Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Jeziorna

Rzeka graniczna

ksunder

Wracając z wakacji zahaczyliśmy o Ciechanów, odwiedzając dawną twierdzę książąt mazowieckich, poddaną niedawno częściowej odbudowie. Zamek wzniesiony by chronić Mazowsze, z czasem przekształcony przez książąt w rezydencję, przypomina Czersk. I właśnie spoglądając na historyczną mapę Mazowsza eksponowaną w Ciechanowie, myśli me pobiegły ku ziemi czerskiej, historycznej krainie, a dokładniej ku jej północnej granicy, gdzie stykała się z ziemią warszawską. Gdzie naturalną barierę stanowiła rzeka Jeziorka, niegdyś znana jako Gyeziora, czyli Jeziora.

35092155566_732d19b85b_kObecna Jeziorka. źródło: Serwis zdjęciowy K-J, autor: B. Biedrzycki

W nazwie tej kryje się odpowiedź na nieoczywiste pytanie, co sprawiło, iż stała się granicą wewnętrzną historycznego Mazowsza. Zastanawiać się bowiem dziś można, w jaki sposób niezbyt szeroka i leniwie płynąca rzeczka, wyznaczała północną rubież Księstwa Czerskiego. Nim jednak została wyregulowana i spiętrzona nieopodal swego ujścia jej koryto było dużo szersze, była zapewne rwąca niczym Pilica i miejscami równie szeroko rozlana, o czym zresztą wspominają źródła. Jeszcze w roku 1853 wylewała niezmiernie często, czyniąc przeprawę niezwykle utrudnioną, choć funkcjonował tu przewóz, jak pisano wówczas z tego powodu stawała się nie do przebycia dla dzieci zmierzających do szkoły. O trudnościach związanych z przebyciem rzeki niech świadczy fakt, iż w Jeziornie Oborskiej w XVIII wieku ulokowano austerię, w której podróżni oczekując na sprzyjające warunki mogli przenocować. We wcześniejszych stuleciach rzeka zaś rozlewała się w tym miejscu tworząc nieprzebyte jezioro, stąd wywiedziono zapewne jej nazwę. Z czasem gdy koryto Wisły się odsunęło Jeziorka podążyła za nim, jednak rozlewiska pozostały, skąd z rzadka wystawał grunt, czyli Grąd, gdzie ulokowano młyn, a z czasem Papiernię.

Nim jednak do tego doszło, Jeziorka stała się granicą Księstwa Czerskiego, które powołał do życia w roku 1247 dzieląc schedę po Konradzie Mazowieckim między jego synów – Siemowita i Bolesława. Wówczas rzeka podzieliła Mazowsze, na północ od niej, gdzie obecnie położone są Skolimów, Bielawa czy Powsin znajdowało się Księstwo Płockie. Warszawa jak wiemy jeszcze zapewne nie istniała, ważniejszym dużo grodem był Jazdów, niebawem zniszczony podczas najazdu Litwinów. Zwróćmy jednak uwagę, iż granicę swą spadkobiercy swą wyznaczyli w oparciu o istniejące już parafie kościelne. Początki parafii w Milanowie (Wilanowie) sięgają właśnie XIII wieku, w owym czasie obejmowała ona tereny po obu stronach Wisły, aż po Jeziorkę. Tu graniczyła z utworzoną w roku 1236 parafią w Cieciszewie, której data powstania wyprzedza utworzenie Księstwa Czerskiego. Naturalnym wydaje się wykorzystanie powyższego podziału do wyznaczenia granicy między księstwami, zwłaszcza iż prawdopodobnie już w owym czasie Milanów był własnością klasztoru Benedyktynów w Płocku, tym samym niejako teren całej parafii podporządkowany został zwierzchności księcia płockiego. Tak oto Jeziorka stała się granicą, którą pozostać miała przez kolejne 500 lat. Pozostała nią gdy w roku 1377 Siemowit III przeprowadził reformę Mazowsza, wyodrębniając ziemie i powiaty. Wówczas narodziła się ziemia czerska z powiatami w Czersku, Warce i Grójcu, granicząca na Jeziorce z ziemią warszawską.

mapaDawny przebieg Jeziorki oznaczony na współczesnej mapie. Do czasu regulacji rzeki płynęła ona tuż pod Jeziorną Królewską, gdzie przebiegała granica majątków i ziem Mazowsza

W kolejnym stuleciu Mazowsze traciło swą niezależność, ograniczone coraz bardziej, zmieniając się w ziemię warszawską-czerską, by w roku 1529, po śmierci książąt mazowieckich zostać inkorporowane do Korony. Jednak w Polsce dawny podział przetrwał, nic dziwnego, bowiem Siemowit III reformy wprowadzał na wzór podziału funkcjonującego w Królestwie. Granicą ziem czerskiej i warszawskiej w tej części kraju pozostawała Jeziorka, choć po drugiej stronie Wisły także znajdowały się obszary do niej należące, jak Karczew czy Warszawice. Z czasem powołano powiat garwoliński. A po drugiej stronie Jeziorki leżał powiat warszawski, na zachód starostwo niegrodowe piaseczyńskie. W powiecie warszawskim leżały Bielawa i Jeziorna Królewska, tu władzę sprawował król, niezależnie od faktu iż ta ostatnia była królewszczyzną, władza królewska ograniczona była do powiatu warszawskiego. I tutaj znajdziemy odpowiedź na pytanie, z jakiego powodu rokoszanie Zebrzydowskiego zatrzymali swój pochód na Warszawę w roku 1607 i akt detronizacji sporządzili w Jeziornie. W której Jeziornie zapytać może uważny czytelnik? „W obozie pod Jeziorną” jak stanowi ów dokument, a dokładnie na ziemiach oborskich, w ziemi czerskiej, gdzieś w okolicach obecnej Starej Papierni. Króla detronizowali bowiem nie wkraczając do ziemi warszawskiej, gdzie podlegaliby już jego władzy, nad rzeką graniczną.

Te same zasady sprawiają, prawie dwa wieki później, iż sławne na całą Polskę staje się powiedzenie – „Wiesz, gdzie Jeziorna?”. Wiemy o nim dzięki Glogerowi, który w źródłach odnalazł informację o pojedynkach toczonych w ostatnich latach istnienia Rzeczpospolitej. Jak zapisał: „Jeziorna, wieś o dwie mile od Warszawy położona, stała się w drugiej połowie XVIII w. przysłowiową, jako miejsce, dokąd udawano się ze stolicy dla odbywania pojedynków, a czyniono to, chcąc uniknąć władzy marszałka wielkiego koronnego, która w tej odległości od rezydencyi królewskiej nie ścigała już wykraczających przeciw prawu. Były więc wyrażenia: „Apelacja pod Jeziornę, “ czyli wyzwanie na pojedynek. „Czy wiesz, gdzie Jeziorna?“ — pogróżka pojedynku, znacząca tyle, co: porąbię cię, dam ja ci w pojedynku!”. Na Jeziorce właśnie kończyła się władza marszałka wielkiego koronnego, dbającego o spokój monarchy. W ziemi czerskiej pojedynki były w zasadzie bezkarne, a najbliższa Warszawie granica leżała właśnie w tym miejscu. Wystarczyło więc udać się do Jeziorny (Królewskiej) i przekroczyć rzekę, płynącą wówczas pod samą miejscowością. Na łąkach leżących między rzeką a odnogą świętego Jana, być może gdzieś w okolicach Błotnicy, czyli obecnej lokalizacji stacji benzynowej, toczono pojedynki. Koryto rzeki dzieliło się wówczas na dwa nurty, nad jednym położona była Jeziorna Królewska, nad drugim Jeziorna Oborska. Dziś jedyny nurt płynie w zupełnie innym miejscu, zapomina się, iż niegdyś Jeziorka wiła się wśród rozlewisk, w kierunku Wisły płynąc przez teren obecnego Mirkowa. Wszak obecna szkoła Montessori czy boisko RKS Mirków położone są na jej dawnym lewym brzegu, prawy stanowiłby mur Papierni.

gillyNa mapie Gilly'ego i Von Crona z przełomu XVIII i XIX wieku widoczny jest jeszcze podział na ziemie czerską i warszawską, biegnący dawnym korytem Jeziorki, choć z biegiem lat uległo ono zmianie. Granica wytyczona została podczas rozgraniczenia majątków Bielawy i Obór w roku 1781.

Choć rok 1795 przyniósł formalny koniec ziemi czerskiej i warszawskiej, choć w nowo utworzonej prowincji Prus Południowych zachowano początkowo dawny podział. Nawet po zakończeniu krótkiego pruskiego panowania Jeziorka jeszcze długo stanowiła granicę. Nadal wyznaczała rubieże włości dziedziców Bielawy, Jeziorny i Obór, o którą to granice często się kłócono, o czym niegdyś pisałem. Zmieniano jej koryto, odbierając wodę, ryto kanały, wznoszono młyny. XIX wiek przyniósł formowanie podziałów administracyjnych. Królestwo Polskie przejęło system odpowiedzialności samorządowej przez właścicieli majątków. Powstały w ten sposób gminy Obory, Jeziorna Bankowa, a z czasem Bielawa z siedzibą w Jeziornie Królewskiej. Aż do Powstania Styczniowego rzeka rozdzielać będzie majątki ziemskiej. Aż przyjdzie reforma roku 1867, gdy z połączenia tych gmin narodzi się gmina Jeziorna, w której skład wejdą tereny po obu stronach rzeki.

Ciekawe, iż 150 lat wystarczyło, by pamięć o Jeziorce i granicy, którą stanowiła, zupełnie zatarła się w ludzkiej pamięci. Niedaleka nas Warszawa wciąż podzielona jest na prawo i lewobrzeżną, a Praga nawet jako część Warszawy dumna jest ze swej odrębności. W Konstancinie-Jeziornie jedynie nazwy dawnych wsi i miast funkcjonują na zasadzie podobnej do dzielnic. Jeziorka już niczego nie dzieli, codziennie przejeżdża się nad nią jednym z mostów, nie pamiętając, iż w dawnych czasach przebycie jej oznaczało przekroczenie granicy majątków ziemskich i ziem dawnego Mazowsza.


Źródła i literatura:

  • AGAD, ASK
  • AGAD, Obory
  • Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. V Mazowsze, red. A. Pawiński
  • Dzieje Mazowsza t. I, red. H. Samsonowicz, Pułtusk 2006
  • GLOGER Zygmunt, Encyklopedia Staropolska

Most w Jeziornie

ksunder

Niedawno Adam Zyszczyk odnalazł niezwykle ciekawe zdjęcia Jeziorny Królewskiej pochodzące z roku 1947 i zamieścił je na profilu Konstancin-Jeziorna. Historia, Ludzie, Architektura. Fotografie pochodzą ze zbiorów p. Witolda Rawskiego, a ja pozwalam zamieścić je jako ilustrację niniejszego tekstu. Poniżej widoczna jest zamarznięta Jeziorka, przez którą wiedzie prowizoryczna kładka, zaś niedaleko dostrzec możemy betonowe podpory. Nie są to jednak bynajmniej elementy budowanego mostu, lecz pozostałości poprzedniego. Być może historia budowy kolejnego mostu jest mało wdzięczną rzeczą, lecz wartą opisania.

16508089_1404959816205607_2408523888798969744_nPierwotny most ginie w mrokach tajemnicy, zapewne wybudowano go na przełomie XIX i XX wieku, bowiem widnieje na mapach z ówczesnego okresu. Dlaczego tak późno? Stali czytelnicy tego bloga być może pamiętają, jaką trudność z punktu widzenia inżynieryjnego nastręczała konstrukcja stałych przepraw, które bardzo długo uważano za budowle przeczące prawom natury. W XVI wieku Klonowic pisał, że zwyczajną rzeczą jest prom, nie most. Gdy pod koniec XVIII wieku Adam Poniński pobierał myto z drewnianego mostu z Warszawy na Pragę, wszyscy wyczekiwali chwili, gdy zabiorą go lody. Drewniane konstrukcje kiepsko sprawiały się w starciach z krą i zatorem. Na mniejszych rzekach takich jak Jeziorka występowały problemy innego rodzaju. Od XVII wieku próby budowy mostu z Jeziorny Królewskiej do Oborskiej torpedowali właściciele tych dóbr, w szczególności Wielopolscy, pobierający opłatę za przewóz przez rzekę, szczególnie po utworzeniu w Jeziornie Oborskiej placówki królewskiej poczty. Akta pełne są pretensji do Urszuli Wielopolskiej, z której polecenia porąbano most budowany od strony Jeziorny Królewskiej, a z rzeki wyrwano pale, wbite przez poddanych imć Dzierzbickiego. Brak mostu sprawiał, że przeprawa przez Jeziorkę nie zawsze była możliwa, jeszcze w roku 1853 dzieci z Bielawy nie mogły uczęszczać do szkoły w Słomczynie, gdyż proboszcz z Powsina pisał w dramatycznym tonie „rzeka w Jeziornie często wylewa i dzieci mało korzystają z nauki w szkole”. Most zdołano wreszcie wznieść, choć nie sposób odnaleźć dokumentów, które podawały by nam datę zakończenia jego konstrukcję. Most zmienił wiele w sposobie podróżowania, z czasem przekonano się, że jest pewniejszym sposobem przedostania się przez rzekę niż przewóz. Dla zobrazowania problemów natury logistycznej z jakimi mierzono się w XIX wieku przywołajmy prosty przykład z roku 1809, gdy armia austriacka by zniszczyć armię Księstwa Warszawskiego po bitwie pod Raszynem musiała przedostać się przez Wisłę. Po zniszczeniu mostu w Warszawie do wyboru miała dwa najbliższe: w Toruniu i Puławach. To uzmysławia nam jak wiele zmieniło się w transporcie przez ostatnich 200 lat. Tamta historia zakończyła się bitwą pod niedalekim Ostrówkiem, my jednak wróćmy do roku 1947.

16649093_1404959782872277_1646570871624719956_nKraj podnosił się zniszczeń, mostu przez Jeziorkę nie było, bowiem zniszczyli go w roku 1945, Niemcy wycofujący się w styczniu przed ofensywą polsko-rosyjską. Przy okazji wysadzili również spiętrzenia i tamy na zakolu Świętego Jana oraz Jeziorce, co sprawiło, iż stała się rzeką dziką i wezbraną. Wkrótce spiętrzone wody powodziowe zabrały most w Mirkowie, co spowodowało, iż w tej okolicy jedynym mostem umożliwiającym transport inny niż pieszy, był mostek kolejowy nieopodal Hugonówki. Niezbędne było jednak szybkie udrożnienie transportu, zwłaszcza dla odbudowywanej Papierni, stąd też 20 czerwca 1947 roku powołany został Komitet Budowy Mostu na Jeziorce. Podjęto decyzję, iż odbudowany most ma być mostem stałym. Problemem okazały się finanse. Był to jeszcze czas, gdy powojenne państwo posiadało wciąż silne samorządy, tolerowało ruchy społeczne, a władze komunistyczne dopiero wprowadzały rządy stalinowskie. Początkowo zaplanowano budowę mostu z funduszy gminnych, wspomaganych opodatkowaniem w naturze mieszkańców gminy, z dotacji i dofinansowania dokonanego przez Papiernię, żywo zainteresowaną uczynnieniem mostu, a wykonanie prac przy pomocy świadczeń w naturze, z istniejących jeszcze wówczas szarwarków. Komitet gminny wkrótce rozpoczął zbiórkę, planując jednocześnie odbudowę mostu w Mirkowie, który wyceniono na 200000 złotych.

16508704_1404959756205613_313044041301136745_nKierownikiem komitetu był ówczesny wójt gminy Jeziorna, Piotr Szczur, znany tutejszy społecznik i nauczyciel, późniejszy twórca szkoły znanej jako „cyrk”. Skupiono się na budowie mostu na drodze Wilanów-Jeziorna-Konstancin. Na wniosek komitetu powstały trzy projekty planowanego msotu, które Urzad Gminy skeirował do zaopiniowania do Urzędu Wojewódzkiego Warszawskiego w Pruszkowie, wnosząc o wybranie projektu belki wzmocnionej łukiem. W październiku 1947 roku opracowano projekt zawierający 2 belki wypornikowe z zawieszoną belką środkową. Poprzedniemu projektowi z przyczyn technicznych sprzeciwiono się w Urzędzie Wojewódzkim, opiniując go negatywnie w Wydziale Komunikacji w Zarządzie Drogowym.

16640993_1404959832872272_2454015138742527795_nOpiniodawcą kolejnej wersji był inżynier Stanisław Kądziołko zamieszkujący w Skolimowie przy ul. Prekera. Jak napisał: „Przesyłając niniejszym czwarty wariant mostu przez rzekę Jeziornę w Jeziornie, zwracam uwagę że wariant ten nie nadaje się absolutnie do wykonania w miejscowych warunkach i żądanie wykonywania go nie może być uzasadnione żadnymi rzeczowymi argumentami. Mosty podobne projektuje się przy rozpiętościach 70-100 m, ze względow żeglugowych. W naszych warunkach grozi zalewaniem belek przez wysoką wodę i może być przyczyną podwyższenia fali powodziowej”.

10366137_762130340488561_6746688392891510797_nDecyzję o budowie stałego mostu żelazo-betonowego podjęto 22 stycznia 1948 roku, o czym poinformowano wówczas gminę Jeziorna. Decyzja zapadła z pominięciem komitetu, ponadto wbrew opinii inż. Kądziołki, który w kwietniu 1948 roku skierował do Urzędu Wojewódzkiego gniewne pismo, zaczynające się od słów: „Naskutek ciągłego odwlekania sprawy przez Pow Zarz Drog pomimo moich wielokrotnych osobistych interwencji (...) projekt powierzono do wykonania osobom trzecim, jednocześnie akceptując łuki i belki, które wcześniej jak tłumaczono mi, nie mogło być mowy”. Najwyraźniej jednak otrzymano zgodę na rozpoczęcie budowy mostu, bowiem 11 maja 1948 roku Komitet Odbudowy Mostu wezwał mieszkańców gminy Kąty Turowic i Kawęczyna do zwózki żwiru z Turowic.

10301050_762130343821894_1834032586234966447_n

Wybudowany most w roku 1952

Niestety odbudowa mostu własnymi siłami niewiele dała. Papiernia nie przekazala obiecanych pieniędzy, komitet zaś nie zdołał zebrać wystarczających funduszy. Wreszcie nie zdołano bez rozebrać pozostałości dawnych filarów i wsporników, lipiec i sierpień przyniosły zaś wysokie stany wód Jeziorki, uniemożliwiając budowę. W tym stanie rzeczy realizację budowy przejęło Państwo i nowy most wzniesiono począwszy od roku 1949 jako przedsięwzięcie rządowe. Most nie posiadał łuków i belek, większość zapewne doskonale go pamięta, poddany gruntownemu remontowi w roku 1987, został rozebrany kilka lat temu, a w jego miejscu wzniesiono zupełnie nową konstrukcję. Etapy prac można podziwiać w serwisie zdjęciowym Konstancina.

10308108_762130353821893_7255124658227250384_n

Na zakończenie jeszcze raz rok 1952


Zdjęcia oznaczone jako "Kolekcja rodziny Rawskich" pochodzą ze strony, zdjęcia z roku 1952 pochodzą ze zbiorów p. Małgorzaty Szturomskiej, odcisk pieczątki komitetu ze zbiorów własnych

Źródła:

  • AGAD, AGWil
  • AGAD, Obory
  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

Dwór w Jeziornie

ksunder

Mamy kolejną rocznicę istnienia bloga, bowiem zadebiutował on w sieci 29 stycznia, kiedy pojawił się tekst o młynie w Jeziornie Królewskiej. Zatem okazja dobra by napisać o istniejącym tu dworze, który już dawno przepadł bez śladu, nie zachowując się nawet w ludzkiej pamięci. Lecz w układzie topograficznym Jeziorny wciąż widnieje pewna pamiątka jego obecności, ale o tym na końcu niniejszego tekstu.

Najstarsza jak dotąd znana mapa Jeziorny z roku 1730. Na prawo od Jeziorki, w ziemi warszawskiej, widoczna Jeziorna Królewska, wówczas dzierżawiona przez niejakiego Dembowskiego. Na lewo należąca do Obór Jeziorna Oborska, na obecnej Grapie nad odnogą Św. Jana. Przy lewym nurcie i między odnogami widoczny młyn oborski, który z czasem stanie się Starą Papiernią.

Podobnie jak większość dworów został wzniesiony w miejscu istniejącego tu niegdyś centrum osady, gdzie rezydował jej właściciel. W przeciwieństwie do Cieciszewa, Bielawy czy Obor trudno jednak szukać tu śladów grodu, bądź umocnionego domostwa, które z czasem przekształci się w dwór. Ślady osadnictwa w Jeziornie z okresu średniowiecza pochodzą z wieku XII i XIII, gdy osada położona nieopodal przeprawy zaczęła się rozrastać. Usytuowano ją przy drodze wiodącej z Bielawy wzdłuż rzeki, obecnej ulicy Bielawskiej, stanowiącej wówczas główny szlak. Przeprawa znajdowała się wówczas właśnie w tym miejscu, z czasem wraz z wyprostowaniem się drogi wiodącej z Warszawy, pomijającej Bielawę, przeniosła się w rejon obecnego usytuowania mostu. Jeziorna straciła właściciela jeszcze w XV wieku, ostatnim odnotowanym był Mikołaj zwany Żądłem, po roku 1430 przeszła na właśność książąt mazowieckich. Być może Żądło zastawił ją i nie zdołał wykupić, bądź bezpowrotnie zmarł. Wkrótce nazywano ją już książęcą, a po wcieleniu Mazowsza do Korony stała się królewszczyzną, stąd jej późniejsza nazwa. Nie było więc tu znacznego dworu szlacheckiego, wybudowano jedynie dworek na potrzeby posesora lub wyznaczonych przez niego zarządców, którzy przez kolejne lata często się zmieniali. Z czasem wykształcił się folwark, w którym funkcjonował wspomniany dwór. 

Najstarsza wzmianka o nim pochodzi z roku 1565, gdy lustratorzy odnotowują, iż “Jest w tej wsi folwark i dwór dobry, dobrze zbudowany”. Ponad wiek później nie będzie już po nim śladu, gdy po Potopie “budynki przez wojska szwedzkie funditus ogniem zniesione” zostają. Zachowany opis dworu przyniesie nam dopiero wiek XVIII. W roku 1768 wiodła doń brama, jak zanotował lustrator niedawno wzniesiono ganek na słupach wraz z podłogą z tarcic, skąd przez masywne dębowe drzwi na zawiasach wkraczano do sieni. Dwór nie był w najlepszym stanie, bowiem jedno z okien miało wybitą szybę, dwa były spękane, pozostałe od lat naprawiano przy pomocy ołowianych sztab. Pułap był nadgniły, lecz rekompensował to biały, dobry piec. Dwór był spory, bowiem znajdowały się tu cztery pomieszczenia, w tym kuchnia, w której ognisko płonęło w zielonym piecu. Zaznaczmy, iż wokół pieców podłogę rzecz jasna stanowiły cegły, a dwa murowane kominy wychodziły na dach przykryty gontami. Pod dworem zaś znajdowała się piwnica, do której prowadziły schody. Wokół niego zaś znajdował się folwark, z oborą, stodołą i gumnem.

Dwór był siedzibą dzierżawcy, który zarządzał folwarkiem i dopilnowywał chłopów pańszczyźnianych z tutejszej wsi (nadmieńmy, iż pod koniec XVIII wieku wiele tu znajomych nazwisk, takich jak choćby Szewczyk czy Golik, po dziś dzień mieszkających w tej okolicy). Budowla przetrwała upadek Rzeczpospolitej, stając się siedzibą pruskich rządców, zatrudnionych w Ekonomii Lesznowola, której Jeziorna podlegała. Jego istnienie notuje jeszcze mapa z roku 1838, gdy Jeziorna Królewska wciąż należała do władz, kiedy wkrótce zakupił ją Henryk Rossman z Bielawy pozostawił tu dzierżawcę. Kres budowli przyniosło dopiero utworzenie gminy Jeziorna w roku 1867, pierwsze zebrania gminy odbywały się właśnie tu, potem urząd się przeniósł. Dwór zniknął, a ziemie folwarku zaczęto powoli wyprzedawać.

Pora więc wskazać jego lokalizację, którą był zbieg obecnych ulic Polnej i Bielawskiej, gdzie na terenie części dawnego folwarku znajdują się bloki przy ul. Narożnej i okoliczne domostwa. Właśnie ulica Polna jest zachowanym śladem jego istnienia, podobnie jak w Bielawie ulica Lipowa zostala wytyczona z warszawskiego szlaku by prowadzić do dworu, analogicznie uczyniono w Jeziornie. Ulica Polna wiodła wprost do bramy, co ujrzec możemy na poniższej mapie. 

Bez_nazwyNa zakończeniu Polnej znajdował się dwór, wybudowany w miejscu, gdzie istnienie swe rozpoczęła Jeziorna Królewska. Tu znajdowała sie dawna przeprawa, przy drodze prowadzącej w średniowieczu przez Bielawę. Nie ma już dawno po nich śladu, jedynie ulica Polna przypomina, iż wytyczono ją wprost do dworskiej bramy.

P1200443


Źródła i literatura:

  • AGAD, ASK
  • Lustracja województwa mazowieckiego 1565 r. wyd. PWN, W-wa 1965, red. I Gieysztorowa A. Żaboklicka
  • Lustracje województwa mazowieckiego XVII wieku, t. I i II, wyd. PWN i PAN, W-wa 1968, 1989, wyd. A. Wawrzyńczak

Zapomniani powstańcy

ksunder

Śledzący profil facebookowy bloga lub lokalną prasę wiedzą, iż niedawno doszło do uszkodzenia płyty nagrobnej powstańca styczniowego, Ignacego Robaka. Mam nadzieję, że uda się dokonać renowacji miejsca jego pochówku, lecz na razie to odległa kwestia. Walki styczniowe przykrył kurz historii, obecnie skupiamy się na odkrywaniu żołnierzy wyklętych, odsuwając na bok nawet żołnierzy Armii Krajowej. To relatywizm historii, która powtarza jak zawsze utarte schematy. Po odzyskaniu niepodległości w roku 1918 żyjących powstańców roku 1863 czczono jak bohaterów, nadając im stopnie oficerskie, podczas gdy oni sami kłócili się między sobą czy rację mieli biali czy czerwoni, wyzywając wzajemnie od zdrajców. Jednocześnie dyskutowano czy Powstanie Styczniowe miało sens, a niektórzy uważali za bohaterów sztyletników, z ukrycia dokonujących zamachów.

Lecz my sięgnijmy w przeszłość z innego powodu, jej ślady przywiodły nas ku kolejnym odkryciom. Dokonała ich łurzycanka p. Danuta Nowosielska (Bakalarek), ja jedynie częściowo je uzupełnię. Ignacy Robak, nie był jednak pseudonimem powstańczym, jak pierwotnie podejrzewałem. Akt jego urodzenia we Włoszczowej wskazuje, iż narodził się 28 stycznia 1846 roku jako syn Aleksego i Anny z Cielętarskich, jak zanotował tamtejszy proboszcz na świat przyszedł o północy. Koleje losu zawiodły go do Papierni w Jeziornie, gdzie podjął pracę jako czeladnik, zapewne jak mając nie mniej niż 13 – 14 lat. W wieku 17 lat zginął pod Chojnowem, na płycie napisano, iż miał ich 18, choć nie zdążył iż ukończyć. Okazuje się jednak, że nie tylko on był pracownikiem Papierni, lecz również znany już uprzednio Walenty Pindelski ze Słomczyna, zmarły w Powsinie jako podporucznik wojska polskiego. Jak się okazuje w owym czasie był on również zatrudniony w tutejszym zakładzie. Zapewne zatem jakaś grupa ludzi zorganizowała się by pójść wspólnie bić się o Polskę. Piękna to tradycja niepodległościowa, którą Papiernia powtórzyła prawie wiek później, podczas drugiej wojny.

21_1875_65_8_Robak_Ignacy_akt_urodzenia_1846Lecz to nie jedyni powstańcy z tych terenów, do walki stanęli także inni, których imion dotąd nie znaliśmy. 24 czerwca 1839 roku na świat w Bielawie przyszedł Jan Bednarczyk, który 19.stycznia 1863 roku zamieszkiwał na Kępie Okrzewskiej (wówczas jeszcze formalnie kolonii olęderskiej). Tego dnia wziął ślub z Agnieszką z Matyjasiaków panną również z rzeczonej Kępy Okrzewskiej. Powstanie styczniowe zostało ogłoszone 22 stycznia tego roku, a więc Jan zaraz po ślubie poszedł w szranki powstańców. Zesłany został na Syberię, bowiem pojawia się w imiennym wykazie ks. Ruczka, wstawiającego się za Powstańcami do władz. Z zesłania powrócił i żył jeszcze w wolnej Polsce, bowiem w roku 1923 wymieniony został w roczniku oficerskim, jako podporucznik Wojska Polskiego.

11 grudnia 1843 roku w Czernidłach na świat przyszedł Tomasz Majewski, syn Walentego i Katarzyny Śliwka (to ostatnie nazwisko jak wiadomo noszą wciąż mieszkańcy Gassów i Czernideł). Jego udział w powstaniu nie zakończył się zesłaniem, bowiem w roku 1865 poślubił Mariannę Zambrzykowską, mieszkankę części Jeziorny gdzie funkcjonowała wówczas Papiernia, co znowu prowadzi nas do tego samego miejsca. Sam Tomasz zamieszkiwał wówczas w Jeziornie Bielawskiej, jak zwano przez krótki czas Jeziornę Królewską, gdy zakupili ją Rossmanowie. W roku 1923 wymieniono go jako podporucznika weterana WP, zatem jeszcze wówczas żył.

Rocznik oficerski wskazuje jeszcze ppor. Walentego Milczarski z Konstancina. Niestety nic więcej o nim nie wiemy, być może będzie to osoba wspomniana we wspomnieniach przez Monikę Żeromską.Stary dozorca z położonej na wprost willi "Świt" willi "Pod Wieżą", z którym jej ojciec rozmawiał długie godziny na temat powstania. Tego nie dowiemy się już nigdy…

Wreszcie przejdźmy do tajemniczego powstańca o nazwisku Gut, o pseudonimie „Brun”, o którym pamięć przechowano w Słomczynie, jako żyjącego tam powstańca. Niestety rocznik oficerski na jego temat milczy, choć starsze pokolenie pamięta jeszcze jak przed II Wojną Światową na jego grobie straż trzymali harcerze. Zatem gdy Polska odzyskała niepodległość, już nie żył. Metryki podsuwają nam dwie pasujące osoby, lecz po wnikliwym przyjrzeniu się ich historii uznać należy, iż chodzi o Józefa(Gutowskiego) Gutta, który w 1842 roku ożenił się z Marianną z Pogodzińskich i w 1857 roku miał syna również o imieniu Józef. Lecz to ojciec poszedł walczyć w wieku 40 lat, przeżył je i zmarł w roku 1890. Jego syna pochowano zaś nieopodal grobu Ignacego Robaka, w kaplicy Fagońskich. Ale w akcie zgonu ojca jako świadek wymieniony jest jego sąsiad ze Słomczyna, Wojciech Pindelski. Tak się składa, że był on bratem Walentego Pindelskiego, po dziś dzień czczonego w Powsinie jako jedyny znany z imienia i nazwiska powstaniec styczniowy pochowany na tamtym cmentarzu. Ze Słomczyna pochodził również opisywany przeze mnie kiedyś sztyletnik. Jak widać do walki chodziło się wspólnie.

I teraz, tuż przed Świętem Niepodległości, przywołam jeszcze jeden aspekt w kontekście niedawnego podnoszenia, iż historia niemieckich osadników, nie jest polską historią. Łatwo w tekście można było wychwycić informacje o Kępie Okrzewskiej. Rodzina Matyjasiaków mieszkała tam już w latach dwudziestych XIX stulecia, w tej olęderskiej kolonii. Zaś Józef Gutt „ojciec” jest wnukiem Łukasza i Ewy z Mroczkowskich m. Guttów przybyłych na Urzecze ok. 1787-1788 roku. Ich synem był Jan Gutt z zawodu zdun, mularz. Rok przybycia jasno wskazuje, że przypłynęli tu wraz z drugą falą olęderskiej kolonizacji, a ich wnuk poszedł bić się pod znakiem orła w koronie. I to chyba najlepsza puenta w sprawie niemieckich kolonistów.

Za kilka dni obchodzić będziemy rocznicę odzyskania niepodległości. Nieważne w jakich okolicznościach do tego doszło, pomyślmy ile osób poszło walczyć o to, aby Polska była wolna. W roku 1812, 1830, 1846, 1863 i później, w kolejnych powstaniach i rewolucjach, a także po roku 1918. W „Siekierezadzie” Edwarda Stachury jest piękna scena, w której podczas awantury na wiejskiej zabawie Michał Kątny zwraca się do Janka Pradery, otoczonego przez miejscowych bojców. Ratuje go pytaniem o to, czy zawołać „naszych chłopaków”. Później wyjaśnia jakich chłopaków miał na myśli. Naszych. Tych z Powstania Listopadowego i Styczniowego. Z Powstań Śląskich i z Powstania Warszawskiego. Gdybyś ich zawołał, gdyby cię usłuchali, byłaby to wielka i piękna armia duchów, odpowiada Pradera.

Pomyślcie o tej nieprzeliczonej armii duchów 11 listopada, spośród których znamy imiona jedynie niewielkiej części.


Źródła i literatura:

  • ASC Słomczyn i Powsin
  • Rocznik oficerski 1923

Po powodzi

ksunder

dalszy ciąg wpisu o wylewie Wisły

Zgodnie z obietnicą dzisiaj do poczytania nieco bardziej oficjalny komunikat na temat powodzi roku 1879, niż reportaż dziennikarza wysłanego na miejsce zdarzenia.Dodam jeszcze, że społeczeństwo Warszawy pośpieszyło wówczas z pomocą mieszkańcom gmin Wilanów i Jeziorna, powołany został bowiem komitet pomocy poszkodowanym. Akta jego działalności zachowały się w Archiwum Głównym Akt Dawnych, zebrane ruble przeznaczono m. in. na uruchomienie wzmiankowanego tu poniżej szpitala polowego  w Bielawie. Warto zwrócić także uwagę na wzmiankę o zmobilizowaniu do pomocy członków "miejscowego jacht-klubu", którzy na polecenie władz użyli swych łodzi do niesienia pomocy. 

Artykuł ukazał się 20 lutego 1879 roku.

Clipboard014

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci