Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : Jeziorna

Jeziorański Nepomuk

ksunder

Pamięć o pochodzeniu tutejszego Nepomuka ginie w pomrokach dziejów, tajemnicy jego pochodzenia nie sposób odnaleźć w dokumentach, prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, w jakich okolicznościach ustawiono figurę znajdującą się na wprost papierni. Z całą pewnością uczyniono to w XVIII wieku na granicy ziem oborskich, na terenie parafii cieciszewskiej w Słomczynie, jako że wówczas świeżo po wybudowaniu kościoła w nowej lokalizacji taką właśnie nosiła nazwę. Jej barokowy wygląd i inwentaryzacja dokonana przez konserwatora zabytków podpowiadają nam jedynie, w którym wieku powstała.

Clipboard0112

Nepomuk w roku 1994 (Spotkania z Zabytkami)

XVIII wiek to czas gdy stawiano najwięcej Nepomuków, bowiem właśnie wówczas kanonizowano Jana Nepomucena, czeskiego kanonika żyjącego w XIV wieku. Gdy odmówił ujawnienia tajemnicy spowiedzi królowej Zofii, król Wacław kazał go torturować, a wskutek uporu księdza, nakazał utopienie go w Wełtawie. Nepomucen został patronem spowiedników, tonących oraz orędownikiem powodzian. Stąd też w pełni uzasadniona wydaje się obecność figury z piaskowca w tym miejscu. Zapewne utonęło tu wiele osób, gdyż powódź była czymś stałym. Adam Zyszczyk w swej świetnej broszurce o tutejszych krzyżach i kapliczkach przydrożnych napisał, iż Nepomuk spogląda na przecinający w tym miejscu rzekę most. Choć w zadumie kieruje swe spojrzenie w tym kierunku, jednak gdy go ustawiano, o moście w tym miejscu nikt nie pomyślał.

Wiele zmieniło się od czasów pierwotnego wydania broszurki Adama, posąg doczekał się zasłużonego remontu. Jeszcze więcej uległo zmianie od czasów jego ustawienia, co skłoniło mnie do refleksji geograficzno-historycznej. O moście przez Jeziorkę wówczas nikt nie marzył, raz z powodu zupełnie innego przebiegu rzeki, dwa jak to w czasach staropolskich bywało jego ustawienie nie było czymś prostym. Mostom się z reguły nie ufało, traktowano je jako coś sprzecznego naturze, stawiając wyżej niego usługę przewozu. Jako, że z dawna świadczono taką po stronie podległej dworowi w Oborach, gdy dzierżawcy królewszczyzny w Jeziornie Królewskiej usiłowali wybudować most na palach, był on traktowany jako co najmniej zamach na wolności posiadaczy Jeziorny Oborskiej. Jeszcze w roku 1781 z polecenia Urszuli Wielopolskiej wbite w rzekę pale wyrwano, a konstrukcję porąbano. Lecz niezależnie od tego, wybudowanie mostu przez ówczesną Jeziorkę przypominało próbę wznoszenia takiej konstrukcji na Jeziorze.

jez2O dawnym przebiegu Jeziorki pisałem już wielokrotnie, bowiem łatwo wpaść w pułapkę myślenia, iż jedną spośród niezmiennych rzeczy jest koryto rzeki. W pułapkę taką wpadły autorki najlepszego artykuł o historii Papierni, pisząc iż zalew św Jana powstał w roku 1730 i przyjmując, iż regulacja sprzed budowy imberfalu nie zmieniła przebiegu rzeki. Inni autorzy wyciągali z kolei wnioski, iż pojedynki, o których wspomniał Gloger i słynne „Wiesz gdzie Jeziorna” toczyły się zapewne gdzieś na terenie dzisiejszej Grapy. Tymczasem rzut oka na dawne mapy uświadomi nam, iż Nepomuk ustawiony został nie bez przyczyny w takim, a nie innym miejscu. Najstarszym znanym dowodem jego obecności, jest mapka gruntów odmierzonych w czerwcu 1812 roku. Figura ustawiona jest w nad zalewem, którego próżnie obecnie szukać, a staw Św Jana, nazywany tak zresztą potocznie od Nepomuka, to jedynie cień dawnej świetności. Spiętrzenie wodne poczynione na potrzeby istniejącego tu niegdyś młyna stanowi zaś znacznej wielkości jezioro, zalewające urocze mokradła przylegające do parku, które kilka lat temu doczekało się adaptacji w postaci wybudowanych mostków, umożliwiających oglądanie z bliska dzikiej przyrody. Jak pisałem już kiedyś północna nitka Jeziorki biegła dużo dalej, pod obecną restauracją, która w ciągu kilku istnienia tego bloga przeszła kilka zmian nazwy, ostatnio francuskie „Artuchaud” zmieniono na swojskiego „Karczocha”, przekładając na polski jego nazwę. Za rzeką zaczynały się ziemie oborskie, a co za tym idzie kończyła ziemia warszawska i zaczynała czerska. Jeśli gdzieś się pojedynkowano, to właśnie w tym miejscu. Najczęściej jednak niwa oborska, stanowiąca pastwiska Jeziorny Oborskiej była notorycznie zalana. Przebyć można było ją jedynie przewozem, na którym zarabiali przewoźnicy z tejże wsi, na terenie której obecnie wznosi się osiedle Grapa. Dla podróżnych oczekujących na transport wzniesiono tu z końcem XVIII wieku austerię, umożliwiającą nocleg. Dopiero w XIX wieku podjęto próbę regulacji. Niwa znalazła się wyraźnie pod wodą już praktycznie na stałe, w licznych listach skarżono się, iż Jeziorka wylewa tak często, iż jest praktycznie nie do przebycia. Mapka z roku 1856 pokazuje nam, iż podjęto próbę regulacji zalewu. W jego połowie zaczęto sypać groblę, która z czasem miała przekształcić się w wał. Nepomuk znalazł się na jego wysokości. Regulacja rzeki okazać się miała trwała, zalew mocno zmniejszono, a rzekę skierowano nowym torem, odsuwając od wsi Jeziorna Królewska. Koryto znaleźć się miało w miejscu zbliżonym do obecnego, z czasem o dawnych podziałach zapomniano . Na początku XX wieku grobla oznaczona jest już wyraźnie, z czasem przerwano ją budując imberfal. Jej dawna część, usypana 160 lat temu początek bierze przy Nepomuku.

center

1856

Dzięki mapce z roku 1812 widzimy jaką inną znaczną przemianę przeszła okolica. Nie tylko zmniejszono zalew (nota bene w okresie PRL były jakieś próby jego odtworzenia, lecz nie wyszło to poza fazę koncepcji, ale to już oddzielna historia), ale również mostek widoczny tu przy rozstaju dróg zniknął, podobnie jak koryto rzeki. Zdaje się zresztą, że zasypywał je już Michał Potulicki, bo otrzymywał na początku XIX wieku gniewne listy od Prusaków, żądających przywrócenia pierwotnego biegu rzeki i odtworzenia starej drogi. Mostek został zmieniony w przepust, a nad nim znalazło się miejsce nie tylko na skrzyżowanie dróg, lecz również na dom, co widać na pięknych starych zdjęciach z XX wieku. Obecnie to miejsce zajmuje rondo, które przesunęło drogę w kierunku oczka wodnego. Oczko wodne to pozostałość starego koryta jeziorki, na terenie którego urządzono obecnie targ, po tym jak koryto zlikwidowano, kopiąc kanał łączący obie papiernie.
Clipboard026

Fragment zalewu i przepustu w miejscu pierwotnego mostka. Przepust istnieje w tym miejscu do dzisiaj

A wracając do Nepomuka, wydaje się, ze wystawiono go w idealnym miejscu. Przed usypaniem grobli znajdowało się tu rozlewisko powodziowe, a on stał i wpatrywał się we wzbierającą rzekę. Na Urzecze.

Clipboard03

W tym miejscu znajduje się obecne rondo. Widoczna droga prowadzi w kierunku Mirkowa, znajduje się tam obecnie przystanek autobusowy obok parkingu Starej Papierni

Wieś wzorcowa (3)

ksunder

W roku 1938 nie mniejszym autorytem niż proboszcz cieszył się kierownik szkoły Piotr Szczur, znany w powojennych latach dyrektor szkoły przy mirkowskiej papierni. Były to lata kiedy ksiądz i nauczyciel stanowili punkt odniesienia w niewielkich społecznościach, a osoba wykształcona będąca w stanie pośredniczyć w kontaktach z urzędnikami była nie do przecenienia. W przypadku Piotra Szczura jak i innych nauczycieli w szkole w Słomczynie istotną rolę grał dodatkowo aspekt społecznikowski, bowiem działali oni na rzecz tutejszych mieszkańców. Czego dowodem może być relatywnie niedawne nadanie imienia patrona szkoły w Słomczynie, którym został Jan Mejster, uczący w Słomczynie właśnie w roku 1938, zamordowany podczas wojny w Katyniu. Przez wielu tutejszych mieszkańców wspominany do dziś.

Przejdźmy teraz do drażliwej kwestii. W upolitycznionym życiu codziennym końca II Rzeczpospolitej urzędnicy musieli ważyć swe słowa. O Słomczynie zapisano więc dyplomatycznie: „Gromada nie ma wyrobienia politycznego. Są i endecy i ludowcy i sympatyzujący z Rządem, przeważnie jednak politycznie obojętni.” Ostatnie zdanie w całości zdaje się możemy odnieść również do dzisiejszych czasów. Odnośnie ówczesnej władzy najniższego szczebla zapisano, iż sołtysem do niedawna był „Ziemski Mikołaj, 60 lat, ukończył trzy klasy szkoły rosyjskiej, oczytany, prowadzi ładny sad, niejednokrotnie otrzymywał nagrody za gruszki i jabłka”. Doczekał się pięknego wspomnienia spisanego przez jego wnuka Stefana Rulskiego w książce o kółku rolniczym ze Słomczyna i Brześcc. W trakcie sporządzania dokumentu na stanowisku sołtysa Ziemskiego zastąpił go Kazimierz Gutt.

Wypas_owiec_w_miedzywalu_lata__70.80._kol

Lekarza we wsi nie było, z Jeziorny dojeżdżał doktor Gutkowski. Stanu zdrowia dopatrywała higienistka Ośrodka Zdrowia w Konstancinie „raz w miesiącu przyjeżdżająca”.

Radioaparatów doliczono się w ówczesnym Słomczynie 15 sztuk. Zapewniono, iż byłoby więcej, gdyby we wsi „była elektryfikacja, ale problemem był brak nafty dla generatorów”. Przewidywano podłączenie wsi do prądu w niedalekiej przyszłości, bo 100 metrów od wsi przebiegała linia elektryczna do Góry Kalwarii.

Droga przez wieś powoli przestawała być piaszczysta. „W 1937 zadeklarowano i wykonano brukowanie szarwarkami i opłatami. Dziś droga w ¾ jest zabrukowana, chodnik z płyt betonowych. Wykonywano po 2 metr 3 piachu z morgi i po 1 metra 3 kamienia na każde 10 mg. Prowadzi od traktu do sąsiedniej gromady Borowina. Polna, piaszczysta, okopana rowami, obsadzona wierzbami. Powstała Spółka Drogowa gromad wybrukowała w latach 1928 – 33-4 km drogi z Jeziorny do Góry Kalwarii.” Dzięki ofiarności tutejszych mieszkańców wybrukowano drogę wiodącą do Góry, choć zastanawiać może jak wyliczono dwukrotność odległości z Jeziorny Królewskiej. Miłośnicy Urzecza zwrócili zapewne uwagę na informację o obsadzeniu dróg wierzbami wzdłuż rowów, wzorem zapożyczonym od olędrów.

Siedziba gminnego posterunku Policji mieściła się w Jeziornie Królewskiej, obchodu we wsi dokonywano raz w tygodniu. Pragnącym czynić porównania do obecnej sytuacji pozwolę sobie przypomnieć z jego z dawnych wpisów, iż w ówczesnej gminie liczącej łącznie 10432 mieszkańców porządku pilnowało czterech posterunkowych i komendant posterunku. Aż do lat pięćdziesiątych po wsiach pełniono stróżę. Podobnie w Słomczynie, gdzie jak informowano pełnili ją gospodarze. W roku 1936 wynajęto stróża gromadzkiego o nazwisku Zieliński w wieku 35 lat, któremu płacono „złotówkę od budynku”. Acz jak zauważano od płacenia za stróżę nagminnie się uchylano.

W roku 1938 przez Słomczyn przechodziło 5 – 10 włóczęgów dziennie. Gromada nie posiadała domu noclegowego, z uwagi na obowiązujące wówczas przepisy o włóczęgostwie nie mogli oni pozostawać nocą poza nadzorem . Zwracali się więc do Sołtysa, a ten kierował ich na nocleg do mieszkańców Słomczyna, z poleceniem pisemnym przyjęcia pod dach, opatrzonym stosowną pieczęcią. Jak łatwo się domyślić nie spotykało się to z uznaniem: „Zdarza się, że zgłasza się po kilku naraz, żebracy, podróżni, agenci firm, często zawszeni, pijani chorzy, że zachodzi obawa wpuścić do mieszkania takiego gościa. Nad nocującym trzeba dozorować. Ludzie wychodzą rano do pracy, a podróżny ociąga się. Gdy zgłasza się po odbiór dokumentów, sołtys ustala najpierw u gospodarza czy nic nie zniknęło, a osoba nie wymaga zatrzymania”

A na zakończenie zerknijmy jeszcze na funkcjonowanie Straży Pożarnej, o której remizie wspominałem ostatnio: „Pożar ostatni był w 1929 roku. Spłonęła wtenczas zagroda Kowalskich., którzy sami dla uzyskania odszkodowania pogorzelowego podpalili swoje domostwo. Spotkała ich za to zasłużona kara więzienia, przy czym Kowalski. w nim zmarł.”. Pozwoliłem sobie na całkowitą zmianę nazwiska, bo sprawy to już dawno zapomniane, a obecny Słomczyn żyje już zupełnie innymi sprawami.

Niestety annały gminne milczą na temat dalszych losów dokumentu opisującego wzorcową wieś. W aktach zachowała się jedynie jego kopia wykonana przy użyciu fioletowej kalki.


Źródła i literatura:

  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

zdjęcie "Wypas owiec w międzywalu" pochodzi z książki "Nadwiślańskie Urzecze" Ł. M. Stanaszka. Wykonano je w okolicach Piasków

Wieś wzorcowa (1)

ksunder

W roku 1938 Państwowy Instytut Kultury Wsi zwrócił się do władz gminy Jeziorna o opisanie, zgodnie z przesłaną instrukcją, wzorcowej wsi położonej na terenie gminy. Wytypowany został Słomczyn, w aktach gminnych nie zachowały się informacje mogące wskazywać na podstawie jakich kryteriów dokonano typowania. Dość, iż zachowane dokumenty dają nam znaczną ilość informacji na temat ówczesnego Słomczyna. Informacje zebrano we wsi i przy udziale ówczesnego sołtysa.

Na początek nieco statystyki. Jak podano gromada Słomczyn liczyła wówczas 550 mieszkańców (gmina miała ich 10 328 w 25 gromadach bez Konstancina i Skolimowa, wyłączonych w roku 1924). Historia Słomczyna pozostawała zapomniana nawet dla tutejszych mieszkańców, najstarsze wzmianki jakie odnaleziono w parafialnym kościele pochodziły z roku 1660. Uznano, iż nazwa wsi pochodzi od słomy i powszechnie uprawianych tutaj zbóż (co nie odpowiada prawdzie, a o początkach Słomczyna obiecuję opowiedzieć w jednym z kolejnych wpisów). Jak odnotowano „Lecz dopiero w roku 1725 roku wieś Słomczyn wychodzi jawnie na widownię dziejową. W tym bowiem roku Hieronim na Żywcu i Pieskowej Skale Wielopolski (…) wzniósł w Słomczynie kościół.”. Kolejne zadania świadczą jednak, iż mieszkańcy Słomczyna doskonale zdawali sobie sprawę, iż zamieszkują przy jednym z najważniejszych szlaków Mazowsza: „Wieś Słomczyn położona jest nad szlakiem królewskim, prowadzącym z Warszawy od Belwederu poprzez Wilanów, Jeziornę, Słomczyn, do Góry Kalwarii i Czerska, stołecznego miasta tej dzielnicy Mazowsza.”. Doskonale pamiętano, iż wieś położona byłą na terenie dawnych dóbr oborskich: „Grunta Słomczyńskie pochodzą z dóbr hr. Wielopolskich, a obecnie hr. Potulickich, zamieszkałych w Oborach, miejscowości położonej o niespełna 2 km na północ od Słomczyna. Zgodnie z kolokacją ruską, według której każde dominium obowiązane było wyposażyć swych pracowników w pola, a później po kolei ich spłacać, było najpierw 5 ogólnych gospodarstw w Słomczynie. Z czasem gospodarstwa te się rozdrobniły i gdy w roku 1864 wydany został Ukaz carski, to zastał on w Słomczynie 13 gospodarstw”. Wymieniono rodziny uwłaszczone wspomnianym ukazem: Ziemskich, Magdziarzów, Milewskich, Frankowskich, Moskalewiczów, Olesińskich, Lichmirów, Kwiatkowskich, Pindelskich i oczywiście licznie reprezentowanych Guttów. Jak zaznaczono „niemal wszyscy (mieszkańcy) są potomkami tych pierwszych pańszczyźnianych użytkowników gruntów”.

moulin

Kolejne zdania przyniosły bardzo ciekawe informacje. Przyznam, iż wcześniej nie zetknąłem się z nazwą Słomczyn Poduchowny: „Wzmiankowany ukaz zastał w tym czasie jeszcze 5-u innych użytkowników na gruntach kościelnych, przydzielonych przez proboszcza sługom jego. Grunty te tworzą Słomczyn Poduchowny(…) Trzy pierwsze z gospodarstw zwano Słomczynem Poduchownym dużym, a dwa mniejsze małym Podobno w krótkim czasie po ukazie jeden z gospodarzy tak się ucieszył tym, że pańszczyzna została zniesiona, że przepił połowę swojego gospodarstwa i dlatego powstało jedno gospodarstwo więcej w Słomczynie, powiększone z drugiej strony gruntami nabytymi z sąsiedniej wsi Cieciszewa, które to gospodarstwo należy dziś do Gołąbka Józefa i nosi nazwę Słomczyn Poduchowny Średni, albo Podole. Ogółem zatem w Słomczynie jest 19 gospodarstw rolnych.”.

Wieś mimo nazewnictwa nie była podzielona, rozwijała się. Jak zaznaczono „w ostatnich latach powstało 17 gospodarstw rolnych robotników Mirkowskiej Fabryki Papieru , którzy nabyli w Słomczynie place i pobudowali się”. (piękne to czasy, gdy robotnik mógł wznieść ze swej pensji dom) „Powstanie tych kilkunastu nowych domostw spowodowało, że dziś Słomczyn stanowi dość dużą wieś, skupioną , środkiem której przebiega droga, będąca jakby odnogą traktu do Góry Kalwarii”. (czyli ulicy Wiślanej) Jak zaznaczono wieś nie byłą skomasowana, a pola rozrzucono na kształt szachownicy, co utrudniało prowadzenie prac rolnych.

Powodem do dumy był fakt, iż Słomczyn był wsią parafialną (choć nie wspomniano, iż uprzednio siedzibą parafii był Cieciszew). Jak napisano: „skupienie się życia przy kościele podwaja to że przy nim znajduje się dom ludowy i parafialny tzw. Organistówka. Dom ludowy stanowi centrum życia społecznego. Pobudowany na gruncie kościelnym w 1917 przez obecnie proboszcza St. Kozłowskiego, włożył weń dużo pracy i zasobów. Z domu tego korzystają wszystkie organizacje: Straż Pożarna, Kółko Rolnicze, Stowarzyszenie Młodzieży Katolickiej, Oddział Związku Strzeleckiego, Drużyna Harcerska, Koło b. wychowanków szkoły. Tu odbywają się uroczystości, akademie, przedstawienia, wieczornice, zebrania, opłatek, jajo wielkanocne i dożywianie dzieci przez Komitet Pomocy Zimowej. Dom murowany, parterowy, zawiera 4 sale, w tym teatralną ze sceną, mogącą pomieścić 300 osób.”

O istnieniu kółka rolniczego wiemy od dawna z broszury Stefana Rulskiego, Straż Pożarna w Słomczynie także ma piękne tradycje. Drużyna harcerska funkcjonowała przy tutejszej szkole. Nosiła nazwę Drużyny Harcerskiej im. Jana Sobieskiego, założono ją 17 lutego 1935 roku, składała się z trzech zastępów liczących 8 do 10 osób, a drużynowym był Jan Meister. O ile mi wiadomo była pierwszą drużyną na terenie gminy.

Dalszy ciąg w następnym wpisie.


Źródła i literatura:

  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

Ostatnia bitwa

ksunder

Jeszcze nieco ponad ćwierć wieku temu 17 stycznia rokrocznie świętowaliśmy wyzwolenie stolicy Polski, na pamiątkę dnia gdy Wojsko Polskie oraz Armia Czerwona odebrały hitlerowskim żołnierzom zrujnowaną i opuszczoną Warszawę. Wyzwolenie to mocno wątpliwe, pośród ruin mało kto mieszkał, Niemcy dokonywali systematycznego zniszczenia miasta. Nie ulega jednak wątpliwości, iż kilka dni wcześniej rozpoczęła się ofensywa, która zaprowadziła wojska radzieckie oraz ich polskich sojuszników do Berlina. Nie należy także zapominać, iż walki te kosztowały życie wielu żołnierzy, z których większość nie kierowała się ideologią, lecz pragnieniem walki z wrogiem. O ile zatrzymanie natarcia w sierpniu 1944 roku było z całą pewnością decyzją polityczną, następujące w kolejnych miesiącach przegrupowanie wojsk na linii Wisły powodowane było względami wojskowymi. Armia radziecka zbierała siły do wielkiej ofensywy, której przeprowadzenie koordynowano z zachodnimi sojusznikami. Do początków stycznia Wisła zamarzła, nie toczono jednak walk. Na lewym brzegu umocnili się Niemcy, na prawym Rosjanie i Polacy. Trwało nerwowe wyczekiwanie.

Na południe od Warszawy nadwiślańskie wsie już dawno opustoszały, Gassy były całkowicie spalone i zniszczone wskutek radzieckiego bombardowania, mieszkańcy rozpierzchli się. Niektórzy trafili do Konstancina, inni do dworu w Oborach, usiłując przetrwać zimę. Siedzibą niemieckich władz był oddalony od frontu Pruszków, administracja porzuciła Jeziornę czy Wilanów, pozostawiając siły wojskowe by stawiły czoła rozlokowującym się po drugiej stronie Wisły żołnierzom armii polskiej i radzieckiej. Przegrupowanie sił pozwoliło zająć pozycje wzdłuż rzeki na odcinku wielu kilometrów, podczas którego spoglądano na dogasające Powstanie Warszawskie. Most w Ciszycy został zniszczony jeszcze w lipcu, rejonu przeprawy nie usiłowano forsować. W październiku dokonano przegrupowania sił na lewym brzegu, wycofując z dworu w Oborach węgierski sztab oraz całą tutejszą dywizję, z uwagi na brak zaufania co do jej możliwości bojowych. Zastąpiła go 337 Dywizja Grenadierów. Na tutejszym odcinku między Wilanowem a Górą Kalwarią stanowisko dowodzenia ulokowano w Jeziornie Królewskiej, odcinek między Kępą Okrzewską a Dębówką broniony był przez Pluton 688. Umocniono rejony strategiczne, za które uznano skrzyżowania dróg w Skolimowie i Konstancinie oraz Jeziornie Królewskiej, a także Słomczyn, gdzie na wieży kościelnej ulokowano obserwatora. Zaminowano spiętrzenie wody nieopodal dolnej Papierni.

319242Kamień upamiętniający działania w dniach 16 i 17 stycznia 1945 roku przy Starej Papierni. Dwa inne znajdują się w miejscach gdzie Niemcy stawili opór - nieopodal dworu w Oborach oraz w Czernidłach. Na wale nieopodal Dębiny znajdziemy kolejny pomnik, upamiętniejący miejsce sforsowania Wisły (o czym poniżej)

Uderzenie przez Wisłę było jedynie częścią ostatniej ofensywy, która planowano w uzgodnieniu z aliantami na 20 stycznia 1945 roku. Po niemieckim natarciu w Ardenach Churchill zwrócił się do Stalina o jej przyśpieszenie. Forsowanie rzeki rozpoczęto 12 stycznia. Ciężkie walki trwały przez kilka dni, w trakcie których siłom polsko-rosyjskich udało się przedostać przez umocnioną rzekę na południe od Góry Kalwarii i ruszyć w kierunku Mszczonowa. Zmieniło to sytuację frontową, zwłaszcza gdy natarcie zmieniło się pościg za uciekającymi Niemcami. Niepodal Karczewa obronę niemiecką wiązała 1 Brygada Kawalerii, oczekując aż siły radzieckie dotrą na teren gmin Jeziorna by przejść do ataku. Z uwagi na wydarzenia o godzinie 13 wydany został rozkaz ataku, mający na celu związanie Niemców walką, by nie zdołali się przegrupować w okolicach Mszczonowa, nadto mający ich zmylić co do rzeczywistego rozmiaru ofensywy. Dowództwo niesłusznie przeceniało niemieckie siły, przewidując iż stawią one dość silny opór, by powstrzymać natarcie. Dowodzący 1 Brygadą Kawalerii płk. Radziwinowicz wydał rozkaz do ataku dowódcom drugiego i trzeciego pułku kawalerii. Przed godziną 14 pod osłoną ognia artyleryjskiego z okolic Józefowa i Otwocka pluton chorążego Chałasa przez zamarzniętą Wisłę wkroczył do Ciszycy, zaś pluton chorążego Zakrzewskiego umocnił się nieopodal Czernideł (w miejsuc znanym wśród miejscowych jako Dębina). Uchwyciwszy dwa przyczółki Polacy zaczęli przerzucać kolejne wojska. Niemcy zostali zaskoczeni, spodziewali się ataku w okolicach Gassów. Bronili się niezbyt zaciekle. Podczas gdy kawalerzyści umacniali się oczekując przybycia wsparcia, zapadła zapewne decyzja o odwrocie, gdy wprowadzone w błąd co do rozmiarów ataku niemieckie dowództwo nie zdołało należycie ocenić jego rozmiarów.

Jak wspomina Krystyna Machlejd 16 stycznia ostrzał artyleryjski dosięgnął Konstancina, zniszczona została elektrownia, a prąd uruchomiono na powrót osiem miesięcy później. Około 16:30 Niemcy zaczęli się wycofywać, zdołali podpalić jeszcze kilka konstancińskich willi i wysadzić spiętrzenie wody nieopodal dolnej papierni, a także zniszczyć most przez Jeziorkę. Polskie natarcie trwało, do 22 kiedy wstrzymano ofensywę kawalerzyści zajęli już wszystkie wsie nadwiślańskie – od Obórek, przez Opacz, Ciszycę, Gassy i Kopyty skąd uderzyli w kierunku Piasków. Przez Cieciszew dotarli na drogę warszawską, a przed świtem stanęli nad zamarzniętą Jeziorką wkraczając do Jeziorny Królewskiej. Stamtąd trzon natarcia ruszył w kierunku Kabat, gdzie dotarł 17 stycznia po południu.

17 stycznia 1945 roku Konstancin pełen był polskich żołnierzy dowodzonych przez Rosjan. Krystyna Machlejd wspomina o pijanym oficerze sowieckim, cieszącym się ze zwycięstwa, którego siłą wyprowadzili jego trzeźwi towarzysze przepraszając za jego zachowanie. Wieczorem w willach kwaterowali polscy żołnierze świętujący z ich mieszkańcami. Kolejnego dnia około 10 ruszyli dalej, „Za germańcami w Berlin”.

Nikt wówczas jeszcze nie spodziewał się tego co miało nastąpić niebawem, na razie wyczekiwanie dobiegło końca i zdawało się, iż czas wojny również.


Źródła i literatura:

Wspomnienia z Mirkowa

ksunder

Dzięki p. Piotrowi Bryłce trafiły w me ręce obszerne fragmenty kroniki Papierni. Nie jest to wydawnictwo nieznane, w zbiorach Biblioteki Narodowej znajduje się ono w dwóch wersjach, jako "Kronika papierni w Jeziornie 1760-1960" wydana w roku 1961 oraz "Kronika papierni w Jeziornie 1760-1980" wydana w roku 1980. Obie wyszły nakładem Warszawskich Zakładów Papierniczych im. Mariana Jaworskiego (jeśli ktoś nie pamięta lub nie jest tego świadom, nazwę taką nosiła Mirkowska Fabryka Papieru). Redagowana przez doc. Jadwigę Siniarską-Czaplicką (dzięki której znamy historię Papierni) oraz Teresę Górską, pięknie wykaligrafowana rękami pracowników Papierni Józefy Brzozowskiej i Kazimierza Głuchowskiego, w opracowaniu graficznym tego ostatniego oraz Henryka Kubika. Piękny to dokument czasu, ukazujący nam zżycie z zakładem jego załogi, wersja wydawnicza stanowi fotokopię kroniki ręcznie spisywanej. Wersję z roku 1980 różni dodanie do niej wspomnień pracowników Papierni, z których jedno zamieszczam poniżej. Wspomnienia zbierał Wincenty Szeleszkiewicz, postać nietuzinkowa i kilkakrotnie przeze mnie przywoływana, na profilu FB można znaleźć galerię jego malarstwa. Były AK-owiec, dyrektor Papierni, twórca tutejszej szkoły zwanej popularnie „Cyrkiem”, malarz… jednym słowem osoba zasłużona dla tutejszej społeczności.

Pominę kontekst w jakim powołano Komisję Historii Mirkowa i opis czasów w jakich powstawały, istotne są ciekawe fragmenty wspomnień pracowników Papierni, które wiele mówią o historii „Ciepoków” tak barwnie opisanych w książce Zdzisława Kalicińskiego. Zaś powody zebrania wspomnień w tym kontekście nie są tak istotne, choć jak zawsze w tamtych czasach związane były z ważkimi wydarzeniami, upamiętniającymi robotnicze święta. Wyjątkowo musiałem zastosować się częściowo do zasad edycji źródeł historycznych (historyk uśmiechnie się, widząc w jakiej postaci i słusznie wytknie brak pewnej konsekwencji), z uwagi na rozmaite błędy natury historycznej popełnione przez autora bądź liternika. Co jednak mam nadzieję nie przeszkodzi w odbiorze wspomnień.

cover


Wspomnienia

Konstancin-Jeziorna, 3 II 1971

Stanisław Janczewski

ur. 9 IV 1902 r. w Wieruszowie przy ul. Zamkowej

Urodziłem się w Wieruszowie, a rodzice moi Antoni i Elżbieta byli pracownikami Fabryki Papieru Mirków tuż przy Wieruszowie (pow. Kępno Wlkp1). Fabryka istniała na długie lata przed rozbiorami Polski i pracowali w niej moi przodkowie, dziad Szczepan, pradziad Michał, a więc można w przybliżeniu określić na 1850-lata2. Po Kongresie Wiedeńskim w roku 1815 powstało Królestwo Polskie pod zarządem cara rosyjskiego i w związku z tym powstały nowe granice. Prusy zajęły tereny po rzekę Prosna z jednej strony, a Rosja Carsja zajęła po drugiej stronie rzeki. Fabryka Papieru Mirków leżała z obu stron rzeki, lecz większa część była po stronie Rosji, granica w Mirkowie, a Wieruszów cały po stronie pruskiej.

Wojska graniczne carskie długie lata pozwalały na pracę w Fabryce po obu stronach, lecz w latach 18823, gdy przyszedł pułkownik nowy, nie pozwolił na przejścia przez granice, pisał do Petersburga do najwyższych władz, w wyniku czego z Fabryką trzeba było ustąpić. Właściciele fabryki Natansonowie4 w roku 1884 i 18855 zdecydowali przenieść fabrykę do Jeziorny, do istniejącej tu fabryki papieru, którą jak powiadają pradziadowie Janczewscy, założył książę Lubecki w roku 17746 w wodnym młynie na rzece Jeziorka. Przewożenie fabryki odbywało sę wołami na specjalnych wozach i saniach. Karawana złożona z dziesiątek zaprzęgów razem z taborem pracowników Mirkowa znad Prosny, którzy zdecydowali się wyruszyć na nowe miejsce do fabryki w Jeziornie, około 100 rodzin, jechali miesiącami: wyruszyli wiosną, a przybyli przed wszystkimi świętymi w późnej jesieni. W Jeziornie nie było zabudowań7 i Mirkowanie zmuszeni byli zamieszkiwać po 4 rodziny w jednej izbie.

Dopiero z czasem pobudowano osiedle na Porąbce Edwardowie8. Na Porąbce wybudowane były 2 bloki na wzór domów z Mirkowa nad Prosną. Od tego czasu fabrykę w Jeziornie poczęto nazywać Mirkowską Fabryką Papieru w Jeziornie. Papiery i bibułka paierosowa produkowana w Mirkowie nad Prosną zdobyła sobie w swoim czasie bardzo dobrą opinię i była lepsza od konkurencyjnych, gdyż woda w Prośnie była krystaliczna – czysta tak, że każdą małą rybkę widać było w najgłębszych miejscach na kilka metrów w głąb. Ta dobra opinia przeszła przez całą Polskę i pozamorskie kraje no i przywędrowała z nazwą Mirków do Jeziorny. W czasie Powstania Wielkopolskiego w roku 1918 długie lata bezrobocia i nędznie żyjąca reszta załogi zlikwidowanej fabryki Mirków nad Prosną wraz z ludnością całej Wielkopolski czynnie wzięła udział w walkach z Niemcami o wyzwolenie ojczyzny i na tym terenie Mirkowa walczyli Mirkowiacy znad Prosny.

Z rodziny przybyłych do Jeziorny i Mirkowa nad Prosną, wiele wymarło, a z pozostałych młodsze pokolenie zna tę historię tylko z opowiadań rodziców i pamięć o tych wydarzeniach zaciera się.

Z wymienionych rodzin żyje rodzina Janczewskich z ojcem Stanisławem, który mieszkał w Wieruszowie do roku 1923, do czasu pójścia do wojska, a po powrocie przyjechał do Jeziornej do Mirkowskiej Fabryki Papieru.

Jedyny ostatni Mirkowiak znad rzeki Prosny wychowany w Mirkowie nad Prosną z najmłodszej generacji przytacza niektóre urywki pieśni patriotycznych z tych okresów jeszcze dawnych, zaborczych:

1) Polacy, Polacy coście wy zrobili

żeście Niemczaków do Polski wpuścili

Jakeśmy wpuścili to i wyżyniemy

Tylko szabelki dobrze naostrzemy

2)Widzieliśmy cztery orły

jak górą leciały -

Ruski, Pruski, Austriacki

i nasz polski biały…

Między innymi z Wieruszowa pochodzą rodziny Kubików, Sutańskich, Kiszków, Matuszewskich, Staszewskich, Bryłków, Gągolskich.


pat1

Janczewski Stanisław, robotnik sprzed wojny został po wyzwoleniu 17.I.1945 r. pierwszym sołtysem na terenie Osiedla Fabrycznego, następnie kierownikiem działu gospodarczego, organizował spisu ludności, awaryjne brygady odśnieżania, obronę przeciwpowodziową, kilkakrotnie i z pełnym zaparciem udzielał się w pracy społecznej w Polsce Ludowej jako radny Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Jeziornie. Położył zasługi dla fabryki, załogi i ludności tego terenu. Jako człowiek skromny, wielki patriota nie miał szczęścia być zauważonym i wyróżnianym za swą ofiarność i zasługi do czasu emerytury w Jeziornie.

inż. W. Szeleszkiewicz

Przewodniczący Komisji Historii Mirkowa


1Obecnie Kępno, siedziba powiatu i gminy Kępno w woj. wielkopolskim. Wieruszów obecnie jako miasto powiatowe przynależy administracyjnie do woj. łódzkiego. Nadmienić należy, iż Wieruszów utracił prawa miejskie po Powstaniu Styczniowym, odzyskując je dopiero w roku 1919.

2W oryginale 1650-te lata. Zapewne błąd powstały przy przepisywaniu.

3W oryginale 1802; jw.

4Właściwie Edward Natanson i Leopold Kronenberg

5W roku 1888 zakład w Jeziornie został wykupiony przez Akcyjne Towarzystwo Mirkowskiej Fabryki Papieru, przeniesienia zakładu dokonano rok później.

6Pomieszana osoba księcia Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego (1779-1846), ministrem skarbu Królestwa Polskiego z Hieronimem Wielopolskim (1712-1779), właścicielem dóbr oborskich. Pomyłka powodowana faktem, iż Drucki-Lubecki inicjował rozwój gospodarczy Królestwa Polskiego w latach 1821-1830 i kojarzony jest z otwieraniem podobnych zakładów na ziemiach polskich. Datacja 1774 błędna, rozpowszechniona w świadomości jako jedna z dat założenia Papierni (o kwestii błędnego datowania założenia Papierni patrz: O założeniu papierni)

7Autor ma na myśli Jeziornę Fabryczną lub Bankową, czyli najbliższą okolicę Papierni, gdzie w owym czasie w zasadzie nie było zabudowań innych niż zakładowe.

8Autor łączy tu w jedną dwie nazwy własne, określające miejsce lokalizacji pierwotnych zabudowań przeznaczonych dla robotników z Mirkowa, wzniesionych na granicy wsi Bielawa. Nazwa Edwardów pochodzi od Edwarda Natansona, jednego z właścicieli fabryki, który wzniósł budynki pod koniec XIX wieku. Nazwa Porąbka była nazwą miejscową, używaną na określenie tej okolicy, występującą w dokumentach już w XVIII wieku. Oznaczała porębę, czyli miejsce po wyrąbanym lesie.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci