Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Konstancinek

Powrót do domu

ksunder

wpis o historii żydowskiej społeczności tych stron i wieczorze szabasowym zorganizowanym przez Beit Konstancin

Dotarłem do miejsca, w którym zaczyna się właśnie dzień, choć dla mnie jest to początek nocy. Za oknami zapadła już ciemność, a pobliski park rozświetlać zaczęło światło latarni. Dla mnie nadszedł wieczór, lecz dla osób, które mnie tu zaprosiły rozpoczyna się już sobota. W tradycji żydowskiej dni kończą się wraz z zachodem słońca. Wraz z grupą osób zostałem zaproszony na wieczerzę szabasową, organizowaną przez Beit Konstancin. To reformowana gmina żydowska, należąca do Związku Postępowych Gmin Żydowskich, które otworzyły się na świat zewnętrzny, gdyż ważniejsze dla ich członków jest modlitwa i osobiste doświadczenie Boga, niż surowe przestrzeganie przepisów. „Wiesz, to trochę tacy nasi ewangelicy”, powiedział mi kiedyś z uśmiechem niepraktykujący wyznawca tej religii. Może to i uproszczenie, ale coś jest w tym porównaniu, przecież na udział w wieczerzy ortodoksyjnej nie mam szans, podobnie jak członkowie Beit Polska na msze organizowane w nieekumenicznym przedsoborowym duchu.

Nie wszyscy do końca wiemy jak się poruszać i zachowywać na tej uroczystości, jednak organizatorzy wszystko wyjaśniają i tłumaczą, co sprawia, iż uroczystość staje się wyjątkowym doświadczeniem. A ja trzymając w ręku teksty pieśni, w języku hebrajskim i polskim, słuchając wspaniałego i jednocześnie poruszającego śpiewu kantora Piotra Mirskiego, zastanawiam się nad tym o czym przed chwilą mówiłem ja sam, a po mnie inne osoby. O tym co już przeminęło.

Śpiew  Piotra Mirskiego w Beit Warszawa, do słuchania w tle podczas lektury.

Poproszono mnie o powiedzenie kilku słów na temat obecności Żydów w tych okolicach co uczyniłem, zaś po mnie o zaginionym świecie Jeziorny Królewskiej opowiadali jeszcze Adam i Tomasz. Ale to przywodzi jedynie na myśl, że naszą historię odtwarzamy jak zwykle ze skrawków, a w tym wypadku są one wyjątkowo nikłe. Nie wiemy w zasadzie nic o historii gminy wyznaniowej Jeziorna, obejmującej także teren Wilanowa i Piaseczna, zachowały się jedynie szczątki nic nie znaczących dokumentów. Jej historia dobiegła końca 25 stycznia 1941 roku, gdy wysiedlono zorganizowane tu niespełna trzy miesiące wcześniej getto, mieszczące się na niewielkim obszarze zamkniętym między rzeką Jeziorką a ulicą Bielawską, oraz tzw. Błotnicą (rejon obecnej stacji benzynowej) i osadą Konstancinek (rejon obecnego osiedla Arche). Dzień wcześniej do prezesa gminy Adama Kenigsteina i rabina Rozenwejga miał przyjść komendant tutejszego posterunku granatowej policji uprzedzając ich o tym co ma nastąpić, dzięki temu mogli pod pozorem symulowanego ataku serca wezwać karetkę i pojechać do Warszawy wraz z księgami gminy, które ukryte zostały w piwnicach kamienicy na Pańskiej. Wraz z nimi nastąpił symboliczny koniec gminy, zaś budynek przestał istnieć, być może głęboko fundamentami odbudowanej Warszawy znajduje się fragment naszej przeszłości.

W Jeziornie zostało jedynie kilka domów, trudno wyobrazić sobie jak wyglądały te okolice przez wojną. Nie jest możliwy nawet spacer duchów. (zdjęcie z forum Klubu Miłośników Historii Konstancina-Jeziorny autorstwa Adama Zyszczyka)

Nie potrafimy nawet odpowiedzieć na pytanie od jak dawna Żydzi obecni byli na tych terenach, w Płocku ich obecność notowano już w XI wieku, czyli w czasie kiedy naszą część Mazowsza porastały głównie bory, a tutejsze tereny mające z czasem zostać nazwane Urzeczem łęgowe lasy. Najstarszym zachowanym śladem jest pochodząca z roku 1663 wzmianka o ślubie jakiego udzielono w Cieciszewie niejakiej Helce, córce arcyrabina z Podola i młodzieńcowi z miejscowości Wodynie. Historia to wybitnie miłosna, bowiem wyraźniej uciekali tak długo, aż znaleźli proboszcza, który zgodził się pobłogosławić ich związek, w tym wypadku Leona Stanisława Czarnysza, jednocześnie na chrzcie nadał on dziewczynie imię Jadwiga. Żydzi umykają nam z ówczesnych akt, bowiem nikt nie notował ich obecności, nie byli poddanymi, nie odrabiali pańszczyzny, mogli być arendarzami dworu. W takim charakterze pojawiają się wraz z początkiem XVIII wieku, opisywałem niegdyś na blogu awanturę na wyspie pośrodku Wisły, która z czasem miała stać się Kępą Oborską, gdy w roku 1712 żydowski karczmarz z Obór wyciął tam pospołu z chłopami oborskimi drzewa (wpis: Historia pewnej kępy). O ile w połowie XVII wieku karczmarzami są tu jeszcze Polacy, to do końca XVIII wieku będą nimi głównie Żydzi. Prowadzone przez nich karczmy są dochodowe, jak można było przeczytać ostatnio we wpisie o Karczmarzu z Obór; są także na tyle zaufanymi osobami, że nadzorują pracę polskich przewoźników w Gassach (wpis: Na przewozie w Gassach). Jednakże prawdziwy rozwój żydowskiej społeczności przychodzi z połową XIX wieku i zniesieniem pańszczyzny, kiedy mogą zacząć nabywać ziemię, a także wraz z rozwojem tutejszej społeczności przemysłowej oraz letniska Konstancin. Choć na bramie prowadzącej do Konstacina przed wybuchem I Wojny widniał regulamin zakazujący wstępu Żydom, był on skierowany wyłącznie przeciw społeczności chałaciarzy z Jeziorny Królewskiej, bowiem nie był on wyrazem antysemityzmu, a raczej antyjudaizmu, gdyż nie dotyczył on bogatej części żydowskiego społeczeństwa, wypoczywającej w letnisku, którego goście nie życzyli sobie oglądać biedoty. Pod tym względem niewiele się zmieniło przez wiek, gdyż na strzeżone osiedla wstępu nie będzie miał biedak, wspomnieć można też oryginalne pomysły sprzed lat kandydatów na radnych, proponujących ogrodzenie willowej części Konstancina, aby wstępu nie mieli tu mieszkańcy sąsiednich bloków. W tymże letnisku nie wpuszczającym chałaciarzy w niektórych willach organizowano wierzecze szabasowe…

Krótko o rozwoju żydowskiej społeczności napisał Zdzisław Skrok na stronie WMK (artykuł: „Społeczność żydowska Jeziorny”), wkrótce będziecie mogli zapoznać się ze świetnym tekstem Adama Zyszczyka, przygotowanym na potrzeby powstającego przewodnika. Możliwe będzie wówczas podążenie śladem nieistniejących już miejsc, spacer ulicą Bielawską, niegdyś tętniącą życiem, gdzie mieszkał Sam Freiman, był sklep szewski, piekarnia, rzeźnia… gdzie w kręgu ulic Koziej, Fabrycznej kwitło życie, stały dwie synagogi, mykwa, łaźnia.  A Żydzi byli zwykłą częścią tutejszej społeczności, zaś dzieci uczyły się razem w szkołach i wspólnie bawiły, jak wspominała to dorastająca tu wówczas p. Barbara Kulińska, bohaterka Powstania Warszawskiego. I jak barwnie opisał ten zaginiony świat w swoich wspomnieniach Zbigniew Cechnicki. Wszyscy żyli obok siebie, ale taki to był świat, że pewne podziały jeszcze nie zaistniały. Nieopodal we wsiach nadwiślańskich podobnej koegzystencji żyli ewangeliccy potomkowie olędrów, którzy chrzcili swe dzieci i zawierali małżeństwa w pobliskich katolickich kościołach, gdzie prowadzono metryki stanu cywilnego, zaś  Polacy uczęszczali wraz z nimi do szkół zamienianych w niedziele na kaplice. A w Jeziornie i Konstancinku znaczny procent mieszkańców stanowili ludzie wyznania mojżeszowego, jak stwierdzano wówczas w urzędowej dokumentacji. W styczniu 1939 w spisie przeprowadzonym w gminie Jeziorna wykazano 655 Żydów. W roku 1946 ani jednego, choć była jeszcze Fajga Rotsztajn, ocalona z getta w Otwocku dzięki niesamowitemu łańcuchowi ludzi dobrej woli, począwszy od dziedzica dworu w Bielawie, na proboszczu w Słomczynie kończąc… Na miejscu jatek Rotsztajnów po wojnie wybudowano INCO, a teraz mieści się tam sklep Bomi. Oczywiście ukrywano tu nie tylko Fajgę Rotsztajn, lecz cała społeczność przepadła bezpowrotnie.

Nie ma więc już sklepu Mojsze Kozy, nie ma zegarmistrza Chaskiela, krawca Jelenia, ostała się mykwa zmieniona w prywatny dom. W piątkowe wieczory nie zobaczymy na Argentynie świec szabasowych w oknach (zresztą nazwa ta także związana jest ponoć z Żydami, którzy wyemigrowali podczas dwudziestolecia z Jeziorny do tego kraju). Nie ma także już wyznaniowej gminy Jeziorna, nie możemy nawet podążyć spacerem duchów, bowiem teren mocno się zmienił, lecz jeśli ktoś pragnie wędrować śladem historii, niech zaczeka na tekst Adama i uda się do Jeziorny z przewodnikiem w ręku. Choć Żydzi to nie tylko Jeziorna, to również historia całej gminy, której mieszkańcy wspominają ich obecność w każdej wsi, gdzie mieli swoje sklepiki, a żydowscy handlarze krązyli po łurzyckich wsiach skupując i sprzedając towary, choćby mięso wożone do rzeźni w Karczewie promem w Gassach.

Żydzi w Karczewie, którzy często docierali do tutejszych nadwiślańskich wsi.

I właśnie o tym zaginionym świecie myślałem spoglądając na dwie zapalone świecie, symbolizujące pamięć i przedstrzeganie, biorąc udział w najważniejszym żydowskim nabożeństwie, bowiem w przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które ma święta przewyższające wagę niedzieli, w judaiźmie szabas jest najistotniejszy, pochodzi bowiem od Boga, zaś pozostałe święta płyną z tradycji. I dotarło do mnie, iż od pewnego czasu historia zatacza kręgi, a wszystko w nieco zmienionej postaci wraca do tego co już było, a dawni mieszkańcy do domów tożsamości swych przodków. Bo Konstancin-Jeziorna to taki dziwny zlepek bez tradycji miejskiej, gdzie historia sprawiła, że rozwój zmieniającej się powoli w miasto Jeziorny Królewskiej, siedziby wiejskiej gminy Jeziorna, zahamowany został przez ściśnięcie z letniskami Skolimów i Konstancin, rozdzielono je w latach dwudziestych, a potem wszystko na powrót złączono w PRL-u jeden organizm - robotniczy Mirków, burżuazyjne letniska i nadwiślańskie wsie, stanowiące na początku XX wieku wielokulturową gminę Jeziorna. I teraz to wszystko powraca, znowu mamy wielokulturową gminę, jak podpowiedziano mi z najwyższym wśród podwarszawskich gmin procentem cudzoziemców, sięgającym 6,5 %. Konstancin znowu stał się zamkniętą enklawą bogatych mieszkańców zamkniętych w swych rezydencjach, żyjących z dala od mieszkającej tu od wieków lokalnej społeczności, powrócił wreszcie region Urzecza, a tożsamość kulturowa budzi się na nowo, tworząc na nowo mozaikę mieszkańców tych stron.

To z kolei obrazek z Otwocka, lecz nazwa ulicy Koziej w Jeziornie ponoć ma związek właśnie z owymi zwierzętami hodowanymi przez Żydów.

Cieszę się więc, że miałem okazję skosztować na wieczerzy chałki i napić się wina, że zostałem zaproszony przez Beit Konstancin, tworzony przez Żydów zamieszkałych w tych stronach. Tak więc dla niektórych z naszych sąsiadów w najbliższy czwartek nadejdzie Nowy Rok 5775... Kilka miesięcy temu zaczęły się wieczerze szabasowe, lecz ta w której bralem udział była pierwszą publiczną. Po 73 latach znowu odprawiono szabas, a gmina żydowska (choć zreformowana) wróciła do domu.

 


Autor pragnie podziękować p. Grzegorzowi Gałackiemu za zaproszenie na wieczerzę, która odbyła się w Hugonówce, gdzie organizatorzy wynajęli salę. Jak wiedzą niektórzy, w przeciwieństwie do chrześcijaństwa w judaiźmie nie ma świątyni, a miejsce modlitwy uświęca Tora i modlący się Żydzi.

Ponieważ zanim tekst Adama w przewodniku ukaże się upłynie zapewne nieco wody, poniżej kilka linków, które warto poczytać, jako że zbiorczy tekst na ten temat w zasadzie nie powstał. Prócz wymienionego tekst Zdzisława Skroka zachęcam do poczytania:

Od kiedy pływa prom można także wybrać się na prawy brzeg Wisły i w lasach między Karczewem a Otwockiem odnaleźć zarośnięty kirkut, by uświadomić sobie jak wielka część tutejszej społeczności bezpowrotnie zniknęła. W przeciwieństwie do kirkutu w Górze Kalwarii jest on cały czas dostępny, a wizyta bywa mocno wstrząsająca.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci