Inne z kolei głoszą, iż „wszedłszy wieczorem znienacka do którejś z sal na parterze, można zobaczyć siedzącą w fotelu damę w czerni. Konserwatorzy z pałacowej pracowni, zostający niekiedy w Wilanowie do późnych godzin nocnych, niejednokrotnie słyszeli odgłos kroków i jakby szelest krynoliny, dochodzący z apartamentów zajmowanych niegdyś przez księżnę marszałkową Izabellę Lubomirską." Bardzo ciekawą i mało znaną opowieść zapisał wielki slawista Jerzy Śliziński, przed wojną badający ludowy folklor. Sztukator Stanisław Michalak związany z Wilanowem od XIX wieku opowiedział mu, iż „w pałacu, na antresoli, w kredensie hrabiowskim straszy. Nadchodzi godzina dziesiąta, jedenasta, dwunasta – to tam nie można wysiedzieć i spać nie daje. Przedmioty lokalu przewraca widocznie jakiś duch. Słychać tenkot, stupanie, jakby chodzili. I w wieży to samo. Jak dwóch pójdzie, to jako tako. Stracha ni ma. A jeden – w biały dzień się boi. W obiadowej godzinie nikt tam nie pójdzie.”

Clipboard015Na zakończenie zajrzyjmy jeszcze do prastarego zamku książąt mazowieckich. W Czersku w drugiej połowie XIX wieku widywano pruskiego żołnierza, jak notowały ówczesne gazety „za czasów pruskich, powiadają mieszkańcy po dziś dzień, rozsadzano z niego prochem mury, ażeby ich za materiał budowy użyć, przy czem jeden z żołnierzy od odłamu muru miał zginąć. Widmo jego we fraczku, pluderkach i trójgraniastym kapelusiku, dotąd mówią widywać można skaczące po murach w ciemne i burzliwe noce”. Jednakże z Czerskiem wiąże się przede wszystkim legenda Białej Damy, którą ma być nie kto inny jak sama Królowa Bona, której król Zygmunt Stary podarował Czersk. Na dziedzińcu wybudowała renesansowy dworek, a w okolicy Czerska założyła uprawę winnej latorośli i włoszczyzny, czyli warzyw przywiezionych z Włoch. Gdy wiele lat później opuszczała Polskę, zabierając swe kosztowności, ponoć przybyła do Czerska, gdzie sama nosiła pomniejsze szkatułki do powozu. Z jednej z nich wysunąć się miał sznur pereł, którym zahaczyła o jedną z cegieł, a perły rozsypały się po posadzce. Ponoć poszła dalej nie zbierając ich, zaś od czasu jej śmierci w czasie pełni księżyca na murach zamku pojawia się biała postać zbierająca rozsypane niegdyś perły. Lecz gdy tylko zakończy swą pracę zaczyna ją od nowa, bo perły się rozsypują…

Fotopolska_282984Na tym zakończmy dzisiejszą opowieść o duchach. Następnym razem opowieść dotyczyć będzie zamieszkujących Urzecze dziwacznych istot i przerażających stworów, które nie opuściły dotąd nadwiślańskich brzegów.

Wakacje z duchami (2): Duchy lasu chojnowskiego

ksunder

Kontynuujmy wakacyjną opowieść o duchach nawiedzających te strony. Choć zapewne kryją się w niejednej opuszczonej willi, porzucimy na razie Konstancin zamieniając go na pełen tajemnic Las Chojnowski. Niegdyś miejsce wielu starć i potyczek, znaczonych przez liczne groby. Obecnie pozostał tylko jeden, węgierskiego żołnierza, pozostałe przepadły w otchłani czasu. Jak wspomina wielu grzybiarzy niegdyś w lesie znaleźć można było jeszcze co najmniej dwa groby. Mogiła rosyjskiego żołnierza przetrwała do lat osiemdziesiątych,  obecnie nie pozostał po niej żaden ślad. Podjęta próba jej odnalezienia dwa lata temu zakończyła się smutnym stwierdzeniem, iż cały teren został gruntowanie zryty przed dziki. Las zresztą szybko odbiera to co należało niegdyś do niego, mało kto wie, iż kiedy powstawał Konstancin w środku lasu oborskiego znajdowała się sporej wielkości osada zwana Teresinem. Zamieszkiwało ją prawie czterdzieści osób, obecnie jedynie mapy wskazują na jej lokalizację i znajdującej się w tym miejscu jeszcze do roku 1945 leśniczówki. Porzućmy więc serce tej części lasu leżącego w nadleśnictwie Chojnów, i drogą przez Czarnów skierujmy się ku Zalesiu Górnemu. Tu również niegdyś pełno było grobów żołnierzy, którzy podczas walk jesienią 1914 roku zginęli w tych lasach, zdaje się jednak że nie na nawiedzają mieszkańców tej urokliwej miejscowości. W tej okolicy w uroczysku Zimne Doły znajdziemy również kamień upamiętniający starcie stoczone 25 sierpnia 1944 roku przez oddział NSZ walczący w ramach struktur AK 1 sierpnia w Papierni. Tu poległ dowódca kompanii i kilku żołnierzy. Dziś jednak naszym celem jest szosa łącząca Zalesie Górne z Pilawą, na rozstaju dróg na głazie wyryto napis "Tu czuwa duch mój Wiktor Stephan 1865-1923". Nieopodal znajdziemy uroczysko Stephana, miejsce nawiedzane przez ducha lasu chojnowskiego. Oddam w tym miejscu głos Małgorzacie Szturomskiej, bowiem nie oddam tej opowieści równie pięknie jak ona:

1243_1

"Unoszące się opary mgły nad bagnami i polanami paproci wróżą zmierzch. Idący przez las miłośnik grzybów traci orientację. Panika powoduje, że im w las, tym więcej drzew i mniej wiedzy w którym miejscu jesteś. Oczy lasu stają się wielkie jak strach, szelesty nieprzyjazne a ogniki bagienne prowadzące na manowce coraz jaśniejsze. W takiej sytuacji możesz zobaczyć mężczyznę w mundurze leśnika, który miedzy jeziorem paproci a skrajem polany bacznie ci się przygląda. Pytasz go o drogę a on pokazuje gestem kierunek. Leśnik wie, że w lesie się nie hałasuje. Można spłoszyć tańczące we mgle elfy, zdenerwować krasnoludka, co mozolnie w muchomorze świdruje igłą sosnową. Buduje domek i chce zdążyć przed nocą. Leśnik odchodzi, zbłąkany wędrowiec odnajduje ścieżkę. I wtedy uświadamia sobie, że Leśnik nie szedł zwyczajnie, raczej płynął nad paprociami, unosił się nad bagnem. W ciszy wieczornego lasu nie było słychać nawet szelestu liści i gałęzi krzewu wilczego łyka, które poruszył. Leśnika widzieli robotnicy leśni i nocni wędrowcy, którzy wracali z pracy z Piaseczna. W upalny lipcowy dzień, gdy aromat lasu sosnowego roznosi się po lesie, przy rozstajnych leśnych drogach na kamieniu siadał Stephan i wsłuchiwał się w las. Pozdrawiał tych, co jechali furką do domu z piaseczyńskiego targu. Takich kamieni było kilka, rozrzuconych po lesie. Ulubionych miejsc legendarnego leśnika. Mówiono, że to miejsca o dużej energii, wzmacniające w chorobie, dajace ukojenie."

step

Wiktor Stephan był inspektorem tej części lasu w dobrach wilanowskich, obejmujących w XIX wieku Chojnów i Żabieniec, a także dalekie Kabaty. Od roku 1892 aż do swej śmierci w roku 1923 był leśnikiem tej części lasu i go ukochał. Na jego cześć nazwano pobliski rezerwat, a także jeden z olbrzymich dębów, wreszcie pobliską miejscowość nazwano Stefanowem. Choć grób leśnika znajdziecie na Cmentarzu Parafialnym w Piasecznie, wciąż krąży nieprzerwanie w tych lasach. A co mają do tego dobra wilanowskie? Chojnów i Żabieniec znajdowały się właśnie pod zarządem Wilanowa, potężnego majątku należącego w XIX wieku do Potockich. I jak pisałem już kiedyś mieszkańcy tych wsi musieli odrabiać szarwarki na Urzeczu, biorąc udział w umacnianiu wałów wiślanych, co z racji odległości od tej rzeki było dla nich kompletnie niezrozumiałe.

Ale Wilanów to temat na odrębną opowieść. W kolejnej części spotkamy duchy mieszkające w tutejszych pałacach i zamkach.


W tekście wykorzystano fragmenty autorstwa Małgorzaty Szturomskiej.

Wakacje z duchami (1)

ksunder

Opowiem wam o duchach.

Wakacje to dobry czas na takie opowieści, zbierałem je przez ostatnie lata i zamieszczałem krótkie informacje na facebooku, teraz pora wreszcie spisać te historie. Duchów w tych stronach mamy niemało, niektóre opisywano już nawet w przewodnikach dotyczących tej tematyki, inne trafiły ndo telewizji i zaczęły żyć własnym życiem. Czytelnicy tego bloga wiedzą również, że na Urzeczu grasują diabły mieszkające w wierzbach, a w tutejszych dworach żyły niegdyś bestie, w pałacach pod posadzkami znajdowano ciała, wreszcie iż okolice Konstancina to miejsce niebezpieczne, nawiedzane przez przybyszy z kosmosu. Pora zebrać to wszystko w jednym miejscu, przez najbliższe dwa miesiące o tym właśnie poczytacie na blogu.

Nawiedzony Komisariat - Konstancin ul. Niecała 19

Ostatnimi laty duch ten zrobił największą karierę, wpływ na powyższe zapewne miał jego inauguracyjny występ w TVN. Jak to zwykle bywa opowieść ta żyć zaczęła własnym życiem, każdy kolejny z piszących dokładał coś od siebie i tak narodził się Niebieski Upiór, będąc inkarnacją dawnego UBeka, lub funkcjonariusza NKWD; straszący w opuszczonym komisariacie. Gdy Policja wyniosła się do nowego obiektu okazało się, iż nocami ktoś wędruje opuszczonymi korytarzami, a pełniący tu służbę spotykali się z tajemniczą zjawą. 

PSX_20150411_183440

Zacznijmy od tego, iż wbrew temu co można wyczytać, że lokalni funkcjonariusze zajmowali tylko parter budynku, a na piętrze grasował duch, nie jest to prawdą, podobnie jak historia, iż w piwnicach budynku znajdowała się katownia UB. Siedziba tej ostatniej instytucji mieściła się w "Białym Dworku", jednak już w pierwszej relacji, w której pojawił się duch, oba te budynki, odległe od siebie o pół kilometra uległy połączeniu. Od tamtej pory wszyscy powtarzając tę historię dodają od siebie jakiś szczegół, ubarwiając ją w sposób niejako fantastyczny, stąd prócz faktu iż MO i Policja bały się wchodzić na piętro budynku, dowiedzieć się możemy, iż przez lata znajdowano tu ślady po dawnych lokatorach, NKWD i UB, których nigdy tu nie było. Bo organa grasowały całkiem niedaleko, na Królewskiej Górze... 

PSX_20150411_183019

Kat z UB stał się już częścią lokalnego kolorytu, nie ma więc szansy aby historię tę sprostować, zwłaszcza iż zawodowe medium potwierdziło jego obecność, wskazując również, iż duch nawiedza to miejsce, nie tylko szukając odkupienia, lecz również z powodu zakopanych tu skarbów. Osobiście nie mam pojęcia kto pozostawia na śniegu ślady oficerskich butów, a nocami kroczy poprzez opuszczony budynek, gdzie skrzypią stare deski. Tajemnicza obecność w budynku stała się już przedmiotem badań zarówno zawodowców z projektu NPM jak i rozmaitych grup urbeksowych. Budynek komisariatu przy Niecałej 19 powoli niszczeje, został sprzedany przez gminę dopiero za dziewiątym razem jesienią roku 2014, jak mówili niektórzy właśnie z powodu tamtejszego ducha. Być może to ostatnia okazja by samemu odkryć ślady ducha, nim wypędzi go nowy właściciel i ruszająca wkrótce na pobliskim Placu Sportowym budowa przedszkola.

Zresztą jeśli szukalibyśmy duchów to znaleźlibyśmy je właśnie na tym placu, gdzie w trakcie okupacji RKS Mirków rozgrywał swe mecze. Oficjalnie nie mogły się one odbywać, więc wójt gminy Skolimów przymknął oko na posadzone tu drzewka przez piłkarzy, które w trakcie meczy zmieniały się z niewinnej roślinności w skłupki bramek. I właśnie tu 29 sierpnia 1943 roku podczas meczu KS "Papiernika" z KS "Wir-Mokotów" padły strzały ze strony niemieckiej żandarmerii, raniono widzów, zginęli piłkarze. Zatrzymani twierdzili, iż żaden klub piłkarski nie istnieje. Jeszcze po wojnie wciąż rozgrywano tu mecze, jak napisał Andrzej Mularczyk nad swą ówczesną sympatię przedłożył grę na bramce na Placu Sportowym, co skutkowało zakończeniem tego związku.

Wkrótce duchy opuszczą więc Plac Sportowy, który nazwę swą wziął właśnie od rozgrywanych tu meczy, a przetrwała ona w nazewnictwie znajdujących się tu przystanków autobusowych. A czy szukać ducha z pobliskiego komisariatu nie wiem, w internecie natrafiłem na przerażającą creepypastę dziejącą się w tymże budynku, gdzie jesienią 2013 roku przenocować chciała czwórka nastolatków. Towarzyszyły im dziwne odgłosy, a tuż przed świtem odnaleźli w podłodze klapę, którą otworzyli, by odkryć stare biurka i maszyny do pisania, a także pancerne drzwi, które postanowili uchylić. Wkrótce w pobliskich domach usłyszano wycie i nieludzkie wrzaski...

 PSX_20150411_185419

Skończmy na dziś opowieść o duchach. Niektórzy mówią, że z ich powodu dawny budynek komisariatu będzie stał pusty i niszczał po wsze czasy. W pobliskim lesie i niedalekim zamku mieszkają również inne. O nich przeczytacie za tydzień.

Linki:

o duchu z opuszczonego komisariatu przeczytacie w wielu miejscach (trafił już nawet do przewodników). Warto zajrzeć do kilku tekstów:

a filmy o duchu z Niecałej dostępne są tutaj:

 Zdjęcia pochodzą z bloga Michała Jankowskiego - http://michalfotografia.blox.pl

Diabły Urzecza

ksunder

wpis o mieszkańcu wierzbowych dziupli

Speak of the devil and he appears, jak mawiają Anglosasi, a prastare to, sięgające zapewne jeszcze czasów indoeuropejskich przysłowie, na polski tłumaczymy jako “o wilku mowa, a wilk tuż tuż”. Nie dojdziemy już zapewne jak doszło do tego, że w znacznej części świata mówimy o wilku lub psie, a w pozostałej o diable. W średniowiecznej Europie panowało przekonanie, że jeśli wspomni się o tej postaci, może ona pojawić się przynosząc ze sobą wszystkie tego konsekwencje. Poprzez wieki znaczenie to z naszego życia zniknęło, podobnie jak sam diabeł. Jak pisał Carl Lewis największym osiągnięciem diabła w XX wieku było przekonanie wielkiej rzeszy osób, iż nie istnieje. Diabeł odszedł także tym samym z Urzecza i innych okolicznych wsi, gdzie jeszcze do niedawna był stałym mieszkańcem.

Cieciszew_2013_publKomosa_fotKwireg_bw_m02

Od dawna w tych stronach zadomowił się bowiem we wszechobecnych nad starorzeczami wierzbach. Opowiedzą wam o tym jeszcze najstarsi mieszkańcy nadwiślańskich miejscowości, pamiętający, że kapliczki na granicy wsi odganiały złe moce. Niestety historie te w dużej mierze pozostają niezapisane, lecz wiążą się z kojarzonym z ziemią kaliską diabłem Rokitą i będącą jego siedzibą wierzbą. Rokita zresztą jest dawną nazwą wierzby, być może dlatego wierzbowe dziuple stały się jego domem. Badacze wiążą go z lechickim bogiem podziemi zwanym Nyją, w wierzbach zamieszkał zapewne później, bo na nasze tereny być może przyszły one dopiero z olędrami, rozpowszechniając się po całym Mazowszu. Czy diabeł był tu już wcześniej nie jest jasne. Lecz jeszcze do niedawna był tu obecny, pod różnymi postaciami.

Do dziś zdarza się, że starsze pokolenie niechętnie spogląda na wierzby. Miały być one siedzibą złego ducha, bądź strzygi. Tak przynajmniej określano ją w rozmowach ze mną, mówiąc iż jeszcze w latach pięćdziesiątych mieszkać miała ona w wierzbach porastających starorzecze nieopodal Habdzina. Lecz przekonanie o istnieniu mieszkańca wierzbowych dziupli zdaje się najbardziej było rozpowszechnione w Opaczy. Być może dlatego, że znaczna część wsi ciągnie się wzdłuż drogi położonej nad starorzeczem, a być może mam takie przekonanie z powodu faktu, iż przyszło mi tam spędzić sporo czasu w mym dzieciństwie i słuchać rozmaitych historii. W latach siedemdziesiątych mieszkała tam zresztą ostatnia w Opaczy znająca dawne sekrety kobieta, a jak mi przekazano gdy leżałem w kołysce miała dawnym zwyczajem przybyć i poczynić nade mną jak nad każdym urodzonym dzieckiem z tej wsi urok strzegące od złego. Zwyczaj ten w kolejnych latach przepadł. Ale dorośli zawsze ostrzegali nas przed wierzbami, które były wspaniałym miejscem zabaw. Gdy zapadała zima po lodzie przeprawialiśmy się na drugi brzeg, który porastały spróchniałe drzewa, przywodzące na myśl twierdze i domostwa, z wielkimi dziuplami. Dorośli woleli jednak byśmy bawili się na lodzie, choć do domów było blisko wołali nas zawsze gdy zapadała ciemność. To wtedy po raz pierwszy usłyszałem o strzydze, mało kto miał ochotę nocą samotnie rowerem przemierzać drogę do Ciszycy. Oświetlenie było słabe, a na zakręcie panowała ciemność. Ktoś tam kiedyś zginął, a kobiety powtarzały, że w wierzbach czai się strzyga.

Cieciszew_2013_publKomosa_fotKwireg_bw_m03

Przed Rokitą ostrzegł mnie kiedyś dziadek. Nie mogłem mieć niż 10 lat i miałem wrócić PKSem do Konstancina. Czasy były inne, więc niczym dziwnym nie było, iż pójdę samotnie na przystanek i wsiądę do autobusu. Musiała być jesień, bo było kompletnie ciemno, choć w Opaczy już od dawna świeciły latarnie, były jednak rozstawione rzadko i dawały słabe żółte światło, oświetlając jedynie obszar położony bliżej słupa. Dziadek opowiedział mi wówczas, jak jeszcze kilkanaście lat temu trzymali we wsi stróżę dawnym zwyczajem (po latach odkryłem, że obyczaj ten trwał od czasów średniowiecza, spisany szczegółowo przez Wielopolskich w roku 1790, odszedł do lamusa wraz z rozwojem elektryczności i przejęciem tych kompetencji przez Milicję Obywatelską). Wówczas wzdłuż starorzecza, nad wierzbami zdarzało się, że strażnicy widywali Rokitę, który gasił latarnie, gubił tropy, sprawiał że stróżujący gubili się w doskonale znanej im wsi i omal nie wpadali do starorzecza, gdzie chciał ich doprowadzić. Idąc na przystanek z duszą na ramieniu zorientowałem się, że latarnie gasną. Świeciły jedynie okna położonych przy drodze domostw, a gdy stanąłem przy wiacie i obejrzałem się, dostrzegłem idącą w mym kierunku kulejącą i chrząkającą ciemną postać. Wówczas nadjechał autobus a ja doń szybko wsiadłem i tak zakończyło się moje jedyne spotkanie z Rokitą. Do dziś go nie zapomniałem.

On wciąż tu gdzieś jest. Nieco zapomniany, ale wciąż mieszka w tych dziuplach, jest elementem naszego dziedzictwa. Zapytajcie starszych mieszkańców, opowiedzą wam wiele ciekawych historii o tutejszych wierzbach, które nigdy nie zostały zapisane. Napisałem o nim dlatego, że na profilu blogowym facebooka licznik wybił 666. No i od razu zepsuł mi się samochód. Speak of the devil and he appears.

rok


Literatura:

O Rokicie i jego związkach z Nyją poczytać można w tym artykule.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci